Aplikacja Kościoła Boga Wszechmogącego

Słuchaj głosu Boga i powitaj powrót Pana Jezusa!

Wszystkich szukających prawdy prosimy o kontakt.

Świadectwa doświadczeń przed tronem sądu Chrystusa

Pełne kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

0 wyników wyszukiwania

Nie znaleziono wyników

85. Przemiana upadłego człowieka

Autorstwa Tonga Xina, Prowincja Fujian

Urodziłem się na wsi. Pochodzę z rodu uczciwych rolników, poza tym nasza rodzina była nieliczna, więc często nas prześladowano. Gdy miałem 13 lat, ktoś spoza naszej wsi pobił dziecko. Wieśniacy niesłusznie oskarżyli mojego ojca o sprowokowanie tego zdarzenia i powiedzieli, że przeszukają nasz dom, skonfiskują nasz dobytek, zabiorą nam świnie i pobiją ojca. Innym razem wieśniak przywłaszczył sobie naszą sieć rybacką. Gdy ojciec poszedł ją odebrać, ten uderzył go, wiedząc, że może polegać na swojej władzy i wpływach. Ojciec musiał przyjąć lekcję pokory, ponieważ wiedział, że nie ma ani pieniędzy, ani władzy. Moja matka mówiła braciom i mnie, że w przyszłości musimy walczyć o swoje i nigdy nie żyć w takim ucisku. Jako młody człowiek, nienawidzący niesprawiedliwości w społeczeństwie, postanowiłem, że w przyszłości wybiję się z tłumu, zyskam sobie szacunek i już nigdy nie będę uciskany. Uczyłem się więc bardzo pilnie, ale nie byłem wystarczająco inteligentny i nie mogłem dostać się na żadną uczelnię, więc postanowiłem poszukać szczęścia w wojsku, gdzie łatwo dostałem się dzięki znajomościom.

Tuż po wstąpieniu do wojska usilnie starałem się brać na siebie wszystkie trudne, niewdzięczne zadania i demonstrować swoją aktywność, aby zrobić wrażenie na swoich przełożonych i móc w przyszłości uzyskać awans. Jednak po kilku latach – pomimo wszelkich starań – nie udało mi się awansować nawet na dowódcę oddziału. Ponadto moi towarzysze stale wyśmiewali mnie i dokuczali mi z powodu nędznego ubrania i mojej oszczędności, co jeszcze bardziej potęgowało pragnienie, żeby się wyróżnić. Później, kierując się radami otrzymanymi od znajomego ze wsi, odkryłem, że oceny i awans w wojsku zależą nie od ciężkiej pracy, lecz od wręczania prezentów. Choć tego rodzaju praktyki napawały mnie wstrętem, musiałem skorzystać z tej jedynej drogi do uzyskania awansu. Dlatego postanowiłem przeznaczać wszystkie swoje oszczędności na prezenty dla swoich przełożonych, i dzięki temu nawiązywać znajomości. Wówczas w końcu mogłem dostać się na akademię wojskową. Jednak gdy po skończeniu akademii wróciłem do wojska, przydzielono mnie do pracy w kuchni w kantynie, gdyż miałem za mało pieniędzy, żeby rozdawać prezenty, a później zostałem kwatermistrzem, jednak tylko z nazwy. Po kilku latach wojskowego życia zrozumiałem znaczenie powiedzeń: „Urzędnicy nie utrudniają życia tym, którzy dają im prezenty” czy „Bez podlizywania się nie osiągniesz niczego”. Jeśli chcesz zyskać pozycję, musisz wypróbować każdy sposób na zdobywanie pieniędzy i wręczanie prezentów, gdyż inaczej niczego nie osiągniesz – bez względu na to, jak wielkie są twoje zdolności. Aby zrealizować swoje aspiracje, zacząłem zdobywać pieniądze podstępem: przy kupowaniu żywności specjalnie zawyżałem wagę i ilość, aby dodatkowo zarobić na lewo; gdy zobaczyłem, że inni kwatermistrzowie sprzedają ryż, potajemnie sprzedałem ciężarówkę ryżu z wojska, dzięki czemu zarobiłem kilka tysięcy juanów, i tak dalej. Chociaż od dziecka wierzyłem w Jezusa i dokładnie wiedziałem, że to, co robię, jest przestępstwem, a także mimo że martwiłem się stale o to, czy któregoś dnia nie zostanę zdemaskowany i skazany, to jednak chęć awansu wciąż pchała mnie do robienia rzeczy wbrew własnemu sumieniu. Gdy już zaoszczędziłem trochę pieniędzy, zacząłem pochlebiać swoim przełożonym i wręczać im prezenty stosowne do ich upodobań. Ilekroć zjawiali się oni, żeby przeprowadzić inspekcję, szedłem napić się z nimi, śpiewałem, nawiązywałem kontakty z prostytutkami… Robiłem wszystko, co mogłem, aby zaskarbić sobie ich przychylność. Zawsze gdy przełożeni potrzebowali pomocy, z radością oferowałem swoje usługi. Jeśli ktoś miał dobre stosunki z przełożonymi, starałem się do niego zbliżyć, aby uzyskać pozytywną rekomendację. W tym okresie, gdy uciekałem się do tego rodzaju życiowej filozofii, szybko awansowałem na dowódcę batalionu. W końcu wybiłem się i mogłem wrócić do domu w chwale! Potem – ilekroć wracałem do domu – mieszkańcy wsi otaczali mnie, schlebiali mi i komplementowali mnie, co wielce zaspokajało moją próżność. Moje ambicje i pragnienia rosły. Jak mówią: „Ważni ludzie widzą tylko szczyt hierarchii, a nie całe społeczeństwo”, „Wykorzystuj władzę, póki ją masz, bo jeżeli ją stracisz, nie będziesz mógł jej użyć” i „Nie ma czegoś takiego jak nieskorumpowany urzędnik”. Zacząłem więc korzystać z przywilejów funkcjonariusza. Gdziekolwiek się udałem, dostawałem rzeczy za darmo. Kiedy ktoś szukał u mnie pomocy, prosiłem go o prezenty, a jeśli były one niedostateczne – nie pomagałem mu. Zacząłem poszukiwać wykwintnego jedzenia i eleganckich ubrań oraz pozwalać sobie na ekstrawagancję. Wykorzystując to, że byłem jak złote dziecko wśród ważnych przełożonych, takich jak dowódca i komisarz polityczny, stałem się nawet tak arogancki, że poniżałem ludzi – podkreślałem swoje wpływowe znajomości i wymagałem od swoich podwładnych dawania mi prezentów w imieniu tych przełożonych. Tak właśnie przeistoczyłem się z prostego chrześcijańskiego chłopaka ze wsi w zachłannego, sprytnego, zdradzieckiego i aroganckiego człowieka.

Gdy byłem zepsuty i upadły, przypisywałem własną straszną naturę innym. Często bez powodu podejrzewałem o romanse moją piękną żonę, która pracowała dla zagranicznej spółki. Potęgowało to konflikty pomiędzy nami i oddalało nas od siebie. W 2006 r. moja żona nie wytrzymała i wniosła pozew o rozwód; odebrałem to jako wielki wstyd dla siebie, więc nie zgodziłem się. Późno w nocy często rozmyślałem o swoim życiu. Myślałem: od dziecka byłem zdeterminowany, aby się wybić, a kariera układa się dobrze zarówno mojej żonie, jak i mnie. Warunki w naszym domu są dobre pod każdym względem i inni nam zazdroszczą. Dlaczego więc żyję w takim bólu i dlaczego doszło do tego, że moja żona chce się ze mną rozwieść? Nawet nasz syn cierpi wraz z nami. Czy moje życie układa się tak, jak chcę? Po co właściwie żyję? Gdy czułem się zagubiony i zdezorientowany, moja żona przyjęła zbawienie Boga Wszechmogącego dni ostatecznych. Dzięki częstym spotkaniom i tworzeniu wspólnoty z siostrami i braćmi nabierała coraz większego optymizmu, przestała się ze mną kłócić i już nigdy więcej nie wspomniała o rozwodzie. Zamiast tego zajmowała się głoszeniem Ewangelii i wypełnianiem swojego obowiązku. Później pod wpływem swojej żony i matki ja również zacząłem wierzyć w Boga Wszechmogącego.

Dzięki życiu z kościołem zrozumiałem, że Bóg jest święty i sprawiedliwy – że najbardziej nienawidzi On plugastwa i zepsucia ludzi. Myślałem o ohydnych rzeczach, których dopuszczałem się w wojsku, i że w żadnym razie nie będę mógł zostać zbawiony przez Boga, jeśli nie zmienię swojego dawnego usposobienia. Zacząłem więc łapczywie czytać słowo Boże z nadzieją, że znajdę tam rozwiązanie. Pewnego dnia przeczytałem takie słowa dane od Boga: „Od przyjścia na ten brudny świat człowiek jest do szpiku zatruwany przez społeczeństwo, wtapiany w feudalną etykę i kształcony na »uczelniach«. Zacofany sposób myślenia, zepsucie moralne, przeciętne poglądy na życie, nikczemna filozofia, kompletnie bezwartościowa egzystencja oraz zdeprawowane style życia i obyczaje – wszystko to doszczętnie zainfekowało serce człowieka oraz mocno podkopało i zaatakowało jego sumienie. W rezultacie człowiek jeszcze bardziej oddala się od Boga i jeszcze bardziej Mu się sprzeciwia” („Posiadanie nieprzemienionego usposobienia to pozostawanie w nieprzyjaźni z Bogiem” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boga obnażyły tajemnice na dnie mojego serca; byłem dogłębnie wstrząśnięty. Przez te wszystkie lata służenia w wojsku postępowałem według niepisanych zasad świata tylko po to, aby się wyróżnić. Robiłem wiele rzeczy, które obciążały moje sumienie. Wzbogaciłem się dzięki nieuczciwie osiągniętym zyskom i prowadziłem mroczne, zdeprawowane życie – stale dopuszczałem się grzechu, lecz nie odczuwałem wstydu. Słowa Boga nie tylko pozwoliły mi odróżnić dobro od zła, lecz także sprawiły, że dostrzegłem wyraźnie źródło swojego upadku i zepsucia. Okazało się, że te plagi pochodziły od szatana. To on zmienił ten kraj w bagno zła i podłości, gdzie bezsilni, uczciwi ludzie byli gnębieni i z trudem starali się przetrwać, podczas gdy tyrani i osoby z wpływami i władzą mieli się dobrze. W tym społeczeństwie pełno było herezji i mitów, jak na przykład: „Każdy myśli tylko o sobie”, „Urzędnicy nie utrudniają życia tym, którzy dają im prezenty”, „Bez podlizywania się nie osiągniesz niczego”, „Ważni ludzie widzą tylko szczyt hierarchii, a nie całe społeczeństwo”, „Wykorzystuj władzę, póki ją masz, bo jeżeli ją stracisz, nie będziesz mógł jej użyć” i tak dalej. Dałem się zwieść tym okropnym porzekadłom, a z powodu otaczającego mnie ucisku zagubiłem się, porzuciłem ludzkie zasady, bez skrupułów zabiegałem o wysokie stanowiska i ugrzęzłem w bagnie grzechu. W końcu stałem się złym człowiekiem, który szuka tylko bogactwa, nadużywa władzy dla osobistego zysku i sprzeniewierza fundusze publiczne. W sądzie zawartym w słowach Boga zobaczyłem Jego silny gniew i świętość – zrozumiałem, że nie wolno obrażać Jego sprawiedliwego usposobienia. Żałowałem swoich złych czynów, a moje serce przepełniał strach. Czułem, że gdyby Bóg nie uratował mnie w porę i nie wyciągnął ze zła, w którym się zanurzyłem, zostałbym przeklęty i ukarany za to, co uczyniłem. Dziękuję Bogu za to, że pozwolił mi znów ujrzeć światło i zrozumieć ludzkie zasady. Od tamtej pory nigdy już nie robiłem tych rzeczy, które przynosiły wstyd imieniu Boga.

W miarę jak rozumiałem coraz więcej prawdy, doświadczałem większego i głębszego zbawienia od Boga. W 2009 r. minęło 20 lat mojej służby w wojsku. Zgodnie z krajowymi przepisami pozwolono mi opuścić wojsko i szukać pracy na własną rękę. Postanowiłem unikać zła i czynić dobro, więc zrezygnowałem z wojska i zdecydowałem się podjąć pracę cywilną, a przede wszystkim całym sercem i duszą poświęcić się pracy dla Boga. Jednak mój przełożony próbował mnie przekonać, abym został. Prosił, żebym dokładnie to przemyślał, a inny starszy przełożony na wysokim stanowisku obiecał mi: „Zostaniesz awansowany na zastępcę oddziałowego dowódcy, jeśli będziesz dalej ciężko pracować”. Trochę się wahałem – była to szansa, o której marzyłem dzień i noc! Nie mogłem porzucić myśli o tym stanowisku, więc szukałem pomocy u Boga i modliłem się: „Boże, zawsze marzyłem o zajmowaniu wysokiego stanowiska. Teraz mam taką okazję i nie wiem, co wybrać. Oświeć mnie i prowadź!”. Później pomyślałem o tych słowach Boga: „Jeśli zajmujesz wysokie stanowisko, cieszysz się dobrą reputacją, masz rozległą wiedzę, mnóstwo zalet i wsparcie wielu osób, te rzeczy nie odbierają ci możliwości przyjścia przed oblicze Boga, aby odpowiedzieć na Jego wezwanie, przyjąć Jego wolę i spełnić Jego prośby, a wówczas wszystko, co będziesz czynić nabierze największej możliwej na ziemi wartości i będzie najbardziej sprawiedliwe pośród całej ludzkości. Jeśli odrzucisz Boże wezwanie na rzecz własnego prestiżu i osobistych celów, wszystko, czego dokonasz będzie przeklęte, a nawet wzgardzone przez Boga” („Bóg kieruje losem całej ludzkości” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „Ludzie przychodzą na ziemię i spotkanie Mnie jest rzadkością, jak również rzadkością jest możliwość poszukiwania i uzyskania prawdy. Czemu nie doceniacie tego pięknego czasu jako właściwej ścieżki poszukiwania w tym życiu?” („Słowa do młodych i starych” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Każde słowo Boga porażało moje sumienie i ocknąłem się ze swojego wahania. Miałem zaszczyt doświadczyć na ziemi dzieła Boga wcielonego oraz dostałem cenną okazję dążenia do prawdy i wykonywania pracy dla Boga. Jakież to wywyższenie i łaska od Boga! Jaka kariera na świecie może być ważniejsza od pracy dla Stwórcy? Nawet gdybyś był na najwyższym stanowisku i był najwyższym urzędnikiem, to gdybyś nie znał Boga i nie dokonał żadnych zmian w swoim usposobieniu, zostałbyś w końcu przez Niego ukarany. Tak wiele osób na prestiżowych stanowiskach zmarło przedwczesną śmiercią dotknięte nieszczęściem, tylu wysoko postawionych ludzi spotkał haniebny upadek i straszny koniec. Jeśli chodzi o mnie, desperacko walczyłem i starałem się wybić jako funkcjonariusz, co zrujnowało mnie do tego stopnia, że byłem zszargany i splugawiony – prowadziłem życie kogoś, kogo ledwo można było nazwać człowiekiem. Bóg zawrócił mnie wtedy z błędnej ścieżki i dokładnie wskazał drogę do życia w człowieczeństwie. Jak mogłem w dalszym ciągu wybierać te zagrożenia i wracać do starych nawyków? Pierwsza połowa mojego życia cechowała się podatnością na udręki i podstępy szatana, co zadało mi wielki ból. Szatan nie mógł mnie zniewalać, wyzyskiwać i deprawować przez resztę życia. Musiałem zmienić swój sposób życia, podążać całym sercem za Bogiem, kroczyć ścieżką ku prawdzie i prowadzić życie pełne sensu. Podjąłem więc mocne postanowienie, aby znaleźć pracę na własną rękę i całkowicie odejść z wojska. Jednak moje zepsucie przez szatana było tak głębokie, że jego trująca idea, aby się wyróżniać i być ważną osobą zakorzeniła się w moim sercu i często utrudniała mi wkroczenie na właściwą ścieżkę życia.

Podczas wypełniania swojego obowiązku w kościele po pewnym czasie zauważyłem, że niektórzy z przywódców są stosunkowo młodzi, a jeden z nich był kiedyś moim przyjacielem, przez co czułem się niekomfortowo. Myślałem: w doczesnym świecie nigdy nie zajmowałeś tak wysokich stanowisk jak ja, ale teraz w kościele jesteś wyżej ode mnie. Jeśli ty możesz być przywódcą, to ja tym bardziej! Pracowałem więc ciężko, aby to osiągnąć; codziennie wstawałem o piątej rano, aby czytać słowo Boże i wyznaczałem sobie cele: słuchanie kazań o wchodzeniu w życie codziennie przez co najmniej dwie godziny, nauczenie się trzech pieśni co tydzień, plan nauczenia się wszystkich pieśni o słowie Bożym. Byłem jeszcze bardziej aktywny i sumienny w wypełnianiu swojego obowiązku. Gdy tylko chodziło o coś, z czym byłem w stanie dać sobie radę, paliłem się do tego, bez względu na trudności czy zmęczenie. W tym czasie przechwalałem się swoim doświadczeniem i umiejętnościami w wojsku przed swoimi siostrami i braćmi, kręciłem nosem na wspólnotę tworzoną przez przywódców Kościoła lub subtelnie deprecjonowałem sposób, w jaki podchodzili do spraw lub radzili sobie z problemami. Parłem do przodu, usilnie zabiegając o sławę i pozycję, z nadzieją, że jak najszybciej zdobędę stanowisko w kościele. W 2011 r. zostałem w końcu wybrany na przywódcę zgodnie ze swoimi oczekiwaniami. Byłem bardzo podekscytowany – chciałem wyróżnić się i dokonać mnóstwa rzeczy, aby zaimponować innym. Wówczas – z różnych powodów – byłem zmuszony zrezygnować, dlatego poleciłem jedną z sióstr jako lidera. Jednak nie pogodziłem się z tym w swoim sercu. Po jakimś czasie stwierdziłem, że wyznaczona przywódczyni nie w pełni radzi sobie z problemami i moja ambicja jeszcze raz wzięła górę. Pośrednio zasugerowałem siostrze, aby wzięła winę na siebie i zrezygnowała, co dałoby mi szansę na wybór przy następnej okazji. Jednak siostry i bracia, którzy dowiedzieli się o tym, przeanalizowali moje działania – uznali, że jestem zbyt nieuczciwy i ambitny oraz zawsze chcę przejmować kontrolę nad kościołem, więc usunęli mnie ze stanowiska przywódcy grupy. Zwyczajnie nie mogłem tego zaakceptować. Byłem taką kompetentną osobą; jak mogło dojść do tego, że nie nadawałem się nawet na lidera grupy! Przez wiele miesięcy czułem rozgoryczenie w sercu i nie byłem zadowolony ze swoich sióstr i braci, więc na spotkaniach nieczęsto zabierałem głos. Duch mój był pełen mroku i nie mogłem odnaleźć Boga. W środku tego bólu poprosiłem Boga, aby wyprowadził mnie z mroku. I w końcu pewnego dnia przeczytałem słowa Boga: „Dziś, w ramach doświadczenia człowieka, każdy etap dzieła Boga atakuje koncepcje człowieka, a każdy etap jest nie do pojęcia dla ludzkiego intelektu i poza jego oczekiwaniami. (…) Dzięki temu że atakuje twoje pojęcia, przyjmujesz warunki Boga, a tylko tak możesz wyzbyć się swojego zepsucia” („Tylko ci, którzy znają Boga, mogą nieść o Nim świadectwo” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „Jeśli nie będziesz Mi posłuszna teraz, w ostatecznym rozrachunku zostaniesz przeklęta; czy będziesz wówczas szczęśliwa? Nie zwracasz w ogóle uwagi na drogę życia, a skupiasz się jedynie na swym własnym statusie i tytule; jakie jest twoje życie? (…) Nie skupiasz się na podążaniu za osobistą przemianą i wkroczeniem; ciągle skupiony jesteś na swych wygórowanych pragnieniach i rzeczach, które krępują jedynie twoją miłość do Boga i nie pozwalają ci się do Niego zbliżyć. Czyż rzeczy te mogą cię przemienić? Czy są w stanie wprowadzić cię do królestwa?” („Dlaczego nie jesteś skłonny być narzędziem kontrastu?” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boga były jak obosieczny miecz przenikający moje serce, sprawiający, że moje zbuntowane ja czuło się zawstydzone i zażenowane. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że wszystko, co ostatnio mi się przydarzyło, choć nie było tym, czego chciałem, nie oznaczało, że ludzie rzucają mi kłody pod nogi. Był to raczej sprawiedliwy sąd mojej osoby przez Boga i zbawienie mnie przez Niego, które przychodziło w samą porę. Dzieło Boże tym razem miało zmienić stare poglądy i perspektywy ludzi, wybawić ich od wpływu szatana i sprawić, aby zyskali od Boga prawdę i życie w jasności. Nie wybrałem właściwej ścieżki i nie szukałem prawdy w swoim życiu, lecz zabiegałem o pozycję i sławę, a nawet knułem podstępy i intrygi, co było niczym innym jak tylko dążeniem do stania się urzędnikiem i kimś ważnym. Czyż nie było to sprzeczne z dziełem Bożym i Jego chęcią zbawienia ludzkości? Jak mógłbym zyskać prawdę i prowadzić życie pełne sensu, gdybym nadal dążył do tych rzeczy? Gdybym nie zawrócił z tej drogi, czyż nie zrujnowałoby to mnie i nie uczyniłoby celem do ukarania przez Boga, gdy On ukończy swoje dzieło? Aby powstrzymać mnie przed wejściem na niewłaściwą ścieżkę i skorygować moje błędne dążenia, Bóg przyciął mnie i potraktował „bezlitośnie” – poprzez ludzi i wydarzenia dookoła mnie odebrał mi pozycję i zniszczył moje ambicje i pragnienia, abym mógł zastanowić się nad sobą i zawrócić. Wtedy zrozumiałem sprawiedliwe i święte usposobienie Boga oraz to, że moje zamiary, motywacje, a nawet każda pojedyncza myśl i działanie znajdują się pod Jego obserwacją. Bóg dokonał najprawdziwszego zbawienia mojej osoby w tym samym czasie, w którym pokazał swój majestat. Po rozpoznaniu łaski zbawienia Bożego już nie pozwalałem sobie na to, aby przejmować się utratą stanowiska i chciałem dążyć do prawdy. Bóg ukochał mnie tak bardzo, że próbował mnie zbawić, więc nie mogłem Go zawieść. Musiałem podporządkować się Jego planom i bez względu na to, czy jestem liderem, czy tylko zwykłym wiernym, powinienem dążyć do prawdy i jak najlepiej wykonywać swój obowiązek.

Pół roku później przywódca w moim Kościele ustalił, że będę kontynuować swoje życie kościelne w innej wspólnocie. Właśnie dokonywano tam wyboru przywódców. Gdy dowiedziałem się, że wierzę w Boga dłużej niż wszyscy tamtejsi bracia i siostry, czułem się bardzo szczęśliwy i myślałem: „teraz nadchodzi moja szansa. Wreszcie będę mógł pokazać swoje zdolności jako lider – przecież mam większe doświadczenie życiowe i uwierzyłem w Boga wcześniej niż oni. Jestem najlepszą osobą na to stanowisko”. Gdy już miałem korzystnie im się zaprezentować, przeniesiono tam jedną z sióstr z mojego poprzedniego kościoła, aby wzięła udział w wyborach. Bałem się, że ujawni mój poprzedni skandal związany z walką o pozycję, co byłoby dla mnie wstydem, więc musiałem porzucić swój pierwotny plan. Postanowiłem postarać się o to, aby wybrano mnie na lidera grupy, a następnie stopniowo piąć się w hierarchii. Nie wyobrażałem sobie, że nie zostanę wybrany na lidera grupy, lecz zamiast tego zostanie mi powierzone zadanie dostarczania siostrom i braciom ksiąg słowa Bożego. Naprawdę nie spodziewałem się, że ja – poważny dowódca batalionu – będę ganiać po okolicy i wykonywać drobne polecenia. Trudno mi było to zaakceptować. Jednak po przejściu sądu i karcenia Bożego zrozumiałem, że wynika to z rządów Boga i Jego planów. Bóg rozprawiał się z moim pragnieniem dążenia do bycia na stanowisku, więc porzuciłem swoje ambicje i Go posłuchałem. Jednak niedługo potem miejsce, gdzie uczestniczyłem w spotkaniach, zostało namierzone przez policję, więc Kościół ustalił, że będę spotykać się z dwiema innymi starszymi siostrami gdzieś indziej. Przywódczyni Kościoła nie mogła zbyt często przychodzić, aby wykonać swój obowiązek podlewania dla nas, gdyż była nękana przez Komunistyczną Partię Chin. Wtedy nie mogłem już tego znieść, myśląc: „Nie dość, że powierzają mi drobne prace, to jeszcze muszę spotykać się z tymi starszymi osobami o niskim statusie. Jak też znalazłem się w tej sytuacji?”. Im więcej o tym rozmyślałem, tym gorzej się czułem. Czułem nawet, że nie warto żyć. W bólu żarliwie modliłem się do Boga i prosiłem o Jego oświecenie. Pewnego dnia przeczytałem słowa Boga: „Jaka jest najbardziej odpowiednia metoda w podążaniu dzisiejszą ścieżką? Jako kogo siebie widzisz w tym dążeniu? Powinieneś wiedzieć, jak sobie poradzić ze wszystkim, co cię teraz spotyka, niezależnie od tego, czy są to próby, czy cierpienie, czy bezlitosne karcenie, czy przekleństwa – powinieneś dokładnie rozważyć każde z nich” („Czyż nie są jedynie zwierzętami ci, którzy się nie uczą i nic nie wiedzą?” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Ze słów Boga zrozumiałem, że kieruje mną moja arogancka szatańska natura, odbiegająca od woli Bożej, i że kroczę po niewłaściwej ścieżce dążenia do sławy i stanowisk. W efekcie ważne były dla mnie tylko obowiązki związane z „oficjalnymi tytułami”, a inne odrzucałem, a nawet pogardzałem siostrami i braćmi małego kalibru w tym sensie, że w moim odczuciu moja pozycja obniżała się przez to, że przebywam z nimi. Pozycja i sława uderzyły mi do głowy. Nie wiedziałem jednak, że w domu Bożym wszystkie obowiązki są równorzędne, a wszyscy moi bracia i siostry oraz ja jesteśmy stworzeniami równymi sobie. Na myśl o tym poczułem wielką ulgę. Jednak wiedziałem, że sława i pozycja są moimi fatalnymi słabościami i nie mogę się ich pozbyć ot tak, bez trudu, więc modliłem się do Boga, aby szukać dalszej prawdy w celu rozwiązania tego problemu. Później usłyszałem kazanie o następującej treści: „Czy twoim zdaniem piastowanie stanowisk i hołubienie ich jest czymś sensownym dla ludzi? Powinieneś dostrzegać wyraźnie status i sławę i być na nie obojętnym. Są one puste i bez znaczenia. Wysokie stanowisko nie gwarantuje błogosławieństw. Jeśli nie masz dobrego usposobienia, wysokie stanowisko może sprowadzić na ciebie nieszczęście. Jeśli nie będziesz dążyć do prawdy, to stanowisko będzie dla ciebie źródłem wielkiego zła. Bez prawdy nie potrafisz dostrzegać rzeczy wyraźnie i łatwo możesz zostać zniszczony przez to, że jesteś na stanowisku. … Nie możesz być przywódcą bez dążenia do prawdy; to może cię tylko zrujnować. Jeśli będziesz dążyć do prawdy, przywództwo może uczynić cię doskonałym” („Jak rozróżniać fałszywych przywódców, antychrystów i niegodziwców oraz radzić sobie z nimi” w książce „Kazania i rozmowy na temat wejścia w życie VII”). „Ludzie wydają się dobrzy, gdy nie mają władzy, ale gdy już ją zdobędą, pokazują swoje prawdziwe oblicze. Jak władza może obnażać ludzi? Gdy ktoś jest zwykłą osobą, wydaje się uczciwy i jawi się jako ktoś poważny i prawy. Gdy jednak zdobędzie jakąś władzę, staje się perwersyjny. Jakiego rodzaju jest to problem? Wszyscy ludzie, którzy zostali skażeni przez szatana, mają tę samą naturę” („Jak ludzie powinni współuczestniczyć w Bożym dziele udoskonalenia człowieka” w książce „Kazania i rozmowy na temat wejścia w życie III”). Słowa te nagle otworzyły mi oczy i ujrzałem pustkę i bezsens dążenia do pozycji. Cenienie stanowiska i niedążenie do prawdy może tylko doprowadzić ludzi do zniszczenia. Weźmy na przykład moje doświadczenie w wojsku – nienawidziłem tych zepsutych urzędników, gdy byłem żołnierzem. Jednak gdy moja pozycja stale wzrastała, stawałem się przewrotny i w końcu stałem się prawdziwie zepsutym funkcjonariuszem. Ci, którzy zajmowali wysokie stanowiska, wydawali się dobrzy i uczciwi, gdy nie posiadali wysokiego statusu. Jednak gdy tylko zdobywali władzę, zaczynali zachowywać się despotycznie i popełniać niezliczone przestępstwa. Te fakty wystarczająco obrazowały, że po tym, jak ludzie zostali zdeprawowani przez szatana, będą bez wyjątku podatni na jego udręki i podstępy. Jeśli nie będą oni dążyć do prawdy i nie zmieni się ich usposobienie, mogą tylko stać się perwersyjni i czynić zło po uzyskaniu władzy i pozycji, czy to w świecie doczesnym, czy w domu Bożym, co skończy się dla nich sprawiedliwym ukaraniem przez Boga. Na myśl o tym poczułem zarówno strach, jak i wdzięczność. Okazało się, że moje wielokrotne frustracje są moim zbawieniem, dokonanym z miłości do mnie! Ponieważ przez wiele lat walczyłem o to, aby piąć się w górę w świecie urzędników, zostałem skalany truciznami szatana. Można powiedzieć, że byłem połączeniem arogancji, nieuczciwości, egoizmu i chciwości. Po uwierzeniu w Boga zbyt mocno ceniłem pozycję, w istocie nie dążyłem do prawdy i miałem niewiele bojaźni Bożej. Gdybym faktycznie objął wysokie stanowisko, stałbym się ambitny i zachowywałbym się despotycznie, tak jak czyniłem to w wojsku – i skończyłoby się to dla mnie karą za obrażanie usposobienia Boga. Dzięki oświeceniu Boga zobaczyłem wyraźnie istotę i skutek dążenia do sławy i pozycji, a ponadto zdałem sobie sprawę, jak ważne jest dążenie do prawdy.

Potem zacząłem skupiać swoje wysiłki na słowach Boga. Mocno pragnąłem, aby były one moim życiem, nie przykładałem wagi do obowiązków z związanych „oficjalnymi tytułami” i nigdy nie deprecjonowałem innych zadań. Czułem, że każdy obowiązek ma swój sens, że tym wszystkim rządzi i o tym wszystkim z góry rozstrzyga Bóg – oraz że mój obowiązek jest odpowiedzialnością, którą powinienem ponosić. Gdy tęskniłem całym sercem za słowami Boga i starałem się wykonywać swoje obowiązki, nie tylko zrozumiałem wiele prawd, których nie rozumiałem wcześniej, lecz także dość często cieszyłem się z obecności Boga. Otrzymywałem oświecenie i kierownictwo Ducha Świętego, co dawało mi oparcie i niewysłowioną radość. Po pewnym czasie stwierdziłem, że w kontaktach z innymi nie staram się wysuwać na pierwszy plan i już nie przechwalam się swoimi dawnymi stanowiskami w wojsku ani nie wykorzystuję ich do podkreślania swojej pozycji. Niezależnie od tego, kto wytykał mi niedostatki, najpierw się podporządkowywałem, a później zastanawiałem się nad sobą. Potrafiłem traktować siostry i braci o niskim wykształceniu i statusie jak równych sobie. Już nie uważałem się za lepszego od nich. Zanim się zorientowałem, moje opinie o dążeniu do rzeczy bardzo się zmieniły, pozycja i sława stały mi się obojętne i nie byłem już przez nie tak ograniczony i opanowany. Gdy widziałem, jak siostry i bracia, którzy wierzyli w Boga krócej niż ja, zostają wybierani na przywódców kościoła, odczuwałem lekką zazdrość. Potrafiłem jednak zapomnieć o tym dzięki modlitwie. Czułem zażenowanie na myśl o tym, że kiedyś walczyłem o sławę i zysk; czułem, że to ohydne i nieludzkie. Teraz moja żona i ja razem wypełniamy swoje obowiązki w domu. Choć nie są one znaczące, czuję się bardzo zadowolony i doświadczam radości. Mój syn również teraz wierzy w Boga Wszechmogącego, dzięki czemu nasza rodzina jest prawdziwą chrześcijańską rodziną, w której słowa Boga panują w codziennym życiu. Bez względu na to, kto wypowiada się zgodnie z prawdą, wysłuchamy takiej osoby. Nawet jeśli ujawniają się zepsute usposobienia, potrafimy to znieść i przebaczyć sobie nawzajem oraz poznać samych siebie zgodnie ze słowami Boga, przez co nasza rodzina jest coraz szczęśliwsza. Mocno czuję, że to Bóg Wszechmogący zmienił mnie i moją żonę, uratował moje małżeństwo i rodzinę, a ponadto wybawił mnie od skrajnego zepsucia i przemienił mnie z aroganckiego, złego i ohydnego poszukiwacza sławy w osobę dążącą do światła i sprawiedliwości, która ma prawdziwe cele życiowe. Gdy czytam te słowa Boga, kumulują się we mnie różnego rodzaju uczucia: „Od stworzenia świata po dziś dzień, wszystko, co Bóg stworzył w swym dziele, to miłość bez jakiejkolwiek nienawiści względem człowieka. Nawet sąd i karcenie, które zobaczyłeś, są także miłością, miłością prawdziwszą, bardziej rzeczywistą, a ta miłość prowadzi ludzi na właściwą drogę życia ludzkiego. (…) Cała praca, którą On wykonał, ma na celu poprowadzenie ludzi na właściwą drogę życia po to, by mogli żyć normalnym życiem ludzkości – ponieważ człowiek nie wie, jak żyć. Bez tego przewodnictwa byłbyś jedynie w stanie żyć pustym życiem, życiem bezwartościowym oraz bezsensownym i nie wiedziałbyś wcale, jak być normalną osobą” („Wewnętrzna prawda dzieła podboju (4)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Tak, bez zbawienia Bożego nie wkroczyłbym na właściwą ścieżkę w życiu; ulegałbym coraz większej degeneracji i stałbym się ohydnym łajdakiem, który ostatecznie zostałby przeklęty przez Boga. To sprawiedliwy sąd Boga mnie ocalił, a bezlitosne oczyszczenie zmieniło. To pozwala mi zrozumieć, co jest ohydne, a co święte, a także Bożą wielkość, piękno i dobroć oraz podłość i nikczemność szatana. Nigdy więcej nie będę podążać za szatanem i będę dążyć całym sercem tylko do prawdy, wyzwolę się z zepsucia szatana i będę urzeczywistniać wizerunek prawdziwego człowieka. Choć doświadczyłem cierpienia przez wielokrotne karcenie i oczyszczanie, zyskałem najcenniejszą drogę życia, co pozwoliło mi narodzić się na nowo i wkroczyć na prawdziwą ścieżkę w życiu.

W tym roku wróciłem do swojego dawnego miejsca pracy, aby zająć się kilkoma proceduralnymi zadaniami. Zobaczyłem, że wszyscy moi dawni koledzy i przywódcy uzyskali awans. Na mój widok dawni koledzy powiedzieli: „Gdybyś nie odszedł z wojska, do tej pory zostałbyś już awansowany”. Pozostałem niewzruszony i pomyślałem: „Cóż warte jest wysokie stanowisko? Jeśli żyjecie bez celu, kierunku lub sensu jako ludzie, po prostu pogrążacie się w tym szlamie zła, to czyż nie jest to najbardziej upokarzający rodzaj życia? Czyż nie jesteście niewolnikami szatana, jego zabawkami? Na końcu będziecie cierpieć sprawiedliwą karę i zemstę Boga! Choć nie zajmuję wysokiego stanowiska, wcale nie żałuję swojego wyboru, ponieważ naprawdę doświadczyłem spokoju i swobody w swoim sercu i to jest prawdziwym szczęściem. Tylko bycie takim stworzeniem, jakim powinniście być, podporządkowanie się Bogu i czczenie go jest prawdziwym ludzkim życiem i tylko poprzez to może czekać was świetlana przyszłość!”.

Wstecz:Powtórne narodziny

Dalej:Proces przemiany u aroganckiego wierzącego

Powiązane treści