Żyć przed Bogiem

Autorstwa Yongsui, Korea Południowa

Bóg Wszechmogący mówi: „Starając się wkroczyć w życie, człowiek musi badać swe własne słowa, czyny, myśli i idee w każdej kwestii, jaką napotyka w swym codziennym życiu. Musi zrozumieć swoje własne stany, a potem skonfrontować je z prawdą, poszukiwać prawdy i wkroczyć w rzeczywistość prawdy, którą zdołał pojąć. W trakcie wkraczania w rzeczywistość prawdy, człowiek musi pojąć własne stany i często stawać przed Bogiem, aby się do Niego modlić i przedkładać Mu swe prośby i błagania. Człowiek musi również często ze szczerym i otwartym sercem rozmawiać z braćmi i siostrami, poszukiwać ścieżki pozwalającej wkroczyć w rzeczywistość prawdy oraz poszukiwać zasad prawdy. Z czasem dowie się, jakie skłonności ujawnia w swym codziennym życiu; czy Bóg czerpie z nich radość; czy ścieżka, którą podąża w swej praktyce, jest właściwa; czy skonfrontował ze słowami Boga stany, jakie odkrył w swoim wnętrzu poprzez badanie samego siebie; czy stany te zostały właściwie zdiagnozowane; czy są w zgodzie ze słowami Boga, i czy człowiek naprawdę poczynił postępy i rzeczywiście zyskał wkroczenie w życie w odniesieniu do tych stanów, które zgodne są ze słowami Boga. Jeśli często żyjesz w ramach tych właśnie stanów, tych warunków, to stopniowo zaczniesz zyskiwać podstawowe zrozumienie pewnych prawd i swych rzeczywistych stanów” („Zapisy przemówień Chrystusa”). Słowa Boga wskazują nam drogę do wejścia w życie, każąc nam rozważyć wszystkie nasze myśli i czyny w każdej sytuacji, jaka się nam przytrafia, i porównać je z objawieniami słów Boga, abyśmy rozpoznali nasze zepsute usposobienie i szukali prawdy, by się go wyzbyć. Tylko w ten sposób poznamy siebie i wejdziemy w rzeczywistość słów Boga. Chcę podzielić się moim doświadczeniami.

Pół roku temu brat Chen opowiadał o swoich doświadczeniach. Gdy skończył mówić, pomyślałam, że był samowolny i łamał zasady w swych obowiązkach, więc został przycięty i napomniany. Tyle że miał samokontrolę i nie szukał wymówek, więc wydawało się, że się podporządkował. Lecz jeśli chodzi o powody jego samowoli, o zepsute usposobienie, które nim kierowało, czyli o główną przyczynę, to nad tym się nie zastanawiał i nie próbował szukać prawdy, by ten problem rozwiązać. Jego posłuszeństwo nie było prawdziwe, bo polegało tylko na przestrzeganiu zasad. Zastanawiałam się: „Czy powinnam mu to powiedzieć?”. Lecz potem pomyślałam: „Brat Chen wierzy w Boga dłużej niż ja, przewyższa mnie wiedzą i doświadczeniem. Jeśli mu coś zasugeruję, to czy nie wyjdę na aroganckie dziecko, które udaje dorosłego? Lepiej nic nie będę mówić”. Gdy skończył omówienie, zapytał, czy dostrzegamy jakieś wady w tym, co powiedział. Chciałam odpowiedzieć, ale nie potrafiłam. Myślałam tak: „Jest dużo starszy od mnie. Jeśli powiem, że się nie poddał, że tylko przestrzega zasad, postawię go w niezręcznej sytuacji i straci twarz. Jeśli powie, że jestem niedoświadczoną arogantką, będę zażenowana. Tak właściwie to go nie znam, nie warto robić na nim złego wrażenia”. Wahałam się długo i w końcu powiedziałam: „Masz wielkie doświadczenie i sporo praktycznego zrozumienia”.

Poczułam się nieswojo. Widziałam jasno jego problemy, ale nie pisnęłam o nich ani słowa. Zamiast tego powiedziałam coś miłego, ale wbrew memu sumieniu. W ogóle nie byłam szczera. Później wspominałam nasze ówczesne spotkania, dzielenie sie doświadczeniami. Mieliśmy zastanawiać się nad sobą każdego dnia, by dostrzec kłamstwa i półprawdy, które mówimy, by dostrzec kryjące się za tym osobiste cele, by dostrzec to, co w naszych słowach i czynach jest wbrew prawdzie. Pojęłam, że po prostu okłamałam brata Chena. Wiedziałam, że Bóg wciąż wzywa nas do szczerości, byśmy nazywali rzeczy po imieniu. A ja nie mogłam spełnić tego podstawowego wymagania. Wtedy poczułam się przygnębiona. Od razu poprosiłam Boga, by poprowadził mnie do poznania samej siebie. Przeczytałam te słowa Boga: „Wszyscy jesteście doskonale wykształceni. Wszyscy zwracacie uwagę na to, aby wyrażać się w sposób wyrafinowany i powściągliwy, a także na sam sposób wysławiania się. Jesteście taktowni i nauczyliście się nie narażać na szwank poczucia własnej wartości i godności innych. W swoich słowach i czynach pozostawiacie ludziom nieco swobody manewrowania. Robicie, co w waszej mocy, aby poczuli się spokojnie i pewnie. Nie eksponujecie ich skaz czy braków i staracie się ich nie ranić ani nie wprawiać w zakłopotanie. Taka jest główna zasada, zgodnie z którą postępuje większość ludzi. Ale jakaż jest to zasada? Jest pełna pobłażania, nierzetelności, przebiegłości i podstępu. Za uśmiechami na ludzkich twarzach kryje się mnóstwo złośliwości, podstępów i podłości. Na przykład niektórzy ludzie, wchodząc w relacje z innymi, kiedy tylko zrozumieją, że ktoś ma nieco wyższą pozycję, zaczynają przemawiać doń w sposób gładki, mile brzmiący i pochlebny, tak, aby osoba ta poczuła się swobodnie. Ale czy rzeczywiście to właśnie mają na myśli? Dlaczego zatem mówią tak a nie inaczej? Z całą pewnością mają przy tym pewne ukryte zamiary i motywy. Tacy ludzie mają w sercach mrok i doprawdy zasługują na pogardę. Sposób, w jaki ludzie ci zachowują się w życiu, jest wstrętny i odrażający” („Sześć wskaźników postępu w życiu” w księdze „Zapisy przemówień Chrystusa”). Słowa Boga ujawniły dokładnie mój stan. W tym, co powiedziałam, nie było ani grama szczerości, tylko oszustwo. Mówiłam pokrętnie, aby nikogo nie urazić, zawsze byłam miła. Pozornie wydawało się, że robiłam tak z troski o innych, lecz ja chciałam, by oni w zamian mówili dobrze o mnie, w ten sposób chroniąc mój prestiż i status. Słuchając brata Chena, wiedziałam, że zbyt mocno trzyma się reguł, że nie pomaga mu to wkraczać w życie. Gdybym mu o tym powiedziała, byłoby to dla mnie krępujące, a on źle by o mnie pomyślał, więc milczałam. Nawet gdy spytał mnie o sugestie, nie byłam szczera. Pochlebiałam mu i oszukiwałam go. Byłam tak kłamliwa! Brat Chen poprosił, byśmy wskazali jego wady, bo chciał naprawić swoje niedociągnięcia i błędy, a ja mu nie pomogłam, choć było to moim obowiązkiem, tylko pochwaliłam go i oszukałam, zamydliłam mu oczy. Wtedy dotarło do mnie, że byłam miła i taktowna, by nikogo nie urazić, lecz nie praktykowałam prawdy w obliczu problemu. Nie byłam wcale dobrą osobą, byłam przebiegła i kłamliwa. Kiedyś myślałam, że jest młoda i niedoświadczona, że nie znam świata. Jednak fakty ujawniły, że jestem tak naprawdę bardzo cwana. Zaczęłam się nienawidzić. Nie chciałam być taka nieszczera i kłamliwa. Pomodliłam się do Boga. Chciałam okazać skruchę i być szczerą osobą, jak On tego wymaga.

Postanowiłam spisać problemy, jakie dostrzegłam u brata Chena i przesłać mu, ale pisząc znów się zawahałam. Bałam się, że używam niewłaściwych słów, że jemu się nie spodoba to, co piszę, że potraktuje to jako dzielenie włosa na czworo. A skoro nie powiedziałam mu o tym wcześniej, tylko teraz o tym piszę, to czy nie pomyśli, że robię z igły widły? Pomyślałam tak: „Może teraz dam sobie spokój, a następnym razem zareaguję”. Ta myśl znów mnie jednak zaniepokoiła. Bóg nie zaplanował tej sytuacji wyłącznie ze względu na to, bym coś lepiej zrozumiała. On miał nadzieję, że przyjmę Jego słowa i wcielę je w życie. Jeśli nic nie zrobię, to czyż nie oszukam Boga? Zaczęłam się tak oto modlić: „Nie chcę już martwić się o próżność brata Chena ani o to, co inni o mnie pomyślą. Boże, pomóż mi praktykować prawdę”. Pomyślałam o doświadczeniach brata Chena i odniosłam je do słów Boga. Zapisałam problemy, które dostrzegłam, plus własne przemyślenia i wysłałam list do brata Chena. Poczułam się dużo lepiej, praktykując w ten sposób. Nazajutrz dostałam odpowiedź od brata Chena. Napisał, że mój list bardzo go poruszył, że to Boża miłość zainspirowała mnie do tego, by go napisać. Wiedział, że nie skupiał się na poszukiwaniu prawdy w obliczu problemów, że gdy został przycięty i napomniany, chciał tylko jakoś przez to przebrnąć. Napisał, że chce naprawić swe błędy w sposobie doświadczania. Jego odpowiedź bardzo mnie poruszyła. Poczułam, że nie muszę się tak bardzo martwić w moich interakcjach z innymi. Mój motyw do wskazania problemu musi być właściwy, a wtedy inni zgodzą się ze mną. Moje obawy istniały tylko w mej wyobraźni, kierowało mną zepsute usposobienie. Zrozumiałam też, że relacje w kościele nie opierają się na filozofiach życia czy sztuczkach, lecz na wcielaniu słów Boga w życie i na wzajemnej szczerości. Byłam jednak tak zepsuta przez szatana i moje skażone usposobienie było tak głęboko zakorzenione, że gdy mój prestiż i korzyści były zagrożone, trudno mi było praktykować prawdę.

Później odkryłam, że pewna młoda siostra często czyta powieści w internecie. Serce zabiło mi mocno i pomyślałam: „Większość tych powieści to fikcja stworzona przez ludzi. Jeśli nabije sobie tym głowę, nie będzie chciała czytać słów Bożych ani wykonywać obowiązków. Utraci dzieło Ducha Świętego, a będzie to wielka strata w jej życiu. Muszę z nią o tym porozmawiać”. Już miałam otworzyć usta, gdy się zawahałam: „Czy aby się nie zezłości i nie pomyśli, że wtykam nos w nie swoje sprawy? Jeśli tak, to później każde spotkanie z nią będzie krępujące. Może powinnam zgłosić problem przywódczyni i niech to ona z nią porozmawia”. Wiedziałam, że to złe myślenie. Miałam obowiązek z nią porozmawiać, bo to ja odkryłam jej problem. Nie powinnam tego zwalać na kogoś innego. Później kilka razy myślałam, żeby z nią porozmawiać, lecz nie mogłam znaleźć słów i nie wiedziałam, od czego zacząć. Tak było dzień za dniem, aż pewnego razu przywódczyni zapytała mnie o stan siostry. Wtedy powiedziałam jej wszystko. Ku memu zaskoczeniu odpowiedziała, że jest zajęta, i poprosiła, bym to ja porozmawiała z siostrą. Zrozumiałam, że Bóg tak działa, abym mogła spróbować wyrzec się ciała i praktykować prawdę. Pomyślałam o towarzyszącym mi przez jakiś czas uczuciu skrępowania. Gdy spotykałam tę siostrę, męczyło mnie to, że z nią nie porozmawiałam. Nie okazałam jej miłości, nie spełniłam powinności, więc sumienie mnie nękało. Znałam niebezpieczeństwo fascynacji powieściami online. Szatan używa ich, by oszukiwać i deprawować ludzi, by kontrolować ich myśli i oddalać ich od Boga, być pogrążali się w degeneracji i przygnębieniu, aż padną pastwą szatana. Nie myślałam o tym, jak bardzo może to zaszkodzić siostrze, ani o tym, jak jej rozproszenie w wykonywaniu zadań może bardzo zaszkodzić pracy kościoła. Nie chciałam jej urazić i obchodziłam się z nią, jak z jajkiem, byle tylko utrzymać z nią dobre relacje. Byłam samolubna i godna pogardy!

Wtedy przeczytałam te słowa Boga: „Wielu ludzi wierzy, że bycie dobrym człowiekiem jest w rzeczywistości łatwe i wymaga po prostu tego, by, mówić mniej i robić więcej, mieć dobre serce i nie mieć złych zamiarów. Wierzą oni, że zapewni to im powodzenie, gdziekolwiek pójdą, że ludzie będą ich lubić iż wystarczy być taką osobą, by być kimś dobrym. Posuwają się nawet do tego, że nie chcą dążyć do prawdy; są zadowoleni tylko z tego, że są dobrymi ludźmi. Myślą, że kwestia dążenia do prawdy i służby Bogu jest po prostu zbyt skomplikowane; że wymaga ona zrozumienia wielu prawd, a kto może to osiągnąć? Oni po prostu chcą iść łatwiejszą ścieżką – być dobrymi ludźmi, i wykonywać swoje obowiązki, sądząc, że to wystarczy. Czy takie stanowisko da się obronić? Czy naprawdę bycie dobrym człowiekiem jest takie łatwe? W społeczeństwie znajdziecie wielu dobrych ludzi, wypowiadających się w bardzo wzniosły sposób, i chociaż na zewnątrz wydaje się, że nie popełnili żadnego wielkiego zła, w głębi serca są oszukańczy i śliscy. Posiadają oni zwłaszcza szczególną zdolność dostrzegania, w którą stronę wieje wiatr, a ich słowa są pełne ogłady i światowe. Z Mojego punktu widzenia »dobry człowiek« to człowiek nieszczery, hipokryta; taka osoba tylko udaje dobroć. Wszyscy ci, którzy trzymają się szczęśliwej »drogi środka«, są najgroźniejsi. Próbują nikogo nie obrażać, są ugodowi, dostosowują się i nikt nie może ich rozpracować. Takie osoby są uosobieniem szatana!” („Jedynie poprzez wprowadzenie prawdy w życie można pozbyć się więzów skażonego usposobienia” w księdze „Zapisy przemówień Chrystusa”). Słowa Boga ugodziły mnie prosto w serce. Uświadomiłam sobie, że jestem przymilną osobą, która zawsze szuka kompromisu, nikogo nie obraża i nie mówi nikomu o jego problemach. Właśnie to ujawniły słowa Boga. Gdy już coś mówiłam, myślałam o tym, do kogo mówię i jaka jest sytuacja. Nigdy nie mogłam zranić przyjaciela ani pozwolić, by ktoś mnie skrytykował. Widziałam, że ta siostra ma problem, i chciałam jej o tym powiedzieć, lecz gdy tylko pomyślałam, że może ją to urazić, unikałam rozmowy z nią, przenosząc odpowiedzialność na przywódczynię. Zrozumiałam, że myślę tylko o sobie, a zadania konfliktowe zrzucam na innych. Nie chcę, żeby moje korzyści ucierpiały. Tak postępowałam wobec mych braci i sióstr. Gdy czasem widziałam, że ktoś jest w złym stanie lub ujawnia zepsucie, zamykałam oczy, nie mówiłam o tym, nie dzieliłam się tym z nikim. Pozornie dogadywałam się z wszystkimi. Wydawałam się troskliwa. Lecz był to tylko fałsz i udawanie. Nie mówiłam prosto z serca, nakładałam maskę. Byłam hipokrytką! Bezczelnie oszukiwałam braci i siostry, a chciałam, by dobrze o mnie myśleli. Byłam bezwstydna! Byłam podstępną oszustką, fałszywym pochlebcą, potakiwaczem.

Później przeczytałam te słowa Boga: „Dopóki ludzie nie doświadczą Bożego dzieła i nie zdobędą prawdy, kontroluje ich i dominuje nad nimi ich szatańska natura. Co konkretnie obejmuje ta natura? Na przykład, dlaczego jesteś samolubny? Dlaczego chronisz swoją pozycję? Dlaczego twoje emocje są tak silne? Dlaczego masz upodobanie do rzeczy, które są niesprawiedliwe? Dlaczego masz upodobanie do tych niegodziwości? Na czym opiera się twoje upodobanie do tych rzeczy? Skąd one pochodzą? Czemu tak radośnie je akceptujesz? Do tej pory wszyscy zrozumieliście, że dzieje się tak głównie z powodu zawartej w nich trucizny szatana. Jeśli chodzi o to, czym jest trucizna szatana, to da się to w pełni wyrazić słowami. Na przykład, jeśli zapytasz jakichś złoczyńców, dlaczego tak postępują, odpowiedzą: »Każdy dba sam o siebie, a diabeł łapie ostatniego«. To jedno powiedzenie wyraża samo sedno problemu. Logika szatana stała się życiem ludzi. Mogą robić coś w takim czy innym celu, ale robią to wyłącznie ze względu na siebie. Wszyscy ludzi myślą, że skoro każdy dba sam o siebie, a diabeł łapie ostatniego, to sami powinni myśleć tylko o sobie, robiąc wszystko, co w ich mocy, by zadbać o dobrą pozycję oraz pożywienie i ubranie, jakich potrzebują. »Każdy dba sam o siebie, a diabeł łapie ostatniego« – to jest życie i filozofia człowieka, a zarazem reprezentacja ludzkiej natury. To stwierdzenie jest właśnie trucizną szatana, a gdy zostaje przyswojona przez ludzi, staje się ich naturą. Słowa te odsłaniają naturę szatana, w pełni ją przedstawiają. Ta trucizna staje się życiem ludzi, jak również fundamentem ich istnienia, a skażona ludzkość jest przez tę truciznę konsekwentnie zdominowana od tysięcy lat” („Jak obrać ścieżkę Piotra” w księdze „Zapisy przemówień Chrystusa”). Dzięki tym słowom częściowo pojęłam główną przyczynę bycia potakiwaczem. Otóż filozofie i trucizny szatana były we mnie głęboko zakorzenione. Zatruły mnie takie powiedzenia jak: „Każdy myśli tylko o sobie, a diabeł łapie ostatniego”, „Milczenie o wadach przyjaciół przedłuża przyjaźń” oraz „Dostosuj się do uczuć i myśli innych, bo szczerość ich tylko złości”. Myślałam tylko o własnym prestiżu i statusie. Chciałam, by inni dobrze o mnie mówili w każdej sytuacji, stałam się bezczelną, kłamliwą egoistką. Od kiedy byłam mała, moi rodzicie mówili mi, bym więcej słuchała niż mówiła, bo tak jest lepiej. Mówili, bym unikała bezpośredniości, bo nikt tego nie lubi. Żyłam według tych szatańskich filozofii, rzadko byłam szczera i otwarta wobec ludzi. Najlepszym przyjaciołom nie wytykałam nigdy ich wad, nie chciałam ich urazić i zniszczyć ich wizji mej osoby. Akceptowałam ich uczucia i schlebiałam im, ale to było wierutne kłamstwo! Pojęłam, że życie według tych szatańskich filozofii uczyni mnie bardzo podstępną, fałszywą i samolubną. Myślałam tylko o sobie, a nigdy o innych. Nie byłam szczera z ludźmi, nie miałam dla nich miłości. Ktoś taki jak ja nie mógł pomóc ani przynieść nikomu korzyści, nie warto było się do mnie zbliżać. Dostrzegłam, że te szatańskie filozofie są absurdalne, że nie mogą być zasadami dobrego postępowania. Zrozumiałam, że jeśli człowiek żyje zgodnie z nimi, staje się bardziej zepsuty, wyzbywa się człowieczeństwa. Myślałam o tym, że ilekroć widziałam problem, nic nie mówiłam. Później czułam na sercu ciężar winy i nie mogłam się go pozbyć. Znałam prawdę, lecz nie umiałam jej wcielić w życie. Byłam tchórzliwa, pozbawiona godności i uczciwości. W moim wieku wciąż nie umiałam być porządną osobą, nie znałam zasad interakcji między ludźmi. Chodziłam świeckimi drogami, które propagował szatan. Nienawidziłam się wtedy. Nie chciałam już żyć według tych szatańskich filozofii. Chciałam postępować w zgodzie ze słowami Boga.

Wtedy przeczytałam tę Jego wypowiedź: „Jaka jest najważniejsza praktyka bycia osobą uczciwą? Polega ona na tym, że twoje serce musi być otwarte przed Bogiem. Co rozumiem przez słowo »otwarte«? Oznacza to, że Bóg ma mieć krystalicznie czysty i przejrzysty wgląd we wszystkie twe myśli, zamiary i to, co tobą powoduje. Jeśli to, co mówisz, jest dokładnie tym samym, co masz w sercu, bez najmniejszej choćby różnicy, bez przemilczeń i ciemnych stron, jeśli inni nie muszą niczego odgadywać ani dociekać, zadając pytania, ty zaś nie musisz niczego owijać w bawełnę, tylko mówisz po prostu to, co myślisz, bez żadnych innych intencji, oznacza to, że masz otwarte serce. Czasami twoja szczerość i bezpośredniość może ranić innych i wywoływać ich niezadowolenie. Czy jednak ktoś gotów byłby ci powiedzieć: »Mówisz tak otwarcie i w tak bezpośredni sposób, że naprawdę mnie zraniłeś. Nie jestem w stanie zaakceptować twojej szczerości«? Nie, nikt tak nie powie. Nawet jeśli od czasu do czasu zdarzy ci się kogoś zranić, to jeśli będziesz potrafił szczerze z nim porozmawiać i przeprosić, przyznając, że odezwałeś się niemądrze i nie wziąłeś pod uwagę jego słabości, człowiek ten zrozumie, że nie żywisz do niego urazy, jesteś osobą uczciwą i że po prostu nie zwracasz większej uwagi na to, jak się wyrażasz i jesteś bardzo bezpośredni. Nikt nie będzie miał ci tego za złe. (…) W byciu osobą uczciwą najważniejsze jest to, aby twoje serce było otwarte na Boga. Potem możesz uczyć się być otwartym na innych ludzi, przemawiać szczerze i zgodnie z prawdą, mówić to, co rzeczywiście masz w swoim sercu, być osobą mającą swoją godność, prawość i charakter, a nie mówić w sposób napuszony czy fałszywy ani nie używać słów do tego, aby ukryć się za zasłoną pozorów lub zwodzić innych” („Zapisy przemówień Chrystusa”). Słowa Boga niezwykle mnie poruszyły. Czułam, że Bóg wziął mnie za rękę i uczył jak być człowiekiem. Być szczerą osobą, mówić i postępować uczciwie, całkowicie otworzyć serce przed Bogiem, być otwartą wobec braci i sióstr, nie uciekać się do sztuczek i innych gierek: takie życie nie było męczące. Prozmawiałam z siostrą o jej problemie, o tym, jak niebezpieczne może być zaabsorbowanie się powieściami online. Na początku siostra była przygnębiona, a sytuacja krępująca. Rozmawiałam z nią jednak otwarcie i zdała sobie sprawę, że jest w niebezpieczeństwie. Powiedziała, że nie będzie już czytać tych powieści i skupi się na obowiązkach. Słysząc te słowa, mogłam w końcu odetchnąć z ulgą, ale zganiłam siebie. Gdybym pomówiła z nią wczesniej, jej stan poprawiłby się szybciej. Ponieważ zawsze chciałam być przymilna, nie praktykowałam prawdy i pozwoliłam, by sytuacja trwała. Potakiwanie jest szkodliwe. Gdy później widziałam jakiś problem u braci i sióstr, wciąż bałam się, że ich urażę, ale modliłam się do Boga, uważnie praktykowałam prawdę i byłam szczera, dzięki czemu mogłam mówić innym o problemach. Tylko dzięki przewodnictwu Bożych słów nauczyłam się prawidłowo postępować wobec moich braci i sióstr. Dostrzegłam wielką wartość słów Boga. Są one zasadami dla naszego postępowania. Potrzebujemy ich w wykonywaniu obowiązków i interakcjach. Jeśli tylko szukamy prawdy w obliczu problemu, mamy drogę, którą należy iść.

Patrząc wstecz, w teorii uznawałam, że jestem kłamliwym potakiwaczem, lecz nigdy nie oceniałam siebie przez pryzmat słów Boga, aby dokładnie zbadać moje zepsute usposobienie. Rzadko szukałam ścieżki praktykowania i zasad w słowach Boga, więc moje samolubne, kłamliwe usposobienie się nie zmieniło. Choć doświadczyłam w życiu błahych trosk, gdy skupiam się na sobie i poszukiwaniu prawdy w słowach Boga, zbieram plon i więcej rozumiem. Czuję też wewnętrzny spokój i szybciej wkraczam w życie. To, że rozumiem więcej i zbieram dobry plon, zawdzięczam tylko przewodnictwu Bożych słów! Bogu dzięki!

Wstecz: Poznałam siebie dzięki słowom Boga

Dalej: Nagroda za wypełnianie swojego obowiązku

Skontaktuj się z nami w dowolnym czasie, jeśli w swojej wierze napotykasz na jakieś trudności czy wątpliwości.
Skontaktuj się z nami przez Messenger
Skontaktuj się z nami przez WhatsApp

Powiązane treści

Po kłamstwie

Autorstwa Chen Shi, prowincja Henan Bóg Wszechmogący mówi: „Musicie wiedzieć, iż Bogu podobają się ci, którzy są uczciwi. Bóg w swej...

Mój duch został wyzwolony

Autorstwa Mibu, Hiszpania „Jeśli człowiek w swoim życiu pragnie być oczyszczony i osiągnąć zmiany w swoim usposobieniu, jeśli pragnie...

Moje marzenie o byciu reżyserką

Autorstwa Bai Xue, Korea Południowa Bóg Wszechmogący mówi: „Jeśli człowiek w swoim życiu pragnie być oczyszczony i osiągnąć zmiany w...

Ustawienia

  • Tekst
  • Motywy

Jednolite kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

Spis treści

Szukaj

  • Wyszukaj w tym tekście
  • Wyszukaj w tej książce