4. Refleksje po izolacji

Autorstwa Lorraine, Stany Zjednoczone

W marcu 2023 roku w naszym okręgu odbywały się wybory uzupełniające na przywódcę okręgu. Pomyślałam: „Chociaż moje wejście w życie nie było najlepsze, zawsze byłam odpowiedzialna za pracę ewangelizacyjną. Zakres moich obowiązków był dość szeroki, a praca przynosiła też pewne rezultaty. W tych wyborach na przywódcę okręgu bracia i siostry pewnie wybiorą mnie, prawda? Chociaż obecnie jestem kierowniczką pracy ewangelizacyjnej, jest to tylko pojedynczy obowiązek i niewiele osób mnie zna. Ale bycie przywódczynią okręgu to inna sprawa. Przywódcy okręgu nadzorują całokształt pracy i więcej osób patrzy na nich z podziwem i uznaniem. Jeśli zostanę wybrana, bracia i siostry na pewno pomyślą, że dążę do prawdy i że nie tylko potrafię nadzorować pracę ewangelizacyjną, ale też nadaję się na przywódczynię”. Na samą myśl o tym poczułam wielką radość.

W tamtych dniach bardzo aktywnie wykonywałam swoje obowiązki, a gdy ktoś zadawał pytanie na czacie grupowym, odpowiadałam bezzwłocznie. Czasem też zwracałam się do przywódców z pytaniami i zgłaszałam im w prywatnych wiadomościach problemy, które zauważyłam, chcąc, by pomyśleli, że mam poczucie brzemienia i odpowiedzialności, i żeby zagłosowali na mnie w wyborach. Ku mojemu całkowitemu zdumieniu pewnego wieczoru zobaczyłam wiadomość od przełożonych, w której ogłoszono, że siostra Charlotte została wybrana na przywódczynię okręgu. Kiedy zobaczyłam to imię, poczułam się bardzo źle i pomyślałam: „Chociaż Charlotte zawsze wykonywała obowiązki przywódcze, dopiero co przyszła do naszego okręgu, by głosić ewangelię, i nie jest zbytnio zaznajomiona z tutejszą sytuacją. Dlaczego więc to ona została wybrana na przywódczynię okręgu? Przez pewien czas nadzorowałam jej pracę, ale teraz, gdy została wybrana na przywódczynię i to ona będzie monitorować moją pracę, jak będę mogła się ludziom na oczy pokazać? Czy to możliwe, że bracia i siostry naprawdę postrzegają mnie jako aż tak gorszą?”. Nie mogłam się z tym pogodzić. „W czym dokładnie jestem gorsza od Charlotte? Jeśli chodzi o zakres odpowiedzialności, to jej nie jest szerszy niż mój; pod względem doświadczenia w pracy i znajomości zasad też nie jest lepsza ode mnie; a jeśli chodzi o cierpienie i płacenie ceny, z pewnością wiele wycierpiałam. W czasie, gdy byłam kierowniczką pracy ewangelizacyjnej, wykonywałam wszystkie zadania, które przydzielał mi kościół, a kiedy napotykałam problemy w pracy, nigdy nie narzekałam ani nie szemrałam, bez względu na to, do jak trudnych czy bolesnych sytuacji dochodziło. Dlaczego więc pomimo całej mojej ciężkiej pracy wybrano Charlotte, a nie mnie? Czy to możliwe, że coś jest ze mną nie tak? Czy nie nadaję się na przywódczynię okręgu? Czy nadaję się tylko do wykonywania pojedynczego obowiązku?”. Im więcej o tym myślałam, tym gorzej się czułam i straciłam motywację do wykonywania swoich obowiązków.

W tamtym czasie praca ewangelizacyjna kościoła napotkała pewne trudności i problemy i tak się złożyło, że dotyczyły one właśnie obszaru, za który głównie odpowiadała Charlotte. Charlotte kontaktowała się z braćmi i siostrami, aby omówić sposób rozwiązania tych problemów. Chociaż ta praca wykraczała poza zakres mojego nadzoru, nadzorowałam pracę ewangelizacyjną przez dłuższy czas, więc powinnam była współpracować z nimi w celu omówienia rozwiązań. Ale gdy pomyślałam, że jest to zakres pracy, za który odpowiada Charlotte, uznałam, że jeśli naprawdę rozwiążę te problemy, przełożeni na pewno pomyślą, że to osiągnięcie Charlotte, i powiedzą, że posiada ona zdolność do pracy. Gdy o tym pomyślałam, nie chciałam brać udziału w dyskusji. Nawet gdy mnie o to proszono, grzecznie szukałam wymówek, mówiąc: „Uzgodnijcie to sami, ja się na tym zbytnio nie znam”. Czepiałam się nawet braków Charlotte i od czasu do czasu dawałam upust swojemu niezadowoleniu w obecności sióstr z mojego otoczenia, mówiąc: „Bez rozumienia zasad nic się nie zdziała. Jak przy tak wielu problemach w pracy może ona ją monitorować i rozwiązywać problemy, nie rozumiejąc zasad?”. Słuchały i przyznawały mi rację, mówiąc: „Tak, to naprawdę niedobrze, że nie rozumie zasad, bo przez to nie może rozwiązywać problemów”. Usłyszawszy to, uśmiechnęłam się w duchu, myśląc: „Skoro nie macie o mnie wysokiego mniemania, to niech ta, którą wybraliście, wykonuje pracę. Chcę zobaczyć, jak faktycznie poradzi sobie z tym zadaniem. Kiedy w pracy pojawią się problemy, posłużę się faktami, by udowodnić, że dokonaliście złego wyboru, i sprawię, że zobaczycie konsekwencje niewybrania mnie”. W rzeczywistości w tamtym czasie przepełniały mnie ciemność i ból, a gdy widziałam problemy pojawiające się w pracy, czasami czułam się też winna, myśląc, że powinnam współpracować z Charlotte, aby jak najszybciej je rozwiązać. Kilka razy chciałam napisać do Charlotte, ale na myśl o tym, że nie zostałam wybrana na przywódczynię okręgu, nie potrafiłam schować dumy do kieszeni i cofałam ręce z klawiatury. Czułam udrękę w sercu, toczyłam wewnętrzną walkę; było to bardzo męczące. Zdałam sobie sprawę, że mój stan jest niewłaściwy i powinnam go bezzwłocznie skorygować, ale nie chciałam wyzbyć się dumy, by porozmawiać z Charlotte. W tamtym czasie byłam owładnięta dbałością o reputację i status i nie koncentrowałam się na swoich obowiązkach. Nie chciałam współpracować, gdy przywódcy wdrażali pewne zadania; gdy moi bracia i siostry nie rozumieli zasad w swoich obowiązkach, tkwili w trudnościach i brakowało im kierunku, nie pomagałam im w rozwiązywaniu tych trudności; a gdy przełożeni przekazywali wskazówki, by pomóc mi w monitorowaniu pracy ewangelizacyjnej, nie zajmowałam się tym ani nie wdrażałam wytycznych w odpowiednim czasie. W rezultacie skuteczność pracy ewangelizacyjnej ciągle spadała, aż praca ta niemal zupełnie stanęła w miejscu.

Niedługo potem zostałam zwolniona. Później przywódcy przydzielili mi odpowiedzialność za pracę grupy ewangelizacyjnej. Nie dość, że nie zastanowiłam się, dlaczego zostałam zwolniona, to jeszcze narzekałam, że przywódcy nie powinni byli mnie zwalniać, i nadal żyłam w poczuciu oporu, nie mając zamiaru monitorować pracy. Przełożony zdemaskował mnie i przyciął za to, że nie rozwiązywałam problemów w pracy na czas i byłam bardzo opieszała w jej monitorowaniu, ale ja po prostu nie potrafiłam tego przyjąć. Po nieco ponad miesiącu w pracy, za którą odpowiadałam, nadal nie było widać poprawy. Przełożony zauważył, że uparcie odmawiam przyjęcia prawdy i nie chcę zastanowić się nad sobą, więc zwolnił mnie ze stanowiska liderki grupy. Po tym zdarzeniu zostałam przeniesiona do zwykłego kościoła, a mój stan jeszcze bardziej się pogorszył. Nie chciałam z nikim rozmawiać i nawet nie otwierałam ust, by cokolwiek omówić podczas spotkań. Przywódcy kilkakrotnie próbowali mi pomóc, ale nie odbierałam od nich telefonów. Czułam opór wobec lidera grupy monitorującego moją pracę i przez kilka kolejnych miesięcy nie osiągnęłam w swoich obowiązkach żadnych rezultatów. Cztery miesiące później nagle skontaktowała się ze mną pewna przywódczyni i powiedziała: „Bracia i siostry zgłosili, że twoja postawa wobec obowiązków jest niedbała, że nie osiągasz żadnych rzeczywistych wyników, a twoje człowieczeństwo jest kiepskie. Odkąd zostałaś zwolniona, żyjesz w stanie zniechęcenia i oporu. Nie przejawiasz postawy akceptacji prawdy i nie godzisz się na to, by lider zespołu nadzorował i monitorował twoją pracę. Zgodnie z zasadami musisz zostać odizolowana, aby się nad sobą zastanowić”. Kiedy dowiedziałam się, że czeka mnie izolacja, w głowie miałam pustkę. Nigdy nie przypuszczałam, że po tylu latach wiary w Boga oraz porzuceniu dla moich obowiązków rodziny i kariery skończę w izolacji. W tamtych dniach często myślałam o słowach przywódczyni, gdy dokonywała mojej analizy: „Nie jesteś osobą, która akceptuje prawdę”, „Twoje człowieczeństwo jest kiepskie” i „Brak ci prawdziwiego podporządkowania”. Te słowa ciągle kołatały mi w głowie. Nieustannie zadawałam sobie pytanie: „Czy to możliwe, że moja droga wiary dobiegła końca?”. Czułam pustkę w sercu i chciałam płakać, ale łzy nie napływały mi do oczu. Czułam, że nie spotka mnie już żaden dobry wynik, i pojawiały się u mnie nawet myśli o powrocie do świata. Gdy jednak naprawdę chciałam odejść, moje serce wypełniało poczucie winy i przypominałam sobie, jak niegdyś złożyłam przysięgę, że bez względu na wszystko nie opuszczę Boga. Wierzyłam w Boga od tylu lat, zjadłam i wypiłam tak wiele Jego słów oraz cieszyłam się tak wielką Jego łaską i tyloma błogosławieństwami. Naprawdę brakowałoby mi sumienia, gdybym tak po prostu odeszła. Lecz na myśl o tym, że zostałam już odizolowana przez kościół, popadłam w wielkie zniechęcenie i nie wiedziałam, co robić. W tamtym czasie nie chciałam nikogo widzieć i całe dnie spędzałam jak żywy trup.

Pewnego dnia potwornie rozbolał mnie ząb i żadne ze stosowanych przeze mnie leków nie pomagały. Nocami płakałam w samotności pod kołdrą, a moje serce przepełniała nieopisana samotność i pustka. Chciałam pomodlić się do Boga, ale było mi za bardzo wstyd, by stanąć przed Jego obliczem. Czułam, że nie jestem osobą, którą Bóg by zbawił, i że nie jestem już godna modlić się do Niego. Im bardziej zamykałam serce na Boga, tym bardziej nasilał się ból zęba. Zawołałam w sercu: „Boże, Boże…”. Uklękłam i pomodliłam się do Boga: „Boże, czuję się okropnie. Nie chcę rezygnować z wiary w Ciebie, ale nie wiem, co mam robić”. Po modlitwie przypomniałam sobie następujące fragmenty słów Bożych: „Skoro jesteś pewny, że ta droga jest prawdziwa, musisz podążać nią aż do końca; musisz wytrwać w oddaniu Bogu(Powinieneś wytrwać w lojalności wobec Boga, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). „Bez względu na to, jakie złe uczynki popełniłeś, jakie błędne kroki poczyniłeś i jakie występki popełniłeś, nie pozwól, aby stało się to ciężarem lub dodatkowym bagażem, który musisz dźwigać w swym dążeniu do wiedzy o Bogu. Idź dalej naprzód(Sam Bóg, Jedyny VI, w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga). Rozważając słowa Boże, byłam głęboko poruszona. Czułam, że Bóg wciąż mnie prowadzi, zachęcając, bym się nie poddawała i szła naprzód, i poczułam w sercu wielką siłę, a równocześnie czułam się bardzo winna. Goniłam za reputacją i statusem, nie kroczyłam właściwą ścieżką oraz zakłócałam i zaburzałam pracę kościoła. Biorąc pod uwagę moje zachowanie, sposób, w jaki potraktował mnie kościół, był uzasadniony. A mimo to po tym, jak zostałam odizolowana, chciałam nawet zdradzić Boga. Byłam tak nieustępliwa! Wierzyłam w Boga od wielu lat, zjadłam i wypiłam tak wiele Jego słów i wiedziałam, że to prawdziwa droga. Nawet bez dobrego wyniku powinnam podążać za Bogiem do końca. Pomodliłam się do Boga: „Boże, postąpiłam źle i byłam tak bardzo zbuntowana. To, że znalazłam się w tej sytuacji, jest moją własną winą. Boże, chcę poważnie zastanowić się nad sobą i podnieść się z miejsca, w którym upadłam. Proszę, oświeć mnie i udziel mi wskazówek, bym mogła zrozumieć samą siebie”. W tamtych dniach ciągle tak wołałam do Boga.

Podczas jednych z moich ćwiczeń duchowych przeczytałam słowa Boże i zyskałam pewne zrozumienie samej siebie. Bóg Wszechmogący mówi: „Antychryści uważają swój status i reputację za ważniejsze od wszystkiego innego. Ci ludzie są nie tylko fałszywi, przebiegli i niegodziwi, ale także w najwyższym stopniu podli. Co robią, gdy odkryją, że ich status jest zagrożony lub gdy tracą miejsce w sercach ludzi, gdy tracą ich poparcie i sympatię, kiedy inni już ich nie czczą i nie podziwiają, a oni sami okryli się hańbą? Nagle stają się wrodzy. Jak tylko stracą status, zaczynają się odnosić niechętnie do pełnienia jakiegokolwiek obowiązku, a jeśli już coś robią, to po łebkach. Nie są zainteresowani robieniem czegokolwiek. Ale to nie jest najgorszy przejaw. Co jest najgorsze? Kiedy tylko ci ludzie stracą status, kiedy nikt ich nie podziwia i nikt nie daje im się zmylić, wychodzi z nich nienawiść, zazdrość i potrzeba zemsty. Nie tylko brakuje im bogobojnych serc, ale też w ogóle nie potrafią się podporządkować. Co więcej, w sercach skłonni są nienawidzić domu Bożego, kościoła, a także przywódców i pracowników; w głębi serca pragną, by dzieło kościoła napotkało problemy lub utknęło w martwym punkcie; chcą śmiać się z kościoła oraz z braci i sióstr. Nienawidzą też każdego, kto podąża za prawdą i ma w sobie bojaźń Bożą. Atakują i drwią z każdego, kto lojalnie wypełnia swój obowiązek i jest gotów zapłacić cenę. Takie jest usposobienie antychrystów – czy nie jest ono okrutne?(Punkt dziewiąty (Część druga), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Gdy zobaczyłam ten fragment słów Bożych, poczułam głęboki ból. Czułam, że każde zachowanie obnażone przez Boga opisuje mnie, zwłaszcza gdy widziałam, jak Bóg mówi, że antychryści ponad wszystko cenią własną reputację i status i nie są podporządkowani Bogu ani nie mają bojaźni Bożej. Łamią sobie głowy i używają wszelkich środków, by zdobyć status, a gdy tracą reputację i status bądź poparcie i podziw ludzi, natychmiast stają się wrogo nastawieni, popadają w zniechęcenie i obijają się w pracy, a w sercach czują urazę i niezadowolenie. Chcą, by w pracy kościoła pojawiły się problemy, żeby mogli się z niego śmiać. Potem pomyślałam o własnym zachowaniu – czyż nie było dokładnie takie samo? Gdy wcześniej widziałam, że bracia i siostry wysyłają wiadomości z pytaniami, to aby zostać wybraną na przywódcę okręgu i zyskać uznanie braci i sióstr, natychmiast odpowiadałam, chcąc zwrócić na siebie uwagę przywódców. Ale gdy dowiedziałam się, że na przywódczynię okręgu wybrano Charlotte, nie zastanowiłam się nad swoimi brakami. Zamiast tego, ponieważ nie zostałam wybrana, i ponieważ nie mogłam zdobyć statusu ani podziwu większej liczby ludzi, w głębi serca stawiałam opór i się wykłócałam. Uważałam, że mam większe doświadczenie i nadzoruję pracę ewangelizacyjną dłużej niż Charlotte, więc traktując te rzeczy jako kartę przetargową, stałam się niezadowolona i nieusatysfakcjonowana i wykorzystywałam swoje obowiązki, by dać upust frustracji. Gdy widziałam, że praca ewangelizacyjna, za którą odpowiadała Charlotte, napotyka problemy, nie tylko nie pomagałam ich rozwiązać, ale też czerpałam przyjemność z tych nieszczęść i śmiałam się z niej, a wręcz chciałam, by te problemy nie zostały rozwiązane, tak by została upokorzona przed braćmi i siostrami i żeby wszyscy zobaczyli, że faktycznie nie jest tak dobra jak ja. Mało tego, podzieliłam się też swoim niezadowoleniem z siostrami z mojego otoczenia. Czepiałam się drobnych problemów w obowiązkach Charlotte i osądzałam ją za jej plecami, mając nadzieję, że bracia i siostry staną po mojej stronie i pomyślą, że kościół wybrał niewłaściwą osobę i pominął kogoś tak utalentowanego jak ja. Po zwolnieniu nie tylko nie zastanowiłam się nad sobą ani nie poznałam siebie, ale też ciągle stawiałam opór i odmawiałam podporządkowania się, a gdy przywódcy próbowali ze mną rozmawiać, nie miałam na to ochoty. W ogóle nie przejawiałam postawy akceptacji ani poszukiwania prawdy. W tamtym momencie nagle zdałam sobie sprawę, że to, iż nie zostałam wybrana na przywódczynię, w rzeczywistości było dla mnie ochroną. Ponieważ miałam bezwzględne usposobienie i zbytnio skupiałam się na statusie, gdy go nie zdobyłam statusu, stałam się pełna nienawiści, śmiałam się z innych, a nawet ich osądzałam i podkopywałam. Gdybym naprawdę zdobyła status, z pewnością nękałabym i wykluczała każdego, kto by mnie nie słuchał, i popełniłabym jeszcze większe zło. Gdy to rozważyłam, zrozumiałam, jak niebezpieczny był mój stan. A jednak byłam wówczas tego całkowicie nieświadoma i pozostawałam nieustępliwa i nieugięta. Gdyby nie moja izolacja, pozostałabym uparta i nieskruszona. Pomodliłam się do Boga: „Boże, dziękuję Ci za Twoje wskazówki. Obecnie słabo rozumiem samą siebie i widzę, że stoję na skraju przepaści. Już przez to, że nie zostałam wydalona, okazujesz mi miłosierdzie i dajesz szansę na skruchę. Boże, chcę okazać prawdziwą skruchę. Proszę, udziel mi wskazówek, bym przejrzała istotę i konsekwencje pogoni za statusem”.

Podczas jednych z moich ćwiczeń duchowych przeczytałam słowa Boże i zyskałam pewne zrozumienie mojej naturoistoty. Bóg Wszechmogący mówi: „Hołubienie przez antychrystów własnej reputacji i statusu wykracza poza troskę przejawianą przez zwykłych ludzi i jest częścią istoty ich usposobienia; nie jest to chwilowe zainteresowanie ani przejściowy wpływ otoczenia, lecz część ich życia, coś, co mają we krwi, a zatem ich istota. To znaczy, że we wszystkim, co robią antychryści, najważniejsze są ich reputacja i status, nic poza tym. Dla antychrystów reputacja i status są całym życiem i celem, do którego dążą przez całe życie. (…) Można powiedzieć, że dla antychrystów reputacja i status nie są jakimś dodatkowym wymogiem ani tym bardziej rzeczami zewnętrznymi, bez których mogliby się obejść. Są częścią natury antychrystów, są w ich kościach, we krwi – są czymś wrodzonym. Antychrystom nie jest obojętne, czy posiadają reputację i status – nie taka jest ich postawa. Jaka więc ona jest? Reputacja i status są ściśle związane z ich codziennym życiem, ich codziennym stanem, tym, do czego na co dzień dążą. Dla antychrystów status i reputacja są ich życiem. Bez względu na to, jak i w jakim środowisku żyją, jaką pracę wykonują, do czego dążą, jakie są ich cele, jaki jest kierunek ich życia, wszystko kręci się wokół zdobycia dobrej reputacji i wysokiego statusu. Ten cel się nie zmienia; nigdy nie potrafią odsunąć takich rzeczy na bok. To jest prawdziwe oblicze antychrystów i ich istota. Gdyby znaleźli się głęboko w górskiej dżungli, i tak nie porzuciliby pogoni za reputacją i statusem. Można umieścić ich w dowolnej grupie ludzi, a i tak będą potrafili myśleć wyłącznie o reputacji i statusie. Chociaż antychryści również wierzą w Boga, uważają, że dążenie do reputacji i statusu jest równoznaczne z wiarą w Boga i stawiają te dwie rzeczy na równi. To znaczy, że krocząc ścieżką wiary w Boga, dążą również do osiągnięcia własnej reputacji i własnego statusu. Można powiedzieć, że dla serc antychrystów, dążenie do prawdy w wierze w Boga jest dążeniem do reputacji i statusu, a dążenie do reputacji i statusu jest również dążeniem do prawdy, natomiast zdobycie reputacji i statusu jest równoznaczne z zyskaniem prawdy i życia. Jeśli czują, że nie mają sławy, zysku ani statusu, że nikt ich nie podziwia, nie czci ani za nimi nie podąża, to są rozczarowani, dochodzą do wniosku, że nie ma sensu wierzyć w Boga, że nie ma w tym żadnej wartości, i mówią sobie: »Czy taka wiara w boga jest porażką? Czyż nie ma dla mnie nadziei?«. Często kalkulują takie rzeczy w sercach. Kalkulują, jak znaleźć dla siebie miejsce w domu Bożym, jak zdobyć wielkie uznanie w kościele, jak sprawić, by ludzie słuchali ich słów i wspierali ich działania, a także jak sprawić, by wszędzie za nimi podążali i jak wyrobić sobie wpływowy głos w kościele, a także sławę, zysk i status – w głębi serca są bardzo skupieni na takich sprawach. Za tym tacy ludzie gonią(Punkt dziewiąty (Część trzecia), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Ze słów Bożych zrozumiałam, że gonienie przez antychrysta za reputacją i statusem nie jest czymś chwilowym, lecz tkwi w jego naturze i istocie. Antychryści obierają sobie pogoń za reputacją i statusem za cel życiowy. Wierzą, że zdobywając reputację i status, zyskują wszystko, a gdy je tracą, życie traci sens. Uświadomiłam sobie, że byłam dokładnie taka sama. Od dzieciństwa żyłam według szatańskich trucizn: „Wyróżniaj się i prześcigaj innych” oraz „Trzeba znosić największe trudy, aby stać się największym z ludzi”. W szkole dążyłam do tego, by być najlepszą uczennicą i przodować w klasie, i myślałam, że dzięki temu zdobędę podziw nauczycieli i kolegów. Po ślubie, widząc, że wielu krewnym i sąsiadom ze strony męża powodzi się lepiej niż nam, nie chciałam pozostawać w tyle, więc otworzyłam z mężem firmę, chcąc być we wsi kimś zamożnym i podziwianym przez innych. Gdy zaczęłam wierzyć w Boga, nadal czyniłam reputację i status przedmiotem moich dążeń, myśląc, że jeśli zostanę przywódczynią, zakres moich obowiązków się poszerzy i więcej osób będzie patrzeć na mnie z podziwem. Wierzyłam, że to jedyny sposób na sensowne i wartościowe życie. Łamałam sobie głowę, dążąc do zdobycia statusu i podziwu. Lecz gdy nie wybrano mnie na przywódczynię i nie mogłam zdobyć podziwu ani poparcia braci i sióstr, stałam się niezadowolona i nieusatysfakcjonowana, a także osądzałam nowo wybraną przywódczynię. Gdy widziałam problemy w pracy ewangelizacyjnej, ignorowałam je, a nawet czerpałam przyjemność z tego, że się pojawiają. Gdy zostałam zwolniona, wciąż byłam zniechęcona i nastawiona buntowniczo, a gdy inni monitorowali moją pracę, również czułam opór. Nawet będąc w izolacji, nie zastanawiałam się nad sobą, a nawet myślałam o zdradzeniu Boga i opuszczeniu Jego domu. Zobaczyłam, że wszystko, co robiłam, służyło walce o reputację i status, że pogoń za nimi stała się częścią mojej natury i że już kroczyłam ścieżką antychrysta. W tamtym momencie poczułam głęboko w sobie, że reputacja i status naprawdę bardzo mnie skrzywdziły. Straciłam przez nie człowieczeństwo i rozum. Spowodowałam zakłócenia w pracy kościoła i skrzywdziłam otaczających mnie ludzi; moje dążenie do zdobycia reputacji i statusu oddalało mnie coraz bardziej od Boga i sprawiało, że coraz mniej przypominałam człowieka. Chciałam szybko uwolnić się z ograniczeń i więzów reputacji i statusu i nabrałam determinacji, by dążyć do prawdy.

Później przeczytałam inny fragment słów Bożych i wyraźnie uświadomiłam sobie, że dążenie do zdobycia reputacji i statusu to droga prowadząca do zniszczenia. Bóg Wszechmogący mówi: „Pogoń za reputacją i statusem nie jest właściwą drogą – zmierza dokładnie w przeciwnym kierunku niż dążenie do prawdy. Podsumowując, niezależnie od tego, jaki jest kierunek i cel twego dążenia, jeżeli nie zastanawiasz się nad swą pogonią za statusem i reputacją, i jeśli jest ci bardzo trudno odłożyć to na bok, to będzie to miało wpływ na twoje wkroczenie w życie. Dopóki status będzie zajmować miejsce w twoim sercu, będzie w stanie w pełni kontrolować kierunek twojego życia oraz cel, do którego dążysz, i wywierać na nie wpływ, a w takim wypadku będzie ci bardzo trudno wejść w prawdorzeczywistość, nie mówiąc już o osiągnięciu zmian w usposobieniu. To, czy uda ci się ostatecznie zyskać aprobatę Boga, to już oczywiście rozumie się samo przez się. Co więcej, jeśli nie jesteś w stanie zaprzestać pogoni za statusem, wpłynie to na twoją zdolność do wykonywania obowiązku w sposób spełniający kryteria, a wówczas będzie ci bardzo trudno stać się adekwatną istotą stworzoną. Dlaczego to mówię? Bóg niczego bardziej nie nienawidzi niż ludzkiej pogoni za statusem, ponieważ dążenie do statusu jest szatańskim usposobieniem; jest to niewłaściwa ścieżka, zrodzona ze skażenia przez szatana, jest to coś, co Bóg potępia, i właśnie to, co Bóg osądzi i oczyści. Bóg niczego bardziej nie nienawidzi od tego, że ludzie dążą do statusu, a ty mimo to uparcie rywalizujesz o status, konsekwentnie pielęgnujesz go i chronisz, ciągle starając się zagarnąć go dla siebie. Czy nie ma w tym wszystkim odrobiny antagonistycznej natury w stosunku do Boga? Status nie jest ustanowiony dla ludzi przez Boga; Bóg daje im prawdę, drogę i życie, aby ostatecznie stali się spełniającymi kryteria istotami stworzonymi, małymi i nieznaczącymi – nie zaś kimś, kto ma status i prestiż i jest czczony przez tysiące ludzi. Dlatego też z jakiejkolwiek perspektywy się na to spojrzy, pogoń za statusem jest drogą do zniszczenia. Bez względu na to, jak rozsądne jest twoje usprawiedliwienie dla dążenia do statusu, ta ścieżka wciąż jest zła i Bóg jej nie pochwala. Bez względu na to, jak bardzo się starasz i jak wielką cenę płacisz, jeśli pragniesz statusu, Bóg ci go nie da; jeśli Bóg ci go nie da, poniesiesz porażkę w walce o niego, a jeśli będziesz walczył dalej, wynik będzie tylko jeden: zostaniesz zdemaskowany i wyeliminowany – znajdziesz się na drodze prowadzącej do zniszczenia. Rozumiesz to, prawda?(Punkt dziewiąty (Część trzecia), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Ze słów Bożych zrozumiałam, że pogoń za reputacją i statusem nie jest właściwą drogą i jest czymś, czego Bóg nienawidzi najbardziej. Bóg daje ludziom obowiązki, a nie status, a Jego intencją jest to, by ludzie byli istotami stworzonymi spełniającymi standardy, a nie by dążyli do bycia sławnymi czy wielkimi. Nieustanne dążenie do zdobycia reputacji i statusu jest sprzeczne z Bożymi wymaganiami i w istocie jest sprzeciwianiem się Bogu, a ostatecznym tego wynikiem jest zdemaskowanie i wyeliminowanie przez Boga. Zastanawiając się nad moją przeszłą służbę jako kierowniczki pracy ewangelizacyjnej, dostrzegłam, że miałam wiele obowiązków, ale nie skupiałam się na tym, jak dobrze wykonywać swoją główną pracę. Zamiast tego chciałam jedynie zostać wybrana na przywódczynię okręgu, by osiągnąć wyższy status i być podziwianą przez więcej osób. Gdy nie zostałam wybrana i moje ambicje i pragnienia nie zostały zaspokojone, stałam się niezadowolona i sfrustrowana, a nawet wyładowywałam te frustracje na pracy kościoła, sprawiając, że praca ewangelizacyjna niemal stanęła w miejscu. Gdybym nie okazała skruchy, z pewnością zostałabym wydalona i wyeliminowana za moje liczne złe uczynki. W tamtym momencie zaczęłam nieco rozumieć słowa Boga o tym, że dążenie do zdobycia reputacji i statusu jest ślepą uliczką. Gdy o tym pomyślałam, byłam naprawdę wdzięczna Bogu. Gdybym nie została odizolowana, nie obudziłabym się na czas i nie poznałabym natury oraz konsekwencji pogoni za reputacją i statusem. Samo to, że kościół mnie nie wydalił, a jedynie odizolował, było miłosierdziem Boga wobec mnie, i musiałam szybko okazać skruchę.

Pewnego dnia przeczytałam fragment słów Bożych i dowiedziałam się, jak powinnam potraktować fakt, że nie zostałam wybrana na przywódczynię okręgu. Bóg Wszechmogący mówi: „Jeśli uważasz, że nadajesz się na przywódcę, masz talent, potencjał i człowieczeństwo odpowiednie do przewodzenia, a jednak dom Boży cię nie awansował, a bracia i siostry cię nie wybrali, jak powinieneś potraktować tę sprawę? Istnieje tu ścieżka praktyki, którą możesz podążać. Musisz dokładnie poznać siebie. Przyjrzyj się, czy wszystko nie sprowadza się do tego, że masz problem z człowieczeństwem, czy do tego, że przejaw jakiegoś aspektu twojego zepsutego usposobienia jest dla ludzi odrażający, czy może do tego, że nie posiadasz prawdorzeczywistości i nie jesteś przekonujący dla innych, albo też do tego, czy wykonywanie przez ciebie obowiązków nie spełnia standardu. Musisz zastanowić się nad tymi wszystkimi sprawami i zobaczyć, na czym dokładnie polegają twoje niedociągnięcia. (…) Musisz dążyć do wejścia w życie, w pierwszej kolejności pozbyć się swoich ekstrawaganckich pragnień, być chętnym naśladowcą i prawdziwie podporządkować się Bogu, bez słów narzekania na to, co On zarządza lub ustala. Gdy zyskasz taką postawę, nadejdzie twoja szansa. To, że chcesz wziąć na siebie ciężkie brzemię, że niesiesz ten ciężar, jest rzeczą dobrą. Świadczy to o tym, że masz aktywne serce, które pragnie się rozwijać, i że chcesz zważać na intencje Boga i podążać za Jego wolą. Nie jest to ambicja, ale prawdziwe brzemię; jest to odpowiedzialność tych, którzy dążą do prawdy, oraz przedmiot ich dążenia. Jeśli nie masz samolubnych pobudek i nie zabiegasz o własną korzyść, lecz o to, by nieść świadectwo o Bogu i zadowolić Go, to jest to najbardziej błogosławione przez Boga, a On poczyni dla ciebie odpowiednie ustalenia. (…) Intencją Boga jest pozyskanie większej liczby ludzi, którzy mogą nieść o Nim świadectwo; ma to na celu doskonalenie wszystkich, którzy Go kochają i jak najwcześniejsze skompletowanie grupy ludzi, którzy są z Nim zgodni sercem i umysłem. Dlatego w domu Bożym wszyscy, którzy dążą do prawdy, mają wielkie perspektywy, a perspektywy tych, którzy szczerze kochają Boga, są nieograniczone. Każdy powinien zrozumieć Jego intencję. Niesienie tego brzemienia jest rzeczywiście rzeczą pozytywną i jest to coś, co powinni mieć ci, którzy obdarzeni są sumieniem i rozumem, ale niekoniecznie każdy będzie w stanie wziąć na siebie wielki ciężar. Skąd bierze się ta rozbieżność? Niezależnie od tego, jakie są twoje mocne strony czy możliwości i jak wysokie może być twoje IQ, najważniejsze jest twoje dążenie i droga, którą idziesz(Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników (6), w: Słowo, t. 5, Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników). Gdy rozważałam słowa Boże, zdałam sobie sprawę, że wybór przywódców w kościele opiera się na zasadach. Przywódca musi mieć człowieczeństwo, potrafić omawiać prawdę w celu rozwiązywania problemów, mieć pewną zdolność do pracy i dążyć do prawdy. Jeśli dana osoba nie dąży do prawdy i kroczy błędną ścieżką, to nawet jeśli zostanie przywódcą, nie zajdzie daleko. Lecz ja oceniałam, czy dana osoba nadaje się na przywódcę, wyłącznie na podstawie zakresu obowiązków, za które odpowiadała, tego, jak wiele cierpienia zniosła, oraz czasu, jaki spędziła na szkoleniu. Moje standardy były całkowicie niezgodne ze słowami Bożymi. Kiedy o tym myślę, to widzę, że chociaż spędziłam dużo czasu na szkoleniu się w głoszeniu ewangelii, rozumiałam pewne zasady głoszenia ewangelii i miałam pewne wyniki w ramach wykonywanych przez siebie obowiązków, nie skupiałam się na moim wejściu w życie i zadowalałam się jedynie tym, że codziennie jestem zabiegana przy wykonywaniu obowiązku. Rzadko zastanawiałam się nad sobą i poznawałam siebie w konktekście spraw, które mnie spotykały, i rzadko rozważałam prawdozasady. W ogóle nie byłam osobą, która kocha prawdę czy do niej dąży. Głównym obowiązkiem przywódcy jest prowadzenie braci i sióstr do zrozumienia prawdy i wejścia w rzeczywistość słów Bożych. Nie skupiałam się na zastanawianiu się nad sobą i poznawaniu samej siebie, lecz jedynie na wykonywaniu zewnętrznej pracy, i miałam niewielkie wejście w życie, więc nie miałam kwalifikacji, by być przywódczynią. Gdybym naprawdę została wybrana na przywódczynię, ale nie potrafiła wykonywać realnej pracy, czyż nie byłabym przywódczynią fałszywą? Dodatkowo, by być przywódcą, trzeba nadzorować wszystkie aspekty pracy i mieć pewną zdolność do pracy. W tamtym czasie nadzorowałam jedynie pracę ewangelizacyjną, a czasem, gdy zadań było zbyt wiele, nie radziłam sobie z nimi. Po prostu nie miałam potencjału ani zdolności do pracy potrzebnych do tego, by być przywódczynią. Charlotte wcześniej zawsze była przywódczynią i omawiała prawdę jaśniej niż ja, a choć brakowało jej doświadczenia w nadzorowaniu pracy ewangelizacyjnej, miała serce na właściwym miejscu i chciała praktykować oraz się uczyć. Wybranie jej na przywódczynię było właściwe, a ja powinnam wspierać pracę Charlotte. Po rozważeniu tej kwestii, potrafiłam ze spokojem przyjąć fakt, że nie wybrano mnie na przywódczynię.

Później przeczytałam dwa fragmenty słów Bożych i zrozumiałam, jakiego człowieka chce Bóg. Bóg Wszechmogący mówi: „Jako członek stworzonej ludzkości musisz trzymać się swojego miejsca i postępować w należyty sposób. Sumiennie trzymaj się tego, co zostało ci powierzone przez Stwórcę. Nie przekraczaj wyznaczonych granic ani nie rób niczego, co wykracza poza zakres twych możliwości lub jest wstrętne Bogu. Nie staraj się dążyć do bycia kimś wielkim, supermanem i wspaniałą jednostką ani nie dąż do zostania Bogiem. Ludzie nie powinni bowiem żywić żadnego z tych pragnień. Dążenie do bycia kimś wielkim lub supermanem jest absurdalne. Dążenie do stania się Bogiem jest jeszcze bardziej haniebne; jest to obrzydliwe i podłe. Tym, co jest prawdziwie drogocenne, oraz tym, czego istoty stworzone powinny się trzymać bardziej niż czegokolwiek innego, jest stanie się prawdziwą istotą stworzoną; jest to jedyny cel, do którego powinni dążyć wszyscy ludzie(Sam Bóg, Jedyny I, w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga). „Kiedy Bóg wymaga od ludzi, aby dobrze wypełniali swoje obowiązki, nie prosi ich o ukończenie określonej liczby zadań, o wielkie osiągnięcia ani o podjęcie się jakichś wielkich przedsięwzięć. Bóg chce natomiast, aby byli w stanie robić to, co potrafią, w sposób praktyczny oraz żyli zgodnie z Jego słowami. Dla Boga nie musisz być wielki czy szlachetny ani nie musisz czynić cudów, nie chce On też od ciebie żadnych miłych niespodzianek. Takie rzeczy nie są Mu potrzebne. Wszystko, czego Bogu potrzeba, to abyś wytrwale praktykował według Jego słów. Kiedy słuchasz słów Bożych, rób to, co z nich zrozumiałeś, wykonuj to, co pojąłeś, dobrze zapamiętaj, co usłyszałeś, a potem, gdy nadejdzie czas na praktykę, praktykuj zgodnie z Bożymi słowami. Pozwól im stać się twoim życiem, twoją rzeczywistością i tym, co urzeczywistniasz. W ten sposób Bóg będzie zadowolony. (…) Wszyscy musicie mieć jasność co do tego, jakich ludzi zbawi dzieło Boże i jakie jest znaczenie Bożego zbawienia. Bóg prosi ludzi, by przyszli przed Jego oblicze, słuchali Jego słów, przyjęli prawdę, odrzucili swoje skażone skłonności i praktykowali zgodnie z Jego słowami i nakazami. Oznacza to kierowanie się w życiu słowami Bożymi, co jest przeciwieństwem kierowania się w życiu własnymi pojęciami, wyobrażeniami i szatańskimi filozofiami lub gonienia za ludzkim »szczęściem«. Każdy, kto nie słucha słów Bożych ani nie przyjmuje prawdy, lecz nie okazując skruchy, wciąż żyje według filozofii szatana i z szatańskim usposobieniem, nie może zostać zbawiony przez Boga. Podążasz za Bogiem, ale jest tak oczywiście również dlatego, że Bóg cię wybrał – jakie jest jednak znaczenie tego, że Bóg cię wybrał? Wybrał cię, by przemienić cię w kogoś, kto pokłada ufność w Bogu, kto prawdziwie za Nim podąża, kto potrafi wyrzec się wszystkiego dla Boga i jest w stanie iść Jego drogą; w kogoś, kto odrzucił szatańskie usposobienie, nie podąża już za szatanem ani nie żyje pod jego władzą. Jeśli podążasz za Bogiem i wykonujesz swoje obowiązki w Jego domu, a mimo to pod każdym względem naruszasz prawdę i nie praktykujesz ani nie doświadczasz w zgodzie z Jego słowami, a może nawet się Mu sprzeciwiasz, to czy Bóg może cię zaakceptować? W żadnym razie. Co chcę przez to powiedzieć? Wykonywanie swoich obowiązków nie jest tak naprawdę trudne, nietrudno jest też robić to z oddaniem i w sposób spełniający standardy. Nie musisz poświęcać swojego życia ani robić niczego wyjątkowego czy trudnego, a jedynie podążać za słowami Bożymi i wykonywać Boże polecenia szczerze i wytrwale, nie dodając do tego własnych pomysłów ani nie realizując własnych przedsięwzięć, lecz krocząc ścieżką dążenia do prawdy. Jeśli ludzie to potrafią, to zasadniczo będą mieć człowieczeństwo. Gdy będą prawdziwie posłuszni Bogu i staną się uczciwymi ludźmi, będą posiadać prawdziwe człowieczeństwo(Właściwe wypełnianie obowiązków wymaga harmonijnej współpracy, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Bóg wymaga od nas, byśmy postępowali w sposób praktyczny, byśmy stali na właściwej pozycji istoty stworzonej i trzymali się swoich obowiązków. To są cele, do których powinniśmy dążyć, i takie jest podobieństwo, jakie powinien mieć prawdziwy człowiek. Jeśli ktoś nigdy nie dąży do prawdy i nigdy jej nie akceptuje, to bez względu na to, jak bardzo urośnie jego status czy prestiż, w oczach Boga jest niski i bezwartościowy i nie może zyskać Jego aprobaty. Pomyślałam o tym, jak kiedyś miałam dość szeroki zakres odpowiedzialności, ale dążyłam tylko do zdobycia reputacji i statusu, a nie do prawdy. Gdy nie zostałam wybrana na przywódczynię okręgu, wykorzystałam pracę, by dać upust swoim frustracjom, i nieświadomie weszłam na ścieżkę oporu wobec Boga i zostałam zwolniona za zakłócanie i zaburzanie pracy kościoła oraz uporczywą odmowę okazania skruchy. Pomyślałam też o tym, jak niektórzy antychryści byli przywódcami i mieli wysoki status, lecz dążyli do reputacji i statusu, wykonywali swoje obowiązki, nie szukając zasad, i absolutnie odmawiali akceptacji przycinania. W końcu, z powodu ich licznych złych uczynków, zostali wydaleni i wyeliminowani przez kościół. W tych faktach dostrzegłam Bożą sprawiedliwość. Bez względu na to, jak wysoki jest status danej osoby lub jak wielu ludzi ją podziwia, jeśli nie dąży ona do prawdy, ostatecznie zostanie wyeliminowana. Nie jest ważne to, czy ktoś ma status, czy ludzie go podziwiają, nie jest ważne, gdyż reputacja i status nie mogą pomóc człowiekowi zrozumieć prawdy i zostać zbawionym. Bóg mierzy i określa wynik człowieka na podstawie tego, czy potrafi on ostatecznie zdobyć prawdę, a nie na podstawie tego, jak wysoki jest jego status. Gdybym wierzyła w Boga tylko po to, by zabiegać o podziw innych, i nie dążyła do prawdy ani nie skupiała się na jej poszukiwaniu, by spełnić intencje Boga w sprawach, które mnie spotykają, to nawet gdybym wierzyła do samego końca, nie byłabym w stanie zrozumieć ani pozyskać prawdy i i tak zostałabym wyeliminowana. W oczach Boga cenni są tylko ci, którzy dążą do prawdy, wypełniają swoje obowiązki i podporządkowują się Bożym rozporządzeniom i ustaleniom. W domu Bożym kościół rozsądnie ustala, do jakich obowiązków dana osoba się nadaje, i odpowiednio je przydziela, w oparciu o potrzeby pracy oraz mocne strony i potencjał tej osoby. Powinnam podporządkować się suwerennej władzy Boga, stanąć na właściwej pozycji i dawać z siebie wszystko w moim obecnym obowiązku. Nawet gdybym była najmniejszą ze wszystkich, gdzieś w kącie, nadal powinnam trzymać się swojego obowiązku. Gdy zyskałam to zrozumienie, poczułam większy spokój i wyzwolenie. Pomodliłam się więc do Boga: „Boże, jestem gotowa podporządkować się Twoim rozporządzeniom i ustaleniom. Niezależnie od tego, czy ktokolwiek mnie podziwia, bez względu na to, jaki mam status wśród innych, nawet jeśli moje obowiązki nie rzucają się w oczy, będę je wypełniać i robić wszystko, co w mojej mocy”. Często się tak modliłam i powoli moje wcześniejsze negatywne, bierne i pełne oporu emocje słabły, a wyniki, jakie osiągałam w ramach moich obowiązków, stopniowo się poprawiały.

Wkrótce w naszym kościele odbyły się wybory uzupełniające na przywódcę i wybrana została siostra, którą kiedyś nadzorowałam. Później przywódcy poprosili mnie, bym została liderką grupy i nadzorowała spotkania małej grupy. Byłam bardzo wdzięczna Bogu za danie mi kolejnej okazji do szkolenia, ale jednocześnie czułam się nieco rozczarowana, myśląc o tym, że jestem tylko liderką grupy i brakuje mi tego blasku, który wiąże się z byciem przywódczynią kościoła. Zdałam sobie sprawę, że moje pragnienie reputacji i statusu znów podnosi łeb, więc cicho pomodliłam się do Boga w sercu. Pomyślałam o słowach Bożych: „Jako członek stworzonej ludzkości musisz trzymać się swojego miejsca i postępować w należyty sposób. Sumiennie trzymaj się tego, co zostało ci powierzone przez Stwórcę. Nie przekraczaj wyznaczonych granic(Sam Bóg, Jedyny I, w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga). „Status nie jest ustanowiony dla ludzi przez Boga; Bóg daje im prawdę, drogę i życie, aby ostatecznie stali się spełniającymi kryteria istotami stworzonymi, małymi i nieznaczącymi – nie zaś kimś, kto ma status i prestiż i jest czczony przez tysiące ludzi(Punkt dziewiąty (Część trzecia), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Gdy rozważałam słowa Boże, moje serce się rozjaśniło i zdałam sobie sprawę, że to, co mnie spotkało, było badaniem mojego serca przez Boga. W przeszłości zawsze dążyłam do bycia podziwianą i ceniłam reputację oraz status bardziej niż samo życie. Gdy dowiedziałam się, że nie zostałam wybrana na przywódczynię okręgu, zaniedbałam swoje obowiązki i czerpałam satysfakcję z niepowodzeń moich braci i sióstr, co opóźniło pracę kościoła, pozostawiając wieczną plamę. Pozostawiło to także trwały ból w moim sercu. Teraz wyraźnie rozumiałam, że ważniejsza od statusu jest odpowiedzialność. Tym razem nie mogłam gonić za statusem, jak robiłam to wcześniej. Byłam zdeterminowana, by dobrze wykonywać moje obowiązki. Nawet gdybym została umieszczona w najbardziej niepozornym kącie, nadal nalezycie wykonywałabym swoje obowiązki, była szczerą i obowiązkową istotą stworzoną, i spłaciła dług zaciągnięty w przeszłości. Nie mogłam dłużej być pośmiewiskiem szatana, a tym bardziej zawieść Boga. Od tamtej pory, wykonując obowiązki, aktywnie współpracowałam z przywódcami. Pytałam, przy rozwiązywaniu jakich problemów w grupie potrzebna jest moja pomoc, a czasami, gdy przywódcy prosili mnie o sprawdzenie stanu braci i sióstr, nie trzeba mnie było do tego namawiać. Dzięki takiej praktyce czułam wielki spokój. Później stopniowo dowiadywałam się, że niektórzy bracia i siostry w moim otoczeniu są awansowani, a pracę niektórych z nich nawet kiedyś nadzorowałam. Choć czułam się wtedy nieco nieswojo, modliłam się do Boga i podeszłam do tej sprawy właściwie. Widząc, że niektórzy bracia i siostry napotykają trudności, starałam się jak najlepiej z nimi rozmawiać i im pomagać, a wyniki osiągane w ramach naszych obowiązków coraz bardziej się poprawiały. Po pewnym czasie przywódca kościoła powiedział mi, że zostałam przyjęta z powrotem do kościoła. Słysząc te wieści, w moim sercu pojawiło się nieopisane uczucie. Byłam bardzo wzruszona, ale jeszcze bardziej czułam wyrzuty sumienia. Goniłam za reputacją i statusem, nie szłam właściwą ścieżką oraz zakłócałam i zaburzałam pracę kościoła, więc zostałam zwolniona – to w pełni objawiło Bożą sprawiedliwość. Ale Bóg mnie nie wyeliminował; zamiast tego osądził mnie swoimi słowami i przyciął za pośrednictwem braci i sióstr z mojego otoczenia. Jego celem było pozwolenie mi rozpoznać błędną ścieżkę, na której byłam, i zawrócić na czas, bym jak najszybciej uwolniła się od cierpienia powodowanego przez reputację i status, odzyskała sumienie i rozum, które powinnam mieć, i urzeczywistniała człowieczeństwo. A jednak nie rozumiałam serca Boga i prawie Go opuściłam. Naprawdę czułam się dłużna Bogu! Zobaczyłam miłość Boga i z głębi serca szczerze ofiarowałam Mu moją wdzięczność i chwałę.

Doświadczywszy tych rzeczy, naprawdę poczułam, że bez względu na to, co robi Bóg, czyni to zawsze z nadzieją, że ludzie szczerze okażą skruchę i będą kroczyć właściwą ścieżką. Nawet jeśli ktoś zostaje zwolniony lub odizolowany, Bóg nigdy go nie porzuca, lecz nadal się o niego troszczy i udziela mu wskazówek. Używa różnych środków, by obudzić serca ludzi i zawrócić ich ze złej drogi. Poprzez to doświadczenie zyskałam pewne zrozumienie sprawiedliwego usposobienia Boga. Gdy ciągle buntowałam się i opierałam Bogu, spadł na mnie Jego gniew. Bóg surowo mnie przyciął i zdyscyplinował za pośrednictwem ludzi, wydarzeń i spraw w moim otoczeniu, i odstawił mnie na bok; lecz w momencie, gdy byłam gotowa okazać Mu skruchę, Bóg użył swoich słów, by dalej mnie oświecać i udzielać mi wskazówek; gdy naprawdę zawróciłam do Boga i praktykowałam zgodnie z Jego słowami, kościół przyjął mnie z powrotem. Usposobienie Boga jest żywe i rzeczywiste, a Jego serce w zbawianiu ludzi jest szczere i dobre. Dzięki Bogu!

Wstecz: 1. Nauczyłem się harmonijnie współpracować z innymi

Dalej: 9. Nauka, jaką wyciągnęłam po tym, jak zostałam przydzielona do innych obowiązków

Obecnie zdarzały się różne rzadkie katastrofy, a według Biblii w przyszłości będą jeszcze większe. Jak więc zyskać Bożą ochronę podczas wielkiej katastrofy? Skontaktuj się z nami, a pomożemy Ci znaleźć drogę.

Powiązane treści

9. Inny rodzaj miłości

Autorstwa Chengxina, BrazyliaTraf chciał, że w 2011 roku miałem okazję przyjechać do Brazylii z Chin. Tuż po przyjeździe czułem się wręcz...

Ustawienia

  • Tekst
  • Motywy

Jednolite kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

Spis treści

Szukaj

  • Wyszukaj w tym tekście
  • Wyszukaj w tej książce

Połącz się z nami w Messengerze