Jak dążyć do prawdy (30)
Ostatnim razem omówiliśmy to, że ludzie mają pojęcia i wyobrażenia na temat Boga wcielonego, co wiąże się z punktem „wyzbywanie się barier pomiędzy człowiekiem a Bogiem i wrogości wobec Boga” – jednym ze sposobów praktykowania „wyzbywania się” różnych rzeczy, o którym mowa w ramach tematu „Jak dążyć do prawdy”, zgadza się? (Tak). Omówiliśmy to, jak ludzie powinni traktować Boga wcielonego. Jakie więc prawdy dotyczące Bożego wcielenia omówiliśmy ostatnim razem? (Ostatnim razem rozmawialiśmy o tym, że Bóg nie wypowiada się w sposób niejasny, co wynika z faktu, że Bóg nie mami ludzi, a także o stosunku Boga do statusu). Omówiliśmy temat niestawiania wcielonego Boga na równi ze skażoną ludzkością, obejmujący to, że Bóg nie mami ludzi, a także rozmawialiśmy o tym, jak Bóg wcielony traktuje status. Co omówiliśmy w związku z tym tematem? Powiedzcie Mi, co zrozumieliście. (W przeszłości miałem poczucie, że tożsamość Boga to tożsamość Stwórcy i że Jego status jest bardzo wysoki. Dzięki Bożemu omówieniu dostrzegłem, że Bóg nigdy nie zachowuje się tak, jakby posiadał wysoki status, ani nigdy nie czerpie z tego statusu przyjemności. To również nie z powodu tego statusu Bóg płaci cenę, aby zbawić ludzkość – czyniąc to, wypełnia On raczej swoje obowiązki wobec ludzkości. Ponadto wcześniej myślałem, że jeśli ktoś ma wysoki status, to ma władzę. Dopiero dzięki temu, co omówił Bóg, zdałem sobie sprawę, że status w rzeczywistości reprezentuje jedynie tytuł i że bycie przywódcą lub pracownikiem w domu Bożym jest równoznaczne z tym, że Bóg wyznacza tej osobie zadanie i zakres odpowiedzialności. Takie wnioski wyciągnąłem po wysłuchaniu przedstawionego przez Boga omówienia). Bez względu na to, co omawiam, z jednej strony ma to na celu umożliwienie ludziom jaśniejszego i dokładniejszego poznania tego, jakie są Boże zapatrywania i zasady w odniesieniu do wszelkiego rodzaju rzeczy oraz jakie są prawdziwe przejawy i uzewnętrznienia istoty usposobienia Boga – to właśnie ludzie muszą wiedzieć. Z drugiej strony omawianie tych treści daje ludziom pewne właściwe zapatrywania na to, jak traktować wszelkiego rodzaju rzeczy, pozwalając im zrozumieć zasady odnoszenia się do nich i radzenia sobie z nimi. Weźmy na przykład to, jak Bóg traktuje status. Z jednej strony omawianie tego tematu pomaga ci zrozumieć, jakie są myśli i poglądy Boga na temat statusu oraz jakie są Jego zasady radzenia sobie ze statusem, kiedy staje się On ciałem i zstępuje na ziemię, aby stać się członkiem ludzkości – to znaczy, kiedy żyje w ramach zwykłego człowieczeństwa. Jest to coś, co ludzie muszą zrozumieć. Z drugiej strony w omawianiu tego, jak Bóg traktuje status, nie chodzi jedynie tego to, by ludzie zrozumieli te prawdy, które powinni znać – ważniejsze jest, by po zrozumieniu prawdy mieli właściwe myśli i poglądy oraz zasady praktyki dotyczące tego, jak podejść do tej kwestii i sobie z nią poradzić. Krótko mówiąc, bez względu na to, jakiego rodzaju kwestię omawiamy, z jednej strony ma to na celu zapoznanie cię z właściwymi zapatrywaniami na to, jak ją traktować, a z drugiej strony – zapoznanie cię z zasadami praktyki i ścieżką praktyki, pozwalającymi sobie z nią poradzić.
Chociaż Bóg wcielony ma Bożą tożsamość, a także status wśród wybrańców Bożych, status ten jest całkowicie odmienny od statusu, o którym mówią skażeni ludzie. Z jednej strony dla Boga status ten jest jedynie sformułowaniem, które wiąże się z prawdą. Z drugiej strony, jeśli chodzi o życie i istotę Boga wcielonego, status ten nie jest żadną zajmowaną pozycją, lecz mówi się o nim w kontekście życioistoty, którą posiada Bóg wcielony. W istocie zatem status, o którym mówią skażeni ludzie, różni się od tego statusu Boga wcielonego. Czym jest status wśród skażonej ludzkości? (Symbolem władzy). Wśród skażonej ludzkości status nie ma nic wspólnego z tożsamością i istotą danej osoby – jest on jedynie tytułem. Wśród skażonej ludzkości niektórzy są na przykład dyrektorami generalnymi, menedżerami lub posiadają określony status społeczny. Jest to tylko tytuł lub sposób podziału ludzi na klasy i rangi - nie ma to nic wspólnego z czyjąś prawdziwą tożsamością i istotą. Dlatego też tak zwany „status” Boga wcielonego wśród ludzi nie jest tym samym, co status rządzących w ludzkim społeczeństwie – On nie jest władcą ani nie jest też kimś, kto czerpie zyski ze swojej pozycji. Wśród ludzi o statusie Boga mówi się jedynie w kontekście Jego istoty i tożsamości, a o tożsamości i istocie Boga mówi się tylko ze względu na życie Boga oraz Boży autorytet, Bożą moc i Boże usposobienie. Status Boga nie jest rodzajem tytułu wśród ludzi. Dlatego też nie wolno stawiać Boga wcielonego na równi z mającymi status ludźmi z różnych klas społecznych. Mający status ludzie z różnych klas społecznych, niezależnie od tego, do której klasy należą, są zbiorczo określani mianem klasy rządzącej. Istotą klasy rządzącej jest to, że z jednej strony wykonuje ona pracę, która odpowiada jej statusowi, natomiast z drugiej, niezależnie od epoki czy środowiska społecznego, ta klasa rządząca składa się w zasadzie z przywódców, wybitnych jednostek, osób czerpiących zyski ze swojej pozycji i tak dalej. Było tak zwłaszcza ponad sto lat temu – zdecydowaną większość klasy rządzącej, posiadającej status i cieszącej się prestiżem w społeczeństwie, stanowili ci, którzy czerpali zyski ze swojej pozycji. A co rozumie się przez „tych, którzy czerpią zyski ze swojej pozycji”? Wyrażenie to odnosi się do ludzi, którzy wykorzystują swoją władzę i status, aby czerpać z tego korzyści dla siebie. W jaki sposób dążą do tych korzyści? Wykorzystując swoje wpływy polityczne i władzę, rządzą oni swoimi poddanymi; pod ich panowaniem i władzą poddani ci składają im daninę, a dokładniej mówiąc, płacą podatki. Jednakże istnieje różnica co do istoty pomiędzy statusem Boga wcielonego a statusem klasy rządzącej. Niezależnie od tego, do jakiej klasy rządzących lub jednostek posiadających władzę i status należy się w społeczeństwie lub wśród grup ludzi, status klasy rządzącej jest jedynie pozycją i tytułem. Takie osoby jedynie w prosty sposób rządzą ludźmi, nad którymi sprawują władzę, lub tymi, którzy znajdują się w zasięgu ich rządów i administracji. – W szerokim znaczeniu nazywa si to sprawowaniem władzy, a w węższym znaczeniu – rządzeniem i administrowaniem. Poprzez sprawowanie władzy, rządzenie i administrowanie nabywają uprawnienia i rozmaite korzyści, jakie zapewnia im ich status. Chociaż Bóg wcielony posiada Bożą tożsamość i istotę oraz ma Boży status, to dzieło, którego dokonuje, istota Jego dzieła oraz istota samego Jego statusu różnią się od tych, które charakteryzują rozmaite klasy rządzące w społeczeństwie i wśród ludzkości. Dzieło, jakie Bóg wcielony wykonuje na ludziach, nie polega na rządzeniu ani na administrowaniu nimi, lecz raczej na ich prowadzeniu, zaopatrywaniu, udzielaniu im wskazówek, wspieraniu ich, pomaganiu im, przycinaniu ich, osądzaniu i karceniu. Bóg dokonuje całego tego dzieła po to, aby umożliwić ludziom odrzucenie ich skażonych skłonności i uwolnienie się od nich. Najbardziej podstawową naturą całego dzieła, jakie wykonuje On na ludziach, jest zaopatrywanie ich w prawdę i życie, aby przyprowadzić ich przed oblicze Boga. Na tym polega wykonywane przez Niego dzieło. Bierze On dzieło, którego Bóg chce dokonać, i słowa, które Bóg chce wypowiedzieć na ziemi, po czym wykonuje to dzieło na ludziach i wypowiada do nich te słowa, aby mogli ich słuchać i je zrozumieć, mieć ścieżkę praktyki, a ostatecznie odrzucić swoje skażone skłonności, podporządkować się Bogu i stać się ludźmi, którzy prawdziwie czczą Boga. W ramach tego procesu skażeni ludzie przede wszystkim zostają przez Boga wcielonego zaopatrzeni w prawdę, zaopatrzeni w życie oraz zaopatrzeni w drogę. Ostatecznie są oni w stanie prawdziwie podporządkować się Bogu, stać się prawdziwymi istotami stworzonymi – istotami stworzonymi spełniającymi standardy – i zacząć zadowalać Boga, zyskać Boże uznanie i Bożą akceptację oraz stać się ludźmi, którzy czczą Boga. To właśnie ludzie zyskują dzięki Bogu wcielonemu. Chociaż Bóg wcielony ma ten status i dokonał tego dzieła, nie czerpie On korzyści z danin składanych przez ludzkość. Chociaż wcielony Bóg posiada status, nie czerpie On płynących ze statusu korzyści, jakimi cieszy się dowolny członek klasy rządzącej, ani nie korzysta z różnych przejawów wyjątkowego traktowania, jakie przysługują Mu ze względu na Jego status. Chociaż więc Bóg wcielony ma status Boga wcielonego, nie jest On kimś, kto czerpie korzyści ze swojej pozycji, ani nie jest częścią klasy wyzyskującej. Wykonując swoje dzieło – tak jak Bóg w niebie, Duch Boży, prowadzi całą ludzkość – Bóg wcielony zaopatruje ludzkość, udziela jej wskazówek, wspiera ją i jej pomaga i nigdy nie żąda od niej żadnych rzeczy materialnych ani niematerialnych. Toteż kiedy Bóg wcielony przychodzi pomiędzy ludzi, aby wykonywać dzieło, to nawet jeśli ma status, który ludzie widzą na własne oczy, lub status, który posiada zgodnie z ich myślami i pojęciami, nie korzysta On z danin składanych przez ludzi. Dokonywane przez Niego dzieło i Jego zaopatrywanie ludzkości są darmowe – nie żąda On od ludzkości żadnych opłat, podatków ani wynagrodzenia. Czy do tej pory daliście Mu choćby grosz? (Nie). Czy kiedykolwiek płaciliście za słuchanie kazań? (Nie). Do naszych miejsc zgromadzeń można wejść bez żadnych kart wstępu, nie musicie kupować biletów, aby uczestniczyć w zgromadzeniach – nie musicie płacić ani grosza. Darmowe są też książki, które czytacie, filmy, które oglądacie, i nagrania kazań, których słuchacie. Nigdy nie zażądano od was ani grosza, nieprawdaż? (Tak). Od nikogo nie zażądano ani grosza – wszystko jest darmowe. Niektórzy pytają: „Czy osobiste ofiary muszą stanowić określony procent czyjegoś dochodu?”. Wcale tak nie jest – wszystkie ofiary składane są dobrowolnie. Dziesięcina jest po prostu tym, co wierzący powinni ofiarować, ale niezależnie od tego, czy ktoś ofiarowuje dziesiątą, czy piątą część swojego dochodu, jest to całkowicie dobrowolne. Poza tym wielu ludzi, którzy wierzą w Boga, nigdy nie złożyło ofiary, którą powinni złożyć, a mimo to nadal uczestniczą w zgromadzeniach i wciąż mogą czytać słowa Boże oraz słuchać kazań. Ani jednej osobie nie odebrano prawa do słuchania kazań, prawa do uczestniczenia w zgromadzeniach ani prawa do wykonywania swoich obowiązków tylko dlatego, że nigdy nie składała ofiar – nikomu się to nie przydarzyło, prawda? (Tak).
Od Wieku Prawa aż po obecny Wiek Królestwa Bóg nieustannie zaopatruje ludzkość. Od czasu, gdy Duch Boży zaczął przemawiać do ludzkości, aż do pierwszego wcielenia Boga, a następnie do drugiego wcielenia Boga Bóg wypowiedział niezliczone słowa, a także wykonał na ludzkości ogromną ilość pracy. Wypowiedział tak wiele słów i tak obficie zaopatrzył ludzkość – to już przekracza wszelką miarę. A czy Bóg kiedykolwiek zażądał od ludzi choćby grosza? Nigdy tego nie zrobił. Nigdy nie zażądał od ludzi nawet jednego worka zboża – po prostu zaopatruje ludzi w ten sposób nieustannie i nieodpłatnie. Niezależnie od tego, czy jest to Bóg wcielony, czy sam Bóg, to chociaż posiada On najwyższy status, niemniej jednak zaopatruje ludzkość za darmo. Co więcej, Bóg wcielony obcuje z ludźmi jak równy z równym, zaopatrując ludzi od serca do serca i twarzą w twarz, a sposób, w jaki ich prowadzi, jest jeszcze bardziej bezpośredni i praktyczny. Bóg prowadzi ich na każdym kroku i osobiście kieruje każdym elementem pracy. Ponadto Bóg nie posługuje się zastępcą podczas dokonywania swojego dzieła – Bóg wykonuje je osobiście. W ludzkim ujęciu nazwalibyśmy to zwracaniem się do godnych osób z uprzejmą pokorą lub poruszaniem się wśród ludzi incognito. Bóg osobiście przychodzi pomiędzy ludzi, aby przemawiać i dokonywać dzieła, żyjąc wśród ludzi i przebywając z nimi twarzą w twarz. Ludzie mogą na własne uszy usłyszeć głos Boga, na własne oczy zobaczyć wykonywane przez Niego dzieło i osobiście go doświadczyć. Chociaż ludzie czują, że Bóg ma status i że istnieje dystans pomiędzy nimi a Bogiem, to dla Boga nie ma takiego dystansu, jaki ludzie widzą lub odczuwają. Bóg nie zachowuje się tak, jakby posiadał Bożą tożsamość i nie patrzy na ludzkość z góry, lecz raczej przemawia i działa na równej stopie z ludźmi. Czyż nie w ten właśnie sposób przemawiałem i rozmawiałem z wami na zgromadzeniach przez te wszystkie lata? Nie jestem protekcjonalny i nigdy nie miałem poczucia, że posiadam wielką władzę i wysoki status – nie mam takiego poczucia ani nigdy nie działałem w ten sposób. Chociaż skażonych ludzi przepełniają zepsucie i wrogość wobec Boga i są oni Jego wrogami, to pracując nad zbawieniem ludzi, Bóg jest wobec nich pełen cierpliwości, tolerancji, miłosierdzia i miłującej dobroci. Kiedy wykonuje dzieło na ludziach i do nich przemawia, jest pełen miłości – można by wręcz powiedzieć, że czyni to z niezwykłą starannością i powagą. Bóg nie szczędzi ludziom niczego, czego potrzebują. Nie mówi do ludzi zagadkami ani nie trzyma ich w niepewności, lecz mówi to, co myśli. Zaopatruje was w prawdy, które powinniście zrozumieć, nie pomijając ani jednego zdania. O ile tylko jest to coś, co jesteście w stanie pojąć, nie powstrzymuje się ani trochę. Pozwala wam zyskać te prawdy i sprawia, że są one dla was jasne i że je rozumiecie. Z niezwykłą starannością i powagą omawia z wami raz za razem i wielokrotnie podkreśla zwłaszcza te sprawy, których nie rozumiecie i w których się gubicie, i robi to tak długo, aż je zrozumiecie. Zatem dzieło, którego dokonuje Bóg wcielony, i dzieło, którego dokonuje Duch Boży, zawsze były takie same. Chociaż Bóg zbawia skażoną ludzkość, to nigdy nią nie gardził. Chociaż człowiek i Bóg w istocie i w życiu są odrębni i całkowicie różni, to jeśli chodzi o postawę Boga wobec człowieka, Bóg nigdy nie traktował człowieka jako swojego wroga, jako prawdziwie skażonej ludzkości ani jako czegoś, co należy odrzucić z pogardą. Wręcz przeciwnie, Bóg traktuje człowieka jako kogoś, do kogo skierowane jest Jego dzieło i zbawienie. Jeszcze ważniejsze jest jednak to, że jeśli chodzi o postawę i nastawienie Boga, kiedy przemawia do człowieka, a także Jego oczekiwania wobec niego, Bóg traktuje człowieka jak członka rodziny. Tak więc bez względu na to, jak sam człowiek postrzega status Boga, Bóg nigdy nie przyjął postawy wyrażającej wyższość i nie patrzył na ludzkość przez pryzmat wysokiego statusu, lecz zamiast tego stawiał się na równi z człowiekiem i może nawet odbywać z nim długie, szczere rozmowy – między Bogiem a człowiekiem nie ma dystansu i nie ma różnic w statusie. Patrząc na postawę Boga wobec ludzkości i na całe dzieło, którego Bóg dokonał, widać, że to właśnie dlatego, iż Bóg wcielony ma Bożą istotę i Boże życie, to jednak, chociaż na pozór wydaje się zwykłym człowiekiem, może traktować ludzkość z nastawieniem odmiennym od nastawienia jakiegokolwiek członka klasy rządzącej. Tylko Bóg wcielony może to zrobić – nie może tego zrobić żaden człowiek, a tym bardziej nikt z klasy rządzącej. Bez względu na to, jakie słowa Bóg wypowiedział do człowieka lub jakiego dzieła na nim dokonał, jeszcze ważniejsze od tego, że Bóg nie żąda od człowieka żadnych korzyści, jest to, że obdarzył On człowieka większą liczbą prawd, które ten powinien zrozumieć, ścieżek, które powinien praktykować, i kierunków dalszego postępowania, które powinien zrozumieć. Jednocześnie Bóg obdarzył również człowieka rzeczami, których ten potrzebuje w swoim codziennym życiu, jeśli chodzi o podstawowe potrzeby. Bóg jest nie tylko źródłem życia człowieka, lecz także źródłem jego utrzymania, nieprawdaż? (Tak). Niektórzy zawsze myślą tak: „Podążałem za Bogiem Wszechmogącym przez te wszystkie lata i aby wykonywać swoje obowiązki, zrezygnowałem z własnych perspektyw na przyszłość, studiów i małżeństwa, , a jednak do tej pory nic nie zyskałem”. Czują wtedy żal i narzekają. Jest to prawdą zwłaszcza w przypadku niektórych ludzi, którzy zostali usunięci z kościoła, oraz tych, którzy zostali aresztowani i uwięzieni – wierzą oni, że nic nie zyskali na tym, że przez te wszystkie lata wierzyli w Boga. Powiedzcie Mi, czy ten punkt widzenia jest słuszny? (Nie). W jakim sensie jest on błędny? Ludzie ci nie wiedzą, co tak naprawdę powinni zyskać dzięki wierze w Boga. Uważają, że powinni zyskać rzeczy, które mogą zobaczyć i zatrzymać, takie jak pieniądze, sława i zysk oraz status, i że jeśli ich nie zyskali, to nie zyskali niczego. W rzeczywistości Bóg obdarza człowieka wieloma prawdami – ludzie ci nie zyskali niczego dlatego, że nie dążyli do prawdy ani jej nie przyjęli. Gdyby przez te wszystkie lata w trakcie wykonywania swoich obowiązków byli w stanie dążyć do prawdy, przyjąć prawdę i podporządkować się okolicznościom, które Bóg dla nich przygotował, to z pewnością zrozumieliby pewne prawdy i zyskaliby pewną wiedzę o Bogu. Chociaż mogliby nie zdobyć rzeczy materialnych, zyskaliby rzeczy o większej wartości, najcenniejsze rzeczy w ludzkim świecie – rzeczy, których nie można wymienić na żadną kwotę pieniędzy ani na żadne korzyści materialne.
Chociaż Bóg wcielony ma status w oczach ludzi, to kiedy wykonuje swoje dzieło wśród ludzi, nie cieszy się On korzyściami płynącymi ze statusu, daninami od ludzi, ani władzą czy jakąkolwiek formą przychylnego traktowania, jakie przyniósłby Mu Jego status, tak jak robiłyby to osoby posiadające status wśród ludzkości. Nie zachowuje się On też wyniośle, nie wydaje rozkazów ani nie czerpie przyjemności z tego statusu z postawą wyrażającą wyższość, jak robiłyby to osoby posiadające status wśród ludzkości. Jest dokładnie odwrotnie: nie tylko nie przyjmuje On postawy wrażającej wyższość, lecz także traktuje ludzi na równi, żyjąc wśród nich, aby zaspokajać ich potrzeby. Oprócz zaspokajania potrzeb ludzi w zakresie życiowejścia, zaspokaja On również pewne dodatkowe potrzeby w ich codziennym życiu. Bóg Wcielony angażuje się również w codzienne życie i pracę ludzi, kiedy jest to stosowne lub kiedy jest to potrzebne, pomagając wam żyć normalnie i w sposób uporządkowany oraz kierując wami i pomagając wam dobrze wykonywać wasze obowiązki. Tak więc niezależnie od tego, z jakiej perspektywy na to spojrzeć, chociaż Bóg wcielony posiada szczególny status, to, jak do niego podchodzi, nie jest takie samo jak w przypadku jakiegokolwiek człowieka posiadającego status. Chociaż posiada On ten status, w dziele, którego dokonuje, w swoim codziennym życiu i w swoich zasadach dotyczących tego, jak traktuje ludzi, po prostu wypełnia On swoje obowiązki. Dla samego Boga wcielonego oznacza to pełnienie Jego misji, a dla ludzkości – wypełnianie Jego obowiązków. Wypełnia On obowiązki Boga wcielonego wobec ludzkości na bazie posiadania statusu Boga wcielonego. Z jednej strony Jego obowiązkiem wobec ludzkości jest zaopatrywanie w prawdę, której ludzie najbardziej potrzebują w swoim życiu. Z drugiej strony jest to nadrabianie tego, czego im brakuje w kategoriach ich normalnego człowieczeństwa i prowadzenie ich tak, aby mogli żyć zgodnie z zasadami, które powinni posiadać ci, którzy posiadają normalne człowieczeństwo. To jest obowiązek, który powinienem wypełniać. Kiedy jednak niektórzy ludzie słyszą, jak mówię te rzeczy, w głębi serca myślą tak: „Wszyscy jesteśmy dorośli i rozumiemy te wszystkie rzeczy, które pojawiają się w naszym codziennym życiu. Czy naprawdę potrzebujemy Twoich wskazówek?”. Chociaż wszyscy jesteście dorośli, w codziennym życiu wykazujecie zbyt wiele niedociągnięć i daleko wam do standardów normalnego człowieczeństwa. Nie wchodząc nawet w inne kwestie, w waszym codziennym życiu jest wam trudno po prostu odżywiać się w zdrowy i odpowiedni sposób. Czasami, gdy zdarzy Mi się zauważyć, że macie z tym problem, oferuję wam pewne wskazówki i udzielam rad, które warto wziąć pod uwagę. Ponadto, jeśli chodzi o to, jak radzicie sobie ze sprawami związanymi z ludzkim życiem, jeśli zobaczę lub usłyszę, że macie w tym zakresie problemy – lub zetknę się z tymi waszymi problemami – to również udzielę wam pewnych rad, pomogę wam przeanalizować daną sprawę, skoryguję wasze błędne zapatrywania i praktyki, przekażę wam pewne zasady i powiem wam, jak postępować i jak sobie z nią poradzić. Chociaż są pewne szczególne sprawy, których nie doświadczyłem ani z którymi nie miałem do czynienia, to kiedy napotykam takie rzeczy, potrafię pojąć zasady. Wiem, co robić – pomogę wam przeanalizować różne rzeczy i udzielę wam pewnych podpowiedzi i rad, abyście wy również mogli w różnych sprawach, które pojawiają się w życiu, postępować zgodnie z zasadami i standardami normalnego człowieczeństwa,. Nie postępujcie wbrew swojemu sumieniu i nie przekraczajcie granic moralnych. Musicie być racjonalni w tym, co robicie – nie zachowujcie się w sposób niezdyscyplinowany, jak niewierzący, lecz raczej przestrzegajcie reguł, kierując się swoich działaniach najbardziej podstawową zasadę, by nie postępować wbrew swojemu sumieniu i nie przekraczać granic moralnych. Kiedy zauważę te rzeczy, również udzielę wam wskazówek i pomogę wam wszystko przeanalizować, regulując podstawowe potrzeby waszego codziennego życia. Jest to dla was korzystne pod tym względem, że reguluje wasze zachowanie oraz sumienie i rozum waszego normalnego człowieczeństwa. Niektórzy mogą powiedzieć: „Nie masz wyższego wykształcenia, nie uczestniczyłeś w wielu sprawach w świecie zewnętrznym i nie rozumiesz reguł gry w społeczeństwie. Co daje Ci prawo, by nas pouczać?”. Odpowiadam na to, że naprawdę mam kwalifikacje, by cię pouczać. Chociaż nie uczestniczę w tych sprawach zewnętrznych, to jeśli chodzi o ścieżkę, którą ktoś kroczy, o jego dążenia i o sprawy związane z prawdozasadami, mogę wam w tych rzeczach pomóc. Znam zasady i wiem, gdzie powinna leżeć granica czyjegoś postępowania. W głębi serca doskonale wiem, czy tę granicę przekroczyłeś lub czy naruszyłeś zasady. Ja to wiem, ale ty nie. Dlaczego tego nie wiesz? Ponieważ żyjesz pod władzą swoich skażonych skłonności i znajdujesz się pod głębokim wpływem różnych złych trendów tego świata. Co więcej, większość ludzi nie ma czystego sumienia i zdrowego rozumu, więc zawsze lubią wykorzystywać sytuację, ciągle starają się zachowywać po cwaniacku i szukać oportunistycznych dróg na skróty oraz wykorzystywać luki. Ocierają się nawet o granice prawa, aby wykorzystać sytuację, zawsze myśląc, jak tu zrobić coś podłego i nikczemnego. Kiedy widzę, że chcesz robić takie rzeczy, udzielam ci pewnych wskazówek, analizuję dla ciebie pewne rzeczy i podpowiadam ci, abyś powstrzymał się od takiego działania. Jeśli ci nie podpowiem lub nie przeanalizuję dla ciebie pewnych rzeczy, zawsze będziesz mieć poczucie, że to, co robisz, jest uzasadnione. A skąd bierze się twoje uzasadnienie? Z twojego przekonania, że „Wszyscy niewierzący tak robią, więc dlaczego my nie możemy? Dlaczego mielibyśmy ponosić stratę?”. Nie nazywa się tego ponoszeniem straty – nazywa się to przestrzeganiem reguł. Podczas postępowania nie powinno się przekraczać granicy sumienia – to nie jest ponoszenie straty. To jest Moja zasada. Ty zawsze boisz się ponieść stratę, a co więcej, ale także aktywnie starasz się wykorzystać sytuację i luki. To wymaga regulacji i to wymaga korekty. Kiedy więc widzę, że ktoś wykazuje oznaki takiego podejścia, szybko podpowiadam mu, aby tego nie robił – takie zachowanie jest obrzydliwe. Odczuwasz w sercu dumę i satysfakcję, kiedy wykorzystujesz tę drobną przewagę, ale co przez to sprzedajesz? Twoje sumienie i twoją prawość, a to przynosi ci „złą ocenę” od Boga. Czy wiesz, ile dobrych uczynków może zniwelować ta jedna zła ocena? Nie wiesz tego i tego nie czujesz. Ponieważ tego nie wiesz i nie jesteś tego świadomy, muszę ci podpowiadać. W kluczowych momentach i w kluczowych sprawach muszę zabrać głos i powiedzieć ci, żebyś tak nie postępował, że musisz przestrzegać reguł i nie możesz wykorzystywać sytuacji. W tych sprawach nie wykorzystuję Mojego statusu, aby cię ograniczać, lecz raczej omawiam z tobą zasady, pomagając ci regulować twoje zachowanie, budząc twoje sumienie, sprawiając, że zyskujesz standard sumienia i racjonalności, i pozwalając ci zobaczyć, jaki powinno się mieć właściwy cel i kierunek w życiu. Kiedy później znowu przyjdzie ci do głowy, by tak postąpić, nie będziesz w stanie pogodzić tego ze swoim sumieniem – oblejesz się rumieńcem i będzie ci wstyd na samą myśl o zrobieniu tego czegoś. W ten sposób osiągnięty zostanie cel, dla którego ci to mówię, i Moje słowa przyniosą zamierzony skutek. To właśnie nazywa się regulowaniem zachowania.
Zazwyczaj nie ingeruję w drobne sprawy, które nie wiążą się z pracą kościoła, ale w niektórych kwestiach dotyczących fizycznego i psychicznego dobrostanu wybrańców Bożych, czasami mówię kilka słów i udzielam pewnych rad. A w ramach jakiej tożsamości i z jakim statusem ingeruję w te sprawy? Czy występuję jako rodzic? Głowa rodu? Pasterz? Przywódca? A może jako twój szef? Nie sądzę, by było to którekolwiek z nich. Jaką więc rolę odgrywam w takich sprawach? Po pierwsze, kwestia statusu nie ma tu znaczenia – mówię i działam z poczucia odpowiedzialności. Jeśli tylko zauważę i uświadomię sobie, że coś ci się przydarza, poprowadzę cię na właściwą ścieżkę, umożliwiając ci postępowanie zgodnie z twoim sumieniem i z poszanowaniem tej najbardziej podstawowej, fundamentalnej granicy, co uporządkuje twoje zachowanie i skoryguje twoje intencje, a także umożliwiając ci ukształtowanie właściwego poglądu na życie oraz radzenie sobie z tego rodzaju sprawami i postrzeganie tego rodzaju kwestii z właściwego punktu widzenia i z właściwej perspektywy. Pomogę ci przeanalizować różne sprawy. Chociaż podczas gdy pomagam ci analizować różne sprawy, możesz mieć wrażenie, że twoje poczucie własnej wartości i duma ucierpiały, to jednak nie rozpieszczam cię ani ci nie schlebiam – pomagam ci z poczucia odpowiedzialności za ciebie, traktując cię jak równego sobie. Co sądzicie o takim podejściu? (Jest dobre). Nie wygłaszam ci górnolotnych idei i nie wykrzykuję sloganów – po prostu mówię ci, jak zrobić daną rzecz i jak zrobić ją we właściwy sposób, klarownie wyjaśniając ci wszystkie za i przeciw. Słowa, które wypowiadam, są z twojej perspektywy proste i zwyczajne. To po prostu zwykły język, niezawierający żadnej głębokiej wiedzy, filozofii ani teorii. Ale po ich wysłuchaniu masz ścieżkę i wiesz, jak postępować. Chociaż Bóg wcielony cieszy się w oczach ludzi wyjątkowym statusem i chociaż jest to status bardzo wysoki, ów wysoki status nie ogranicza tego, co On robi. Wręcz przeciwnie, On zajmuje się wszystkim bez względu na to, czy jest to coś wielkiego, czy małego. Jeśli tylko zauważę, że masz jakiekolwiek problemy lub trudności, , porozmawiam o nich z tobą i nie będę przyjmował postawy wyrażającej wyższość – jeśli jesteś skłonny słuchać, to słuchaj, a jeśli nie chcesz słuchać, nie będę cię zmuszał. Jeśli jest to sprawa kluczowa, taka, która wiąże się z pracą kościoła i prawdozasadami, powiem ci, jak praktykować, a później będę sprawdzał rozwój sytuacji. Jeśli natomiast sprawa dotyczy twojego życia osobistego, porozmawiam z tobą od serca, dzieląc się Moimi szczerymi poglądami bez wygłaszania górnolotnych idei – jeśli jesteś skłonny słuchać, możesz to przyjąć, a jeśli nie chcesz słuchać, nie będę cię strofował ani ograniczał. Jeśli będziesz w stanie to przyjąć, uznam, że jesteś przyzwoitym człowiekiem, który potrafi przyjmować słuszne i właściwe słowa, a wtedy będę skłonny częściej z tobą rozmawiać. Jeśli natomiast zobaczę, że nie przyjmujesz słusznych słów i nie chcesz słuchać tego, co mówię, to w przyszłości nie będę z tobą rozmawiał albo będę rozmawiał z tobą rzadziej. Obcując z ludźmi, polegam na swoich własnych wyborach i swoich własnych zasadach. Czy uważacie, że mówię i działam jak ktoś posiadający status? (Nie). Na przykład na dawnych zgromadzeniach, niezależnie od tego, czy było na nich od trzydziestu do pięćdziesięciu osób, czy od osiemdziesięciu do stu, nigdy nie używałem mikrofonu – po prostu mówiłem bez nagłośnienia, a ludzie Mnie słyszeli. Obecnie w niektórych miejscach, nawet gdy na zgromadzeniu jest tylko dwadzieścia lub trzydzieści osób, niektórzy przemawiający nadal używają mikrofonu – czy to jest konieczne? Czy słowa, które wypowiadasz, są w jakikolwiek sposób budujące dla innych? A mimo to musisz używać mikrofonu, by mówić – czyż nie jest to zadzieranie nosa? To naśladowanie urzędników ze świata zewnętrznego. Widzisz, Ja również często ucinam sobie pogawędki i rozmawiam z braćmi i siostrami – czasami po prostu w jakieś dwadzieścia osób siedzimy na podwórku i rozmawiamy. W tle słychać hałas, a jednak wszyscy słyszą Mnie wyraźnie, mimo że nie używam mikrofonu. Wszystko, co wymaga omówienia, zostaje jasno omówione i nic nie zostaje pominięte. Po co więc w ogóle używać mikrofonu? Jaki jest sens angażowania się w takie formalności? To zwyczaj typowy dla świata – wszyscy lubią się popisywać i zadzierać nosa oraz przywiązują wagę do blichtru i ostentacji. Skoro zwykli ludzie mogą postępować w ten sposób, to gdyby ktoś posiadał odrobinę statusu, miałby o sobie niezwykle wysokie mniemanie, zgadza się? Mówię wam te rzeczy po to, żebyście uświadomili sobie pewien fakt: chociaż w oczach człowieka Bóg wcielony ma status, Moje odczucia odnośnie do tego statusu różnią się od waszych. Czuję po prostu, że jestem zwykłym człowiekiem, a ucinanie sobie z wami pogawędek i omawianie prawdy jest wypełnianiem Moich obowiązków. Czego więc od was wymagam? Tego, byście byli w stanie przyjmować rzeczy pozytywne, przyjmować prawdę i robić różne rzeczy zgodnie z prawdozasadami – nie wymagam od was robienia niczego ponadto. Po pierwsze, nie wymagam od was, byście padali na twarz, oddając cześć, a po drugie, nie wymagam od was, byście witali się ze Mną w służalczy sposób, kiedy się spotykamy – wystarczy zachowywać się normalnie i naturalnie. Czy członkowie rodziny zawsze muszą witać się ze sobą, kiedy się spotykają? Jeśli nie widują się często, to normalne, że mówią sobie „cześć”, kiedy na siebie wpadają. Jest to kwestia zwykłej uprzejmości i jest to coś, co powinno zawierać się w racjonalności właściwej normalnemu człowieczeństwu – nawet zwierzęta wiedzą, że należy się ze sobą witać, a co dopiero ludzie! Kiedy Mnie widzisz, nie ma jednak potrzeby, żebyś, tylko dlatego, że posiadam status, płaszczył się przede Mną i uprzejmie pytał, jak się miewam,. To niepotrzebna formalność, która nie jest czymś, czego od was wymagam. Moje wymagania wobec was są bardzo rozsądne i właściwe. Jeśli posiadacie normalne człowieczeństwo, miłujecie prawdę i do niej dążycie, to będziecie w stanie spełnić je wszystkie, ponieważ wcale nie są one puste ani wygórowane – wszystkie one są czymś, co normalni ludzie są w stanie osiągnąć. Jeśli zrozumieliście i pojęliście różne aspekty prawdy, które omawiałem z wami przez te wszystkie lata, i posiadacie wiedzę pochodzącą z doświadczenia oraz życiowejście, to w rozmaitych okolicznościach będziecie w stanie postępować zgodnie z prawdozasadami. Będziecie w stanie praktykować zgodnie z prawdozasadami w odniesieniu do tego, jak traktujecie ludzi, waszą pracę i wasze obowiązki, antychrystów i fałszywych przywódców, harmonijną współpracę, wszelkiego rodzaju sprawy, które nie są po waszej myśli, i wielu innych kwestii – tego właśnie się od was wymaga. Wszystkie wymagania, które wam stawiam, mieszczą się w zakresie tego, co możecie osiągnąć w ramach normalnego człowieczeństwa. Oczekuję, że gdy skończę mówić, będziecie praktykowali zgodnie z tymi słowami, aby osiągnąć rezultaty, które powinny zostać osiągnięte.
Niektórzy ludzie słuchają kazań od tak wielu lat, ale nigdy nie złożyli żadnych ofiar. Czy dom Boży naciska w tej sprawie? Nie, nie naciska. Ja również nigdy nie dopytuję o to, kto nigdy nie złożył żadnych ofiar albo kto zawsze prosi dom Boży o środki na utrzymanie. Nie dopytuję o te sprawy i w ogóle Mnie one nie obchodzą. Tym, na czym Mi zależy, jest to, jak wykonujesz swoje obowiązki, czy jesteś w stanie zapłacić cenę i czy potrafisz przyjąć słuszne rady, czy, kiedy coś ci się przytrafia, potrafisz zbuntować się przeciwko samemu sobie i wyzbyć się swoich ambicji i pragnień, czy, kiedy masz status, potrafisz wypełniać swoje obowiązki i traktować ludzi sprawiedliwie, czy poszukujesz zasad i masz je w swoim sercu, gdy coś robisz, czy postępowałbyś samowolnie w sprawach, w których nie rozumiesz zasad, czy, kiedy postąpiłeś samowolnie i ktoś ci to wytknął, potrafisz zaakceptować jego słowa, poczuć skruchę i zawrócić ze złej drogi, czy nienawidziłbyś, tłamsił lub dręczył tych, którzy cię krytykują, jakie są twoje wymagane standardy w kwestiach mieszczących się w zakresie normalnego ludzkiego życia – jeśli chodzi o mówienie i działanie, a także o zaspokajanie podstawowych potrzeb życiowych – i czy masz jakąś granicę. Zależy Mi na tego rodzaju sprawach, które wiążą się z prawdą, z zasadami postępowania, z poglądem na życie i ścieżką, którą się kroczy. Ponadto dopytuję również o sprawy dotyczące ofiar i bliżej im się przyglądam. Jeśli jakikolwiek przywódca, wykonując pracę wiążącą się z wydawaniem ofiar, nie trzyma się zasad, a zamiast tego szasta pieniędzmi i dopuszcza się trwonienia ofiar, a po tym, jak zostanie zdemaskowany i przycięty, nie odczuwa żadnych wyrzutów sumienia ani nie wyznaje swoich grzechów i nie okazuje skruchy i nie tylko odmawia zrekompensowania strat, lecz także próbuje się kłócić i usprawiedliwiać – a niektórzy z takich ludzi posuwają się nawet do fałszowania różnych rzeczy i fabrykowania dowodów, a w poważnych przypadkach wręcz do niszczenia dowodów i tak dalej – to będę o takie sprawy dopytywał i je badał. Czyż wszystkie te sprawy nie wiążą się z tym, jak ktoś postępuje i jaką ścieżką kroczy w swojej wierze w Boga? (Dotyczą). Czy twoim zdaniem mam rację, przejmując się tymi sprawami? (Tak). Niektórzy ludzie pochodzą z bardzo dobrych rodzin i są dość zamożni – czy myślisz, że dopytuję o roczne dochody ich rodzin albo o to, czy złożyli ofiary bądź czy oddali dziesięcinę? Nigdy nie mówiłem takich rzeczy, głosząc kazania na zgromadzeniach. Niektórzy mówią: „A to nie jest tak, że nie mówisz o tym publicznie, ale potajemnie wypytujesz o to pewne osoby?”. Możesz zapytać braci i siostry, którzy mieli ze Mną kontakt i przebywali w Moim towarzystwie, czy kiedykolwiek dopytywałem o te sprawy – nie robiłem tego. Powiedz Mi, czy to dlatego, że nie chcę pytać, czy dlatego, że Mnie to nie interesuje? (Nie interesuje Cię to). Nie interesuje Mnie to, co oznacza, że w ogóle nie myślę o takich rzeczach – nie zaprzątają one Moich myśli. To jest jeden aspekt tej sprawy. Z drugiej strony naprawdę nie wiem, jakie są warunki ekonomiczne i status społeczny rodzin braci i sióstr. Dlaczego tego nie wiem? Ponieważ mnie one nie interesują i o nie nie dopytuję. Nawet jeśli wiem o pojedynczych przypadkach, to tylko dlatego, że słyszałem, jak wspominacie, iż czyjaś rodzina jest zamożna – znam tylko tę garść podstawowych informacji. Natomiast naprawdę nie wiem, jaką pracę wykonują ci ludzie lub ile zarabiają rocznie. Nigdy nie dopytuję ani nie dbam o sytuację ekonomiczną żadnej z waszych rodzin, o to, jakie macie dochody, ani o to, czy jesteście bogaci, czy biedni – nie obchodzą Mnie te rzeczy. Niektórzy ludzie, po kilku spotkaniach z braćmi i siostrami całkiem dobrze orientują się w podstawowej sytuacji ich rodzin – czym się zajmują , które z nich są bogate, a które biedne, i jaki majątek posiadają. Niewiele brakuje, by zaczęli badać, czym zajmowały się trzy pokolenia ich przodków. Są oni szczególnie zainteresowani tymi sprawami i dowiadują się o nich wyjątkowo szybko. Czy waszym zdaniem tacy ludzie zaniedbują swoje właściwe zadania? (Zaniedbują). Po ledwie jednym kontakcie lub spotkaniu z kimś wiedzą, ile zarabia on miesięcznie, jak dobrze zazwyczaj się odżywia i jak się ubiera oraz z jakimi ludźmi o określonej pozycji i statusie w społeczeństwie się zadaje i obcuje – potrafią dowiedzieć się tych wszystkich rzeczy. Ja nie wiem takich rzeczy nawet po tym, jak spotkam się z kimś kilka razy. Tylko wtedy, gdy ktoś z własnej inicjatywy powie Mi, jaką pracę wykonuje w świecie i ile zarabia rocznie, będę wiedział trochę na ten temat, ale i tak później tego nie pamiętam. Niektórzy mówią: „Dokonujesz dzieła zbawienia człowieka – czy to w porządku, że nie wiesz o wielu sprawach w świecie zewnętrznym?”. Powiedzcie Mi, czy koniecznie muszę wiedzieć o sprawach, które nie dotyczą prawdy? (Nie). Zajmuję się tylko tymi sprawami, które są związane z prawdą – przyglądam się tylko kwestiom dotyczącym twojego usposobienia, twojego człowieczeństwa, twojego postępowania i ścieżki, którą kroczysz. Nie zajmuję się tym, ile masz pieniędzy, ani nie wnikam w to, skąd one pochodzą. Nie chcę dopytywać o te rzeczy ani o nich wiedzieć i nie jest to Moim hobby. Kiedy mówię, że znam człowieka jak własną kieszeń, mam na myśli to, że rozumiem usposobienie człowieka, rozumiem istotę i rzeczywisty stan jego skażenia oraz rozumiem człowieczeństwo wszelkiego rodzaju ludzi – to jest jeden aspekt tej sprawy. Oznacza to również zrozumienie, z jakiego rodzaju istotą wiążą się skłonności przejawiane przez wszelkiego rodzaju ludzi, jakie kwestie wiążą się z rozmaitymi stanami, które ludzie przejawiają, oraz jak z nimi rozmawiać, zaopatrywać ich i pomagać im, aby rozwiązać ich problemy i umożliwić im wyjście ze stanu, w którym się znajdują. Krótko mówiąc, badam tylko sprawy, które są związane z Moim dziełem i są związane z prawdą.
Obowiązki, które wypełniam wobec was w ramach wykonywania Mojego dzieła, polegają na rozwiązywaniu waszych problemów. W mniejszej skali oznacza to rozwiązywanie problemów związanych z tym, co wasze człowieczeństwo urzeczywistnia w waszym codziennym życiu, natomiast w większej skali oznacza to rozwiązywanie problemów waszych skażonych skłonności i wyraźne wskazywanie wam ścieżki zbawienia. Toteż Bóg wcielony przyszedł pomiędzy ludzi nie po to, by cieszyć się daninami składanymi Mu przez ludzkość, jej pochlebstwami czy tym, że ludzkość za Nim podąża, ani nie przyszedł po to, by zaznawać radości ludzkiego świata, lecz po to, by wypełniać swoje obowiązki. Posiada On Bożą tożsamość i posiada Boże życie – przyszedł pomiędzy ludzi, aby wykonywać własne dzieło Boga i wypełniać wobec człowieka obowiązki, które sam Bóg powinien wypełniać. Podstawowym celem dzieła, które Bóg wykonuje, wchodząc w interakcje z ludźmi – niezależnie od tego, jaki to jest etap lub wśród jakiej grupy ludzi jest ono wykonywane – jest pomaganie im w rozwiązywaniu wszelkiego rodzaju problemów. Chociaż czasami mówię o pewnych błahych sprawach z codziennego życia, a wy możecie mieć poczucie, że po prostu słuchacie jakichś opowieści, to w rzeczywistości te błahe sprawy, które z wami omawiam, wiążą się z problemami, z którymi się borykacie, oraz prawdami, które powinniście zrozumieć, a są to kwestie, dla których powinniście odnaleźć rozwiązanie i w które powinniście wkroczyć. Po ich wysłuchaniu ci, którzy skupiają się na poszukiwaniu prawdozasad i koncentrują się na praktykowaniu prawdy, zrozumieją pewne prawdy i pojmą pewne zasady postępowania i działania, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Jednakże ludzie, którzy nie mają duchowego zrozumienia, nie zrozumieją tego nawet wtedy, a wręcz będą mieli poczucie, że to omówienie dotyczy jedynie błahych, przyziemnych spraw. W gruncie rzeczy w większości przypadków powinieneś być w stanie wyciągać naukę również z tych błahych spraw, a to dlatego, że bez względu na to, jaki aspekt spraw omawiamy – czy jest to coś związanego z codziennym życiem, coś wiążącego się z obowiązkami, czy też coś dotyczącego życiowejścia – zasady i zrozumienie, które omawiamy, nie mają na celu rozwiązywania żadnych zagadek ani odsłaniania żadnych tajemnic. Jest raczej tak, że nasze omówienie wykorzystuje potoczny język, aby wyjaśnić jakiś fakt, rozwiązać problemy z tym, jakie ktoś ma myśli i poglądy, oraz rozwiązać problemy dotyczące tego, jak ktoś postrzega wszelkiego rodzaju rzeczy i jak traktuje wszelkiego rodzaju ludzi. Weźmy na przykład wybór fasonu i koloru ubrań. Niezależnie od tego, czy chodzi o ubiór na co dzień, czy strój, który zakładam przy tworzeniu programów, Moje zasady i pow0dy wyboru fasonu i koloru ubrań różnią się od waszych. Jakie są wasze zasady i powody? Chodzi o wystrojenie się w taki sposób, by wyglądać pięknie lub przystojnie – jeśli tylko wyglądacie atrakcyjnie i przyciągacie uwagę, to jesteście zadowoleni. A jakie są Moje pierwotne intencje i motywacje? Chodzi o to, by sprawić, żebyście sprawiali wrażenie skromnych, prawych i posiadających człowieczeństwo oraz godność, tak aby ludzie darzyli cię pewnym szacunkiem i nie śmieli patrzeć na ciebie z góry, igrać z tobą ani żywić wobec ciebie żadnych nieuczciwych zamiarów czy niewłaściwych myśli. Czyniąc to, nie pozbawiam cię okazji do popisywania się, lecz raczej cię chronię, sprawiając, że posiadasz człowieczeństwo i wyglądasz tak, jakbyś odznaczał się prawością, tak aby ci, którzy mają złe intencje, nie znaleźli okazji, by cię wykorzystać, a niegodziwcy nie odważyli się użyć cię do własnych celów ani traktować cię jak zabawkę. Będą musieli cię szanować. Czyż dzięki temu twoja prawość nie jest chroniona? (Jest). Moglibyście pomyśleć, że postępuję w ten sposób w tak prostej sprawie jak wybór fasonu i koloru ubrań po to, aby chronić interesy i reputację domu Bożego, ale w rzeczywistości wcale nie to jest głównym celem – podstawowym celem jest ochrona was. Tylko w tej drobnej sprawie Moje zapatrywania są całkowicie odmienne od waszych. Jeśli chodzi o to, jak ubieracie się i dbacie o swój wygląd w waszym życiu osobistym, daję wam przestrzeń i zostawiam wam swobodę wyboru, aby zaspokoić waszą próżność. W tych sprawach polegam na omawianiu prawdy oraz na tym, że po jej zrozumieniu ludzie osiągną normalne człowieczeństwo i będą potrafili zachować powściągliwość, zachowywać się skromnie i przyzwoicie i posiadać podobieństwo człowieka. Kiedy jednak pojawiacie się w miejscach publicznych, muszę czuwać nad tym, co robicie. Chodzi w tym wyłącznie o to, by was chronić, a nie kontrolować czy ograniczać. Bez względu na to, co myślicie, takie właśnie są Moje zasady działania i w tej kwestii to Ja mam ostatnie słowo. Nawet jeśli niektóre osoby są tym trochę niezadowolone, czują w głębi serca lekką irytację lub mają co do tego zastrzeżenia, nie ma to znaczenia – w przyszłości to zrozumiesz. Ponadto Moje wybory dotyczące koloru, materiału i fasonu ubrań nie są konserwatywne ani skrępowane starymi konwencjami – nie mam przestarzałych myśli i pojęć. Jeśli jesteś w starszym wieku, stylizuję cię tak, abyś wyglądał na pełnego życia, dobierając dla ciebie ubrania w jasnych kolorach, abyś wyglądał młodziej, ale nie kokieteryjnie. To dla ciebie dobra rzecz – kiedy ludzie widzą, że chociaż jesteś starszy, nadal wydajesz się mieć w sobie trochę wigoru i wyglądasz całkiem schludnie oraz reprezentacyjnie, będą cię szanować i darzyć pewnym poważaniem, zapewniając w ten sposób pełną ochronę twojej godności. To jest coś, o czym byście nie pomyśleli. Możliwe, że kilka osób o tym pomyślało, ale kto potrafi trzymać się tej zasady i kto potrafi ją opanować? Naprawdę nie potraficie jej opanować, zgadza się? (Tak). Niektórzy z was mówią: „Jestem stary, a starzy ludzie powinni wyglądać jak starzy ludzie. Muszę dawać przykład młodym ludziom i sprawić, by darzyli mnie szacunkiem”. Nie farbujesz siwiejących włosów, nie nakładasz odrobiny lekkiego makijażu pomimo bladej cery, nie wstawiasz brakujących przednich zębów, więc gdy mówisz, powietrze świszcze przez szpary w zębach, i nie nosisz ubrań w żywych kolorach, a jedynie szare i czarne. W rezultacie ludzie widzą, że twoja twarz jest pozbawiona jakiegokolwiek koloru – po prostu wyglądasz chorowicie. Powiedz Mi, jak czują się młodzi ludzie, kiedy cię widzą? Kiedy się do ciebie zwracają, muszą dodać słowo „stary”, nazywając cię „starą siostrą” lub „starym bratem”. Czy to sprawia, że czujesz się dobrze? Niechętnie to przyjmujesz, myśląc sobie: „Jestem od was trochę starszy, ale czy naprawdę jestem aż tak stary?”. Kto ci kazał wyglądać tak staro? Czy nie byłoby dobrze wybrać ubrania w kolorach, które ożywiają twoją cerę? Wystrój się trochę, aby ludzie mogli zobaczyć, że masz w sobie wigor, i dostrzec, że chociaż jesteś w podeszłym wieku, nie jesteś staroświecki – czyż to nie przysporzyłoby ci szacunku? Kiedyś poprosiłem pewną kobietę po czterdziestce, by na występ założyła różowy strój. Odpowiedziała: „Czyż noszenie różu w moim wieku nie byłoby udawaniem młodszej, niż jestem?”. Jej punkt widzenia różnił się od Mojego. Odparłem: „To nie jest udawanie młodszej, niż jesteś – wymaga tego bycie przed kamerą. Podpowiadam ci, jak się ubierać i dobierać styl,, żeby twoja twarz nabrała trochę koloru i żebyś prezentowała się schludnie oraz z klasą. Jeśli czujesz, że to udawanie młodszej, niż jesteś, i tak właśnie to postrzegasz, to się tak nie ubieraj. Jeśli założysz niemodny strój, od razu będziesz wyglądać o dziesięć lat starzej”. Jeśli mówisz jej, że będzie wyglądać o dziesięć lat starzej, jest z tego powodu niezadowolona, ale nie potrafi też zaakceptować tego, że próbujesz sprawić, by wyglądała trochę młodziej. Czyż nie jest to osoba, z którą dość trudno się dogadać? (Jest Jeśli ludzie mają właściwe myśli i poglądy, to nawet z takimi prostymi sprawami poradzą sobie w odpowiedni sposób, właściwie i zgodnie z zasadami. Jednakże myśli i poglądy większości ludzi na te sprawy są bardzo wypaczone, konserwatywne lub radykalne, a niektórzy ludzie nawet zakładają maski. Nawet jeśli Moich myśli i poglądów na te sprawy nie można nazwać prawdą, są one przynajmniej odpowiednie, właściwe i mieszczą się w zakresie normalnego człowieczeństwa. Dlatego czasami, nawet w tych drobnych sprawach, daję wam mniej lub bardziej szczegółowe podpowiedzi i wskazówki. Jeśli jesteś uważny i potrafisz przyjąć właściwe myśli i poglądy, to, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, zaczniesz te rzeczy pojmować. Jeśli jesteś nieuważny albo zawsze masz własne opinie i pomysły lub jeśli nadal żywisz wiele starych, tradycyjnych, głupich i zatwardziałych przekonań oraz poglądów, to możesz nie być w stanie przyswoić sobie ani zrozumieć tego, co mówię. Ale bez względu na wszystko i bez względu na to, o jakie aspekty chodzi, jeśli tylko coś dotyczy spraw, z którymi można się zetknąć w ramach dzieła, którego dokonuję, staram się ze wszystkich sił, abyście odnieśli korzyść, kieruję was we właściwą stronę, pomagam wam skorygować wasze niedorzeczne przekonania i poglądy, a w ich miejsce wyrobić sobie wszelkiego rodzaju przekonania i poglądy, które są właściwe. To jest Mój obowiązek. Biorąc pod uwagę samą tylko kwestię dotyczącą wypełniania obowiązków, natura dzieła dokonywanego przez Boga wcielonego jest całkowicie odmienna od natury pracy wykonywanej przez jakąkolwiek osobę posiadającą status wśród ludzkości, nieprawdaż? (Tak).
Z Mojego punktu widzenia praca, którą ludzie wykonują w związku ze statusem, składa się zasadniczo z dwóch elementów: jednym z nich jest ochrona swojego statusu, a drugim – domaganie się osobistych korzyści. Takie są ludzkie potrzeby i żądania dotyczące statusu. Niezależnie od tego, w jaką pracę angażuje się ktokolwiek, kto posiada status, nie polega ona na zaopatrywaniu w prawdę ani zaopatrywaniu w życie, a tym bardziej na wskazywaniu ludziom kierunku i ścieżki życia. Zamiast tego angażuje się on w pracę materialną lub niematerialną, zarządzając ludźmi lub kontrolując ich i skłaniając ludzi do akceptacji jego przywództwa w kontekście określonej dziedziny zawodowej lub pewnego aspektu wiedzy, wytwarzania rzeczy lub różnych innych obszarów. Następnie wykorzystuje swoją władzę do ustanowienia swojego autorytetu i ugruntowania swojego statusu, poprzez które dąży do osiągnięcia osobistych korzyści. Korzyści te dzielą się na dwa rodzaje: korzyści finansowe i korzyści związane z reputacją. Dlatego też natura pracy wykonywanej przez jakąkolwiek osobę posiadającą status wśród ludzi jest całkowicie odmienna od natury dzieła dokonywanego przez Boga wcielonego. Osoba ta ani nie zaopatruje ludzi ani im nie pomaga, a tym bardziej nie powstrzymuje się od stawiania ludziom wymagań. Sądząc po pozycji i korzyściach finansowych, jakie zyskuje po uzyskaniu statusu i wykonywaniu pracy wynikającej z zajmowanego stanowiska, każda osoba posiadająca status wśród ludzi ostatecznie i nieuchronnie stanie się beneficjentem sytuacji, w jakiej się znajduje. Dzieje się tak dlatego, że posiadany przez nią status służy jej osobiście, a wszystko, co ona robi, robi dla statusu i korzyści – nie po to, by zaopatrywać ludzi lub im pomagać. Pod tym względem jest to całkowicie odmienne od tego, co czyni Bóg wcielony. Ponadto, bez względu na to, co jakakolwiek osoba posiadająca status mówi ludziom lub jak wobec nich postępuje, jej ostatecznym celem jest domaganie się od nich emocjonalnej lojalności, wkładu finansowego i wkładu w postaci statusu. Chodzi o to, że jeśli osoba ta dobrze mówi i dobrze postępuje oraz zdobywa ludzkie serca, sprawiając, że ludzie wysoko ją cenią i aprobują, to będą oni dobrze ją oceniać w swoich sercach – będzie ona miała większy prestiż, większy wpływ i większą renomę, a więcej ludzi będzie się do niej garnąć i da się jej zjednać. To jest właśnie ta emocjonalna lojalność, której wymaga od ludzi. To znaczy, ludzie w swoich sercach będą ją bardziej wielbić i bardziej podziwiać, a także silniej przyciągać ich będzie i zjednywać jej przywódczą postawę, jej sposób mówienia i zachowania, a także jej sposób bycia i maniery przejawiające się w tym, jak postępuje i działa. W ten sposób jej status staje się wyższy i pewniejszy, dzięki czemu w pełni ugruntowuje się on wśród ludzi. Kiedy jej status w ludzkich sercach jest już ugruntowany, to jednocześnie uzyskuje ona jeszcze bardziej obfite korzyści finansowe i materialne. Pracuje nad ugruntowaniem swojego statusu w ludzkich sercach tak naprawdę po to, aby móc uzyskać więcej korzyści materialnych i finansowych. Jest to całkowicie odmienne od statusu, jaki Bóg wcielony posiada wśród ludzi, oraz od dzieła, które On wykonuje. Ludzie muszą to wyraźnie dostrzec. Czy jest tu jakaś różnica? (Tak). Widzisz, kiedy ktoś posiada status i ma fanów, wiele rzeczy robi właśnie ze względu na swój status. Dba o swój wizerunek, uczy się retoryki i całkowicie ukrywa swoje życie prywatne, w tym wybór partnera, stan cywilny, a nawet miejsce zamieszkania i inne szczegóły. Ukrywa te wszystkie rzeczy i nie pozwala, by ktokolwiek się o nich dowiedział. Robi to wszystko, aby chronić swój status i wizerunek wśród ludzi. Ma wiele prywatnych spraw, które są trzymane w tajemnicy, nie są publicznie ujawniane i nie są znane nikomu innemu. Publicznie stroi się, by wyglądać na kogoś szczególnie szlachetnego, wspaniałego, czcigodnego i pięknego, i wypowiada się w sposób wyjątkowo łagodny i taktowny – a mówi to, co ludzie chcą usłyszeć, i odgrywa to, co ludzie chcą zobaczyć. Starannie się przygotowuje i robi najróżniejsze rzeczy, aby wykreować swój osobisty wizerunek. Gdy tylko na jaw wyjdzie jakiś skandal lub zła rzecz, którą zrobił, i dotrze to do jego fanów, będzie się dwoić i troić, by się usprawiedliwić i udawać, że wszystko jest w porządku, wymyślając wszelkie możliwe sposoby, aby sprawę zatuszować. Niektórzy z takich ludzi nawet całkowicie się przeobrażają, wymyślając wszelkie możliwe sposoby, aby utrzymać swój wizerunek w ludzkich sercach. Robią to wszystko po to, by utrzymać swój status wśród ludzi – kiedy im się to uda, zachowają również dobra materialne, pieniądze i przyjemności, do których dążą. Toteż bez względu na to, co robią – czy to publicznie, czy prywatnie – wszystko to jest niezwykle zwodnicze. Nigdy nie dowiesz się, co myślą w głębi serca, jakie jest ich człowieczeństwo i jaki jest ich charakter ani jakie faktycznie są ich zapatrywania i wybory dotyczące różnych rzeczy. Nigdy nie usłyszysz, co naprawdę myślą. Nawet jeśli dokonują wielu zmian i poświęceń dla swoich fanów i swojej publiczności, robią to wbrew swoim prawdziwym intencjom. Dlaczego postępują wbrew swoim prawdziwym intencjom w ten właśnie sposób? Robią to, aby utrzymać swój status. Robią to, bo wiedzą, że jeśli publicznie ujawnią ludziom swoje prawdziwe oblicze, stracą wielu fanów, a także zostaną przez nich odrzuceni z pogardą i przeklęci. Kiedy stracą swoich fanów, ich status drastycznie się obniży, a zaraz potem znikną pieniądze, korzyści, przyjemności i dobra materialne, do których dążą – a nawet wszelkie sprzyjające warunki i uprzywilejowane traktowanie, jakie dawał im ich status. Dlatego też wszyscy oni robią, co w ich mocy, aby chronić swój wizerunek i utrzymać swój status. Zapłacą każdą cenę i uciekną się do wszelkich środków, aby utrzymać swój status i wizerunek – niektórzy zmieniają płeć, niektórzy poddają się operacjom plastycznym, inni ukrywają swoje małżeństwa, a jeszcze inni nawet potajemnie dopuszczają się morderstwa – zrobią wszystko. A jednak wśród ludzi to, co czynią wobec innych – i to, co inni mogą od nich zyskać – praktycznie nie zawiera jakichkolwiek pozytywnych wskazówek lub pozytywnego zaopatrzenia. Rola, jaką wśród nich odgrywają , polega jedynie na zaspokajaniu próżności ludzi oraz spełnianiu ich ambicji i pragnień, gromadzeniu ludzi wokół swojego imienia i pod swoją władzą, a następnie bezlitosnym wprowadzaniu ludzi w błąd i ograbianiu ich emocjonalnie, psychicznie i finansowo. To właśnie dlatego mówię, że każdy, kto posiada status, jest w zasadzie kimś czerpiącym zyski ze swojej pozycji. I tak gryzę się w język – nie chcę mówić niczego ostrzejszego. Sami możecie do tego dojść. Gdy więc spotkasz kogoś mającego status, może się zdarzyć, że jego sposób wypowiadania się wyda ci się wyjątkowy, a on sam – pełen ogłady, elegancji i charyzmy, i że będziesz go darzyć 0gromnym podziwem. W szczególności niektórzy ludzie płci przeciwnej mogą wręcz chcieć się mu całkowicie oddać. Wszystko to są oznaki, że zostało się wprowadzonym w błąd i poddanym praniu mózgu. Nie wspominając już o życiu tego kogoś za kulisami, jego prawdziwym człowieczeństwie i jego stosunku do rzeczy pozytywnych – nie ma potrzeby dowiadywać się o tych sprawach. Jeśli naprawdę chciałbyś się mu oddać, to osłupiałbyś, kiedy zacząłbyś żyć z nim na co dzień. Dowiedziałbyś się wtedy, że nie jest on tak wzniosły i niezwykły, jak wierzyłeś w swoim sercu – nie ubóstwiałbyś go już i traktował jak zwykłego człowieka. Biorąc pod uwagę waszą obecną postawę, czy trzeba posuwać się tak daleko? (Nie).
Kiedy ludzie posiadający status w społeczeństwie pojawiają się publicznie – przy podpisywaniu autografów, na konferencjach prasowych lub podczas występów na żywo – ludzie witają ich z entuzjazmem i pokładają w nich wielkie nadzieje. Niektórzy, gdy tylko raz podadzą im rękę, nie chcą jej potem myć do końca życia, a inni – po jednym uścisku – postanawiają już nigdy nie brać ślubu. Czyż nie sądzicie, że tacy ludzie są bardzo głupi? (Tak). Ze względu na nich decydujesz się nigdy nie wziąć ślubu, ale gdybyś pewnego dnia wpadł na nich na ulicy i się przywitał, czy zwróciliby na ciebie uwagę? (Nie). Są to ludzie mający status, ludzie szanowani, osoby z wyższych sfer – w ich oczach jesteś nikim. Czy naprawdę myślisz, że cię lubią, kiedy dają ci autograf, ściskają twoją dłoń i cię przytulają? Mylisz się – jesteś zbyt naiwny! Kiedy cię potrzebują, jesteś dla nich skarbem, ale kiedy cię nie potrzebują, jesteś tylko chwastem – albo, można by rzec, jesteś nikim. Każdy, kto ma status w społeczeństwie – nawet urzędnik najniższego szczebla – pozostaje dla ciebie, jako zwykłego obywatela, poza zasięgiem. Nie ma znaczenia, czy jesteś dorosły bądź kompetentny – w jej oczach jesteś po prostu nikim – w ogóle nie traktuje cię on poważnie. Takie jest prawdziwe oblicze ludzi posiadających status w społeczeństwie. Dlatego też, patrząc na ich naturoistotę, ludzie w świecie społecznym należący do klasy posiadającej władzę i status, to w zasadzie same osoby czerpiące zyski ze swojej pozycji. Nie pokładają w tobie wielkich nadziei i nie ponoszą absolutnie żadnej odpowiedzialności, a tym bardziej nie dają niczego ani nie wnoszą wkładu za darmo – nie trzeba dodawać, że nie zaopatrują cię w cokolwiek. Chodzi im tylko o to, by czegoś od ciebie żądać – abyś na poziomie emocjonalnym ubóstwiał ich, podziwiał i podążał za nimi, a potem, by mogli uzyskać od ciebie korzyści finansowe i materialne. Kiedy już osiągną korzyści, a ich status będzie ugruntowany, to czy się zgodzą, jeśli będziesz chciał być ich kumplem, być ich przyjacielem i traktować ich jak równych sobie? (Nie). Jeśli spróbujesz ich do tego zmusić, jak myślisz, co zrobią? (Otwarcie obrócą się przeciwko tobie). Widząc, że nie jesteś im już do niczego potrzebny, odrzucą cię jak zbędny balast, każą ci „spadać”, a nawet cię znieważą, mówiąc, że jesteś brudnym żebrakiem. Osłupiałbyś, prawda? (Tak). Właśnie dlatego, że ludzie w ten sposób postrzegają status – i właśnie dlatego, że status zapewnia im uprzywilejowane warunki bądź liczne korzyści – traktują go jako coś niezwykle ważnego i bardzo go sobie cenią. Jednakże to, co robi każdy, kto posiada status wśród ludzkości, nie jest wypełnianiem obowiązku wobec ludzkości, nie jest formą zaopatrzenia i nie jest za darmo – kryją się za tym raczej pewne cele i żądania. Każde słowo, które taki ktoś wypowiada z pozycji swojego statusu, ma swój cel, a wszystko, co robi, ma na celu realizację określonego zamiaru – oczywiście chodzi o to, by uzyskać od ciebie większe korzyści, a nawet wycisnąć z ciebie wszystko. To, co ci robi, ma w zasadzie na celu wprowadzenie cię w błąd, otumanienie cię i wykorzystanie. Ujmując to w najprostszy i najbardziej bezpośredni sposób, chodzi o to, żeby cię ogołocić z pieniędzy. W jaki sposób? Żebyś kupować bilety na jego występy, kupował jego produkty, kupował jego towary i dawał mu rzeczy, których najbardziej potrzebuje. Tak więc, kiedy ktoś ma status, korzyści pojawiają się w sposób naturalny. Kiedy ludzie mają status i stoją w związku z tym na uprzywilejowanej pozycji, łatwo jest im wprowadzać innych w błąd i równie łatwo jest im wykorzystywać swój status do realizacji własnych celów. Ponieważ jako członek ludzkości ubóstwiasz status, bardzo łatwo dajesz się wprowadzać w błąd, kontrolować i podpuszczać ludziom mającym status lub stojącym na uprzywilejowanej pozycji – podpuszczać do zrobienia tego czy tamtego. Zwłaszcza kiedy ci najbardziej rozpoznawalni w społeczeństwie idole – gwiazdy i celebryci – krzyczą ze sceny: „Jak się macie? Dawno się nie widzieliśmy!”, ich fani na widowni machają świecącymi pałeczkami, krzyczą, wrzeszczą i szaleją. Jak bardzo szaleją? Niektórym ludziom łzy spływają po twarzach, a inni od razu mdleją i są pędem zabierani na ostry dyżur. Zaledwie po paru słowach, po wysłuchaniu tych kilku piosenek i obejrzeniu tego jednego występu, zupełnie tracą głowę, zachowując się tak, jakby byli chorzy na umyśle. Czy zgodziłbyś się, że ci ludzie są głupi? (Tak). A czy potem będą dalej chodzić na takie występy? (Będą). Czyż nie zostali wprowadzeni w błąd? Bilety na tego rodzaju występ są prawdopodobnie dość drogie. Płacisz tyle pieniądze, a te gwiazdy tylko zaśpiewają kilka piosenek i trochę poskaczą po scenie. Czy warto na to wydawać tyle pieniędzy? Czyż nie jesteś oszukiwany? Niektórzy zmuszają nawet swoich rodziców do wyłożenia pieniędzy na zakup biletów na koncert ich ulubionego celebryty lub na zakup jego gadżetów. Jeśli ich rodzina jest biedna i jej na to nie stać, nazywają swoich rodziców niekompetentnymi nieudacznikami. Ich rodzice nic nie mogą na to poradzić – taki jest po prostu trend w tym społeczeństwie. Po takich połajankach ze strony swoich dzieci niektórzy rodzice mają wręcz poczucie niższości i nie mają odwagi przyznać się przed innymi, że są rodzicami tego czy tamtego. Czyż nie spowodowały tego trendy społeczne? (Tak). Jak zatem ukształtował się ten trend? Ukształtował się on w wyniku tego, że myśli i zapatrywania ludzkości na temat statusu, sławy i zysku stawały się coraz bardziej niegodziwe – aż w końcu, rozwijając się wraz z tym złym trendem, ciągnęło się aż do dziś, szkodząc kolejnym pokoleniom ludzi. Co takiego ci ludzie mający status robią innym? Jakie słowa wykrzykują do ludzi ze swoich wysokich pozycji? Co wpajają ludziom? Wpajają im niedorzeczne i niegodziwe myśli oraz zapatrywania, wpajają im złe trendy – wpajają im same negatywne rzeczy. W końcu i tak sam z siebie rwiesz się do tego, żeby wydawać swoje pieniądze na ich bilety i produkty, a jeśli nie możesz ich kupić, to nawet potajemnie płaczesz i czujesz się gorszy. Czyż nie jest to dobrowolne poniżanie samego siebie? (Tak). Taki właśnie jest ten świat – taka właśnie jest ludzkość. Wśród ludzkości złe trendy zawsze biorą górę i nieustannie się rozwijają i ewoluują. A jakkolwiek by się nie zmieniały, zawsze znajdzie się grupa ludzi posiadających status, władzę i prestiż, którzy przewodzą w pochodzie tych złych trendów. Co ostatecznie stanie się z tymi, którzy stoją na czele tego pochodu? Nie powiem – możecie sami to przemyśleć.
Celem omawiania tych słów jest z jednej strony umożliwienie ci poznania, czym jest status, a z drugiej strony pozwolenie ci na poznanie i zrozumienie różnicy pomiędzy statusem posiadanym przez Boga wcielonego a statusem posiadanym przez ludzi. Mają one całkowicie odmienną naturę i istotę. Status Boga wcielonego wyznaczają Jego istota i Jego życie – nie jest on stanowiskiem, nie został on nadany Mu przez ludzkość i nie jest czymś, co zyskał dzięki temu, że ludzie Go wywyższyli, ponieważ zdobył wiedzę i przyswoił teorie oraz zyskał wystarczające doświadczenie życiowe w społeczeństwie. Status Boga wcielonego jest wyznaczony przez Jego tożsamość, a Jego tożsamość jest wyznaczona przez Jego życie i Jego istotę. Pomimo posiadania takiej tożsamości i istoty nie zachowuje się On wyniośle, nie uciska ludzi, nie wabi ich do siebie, nie stawia ludzkości wymagań ani nie panoszy się nad ludźmi, tak jak robią to ci, którzy mają wśród ludzkości wybitny status. Oczywiście Bóg wcielony nie jest kimś czerpiącym zyski ze swojej pozycji. Nigdy nie domagał się żadnych korzyści od tych, którzy za Nim podążają, w tym korzyści finansowych i materialnych. Rzecz jasna nie domagał się również żadnego wynagrodzenia od tych, którzy za Nim podążają. Zamiast tego konsekwentnie wypełnia swoje obowiązki i wykonuje swoje dzieło ze swoją tożsamością i ze swojej pozycji, zaopatrując tych, którzy za Nim podążają, we wszystkie potrzebne im prawdy. Oczywiście w okresie, w którym Bóg wcielony wykonuje swoje dzieło i wypełnia swoje obowiązki, nie woła On do ludzi z wysokiej pozycji, tak jak robią to tak zwani ludzie posiadający status wśród ludzkości, ani nie staje na piedestale po to, aby wytworzyć określoną atmosferę, zrobić wielkie widowisko lub popisać się, żeby zdobyć serca ludzi i sprawić, by Go chwalili, i tak dalej. Bóg w swojej tożsamości Boga wcielonego nie robi żadnej z tych rzeczy. Jego tożsamość i status są wyznaczane przez Jego własną istotę – nie powstały one w wyniku ludzkiego uznania ani nie są wynikiem jakiegoś głosowania przez ludzkość. Jak zatem powstały? Człowiek dowiaduje się, że to ciało jest samym Bogiem, posiadającym Bożą tożsamość i Boży status, tylko dlatego, że Bóg wyraża prawdę i odsłania te tajemnice. Niektórzy pytają: „Dlaczego Bóg daje świadectwo o sobie?”. Dzieje się tak dlatego, że ludzkość nie zna Boga i jest zdolna jedynie do sprzeciwiania się Bogu i potępiania Go, a zatem świadectwo o własnej tożsamości Boga i Jego statusie może zostać złożone tylko poprzez wyrażanie prawdy przez Boga. Nawet jeśli ktoś ma trochę oświecenia od Ducha Świętego, niekoniecznie będzie w stanie złożyć o tym klarowne świadectwo – Bóg musi dawać świadectwo o samym sobie, aby osiągnąć pożądany rezultat. Czy poleganie na tym, że ludzkość złoży świadectwo o Bogu, może przynieść zamierzony rezultat? (Nie). Dlaczego nie? (Człowiek po prostu nie zna Boga). Zgadza się. To dlatego, że ludzkość nie zna Boga – nikt Go nie zna. Dlatego właśnie Bóg stał się ciałem, stał się Synem Człowieczym i zaczął się ukazywać i działać, nawołując ludzkość, aby każdy usłyszał Boże wypowiedzi i słowa. Następnie działać zaczął Duch Święty , gromadząc ludzi, a potem Bóg zaczął przemawiać do ludzi i działać wśród nich. Początkowo nieliczne jednostki nie mogły tego zaakceptować – żywiły one pojęcia na temat Boga wcielonego i nie znały Go ani nie rozumiały. Jednakże Duch Święty dokonuje wielkiego dzieła, a sam Bóg podtrzymuje swoje własne dzieło. Czyż przez te lata przemawiania i działania ludzie nie zaczęli w pewnym stopniu rozpoznawać Bożej tożsamości i Bożego statusu? (Zaczęli).
Wielu ludzi wierzy w Boga od wielu lat, wciąż nie mając o Nim żadnej wiedzy – i żywiąc wiele pojęć i wyobrażeń lub domieszek ludzkiej woli, w szczególności w odniesieniu do Jego tożsamości i statusu – a jednak dzięki temu, że Bóg przez te wszystkie lata przemawia i działa, wypełnia swoje obowiązki wobec ludzi i poświęca się dla nich, można już dostrzec pewien rezultat. Czy wiecie, jaki to rezultat? (Myślę, że rezultatem tym jest to, iż ludzie zostali podbici przez słowa Boże i musieli uznać istotę Boga). Zgadza się, że ludzie zostali podbici. Chociaż ludzie mają jeszcze przed sobą długą drogę, zanim zostaną pozyskani przez Boga, to zostali już przez Niego podbici. A jakie są dowody na to, że ludzie zostali podbici? Na samym początku, kiedy Bóg złożył świadectwo, że ta osoba jest Bogiem wcielonym, wielu ludzi żywiło pojęcia, odczuwało opór i nie chciało uznać ani zaakceptować tego faktu. Teraz jednak wy – także ci was, którzy początkowo w ogóle nie chcieli uznać, że ta osoba to Bóg, Bóg wcielony– jesteście w stanie usiąść i z cierpliwością i oczekiwaniem w ciszy oraz z powagą słuchać Mojego omówienia. Już samo to wystarczy, by dowieść, że ludzie zostali podbici przez Boga, prawda? (Tak). Ponad dziesięć lat temu, kiedy podczas Moich zgromadzeń i omówień z wami mówiłem już przez około czterdzieści minut, wielu ludzi nie mogło usiedzieć na miejscu. Niektórzy wychodzili do toalety, inni pili wodę, jeszcze inni szeptali do siebie, a niektórzy ziewali i się przeciągali. Właściwie ponad sześćdziesiąt procent ludzi było niespokojnych. Nie potrafili zrozumieć tego, co mówiłem, nie mogli tego pojąć ani przyswoić. Powiedzcie Mi, czyż rozmawianie z wami nie było dla Mnie męczące? Widziałem, że wasza postawa była zbyt niedojrzała i że nie potrafiliście usiedzieć na miejscu, by słuchać kazań – czyż nie przypominaliście przedszkolaków, którzy nie potrafią przyswoić sobie tego, co się do nich mówi? Musiałem więc być cierpliwy – cierpliwie z wami rozmawiać i udzielać wam wskazówek. Później, w miarę jak ludzie słuchali więcej, rozumieli pewne rzeczy i zaczęli interesować się prawdą, stopniowo coraz mniej osób szeptało do siebie i coraz mniej osób ziewało i się przeciągało. Podczas zgromadzeń większość ludzi potrafiła już słuchać kazań w wielkim skupieniu – potrafili usiedzieć na miejscu i przyswoić sobie treść kazań, a także pojąć podstawy drogi życia. Jest też inny dobry znak: kiedy mówię o jakimś aspekcie prawdozasad, wielu ludzi skwapliwie robi notatki. Słysząc ważne, kluczowe słowa, szybko je zapisują, aby móc się później nad nimi zastanowić. To wspaniałe! Ci ludzie naprawdę mają zdolność pojmowania – zaczęli wkładać wysiłek w prawdę i wiedzą, że należy skupić się na rzeczywistości. Niezależnie od tego, czy ma to miejsce podczas Mojego zwykłego omówienia, czy podczas pogawędek z ludźmi, jeśli tylko treść dotyczy prawdozasad, ludzie słuchają i sumiennie robią notatki – to dobry znak. Jak widzisz, podczas całej tej podróży krok po kroku ludzie znajdowali w coraz lepszym stanie. Ponadto, jak widać na wyprodukowanych przez dom Boży filmach i nagraniach wideo ze świadectwami opartymi na doświadczeniu, wielu ludzi – od chwili, gdy zaczęli wykonywać swoje obowiązki, aż do teraz – zyskało pewne autentyczne doświadczenia. A co było najważniejsze spośród tego, co ludzie zyskali? To, że potrafią postrzegać i doświadczać wszelkiego rodzaju rzeczy na podstawie rozmaitych prawd, które omówiłem na przestrzeni lat. Wszyscy oni zrozumieli pewne prawdy i są w stanie rozwiązać niektóre problemy – zyskali pewne pojęcie i zrozumienie Bożych intencji, zaczęli podporządkowywać się Bogu, a w ich usposobieniu życiowym zaszły zmiany. Czyż nie to właśnie zyskali? (Tak). W przeszłości, kiedy po raz pierwszy zaczęliście słuchać kazań, nie potrafiliście usiedzieć na miejscu. Niektórzy mówili, że może to wynikać z faktu, iż jesteście młodzi. W rzeczywistości tak nie jest – nawet ludzie po czterdziestce i pięćdziesiątce nie mogli usiedzieć na miejscu, ponieważ nie potrafili zrozumieć kazań i były one poza ich zasięgiem. Czuli, że każde słowo, które słyszeli, jest słuszne, ale gdy tylko usłyszeli coś, co nie było zgodne z ich pojęciami, w głębi duszy nie potrafili tego zaakceptować, a wtedy zaczynali się garbić, kołysać lub szeptać do siebie, w ogóle nie będąc podobnymi do normalnego człowieka. Musiałem więc przemawiać cierpliwie. Przemawiałem przez wiele lat, omawiając po trochu wszelkiego rodzaju kwestie i umożliwiając wszystkim pojęcie podstaw. Chociaż wielu ludzi nie ma teraz dużego doświadczenia w kwestii życiowejścia, a przez większość czasu w ogóle nie ma życiowejścia, to przynajmniej jakie mają odczucia? Zaczęli interesować się prawdą i są jej świadomi, a w ich sercach zrodziło się pewne zamiłowanie do prawdy. Mają pewną ideę prawdy i rzeczy pozytywnych, pewną ideę na temat tego, jak postępować, pewną ideę dotyczącą działania zgodnie z prawdozasadami i pewną ideę na temat dostąpienia zbawienia. Dlatego też są w stanie usiedzieć na miejscu i przyswajać sobie treści, gdy słuchają kazań. Posiadanie idei na temat tych rzeczy oznacza, że zostali oni podbici przez te słowa i te prawdy. Uznali, że te słowa są prawdą, uznali, że istnieje różnica pomiędzy rzeczami pozytywnymi a negatywnymi, i uznali, że wszystko, co Bóg mówi i czyni, jest prawdą i ma na celu zbawienie człowieka. Widzisz, ilu lat trzeba było, aby dokonać tak ogromnego skoku, że ludzie przechodzą od tego, że nie potrafią usiedzieć na miejscu, do tego, że są w stanie usiedzieć na miejscu i uznać, że słowa Boże są prawdą i że wszystko, co czyni Bóg, jest zbawieniem? Ile słów musiałem wypowiedzieć i jak wiele pracy musiałem wykonać? Biorąc pod uwagę tylko dzieło, jakie wykonałem na człowieku – obnażanie jego skażonej istoty, zmienianie jego myśli i zapatrywań, rozwiązywanie problemu jego skażonych skłonności, pomaganie mu w zrozumieniu prawdy i osiągnięciu podporządkowania się Bogu, wprowadzanie go na właściwą drogę prowadzącą do dostąpienia zbawienia – ile słów musiałem wypowiedzieć, aby osiągnąć te rezultaty? Powiedz Mi, czy człowiek mógłby dokonać tego dzieła? Kto spośród tych, którzy posiadają status, mógłby wykonać to dzieło? (Nikt nie mógłby tego zrobić). Po pierwsze, człowiek nie potrafi tego dokonać. Po drugie, nawet gdyby jakaś osoba przemawiała i działała, a słowa, które by wypowiadała, byłyby całkowicie słuszne i budziły zainteresowanie innych, to czy gdyby nie działanie Ducha Świętego, tak wielu ludzi słuchających słów tej osoby i je głoszących mogłoby osiągnąć rezultaty, jakie mamy obecnie? (Nie mogłoby – to nie mogłoby poruszyć ludzkich serc). Słowa Boże i Duch Boży działają w wspólnie, aby dokonać tego dzieła. Bóg wcielony przemawia i wykonuje dzieło we współdziałaniu z Duchem Bożym, a Duch Boży jednocześnie współdziała ze słowami wyrażanymi przez Boga wcielonego, aby prowadzić i oświecać ludzi w ich codziennym życiu. Połączenie tych dwóch aspektów przyniosło rezultaty, które mamy obecnie, a także przyniesie rezultaty, które zostaną osiągnięte w przyszłości. Powiedz Mi, czy status tej zwykłej osoby – Boga wcielonego – jest jedynie statusem? Nie jest. Ten Jego status nie jest jakimś stanowiskiem. Nie jest on symbolem czyjegoś wzniosłego wizerunku lub władzy, jak mogliby to określić ludzie. Czym zatem jest? (Jest symbolem istoty Boga). Jego status jest symbolem tego, że posiada On prawdę, drogę i życie. Powiedz Mi, czy kiedy jakakolwiek skażona istota ludzka posiadająca status robi różne rzeczy, współdziała ona z Bogiem w niebie? (Nie). Dlatego też status Boga wcielonego nie jest statusem w prostym tego słowa znaczeniu, lecz raczej symbolem tożsamości, istoty i życia Boga. Co chcę przez to powiedzieć? To, że nie powinieneś traktować Boga wcielonego tak, jak traktowałbyś kogokolwiek posiadającego status w świecie. Kiedy masz do czynienia z ludźmi mającymi status w świecie zewnętrznym, traktujesz ich przy pomocy filozofii funkcjonowania w świecie. Musisz się przed nimi płaszczyć i im kłaniać, czytać między wierszami, obserwować ich wyraz twarzy i mówić miłe rzeczy, aby ich zadowolić – nie możesz mówić szczerze, nie możesz okazywać żadnej siły, nie możesz przyćmiewać ich blasku i tak dalej, w przeciwnym razie będą cię tłamsić lub sprawią, że będziesz cierpieć. Kiedy jednak zadajesz się i obcujesz z Bogiem wcielonym, tym, czego powinieneś przestrzegać, są prawdozasady. Jeśli zadajesz się i obcujesz z Nim zgodnie z prawdozasadami i potrafisz traktować Go właściwie, to nawet jeśli nie przywiązujesz wagi do Jego statusu, nie darzysz Go wielkim szacunkiem, nie czcisz Go ani nie podziwiasz i nie płaszczysz się przed Nim ani Mu nie schlebiasz, On i tak będzie traktował cię właściwie, prawda? (Tak). Mówicie „Tak”, ale czy naprawdę potraficie traktować Boga wcielonego zgodnie z prawdozasadami? (Czuję, że jeszcze tego nie potrafię – mogę jedynie do tego dążyć). Musicie włożyć w to dążenie wiele pracy. Najważniejsze jest to, że musicie dążyć do prawdy i we wszystkich sprawach poszukiwać prawdozasad – wtedy stopniowo będziecie w stanie to osiągnąć. Jeśli skupisz się na prawdzie, poczujesz, że chociaż Bóg wcielony posiada ten szczególny status, jest On kimś zupełnie innym od ludzi posiadających status wśród skażonej ludzkości. Kiedy zdasz sobie z tego sprawę i uznasz, że jest On kimś, kto posiada boską istotę i Bożą tożsamość, będziesz traktował Go zgodnie z prawdozasadami. W swoim sercu będziesz miał dla Niego miłość i szacunek i będziesz traktował Go otwarcie i szczerze. Jednocześnie będziesz też posłuszny i podporządkowany z pozycji istoty stworzonej – będziesz chciał taki być i to właśnie będziesz przejawiał. Jeśli jednak nie zdasz sobie z tego sprawy, zawsze będziesz się zastanawiać: „Spójrz, ile klasy mają ludzie posiadający status w społeczeństwie – gdziekolwiek się pojawiają, otaczają ich tłumy ludzi. Są wykształceni i wypowiadają się w wyszukany sposób. Ich wygląd, styl ubierania się i dbałość o siebie nadają im pewną klasę, a ich mimika i sposób poruszania się są pełne wdzięku. Wystarczy jedno spojrzenie i widać, że nie są to zwykli ludzie. Spójrz też na to, jak to u nich wygląda: mają osobistych asystentów, którzy pomagają im w życiu i pracy, zespoły osobistych kucharzy dbających o ich potrzeby kulinarne, zespoły osobistych sekretarzy, którzy piszą dla nich artykuły, oraz zespoły doradców i think tanki, z którymi omawiają ważne sprawy. Mają osobistych szoferów, gdy mają dokądś pojechać, i osobistych pilotów, gdy muszą dokądś polecieć, a dokądkolwiek się udadzą, zatrzymują się w wielogwiazdkowych hotelach. Wszystko to są udogodnienia najwyższej klasy. Skoro Bóg ma status, dlaczego nie spotyka się z takim traktowaniem? Gdyby spotykał się z takim traktowaniem, czyż my, którzy za nim podążamy, również nie zyskalibyśmy prestiżu? Rozwijano by przed Nim czerwony dywan w każdym kraju, do którego by się udał, a w każdym miejscu, które by odwiedził, mnóstwo ludzi ustawiałoby się w kolejce, żeby Go powitać – jakież to byłoby prestiżowe!”. Kiedy zyskasz wiedzę o Bogu, nie będziesz już miał takich oczekiwań ani takich myśli.
Chociaż Bóg wcielony żyje wśród skażonej ludzkości, nie jest On członkiem skażonej ludzkości, więc nie ma On w odniesieniu do rzeczy takich jak tak zwana pozycja i status takich potrzeb, jakie mają skażeni ludzie. Dlaczego nie ma On takich potrzeb, jakie mają skażeni ludzie? Ponieważ nie podziela On poglądów skażonych ludzi odnośnie do statusu i tak zwanej „wartości” człowieka. Nie został On poddany obróbce ani skażony tak jak skażeni ludzie i nie podziela On myśli i poglądów skażonych ludzi odnośnie do hierarchii i czerpania przyjemności ze statusu. Dlatego jeśli chodzi o status i wartość człowieka, Ja sam nie noszę w sercu takich rzeczy. W Moim sercu jest po prostu wyłącznie zamiłowanie do przebywania z ludźmi jak z rodziną i rozmawiania o sprawach życia i pracy oraz o różnych ludzkich trudnościach. Nie lubię otaczać się przepychem, a tym bardziej nie lubię tak zwanej elegancji. Mówiłem wam to wiele razy i być może to zapamiętaliście: w Moim własnym życiu nie mam żadnych osobistych pokojówek, osobistych asystentów ani osobistych sekretarzy. Nie mam nikogo takiego. Spójrzcie na te wysoko postawione osobistości w społeczeństwie – mają one ludzi, którzy zajmują się wyłącznie ich praniem, ludzi, którzy tylko gotują im posiłki i pieką dla nich ciasta, oraz osobistych szoferów. W swoim życiu nie muszą się o nic troszczyć – mają swoich ludzi, którzy specjalnie załatwiają za nich różne sprawy. Im wyższą ktoś ma pozycję, tym większą ma świtę. Nawet zwykły burmistrz czy gubernator prowincji posiada oficjalną rezydencję burmistrza czy gubernatora, nie wspominając już o ludziach postawionych jeszcze wyżej. Czy Bóg wcielony ma oficjalną rezydencję? (Nie). A czy prosiłem kościół, aby Mi ją zapewnił? (Nie). Nie prosiłem kościoła o zapewnienie Mi oficjalnej rezydencji ani nie prosiłem o przydzielenie Mi świty czy strażników, a tym bardziej nie stawiałem żadnych innych żądań. Jedyne, co jest potrzebne, to aby zespół redaktorski wygładził tekst Moich kazań i omówień, opracował je w formie pisemnej i rozprowadził. Można tych ludzi uznać za personel wyspecjalizowany w tej pracy, ale oni wykonują swoje obowiązki – nie robią tego dla Mnie osobiście. To jest praca kościoła. Czy zatem kiedykolwiek kłopotałem was Moimi osobistymi sprawami? (Nie). Robienie dla Mnie prania, gotowanie dla Mnie, sprzątanie Mojego pokoju, osobiste podróże – czy kiedykolwiek kłopotałem was tymi rzeczami? Czy kiedykolwiek prosiłem kościół o zapewnienie Mi osobistych pokojówek lub osobistych asystentów? Nigdy nie stawiałem takich żądań. Powiedzcie Mi, czy brak takich rzeczy Mnie irytuje? Czy Mnie smuci? Czy powinienem robić wam wyrzuty i mówić wam, że jesteście pozbawieni sumienia? Nigdy nie robiłem wam wyrzutów z powodu takich spraw, a tym bardziej nie stawiałem wam żadnych żądań. Sam dbam o Moje własne wyżywienie, o ubiór, zakwaterowanie i transport. Na co dzień ubieram się swobodnie, a podczas zgromadzeń noszę elegancką garsonkę; to naprawdę nic skomplikowanego. Rzadko oddaję Moje ubrania do pralni chemicznej – w zasadzie wszystkie są prane ręcznie lub w pralce. Kiedy mam psa, nie jest to jakaś luksusowa rasa. Większość ludzi naśladuje i kopiuje to, co jedzą, noszą i czego używają znane osoby i ludzie mający status w świecie. Czy uważasz Mnie za takiego samego jak oni? Kiedy niektórzy ludzie widzą, jakiej rasy psa ma jakiś celebryta, chcą mieć takiego samego. Tak na to patrzą wszyscy niewierzący – nawet w kwestii posiadaniu psa gonią za trendami i muszą mieć psa luksusowej rasy, takiego, jakiego mają celebryci. Mój pies to po prostu zwykły pies. W zupełności wystarczy, jeśli pies ma dobry charakter, jest czuły i lojalny, posłuszny, rozumie różne rzeczy, dogaduje się z ludźmi i nie pławi się w wygodach. Niektórzy ludzie mówią: „Czyż nie byłoby dla Ciebie bardzo proste mieć psa jakiejś luksusowej rasy?”. Owszem, byłoby bardzo proste, ale nie mam na to ochoty. Nigdy nie dopytuję się, co noszą lub czego używają sławni ludzie, ani nie fatyguję się, żeby szukać takich informacji. Nie jestem jak niektórzy ludzie, którzy, gdy już zyskają status, myślą: „Teraz i ja jestem kimś znanym. Muszę kopiować to, co jedzą, noszą, czego używają i jakimi samochodami jeżdżą inni znani ludzie, gdy gdzieś wychodzą. Nie mogę zostać w tyle”. Nigdy nie przykładałem wagi do takich rzeczy. Nie wiem, czy jestem znaną osobistością, ani Mnie to nie obchodzi. W każdym razie we wszystkim, co robię – we wszystkich aspektach, takich jak Moje codzienne życie i wydatki na pracę – mam Moje własne zasady, Moje własne potrzeby, Mój własny zakres wyborów i Mój własny standard. Ten standard polega po prostu na byciu bardzo zwyczajnym i bardzo prostym – bycie przeciętnym w zupełności wystarczy. Wystarczy, że Mój strój, to, jak dbam o siebie, jak jem, mieszkam i podróżuję, są na takim poziomie, że ludzie okazują Mi szacunek, gdy to widzą – i że przynajmniej wyglądam na osobę godną i prawą. Ot, cała sprawa. A to, czy ludzie będą Mnie wysoko cenić i jaki status będę miał w ich sercach, gdy zobaczą, jak się ubieram, jak dbam o siebie i jak wyglądam – nie ma dla Mnie żadnego znaczenia. Czy myślicie, że mam jakieś wygórowane żądania dotyczące statusu? (Nie). Jest to coś, czego nie potraficie pojąć i czego nie potraficie przejrzeć. Krótko mówiąc, wymagam jedynie, abyście zdołali uwierzyć w to, co wam mówię. Już to samo w sobie jest dla ciebie bardzo trudne. Sam wiesz, co siedzi w twojej własnej głowie i co sobie myślisz. Jest ci bardzo trudno uwierzyć w te słowa, które wypowiedziałem, przyjąć je jako prawdę i zaakceptować jako fakt. Na jakim fundamencie trzeba to zbudować? Trzeba to zbudować na fundamencie zaufania, prawda? (Tak). Takie są Moje myśli i poglądy na temat statusu i takie są Moje odpowiadające im przejawy. Chociaż nie posiadam zwykłych atrybutów statusu, które człowiek nadmiernie zachwala lub których się domaga, wcale nie wpływa to na dzieło, którego dokonuję, ani nie przeszkadza Mi w wypełnianiu Moich obowiązków wobec was. Nigdy nie będę sztucznie upiększał swojego wizerunku tylko po to, żebyście cenili Mnie ze względu na status. Jak się okazuje, do tej pory słuchaliście kazań i nadal radzicie sobie całkiem nieźle, a sądząc po tym, co obecnie przejawiacie, wszyscy rozwijacie się w pozytywnym kierunku. Dlatego dążenie do statusu, wizerunku i atrybutów statusu jest bezużyteczne. Tylko prawda może podbić człowieka i tylko prawda może go zmienić. Słowa Boże mogą zmienić ludzkość, a także mogą stworzyć wszystko. Z jednej strony jest to rezultat osiągnięty dzięki mocy słów Bożych i autorytetowi słów Bożych, z drugiej strony jest to też rezultat osiągnięty przez dzieło Ducha Bożego. Człowiek nie ma się czym chwalić – to słowa Boże są dobre, prawda jest dobra, a dzieło Boże i praca, jaką Duch Boży wykonał nad człowiekiem, są po prostu wspaniałe. Skoro Bóg wykonuje dzieło w ten sposób i osiąga w człowieku taki rezultat, to czy potraficie dostrzec, że zdanie „słowa Boże są zbawieniem dla człowieka” jest prawdziwe? (Tak). Bóg jest wierny, słowa Boże nigdy nie zawodzą, a przy tym Bóg jest wszechmogący – bez względu na to, jak niepozorny wydaje się być Bóg wcielony lub jak niewiele wydaje się mieć siły, nie ma to znaczenia – żadna z tych rzeczy nie może wpłynąć na wyrażanie przez Niego prawdy ani na rezultaty, jakie Jego słowa osiągają w człowieku. Chociaż Bóg wcielony może zewnętrznie wydawać się bardzo niepozorny, może wydawać się zwyczajny i realny i może być lekceważony przez człowieka – a ten może nawet w każdej chwili zacząć żywić pojęcia na Jego temat i odczuwać wrogość wobec Niego – to z racji tego, że posiada On istotę Boga i życie Boga, prawda, którą wyraża, jest w pełni zdolna podbić człowieka. Ostatecznie jest On również w stanie przyprowadzić człowieka przed oblicze Boga i uwolnić go od jego skażonych skłonności, aby mógł zostać pozyskany przez Boga, realizując w ten sposób trwający sześć tysięcy lat Boży plan zarządzania i doprowadzając ten plan do końca. Dlatego status, wizerunek i inne tego typu rzeczy związane z Bogiem wcielonym nie są ważne. Co jest ważne? (To, że Bóg wcielony ma istotę Boga. Że jest On prawdą, drogą i życiem oraz że potrafi wyrażać słowa Boże). Ważne jest to, że ten Bóg wcielony nie tylko ma Boży status, lecz także posiada Bożą tożsamość i istotę. Potrafi On wyrażać słowa Boże, a Jego słowa są w stanie podbić człowieka, zbawić człowieka i udoskonalić człowieka, pozwalając mu na to, by został całkowicie pozyskany przez Boga. To jest najważniejsze.
Czy omawianie tych tematów dotyczących Boga wcielonego pomaga człowiekowi poznać Boga? (Tak). Bez względu na to, jaki temat z wami omawiam, włączając w to różne zagadnienia dotyczące Boga wcielonego, nigdy nie robię tego po to, żebyście Mnie podziwiali i czcili, a potem pod przymusem przyjmowali suwerenną władzę Boga i akceptowali Bożą kontrolę, ograniczając was w taki sposób, abyście robili to, co mówi Bóg. Musicie zrozumieć Moje nastawienie do was. Ilekroć zaopatruję was w jakiś aspekt prawdy, omawiam go jasno, abyście mogli go zrozumieć, a następnie samodzielnie go rozważać i doświadczać. Ci, którzy chcą przyjąć prawdę i którzy miłują rzeczy pozytywne, będą starali się krok po kroku przyjmować te omawiane przeze Mnie poglądy i stwierdzenia, a następnie praktykować zgodnie z tymi słowami, aby rozwiązać trudności i problemy w swoim własnym życiu. Jeśli ktoś nie jest skłonny przyjąć prawdy i przyjąć rzeczy pozytywnych, a jedynie czuje w swoim sercu, że te słowa są dobre, nigdy jednak w rzeczywistości ich nie praktykując – zamiast tego po prostu przechowując je w swoim umyśle jako pewnego rodzaju teorię i na tym poprzestając – nie potępiamy takich ludzi. Z jakiego powodu ich nie potępiamy? Z jednej strony ludzie mają prawo wyboru ścieżki, którą chcą kroczyć. Z drugiej strony może być tak, że niektórzy ludzie są teraz naprawdę młodzi, mają niedojrzałą postawę i płytki fundament. Muszą przejść przez wielkie uszlachetnianie i udrękę oraz doświadczyć w życiu pewnych poważnych trudności, zanim będą w stanie zastanowić się nad rzeczami pozytywnymi i nad ludzkim życiem. W przypadku innych osób może to nie wynikać z faktu, że są młodzi, ale z tego, że nie doświadczyli wystarczająco wielu rzeczy i jeszcze się nie przebudzili. Nie mają oni absolutnie żadnego rozeznania w rzeczach pozytywnych i rzeczach negatywnych ani w dążeniu do prawdy w celu dostąpienia zbawienia. Innymi słowy, ich umysły nie zostały jeszcze otwarte i nie znają oni celu ani znaczenia wiary w Boga. Myślą po prostu, że wiara w Boga jest formą obrzędu religijnego, że wiara w Boga jest czymś dobrym, że wiara w Boga oznacza po prostu bycie dobrym człowiekiem i nierobienie złych rzeczy, a także że pozwala im ona na zyskanie dobrego przeznaczenia i dobrego wyniku – myślą, że to takie proste. Dlatego też w ogóle nie mają rozeznania w kwestii dążenia do prawdy ani w rzeczach pozytywnych i rzeczach negatywnych. Być może część z tych ludzi zrobi krok naprzód po doświadczeniu pewnych szczególnych spraw i będzie w stanie przyjąć prawdę oraz przyjąć rzeczy pozytywne, a także rzeczywiście odmienić swoje życie. Tymczasem istnieje inna grupa ludzi, którzy nigdy nie doświadczyli żadnych poważnych trudności lub którzy pozostają szczególnie nieustępliwi nawet po ich doświadczeniu – nigdy prawdziwie nie odmieniają swojego życia, nadal nie potrafią przyjąć prawdy i przyjąć rzeczy pozytywnych i wciąż lubią podążać za własną wolą i postępować tak, jak chcą, zaspokajając jedynie własne pragnienia. W konsekwencji ta grupa ludzi ostatecznie nie zdoła poczynić postępów i nie zyska prawdy. Niezależnie od tego, czego ludzie doświadczają w czasie swojej wiary w Boga, ci, którzy potrafią przyjąć prawdę, ostatecznie będą w stanie dostąpić zbawienia. Ci, którzy nie potrafią przyjąć prawdy, ostatecznie nigdy nie okażą prawdziwej skruchy i nigdy autentycznie nie przyjmą prawdy ani się jej nie podporządkują. Tacy ludzie wierzą na próżno i ostatecznie nie będą w stanie dostąpić zbawienia. Może być tak, że w tym okresie robią oni dobre uczynki podczas wykonywania swoich obowiązków – w takim przypadku w ostatecznym rozrachunku w najlepszym razie będą oni w stanie jedynie przetrwać. Jeśli chodzi o Mnie, Moje nastawienie do was jest takie, że dołożę wszelkich starań, aby omawiać z wami różne aspekty prawdy – w tym prawdę dotyczącą Boga wcielonego – pod wieloma różnymi kątami i z wielu perspektyw. Prawda dotycząca tego, jak podchodzić do statusu, o której przed chwilą rozmawialiśmy, ma wam pomóc zrozumieć, jak powinniście podchodzić do statusu, i pomóc wam ukształtować właściwe myśli i poglądy na temat statusu. Moje myśli i poglądy dotyczące statusu oraz Mój styl życia wynikają z Mojej szczególnej tożsamości. Czy zatem Moje myśli i poglądy na temat statusu, które są wynikiem Mojej szczególnej tożsamości, są prawdą? Czy są to rzeczy pozytywne? Czy są to rzeczy, które skażeni ludzie muszą posiadać, aby dostąpić zbawienia? Czy są to rzeczy, które istoty stworzone powinny posiadać? (Tak). Skoro to, co omówiłem, to prawdy i rzeczy pozytywne, to bez względu na to, z perspektywy jakiej tożsamości podchodzę do tego statusu i bez względu na to, jakie jest Moje nastawienie, powinniście przyjąć te słowa jako prawdę. To są Moje myśli i poglądy, ale są one prawdą, więc powinniście je przyjąć, przyswoić je sobie i podchodzić do statusu zgodnie z właściwymi zapatrywaniami. Mówię wam o tych tematach i omawiam z wami te treści po to, żebyście zrozumieli pewien aspekt prawdy. Nie mówię o tych rzeczach po to, by się usprawiedliwiać lub bronić, a tym bardziej nie robię tego po to, by dać wam do zrozumienia, że różnię się od reszty lub że jestem kimś nadzwyczajnym. Jeśli zdacie sobie sprawę jedynie z tego, że Bóg wcielony nie ma w sobie skażenia, że Bóg wcielony nie jest zwykłym członkiem ludzkości i że jest On kimś wyjątkowym, to nie jest to w pełni prawda, którą chcę, abyście zrozumieli. Niezależnie od tego, jakie treści omawiam, i bez względu na to, jakie konkretne przykłady podaję, ostatecznie wszystko sprowadza się do pomocy wam w zrozumieniu prawdy. Wszystko, w co was zaopatruję i co z wami omawiam, wiąże się z poglądami na to, jak podchodzić do wszelkiego rodzaju spraw. Wymagam od was tego, abyście byli w stanie zrozumieć i przyjąć właściwe myśli i poglądy oraz rozpoznać i odrzucić te niewłaściwe. Oznacza to, musicie mieć rozeznanie zarówno w rzeczach pozytywnych, jak i rzeczach negatywnych, przyjąć rzeczy pozytywne i wyzbyć się rzeczy negatywnych. Czy na podstawie omówionych przeze Mnie tematów dotyczących tego, jak podchodzić do statusu, powiedzielibyście, że Moje myśli, poglądy, zasady i metody dotyczące statusu są rzeczami pozytywnymi? Czy są one zgodne z prawdą? Czy są to prawdozasady, których powinniście przestrzegać? (Tak). Jeśli Mnie zrozumieliście, to nie wypowiedziałem tych słów na próżno. Jakie są myśli i poglądy niewierzących na temat statusu? Czy zawierają jakieś aspekty, które są zgodne z prawdą lub z człowieczeństwem? Jaka jest istota ich myśli i poglądów na temat statusu? Czy jest ona godna pogardy i niegodziwa? (Tak). Ich myśli i poglądy są samolubne, godne pogardy i niegodziwe – działają na wszystkich niszcząco i deprawująco. Niezależnie od tego, czy masz status wśród ludzi, czy nie, jeśli przyjmujesz te niedorzeczne myśli i poglądy, to nawet mając status, jesteś jedną z ofiar tych myśli i poglądów; nawet jeśli jesteś kimś, kto czerpie zyski ze swojej pozycji, jesteś jedną z ich ofiar; nawet jeśli należysz do klasy rządzącej, jesteś jedną z ich ofiar. Co to znaczy być ofiarą tych myśli i poglądów? Oznacza to, że jesteś również kimś, kto został przez takie myśli i poglądy oraz przez takie złe trendy zdeprawowany i zniszczony. Ponieważ przyjmujesz niedorzeczne i niegodziwe myśli i poglądy i ponieważ nie tylko je przyjmujesz, lecz także je stosujesz, jesteś jedną z ich ofiar. Jak zatem można uwolnić się od tego zepsucia i zniszczenia oraz uchronić się przed ich dalszymi niekorzystnymi skutkami? Jest na to tylko jeden sposób, a mianowicie przyjęcie właściwych myśli i poglądów. Jakich właściwych myśli i poglądów? Myśli i poglądów na to, jak we właściwy sposób podchodzić do statusu: nie być przez status kontrolowanym ani ograniczanym, nie wykorzystywać statusu do własnych korzyści, nie używać statusu do niszczenia i deprawowania lub wyzyskiwania innych – nie zmuszać nikogo do robienia czegokolwiek. Kiedy masz status, we wszystkim, co robisz, jesteś w stanie poszukiwać prawdozasad, wyzbyć się swoich osobistych interesów, a nawet zbuntować się przeciwko wygodom i sprzyjającym warunkom, jakie przynosi ci status, i je odrzucić. Zamiast cieszyć się korzyściami płynącymi ze statusu, jesteś w stanie wypełniać swoje obowiązki – te, które zgodnie z posiadanym statusem powinieneś wypełniać. Chociaż treść tych kilku zdań nie jest obszerna, wprowadzenie ich w życie nie jest dla skażonych ludzi zadaniem łatwym . Kiedy nie masz statusu, czujesz, że „niecieszenie się korzyściami płynącymi ze statusu” to tylko kwestia zastosowania się do tych słów i że łatwo jest to osiągnąć. Ale kiedy masz status, „niecieszenie się korzyściami płynącymi ze statusu” przestaje być zwykłym trzymaniem się zaleceń. Wymaga ono od ciebie rezygnacji z pewnych rzeczy, wymaga od ciebie buntu, wymaga od ciebie odrzucenia pewnych rzeczy i wymaga od ciebie praktykowania zgodnie z właściwymi zasadami praktyki, traktowania wszystkich sprawiedliwie i podchodzenia do każdej sprawy w sposób sprawiedliwy i obiektywny. Kiedy musisz wprowadzić to powiedzenie w życie, wiąże się to z twoimi interesami. Kiedy nie masz statusu, mówisz: „Nie cieszę się korzyściami płynącymi ze statusu – nie jestem skłonny cieszyć się korzyściami płynącymi ze statusu”. Każdy może wypowiedzieć te słowa. Ale kiedy znajdujesz się w sytuacji, w której możesz cieszyć się korzyściami płynącymi ze statusu, zrezygnowanie z nich i dążenie jedynie do dobrego wykonywania swojego obowiązku, aby odwdzięczyć się za Bożą miłość, nie jest już takie proste, prawda? (Tak). Wszystko sprowadza się do tego, czy miłujesz prawdę i czy potrafisz zbuntować się przeciwko cielesności.
To, co przed chwilą omówiliśmy, dotyczyło tego, jak wcielony Bóg traktuje status. Skoro skończyliśmy omawiać to, jak należy postrzegać status, porozmawiajmy o tym, jak należy postrzegać cierpienie. Jest to częsty temat rozmów między ludźmi. To, jak ktoś postrzega cierpienie, wiąże się z jego myślami i poglądami, a także z jego zasadami praktyki. Jak ludzie postrzegają cierpienie? Cierpienie jest czymś, co ludzie często napotykają i czego doświadczają w swoim życiu lub w toku swojej wiary w Boga, a także tematem, o którym często dyskutują. Większość ludzi kojarzy cierpienie ze swoją osobistą kartą przetargową, swoją pozycją i swoim statusem, a także ze swoim przyszłym przeznaczeniem. Dlatego też większość ludzi ma pewne przemyślenia, kiedy cierpi, i przywiązuje do cierpienia wielką wagę. W szczególności to, jakie trudy ktoś zniósł; jakiego rodzaju cierpienia doświadczył; jak długo cierpiał; ilu innych ludzi wie o jego cierpieniu, ilu je widziało i ilu je uznaje – wszystko to są tematy, które bardzo zaprzątają ludzkie myśli. Ponadto to, jak można wykorzystać cierpienie do zdobycia statusu w sercach innych ludzi, jak można je wykorzystać do zdobycia rzeczy, których się pragnie, takich jak korzyści, prestiż, status, szacunek innych i osobista chwała, a nawet to, jak poprzez cierpienie zyskać przychylność, uznanie i akceptację ze strony domu Bożego lub Boga, a także zostać przez nich zapamiętanym – to również są rzeczy, na których ludzie w głębi serca się skupiają . Dlatego też kwestia cierpienia ma w sercach ludzi większą wagę niż praktykowanie prawdy. Jak zatem dokładnie należy postrzegać cierpienie w sposób, który jest właściwy i zgodny z prawdozasadami? Jak Ja postrzegam cierpienie? Czy przez te wszystkie lata, kiedy z wami rozmawiałem – i podczas Moich codziennych kontaktów z wami – kiedykolwiek mówiłem o tym, jakie trudy zniosłem, jak długo cierpiałem, w jakim celu cierpiałem i jakie było znaczenie Mojego cierpienia albo jakie były Moje odczucia po tym, jak cierpiałem? Czy pamiętacie, żebym kiedykolwiek mówił na te tematy? Czy jest jakikolwiek potwierdzający to zapis w tekście drukowanym, w nagraniach dźwiękowych z kazań lub w słowach, które słyszeliście? (Nie, nie pamiętamy czegoś takiego). W przeszłości słyszałem, jak krążyła wśród was historia, że kiedyś podczas Chińskiego Nowego Roku nie miałem dokąd pójść i nie miałem domu, do którego mógłbym wrócić, że bracia i siostry nie udzielili Mi gościny, a później błąkałem się po ulicach – że takie właśnie cierpienie miałem wtedy znieść. Czy to rzeczywiście miało miejsce? (Bóg powiedział w poprzednim kazaniu, że nigdy tego nie doświadczyłeś. Była to historia rozpowszechniana przez ludzi). Ja sam nawet o tym nie wiedziałem. Jak mógłbym wiedzieć o czymś, czego nigdy nie doświadczyłem? Natomiast wyjaśniłem tę sprawę, prawda? Taka sytuacja po prostu nigdy nie miała miejsca. Więc o ile pamiętacie, Ja w zasadzie nie mówię o cierpieniu, zgadza się? (Tak). Jeśli chodzi o kwestię cierpienia, większość ludzi uważa, że cierpienie jest bardzo dobrą formą praktyki służącą do zdobycia osobistej karty przetargowej, zyskania szacunku innych i sprawienia, by mieli oni o nich dobre mniemanie – wierzą, że jest to najbardziej podstawowa praktyka związana z wiarą w Boga. Niezależnie od tego, jak ludzie to postrzegają, posłuchajcie teraz, jakie są Moje myśli i poglądy na temat cierpienia.
Istnieje kilka rodzajów cierpienia. Najczęstszym rodzajem cierpienia jest to, że ludzie znoszą pewne cierpienie, aby chronić swój własny status, utrzymać prestiż, jaki mają wśród innych, oraz zyskać dobre perspektywy na przyszłość i dobre przeznaczenie. Obejmuje to przesiadywanie do późna w nocy i wczesne wstawanie przy wykonywaniu swoich obowiązków, a także rezygnację z dobrego jedzenia czy ładnych ubrań. Są też tacy ludzie, którzy porzucają swoje rodziny i kariery, aby głosić ewangelię i wykonywać swoje obowiązki. Nie tylko rząd ich aresztuje i prześladuje, lecz także własne rodziny ich nie rozumieją, a nawet szykanują i rzucają im kłody pod nogi. Niektórzy współmałżonkowie nawet grożą rozwodem, a do tego dochodzą bezpodstawne plotki, oszczerstwa i pogłoski rozsiewane przez krewnych. Ci ludzie znieśli bardzo wiele cierpienia. Aby jednak zyskać dobre perspektywy na przyszłość i dobre przeznaczenie oraz zachować swój status i prestiż, ludzie, którzy cierpią w ten sposób – bez względu na to, jak bardzo cierpią lub jak wielkie jest ich cierpienie – nadal wykonują pracę tak jak zawsze, nigdy się nie poddając. Krótko mówiąc, tacy ludzie cierpią dla swojego statusu i prestiżu oraz w imię swoich perspektyw na przyszłość i swojego przeznaczenia. Przez długi czas żyją w ciągłym biegu z dala od domu, spotykając się z chłodnym przyjęciem, ostracyzmem i niezrozumieniem ze strony innych, znosząc takie cierpienia, jakich zwykli ludzie nie doświadczają. Powiedzcie Mi, czy jest jakakolwiek wartość w cierpieniu dla własnego statusu i prestiżu lub w imię swoich perspektyw na przyszłość i swojego przeznaczenia? (Nie). Czy Bóg o tym pamięta? (Nie). Cierpią wyłącznie po to, żeby przywódcy i pracownicy, a także bracia i siostry, darzyli ich uznaniem i podziwiali, tak aby w kolejnych wyborach bracia i siostry ponownie wybrali ich na przywódców. Traktują cierpienie jako cel swoich dążeń. Aby zachować swój status, potrafią znieść każdy rodzaj cierpienia. Rezygnują ze swoich światowych perspektyw i karier, a nawet porzucają lepsze warunki życia, znosząc bardzo wiele cierpienia. Kiedy już tacy ludzie zniosą to cierpienie, obnoszą się z tym wszędzie, często podczas zgromadzeń lub podczas przycinania innych omawiając to, jak cierpieli. Robią to w bardzo prostym celu: chodzi im tylko o to, by chronić własną dumę oraz chronić własny status i swoją próżność. Dlatego ich cierpienie nie ma żadnej wartości. Nie prowadzi ich ono do poznania samych siebie, a tym bardziej nie sprawia, że stają się zdolni do praktykowania prawdy. O tego rodzaju cierpieniu nie warto nawet wspominać. Niektórzy ludzie cierpią po prostu dla swojego statusu i swojej reputacji, a także w imię swoich perspektyw i przeznaczenia. Potrafią znosić wszelkiego rodzaju trudy, aby chronić swój status i swoją reputację, oraz są w stanie znieść każdy rodzaj cierpienia, aby zyskać błogosławieństwa. Jednakże nigdy nie wykazują inicjatywy, aby wykonać choć odrobinę pracy lub powiedzieć choć jedno słowo, żeby chronić dzieło domu Bożego, chronić interesy domu Bożego czy chronić interesy braci i sióstr. Nawet jeśli nie wiązałoby się z tym żadne cierpienie lub wystarczyłoby wypowiedzieć tylko jedno zdanie – nie potrafią tego zrobić. Dlatego też całe cierpienie takich ludzi idzie na marne, a Bóg go nie aprobuje. Tego typu ludzie są czystej wody obłudnymi faryzeuszami – są to ludzie, którzy wprowadzają innych w błąd i którymi Bóg gardzi. Dla swojego statusu potrafią wcześnie wstawać i przesiadywać do późna w nocy, by wykonywać swoje obowiązki, i potrafią znosić cierpienie oraz zmęczenie. Potrafią pracować przez wiele godzin bez przerwy, a nawet nie brać ani jednego dnia wolnego przez cały rok. Żyją w ciągłym biegu, zajęci wyłącznie własnym statusem, a wszystko, co mówią, ma na celu ochronę ich własnego statusu oraz ich własnej dumy i reputacji. Kiedy ktoś robi coś, co w oczywisty sposób kłóci się z ustaleniami domu Bożego dotyczącymi pracy, nigdy go nie krytykują, a tym bardziej go nie powstrzymują. Ich cierpienie służy zatem wyłącznie ich własnej reputacji i statusowi oraz ich osobistym interesom. Bóg nie tylko o nim nie pamięta, lecz wręcz je potępia. W szczególności wykorzystują oni cierpienie jako swoją kartę przetargową, służącą do pouczania innych i prób targowania się z Bogiem, mając nadzieję, że Bóg dostrzeże ich cierpienie i dobrze ich oceni. Często też próbują wybadać Boga, by przekonać się, czy jest zadowolony z ich cierpienia i czy mogą zyskać błogosławieństwa za cierpienie, które znieśli. Toteż biorąc pod uwagę naturę cierpienia takich ludzi, Bóg nie tylko o nim nie pamięta, lecz wręcz je potępia – i nie tylko nie jest ono rodzajem dobrego uczynku, lecz jest rodzajem uczynku złego. Ludzie tego typu często przechwalają się tym, jak daleko podróżowali i jak wiele wycierpieli, wykonując pracę kościoła i swoje obowiązki, a także poważnymi chorobami, na jakie zapadają, oraz tym, jak wiele lekarstw muszą zażywać. Kiedy biorą leki, często robią to na oczach braci i sióstr, żeby ci widzieli, jak je zażywają. Wymyślają sposoby, żeby więcej osób dowiedziało się, jak wiele pracy wykonali, jak wiele wycierpieli i jak wysoką cenę zapłacili oraz że biorą lekarstwa dopiero po tym, jak rozchorowali się z przepracowania. Robią to po to, by ludzie darzyli ich uznaniem, podziwiali i czcili. Czyż ludzie tego typu nie są obrzydliwi? (Są). Toteż ich cierpienie nie jest warte złamanego grosza – przyprawia ono o mdłości. Bywa nawet tak, że znaczna część ludzi tego typu nie potrafi wykonać żadnej prawdziwej pracy. Wykonują pracę tylko na pokaz – wszystko po to, żeby ludzie zobaczyli fasadę. Nie wypowiadają ani jednego słowa i nie robią ani jednej rzeczy, która mogłaby kogoś urazić. Jeśli chodzi o sprawy związane z ochroną pracy kościoła, milczą jak zaklęci i nie wykonują choćby odrobiny pracy. Kiedy widzą, że ktoś powoduje zakłócenia i przeszkody w pracy kościoła, nie traktują tej osoby zgodnie z zasadami, lecz raczej w swoich działaniach kierują się uczuciami. Jeśli jest to ktoś, kogo nie lubią, , coś tam powiedzą i zrobią, korzystając z okazji, by się popisać i zyskać osobistą kartę przetargową, a kiedy nadejdzie czas, będą próbowali przypisać sobie zasługi i otrzymać nagrodę. Ale jeśli tym, kto powoduje zakłócenia i przeszkody w pracy, jest ktoś, kogo lubią lub kto ich popiera, to nie tylko go nie demaskują ani nie powstrzymują, lecz także idą mu na rękę, osłaniają go i kryją, używając ładnie brzmiącej wymówki, że „Jego postawa jest niedojrzała, więc musimy okazać cierpliwość i go wspierać”. W rzeczywistości starają się nikogo nie urazić tylko po to, że by chronić własny status. Mimo to wciąż próbują wykorzystać swoje cierpienie, żeby zyskać uznanie ludzi i żeby chronić własny status. Niektórzy na co dzień udają, że są bardzo zajęci. Przy jedzeniu celowo maczają trochę ryżu lub bułkę gotowaną na parze w zwykłej przegotowanej wodzie i przygryzają do tego trochę marynowanych warzyw, po czym od razu idą na zgromadzenie, żeby bracia i siostry widzieli, iż naprawdę potrafią znosić trudy. Zawsze noszą to samo ubranie, nie piorąc go nawet wtedy, gdy jest brudne, i mówią innym ludziom: „Spójrz, jestem tak zajęty, że nie mam nawet czasu zjeść ani zrobić prania!”. Niektórzy ludzie podczas wykonywania swoich obowiązków ucinają sobie z innymi czcze pogawędki i marnują czas, a mimo to udają, że odbywają z nimi zgromadzenie i że jest to omówienie. Sprawiają wrażenie, jakby od świtu do zmierzchu byli zajęci wykonywaniem swoich obowiązków, a nocą, kiedy powinni odpoczywać, potrafią nawet zasypiać zgarbieni nad komputerem. Robią to, żeby pokazać ludziom, jak bardzo cierpią i jak wysoką cenę płacą, wykonując swoje obowiązki. Często mają rozczochrane włosy i brudne twarze, a nawet przez długi czas nie przebierają się, nie piorą ubrań ani nie biorą prysznica tylko po to, by pokazać ludziom, jak bardzo cierpią i jak wysoką cenę potrafią zapłacić. Powiedzcie Mi, jaką wartość ma znoszenie tego cierpienia? Czyż to wszystko nie jest tylko fasadą? (Jest). Niektóre prace w domu Bożym bywają nieco absorbujące, ale nie do tego stopnia, by ludzie musieli mieć rozczochrane włosy, brudne twarze i w ogóle nie przypominali człowieka, prawda? W niektórych kościołach panują stosunkowo skromne warunki życia, ale nie do tego stopnia, by tamtejsi ludzie każdego dnia jedli tylko bułki gotowane na parze i marynowane warzywa, nieprawdaż? Może w kilku konkretnych miejscach tak jest, ale to niemożliwe, by większość miejsc wyglądała w ten sposób. Bez względu na to, jak intensywna staje się praca domu Bożego, trzeba zadbać o przynajmniej osiem godzin porządnego snu – przecież nie jest tak, że nie masz nawet czasu na osiem godzin snu, prawda? Oczywiście nie licząc sporadycznych, wyjątkowych okoliczności, które mogą potrwać dzień czy dwa dni. W Chinach kontynentalnych niektórzy z Bożych wybrańców uciekają, by uniknąć aresztowania i prześladowań ze strony reżimu szatana. Czasami śpią i odpoczywają w jaskiniach, stogach siana i stajniach. Są to szczególne okoliczności. Jeśli po wyjeździe za granicę ludzie celowo stwarzają sobie pewne „środowiska cierpienia” i celowo „trenują” cierpienie, to czyż w zasadzie nie są ascetycznymi mnichami? Dlaczego moglibyśmy ich tak nazwać? Bo w gruncie rzeczy robią tylko tyle, że celowo znoszą trochę cierpienia, przestrzegają pewnych reguł i dyscyplinują swoje ciała – a potem wydaje im się, że już się zmienili. Następnie przechwalają się przed innymi, ile to wycierpieli, mając nadzieję, że poruszą zarówno Niebo, jak i zwykłych ludzi, żeby w ten sposób zdobyć prestiż i korzyści dla siebie oraz zapewnić sobie dobre przeznaczenie, jakiego pragną. Ta ścieżka prowadzi donikąd. Kiedy Bóg ustala czyjś wynik, nigdy nie patrzy na to, jak wiele ten ktoś wycierpiał ani czy ciężko pracował i wniósł wielki wkład, ani też nigdy nie bierze pod uwagę jego wieku. Na jakiej podstawie Bóg wyznacza wynik człowieka? Na takiej, czy ludzie posiadają prawdę, czy nie. Jeśli skupiasz się wyłącznie na cierpieniu, ale nie zyskałeś prawdy, to bez względu na to, jak wiele wycierpiałeś, poszło to na marne. Jeśli cierpisz bez zasad i sam stwarzasz sobie trudności, żeby celowo cierpieć, to po prostu jesteś skazany na cierpienie. Twoje cierpienie nie zasługuje na litość – sam je na siebie ściągnąłeś. Bóg nie wymaga od człowieka cierpienia. Bóg osądza i karci człowieka, a także poddaje go próbom i uszlachetnia nie po to, by przysporzyć mu cierpienia, lecz po to, by go wybawić od jego skażonych skłonności. Wiele cierpienia, które znosi człowiek, wynika z jego skażonych skłonności – intencją Boga nigdy nie było przysparzanie człowiekowi cierpienia.
Bóg stworzył niebo, ziemię i wszystkie rzeczy dla ludzkości – słońce, księżyc i gwiazdy, światło słoneczne, powietrze, glebę, wodę, cztery pory roku, a także wszelkiego rodzaju rzeczy materialne niezbędne ludzkości do życia i przetrwania. Są rzeczy do jedzenia, picia, używania i oglądania – wszelkiego rodzaju żywych stworzeń podczas każdej z czterech pór roku jest pod dostatkiem, zgadza się? (Tak). Są zboża, warzywa, owoce i orzechy, rzeczy rosnące na drzewach i w ziemi – wszelkich rozmaitych rzeczy materialnych jest pod dostatkiem i występują we wszystkich możliwych smakach i kolorach. Bóg pragnie, by człowiek cieszył się zaopatrzeniem, które od Niego pochodzi – zaopatrzenie, które człowiek otrzymuje od Boga, jest bogate i obfite i stanowi pokarm dla człowieka. Jak widzisz, to, co istoty stworzone otrzymują od Stwórcy, jest bogate i obfite – niewyczerpane i bez końca. Bóg z pełną gotowością pozwala człowiekowi cieszyć się tym wszystkim, a istoty stworzone mają pełne prawo korzystać z tego, co daje im Stwórca. Tym, co istoty stworzone otrzymują od Boga, są błogosławieństwa, a nie cierpienie. Pierwotną intencją Boga, gdy stwarzał ludzkość, nie było sprawienie, by człowiek cierpiał, lecz by w trakcie podróży zwanej życiem cieszył się zaopatrzeniem pochodzącym od Boga. Różnego rodzaju żywych stworzeń i żywych istot stworzonych przez Boga jest pod dostatkiem – niczego nie brakuje. Dotyczy to także rzeczy do słuchania – spójrz, jak Bóg z myślą o człowieku stworzył nawet świergot ptaków i cykanie świerszczy. Oznacza to, że Bóg pomyślał o wszystkim, co przynosi zadowolenie, ukojenie i spokój wewnętrznemu światu człowieka. Tego, co Bóg przygotował dla istot stworzonych, jest pod dostatkiem. Kiedy istoty stworzone cieszą się wszystkim, czym obdarzył je Bóg, cieszą się błogosławieństwami. Ci ludzie, którzy przypominają ascetycznych mnichów, wierzą, że Bóg chce po prostu sprawić, by człowiek cierpiał, że On po prostu nie chce, by człowiek cieszył się błogosławieństwami, że nawet jeśli warunki na to pozwalają, nie pozwala On człowiekowi się nimi cieszyć, lecz po prostu sprawia, że człowiek cierpi. Wierzą oni, że Bóg jest szczęśliwy, zadowolony i osiąga swój cel, gdy człowiek staje w obliczu skrajnego cierpienia i zmęczenia. Powiedzcie Mi, czyż tacy ludzie nie żywią złych intencji? Czyż nie jest to wypaczona interpretacja intencji Boga? (Jest). Skąd wziął się ten pomysł? Pochodzi od szatana, prawda? (Tak.) Bóg stworzył wszystkie rzeczy, ale szatan tego nie uznaje. Nie wie on, jak nimi zarządzać ani jak je podtrzymywać, i nie chce, by wszystkie te żywe istoty dalej istniały. Dlatego też rujnuje je i niszczy, aby człowiek nie mógł cieszyć się tym wszystkim, co stworzył Bóg. Szatan wprowadza człowieka w błąd i poddaje go skażeniu, aby wywrzeć na nim dobre wrażenie a aby człowiek oddawał mu cześć i darzył go wielkim szacunkiem. Szatan robi swoje i we wszystkim sprzeciwia się Bogu. Bóg pozwala ludzkości cieszyć się tym wszystkim, natomiast szatan pozbawia ludzkość prawa do korzystania z tego, nie pozwala ludzkości się tym cieszyć i po prostu sprawia, że człowiek cierpi. Bóg pozwala ludzkości zarządzać wszystkim i cieszyć się wszystkim, podczas gdy szatan wszystko rujnuje. Ignoruje on istnienie wszystkich rzeczy, gardzi istnieniem wszystkich rzeczy, potępia istnienie wszystkich rzeczy i celowo sprawia, że człowiek poszukuje cierpienia. Spójrz na prawa, które Bóg ustanowił dla człowieka: kiedy słońce zachodzi i w nocy robi się ciemno, człowiek powinien dać odpocząć swojemu ciału. Dzięki odpoczynkowi zmęczenie po dniu pracy ustępuje. Po przespanej nocy siły fizyczne człowieka zostają zregenerowane i jest on pełen energii. Następnego dnia, gdy wschodzi słońce, człowiek czuje się rześki i rozpoczyna kolejny dzień pracy. To takie wspaniałe prawo! Niektórzy ludzie tego prawa nie przestrzegają. Zaczynają pracować dopiero wtedy, gdy zapada zmrok, i nie kładą się spać aż do czwartej lub piątej rano, chcąc wywrócić harmonogram pracy i odpoczynku do góry nogami. Bóg mówi, że kiedy słońce zachodzi, a księżyc wschodzi, człowiek powinien zakończyć swoją pracę na dany dzień, stopniowo się wyciszyć i zacząć odpoczywać – powinien pracować i odpoczywać zgodnie z prawami, które rządzą ruchem słońca, księżyca i gwiazd, i nie powinien postępować wbrew tym prawom. Ci, którzy „cierpią”, upierają się, by robić dokładnie na odwrót. Kiedy powinni odpoczywać, nie śpią – celowo przesiadują do późna w nocy, a nawet wpadają wtedy w szczególne pobudzenie. Kiedy inni śpią najgłębszym snem, oni są najbardziej zajęci, cierpią i się męczą. Kiedy więc w ciągu dnia przychodzi czas na pracę, czy wciąż mają energię? Czy wystarczy im energii na cały dzień pracy? (Nie). Nie mają więc wyjścia – muszą przespać się godzinę lub dwie, po czym wstać i dalej pracować. Rano, kiedy inni jedzą, oni śpią. W ciągu dnia, kiedy inni normalnie pracują, oni przysypiają i są otępiali. Ale w nocy, kiedy inni odpoczywają, ożywiają się, zaczynają pracować i się krzątać. Czyż nie jest to wywracanie harmonogramu pracy i odpoczynku do góry nogami? Czyż nie jest to nienormalne? (Jest). A jednak są z siebie całkiem zadowoleni, myśląc, że nikt inny nie potrafi znieść tak wiele cierpienia jak oni, że inni ludzie to po prostu przeciętniacy. O północy, kiedy inni mają zamiar odpocząć, oni potrafią powiedzieć: „Tak wcześnie idziesz spać?”. Druga osoba odpowiada: „Jest północ – to już bardzo późno. Poza tym nie mam już energii. Ucierpi na tym wydajność mojej pracy i nie osiągnę dobrych wyników. Kiedy przychodzi czas na odpoczynek, musimy odpoczywać”. Oni zaś mówią: „Kładzenie się spać o północy to za wcześnie! Ja o północy dopiero zaczynam pracę i nie idę spać aż do czwartej lub piątej rano”. Coś jest nie tak z ich głowami, prawda? Nie tylko sami się dręczą, lecz także ograniczają innych. Kiedy o północy inni odpoczywają, oni nawet ich osądzają, mówiąc: „Pławisz się w cielesnych wygodach i nie masz w sobie determinacji, by cierpieć. Skoro Bóg powierzył ci tak ważne zadanie, musisz pracować do późna w nocy i cierpieć; musisz siedzieć co najmniej do drugiej w nocy, zanim położysz się spać. Tylko to świadczy o tym, że jest się oddanym swojemu obowiązkowi”. Jeśli ktoś siedzi do drugiej w nocy, zanim położy się spać, to czy w ciągu dnia nadal będzie miał energię do wykonywania swoich obowiązków? (Nie). Zgodnie z naturalnymi prawami, które rządzą ludzkim ciałem, jeśli ktoś kładzie się spać o drugiej w nocy, to nie będzie w stanie wstać aż do siódmej lub ósmej rano. Po przebudzeniu będzie wyczerpany fizycznie, otępiały umysłowo, będzie miał opuchnięte nogi i czuł dyskomfort w całym ciele. Nawet jeśli zdrzemnie się po południu, jego ciało i tak się nie zregeneruje, ponieważ postąpił wbrew prawom ustanowionym dla człowieka przez Boga, prawda? (Tak). Tacy ludzie nie tylko sami tak cierpią, lecz także wymagają tego samego od innych. Jeśli inni robią coś nie po ich myśli, wymyślają teoretyczne podstawy, by ich potępić. Mający zamęt w głowie ludzie, których cechuje niedojrzała postawa i którzy nie mają rozeznania, są w ten sposób ograniczani – naśladują ich i zmuszając się, by coraz dłużej nie spać, aż stopniowo dochodzą do tego, że kładą się po drugiej w nocy. Myślą nawet: „Naprawdę niełatwo jest posiadać determinację, by cierpieć. Musimy nauczyć się znosić trudy, nauczyć się polegać na samej wytrwałości, nauczyć się buntować przeciwko cielesności i nauczyć się postępować wbrew naturalnym prawom. Jeśli naprawdę jesteśmy strasznie śpiący, powinniśmy wręcz torturować samych siebie, żeby nie pozwolić ciału zasnąć. Tylko to stanowi dowód oddania zadaniu wyznaczanemu przez Boga i posiadania determinacji, by cierpieć, a tylko ludzie, którzy ją mają, mogą dostąpić zbawienia!”. Spójrzcie, czyż ten ich zapał nie jest w zasadzie taki sam jak zapał mnichów i zakonnic w świątyniach? (Jest). Podobnie jak ascetyczni mnisi, wiedzą oni tylko, jak znosić cierpienie – w ich sercach nie ma miejsca dla zrozumienia prawdy, praktykowania prawdy i dostąpienia zbawienia. Czy zatem tacy ludzie mogą dostąpić zbawienia? Czyż już nie przepadli? (Przepadli). Jak dochodzi do czegoś takiego? Jest to skutek prania mózgu błędnymi myślami i poglądami, skutek ich wpływu i niszczycielskiego działania. Wszystko to bierze się z tego, że ludzie nie rozumieją prawdy, z tego, że dostali głęboko zranieni przez błędne myśli i poglądy i nie potrafią praktykować zgodnie z prawdozasadami. Czy zatem ostatecznie to inni ludzie wprowadzają cię w błąd i poddają skażeniu, czy to szatan wprowadza cię w błąd i poddaje skażeniu? Krótko mówiąc, błędne myśli i poglądy, które człowiek przyjmuje, pochodzą od szatana, a nie od Boga – są to rzeczy negatywne, a nie prawda. Z pozoru wydaje się, że przyjąłeś pewne myśli i poglądy od innych ludzi, w rzeczywistości jednak te myśli i poglądy nie pochodzą od Boga, lecz od szatana. Z pozoru wygląda to tak, jakby inni ludzie mówili do ciebie, ale w rzeczywistości zapatrywania te wpaja ci szatan. Czyż zapatrywania wpojone człowiekowi przez szatana nie są również propagowane przez człowieka? Jeśli nie rozumiesz prawdy i nie potrafisz trzymać się prawdozasad, ostatecznie zostaniesz wprowadzony w błąd. Będziesz wówczas jak ascetyczni mnisi, wiedząc tylko, jak każdego dnia cierpieć i przestrzegać reguł, i cały czas myśląc, że praktykujesz prawdę. W końcu zostaniesz ukarany i umrzesz, niczego nie zyskawszy. Czy znoszenie tego rodzaju cierpienia wydaje ci się tego warte? (Nie). Dokąd ostatecznie prowadzi ludzi znoszenie takiego cierpienia? (Do piekła). Lądują w piekle, gdzie meldują się szatanowi. Czy Bóg ich chciał? (Nie). Tacy ludzie tak wiele wycierpieli i wierzyli, że są tak bardzo oddani Bogu, więc jak to się stało, że w końcu zameldowali się u szatana? Dlaczego Bóg ich nie chciał? Czy to szkoda? (Nie, to żadna szkoda). Jeśli w wierze w Boga ludzie skupiają się tylko na przestrzeganiu reguł i cierpieniu, dążą jedynie do zyskania błogosławieństw, ale nie dążą do prawdy, nie potrafią podporządkować się Bogu, ciągle żyją według szatańskich skłonności i wciąż są z szatana, to bez względu na to, jak bardzo cierpią, dostąpienie zbawienia będzie dla nich niemożliwe. O tym wszystkim decyduje ścieżka, którą kroczą sami ludzie.
Kiedy niektórzy widzą kogoś posiadającego wielką determinację do znoszenia cierpienia – niezależnie od tego, czy to cierpienie ma sens – szczególnie pragną stać się kimś, kto potrafi znosić cierpienie. Pragną zwłaszcza stać się takim człowiekiem, który potrafi dyscyplinować swoje ciało, buntować się przeciwko własnej cielesności i buntować się przeciwko jej wygórowanym pragnieniom – darzą szczególnym podziwem tych, którzy potrafią znosić cierpienie. Człowiek, którym pragną się stać, wydaje się być kimś oderwanym od ziemskiego życia i żyjącym w próżni, pozbawionym ludzkich ambicji czy pragnień, a także jakichkolwiek osobistych hobby, zainteresowań, a nawet niedokonującym osobistych wyborów – kimś, kto w ogóle nie ma żadnej z tych rzeczy i jest wolny od pragnień i potrzeb. W głębi serca szczególnie podziwiają ludzi tego typu, mówiąc: „Jak to możliwe, że oni nie mają samolubnych pobudek? Jak to możliwe, że nie mają żadnych osobistych preferencji ani pragnień i potrafią znieść tak wiele cierpienia? Dlaczego ja nie potrafię cierpieć? Jestem zbyt głęboko skażony! Mogę jedynie powiedzieć, że moje skażenie jest głębsze niż ich”. Kiedy już zaczną tak myśleć i mieć takie poglądy, przypuszczają atak na samych siebie: kiedy są głodni i chcą jeść – powstrzymują się i nie jedzą; kiedy są spragnieni i chcą napić się wody – hamują się i nie piją; kiedy przychodzi pora snu – celowo nie śpią; cokolwiek chcą zrobić, świadomie tego nie robią, a czegokolwiek nie chcą robić, świadomie to robią – postępują dokładnie na odwrót. W ogóle nie zwracają uwagi na to, co jest potrzebne, co trzeba zrobić, jakie obowiązki i zobowiązania powinny zostać wypełnione oraz jakich reguł i zasad życia należy przestrzegać z punktu widzenia zwykłego człowieczeństwa, a zamiast tego świadomie postępują wbrew temu wszystkiemu. Niektórzy posuwają się wręcz do tego, że celowo naruszają reguły i celowo poszukują cierpienia. Na przykład gdy nadchodzi pora nocnego odpoczynku, zmuszają się do znoszenia zmęczenia i nie śpią. Jeśli lubią słodkie jedzenie, jedzą tylko pikantne lub gorzkie potrawy. Podczas pracy celowo wybierają zadania, których nie lubią. Po prostu ćwiczą się w pokonywaniu trudności i wyrabiają w sobie zdolność do znoszenia cierpienia, odrzucając wszystko, czego potrzebują i co lubią, oraz buntując się przeciwko temu, a także akceptując wszystko, czego nie lubią i czego nie potrzebują. Mają poczucie, że postępując w ten sposób, praktykują prawdę i że spodoba się to Bogu i zyska Jego akceptację – uważają, że im większe cierpienie zniosą i im większy dyskomfort oraz ból będą odczuwać, tym bardziej spodoba się to Bogu i to zaakceptuje. Powiedzcie Mi, co to za myśli i poglądy? Czyż to nie jest skrajność? (Jest). Są nawet tacy ludzie, którzy po to, by cierpieć i dyscyplinować swoje ciało, cały czas siedzą przed komputerem bez względu na to, czy mają coś do zrobienia, czy nie, a także narzucają sobie regułę, że codziennie muszą pracować przez dwanaście godzin niezależnie od osiąganych rezultatów i swojej wydajności. Nie odpoczywają nawet wtedy, gdy ich głowa robi się ciężka, i nie idą do lekarza nawet wtedy, gdy zachorują. Wierzą, że jest to buntowanie się przeciwko cielesności, myśląc: „Nie mogę pozwolić, by to stare ciało postawiło na swoim – ciało nie może zaznawać wygód. Jeśli będzie miało zbyt wygodnie, będzie robić złe rzeczy, więc muszę sprawić, by cierpiało. Gdy ciało zazna cierpienia, dowie się, jak trudno jest Bogu wykonywać Jego dzieło, i gdy zazna cierpienia, będzie w stanie wyciszyć się przed obliczem Boga”. Co to za logika? Sądząc po ich zapale, wydaje się, że mają w sobie odrobinę determinacji i są gotowi praktykować prawdę, ale czy ich metoda i podejście nie są nieco wypaczone, nieco skrajne? (Są). Wierzą, że cierpienie oznacza praktykowanie prawdy, że cierpienie oznacza wykonywanie swoich obowiązków z oddaniem i że cierpienie oznacza skuteczne wykonywanie swoich obowiązków. Myślą, że cierpienie jest najwyższą prawdozasadą i najwłaściwszą formą praktyki oraz że tym właśnie jest dążenie do prawdy. Taki sposób pojmowania rzeczy jest niezwykle problematyczny! Wierzą, że to, czy ktoś potrafi cierpieć i jak bardzo cierpi, jest kryterium, jakiego Bóg używa do oceny jego ostatecznego wyniku – wierzą, że to jest prawda. Czy ten ich punkt widzenia jest słuszny? (Nie). Dlaczego więc nadal przy nim obstają? (Ponieważ znajdują się pod wpływem szatańskich błędnych myśli i poglądów). Jest to jeden z aspektów tej sprawy, ale ma ona również związek z ludzką zdolnością pojmowania oraz ludzkimi pojęciami. Po prostu karmią się złudzeniami, żyjąc pośród swoich pojęć i wyobrażeń – uważając, że cierpienie można wymienić na dobry wynik i przeznaczenie. Nigdy nie poszukują w tej sprawie prawdy – nigdy nie starają się zrozumieć, jak Bóg postrzega cierpienie, jakich standardów Bóg wymaga od człowieka ani jakie znaczenie ma to, że Bóg każe człowiekowi cierpieć. Nigdy też nie zastanawiają się nad sobą i nie myślą: „Czy rodzaj cierpienia, którego doświadczam, jest zgodny z prawdozasadami? Czy takie cierpienie jest Bożym wymogiem wobec człowieka? Czy może ono przynieść efekt, jaki Bóg zamierza osiągnąć poprzez dzieło wykonywane przez siebie na człowieku? Czy znosząc to cierpienie, człowiek może osiągnąć zrozumienie prawdy i zrozumienie intencji Boga? Jeśli nie, dowodzi to, że ta ścieżka jest niewłaściwa i powinienem zawrócić”. Ludzie tego typu cierpią, ponieważ ich myśli i poglądy są problematyczne. Żywią wiele ludzkich pojęć i wyobrażeń na temat cierpienia. Ma to również związek z ludzkimi ambicjami i dążeniami. Niektórzy chcą wymienić swoje cierpienie na dobre przeznaczenie, inni chcą wykorzystać cierpienie do tego, by się przechwalać i zdobyć szacunek ludzi, a jeszcze inni chcą wykorzystać cierpienie, by udowodnić, że zdyscyplinowali swoje ciało i posiadają prawdorzeczywistość, mając na celu zastąpienie praktykowania prawdy samym cierpieniem. Niektórzy ludzie tacy są, ponieważ ich intencje i ambicje są problematyczne, a w przypadku innych dzieje się tak dlatego, że problematyczna jest ich zdolność pojmowania. Niezależnie od tego, w czym tkwi problem, jeśli nie osiągnąłeś zrozumienia prawdy, to cierpienie, które znosisz, nie ma żadnej wartości. Z kolei jeśli cierpienie, które znosisz, zadajesz sobie sam, to po prostu nie ma ono żadnego znaczenia. Nie jest to cierpienie, które zostało dla ciebie przygotowane przez Boga, ani też nie jest to cierpienie, które jako normalny człowiek musisz znosić po to, żeby dążyć do prawdy. Dlatego też cierpienie, które znosisz, nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Cierpienie z myślą o własnym przeznaczeniu lub statusie jest niewłaściwe. Jest ono daremne i całkowicie pozbawione znaczenia – Bóg go nie aprobuje i o nim nie pamięta. W imię czego zatem powinieneś cierpieć, aby twoje cierpienie miało sens? Sens ma cierpienie po to, by praktykować prawdę, cierpienie po to, by zmienić swoje usposobienie, i cierpienie po to, by dostąpić zbawienia – to jest właśnie cierpienie, które musisz znosić. Jeśli cierpisz po to, by chronić swój status i zadośćuczynić ludzkim pojęciom i wyobrażeniom, to cierpienie, które znosisz, nie ma absolutnie żadnego znaczenia – jest ono zbyteczne. Co oznacza słowo „zbyteczne”? Oznacza to, że jest całkowicie niepotrzebne. Zbłądziłeś, a ścieżka, którą kroczysz, jest niewłaściwa. Bez względu na to, jak bardzo cierpisz lub jak wielką płacisz cenę, Bóg po prostu tego nie pamięta i nie aprobuje. Ponieważ twoje cierpienie nie ma nic wspólnego z praktykowaniem prawdy, nie ma nic wspólnego z dostąpieniem zbawienia i nie ma nic wspólnego z podporządkowaniem się Bogu, Bóg po prostu nie zwraca na nie uwagi. Czy to rozumiecie? (Tak.) Jest to najbardziej bezwartościowy i pozbawiony sensu rodzaj cierpienia.
Istnieje również inny rodzaj cierpienia, który jest spowodowany tym, że człowiek ma skażone skłonności. Życie człowieka, jego dążenia i ścieżka, którą kroczy, są zdominowane przez jego skażone skłonności. Skoro człowiek ma skażone skłonności, nieuchronnie cechuje go buntowniczość i opór. Skoro człowiek ma skażone skłonności, ciągle żyje pod władzą szatana. Jeśli człowiek chce odrzucić swoje skażone skłonności i dostąpić zbawienia, musi przyjąć Boży sąd i Boże karcenie oraz wielokrotnie doświadczyć przycinania i dyscyplinowania, a także rozmaitych prób i uszlachetniania przygotowanych przez Boga. Niektórzy ludzie muszą nawet doświadczyć wielkiej udręki. Wszystko to ma na celu umożliwienie człowiekowi zyskania prawdy, odrzucenia jego szatańskich skłonności i ostatecznie dostąpienia zbawienia – jest to proces niezbędny dla każdego, kto ma dostąpić zbawienia. Aby odrzucić swoje skażone skłonności i dostąpić zbawienia, każda skażona istota ludzka musi znieść bardzo wiele cierpienia. Z jednej strony kiedy przejawia skażone skłonności podczas wykonywania swoich obowiązków, musi przyjąć sąd i karcenie, przyjąć przycinanie oraz przyjąć próby i uszlachetnianie – jest to cierpienie, które trzeba znieść. Z drugiej strony aby dobrze wykonywać swoje obowiązki, ludzie muszą przezwyciężyć pewne osobiste wady i niedoskonałości własnego położenia, a także muszą zdobyć pewną wiedzę zawodową. Również to wymaga od ludzi cierpienia i zapłacenia ceny. Zwłaszcza gdy ludzie wykonują obowiązki w niebezpiecznych środowiskach, w których panują złe warunki bytowe – wtedy również muszą znieść pewne cierpienie. Ponadto kiedy ludzie kierują się szatańskimi skłonnościami podczas wykonywania swoich obowiązków, to postępują zgodnie z własną wolą, a nawet robią rzeczy, które powodują zakłócenia i przeszkody, więc muszą każdego dnia zastanawiać się nad sobą i przyjmować sąd i karcenie słowami Bożymi. Muszą również znosić cierpienie w postaci chłosty, dyscyplinowania i uszlachetniania, albo cierpienie w takiej postaci, że zostają zdemaskowani, zwolnieni i wyeliminowani. Ludzie muszą znieść całe to cierpienie. Jeśli tego nie zrobisz, będzie ci bardzo trudno ostatecznie odrzucić swoje skażone skłonności i dostąpić zbawienia. Niezależnie od tego, czy chodzi o bycie demaskowanym i osądzanym przez słowa Boże, bycie przycinanym przez braci i siostry, czy też stawianie czoła okolicznościom, które Bóg przygotowuje, by poddawać ludzi próbom i ich uszlachetniać, wszystko to są rodzaje cierpienia, które ludzie muszą znieść. Są to procesy, których każda skażona istota ludzka musi doświadczyć, aby dostąpić zbawienia i wszystkie one są sensowne i wartościowe. Celem znoszenia tego rodzaju cierpień jest to, abyś ostatecznie mógł dostąpić zbawienia i zostać pozyskanym przez Boga. To po prostu nie jest żadna osobista karta przetargowa, ponieważ nie znosisz tego cierpienia dla innych ludzi. Wykonujesz swoje obowiązki dla siebie, praktykujesz prawdę dla siebie, a także poświęcasz się dla Boga i znosisz wszelkiego rodzaju cierpienia dla własnego dobra. Ponadto twoje praktykowanie prawdy służące wyzbyciu się skażonych skłonności, buntowanie się przeciwko ambicjom i pragnieniom, wyzbywanie się rozmaitych preferencji i żądań i tak dalej – wszystko to ma na celu to, abyś ostatecznie mógł dostąpić zbawienia, osiągnąć podporządkowanie się Bogu i stać się osobą, która oddaje Bogu cześć. Znosisz to cierpienie po to, abyś na koniec mógł przetrwać i stać się członkiem nowej ludzkości – chociaż jest ono cenne, nie stanowi wkładu wnoszonego dla Boga. Dlaczego mówię, że nie jest to wkład? Ponieważ cierpienie, które znosisz, nie jest żadną osobistą kartą przetargową – znosisz je wyłącznie dla własnego dobra. To tak jak z jedzeniem i piciem: jesz i pijesz tylko po to, by przetrwać. Każda czynność, w którą angażujesz się w codziennym życiu, ma na celu podtrzymanie twojego fizycznego życia i twoje przetrwanie. Nie robisz tego dla innych ludzi, lecz tylko dla siebie. Dlatego nawet jeśli znosisz wiele cierpienia i nawet jeśli doświadczasz pewnych trudnych procesów, nie oznacza to, że zdobyłeś jakąś osobistą kartę przetargową. Nie warto o tym wspominać – jest to coś, co powinieneś znieść. Nie możesz powiedzieć: „Kiedy jem, robię to dla Boga, i wiodę swoje życie dla Boga!”. Nie robisz tych rzeczy dla Boga – robisz je dla siebie. Nie ma w tym nic, czym można by się chwalić. Otóż niektórzy zawsze mówią, że ze względu na wiarę w Boga i wykonywanie swoich obowiązków porzucili pracę i zrezygnowali z nauki, albo opowiadają o tym, jak wiele przycinania znieśli, ile łez wylali w ukryciu i jak wiele po kryjomu wycierpieli. Zawsze wspominają o tych rzeczach, myśląc, że to wielkie cierpienie, które znieśli po to, żeby wykonywać swoje obowiązki i dostąpić zbawienia, jest formą osobistej karty przetargowej. To całkowicie błędne myślenie. Skażeni ludzie powinni cierpieć, aby dostąpić zbawienia – to słuszne, że cierpisz. A dlaczego jest to słuszne? Ponieważ zostałeś bardzo głęboko skażony przez szatana, masz skażone skłonności i posiadasz szatańską naturę. Jeśli masz dostąpić zbawienia i być w stanie przyjąć prawdę oraz osiągnąć zrozumienie tego, jak głęboko zostałeś skażony, musisz znieść wiele bólu – zwłaszcza odrzucenie twoich skażonych skłonności wymaga znoszenia jeszcze większego bólu. To tak jak z kobietą w trakcie porodu: musi przejść przez bóle porodowe i znieść cierpienie związane z narodzinami dziecka. Nie możesz przed tym uciec, nawet gdybyś chciał. Cierpienie, które znosisz, by dostąpić zbawienia, jest czymś, co znosisz dla własnego dobra – nie możesz powiedzieć, że znosisz ból w imię Boga. Znosisz sąd i karcenie, przycinanie oraz próby i uszlachetnianie wyłącznie dla własnego zbawienia. To jest cierpienie, które powinieneś znieść, i jest to niezbędny proces. Nie przechwalaj się więc tym, jak wiele wycierpiałeś, by wykonywać swoje obowiązki, jak wiele wycierpiałeś, by dostąpić zbawienia, jak wiele pracy wykonałeś dla domu Bożego, jak wiele się nabiegałeś dla Boga, ani tym, ilu ludzi pozyskałeś, głosząc ewangelię. Żadna z tych rzeczy nie jest równoznaczna z posiadaniem osobistej karty przetargowej i pod żadnym pozorem nie powinieneś przypisywać sobie za nie zasług. Nawet nie wiesz, czy zyskałeś prawdę, ani nie wiesz, czy twoje usposobienie uległo zmianie, a mimo to zawsze próbujesz przypisywać sobie zasługi za te rzeczy. Jest to przejaw braku jakiegokolwiek rozumu. Jeśli przypisujesz sobie zasługi, Bóg mógłby cię teraz wynagrodzić stokrotnie, dając ci życie w materialnym dostatku i cielesne wygody oraz pozwalając ci cieszyć się chwałą i bogactwem ludzkiego świata. Jeśli jednak wierzysz w Boga tylko po to, by w zamian otrzymać te rzeczy, a nie dążysz do prawdy, to nie będziesz mógł odrzucić swoich skażonych skłonności i nie będziesz w stanie dostąpić zbawienia. Możesz cieszyć się tym życiem, ale Bóg nie pozwoli ci wejść do świata, który ma nadejść. Jeśli jednak nie wierzysz w Boga po to, by cieszyć się tym życiem, lecz po to, by dostąpić zbawienia i stać się członkiem nowej ludzkości, a także by odrzucić swoje skażone skłonności i stać się istotą stworzoną, która oddaje Bogu cześć, to cierpienie, które znosisz, jest tym, co powinieneś znosić, i nie warto o nim więcej wspominać. Wspominanie o nim komukolwiek byłoby przejawem braku jakiegokolwiek rozumu. Celem, wartością i sensem twojego cierpienia jest to, abyś ty sam dostąpił zbawienia – nie ma w tym nic, czym można by się chwalić. Zgadza się? (Tak). Niektórzy ludzie zawsze opowiadają o tym, jak wiele się nabiegali i jak wiele wycierpieli, odkąd uwierzyli w Boga, a także ile przycinania, sądu i karcenia doświadczyli. Zawsze obnoszą się z „chwalebną kroniką” swojego cierpienia. Pozwól, że ci powiem: to haniebne, obrzydliwe i przyprawiające o mdłości! To wszystko są rzeczy, które powinieneś robić i które powinieneś znosić. Nie powinieneś próbować bronić swoich racji. Nie masz wobec nikogo żadnych zasług. Nawet jeśli wykonujesz pracę kościoła, kierując nim, i zapewniasz ludziom pewne wsparcie i pomoc, to jest to po prostu część twojej odpowiedzialności i to, co powinieneś robić. Dlaczego tak jest? Po pierwsze, wykonujesz obowiązek istoty ludzkiej. Po drugie, nawet jeśli wspierasz ludzi, pomagasz im i ich zaopatrujesz, to po prostu po zrozumieniu prawdy wypełniasz swoje zobowiązania jako istota ludzka, pozwalając innym odnieść z prawdy pożytek. Prawda jednak nie należy do ciebie – pochodzi od Boga. Ty jedynie ją przekazałeś i się nią podzieliłeś. Prawda nie jest twoją prywatną własnością – jest życiem Boga i jest Bożym zaopatrzeniem. Kiedy więc wykonujesz pracę kościoła, by wspierać ludzi i im pomagać, nie jest to żadna zasługa – wypełniasz zobowiązanie i odpowiedzialność. Jeśli robisz to dobrze, to po prostu wypełniasz swoją powinność i posiadasz odrobinę sumienia i rozumu. Nie ma w tym nic, czym można by się chwalić. Jeśli nie robisz tego dobrze, to powinieneś przyjrzeć się samemu sobie i się nad sobą zastanowić. Bez względu na to, ilu ludziom mogłeś kiedyś przewodzić podczas wykonywania pracy kościoła lub ilu ludzi mogłeś kiedyś wesprzeć i ilu pomóc, w oczach Boga są to po prostu dobre uczynki, o których On pamięta. Jeśli jednak chodzi o ludzi, nie masz wobec nich absolutnie żadnych zasług. Nawet jeśli wykonując tę pracę, zapłaciłeś wysoką cenę, zniosłeś wiele cierpienia i w tajemnicy wielokrotnie odmawiałeś sobie snu – a niektórzy z was nawet zachorowali i znosili udrękę choroby – nie oznacza to, że masz jakiekolwiek zasługi. Skażeni ludzie powinni znieść całe to cierpienie, aby zyskać prawdę, zanim będą mogli dostąpić zbawienia – nie ma w tym absolutnie nic, czym można by się chwalić. Dlatego też nie powinieneś domagać się za to chwały ani uznania swoich zasług. Od tak wielu lat omawiam z wami prawdę i was zaopatruję, a jednak nie czuję, abym miał wobec was jakiekolwiek zasługi. Ty tymczasem jedynie zrozumiałeś prawdę poprzez to, że cierpiałeś i zapłaciłeś cenę, a następnie podzieliłeś się prawdą z innymi – czy to oznacza, że masz jakieś zasługi? Nawet jeśli twoje działania w pewnym stopniu pomogły innym, jest to po prostu rezultat osiągnięty przez słowa Boże i przez prawdę. Gdyby Bóg nie wyraził tych słów ani tych prawd, czym mógłbyś pomóc ludziom? Wszystko, co wtedy byś im przekazał, to skażenie oraz ludzkie pojęcia i wyobrażenia – nie mogłoby w tym być prawdy. Prawda może pochodzić tylko od Boga. Bóg jest źródłem prawdy i Bóg jest źródłem, które zaopatruje ludzkość w życie. Otrzymujesz kroplę wody od Boga, ze źródła, a następnie dzielisz się nią z innymi ludźmi. Nawet jeśli gasi ona ich pragnienie, po prostu wywiązałeś się ze swojej odpowiedzialności i powinności. Absolutnie nie jest to żaden rodzaj łaski, przysługi, daru czy zaopatrzenia dla tych ludzi – w najlepszym razie jest to po prostu pomoc. Po prostu wywiązałeś się z odpowiedzialności, z której istota stworzona powinna się wywiązać. Poprzez swoje doświadczenia dzielisz się z innymi słowami Bożymi i intencjami Boga oraz przekazujesz je dalej, aby mogli czerpać z nich pokarm i zyskiwać zaopatrzenie. Zatem w Moich oczach skażeni ludzie powinni znieść wszelkie cierpienie, jakiego doświadczają w okresie, w którym przyjmują prawdę i dostępują zbawienia. Skoro człowiek ma skażone skłonności i został wyniszczony oraz skażony przez szatana i brutalnie przez niego zdeptany, a także wpojono mu rozmaite myśli i poglądy szatana oraz jego herezje i niedorzeczności i wpłynęły one na niego, to ludziom trudno jest przyjąć prawdę. Proces, w ramach którego człowiek przyjmuje prawdę i dostępuje zbawienia, przypomina leczenie ciężko chorego pacjenta: musi on znieść cierpienie, bez którego nie może zostać wyleczony. Aby dostąpić zbawienia, skażeni ludzie muszą przyjąć prawdę, przyjąć sąd i karcenie oraz przyjąć próby i uszlachetnianie. Tylko znosząc bardzo wiele cierpienia, mogą ostatecznie przejść gruntowną przemianę i stać się członkami nowej ludzkości. Bez doświadczenia rozmaitych środowisk cierpienia niemożliwe jest, by człowiek przyjął prawdę tak naturalnie i jako coś oczywistego. Skażone skłonności człowieka są głęboko zakorzenione i stały się już jego życiem. Dlatego człowiek musi przyjąć uszlachetnianie poprzez różnego rodzaju cierpienia i musi znieść bardzo wiele bólu, aby zbuntować się przeciwko swoim skażonym skłonnościom, zbuntować się przeciwko rozmaitym ludzkim ambicjom i pragnieniom, wyzbyć się rozmaitych niedorzecznych ludzkich myśli i poglądów oraz przyjąć prawdę. W zamian za to cierpienie człowiek otrzymuje zbawienie i odrzuca swoje skażone skłonności; zyskuje podporządkowanie się prawdzie i autentyczne oddawanie czci Bogu; zyskuje to, że Bóg uznaje go jako istotę stworzoną. Dlatego też to cierpienie ma największą wartość. Bez względu na to, jakiego rodzaju cierpienie znosisz, aby odrzucić swoje skażone skłonności, pamiętaj o jednym: jest to cierpienie, które powinieneś znieść, i nie powinieneś rozgłaszać tego wszem wobec. Jeśli znosisz to cierpienie dobrowolnie i jest to coś, co powinieneś znieść, to powinieneś podejść do niego we właściwy sposób i przyjąć je od Boga. Powinieneś przekuć je we własne prawdziwe zrozumienie i wspaniałe doświadczenia oraz dzielić się nim z innymi, pisząc lub mówiąc o nim, zamiast opowiadać o swoich doświadczeniach cierpienia po to, żeby się popisywać i wykorzystać jako osobistą kartę przetargową. Bez względu na to, jak bardzo cierpisz, nie jest to twoja osobista karta przetargowa i nie oznacza to, że przysługuje ci starszeństwo. Bóg nie ocenia tego, czy dana osoba ma ostatecznie kwalifikacje, by dostąpić zbawienia, na podstawie tego, jak bardzo cierpi. Czy takie postrzeganie cierpienia jest właściwe? (Tak).
Powiedzcie Mi, czy te omawiane przeze mnie i dotyczące cierpienia myśli i poglądy, jakie człowiek powinien mieć, są zgodne z prawdą? (Tak). Czyż nie tak właśnie należy postrzegać cierpienie? (Tak). Jeśli potrafisz postrzegać sprawy w ten sposób, twoje działania będą cechować się racjonalnością i człowieczeństwem, a twoja skłonność do arogancji znacznie się zmniejszy. Najpierw przyjmij właściwe myśli i poglądy, a następnie użyj ich jako punktu odniesienia, by zestawić je z własnym skażeniem i się z nim uporać. Robiąc różne rzeczy, praktykuj zgodnie z zasadami praktyki wynikającymi z tych myśli i poglądów, a problem twoich skażonych skłonności zostanie niepostrzeżenie rozwiązany. W większości przypadków skażone skłonności zostają odrzucone dzięki temu, że człowiek przyjmuje właściwe myślenie i poglądy: najpierw zmieniają się jego zapatrywania, a następnie stopniowo zmieniają się jego sposób postępowania i przejawy jego usposobienia. Jeśli chodzi o kwestię cierpienia, musisz najpierw mieć właściwe myśli i poglądy oraz pewność, o co w ogóle w cierpieniu chodzi, dlaczego cierpisz i czy cel oraz kierunek twojego cierpienia są właściwe. Jeśli masz właściwe myśli i poglądy na temat cierpienia i znosisz je po to, by móc odrzucić swoje skażone skłonności i przestrzegać prawdozasad, a znosząc to cierpienie, podążasz drogą Boga, to cierpienie to jest zobowiązaniem, które powinieneś wypełnić jako istota stworzona. Jest to praktyka, którą powinieneś stosować, a także twój obowiązek – jest to coś, co powinieneś robić jako prawdziwa istota stworzona. Jest to odpowiedzialność, od której nie możesz się uchylać, czyli jest to cierpienie, które powinieneś znosić. To tak jak z rodzicami: kiedy wydają dzieci na świat, muszą je wychować, bo to rodzice są odpowiedzialni za to, by dzieci dorosły. Bez względu na to, jak wiele cierpienia znoszą w trakcie wychowywania swoich dzieci, jest to odpowiedzialność, z której rodzice powinni się wywiązać, i nie ma w tym nic, czym warto by się chwalić. W ten właśnie sposób ludzie wychowywali swoje dzieci z pokolenia na pokolenie. Aby wychować dzieci, trzeba ten ból znosić, co samo w sobie jest odpowiedzialnością. Aby dostąpić zbawienia, praktykować prawdę, trzymać się prawdozasad i trwać przy świadectwie, ludzie również muszą znosić wiele cierpienia. Jednakże jedno jest pewne: to cierpienie absolutnie nie jest bezcelowym poświęceniem i nie jest cierpieniem pozbawionym znaczenia – wręcz przeciwnie, jest pełne znaczenia i wartościowe. Jeśli cierpisz po to, żeby składać świadectwo o Bogu, chronić istnienie prawdy, chronić istnienie rzeczy pozytywnych i chronić istnienie słusznych spraw, a także trzymać się prawdozasad i tym samym trwać przy swoim świadectwie, to cierpienie, które znosisz, jest wartościowe i pełne znaczenia. Jeśli cierpisz po to, aby osiągnąć właściwy i pozytywny cel, to twoje cierpienie jest tym, co powinieneś znosić. Co to znaczy, że jest ono czymś, co powinieneś znosić? Oznacza to, że jest to odpowiedzialność, którą powinieneś wziąć na siebie, i powinność, z której powinieneś się wywiązać jako człowiek i jako istota stworzona znajdująca się pod panowaniem Boga – jednym słowem, jesteś do tego „zobowiązany”. Co to znaczy być do czegoś zobowiązanym? Oznacza to robienie czegoś bez stawiania warunków, bez targowania się i bez szukania zasług – jest to po prostu to, co powinieneś robić. Tak samo było wtedy, gdy Bóg powierzył Noemu zadanie zbudowania arki. Noe zapłacił cenę, poświęcając sto dwadzieścia lat na budowę arki, ale u kogo próbował szukać uznania? U nikogo nie próbował szukać uznania. Ile wycierpiał podczas budowy arki przez te sto dwadzieścia lat? Bez względu na to, ile wycierpiał, w oczach Boga każde cierpienie, jakie zniósł, przyjmując to zadanie, było tym, co powinien znieść. Było tak dlatego, że był on istotą ludzką i musiał zaakceptować ten ból, dźwigając powierzoną mu odpowiedzialność. Ten ból i ta odpowiedzialność pojawiły się równocześnie i przez cały czas szły ze sobą w parze. Kiedy jako istota ludzka przyjmiesz już Boże posłannictwo, musisz zaakceptować każdy rodzaj bólu, który się z nim wiąże – jesteś do tego zobowiązany. Co ostatecznie Noe otrzymał w zamian za swoje cierpienie? Zdołał przetrwać w arce i stać się przodkiem następnego pokolenia ludzkości – wymienił swoje cierpienie na przetrwanie. Toteż bez względu na to, jak wiele wycierpiał podczas budowy arki, nigdy nie uważał, że był to wkład wniesiony na rzecz ludzkości lub Boga. Był racjonalny – nigdy nie mówił takich rzeczy. Czuł, że było to Boże zbawienie i Boża łaska. Dzisiejsza ludzkość również powinna mieć taką postawę. Jeśli chętnie wykonujesz swoje obowiązki, jesteś gotowy przyjąć Boże zbawienie i bez względu na to, jakie obowiązki wykonujesz albo jak bardzo cierpisz i czego doświadczasz podczas wykonywania swoich obowiązków, twoim celem jest wypełnienie posłannictwa i obowiązku powierzonego ci przez Stwórcę oraz dostąpienie zbawienia, to czy jest jakieś cierpienie, którego nie powinieneś znieść? Każde cierpienie, które znosisz, jest odpowiedzialnością, i powinnością, z których powinieneś się wywiązać. Mówiąc wprost, znoszenie go jest twoją odpowiedzialnością i powinnością – nie ma w tym nic, czym warto by się chwalić. Ludzie zawsze myślą: „Wycierpiałem swoje i zapłaciłem cenę. Muszę się pochwalić; muszę dać o tym znać Bogu i muszę dać o tym znać ludziom, żeby w swoich sercach mieli o mnie dobre zdanie i żeby mój status oraz prestiż wśród nich były wysokie”. Jest to zbyteczne i niepotrzebne. Poprzez cierpienie zyskałeś już to, co powinieneś był zyskać. Nie ma nic cenniejszego od prawdy i życia, którymi obdarza cię Bóg. Żaden prestiż, status ani wielki szacunek ze strony innych nie mogą się równać z prawdą, którą zyskałeś. Skoro zyskałeś już to, co najcenniejsze, czy nadal istnieje jakakolwiek potrzeba, by chwalić się swoim cierpieniem i zapłaconą ceną tylko po to, by inni darzyli cię wielkim szacunkiem? Nie ma takiej potrzeby. Skoro cierpisz i płacisz cenę, aby zyskać prawdę i dostąpić zbawienia, nie powinieneś chwalić się tym, że to cierpienie zniosłeś. Ludzie mający sumienie i racjonalni podejdą do tej sprawy we właściwy sposób. Co więcej, jeśli poprzez cierpienie zrozumiesz więcej prawd i dokładniej pojmiesz intencje Boga, będziesz dziękować Bogu za przygotowanie dla ciebie tych okoliczności i będziesz wdzięczny za cierpienie, które zniosłeś. Powiesz: „Na szczęście istniały te okoliczności, w których cierpiałem. Na szczęście istniały te choroby, rozczarowania, niepowodzenia, zwolnienia, przycinanie oraz sąd i karcenie przygotowane przez Boga. Na szczęście te rzeczy mi towarzyszyły”. Gdyby nie towarzyszyły ci te okoliczności, w których cierpiałeś, nie mógłbyś zyskać tego, co zyskałeś dzisiaj. Musisz dziękować Bogu, zamiast traktować cierpienie jako kartę przetargową, którą możesz wykorzystać, by przypisywać sobie zasługi i opowiadać o nim innym. Widzisz, kiedy człowiek ma właściwe, zgodne z prawdą zrozumienie danej sprawy, jego poglądy na tę sprawę staną się trafne, jego postawa będzie właściwa, a jego racjonalność stanie się normalna. Podstawową przyczyną tego, że ludzka racjonalność nie jest normalna, jest to, że opinie, poglądy, stanowiska i perspektywy człowieka na wiele spraw są niedorzeczne i opierają się na myślach i zapatrywaniach wpojonych człowiekowi przez szatana. To z tego powodu posługujesz się niedorzecznymi myślami i poglądami oraz postrzegasz te sprawy z niedorzecznej perspektywy. Ciągle masz poczucie, że w swoim cierpieniu zostałeś głęboko skrzywdzony i wykorzystany – zawsze chcesz się usprawiedliwić, zawsze chcesz wylać komuś swoje żale i zawsze chcesz, by inni darzyli cię wielkim uznaniem, żeby to uznanie dawało ci poczucie satysfakcji. Jednakże teraz, kiedy dostrzegasz wartość i znaczenie cierpienia, potrafisz we właściwy sposób zaakceptować cierpienie pochodzące od Boga i nie jesteś już wobec niego oporny. Kiedy wasza postawa stanie się nieco dojrzalsza, a wasze życie trochę wzrośnie, niektórzy z was będą modlić się tak jak Piotr, prosząc, by Boże karcenie i Boży sąd nigdy was nie opuściły. Czy macie teraz taką postawę? (Jeszcze nie, ale jesteśmy gotowi do tego dążyć). Po prostu nadal dążcie do prawdy i zabiegajcie o nią. W miarę jak będziecie rozumieć coraz więcej prawdy, wasz wewnętrzny sposób patrzenia na sprawy będzie się stopniowo zmieniał, a wasze życie będzie powoli wzrastać.
Niektórzy ludzie w trakcie wykonywania swoich obowiązków zapadają na rzadkie lub trudne do wyleczenia choroby. Doświadczając tych chorób, ostatecznie coś zyskują. Krótko mówiąc, niezależnie od tego, czy choroba się pogarsza, pozostaje bez zmian, czy też ustępuje, tym, co ostatecznie zyskują dzięki doświadczeniu tego cierpienia, jest zrozumienie intencji Boga oraz poznanie własnych problemów w różnych aspektach. Nie traktują już Boga i prawdy z błędnym nastawieniem i za pomocą błędnych metod, którymi posługiwali się w przeszłości. Takiej korzyści nie możesz uzyskać poprzez żaden inny rodzaj doświadczenia – można to osiągnąć jedynie poprzez cierpienie. Będziesz wówczas wdzięczny za tę chorobę, mówiąc: „Na szczęście zachorowałem – inaczej niemożliwe byłoby osiągnięcie tych wszystkich korzyści”. Kiedy więc będziesz omawiać to doświadczenie i dzielić się nim z innymi, będziesz omawiać to, co dzięki niemu zyskałeś, jakie przyniosło ci ono owoce i jakie prawdy ludzie powinni na jego podstawie zrozumieć, zamiast podkreślać cierpienie, które zniosłeś. Nie będziesz się wywyższać i dawać świadectwa o sobie przed innymi, opowiadając o tym, jak bardzo cierpiałeś, jak bardzo było to bolesne i jak ostatecznie zdobyłeś się na determinację, by cierpieć. Nie będziesz tego robić po to, by dawać świadectwo o sobie i się chwalić, lecz raczej po to, by podzielić się własnymi doświadczeniami i złożyć świadectwo o Bogu. Kwestię cierpienia należy pojmować właśnie w ten sposób. Najważniejsze jest to, jaki jest cel ci przyświeca oraz jaka jest wartość i znaczenie twojego cierpienia. Ale bez względu na to, jaki on jest, jakiekolwiek cierpienie znoszą ludzie i jak bardzo cierpią, ich cierpienie nigdy nie może stanowić dla nich osobistej karty przetargowej. Ponadto skażeni ludzie żyją w ciele. Nawet jeśli nie wierzysz w Boga, to czyż nie cierpisz po to, by przetrwać wśród ludzi? (Tak, z tego powodu również musimy cierpieć). Czy to możliwe, by ciało w ogóle nie cierpiało? (Nie). Nawet jeśli ktoś nie wierzy w Boga, i tak musi znosić wiele cierpienia. Dążenie do sławy, zysku, statusu, sukcesów akademickich i bogactwa, a także wychowywanie dzieci i tak dalej – wszystkie te rzeczy pociągają za sobą cierpienie. Czy istnieje ktoś, kto nie cierpi? Żyjąc w tym ludzkim świecie, człowiek musi znosić cierpienie, tyle że część tego cierpienia jest pozbawiona wartości – chodzi o ten rodzaj cierpienia, w którym ludzie żyją w ciągłym biegu, by przetrwać oraz zdobyć sławę i osiągnąć zysk, rywalizując ze sobą, próbując się nawzajem wykluczyć i wrabiając jedni drugich. W końcu, gdy udaje im się zdobyć sławę, zysk i status, nieustannie obawiają się, że je stracą, znoszą więc kolejne cierpienia, by swojego statusu nie utracić. Z wielkim trudem udaje im się utrzymać swój status, ale kończą wyczerpani fizycznie i psychicznie oraz wypaleni emocjonalnie. Na tym świecie cierpią zarówno bogaci, jak i biedni. Bogaci mają swoje własne niedole, a biedni swoje. Krótko mówiąc, życie w tym ludzkim świecie nie jest łatwe – każdy cierpi. Ludzie wierzący w Boga cierpią stosunkowo mniej, jeśli chodzi o ich życie i przetrwanie, ponieważ po tym, jak przyjmą prawdę, wiele z ich myśli i poglądów staje się innych niż u niewierzących i potrafią oni zrezygnować z wielu rzeczy, nie dokonując już tych bezcelowych poświęceń ani nie angażując się w daremne zmagania – stąd też w tym względzie cierpią stosunkowo mniej. Potrafią zadowolić się tym, że mają co jeść i w co się ubrać – resztę czasu spędzają na dążeniu do prawdy, dążeniu do zbawienia i wykonywaniu swoich obowiązków jako istoty stworzone, prawda? (Prawda). Ludzie muszą znosić pewne cierpienia ze względu na swoje cielesne życie: muszą znosić ból zmęczenia i choroby, pokusy różnych złych światowych trendów, ostracyzm oraz walki i spory między ludźmi – muszą znosić całe to cierpienie. Ponadto niektórzy ludzie żyją w ubóstwie i kiedy zachorują, nie mają pieniędzy na leczenie. Wiele rzeczy nie idzie po ich myśli i często czują się bezradni, ale znoszą całe to cierpienie. Ludzie tak czy inaczej cierpią, ale bez względu na to, jak wiele cierpienia znosisz ze względu na cielesność, jest to w pełni zasłużone – jest to coś, co powinieneś znosić. Jeśli chcesz żyć, musisz cierpieć. Chociaż cierpienie znoszone przez ludzi wierzących w Boga jest pod pewnymi względami podobne w formie do cierpienia znoszonego przez niewierzących, to wierzący ostatecznie zyskują prawdę, a także uczą się oddawać cześć Bogu i podporządkowywać się Mu. Cierpienie to jest więc niezwykle wartościowe i pełne znaczenia. Powinieneś dziękować Bogu za przygotowanie dla ciebie tych przepełnionych cierpieniem środowisk życia, dzięki czemu za każdym razem, gdy doświadczasz cierpienia, możesz wyciągać lekcje, uczyć się podporządkowania Bogu i trwać przy swoim świadectwie, zamiast wykorzystywać doświadczenie cierpienia jako kartę przetargową, by się popisywać i wywyższać. Ludzie, którzy poprzez opowiadanie o zniesionym cierpieniu ciągle wywyższają się i dają świadectwo o sobie tylko po to, by zyskać uznanie innych, są godni pogardy. Ludzie pozbawieni rozumu nie robią nic poza haniebnymi rzeczami. Kiedy ludzie obdarzeni rozumem robią coś, co jest go pozbawione, czują wstyd – natychmiast przestają i nie posuwają się dalej, prawda? (Tak).
Wiele omówiłem w związku z kwestią cierpienia. Czy takie omawianie było dla was pomocne? (Tak). W czym wam pomogło? (Po wysłuchaniu Bożego omówienia zrozumiałem, że różne rodzaje cierpienia, jakich doznaje ciało ,są tym, co człowiek powinien znosić, i że cierpienie związane z doświadczaniem sądu i karcenia, przycinania, udręk i prób i tak dalej, również jest tym, co człowiek powinien znosić. Jest tak dlatego, że człowiek ma szatańskie skażone skłonności, a jeśli nie zniesie tego cierpienia, nie będzie mógł odrzucić swoich skażonych skłonności. Ponadto Bóg właśnie wspomniał, że każde cierpienie, które znosi człowiek, aby wykonać swój obowiązek jako istota stworzona, jest jego zobowiązaniem i odpowiedzialnością i nie powinien on wykorzystywać tego jako karty przetargowej, by domagać się uznania u Boga. Po tym, co Bóg omówił, czuję, że potrafię teraz racjonalnie postrzegać cierpienie). Po takim omówieniu tej kwestii niektórzy ludzie, którzy zawsze dążą do cierpienia, zostaną wyzwoleni. Niektórzy zawsze myślą: „Muszę cierpieć, bo inaczej bracia i siostry będą patrzeć na mnie z góry i następnym razem nie wybiorą mnie na przywódcę lub pracownika. Muszę potrafić robić przedstawienie i nauczyć się cierpieć na oczach innych”. Nie musisz robić przedstawienia. Jeśli masz na to czas, lepiej byłoby, gdybyś poświęcił go na czytanie większej ilości słów Bożych, lepsze zrozumienie prawdy, wywiązywanie się ze swojej odpowiedzialności i ze swoich powinności oraz należyte wykonywanie swoich obowiązków, ostatecznie czerpiąc zyski w postaci prawdy. Niezależnie od tego, czy inni darzą cię uznaniem, jeśli ty sam odniosłeś korzyści w postaci prawdy i jeśli twoje skażone skłonności zostały odrzucone – a ty ostatecznie zapracujesz sobie na możliwość dostąpienia zbawienia i na akceptację Stwórcy – to jest to najcenniejsza rzecz – to właśnie wybrałby człowiek mądry. Jeśli w obecności innych zawsze robisz przedstawienie, żeby zaskarbić sobie ich uznanie, i zawsze przypisujesz sobie zasługi oraz szukasz nagród, dając świadectwo o tym, jak wiele wycierpiałeś, jak wiele krzywd zniosłeś, jak poświęcałeś się dla Boga, jak wysoką cenę zapłaciłeś i jak wiele ofiarowałeś, to jest to głupi sposób postępowania. Skoro zapłaciłeś tak wysoką cenę, tak wiele ofiarowałeś i tak bardzo cierpiałeś, to podziel się ze wszystkimi swoimi doświadczeniami ze znoszenia tego cierpienia i płacenia tej ceny, a także tym, co dzięki temu zyskałeś, aby każdy mógł odnieść z tego pewną korzyść i odnaleźć ścieżkę praktyki. Powinieneś przedstawić rezultaty, które osiągnąłeś, i plony, które zebrałeś – to, jakie aspekty intencji Boga zrozumiałeś oraz jakie aspekty prawdy się w tobie zakorzeniły i stały twoim życiem. Powinieneś omawiać te sprawy i się nimi dzielić. Kiedy bracia i siostry nie rozumieją jakiegoś aspektu prawdy lub nie wiedzą, jak postąpić zgodnie z prawdozasadami w danej sprawie, powinieneś omówić swoje osobiste doświadczenia, by zapewnić im pomoc i wskazówki. Skoro tak wiele wycierpiałeś, musiałeś całkiem sporo zyskać, więc się tym podziel – wielu ludzi chce skorzystać z twojej pomocy. Nie musisz opowiadać o przebiegu swojego cierpienia ani o tym, jak wiele wycierpiałeś. Powiedz po prostu, jakie aspekty prawdy poznałeś poprzez swoje cierpienie. Wykorzystaj swoją wiedzę i to, co zyskałeś, by przyprowadzić ludzi przed oblicze Boga, rozwiązać ich konflikty z Bogiem i wyeliminować ich błędne myśli i poglądy na Jego temat. Przyprowadzenie ich przed oblicze Boga oznacza wprowadzenie ich w prawdorzeczywistość. To wszystko, czego się od ciebie wymaga – zobacz, czy potrafisz to osiągnąć. Jeśli potrafisz, to znaczy, że wywiązałeś się ze swojej odpowiedzialności i powinności, a twoje cierpienie jest wartościowe i pełne znaczenia. Jeśli nie potrafisz spełnić nawet tego wymogu, to po prostu trzymaj język za zębami – cierpienie, które zniosłeś, jest bezużyteczne. Jeśli ciągle opowiadasz o tym, jak wiele wycierpiałeś, to się popisujesz i przejawiasz skażenie; dajesz świadectwo o szatanie, dajesz świadectwo o skażonych skłonnościach i dajesz świadectwo o myślach i zapatrywaniach szatana – wprowadzasz ludzi w błąd i wywołujesz niepokoje. Jeśli mówisz, że wiele wycierpiałeś i zapłaciłeś wysoką cenę, że byłeś osądzany, karcony, przycinany i dyscyplinowany przez słowa Boże i że doświadczyłeś wiele bólu i uszlachetniania, to powinieneś odwołać się do swoich doświadczeń z okresu twojego cierpienia – do tego, jak się podporządkowałeś, jak potrafiłeś podchodzić do słów Bożych z właściwymi myślami i poglądami oraz z właściwym nastawieniem, jak przyjąłeś sąd i karcenie płynące ze słów Bożych i jak poszukiwałeś prawdy, by wyjść z bólu i uszlachetniania – i omówić je oraz podzielić się nimi ze wszystkimi. Wielu ludzi łaknie i pragnie sprawiedliwości, czekając, by usłyszeć te rzeczy. Większość wie bez niczyich pouczeń, jak cierpieć, jak płacić cenę, jak się popisywać i dawać świadectwo o sobie, kiedy się cierpiało i zapłaciło cenę, i tak dalej. Wszyscy wiedzą, jak się popisywać i obnosić ze swoimi zasługami. Jakich zatem rzeczy nie rozumieją? Nie rozumieją, jaki sposób działania jest praktykowaniem prawdy i robieniem rzeczy zgodnie z prawdozasadami, a jaki sposób działania jest wypaczony; jaki sposób działania spełnia intencje Boga, a jaki je narusza; jakie błędne myśli i poglądy żywią ludzie; jak poznać i przeanalizować samych siebie, gdy napotykają różne sytuacje i przejawiają skażenie; ani jaki sposób postępowania oznacza, że zawrócili z błędnej drogi, a jaki, że się zmienili i dojrzeli. Tych właśnie rzeczy brakuje większości ludzi. Zgodnie z ludzką naturą to, co człowiek siłą rzeczy przejawia i urzeczywistnia w życiu, to wywyższanie się, dawanie świadectwa o sobie i popisywanie się, by inni darzyli go uznaniem – w tym właśnie ludzie są najlepsi i najbardziej biegli. Nie ma potrzeby, abyś omawiał lub dzielił się sprawami, w których ludzie są najbardziej biegli – podziel się częścią swoich doświadczeń, wiedzą i zrozumieniem słów Bożych. To tego ludzie potrzebują. Omawiaj to, czego ludzie potrzebują, tematy, które pomagają ludziom praktykować, doświadczać i dostąpić zbawieni, i które pomagają im rozwiązać ich konflikty z Bogiem. To jest wartościowe. Mówisz, że wiele wycierpiałeś, że w swoim cierpieniu poświęciłeś mnóstwo energii i wiele krwi serdecznej i że masz w sobie podporządkowanie – cóż zatem zyskałeś? Powiedz to głośno, aby wszyscy mogli usłyszeć. Dzielenie się ze wszystkimi twoją wiedzą i zrozumieniem prawdy – czego ludzie potrzebują – jest bardzo mile widziane. To tego ludzie potrzebują. Takie postępowanie jest prawdziwym dobrym uczynkiem, a także odpowiedzialnością i zobowiązaniem, które powinieneś na siebie wziąć. Jeśli dla popisu dajesz świadectwo o tym, jakie cierpienia przeszedłeś, i obnosisz się z kartą przetargową, którą, jak wierzysz, zapewniło ci twoje cierpienie, po to, by ludzie darzyli cię uznaniem i cię czcili, to jest to odejście od intencji Boga. To nie jest odpowiedzialność ani zobowiązanie, które powinieneś na siebie wziąć –jest to raczej przejaw utraty sumienia i rozumu. Jeśli naprawdę nie możesz się powstrzymać i chcesz się popisać, możesz porozmawiać o tym trochę z kilkoma osobami, aby zaspokoić swoją próżność, ale powinieneś wiedzieć, kiedy przestać. Absolutnie nie rozgłaszaj tego jawnie w sytuacjach publicznych – to nazywa się to ostentacją i robieniem z siebie pośmiewiska. Co to znaczy, że jest się ostentacyjnym i robi z siebie pośmiewisko? To tak, jakbyś rozebrał się do naga w miejscu publicznym, wystawiając się na widok wszystkich – to jest aż tak obrzydliwe. Jaki człowiek robi coś takiego? Cos takiego robią ludzie chorzy psychicznie, ludzie pozbawieni poczucia wstydu i niemający racjonalności. Jeśli masz rozum, absolutnie nie wolno ci robić takich rzeczy. Powinieneś znosić cierpienie, ale co dzięki niemu zyskałeś? Nie zatrzymuj tego dla siebie – powinieneś bez zastrzeżeń podzielić się tym ze wszystkimi braćmi i siostrami, którzy podążają za Bogiem i dążą do prawdy. Jeśli to zrobisz, Bóg cię pobłogosławi i obdarzy cię jeszcze bardziej. Jeśli nie rozmawiasz na tematy dotyczące doświadczeń życiowych i składania świadectwa o Bogu, a zamiast tego zawsze opowiadasz o tym, jak cierpiałeś i zapłaciłeś cenę oraz jak wielkie masz zasługi stanowiące kartę przetargową, jeśli nieustannie przedstawiasz innym swoją wyidealizowaną wersję, wywyższając swój wizerunek i podnosząc swoją pozycję, mówiąc i działając dla własnej sławy, zysku i statusu oraz wszędzie bezwstydnie się z tym obnosząc , to Bóg nie tylko cię nie pobłogosławi, ale wręcz odbierze ci to, co pierwotnie miałeś. Dzieje się tak dlatego, że twoje działania nie są akceptowane ani uznawane przez Boga, lecz są przez Niego potępiane. Dlatego właśnie mówię wam, że absolutnie nie wolno wam wybierać tej ścieżki. Bez względu na to, jak wiele wycierpiałeś, i niezależnie od tego, czy było ono czymś, co powinieneś był znieść, czy nie, albo czy cierpiałeś z własnej woli, czy też biernie z poczucia bezradności, absolutnie nie wolno ci traktować swojego cierpienia jako karty przetargowej, która można się popisywać. Nigdy też nie omawiaj tego, jak wiele wycierpiałeś, tak jakby to była prawda, po to, by ludzie darzyli cię uznaniem albo by skłonić ich do naśladowania twojej gotowości do cierpienia, tego, w jaki sposób cierpisz, lub twojego nastawienia do cierpienia. Nigdy tego nie rób – byłoby to podążanie twoją własną ścieżką. Bóg nigdy nie patrzy na to, jak wiele ktoś cierpi. On zwraca uwagę tylko na to, jak wiele cierpienia doświadczasz, jak wiele krzywd znosisz i jak wielką cenę płacisz – za prawdę, za stanie na straży sprawiedliwości i ochronę dzieła Bożego, za należyte wykonywanie swoich obowiązków, za podporządkowanie się Bożym ustaleniom i prawdzie oraz za trzymanie się prawdozasad. On patrzy na to, jakie cele, intencje i motywy przyświecają twojemu cierpieniu, a nie na to, jak wielkie jest twoje cierpienie czy jak bardzo cierpisz. Jeśli cierpisz po to, żeby chronić własną dumę i swoje osobiste interesy, to twoje cierpienie nie jest warte złamanego grosza. Jeśli cierpisz, żeby chronić interesy domu Bożego, to nawet jeśli wypowiesz tylko jedno zdanie, które – choćby miało kogoś urazić – ochroni interesy domu Bożego i przyniesie korzyść pracy kościoła, to to jedno zdanie Bóg zapamięta. Uzna to zdanie za cenne i obdarzy cię jeszcze obficiej, dając ci wiarę, żebyś był silny i żebyś w obliczu różnych sytuacji nie bał się złych ludzi ani wrogich sił. Da ci jasność umysłu i umożliwi ci zyskanie wiedzy, wnikliwości, światła i oświecenia w odniesieniu do prawdy. Jak widzisz, Boże błogosławieństwo jest tak wielkie!
Omówiliśmy przed chwilą właściwe myśli i poglądy dotyczące cierpienia. Bez względu na to, jak dotąd postępowałeś lub jak postrzegałeś cierpienie, kiedy zrozumiesz prawdy dotyczące cierpienia, powinieneś zawrócić z błędnej drogi, zaakceptować właściwe myśli i poglądy oraz uporządkować swoje intencje i cele, tak by to właściwe myśli i poglądy wyznaczały zasady, metody i kierunki twoich działań. W ten sposób będziesz w stanie zyskać prawdę. Jeśli czyjeś nastawienie nie jest właściwe i w ogóle nie przyjmuje on prawdy, a jedynie wypowiada rozumiane przez siebie słowa i doktryny, żeby się popisywać i z tym obnosić po to, aby ludzie darzyli go wielkim szacunkiem, i jeśli postępuje tak, jak mu żywnie się podoba, nie zmieniając się wcale pomimo wielu lat wiary w Boga, to jest to ktoś, kto nie miłuje prawdy i jej nie przyjmuje. Ludzie, którzy przyjmują prawdę, akceptują właściwe myśli i poglądy i po ich usłyszeniu biorą je sobie do serca. Kiedy napotykają różne sytuacje, stosują prawdę jako kryterium do regulowania swojego zachowania oraz do korygowania swoich błędnych intencji i niedorzecznych myśli i poglądów. Następnie posługują się właściwymi myślami i poglądami jako zasadami i jako ścieżkami praktyki, by panować nad sobą i kierować swoim zachowaniem. Ostatecznie nie będą już urzeczywistniać ani przejawiać skażonych skłonności, lecz będą postępować zgodnie z prawdozasadami, co dowodzi, że doświadczyli prawdziwej zmiany. Czyż nie jest to coś dobrego? (Jest). Właśnie w ten sposób ludzie powinni dążyć do prawdy. Kiedy już zrozumiesz prawdę, słowa Boże w naturalny sposób będą sprawować władzę w twoim sercu, czyli słowa Boże staną się w tobie życiem, a ty będziesz w stanie słowa Boże urzeczywistniać. Kiedy słowa Boże przejmują w tobie stery i nie jest już tak, że to twoje skażone skłonności grają pierwsze skrzypce, to masz prawdę jako swoje życie i jesteś kimś umiłowanym przez Boga. Czy ci, których Bóg miłuje, są szczęśliwi? (Są). Ich szczęście jest w pełni uzasadnione – chociaż cierpią, to wciąż jest to zaszczyt. Doświadczają cierpienia, ale zyskują słodycz. Chociaż to szczęście może być obecnie dla ciebie nieosiągalne – a być nawet może bardzo odległe – to jeśli będziesz pilnie dążyć w tym kierunku, prędzej czy później nadejdzie dzień, w którym zaznasz tej radości i poczujesz to szczęście, a odległość, jaka cię od nich dzieli, nie będzie już tak wielka. Po prostu zabiegaj o ten cel i do niego dąż. Prędzej czy później nadejdzie dzień, w którym prawda stanie się twoim życiem i w którym nie będziesz już kontrolowany ani spętany przez skażone skłonności, a wtedy pomyślisz: „Warto było znieść to cierpienie! Kiedyś, gdy cierpiałem, było to przykre i bolesne, i uważałem, że cierpienie jest czymś trudnym. Trochę pocierpiałem i już myślałem, że mam kartę przetargową. Teraz czuję, że cierpienie wcale nie stanowi żadnej karty przetargowej ani samo w sobie ma żadnej wartości – mam skażone skłonności, więc powinienem cierpieć. Dobrze jest trochę pocierpieć – ciało powinno cierpieć. Na szczęście to cierpienie mi towarzyszyło – tylko dzięki niemu byłem w stanie zyskać prawdę, wyrwać się z pęt i więzów skażonych skłonności oraz żyć w radości i szczęściu. Po cierpieniu przychodzi słodycz”. Widzisz, ci, którzy tego zasmakowali, wiedzą; ci, którzy to zyskali, wiedzą. Kiedy nadejdzie ten dzień, wszystko będzie wydawać się zupełnie inne, prawda? (Tak).
Dobrze, na tym zakończmy nasze dzisiejsze omówienie. Do widzenia!
16 listopada 2024 r.