65. Pogoń za sławą i zyskiem naprawdę mnie zniszczyła

Autorstwa Zhongcheng, Chiny

Kiedy byłem jeszcze dzieckiem, moi dwaj kuzyni odnieśli w młodości sukces, mieli domy i samochody. Gdy odwiedzaliśmy krewnych z okazji Nowego Roku, wszyscy ciągle ich chwalili i spoglądali na nich z podziwem. Ogromne wrażenie, jakie wywierali na innych, głęboko zapadło mi w serce. W tamtym czasie moja rodzina była najbiedniejsza wśród naszych krewnych i ludzie patrzyli na nas z góry, dlatego zazdrościłem kuzynom, że zawsze i wszędzie przyciągają uwagę. Byłem przekonany, że na tym polega godne i wartościowe życie. W duchu postanowiłem: „W przyszłości na pewno się wyróżnię i coś osiągnę. Dzięki temu moi krewni i znajomi będą mnie podziwiać”.

W wieku szesnastu lat, wciąż będąc naiwnym chłopakiem, rozpocząłem swoją zawodową drogę z marzeniami w sercu. Miałem trudności ze znalezieniem pracy w Kantonie, mieście, którego nie znałem. Musiałem nawet spać obok kwietników przy dworcu, bo nie miałem pieniędzy. Moje ideały były piękne, ale rzeczywistość okazała się brutalna. Bez względu na to, jak ciężko pracowałem, nigdy nie mogłem zarobić dużo pieniędzy. W tamtym czasie moja mama głosiła mi ewangelię Boga Wszechmogącego dni ostatecznych. Przez jakiś czas uczestniczyłem w zgromadzeniach, ale ponieważ chciałem zarabiać pieniądze i mieć lepsze życie, nadal wyjeżdżałem do pracy. W 2014 roku zacząłem pracować jako sprzedawca w znanej firmie. Myślałem sobie: „Wielu celebrytów i bogatych ludzi zaczyna w sprzedaży, dzięki czemu nie tylko się szkolą, ale podnoszą także swoje umiejętności biznesowe”. Mając to na uwadze, z pasją oddawałem się swojej pracy. Aby osiągnąć rezultaty, często podróżowałem służbowo po różnych prowincjach i miastach, pracowałem dniami i nocami, prawie nigdy nie jadłem w porze posiłków i mało spałem. Ponieważ już wcześniej miałem chorobę lokomocyjną, codzienne podróże powodowały u mnie zawroty głowy i ogromne zmęczenie. Latem, gdy szukałem towaru w ciężarówce, oblewałem się potem, a spodnie przylegały mi do nóg, jakby dopiero co zostały wyprane. Którejś zimy pękła mi w samochodzie przednia szyba i musiałem pokonać ponad sto kilometrów, zmagając się z przenikliwym wiatrem i śniegiem. Gdy wyszedłem z samochodu, byłem tak przemarznięty, że nie mogłem normalnie chodzić. Byłem przekonany, że „ci, którzy znoszą trudy, jeżdżą Land Roverem”, i że trudy, które znoszę dzisiaj, utorują mi drogę do sukcesu w przyszłości. Chciałem zrealizować swoje marzenia własnym wysiłkiem. W firmie współpracowałem z wieloma opiekunami marki i zazdrościłem tym nienagannie ubranym przedstawicielom elit, mając nadzieję, że pewnego dnia będę jednym z nich, dzięki czemu zasłużę na podziw i pochwały innych.

Niepostrzeżenie minęły dwa lata i w końcu awansowałem na opiekuna marki. Potem wielokrotnie zdobywałem tytuł najlepszego sprzedawcy w dziale i byłem uważany za znakomitego pracownika. Współpracownicy patrzyli na mnie z zazdrością i mówili: „Ta marka nie mogłaby bez ciebie istnieć”. Dyrektor fabryki często zabierał mnie na spotkania towarzyskie i dawał mi prezenty. Moja próżność została zaspokojona i byłem niezwykle szczęśliwy. Czułem, że mam duże zdolności do pracy i byłem pewny siebie. Ponieważ miałem ogromne ambicje, stanowisko opiekuna marki już mi nie wystarczało. Chciałem wspiąć się o stopień wyżej, żeby pokazać moim bogatym i wpływowym krewnym, że jestem od nich lepszy. Ze względu na częste wyjazdy służbowe i spotkania towarzyskie codziennie czułem się wykończony i wyczerpany. Żadna ilość snu nie była w stanie temu zaradzić. Miałem coraz większe problemy ze skórą, a maści, które stosowałem, przynosiły mi tylko chwilową ulgę. Zastanawiałem się, czy nie wrócić do domu, żeby zadbać o swoje zdrowie, ale kiedy pomyślałem, ile wysiłku włożyłem, aby osiągnąć to, co miałem, doszedłem do wniosku, że gdybym wziął wolne i wyjechał, marka, za którą byłem odpowiedzialny, zostałaby przejęta przez kogoś innego, a ja straciłbym stanowisko kierownicze, a co za tym idzie wszelką chwałę i uznanie. Doszedłem do wniosku, że nie mogę się tak łatwo poddać i muszę wytrwać bez względu na trudności.

Jakiś czas później zadzwonił do mnie dyrektor regionalny z fabryki makaronu ryżowego, prosząc, abym przejął od niego odpowiedzialność za sprzedaż w dwóch miastach. Pomyślałem: „Jeśli dobrze mi pójdzie, być może w przyszłości sam zostanę dyrektorem regionalnym odpowiedzialnym za całą prowincję. Aby się wyróżnić, muszę podjąć wyzwanie związane z wyższym stanowiskiem”. Zrezygnowałem więc z pracy, którą zajmowałem się przez wiele lat, i zostałem dyrektorem regionalnym odpowiedzialnym za całe miasto w fabryce makaronu ryżowego. Kiedy ludzie w wiosce się o tym dowiedzieli, mówili z zazdrością: „Gdy twoja pozycja będzie już ugruntowana, załatw proszę pracę mojemu dziecku”. Słysząc to, czułem się bardzo zadowolony, a moja próżność była zaspokojona. Miałem tylko nadzieję, że któregoś dnia zostanę dyrektorem regionalnym odpowiedzialnym za całą prowincję. Wówczas wszyscy uznaliby mnie za przedstawiciela elit, a moi krewni z pewnością spojrzeliby na mnie w nowym świetle. Te myśli bardzo mnie ekscytowały. Jednak niespodziewanie wydarzyło się coś nieprzewidzianego. Na początku 2021 roku sprzedaż fabryki znacznie spadła, a ja z niepokojem przyglądałem się kolejnym partiom makaronu ryżowego, którym kończył się termin ważności. Poza tym wszystkie te podróże służbowe, praca do późna i nieregularne posiłki wywołały u mnie zaburzenia żołądkowo-jelitowe i codzienną biegunkę. Co więcej, moja łuszczyca znacznie się pogorszyła i swędzenie stało się nie do zniesienia. Skóra na głowie pokryła się grubymi strupami i okropnie mnie piekła, przez co trudno mi było nawet mrugać oczami. Leczyłem się w wielu różnych miejscach, ale żadne leki ani zastrzyki nie działały. Choroba powodowała takie męczarnie, że byłem całkowicie wyczerpany. Nie mogłem jednak podzielić się tymi kłopotami, bólem i słabością z innymi, w obawie, że będą mnie wyśmiewać lub poniżać. Gdy miałem tego wszystkiego dość, dzwoniłem do mamy, żeby dać upust swojej frustracji. Za każdym razem mama mówiła: „Po prostu zrezygnuj z pracy i wróć do domu!”. Jednak biorąc pod uwagę, jak ciężko pracowałem, aby zdobyć to stanowisko, jak mogłem tak po prostu z niego zrezygnować? Zwyczajnie nie potrafiłem się na to zdobyć. W sercu wciąż miałem wiarę. Przypomniał mi się następujący aforyzm: „Życie jest jak mrówka, ale trzeba mieć ambicję łabędzia, i chociaż życie może być cienkie jak papier, należy mieć niezłomnego ducha”. Myślałem: „Ponieważ chcę się wyróżnić i osiągnąć wielkie rzeczy, cierpienie jest nieuniknione”. Wytrzymałem tak do czerwca, ale wyniki fabryki nadal się nie poprawiły. Po jakimś czasie moja łuszczyca się pogorszyła, obejmując całą twarz. Gdy odwiedzałem sklepy i organizowałem wydarzenia, nosiłem maseczkę, a personel unikał mnie jak ognia. Martwiło mnie to i myślałem: „Każdego dnia tak bardzo się staram i znoszę ogromną presję, a mimo to rezultat jest jaki jest. Czy moja walka naprawdę jest tego warta?”. Kilka dni później zadzwonił do mnie współpracownik i powiedział, że u naszej szefowej zdiagnozowano raka i przebywa w szpitalu. Gdy się rozłączyłem, długo nie mogłem się uspokoić. Stanąłem przed lustrem, patrząc na swoją twarz pokrytą czerwonymi plamami, i pogrążyłem się w rozmyślaniach. „Dyrektorka regionalna jest dopiero po czterdziestce. Jak to możliwe, że tak niespodziewanie zdiagnozowano u niej chorobę zagrażającą życiu? Zarabiała dużo pieniędzy i cieszyła się uznaniem, ale niezależnie od tego, jak duże miała wynagrodzenie i jak bardzo była znana, nie mogła kupić sobie zdrowia. Mam dopiero trzydzieści kilka lat, a moje ciało już zmaga się z tyloma problemami. Czy jeśli dalej będę tak postępował, skończę jak ona? Jeśli zaryzykuję swoje zdrowie, aby osiągnąć takie rezultaty, jakie znaczenie będą miały pieniądze i szacunek innych?”. Przez kilka następnych dni czułem się całkowicie zagubiony i bezradny, jakbym nie mógł pójść w życiu dalej. Pod podwójną presją fizycznego bólu i psychicznego napięcia zrezygnowałem z pracy i z ciężkim sercem postanowiłem wrócić do domu, aby zająć się swoją chorobą.

Po powrocie całymi dniami się zamartwiałem i byłem przygnębiony, myśląc: „Mam wrażenie, że po tych wszystkich latach zmagań wróciłem do punktu wyjścia. Straciłem całą swoją reputację i zyski, a moje ciało trawią liczne choroby. Jak mam dalej żyć?”. Mama widziała, że jestem nieszczęśliwy, więc udzieliła mi kilku wskazówek, tłumacząc, że nie mamy wpływu na nasze przeznaczenie i że wszystko zostało ustalone przez Boga. Potem przeczytała mi słowa Boże. Bóg Wszechmogący mówi: „To, jaki ktoś wybierze zawód albo jak zarabia na życie: czyż ludzie mają jakąkolwiek kontrolę nad tym, czy dokonują w tych kwestiach dobrego, czy złego wyboru? Czy te obszary ich życia są zgodne z ich pragnieniami i decyzjami? Większość ludzi życzyłaby sobie następujących rzeczy: pracować mniej i zarabiać więcej, nie trudzić się w słońcu i deszczu, dobrze się ubierać, zadawać wszędzie szyku, górować nad innymi i przynosić zaszczyt swoim przodkom. Ludzie mają nadzieję osiągnąć stan idealny, lecz kiedy stawiają pierwsze kroki w podróży życia, stopniowo uświadamiają sobie, jak niedoskonałe jest ludzkie przeznaczenie i po raz pierwszy naprawdę pojmują fakt, że choć można czynić śmiałe plany na przyszłość i mieć zuchwałe marzenia, nikt nie ma ani zdolności ani mocy do realizacji własnych marzeń, nikt nie jest w stanie kontrolować własnej przyszłości. Zawsze będzie jakiś rozdźwięk między marzeniami a rzeczywistością, z którym trzeba się zmierzyć; nic nie jest takie, jak by się chciało, a w obliczu takiej rzeczywistości ludzie nie potrafią osiągnąć ani satysfakcji, ani zadowolenia. Niektórzy ludzie podejmą wszelkie wyobrażalne starania, włożą ogromny wysiłek i poniosą wielkie ofiary, aby zdobyć środki na utrzymanie i przyszłość, próbując zmienić swój los. Ale w ostatecznym rozrachunku, nawet jeśli zdołają zrealizować swoje marzenia i pragnienia dzięki własnej ciężkiej pracy, nigdy nie zmienią swojego losu, i bez względu na to, jak zawzięcie próbują, nigdy nie osiągną nic ponad to, co los im przeznaczył. Niezależnie od różnic pod względem zdolności, inteligencji i siły woli, wszyscy ludzie są równi wobec losu, który nie odróżnia wielkiego od małego, wysokiego od niskiego, wysoko postawionego od nędznego. Wykonywany zawód, sposób zarabiania na życie ani zgromadzone bogactwo nie są uzależnione od rodziców, talentów, wysiłku ani ambicji, tylko są predeterminowane przez Stwórcę(Sam Bóg, Jedyny III, w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga). Słowa Boże są takie prawdziwe. Każdy chce mieć dobre życie i ciężko pracuje, aby to osiągnąć, ale ostatecznie nikt nie jest w stanie zadecydować o swoim przeznaczeniu. Pomyślałem o moich kuzynach. Nie pracowali aż tak ciężko, a mimo to udawało im się zajmować stanowiska kierownicze w każdej branży, w której pracowali, i odnosili z tego korzyści. Tymczasem ja harowałem ponad dziesięć lat, aby osiągnąć taki sam sukces, ale dorobiłem się wyłącznie schorowanego ciała, a wszystkie zarobione pieniądze wydałem na leczenie w szpitalu. Wtedy przypomniałem sobie jednego z moich dawnych pracowników. Choć nie miał imponujących wyników w sprzedaży, w ramach rekompensaty za przeprowadzkę otrzymał ponad dziesięć domów. Uświadomiło mi to, że co ma być, to będzie i że bez względu na to, jak ciężko pracujemy, jeśli coś nie jest nam przeznaczone, wszystkie nasze wysiłki pójdą na marne. Los człowieka nie leży w jego rękach i żaden wysiłek nie jest w stanie tego zmienić. Później bracia i siostry dowiedzieli się o mojej sytuacji i ją ze mną omówili, twierdząc, że Bóg przyzwolił również na moją chorobę i że bez tego cierpienia być może nie powróciłbym do Niego. Bardzo mnie to poruszyło. Przypomniałem sobie, że wcześniej wierzyłem w Boga, ale gdzieś po drodze odszedłem od wiary w pogoni za bogactwem, sławą i zyskiem. Gdybym nie zachorował, mógłbym nadal tułać się po tym świecie z uczuciem zagubienia. Po tych wszystkich latach Bóg nadal mnie nie porzucił i przez tę chorobę przyprowadził mnie z powrotem do swojego domu, abym nadal w Niego wierzył. Moja choroba była dla mnie prawdziwym Bożym zbawieniem i byłem naprawdę wdzięczny Bogu. Potem aktywnie uczestniczyłem w zgromadzeniach oraz jadłem i piłem słowa Boże.

W trakcie jednego ze zgromadzeń siostra przeczytała dwa fragmenty słów Bożych. Bóg mówi: „Ludzie myślą, że kiedy już zdobędą sławę i pieniądze, zyskają kartę przetargową, z której będą mogli korzystać, by cieszyć się wysokim statusem i wielkim bogactwem oraz radować się życiem. Sądzą, że gdy tylko zdobędą sławę i zysk, otrzymają kartę przetargową, którą można wykorzystać, by gonić za przyjemnościami i oddawać się lubieżnym rozkoszom ciała. Właśnie przez wzgląd na sławę i zysk, których pragną, ludzie tak chętnie, choć nieświadomie, oddają szatanowi swoje ciała, serca, a nawet wszystko, co mają, włączając w to swoje widoki na przyszłość i swój los. Robią to bez zastrzeżeń i wręcz bez chwili wahania, już nigdy nie wiedząc, jak odzyskać wszystko to, co kiedyś posiadali. Czy ludzie mogą zachować jakąkolwiek kontrolę nad sobą, gdy już schronili się u szatana i tym sposobem stali się wobec niego lojalni? Z pewnością nie. Znajdują się oni całkowicie i w pełni pod kontrolą szatana. Całkowicie i zupełnie pogrążyli się w impasie i nie są w stanie się wyzwolić. Kiedy ktoś nurza się w sławie i zysku, nie szuka już tego, co jasne, tego, co sprawiedliwe, ani rzeczy, które są piękne i dobre. Dzieje się tak dlatego, że dla ludzi pokusa sławy i zysku jest zbyt wielka; są to rzeczy, do których mogą oni dążyć bez końca przez całe życie, a nawet przez całą wieczność. Czyż nie taka jest rzeczywista sytuacja?(Sam Bóg, Jedyny VI, w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga). „Szatan używa sławy i zysku, aby kontrolować myśli człowieka, aż ludzie są w stanie myśleć tylko o tych dwóch rzeczach. Walczą o sławę i zysk, znoszą trudności dla sławy i zysku, cierpią upokorzenia ze względu na sławę i zysk, poświęcają wszystko, co mają, dla sławy i zysku, a także gotowi są wydać dowolny osąd i podjąć każdą decyzję przez wzgląd na sławę i zysk. W ten sposób szatan skuwa ludzi niewidzialnymi kajdanami, a ci, nosząc te kajdany, nie mają siły ani odwagi, aby je zrzucić. Dlatego wciąż nieświadomie je dźwigają, z wielkim trudem brnąc ciągle naprzód. Ze względu na tę właśnie sławę i zysk ludzkość unika Boga i zdradza Go, stając się coraz bardziej niegodziwa. W ten zatem sposób kolejne pokolenia giną pośród zabiegów o szatańską sławę i zysk. Czy patrząc teraz na działania szatana, nie dostrzegamy, że jego złowrogie pobudki są absolutnie obrzydliwe? Może dzisiaj jeszcze nie przejrzeliście złowrogich pobudek szatana, bo myślicie, że nie ma życia bez sławy i zysku. Sądzicie, że jeśli ludzie porzucą sławę i zysk, nie będą już widzieli drogi przed sobą, nie będą mogli widzieć swoich celów, ich przyszłość stanie się mroczna, ciemna i ponura. Jednak stopniowo, pewnego dnia wszyscy uznacie, że sława i zysk to ogromne kajdany, których szatan używa do niewolenia człowieka. Gdy nadejdzie ten dzień, będziesz z całych sił opierać się kontroli szatana i kajdanom, którymi szatan chce cię zniewolić. Kiedy nadejdzie czas, w którym zapragniesz odrzucić wszystkie rzeczy, które zaszczepił w tobie szatan, wtedy całkowicie zerwiesz z szatanem i prawdziwie znienawidzisz wszystko, co szatan tobie przyniósł. Tylko wtedy ludzkość będzie żywić prawdziwą miłość do Boga i tęsknić do Niego(Sam Bóg, Jedyny VI, w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga). Słowa Boga głęboko mnie poruszyły. Miałem wrażenie, jakbym właśnie obudził się ze snu. Zdałem sobie sprawę, że sława i zysk, za którymi od dzieciństwa goniłem, były pułapkami zastawionymi przez szatana. Dawniej myślałem, że dążenie do sławy i zysku jest uzasadnione, że życie nie polega tylko na napełnianiu brzucha, ale pogoni za sławą i zyskiem, i że tylko takie życie może być godne i wartościowe. Teraz zrozumiałem, że ludzie goniący za bogactwem, sławą i zyskiem są jak ćmy wlatujące w ogień. Wydaje im się, że płomienie są niezwykle jasne, ale gdy naprawdę się w nie zanurzą, mogą stracić życie. Patrząc wstecz, zdałem sobie sprawę, że od dziecka wpajano mi różne szatańskie ideologie, takie jak „Człowiek zostawia po sobie ślad, gdziekolwiek jest, tak jak gęś wydaje krzyk, dokądkolwiek leci”, „Człowiek zawsze wspina się w górę, woda płynie w dół” czy „Dobry człowiek celuje w cztery strony świata”. Pod wpływem tych poglądów od najmłodszych lat miałem wzniosłe ideały i aspiracje i jako nastolatek zacząłem podróżować, próbując realizować swoje marzenia. Mimo wielu porażek, nigdy się nie poddałem. Zwłaszcza, gdy usłyszałem popularne powiedzenie, które mówi: „Życie jest jak mrówka, ale trzeba mieć ambicję łabędzia, i chociaż życie może być cienkie jak papier, należy mieć niezłomnego ducha”, postanowiłem wyrobić sobie nazwisko, stać się sławny i zyskać podziw ludzi. Patrząc wstecz, zdałem sobie sprawę, że byłem strasznie schorowany i aby przeżyć, mogłem polegać wyłącznie na lekach, ale aby wzbudzić podziw, na którym mi zależało, pokonałem wiele trudności i po kilku latach ciężkiej pracy w końcu zostałem opiekunem marki i zyskałem podziw innych. Jednak wciąż nie byłem usatysfakcjonowany. Aby zostać dyrektorem regionalnym odpowiedzialnym za całą prowincję i sprawić, że krewni zobaczą mnie w nowym świetle, rzuciłem wieloletnią pracę, aby objąć stanowisko dyrektora regionalnego na terenie miasta. Gdy sprzedaż spadła, szukałem możliwch rozwiązań i opracowywałem strategie marketingowe, jednocześnie mierząc się z presją i bólem związanym z moją chorobą. Czułem się zmęczony i wyczerpany, ale rzuciłem pracę dopiero wtedy, gdy moje ciało było całkowicie wykończone. W desperackiej pogoni za sławą i zyskiem ponosiłem wszelkie koszty i narażałem swoje zdrowie, ale jedyne, co zyskałem, to cierpienie. Pogoń za pieniędzmi, sławą i zyskiem naprawdę mi zaszkodziła! Chociaż wiedziałem, że Bóg wyraża prawdę w dniach ostatecznych, aby dokonać dzieła zbawienia ludzi, pozwoliłem, aby sława i zysk prowadziły mnie niczym psa na smyczy i nie chciałem stanąć przed Bogiem. Poświęciłem ponad dekadę, goniąc za sławą i zyskiem, coraz bardziej oddalając się od Boga. Gdyby nie moja choroba, kontynuowałbym tę pogoń, co ostatecznie doprowadziłoby do mojej zguby. To słowa Boże pomogły mi wyraźnie zobaczyć cierpienie spowodowane dążeniem do sławy i zysku. Byłem gotowy wyrzucić to wszystko ze swojego serca i podporządkować się suwerennej władzy Boga oraz Jego ustaleniom.

Później przeczytałem kolejne dwa fragmenty słów Bożych i moje serce jeszcze bardziej się rozjaśniło. Bóg Wszechmogący mówi: „Dzięki suwerennej władzy i predestynacji Stwórcy samotna dusza, która na początku nie miała zupełnie nic, zyskuje rodziców i rodzinę, szansę na stanie się członkiem rasy ludzkiej, szansę na doświadczenie ludzkiego życia i podróż przez człowieczy świat; zyskuje ona również szansę na doświadczenie suwerennej władzy Stwórcy, stopniowe poznanie cudów Jego stworzenia, a co więcej, szansę na to, by stopniowo poznać władzę Stwórcy i by się jej poddać. Jednak większość ludzi w rzeczywistości nie korzysta z tej rzadkiej i ulotnej sposobności. Ludzie zużywają energię całego życia na walkę z losem i całe swoje życie spędzają na krzątaninie, starając się utrzymać rodzinę i gnając z miejsca na miejsce dla prestiżu i zysku. Rzeczy, które cenią ludzie, to miłość rodzinna, pieniądze, sława i zysk; postrzegają je jako najbardziej wartościowe w życiu. Wszyscy ludzie narzekają na swój nieszczęsny los, a mimo to spychają w najdalsze zakątki umysłu kwestie, których zrozumienie i zbadanie jest najważniejsze: dlaczego człowiek żyje, jak powinien żyć oraz jaka jest wartość i znaczenie ludzkiego życia. Ludzie spędzają całe życie, niezależnie od tego, jak długo ono trwa, jedynie goniąc za sławą i zyskiem, aż ich młodość przemija, aż stają się siwi i pomarszczeni, aż uświadamiają sobie, że sława i zysk nie uchronią ich przed starzeniem się, że pieniądze nie mogą wypełnić pustki w ich sercach, i aż dociera do nich, że nikt nie może uciec przed prawami narodzin, starzenia się, choroby i śmierci, nikt nie może uniknąć zrządzeń losu. Dopiero kiedy muszą się skonfrontować z ostatnim punktem zwrotnym w życiu, prawdziwie pojmują, że nawet jeżeli ktoś posiada ogromne bogactwo i majątek, nawet jeżeli jest uprzywilejowany i wysoko postawiony, mimo to nie może uciec przed śmiercią i musi wrócić do swojej pierwotnej pozycji – samotna dusza, niemająca niczego(Sam Bóg, Jedyny III, w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga). „Ludzie spędzają całe życie na pogoni za pieniędzmi, sławą i zyskiem; kurczowo trzymają się ich jak tonący brzytwy, traktując je jak jedyne oparcie, tak jakby ich posiadanie mogło im zapewnić dalsze życie i wyzwolić od śmierci. Jednak dopiero wtedy, kiedy są bliscy śmierci, zdają sobie sprawę, jak te rzeczy są od nich odległe i, stojąc w obliczu śmierci, widzą, jacy są słabi i bezbronni, jacy są wrażliwi oraz jak są samotni, bezradni i nie mają się dokąd zwrócić. Uświadamiają sobie, że życia nie można kupić za pieniądze lub sławę czy zyski, że nieważne, jak bogata może być dana osoba, nieważne, jak wysoka jest jej pozycja, wszyscy ludzie są w obliczu śmierci równie ubodzy i nieznaczący. Zdają sobie sprawę, że za pieniądze nie można kupić życia, że sława i zyski nie zlikwidują śmierci, że ani pieniądze, ani sława czy zyski nie przedłużą życia nawet o minutę czy nawet sekundę. Im silniejsze jest to odczucie, tym ludzie bardziej pragną żyć; im silniejsze jest to odczucie, tym ludzie bardziej boją się nadchodzącej śmierci. Dopiero na tym etapie prawdziwie zdają sobie sprawę z tego, że ich życie nie należy do nich, że go nie kontrolują i że nie mają nic do powiedzenia w kwestii życia i śmierci – że wszystko to znajduje się poza czyjąkolwiek kontrolą(Sam Bóg, Jedyny III, w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga). Słowa Boże bardzo jasno to omawiają. Przy pomocy pieniędzy, sławy i zysku nie można kupić życia ani uchronić się od śmierci. Ostatecznie pogoń za tymi rzeczami nic nie daje. Kiedyś myślałem, że sława i zysk mogą nadać mojemu życiu wartość i że te rzeczy mają znaczenie, więc zawsze chciałem piąć się w górę. Przez lata wiele wycierpiałem, aby zdobyć sławę i zysk. Wydawało mi się, że zarabiam pieniądze, noszę eleganckie garnitury i zdobywam podziw innych, ale dopiero gdy zachorowałem, zdałem sobie sprawę, że pieniądze, sława i zysk, a także pochwały innych nie mogą w żaden sposób złagodzić mojego cierpienia ani przywrócić mi zdrowia. Pomyślałem o czterdziestoletniej dyrektorce regionalnej, która zachorowała na raka, oraz o prezesie, który zmarł z powodu choroby. Oboje mieli zarówno sławę, jak i zysk, ale po śmierci nic im z tego nie przyszło. Pomimo gorączkowego zarabiania ogromnych pieniędzy, odeszli z tego świata z pustymi rękami. Jakie zatem znaczenie miała pogoń za sławą i zyskiem? Jak powiedział Pan Jezus: „Cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na swojej duszy poniósł szkodę? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?(Mt 16:26). Kiedyś w ciągłym zabieganiu dążyłem do sławy i zysku, coraz bardziej oddalając się od Boga pod wpływem pokus, jakimi były sława i zysk. Zniosłem tak wiele bólu i trudów, aby zdobyć sławę i zysk, a moja droga najeżona była zgryzotami i cierpieniami. Lecz Boża miłość znów spłynęła na mnie i mimo mojego wieloletniego buntu przeciwko Bogu On wciąż mnie nie skreślił i pozwolił mi wrócić do domu Bożego. Na samą myśl o tym do oczu napłynęły mi łzy, a moje serce przepełniło się poczuciem długu wobec Boga. Pomyślałem, że od tej pory muszę należycie w Niego wierzyć i odwdzięczyć się za Jego miłość.

Później wykonywałem obowiązki w kościele. Któregoś razu przeczytałem następujący fragment słów Bożych: „Istoty stworzone żyją pod panowaniem Stwórcy i przyjmują wszystko, w co zaopatruje je Bóg oraz wszystko, co od Niego pochodzi, toteż powinny wypełniać swoje zobowiązania i powinności. Jest to całkowicie naturalne i uzasadnione i zostało zarządzone przez Boga. Widać z tego, że wykonywanie przez ludzkość obowiązku istoty stworzonej jest rzeczą bardziej sprawiedliwą, piękną i szlachetną niż cokolwiek innego, co robi się podczas życia na ziemi; dla rodzaju ludzkiego nic nie jest bardziej znaczące ani wartościowe, ani nic nie wnosi większego sensu i wartości do życia osoby stworzonej niż wypełnianie obowiązku istoty stworzonej. (…) Przy założeniu, że istoty stworzone wykonują swoje obowiązki, Stwórca dokonuje jeszcze większego dzieła pośród rodzaju ludzkiego, wykonuje On kolejny krok w swoim dziele na ludziach. A jakie jest to dzieło? Bóg zaopatruje ludzkość w prawdę, pozwalając ludziom pozyskać od Niego prawdę przy wykonywaniu obowiązków, a tym samym odrzucić swoje skażone usposobienia i zostać oczyszczonym, zacząć spełniać Boże intencje i wkroczyć na właściwą ścieżkę życia, a na koniec potrafić bać się Boga i wystrzegać się zła, zyskać pełne zbawienie i uniknąć dalszych cierpień zsyłanych przez szatana. To właśnie jest skutek, jaki Bóg zamierza ostatecznie uzyskać, nakłaniając ludzkość do wykonywania obowiązków. Dlatego też w procesie wykonywania obowiązku Bóg nie sprawia, byś po prostu jasno zrozumiał jedną sprawę i pojął nieco prawdy, ani nie pozwala ci jedynie cieszyć się łaską i błogosławieństwami, które otrzymujesz przez wykonywanie obowiązku istoty stworzonej, lecz daje ci możliwość bycia oczyszczonym i zbawionym, a w ostatecznym rozrachunku daje ci szansę na życie w blasku oblicza Stwórcy(Punkt dziewiąty (Część siódma), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Po przeczytaniu słów Boga zrozumiałam, że jako istota stworzona powinienem wykonywać swoje obowiązki i że jest to odpowiedzialność i powinność człowieka. Tylko wykonując swoje obowiązki, będę mógł zyskać prawdę i życie, odrzucić zepsute usposobienie, zostać oczyszczony i przemieniony, a ostatecznie dostąpić Bożego zbawienia. Właściwe wykonywanie obowiązków jest najważniejszą i najcenniejszą rzeczą w życiu. Odtąd codziennie jadłem i piłem słowa Boże, a moje serce wypełniały spokój i radość. Ilekroć w trakcie wykonywania obowiązków ujawniałem zepsucie, czytałem słowa Boże, aby się nad sobą zastanowić i siebie poznać, wyzbywając się w ten sposób zepsutego usposobienia. Wszystko to wynikało z wykonywania przeze mnie obowiązków. Po pewnym czasie poprawiło się także moje zdrowie.

W 2022 roku, po obchodach Chińskiego Nowego Roku, zadzwonił do mnie kuzyn i powiedział, że dyrektor mojej poprzedniej firmy został przeniesiony, a wiceprezes chciał, żebym zajął jego miejsce. Słysząc to, pomyślałem: „Przez wiele lat ciężko pracowałem w tej firmie. Jeśli nie wrócę, stracę wszystkie koneksje. Poza tym marka ta działa w dziedzinie o dużym potencjale rozwoju i chodzi o stanowisko kierownicze. Nie tylko przyniesie mi to prestiż, ale będę miał także styczność z kadrą kierowniczą średniego i wyższego szczebla, co zapewni mi sławę i zyski. To stanowisko, którego wiele osób mogłoby pozazdrościć. Jeśli go nie przyjmę, mogę już nigdy nie mieć podobnej okazji. Jednak ta praca jest bardzo wymagająca. Nie miałbym czasu na czytanie słów Bożych ani wykonywanie obowiązków”. Wtedy przypomniałem sobie ból, jakiego doświadczyłem w związku z wcześniejszą pogonią za sławą i zyskiem. Nie chciałem wracać do świeckiego świata i pozwolić, żeby szatan dalej mnie krzywdził. W związku z tym odrzuciłem propozycję. Mój kuzyn był zdumiony i ciągle mi przypominał, że taka okazja rzadko się zdarza. Kazał mi to przemyśleć i dać odpowiedź następnego dnia. W tym momencie pomyślałem: „Nie pracuję w tej firmie już od ponad roku. Dlaczego więc nagle chcą, żebym ponownie został menedżerem właśnie wtedy, gdy zacząłem wykonywać swoje obowiązki?”. Stało się dla mnie jasne, że była to pokusa szatana, i pomyślałem o tym, co powiedział Bóg: „Na każdym etapie dzieła, jakiego Bóg dokonuje na ludziach, patrząc z zewnątrz wydaje się, że polega ono na interakcjach między ludźmi, jakby powstało dzięki człowieczym ustaleniom lub było wynikiem spowodowanych przez człowieka przeszkód. Jednakże za kulisami każdy etap dzieła i wszystko, co się dzieje, jest zakładem szatana z Bogiem i wymaga, aby ludzie trwali mocno przy świadectwie o Bogu. Jako przykład weźmy próbę, której poddany został Hiob: za kulisami szatan zakładał się z Bogiem, a to, co przydarzyło się Hiobowi, było czynem ludzi i przeszkodą przez nich stworzoną. Za każdym krokiem dzieła, które Bóg w was podejmuje, kryje się zakład szatana z Bogiem – za wszystkim kryje się toczona walka(Tylko umiłowanie Boga jest prawdziwą wiarą w Niego, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Z pozoru to mój kuzyn poprosił mnie, abym wrócił na kierownicze stanowisko, ale tak naprawdę był to podstęp szatana, który próbował to wykorzystać, aby wciągnąć mnie z powrotem na ścieżkę pogoni za sławą i zyskiem. W tamtym czasie wykonywałem obowiązki przy podlewaniu innych, a nowi wierzący wymagali wsparcia i podlewania. Nie mogłem porzucić obowiązków tylko ze względu na pracę. Teraz, gdy Boże dzieło dobiega końca, mam jedyną szansę w życiu, aby wierzyć w Boga i wykonywać swoje obowiązki. Muszę poświęcić temu czas i dążyć do prawdy. To o wiele cenniejsze niż bycie menedżerem. Następnego dnia odrzuciłem ofertę kuzyna i poczułem w sercu niesłychaną lekkość. Chociaż nie jestem teraz menedżerem i nie wiodę wytwornego życia, moje życie jest stabilne. Mam co jeść, w co się ubrać i z czego żyć. Chcę każdego dnia wykonywać swoje obowiązki i gorliwie dążyć do prawdy, aby zadowolić Boga.

Wstecz: 63. Gdy mój synek zachorował

Dalej: 66. Jak poradziłam sobie z poczuciem niższości

Obecnie zdarzały się różne rzadkie katastrofy, a według Biblii w przyszłości będą jeszcze większe. Jak więc zyskać Bożą ochronę podczas wielkiej katastrofy? Skontaktuj się z nami, a pomożemy Ci znaleźć drogę.

Powiązane treści

32. Przełom

Autorstwa Fangfang, ChinyWszyscy w mojej rodzinie wierzymy w Pana Jezusa i chociaż ja byłam po prostu zwykłą osobą wierzącą, mój ojciec...

Ustawienia

  • Tekst
  • Motywy

Jednolite kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

Spis treści

Szukaj

  • Wyszukaj w tym tekście
  • Wyszukaj w tej książce

Połącz się z nami w Messengerze