4. Gdy moje marzenie legło w gruzach
Od najmłodszych lat zawsze bardzo lubiłam tańczyć. Mama powiedziała mi, że gdy byłam bardzo mała, ilekroć słyszałam muzykę, od razu zaczynałam podskakiwać do rytmu. Gdy dorosłam, nadal pasjonowałam się tańcem i żywo interesowałam się wszystkim, co było z nim związane. Zwłaszcza gdy oglądałam w telewizji tancerzy występujących na scenie, z łatwością wykonujących trudne figury taneczne, podczas gdy oczarowana publiczność biła brawo i wznosiła okrzyki, nie mogłam oderwać od nich oczu, a ich występy wywarły na mnie ogromny wpływ. To było takie piękne! Myślałam: „Byłoby cudownie, gdybym ja także mogła zostać tancerką, wyrażać się poprzez taniec i słuchać oklasków oraz pochwał publiczności!”. Aby spełnić swoje marzenie, zapisałam się na kurs tańca, rozpoczynając okres przygotowania zawodowego. Podczas zajęć bardzo uważnie przyglądałam się ruchom nauczycielki i starałam się je prawidłowo naśladować. Moja nauczycielka stwierdziła, że mam duże zadatki na tancerkę, a wszyscy znajomi zdecydowanie wróżyli mi karierę taneczną. Cieszyłam się, gdy to słyszałam, myśląc, że mam prawdziwy talent do tańca i mogę zrobić w tej dziedzinie karierę. Być może niebiosa wyznaczyły mi w tym życiu misję zajmowania się tańcem.
Później miałam szczęście przyjąć dzieło Boga Wszechmogącego w dniach ostatecznych i oglądając kościelne wideoklipy, dowiedziałam się, że w kościele można też wykonywać obowiązki związane z tańcem. Patrząc, jak bracia i siostry śpiewają, tańczą i chwalą Boga, myślałam sobie: „W świeckim świecie taniec przeznaczony jest dla niewierzących i ma niewielką wartość, ale taniec w kościele jest obowiązkiem i pozwala mi chwalić Boga. To ma duże znaczenie! Co więcej, kościelne wideoklipy są zamieszczane w Internecie i oglądają je ludzie na całym świecie. Czy gdybym pokazała w nich swoje umiejętności, nie zyskałabym jeszcze więcej pochwał i uznania? Muszę jeszcze więcej ćwiczyć, aby zasłużyć sobie na możliwość wykonywania obowiązków związanych z tańcem”. Później nasz kościół był prześladowany przez KPCh i wielu braci i sióstr zostało aresztowanych, więc bardzo rzadko mieliśmy okazję, aby się gromadzić i normalnie wykonywać obowiązki, nie wspominając o stworzeniu grupy tanecznej. Tak bardzo chciałam opuścić Chiny, aby móc praktykować wiarę i wykonywać obowiązki w wolnym i demokratycznym kraju. Aby moje mięśnie i kości za bardzo nie zesztywniały, gdy tylko miałam wolny czas, wykonywałam ćwiczenia rozciągające. Czasami, gdy słuchałam muzyki, wyobrażałam sobie, jak tańczę na scenie. Niedługo potem na jedno ze zgromadzeń niespodziewanie wtargnęła policja i zaczęła aresztować uczestników. Przetrzymywano mnie przez 37 dni, a następnie zwolniono za kaucją do czasu rozprawy. W obawie przed ponownym aresztowaniem, opuściłam dom i zaczęłam się ukrywać. Każdego dnia patrzyłam na rozległe błękitne niebo za oknem i wpadałam w stupor, myśląc: „Po aresztowaniu czuję się, jakbym została zamknięta przez KPCh. Nie mogę nigdzie swobodnie wychodzić ani opuścić kraju. Czy w takiej sytuacji będę miała jeszcze kiedykolwiek okazję wystąpić na scenie? Czy to nie oznacza końca mojego marzenia o tańczeniu?”. Przez te myśli czułam się okropnie. Później kościół wyznaczył mnie do komponowania hymnów. Choć wydawało się, że wykonuję swoje obowiązki, nie wkładałam w nie serca. Myślałam nawet, że jestem stworzona, aby być tancerką i ten obowiązek nie jest dla mnie odpowiedni. Gdy mój przywódca zorientował się, że popadam w zniechęcenie i nie wykazuję poprawy, zostałam zwolniona.
Od tego momentu każdego dnia chodziłam jak otępiała. Ilekroć myślałam o tym, jak moje marzenie o tańcu legło w gruzach, czułam się udręczona i pozbawiona celu. W swojej bezsilności modliłam się do Boga: „Boże, wiem, że skoro zostałam zwolniona, musiałam wzbudzić czymś w Tobie wstręt. Jestem jednak zbyt niewrażliwa i nie wiem, gdzie popełniłam błąd. Proszę, poprowadź mnie i oświeć, abym zyskała wiedzę o sobie”. Modliłam się w ten sposób do Boga każdego dnia. Pewnego razu w trakcie ćwiczeń duchowych natknęłam się na następujący fragment słów Boga, które pomogły mi lepiej zrozumieć mój problem. Bóg Wszechmogący mówi: „Ludzie myślą, że nie ma nic złego w przyswajaniu wiedzy, że jest to proces całkowicie naturalny. Mówiąc w sposób, który brzmi przekonująco, pielęgnowanie wzniosłych ideałów czy posiadanie ambicji to posiadanie determinacji, a to powinna być właściwa droga w życiu. Czyż życie ludzi nie jest wspanialsze, jeśli mogą oni realizować własne ideały lub zrobić karierę? Postępując w ten sposób, można nie tylko uczcić swoich przodków, ale także mieć szansę odciśnięcia swojego piętna na historii – czyż nie jest to coś dobrego? Jest to coś dobrego w oczach światowych ludzi i dla nich powinno być właściwe i pozytywne. Czy jednak szatan ze swoimi złowrogimi pobudkami po prostu kieruje ludzi na tego rodzaju drogę i nie kryje się za tym nic więcej? Oczywiście, że się kryje. W rzeczywistości, bez względu na to, jak wzniosłe są ideały człowieka, bez względu na to, jak realistyczne i właściwe są jego pragnienia, wszystko, co człowiek chce osiągnąć, wszystko, czego człowiek szuka, jest nierozerwalnie związane z dwoma słowami. Te dwa słowa są niezwykle ważne dla życia każdego człowieka i są to rzeczy, które szatan chce wpajać człowiekowi. Co to za słowa? Są to »sława« i »zysk«. Szatan stosuje bardzo łagodną metodę, metodę bardzo zgodną z ludzkimi pojęciami i wcale nie radykalną, metodę, dzięki której ludzie bezwiednie przyjmują szatański sposób życia i jego zasady postępowania w życiu, a także ustalają życiowe cele i życiowy kierunek, nieświadomie zaczynając również przejawiać ambicje w życiu. Bez względu na to, jak wzniosłe mogą się wydawać te życiowe ambicje, są one nierozerwalnie związane ze »sławą« i »zyskiem«” (Sam Bóg, Jedyny VI, w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga). Gdy czytałam ten fragment, nagle mnie oświeciło i zdałam sobie sprawę, że podążam ścieżką pogoni za sławą i zyskami. Dawniej zawsze mi się wydawało, że dążenie do realizacji marzeń to właściwa droga. Myślałam, że gdy coś w życiu osiągnę, będzie to oznaczało, że mam ambicje i aspiracje, a wybicie się ponad rówieśników i wyrobienie sobie nazwiska to sposób na udowodnienie swojej wartości. W ten sposób byłabym znacznie lepsza od ludzi bez marzeń i aspiracji, którzy zadowalają się swoim przeciętnym życiem. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że pogoń za marzeniami i aspiracjami to jeden ze sposobów szatana, aby zdeprawować ludzi i nakłonić ich, aby kroczyli ścieżką dążenia do sławy i korzyści. Im bardziej ktoś pragnie sławy i korzyści, tym bardziej oddala się od wymagań Boga. Bóg prosi, abyśmy jako istoty stworzone postępowali uczciwie i praktycznie oraz wypełniali swoje obowiązki. Jednak ci, którzy dążą do sławy i korzyści, myślą tylko o tym, jak wybić się ponad swoich rówieśników i nigdy nie są zadowoleni z tego, jak wygląda ich życie. Zastanawiałam się, dlaczego tak bardzo chcę zostać tancerką. Gdy widziałam w telewizji tancerzy, którzy byli oklaskiwani za swoje trudne figury taneczne, bardzo im zazdrościłam i marzyłam o dniu, w którym ja również stanę na scenie, będę w centrum uwagi, zasłużę sobie na pochwały i oklaski i zrealizuję swój cel, jakim było wyróżnienie się na tle innych. Aby moje marzenie stało się rzeczywistością, ćwiczyłam taniec od świtu do zmierzchu i byłam niezwykle zmotywowana. Po aresztowaniu przez KPCh miałam jednak kryminalną przeszłość i straciłam szansę na wyjazd za granicę. Gdy zdałam sobie sprawę, że moje marzenie legło w gruzach, popadłam w depresję i przygnębienie. Zaczęłam też niedbale i nieuważnie wykonywać obowiązki. Wydawało się, że stałam się inną osobą. Dopiero wtedy zrozumiałam, że sława i korzyści to środki, za pomocą których szatan kusi i deprawuje ludzi. Pozornie mogą one przynosić ludziom uznanie i pochwały, ale w rzeczywistości ideologicznie deprawują ludzi, sprawiając, że myślą tylko o sławie i korzyściach, oraz zapominają o oddawaniu czci Bogu, a tym bardziej o dążeniu do prawdy i wypełnianiu swoich obowiązków. W końcu oddalają się od Boga i całkowicie tracą szansę na zbawienie.
Później przeczytałam kolejny fragment Bożych słów: „Troska antychrystów o własną reputację i status wykracza poza troskę przejawianą przez normalnych ludzi i jest częścią istoty ich usposobienia; nie jest to chwilowe zainteresowanie ani przejściowy wpływ otoczenia, lecz część ich życia, coś, co mają we krwi, a zatem ich istota. To znaczy, że we wszystkim, co robią antychryści, najważniejsze są ich reputacja i status, nic poza tym. Dla antychrystów reputacja i status są całym życiem i życiowym celem. Cokolwiek robią, pierwsze pytanie brzmi: »Jak to wpłynie na mój status? A na moją reputację? Czy zrobienie tego poprawi moją reputację? Czy mój status w oczach innych ludzi wzrośnie?«. To jest pierwsza rzecz, o jakiej myślą, co wystarczająco dowodzi, że mają usposobienie i istotę antychrystów; właśnie dlatego tak na to patrzą. Można powiedzieć, że dla antychrystów reputacja i status nie są jakimś dodatkowym wymogiem ani tym bardziej rzeczami im obcymi, bez których mogliby się obejść. Są częścią natury antychrystów, są w ich kościach, we krwi – są czymś wrodzonym. Antychrystom nie jest obojętne, czy posiadają reputację i status – nie taka jest ich postawa. Jaka więc ona jest? Reputacja i status są ściśle związane z ich codziennym życiem, ich codziennym stanem, tym, do czego na co dzień dążą. I tak dla antychrystów status i reputacja są ich życiem. Bez względu na to, jak i w jakim środowisku żyją, jaką pracę wykonują, do czego dążą, jakie są ich cele, jaki jest kierunek ich życia, wszystko kręci się wokół zdobycia dobrej reputacji i wysokiego statusu. Ten cel się nie zmienia; nigdy nie potrafią odsunąć takich rzeczy na bok. To jest prawdziwe oblicze antychrystów i ich istota. Gdyby znaleźli się głęboko w górskiej dżungli, i tak nie porzuciliby pogoni za reputacją i statusem. Można umieścić ich w dowolnej grupie ludzi, a i tak będą potrafili myśleć wyłącznie o reputacji i statusie. Chociaż antychryści również wierzą w Boga, uważają, że dążenie do reputacji i statusu jest równoznaczne z wiarą w Boga i przydają mu taką samą wagę. To znaczy, że krocząc ścieżką wiary w Boga, dążą również do osiągnięcia własnej reputacji i własnego statusu” (Punkt dziewiąty (Część trzecia), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Bóg obnażył antychrystów jako tych, którzy szczególnie cenią sobie reputację i status, a nawet idą o krok dalej i postrzegają je jako swoje życie oraz cel, do którego dążą. Nieważne gdzie i kiedy się znajdują, nic nie zmienia kierunku ich dążeń. Byłam dokładnie taka sama. Od najmłodszych lat uwielbiałam się popisywać i byłam szczęśliwa, gdy inni mnie chwalili i podziwiali. Widząc, jak tancerze w telewizji są podziwiani i uwielbiani przez swoją publiczność, ja także ich podziwiałam i chciałam być taka, jak oni. Postawiłam sobie nawet za cel zostać wybitną tancerką. Nawet po wstąpieniu na drogę wiary i podjęciu się obowiązków nadal nie zmieniłam swojego celu w życiu, a kiedy nie mogłam wykonywać obowiązków związanych z tańcem w swoim miejscowym kościele, chciałam wyjechać za granicę, aby spełnić swoje wielkie marzenie o występowaniu na scenie. Nawet po tym, jak zostałam aresztowana przez KPCh i wpisana do rejestru karnego, przez co nie mogłam opuścić kraju, wciąż nieustannie myślałam o swoim marzeniu bycia tancerką. Byłam zniechęcona i udręczona, ponieważ nie mogłam zrealizować swojego celu, a swoje obowiązki wykonywałam niedbale i po łebkach, z negatywnym nastawieniem. Często rozmyślałam o swojej przyszłości i reputacji. Postrzegałam swoje obowiązki jako trampolinę, która pomoże mi spełnić moje marzenia. Nie wypełniałam swoich obowiązków i stawiałam opór Bogu! Gdy to do mnie dotarło, pomodliłam się do Boga, mówiąc: „Boże, dzięki sądowi i obnażeniu przez Twoje słowa zrozumiałam, jak wielką obsesję mam na punkcie sławy, korzyści i statusu. Zawsze staram się spełniać swoje marzenia i nie wykonuję właściwie swoich obowiązków. Jestem gotowa okazać skruchę, porzucić te ekstrawaganckie pragnienia i po prostu starać się wypełniać swoje obowiązki”. Później natknęłam się na następujący fragment słów Boga: „Powinieneś być w stanie wypełniać swoje zobowiązania, wykonywać swoje powinności i obowiązki oraz odłożyć na bok swe egoistyczne pragnienia, cele i pobudki; powinieneś okazywać wzgląd na Boże intencje i umieścić na pierwszym miejscu korzyści domu Bożego, dzieło kościoła i obowiązek, który masz wypełniać. Doświadczywszy tego przez pewien czas, poczujesz, że jest to dobry sposób postępowania. Jest to życie uczciwe i szczere, a nie bycie kimś podłym i niegodziwym; to życie sprawiedliwe i godne, zamiast bycia nikczemnym, podłym nicponiem. Sam poczujesz, że tak właśnie powinien postępować człowiek, że taki obraz winien urzeczywistniać” (Wolność i wyzwolenie można zyskać tylko przez odrzucenie skażonego usposobienia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Pomyślałam, że w przeszłości wykonywałam obowiązki tylko po to, aby zaspokoić swoje własne ambicje i pragnienia. W ogóle nie brałam pod uwagę intencji Boga i żyłam w podły i nikczemny sposób. Wiedziałam, że jeśli dostanę kolejną szansę na wykonywanie obowiązków, będę musiała odłożyć na bok swoje osobiste pragnienia i właściwie wykonywać obowiązki, aby zadowolić Boga. Nie mogłam sobie pozwolić na jeszcze większy żal i poczucie winy. Po pewnym czasie zastanowienia, ponownie zaczęłam wykonywać obowiązki w kościele. Choć zajmowałam się sprawami ogólnymi, które nie miały nic wspólnego z tańcem, wiedziałam, że Bóg daje mi w ten sposób szansę na okazanie skruchy, więc byłam gotowa się podporządkować i właściwie wykonywać swoje obowiązki jako istota stworzona.
W ten sposób minęło ponad pół roku i choć nie byłam już zniechęcona i przygnębiona z powodu niemożności realizacji moich marzeń, wciąż miałam w głowie zamęt. Czasami się zastanawiałam: „Wielu ludzi ma talenty, zainteresowania i pasje. Czy wszystkie one są złe? Czy ludzie naprawdę nie powinni ich realizować?”. Któregoś dnia przeczytałam następujący fragment słów Bożych dotyczący tej kwestii, w którym znalazłam odpowiedzi na niektóre moje pytania. Bóg Wszechmogący mówi: „Zainteresowania i hobby ludzi nie są z natury złe i rzecz jasna z pewnością nie można powiedzieć, że są to rzeczy negatywne. Nie należy ich potępiać ani krytykować. Elementem zwykłego człowieczeństwa jest to, że ludzie mają zainteresowania, hobby i talenty w określonych obszarach – ma je każdy. Niektórzy lubią tańczyć, inni śpiewać, rysować, występować na scenie, zajmować się mechaniką, ekonomią, inżynierią, medycyną, rolnictwem, żeglarstwem lub uprawiać określone sporty, jeszcze inni studiują geografię, geologię lub lotnictwo, a jeszcze innym może sprawiać przyjemność nauka jakichś nawet bardziej niejasnych zagadnień. Bez względu na zainteresowania i hobby danej osoby, wszystkie one są elementem człowieczeństwa i normalnego ludzkiego życia. Nie należy ich oczerniać jako rzeczy negatywnych, nie należy ich też krytykować, a tym bardziej zakazywać. Oznacza to, że wszelkie twoje zainteresowania i hobby są uzasadnione. Skoro wszelkie zainteresowania lub hobby są uzasadnione i należy pozwolić im istnieć, jak należy traktować aspiracje i pragnienia z nimi związane? Na przykład, niektórzy ludzie lubią muzykę. Mówią tak: »Chcę zostać muzykiem lub dyrygentem«, po czym zostawiają wszystko inne, aby pójść na studia i dalej się rozwijać muzycznie, stawiając sobie za cel i kierunek życia zostanie zawodowym muzykiem. Czy jest to właściwe postępowanie? (Nie, to nie jest właściwe postępowanie). Jeśli nie wierzysz w Boga, jeśli jesteś częścią świata i spędzasz życie realizując aspiracje i pragnienia ustanowione przez twoje zainteresowania i hobby, nic nam do tego. Jeśli jednak wierzysz w Boga i masz takie zainteresowania i hobby oraz chcesz poświęcić całe swoje życie, płacąc cenę życia za realizację aspiracji i pragnień wynikających z twoich własnych zainteresowań i hobby, to czy ta ścieżka jest dobra, czy zła? Czy warto ją propagować? (Nie warto jej propagować). Nie mówmy na razie o tym, czy warto ją propagować, czy nie; wszystko trzeba należycie przepracować. Wróćmy na razie do tego, w jaki sposób powinno się ustalić, czy ta ścieżka jest dobra, czy zła? Musisz rozważyć, czy dążenia, aspiracje i pragnienia, które ustanowiłeś, mają jakikolwiek związek z naukami Boga, z Bożym zbawieniem i oczekiwaniami wobec ciebie, z Bożą intencją zbawienia ludzkości, z twoją misją i twoimi obowiązkami, czy pomogą ci one w wypełnieniu twojej misji i skuteczniejszym wykonywaniu twoich obowiązków, a także czy zwiększą twoje szanse na zbawienie i pomogą ci wypełnić intencje Boga. Nie ma w tym nic złego, że jako zwykła osoba podążasz za aspiracjami i pragnieniami, ale kiedy je zrealizujesz i będziesz szedł ich drogą, czy poprowadzą cię one ścieżką zbawienia? Czy poprowadzą cię ścieżką bojaźni Bożej i unikania zła? Czy ostatecznie doprowadzą cię do tego, że całkowicie podporządkujesz się Bogu i będziesz oddawał Mu cześć? (Nie doprowadzą). To jest pewne. A skoro tak, to czy aspiracje i pragnienia wywołane przez twoje zainteresowania, hobby, a nawet talenty i uzdolnienia, są czymś pozytywnym, czy negatywnym, jeśli jesteś osobą wierzącą w Boga? Powinieneś je mieć, czy nie? (Są negatywne; nie powinniśmy ich mieć). Nie powinniście ich mieć” (Jak dążyć do prawdy (8), w: Słowo, t. 6, O dążeniu do prawdy). Po przeczytaniu słów Bożych zdałam sobie sprawę, że zainteresowania i pasje są otrzymanym od Boga elementem zwykłego człowieczeństwa, i nie są czymś z gruntu negatywnym. Jednak kiedy ludzie zaczynają postrzegać swoje pasje i zainteresowania jako ideały i pragnienia, które należy realizować, natura problemu ulega zmianie. Gdy ktoś traktuje swoją pasję jak ideał, do którego należy dążyć, z pewnością poświęca jej dużo czasu i energii. Zwykłym ludziom może się wydawać, że to jest ich wolność i prawo, ale w przypadku wierzących w Boga dążenie do ideałów i pragnień nie prowadzi na drogę do zbawienia. Zamiast tego powoduje, że poświęcają czas i energię na sprawy niezwiązane z prawdą. W pewnym stopniu utrudnia im to wypełnianie obowiązków. Ponadto, jeśli ludzie starają się urzeczywistniać swoje ideały, nie są w stanie podporządkować się Bożym rozporządzeniom i ustaleniom i tylko coraz bardziej oddalają się od Boga. Przekonałam się o tym na własnej skórze. W młodym wieku przyjęłam Boże dzieło dni ostatecznych, zaczęłam wykonywać swoje obowiązki i miałam okazję dążyć do prawdy oraz dostąpić zbawienia. Nie podążałam jednak właściwą ścieżką, nie doceniłam szansy otrzymanej od Boga i upierałam się przy realizacji swoich marzeń. Ponieważ wszystkie myśli i całą energię wkładałam w realizację swoich ideałów i pragnień, nie skupiając się na dążeniu do prawdy, przez długi czas nie poczyniłam w swoich obowiązkach żadnych postępów. Wszystkie moje poglądy na życie i wartości miały szatańską naturę. Po aresztowaniu przez policję nie szukałam prawdy i nie wyciągnęłam lekcji z tego doświadczenia. Zamiast tego sprzeciwiałam się Bogu i obwiniałam Go za okoliczności, które dla mnie zaaranżował po tym, jak moja kryminalna przeszłość uniemożliwiła mi wyjazd za granicę, a moje marzenie o zostaniu tancerką legło w gruzach. Jako istota stworzona powinnam podporządkować się ustaleniom Stwórcy i dzięki swojemu doświadczeniu zrozumieć intencję Boga. Tymczasem kurczowo trzymałam się swojego marzenia, byłam niezadowolona z suwerennej władzy Boga i Jego ustaleń, machinalnie i niedbale wykonywałam swoje obowiązki. Jak Bóg mógłby nie gardzić moją postawą i zachowaniem? Gdybym nie zrezygnowała z realizacji swoich marzeń i pragnień i któregoś dnia udałoby mi się wykonywać obowiązki jako tancerka, z pewnością niosłabym świadectwo o samej sobie i dała się poznać, aby spełnić swoje marzenie. Dawanie świadectwa o sobie zamiast o Bogu podczas wykonywania obowiązków było rodzajem sprzeciwu wobec Boga i powinno zostać przez Niego przeklęte!
Przeczytałam kolejny fragment słów Bożych: „Jeśli dzieci interesują się sztukami pięknymi, to czy muszą wykonywać zawód związany z tą dziedziną i czy muszą przez resztę życia pracować w tej właśnie branży? Niekoniecznie. Zależy to od Bożego zarządzenia, od tego, jak Bóg sprawuje swoją suwerenną władzę, i od tego, co On ustala. Jeśli na podstawie Bożego zarządzenia mają wykonywać zawód z dziedziny sztuk pięknych, to będą związani z tą branżą na całe życie. Jeśli zaś Bóg czegoś takiego nie zarządzi, sztuki piękną będą tylko ich zainteresowaniem i hobby, ale choćby czerpali z tego dużą radość, nie będzie możliwe, by podjęli pracę w tej branży. Niektórzy ludzie od dzieciństwa lubią sztuki piękne. Rodzice, widząc, że ich dziecko ma takie zainteresowanie i hobby, myślą sobie: »Pielęgnujmy to zatem. Być może w naszej rodzinie będzie ktoś utalentowany artystycznie. Być może nawet nasze dziecko zdobędzie sławę i zostanie gwiazdą!«. Zaczynają więc rozwijać u swojego dziecka to zainteresowanie tańcem i śpiewem i w rezultacie zostaje ono przyjęte do szkoły artystycznej. Choć po jej ukończeniu dziecko nadal bardzo interesuje się sztukami pięknymi, nie ma pewności, czy będzie pracować w tej branży. Możliwe, że gdy już będzie miało podjąć się takiej pracy, zmieni mu się nastrój, a także nastawienie i zapatrywania dotyczące tej pracy, i jest też możliwe, że wskutek obiektywnych okoliczności przegapi szansę na wejście do tej branży. Wszystko to jest możliwe; zależy to od tego, co Bóg z góry zarządził” (Jak dążyć do prawdy (11), w: Słowo, t. 7, O dążeniu do prawdy). Po przeczytaniu tego fragmentu poczułam ulgę. Dawniej myślałam, że muszę wykonywać pracę związaną z moimi zainteresowaniami i pasjami, że moje zainteresowania są prawdopodobnie misją wyznaczoną mi przez Boga i że skoro pasjonuję się tańcem, muszę wykonywać obowiązki z nim związane. Kiedy więc przydzielono mi obowiązki, które nie miały z nim nic wspólnego, miałam poczucie, że są dla mnie nieodpowiednie i nie chciałam ich wykonywać. W prawdziwym życiu byłam jednak ciągle sfrustrowana, ponieważ nie mogłam wykonywać obowiązków związanych z tańcem. Teraz rozumiem, że wszystko to wynikało z suwerennej władzy Boga i Jego ustaleń. Pomyślałam o siostrzenicy słynnej tancerki, która od najmłodszych lat także wykazywała talent do tańca. Jej ciotka chciała, żeby poszła w jej ślady, ale chociaż sama ją szkoliła, jej siostrzenica nie została tancerką, ale aktorką. Istnieją również niezliczone przykłady ludzi, którzy mają określone umiejętności lub talenty, ale poświęcają się zwykłej pracy, aby wyżywić rodzinę i nie mogą wykonywać zajęcia związanego z ich zainteresowaniami i pasjami. Uzmysłowiło mi to, że Bóg sprawuje nad wszystkim suwerenną władzę i ustala, czym ludzie będą się w życiu zajmować. Ludzie nie mają w tym względzie nic do powiedzenia i nie mogą w żaden sposób tych rzeczy wymusić. Chociaż nie mogłam wykonywać obowiązków związanych z moimi zainteresowaniami, Bóg dał mi potencjał do wykonywania innych obowiązków. Teraz moim obowiązkiem jest praca z tekstami, co nigdy nie przyszłoby mi do głowy. Czytając różne artykuły i kazania, poznałam pewne prawdy o wizjach, zrozumiałam nieco Bożego dzieła i na własnej skórze doświadczyłam, że sytuacje, które Bóg dla nas aranżuje, są najlepsze i korzystne dla naszego życia. Bez względu na to, czy w przyszłości będę mogła wykonywać obowiązki związane z tańcem, jestem gotowa się podporządkować, dążyć do prawdy i doświadczać Bożego dzieła niezależnie od tego, co Bóg rozporządzi. W wolnym czasie uczę się także kościelnych układów tanecznych, dzięki czemu nadal rozwijam swoje zainteresowania. Czasami po kolacji przez chwilę tańczę i zawsze czuję się potem trochę szczęśliwsza. Myślę, że to właściwy sposób traktowania moich pasji i zainteresowań. Z całego serca dziękuję Bogu, że dał mi tę pasję, ponieważ dzięki niej moje życie stało się trochę ciekawsze. Muszę pracować jeszcze ciężej, aby właściwie wykonywać swoje obowiązki i odwdzięczyć się za Bożą miłość.