Jak dążyć do prawdy (27)

Jeśli chodzi o temat „wyzbywania się” w ramach cyklu „Jak dążyć do prawdy”, dotarliśmy w naszym omówieniu do treści związanych z pojęciami i wyobrażeniami w kontekście „wyzbywania się barier między człowiekiem a Bogiem i wrogości wobec Boga”. Na kilku ostatnich spotkaniach omawialiśmy „wyzbywanie się pojęć i wyobrażeń na temat Boga wcielonego”. Dziś będziemy kontynuować ten temat. Co do pojęć i wyobrażeń na temat Boga wcielonego, omówiliśmy niektóre tematy związane ze zwykłym człowieczeństwem Boga wcielonego, zgadza się? Co zatem omawialiśmy poprzednim razem? Omawialiśmy niektóre konkretne przejawy dotyczące urzeczywistniania i uwidaczniania się zwykłego człowieczeństwa Boga wcielonego, a także niektóre zasady postępowania i działania w ramach zwykłego człowieczeństwa Boga wcielonego, a następnie omówiliśmy to, czego Bóg wcielony nie robi, jeśli chodzi o Jego człowieczeństwo. Omawianie tych aspektów pomaga ludziom lepiej zrozumieć istotę usposobienia ciała Boga wcielonego oraz Jego zasady postępowania i działania, a także cześć tego, co On konkretnie przejawia i uzewnętrznia. Gdy omawiamy te przejawy występujące u Boga wcielonego – czy to w formie faktów, przykładów lub konkretnych zasad działania – wiążą się one z wszelkiego rodzaju drobnymi sprawami życiowymi. Nie wydają się one dotyczyć żadnych wielkich, pionierskich wyczynów albo godnych podziwu szlachetnych działań, które istnieją w ludzkich pojęciach i wyobrażeniach; wszystko to, co przejawia Bóg wcielony, jest bardzo powszednie i zwyczajne. Właśnie dlatego, że Bóg wcielony żyje pośród tej zwyczajnej, zepsutej ludzkości, te normalne i realne przejawy u Niego widoczne są z jednej strony nieuniknionymi przejawami człowieczeństwa ciała Boga wcielonego, a z drugiej – normalną potrzebą Boga wcielonego żyjącego pośród ludzkości. Oczywiście te normalne i realne przejawy także dają ludziom jakieś informacje lub ścieżki dotyczące poznania Boga. Pozwalają one ludziom poznać realność i zwyczajność Boga poprzez realną praktykę życia Boga wcielonego i Jego realne zasady postępowania pośród ludzi, a także poznać Boga w niebie, dzięki czemu ludzie mogą trafniej zrozumieć Boga w niebie i trafniej zrozumieć Jego istotę jako normalnego, zwykłego człowieka na ziemi.

Niektórzy ludzie mówią: „Wszystkie te rzeczy i przykłady, o których mówisz i które dotyczą zwykłego człowieczeństwa Boga wcielonego, są bardzo zwyczajne; wszystkie są bardzo nieistotnymi i niepozornymi rzeczami z życia codziennego. Czy możesz opowiedzieć o faktach sprawiających wrażenie tajemniczych i niezgłębionych albo wyjątkowo imponujących?”. Na to odpowiadam, że jak do tej pory żadnych takich faktów naprawdę nie było. Bóg wcielony żyje wewnątrz rzeczywistości zwykłego człowieczeństwa i konkretnym środowisku życiowym, a poza dokonywaniem dzieła samego Boga spędza resztę swojego czasu w obrębie życia swojego zwykłego człowieczeństwa, wchodząc w interakcje z braćmi i siostrami lub zajmując się jakimiś trywialnymi problemami w kościele. Toteż poza przykładami, które omówiliśmy i które dotyczą zasad i dewiz, zgodnie z którymi On postępuje i działa, nie dokonuje On żadnych wielkich, pionierskich wyczynów ani nadzwyczajnych aktów, które sobie wyobrażacie. Może to być dla ludzi czymś nieoczekiwanym i może kłócić się z ich pojęciami i wyobrażeniami, ale w rzeczywistości właśnie tak się sprawy mają. Nasze omówienie tematu Boga wcielonego głównie dotyczyło przejawów, praktyki życia i konkretnych zasad postępowania i działania Boga wcielonego w Jego zwykłym człowieczeństwie. Różni się to od sposobu, w jaki czyny wielkich postaci i sławnych ludzi są relacjonowane w świecie. Gdy ludzie w świecie wspominają o jakiejś wielkiej, sławnej czy wyjątkowej postaci, zawsze mówią o tym, jak unikatowa, nadzwyczajna i wspaniała ona jest, i mówią o jej charyzmie, głównie skupiając się na tym, jak ta osoba jest wzniosła i imponująca. Tymczasem to, o czym my mówimy w odniesieniu do Boga wcielonego, jest dokładnym przeciwieństwem tego, co świat mówi o tych wyjątkowych postaciach i wielkich ludziach. My głównie mówimy o tym, w jaki sposób Bóg wcielony jest normalny, realny, zwyczajny i nienadzwyczajny. My mówimy tylko o konkretnych przykładach – a do tego o drobnych przykładach z życia codziennego – mówiąc o tym, jakie zasady i zapatrywania wiążą się z Jego postępowaniem i działaniami. Wszystkie te myśli i zapatrywania, zasady oraz metody postępowania i działania opierają się na sumieniu i rozumie właściwym zwykłemu człowieczeństwu. Głównie mówimy o tym, jak On postępuje i jak działa. W świecie jednak niewielu ludzi mówi o tym, jak postępować. Nawet jeśli niektórzy wypowiadali się na ten temat, nie byli w stanie dać wielu konkretnych przykładów, a co dopiero dać wyraz zasadom postępowania. Nie mówią o tym, jakie pozytywne zasady, pozytywne metody lub właściwe myśli i zapatrywania mają sławni ludzie i wielkie postacie w swoim postępowaniu i działaniu. Mówią tylko o ich osiągnięciach, talentach i wykształceniu oraz o ich duchowości, a także o tym, jaki rodzaj dominującej pozycji zajmują oni pośród ludzkości ze względu na te rzeczy. To, o czym mówią, jest dokładnym przeciwieństwem zwykłego człowieczeństwa, które Bóg wcielony posiada i w które jest przyobleczony, co jest tematem naszego dzisiejszego omówienia. Tym, co ciało wcielonego Boga pozwala wam poznać i zrozumieć, są zasady i dewizy dotyczące postępowania i działania, które są urzeczywistniane i posiadane w ramach Jego zwykłego i realnego człowieczeństwa. Te zasady i dewizy postępowania i działania odpowiadają idealnie wymaganiom Boga wobec ludzkości, którą zamierza On zbawić. Ciało Boga wcielonego posiada takie człowieczeństwo oraz posiada rozmaite myśli i zapatrywania – wraz z Jego zasadami i dewizami postępowania i działania – w ramach tego zwykłego i realnego człowieczeństwa. Tylko dlatego może On reprezentować Boga, dokonując dzieła samego Boga, oraz doprowadzić do końca dzieło i misję, które Bóg wcielony powinien dobrze wypełniać w tym wieku, w ramach takiego człowieczeństwa, oraz może On w pełni zapoznać ludzkość z reprezentacyjnym usposobieniem, które Bóg zamierza wyrazić w tym wieku, oraz – rzecz jasna – być w pełni kompetentnym na potrzeby dzieła wyrażania prawdy, którego Bóg zamierza dokonać na tym etapie dzieła. Gdyby istota człowieczeństwa urzeczywistniana, przejawiana i posiadana przez ciało Boga wcielonego nie była tą normalnością, realnością i zwyczajnością, które omawialiśmy, lub gdyby nie posiadał On tych zasad i dewiz postępowania, które omawialiśmy, lecz zamiast tego posiadałby istotę człowieczeństwa sławnych osób i wielkich postaci, o których niewierzący mówią i które czczą, jaki byłby rezultat? (On nie byłby w stanie prowadzić nas drogą bojaźni Bożej i wystrzegania się zła). Rezultatem byłaby całkiem odmienna sytuacja. Przypuśćmy, że ciało Boga wcielonego posiadałoby istotę człowieczeństwa niewierzącej wielkiej postaci lub sławnej osoby – osoby, która jest imponująca, nadzwyczajna, unikatowa, tajemnicza i niezgłębiona. Tego rodzaju osoba nie trzyma się żadnych granic w swoim postępowaniu i działaniu, ciągle kłamie, nie postępuje ani nie działa stosownie do reguł czy dobrych manier, nie zna swojego miejsca ani nie postępuje sumiennie, a jej dążenia, myśli i zapatrywania są takie same jak w przypadku niewierzących – po prostu dąży do rzeczy wzniosłych i podniosłych oraz skupia się na talentach, wiedzy i nadprzyrodzonych zdolnościach. Na jaką ścieżkę by was poprowadziła tego rodzaju osoba? (Nie byłaby w stanie poprowadzić nas na ścieżkę zbawienia. Przeciwnie – ci, którzy by za nią podążyli, stawaliby się jedynie coraz bardziej zepsuci i nikczemni). Taka osoba nie ma pozytywnych zasad postępowania; jej metody i zasady postępowania nie są pozytywne, tylko szatańskie. Dlatego zasady i dewizy postępowanie tej osoby, która jest z szatana, są wysoce reprezentatywne dla istoty jej człowieczeństwa. Jakie są dążenia osoby z taką istotą człowieczeństwa i jaką ścieżką ona kroczy? Pod tym względami nie różni się ona niczym od szatana. Wszystkie jej dążenia i ścieżka, którą kroczy, pochodzą od szatana i z nim są zgodne. Czy zatem ci, którzy podążaliby za nią, nie oddaliby się pod jej przywództwo, nie mieliby tych samych dążeń i nie szliby tą samą ścieżką? (Tak by było). Ci ludzie oddaliby się pod jej przywództwo, imitowaliby jej zasady postępowania i, tak jak ona, dążyliby do wiedzy, statusu, nadprzyrodzoności, wzniosłych i podniosłych rzeczy, wszystkiego, co jest nadzwyczajne, i wszystkiego, co wydaje się ludziom tajemnicze i niezgłębione. Nikt nie mógłby dostąpić zbawienia, podążając za taką osobą; zamiast tego tacy ludzie stawaliby się coraz bardziej zwyrodniali. Takiej grupy nie można byłoby nazwać kościołem, głównie dlatego, że oni wszyscy odgrodziliby się od dzieła Bożego i nie mieliby dzieła Ducha Świętego. Przywódca, za którym by podążali, nie byłby ustanowiony przez Boga, a tym bardziej nie byłby posłany przez Boga. Nawet gdyby sami siebie nazywali kościołem, nic by to nie dało; Bóg by ich ignorował. Bez względu na to, jak bardzo nazywaliby siebie samych kościołem, Bóg by ich nie uznał, a Duch Świętych by nad nimi nie pracował. Ten przywódca nauczałby ludzi, by czynili to, co jemu się podoba; dawałby ludziom wszystko to, co on sam w sobie posiada, i właśnie to ludzie by od niego zyskali. On nie ma prawdy i nie mógłby dać ludziom niczego pozytywne ani poprowadzić ich we właściwym kierunku, więc ludzie nie mogliby zyskać od niego prawdy. Co najwyżej zdobiliby tylko trochę wiedzy i nauczyli się od niego fachowych umiejętności z niewierzącego świata lub kompetencji w jakiejś dziedzinie. Krótko mówiąc, ktoś taki, kto posiada zwyczajności i realności albo boskiej istoty jako swojego życia, nie mógłby być nazywany Bogiem wcielonym; nie mógłby przyprowadzić ludzi przed oblicze Boga ani poprowadzić ludzi na ścieżkę zbawienia. Jeśli spojrzeć na te fakty, czy jest pośród ludzkości ktokolwiek poza ciałem Boga wcielonego kto może reprezentować Boga, by dokonywać Jego dzieła? (Nie). Czy jest ktokolwiek, kto może reprezentować Boga, by wybawić ludzkość od jej skażonych skłonności? (Nie). Życie i istota człowieczeństwa każdego zwyczajnego człowieka są praktycznie takie same – takie życie i taka istota człowieczeństwa zostały w całości zdeprawowane przez szatana; dla ludzi skażone skłonności są ich życiem. Toteż, patrząc z perspektywy człowieczeństwa ludzi lub istoty życia ludzi, żadna osoba spośród całej ludzkości nie nadaje się, by czynić to dzieło Boga wcielonego, i żadna zepsuta istota ludzka nie może reprezentować Boga, by wybawić zepsutą ludzkość od zepsucia. Oczywiście te fakty mówią też ludziom to: żadna zepsuta istota ludzka nie może powiedzieć ludziom, czym jest to, co pozytywne, i czym jest to, co negatywne, i żadna zepsuta istota ludzka nie może powiedzieć ludziom, czym jest prawda albo jakie są w rzeczywistości intencje Boga. Tym, co zepsuci ludzie mogą dać innym ludziom, jest tylko wiedza, a także rozmaite umiejętności, kompetencje lub talenty, do których dąży zepsuta ludzkość, i rozmaite taktyki postępowania i działania, filozofie funkcjonowania w świecie oraz rozmaite myśli i zapatrywania pochodzące od szatana. Istoty ludzkie wszystkich ras mają wspólną cechę. Jaka jest ta wspólna cecha? Wszyscy między sobą uznają rzeczy względnie pozytywne lub rzeczy względnie powodowane dobrymi intencjami, rzeczy konserwatywne i tradycyjne za coś pozytywnego oraz próbują tym zastąpić prawdę i intencje Boga. Ludzie wierzą, że trzymając się tych rzeczy, zyskali prawdę i mogą dostąpić zbawienia. W rzeczywistości rzeczy te nie mają w ogóle nic wspólnego z wymaganiami Boga wobec ludzkości. Widzisz, bez względu na to, jak ludzie są bystrzy, jak wielkie są ich zdolności lub talenty, jak bardzo są uczeni oraz jak życzliwe i dobrotliwe może z pozoru wydawać się ich człowieczeństwo, nikt spośród ludzkości nie jest w stanie zrozumieć prawdy i nikt nie jest w stanie rozeznać się co do tego, czym są rzeczy pozytywne i czym są rzeczy negatywne. Zanim Bóg dokonał swojego dzieła i zanim wypowiedział swoje słowa, niemal każdy uważał tradycyjną kulturę za coś pozytywnego, a niektórzy nawet czcili tradycyjną kulturę jako prawdę. Dlatego, jak by na to nie patrzeć, gdyby to nie Bóg wcielony wyrażał te prawdy i dokonywał tego dzieła w zwykłym człowieczeństwie, lecz gdyby tego dzieła dokonywał jakiś człowiek, poprowadziłby jedynie ludzi na ścieżkę odbiegającą od słów Boga i Jego intencji.

Przyjrzyjmy się prostemu przykładowi. Jeśli poprosi się ludzi, by wybrali kostiumy do programu tanecznego, jakiego wyboru dokonają? W teorii wszyscy wiedzą, że gdy wierzący w Boga produkują program taneczny, zwłaszcza do materiału wideo, który zostanie udostępniony w Internecie, ich kostiumy i zachowanie reprezentują lud Boży. Dlatego wybrane kostiumy powinny być dystyngowane i spionizowane, a nie jakieś z kosmosu wzięte. Dużo się mieści w określeniu „dystyngowane i spionizowane”. Jakie ubranie można tak nazwać wedle ludzkich pojęć? To ubranie najczęściej noszone przez rozmaite grupy etniczne, ubranie względnie tradycyjne i konserwatywne oraz każdemu wyglądające na odpowiednie. Nie jest ono cudackie ani przesadnie modne. To właśnie ludzie, wedle swoich pojęć, uważają za ubranie dystyngowane i spionizowane. Jakie są opinie większości braci i sióstr w kościele, jeśli chodzi o wybór kostiumów do programów? Widzisz, gdy kręcony jest film, opinie kostiumografa tak naprawdę odzwierciedlają opinie większości. Style ubraniowe przez niego wybierane są bez wyjątku takie, jakie widoczne były u większości ludzi w latach 80. i 90. Kolory to najczęściej niebieski, khaki lub szary, różniące się jedynie ciemniejszym lub jaśniejszym odcieniem. Na ogół są to tylko te dwa lub trzy proste kolory. Dlaczego nie są wybierane jakieś jaskrawe kolory? Zgodnie z ludzkimi pojęciami wszyscy wierzący w Boga są dystyngowanymi i prawymi, dobrymi ludźmi, więc powinni nosić ubrania w tych kilku najpowszedniejszych, najzwyczajniejszych kolorach. Widzisz, taka prosta sprawa jak wybór stylu i koloru kostiumów całkowicie obnaża pojęcia oraz niedorzeczne myśli i zapatrywania dotyczące wiary w Boga w ludzkich sercach. To znaczy – ludzie skrywają w swoich sercach bardzo poważne pojęcie; wielu ludzi wierzy, że wiara w Boga wymaga trzymania się starych praktyk i przywrócenia tradycji. Zgodnie z ich pojęciami tylko tradycyjne, stare, zacofane i zatęchłe rzeczy są pozytywne i tylko one podobają się Bogu. Czy tak właśnie myśli większość ludzi? (Tak). To właśnie znajdziemy w umysłach ludzkich. Wszyscy ludzie definiują te tradycyjne, zacofane, stare i wzięte z lamusa rzeczy jako coś pozytywnego. Dlatego przy produkcji programu ludzie nie są nawet w stanie trafnie dobrać kolorów i stylów kostiumów, a jest przecież jedna z najprostszych i najbardziej podstawowych spraw. Wszyscy oni oceniają tę kwestię przez pryzmat swoich pojęć i są wyjątkowo konserwatywni, a także wyjątkowo głupi i uparci. Powiedzcie Mi: ileż to pojęć ludzie muszą mieć na temat Boga! Pozytywne rzeczy zdefiniowane przez ludzi i rzeczy, o których ludzie myślą, że Bóg je lubi, są w całości tradycyjną kulturą w kształcie, w jakim ludzie ją pojmują, lub rzeczami pośród ludzkości, które są akceptowane i uznawane przez ludzi świeckich; nie mają one w ogóle nic wspólnego z prawdą. Powiedzcie Mi zatem: czy jestem tradycjonalistą, czy modernistą? (Bóg nie jest ani tym, ani tym). Niektórzy mówią: „Na podstawie tego, co omówiłeś, wiemy, że nie podoba Ci się tradycyjna kultura, bo żyjesz w teraźniejszości. Bądź co bądź nie jesteś tradycjonalistą i nie trzymasz się starych praktyk”. Mówicie, że nie jestem tradycjonalistą, więc może jestem modernistą? (Nie). Skąd wiecie, że nie? (Dziś ludzie w świecie raczej lubią trendy, a Bóg uczy nas, byśmy byli dystyngowani i prawi, co jest sprzeczne z trendami). Nie tylko dziś ludzie lubią trendy; w czasach starożytnych też je lubili. Wszyscy niewierzący lubią trendy. Fakt, że ktoś lubi trendy, nie czyni z niego modernisty. Jak zatem należy odpowiedzieć na to pytanie? Zastanówcie się trochę. Czy widzieliście Mnie kiedykolwiek w starożytnym stroju? Czy noszę tradycyjne ubrania? Noszę nowoczesne ubrania. Wiąże się to ze zwykłym człowieczeństwem Boga wcielonego. Bez względu na to, w którym wieku żyje Bóg wcielony, i bez względu na poziom rozwoju ludzi w tym wieku pod kątem zaspokajania podstawowych potrzeb Jego zwykłe człowieczeństwo naturalnie stosuje w tym celu te same metody co oni; On nie jest uwsteczniony. Czy nie jest to przejaw zwykłego człowieczeństwa? (Jest). Jego normalne człowieczeństwo ma racjonalność, więc gdy w grę wchodzą podstawowe potrzeby, On naturalnie wie, co jest odpowiednim wyborem. To jest jedna strona. Z drugiej strony, czy jest to tradycja, czy też nowoczesność, nie jest to forma, lecz raczej reprezentacja trendu myśli i punktu widzenia. Czy zatem pozytywna jest tradycja, czy nowoczesność? W Moich oczach ani jedna, ani druga. Żadna z nich nie ma nic wspólnego z prawdą; obie są produktem zepsutej ludzkości pod wpływem szatana. Czy są to tradycyjne myśli i zapatrywania, czy też nowoczesne myśli i zapatrywania, wszystko, co nie pochodzi od Boga, jest czymś negatywnym, nie zaś pozytywnym. Czy są to tradycyjne rzeczy niezbędne, czy też nowoczesne rzeczy niezbędne, ich celem jest zawsze zaspokajanie potrzeb właściwych zwykłemu człowieczeństwu. Bez względu na to, w którym wieku rodzi się Bóg wcielony, żyje w ramach zwykłego i realnego człowieczeństwa, a Jego zasady postępowania i działania się nie zmieniają. We wszystkim, co robi, i w swoim traktowaniu wszystkiego postępuje zgodnie z zasadami słów Bożych i zasadami wynikającymi z Jego wewnętrznego usposobienia życiowego; On nie zachowuje tradycji i za nią nie podąża ani nie podąża za nowoczesnością i nie goni za trendami. Dlatego wymagania Boga wcielonego wobec tych, którzy za Nim podążają, nie opierają się na tradycji ani nie ulegają wpływowi nowoczesności. Rozmaite myśli i zapatrywania lub prawdy, które On posiada i omawia, bez wyjątku pochodzą od Boga, z boskiej istoty Boga i z życia Boga; nie mają nic wspólnego ani z tradycyjną kulturą, ani z nowoczesną wiedzą.

Czy byliście w stanie rozeznać się co do jakichkolwiek zasad, patrząc na kostiumy wybrane do programu tanecznego produkowanego przez dom Boży? Dlaczego wybrano te style i te kolory? Jeśli jesteście w stanie w tym przypadku zrozumieć zasady, to rzeczywiście rozumiecie trochę prawdy i macie duchowe zrozumienie; jeśli nie potrafisz zrozumieć zasad nawet w tak prostej sprawie, to masz zamęt w głowie i zbywa ci na potencjale, a także nie zrozumiałeś prawdy mimo słuchania kazań przez tak wiele lat. Po pierwsze, gdy produkujemy programy taneczne, czy występujący mają na sobie stroje tradycyjne, czy nowoczesne? (Nowoczesne). Są to bez wyjątku ubrania nowoczesne, a do tego zwyczajne i codzienne. Niektórzy ludzie nie rozumieją i mówią: „Nasze programy taneczne są artystyczne, dlaczego więc występujący mają na sobie po prostu zwyczajne, codzienne stroje zamiast kostiumów scenicznych? Stroje z paciorkami i cekinami są wyjątkowo szałowe. Spójrzcie na stroje noszone na scenie przez ogólnokrajowe trupy taneczne – są szałowe, prześliczne i majestatyczne, wyglądają oszałamiająco w świetle reflektorów. Gdyby występujący w naszych programach też nosili takie stroje, czy nie wyglądaliby lepiej i czy nie wychwalaliby Boga jeszcze bardziej? Czy to nie uwidoczniłoby lepiej mocy domu Bożego i czy nie pozwoliłoby lepiej dotrzeć siłę domu Bożego niewierzącym lub ludziom religijnym?”. Czy ten punkt widzenia jest słuszny? (Nie). Powiedzcie Mi: przede wszystkim – dlaczego występujący w naszych programach tanecznych mają na sobie zwyczajne, codzienne stroje zamiast szałowych kostiumów? (Jeśli bracia i siostry będą bez wyjątku mieć na sobie wyjątkowo szałowe kostiumy podczas tańca, widownia skupi swoją uwagę na ubraniach i na wyglądzie tancerzy. Jeśli zaś będą ubrani w zwyczajne stroje i będą wyglądać jak dystyngowani i prawi ludzie, widownia nie będzie rozpraszana przez te zewnętrzne rzeczy i skupi swoją uwagę na słowach Bożych). Co do jednego należy się zgodzić – brak szałowych kostiumów sprawia, że ludzie nie skupiają się na formie i aspektach zewnętrznych. Jest jeszcze jedna sprawa, najważniejsza: gdy produkujemy programy, czy to z tańcem, czy ze śpiewem, jaki jest cel? (Dawać świadectwo o Bogu). To jest jedyny cel. Zarówno w tańcu, jak i w śpiewie chodzi wyłącznie o dawanie świadectwa o Bogu. Nie o to, by ktoś stanął w świetle reflektorów, nie o to, by kogokolwiek zadowolić; chodzi po prostu o dawanie świadectwa o Bogu. Dlatego wystarczy, że występujący mają na sobie proste, dopasowane, dystyngowane, spionizowane i gustowne stroje osiągające cel, jakim jest dawanie świadectwa o Bogu. Z definicji programy, które produkujemy, nie są programami rozrywkowymi. Czym są programy rozrywkowe? To coś, co ludzie oglądają rekreacyjnie w wolnym czasie; mają one po prostu dawać ludziom zadowolenie. Gdy ludzie odpoczywają, oglądają jakiś program dla zabawy, dla relaksu, żeby poczuć radość, zapomnieć o troskach i zredukować stres. Potem wracają do pracy, którą mają do zrobienia, i nie myślą już o tym programie ani nie mają żadnych związanych z nim odczuć. Tym właśnie są programy rozrywkowe. A nasze programy? Pod względem formy są rozrywkowe, ale w istocie nie mają bawić publiczności ani być pokazem artystycznych umiejętności. Celem programów, które produkujemy, jest dawanie świadectwa o Bogu. Na przykład, gdy produkujemy programy z hymnami, celem hymnów ze słowami Bożymi jest dawanie świadectwa i krzewienie prawdy słów Bożych, co pozwala ludziom przyjść przed oblicze Boga; celem hymnów ze świadectwami z doświadczenia jest dawanie świadectwa o efektach osiągniętych przez dzieło Boże i o rezultatach dzieła Bożego w ludziach. Krótko mówiąc, bez względu na to, jakie programy produkujemy, nie są one czystą rozrywką. Ich celem nie jest przykucie wzroku ludzi lub pomaganie im w zabiciu czasu i rozerwaniu się, a tym bardziej nie chodzi o pokaz artystycznych umiejętności. Nasze programy mają tylko jeden cel, czyli krzewienie słów Bożych i dawanie świadectwa o dziele Bożym, co pozwala większej liczbie ludzi dowiedzieć się, że Bóg stał się ciałem i realizuje nowy etap dzieła oraz że dzieło Boże już pozyskało grupę ludzi i że Bóg obecnie działa i przemawia. To jest jedyny cel programów, które produkujemy. A skoro tak, to gdyby ludzie mieli na sobie szałowe stroje, nosili mocny makijaż i byli rożnie poprzebierani, czy nie kłóciłoby się to z celem, jakim jest dawanie świadectwa o Bogu? (Kłóciłoby się). Tak by właśnie było. Dlatego nie skupiamy się na tym, w co ubrani są występujący. Na czym się wyłącznie skupiamy? Wyłącznie na tym, czy to, co programy pokazują – zachowanie braci i sióstr, figury taneczne i forma programów – jest w stanie przyciągnąć uwagę ludzi, spodobać się im i obudzić w nich zainteresowanie, robiąc na nich dobre wrażenie i zachęcając ich do zgłębiania dzieła Bożego, przyjęcia słów Bożych oraz śpiewania hymnów i oddawania czci Bogu razem z braćmi i siostrami – to jest cel, który chcemy osiągnąć. Aby go osiągnąć, to jeśli chodzi o stroje i wygląd występujących, muszą oni wyglądać dystyngowanie i prawo, schludnie i czysto, a także wyjątkowo dobrze się zachowywać; co do reszty – szałowych kostiumów, mocnego makijażu i wszelkiego rodzaju przebieranek – wszystko to ma negatywne efekty. Jakie negatywne efekty? Jeśli wszystkie tańczące siostry są wystrojone niczym niebiańskie dziewice, a wszyscy bracia – jak przystojniacy lub zamożni dziedzice, to gdy ludzie to zobaczą, pomyślą sobie: „Popisujecie się. Czy nie skrywacie złych intencji? Czy nie uwodzicie ludzi?”. Jeśli ludzie mają takie myśli, to nie jest dobrze. Bracia i siostry ubierają się w sposób dystyngowany i prawy, gustowny i odpowiedni. Choć ogólnie rzecz biorąc może nie wyglądają elegancko, to są wyjątkowo schludni, czyści, dystyngowani i gustowni. Gdy ludzie na nich patrzą, widzą, że oni dobrze się zachowują, że są osobami wierzącymi w Boga i że ich program daje świadectwo o Bogu, a nie jest czymś oszukańczym czy złym. Widzisz, niewierzące programy sprowadzają się do wybałuszania gał, posyłania całusów i popisywania się zgrabną figurą. Podczas tańca występujący nie tylko popisują się swoim kunsztem, ale także obnoszą się ze swoimi wdziękami, nie oferując za grosz pozytywnego przewodnictwa. Tymczasem programy przez nas produkowane przekazują w stu procentach pozytywne przewodnictwo. Nawet jeśli widzowie chcą mieć niewłaściwe myśli, nie mają ku temu okazji ani luk. Jeśli chcą bliżej przyjrzeć się figurom tańczących i rysom ich twarzy, nie są w stanie; jeśli chcą zobaczyć, kto obnosi się ze swoimi wdziękami, to też jest niemożliwe. Widzą tylko jeden wyraz twarzy – uśmiech – prezentujący całkowicie dystyngowaną i prawą postawę. Co najważniejsze, w naszych programach nie chodzi o popisywanie się lub zadowalania kogokolwiek, ale o dawanie świadectwa o Bogu; to jest kluczowa zasada. Ponadto, co do stylu ubraniowego wybranego dla zespołów tanecznych – podkoszulki, bluzy i spodnie dresowe – ludzie mogą czuć się dość swobodnie, tańcząc w nich, ale niektórym młodym ludziom mogą się one nie podobać ze względu na ich własne gusty. Mają oni poczucie, że te style są zbyt pospolite, że to po prostu zwyczajne ubranie na co dzień, coś, co nosi się w domu, ale tym dokładnie są ubrania dystyngowane i spionizowane. Podkoszulki, bluzy i spodnie dresowe to dziś najpowszechniejsze style luźnego ubioru. Dlaczego wybieramy te style? Z moich obserwacji wynika, że ten styl luźnego ubioru po raz pierwszy pojawił się przynajmniej kilka dekad temu. Wybieramy dziś ten styl do naszych programów, bo przez kolejnych kilka dekad się on nie zdezaktualizuje ani nie odejdzie do lamusa. Ponadto ten styl jest odpowiedni dla wszystkich grup wiekowych i klas społecznych; zarówno ludzie zwyczajni, jak i ludzie z wyższych klas noszą na co dzień takie ubrania w domu. Ponadto te ubrania są luźne i wygodnie się z nich tańczy. Dlatego ostatecznie wybraliśmy ten styl dla kostiumów scenicznych. Bez względu na to, czy podobają się noszącym je na scenie ludziom, ten styl nadaje się na scenę; żadnej wady nie znajdują w nim ani ci, którzy noszą te kostiumy, ani ci, którzy je oglądają na scenie. Ci, którzy je noszą, mogą powiedzieć: „Te stroje, które dla nas wybrałeś, to jest jakieś bezguście; w życiu bym czegoś takiego na siebie nie włożył na co dzień”. Moja odpowiedź jest taka, że nie mieszam się do tego, co ubierasz na co dzień. To, w co się ubierasz i co lubisz, mówi, kim jesteś; reprezentuje twoje człowieczeństwo i twoją istotę. Jeśli nie lubisz prostych, gustownych, dystyngowanych i spionizowanych, a zamiast tego wolisz ciuchy jak z cyrku, to jesteś bardzo niekonwencjonalny. Jeśli lubisz pokazywać klatę i plecy, rozpuszczać włosy i zakładać duże okulary przeciwsłoneczne, stale pozując na celebrytę, to mówię ci, żeś nie jest członkiem domu Bożego. Nie lubisz być dystyngowany i prawy; co by nie mówić, ze Mną na pewno zgodny nie jesteś. Dystynkcja, prawość, gust i decorum – oto zasada doboru stylów ubraniowych. Jak zatem należy dobierać kolory ubrań? Niektórzy mówią: „Biel symbolizuje świętość, zieleń – życie, czerwień – świętowanie, a żółty – przyjaźń, więc powinniśmy po prostu wybrać te kolory”. Ja mówię, że to wierutna bzdura; kolory niczego nie symbolizują. Jaka zatem jest zasada dotycząca kolorów ubrań? To bardzo proste; jest tylko jedna zasada: musi schludnie wyglądać w kamerze. W szczególności niektóre kolory są bardzo nasycone i jaskrawe, a ludzie rzadko na co dzień noszą ubrania w takich kolorach, ale my wybieramy je ze względu na efekt sceniczny i efekt wizualny. Z jednej strony te kolory są dość mocno nasycone i jaskrawe, więc ich efekt sceniczny jest dobry. Z drugiej strony większość tych kolorów nie jest bardzo dziwaczna; nie są to kolory matowe ani drażniące oko, więc materiały wideo w ten sposób wyprodukowane dobrze wyglądają.

Przed chwilą omówiłem zasady doboru kostiumów do programów tanecznych. Które aspekty są dla was jasne? Powiedzcie Mi: czy odpowiednie są te zasady, które wziąłem pod uwagę? (Tak). Głównie chodzi o zasady dawania świadectwa o Bogu, o nieprzynoszenie ujmy Bogu oraz osiągnięcie najlepszych rezultatów, zgadza się? (Tak). Czy są tu jakieś aspekty wypaczone albo skrajne? (Nie). Czy jest jakiś element uwstecznienia? (Nie). Nie ma tu w żaden sposób niczego wypaczonego ani uwstecznionego. Czy zatem te nasze zasady doboru kostiumów idą za tradycją, czy za nowoczesnością? (Ani za jedną, ani za drugą; jeśli tylko programy, które produkujemy, mogą osiągać rezultat w postaci dawania świadectwa o Bogu, to jest najlepsze). Wreszcie zrozumieliście; celem tych programów jest dawanie świadectwa o Bogu i nic innego. Dawanie świadectwa o Bogu wymaga, byśmy mieli na względzie to, iżby nie przynosić ujmy Bogu ani nie stawiać domu Bożego w złym świetle. Oczywiście też brać pod uwagę to, że pod względem materiału i stylu kostiumy powinny być wygodne. Innymi słowy, każdy dystyngowany i prawy człowiek, widzą cię w tych ubraniach, pomyślałby sobie, że są akceptowalne, że wyglądasz w nich jak ktoś wierzący w Boga i że jesteś w stanie reprezentować lud Boży, a nie, że sprawiasz wrażenie niewierzącego albo wyglądasz na gwiazdę filmową lub piosenkarza – po jednym spojrzeniu można stwierdzić, że jesteś dystyngowanym i prawym człowiekiem. Wedle tego sądząc, czy uważacie, że Moje zapatrywania dotyczące traktowania rzeczy i zasady, jakie stosuję w ramach Mojego zwykłego człowieczeństwa, są takie same jak wasze? (Nie). Z całą pewnością nie są. Powiedzcie Mi zatem: czy te zasady, które stosuję, są wzniosłe i imponujące? Czy są nadzwyczajne? Wcale nie są wzniosłe ani imponujące. Są wyjątkowo zwyczajne. Zasady, jakie przyjmuję, i rezultaty, jakie zamierzam osiągnąć w swoich działaniach, są bez wyjątku bardzo realne i Ja nigdy się nie popisuję. Gdybyśmy mieli kierować się tym, jak wy wszyscy postrzegacie rzeczy, to przy wyborze kostiumów do programów bylibyśmy tradycjonalni i trzymali się starych praktyk albo podążalibyśmy za światowymi trendami. Niektórzy mówią: „Przydymione oko, sztuczne rzęsy, kółko w nosie i duże kolczyki są popularne w świecie. My też powinniśmy ubierać braci i siostry tak, żeby byli przystojni i piękni. Ich stroje powinny być szałowe, a do tego makijaż powinien być uwodzicielski. Powinni nie ustępować w niczym piosenkarzom i gwiazdom filmowym w świecie, a wręcz ich wygląd powinien mieć jeszcze większą klasę i większy przepych. Wierzący w Boga powinni być szlachetniejsi niż tamci, więc w tym kierunku powinniśmy iść, wybierając stroje dla występujących”. Dlaczego zatem jest tak, że ci występujący nie lądują na scenie z choćby jednym szałowym elementem stroju? Bo ja tu jestem i wszystkiego pilnuję. Wszyscy oni, czy to tradycjonaliści, czy moderniści, zostali odsunięci na boczny tor – nie mają żadnych okazji do afiszowania się ze swoimi „umiejętnościami”. Ja ich powściągnąłem. Gdybyście to wy wszystkiego pilnowali, czy dalibyście tym ludziom sposobność do afiszowania się z ich „umiejętnościami”? (Nie). Dlaczego nie? Gdyby dostali sposobność, to by poszli na całość. Nie stosowaliby się do zasad wymaganych przez dom Boży). Gdyby dostali sposobność, to by przebrali występujących za demony. Produkowaliby programy rozrywkowe, jak te, które są popularne w społeczeństwie, zmieniając programy mające dawać świadectwo o Bogu w programy rozrywkowe bawiące publikę, a ci, którzy by w nich występowali, wyglądaliby jak demony i upiory. Czy dałoby się wtedy jeszcze oglądać te programy? Zmieniłaby się ich natura; nie dawałaby świadectwa o Bogu, lecz przynosiły Mu ujmę, a także zasługiwałyby na to, by je przekląć i zdelegalizować. To nie byłoby wykonywanie obowiązku, ale dopuszczanie się zła. Czy rozumiecie? (Tak). Nawet takiej drobnej sprawy nie rozumieliście. Teraz, gdy w prosty sposób wyłożyłem kawę na ławę, niektórzy nagle sobie uzmysłowili: „Czyli tak to wygląda. Teraz wiem, czemu dom Boży wybiera takie kostiumy do swoich programów tanecznych”. Jakiej zasady ludzie powinni przestrzegać bez względu na to, jaki jest wiek? Brzmi ona: traktować słowo Boga jako zasadę we wszystkim. Gdy zajmujecie się dowolnym elementem pracy lub jakąkolwiek pracą, waszym pierwszym celem powinno być robienie czegoś budującego dla ludzi, a drugim – dawanie świadectwa o dziele Bożym. To są te dwie zasady. Toteż we wszystkich sprawach ludzie powinni stosować się do tych dwóch zasad. Zwyczajność zatem i realność posiadane w ramach zwykłego człowieczeństwa Boga wcielonego także polega wyłącznie na przestrzeganiu tych zasad. Zasady się nie zmieniają; Bóg wcielony nie idzie ani za tradycja, ani za nowoczesnością. Zasada, której przestrzegam w ramach Mojego zwykłego człowieczeństwa, to postępowanie i działania w granicach sumienia i rozumu. Jakich więc zasad przestrzegam, wykonując pracę domu Bożego? Przysparzanie ludziom korzyści we wszystkim, co robię – robienie rzeczy, które są dla nich korzystne i budujące. Ponadto chodzi o to, by dokonywać dzieła polegającego na dawaniu świadectwa o Bogu, przestrzegając zasad dawania świadectwa o Bogu i krzewienia słów Bożych. Czy powiedzielibyście, że tak właśnie jest? (Tak). Czy po takim omówieniu rozumiecie Mnie teraz lepiej? (Tak). Jeśli nie będę szczegółowo mówił o tych rzeczach, nie będziecie mieć co do nich jasności. Nie potraficie nawet zgłębić tak prostej sprawy. Tak naprawdę to wcale nie jest głębokie; to wszystko jest bardzo realne i zwyczajne. Jak bardzo jest to zwyczajne? Jest to wysoce zgodne z racjonalnością właściwą zwykłemu człowieczeństwu. Oznacza to, że jeśli masz racjonalność właściwą zwykłemu człowieczeństwu, jesteś w stanie to zrozumieć, ale jeśli jej nie masz, bardzo trudno będzie ci zrozumieć – będę musiał wytłumaczyć to jasno i gruntownie, mówiąc do ciebie wprost i łopatologicznie, zanim zrozumiesz, o co chodzi. To taka prosta sprawa, niebędąca nawet z poziomu prawdozasad, ale wy ciąć nie potraficie jasno jej wytłumaczyć. O co tu chodzi? Czy ta sprawa jest głęboka i nieprzenikniona? (Nie). No to dlaczego nie umiecie jasno jej wytłumaczyć? Mówiąc ogólnie, jest tak dlatego, że nie rozumiecie prawdy. Na bardziej szczegółowym poziomie jest tak dlatego, że wasze zwykłe człowieczeństwo i wasza racjonalność mają pewne braki i wady. Gdy w grę wchodzi bycie dystyngowanym i prawym, trzymacie się tradycji i starych praktyk. Gdy w grę wchodzi zwykłe człowieczeństwo, myślicie, że posiadanie zwykłego człowieczeństwa oznacza bycie prostodusznym, jak jakiś głupiec. Czy to nie pokazuje, że wasz potencjał jest zaiste marny i że nie macie ani krztyny zdolności pojmowania? (Zgadza się). I to właśnie jest problem. W porządku, dość już na ten temat.

Poprzednim razem omawialiśmy to, że Bóg wcielony nie knuje, a było to w ramach tematu „niestawiania Boga wcielonego na równi z zepsutą ludzkością”. Dziś omówimy temat „nieatakowania innych”. Nieatakowanie innych jest częścią istoty i praktyki życia posiadanych przez zwykłe człowieczeństwo Boga wcielonego oraz jest jedną z zasad, której przestrzegają sumienie i rozum właściwe zwykłemu człowieczeństwa w zakresie traktowania ludzi. Oznacza to, że Bóg wcielony może, przynajmniej, dogadywać się z tobą pokojowo. Bez względu na to, jakiego rodzaju osobą jesteś, czy jesteś kimś o większym lub mniejszym potencjale, czy też kimś o lepszym lub gorszym człowieczeństwie, Bóg wcielony potrafi traktować cię prawidłowo i dogadywać się z tobą po przyjacielsku. Jeśli odkryję, że masz jakiś brak lub jakąś wadę albo wręcz że w twoim człowieczeństwie jest jakaś zła istota lub że dopuściłeś się jakiegoś złego uczynku, porozmawiam z tobą szczerze, jeśli nadarzy się okazja lub warunki na to pozwolą. Jeśli będziesz w stanie to przyjąć, szczerze obnażę twoje problemy i wskażę ci ścieżkę do ich rozwiązania. Jeśli jednak nie będziesz w stanie tego przyjąć, mogę, w odpowiednim czasie, posłużyć się odkrytym przeze Mnie problemem z prawdziwego życia, by cię napomnieć, zdemaskować, ostrzec i pozwolić ci poznać, jaki jest twój problem – czy jest to problem z twoim człowieczeństwem, z twoim potencjałem lub z jakąś twoją skażoną skłonnością. Biorąc pod uwagę twój problem, napomnę cię i połajam, pozwalając ci poznać, jakie masz braki lub na czym polega twój problem, a następnie powiem ci, jaka jest istota tego typu problemu i jakie Bóg ma nastawienie względem ludzi z tym problemem. Jeśli będziesz chciał to przyjąć i będziesz w stanie zbuntować się przeciwko cielesności oraz praktykować prawdę, wskażę ci ścieżkę praktyki i powiem ci, jak potraktować i rozwiązać tego typu problem. Nie będę się czepiał twoich problemów i wad jako karty przetargowej przeciwko tobie lub jako twoich słabych stron po to, by je jakoś wykorzystać, a potem, od czasu do czasu, po to, by szydzić i naśmiewać się z ciebie lub wypowiadać kąśliwe komentarze na ich temat. Nie zrobię czegoś takiego; będę traktował ciebie i twoje istniejące problemy sprawiedliwie i obiektywnie. Jeśli cię napomnę, ale tobie brakować będzie świadomości i nie będziesz czuł, że to, co powiedziałem, ma z tobą coś wspólnego, lub jeśli powiem ci, że natura twojego problemu jest poważna, ale ty tego nie przyjmiesz i odrzucisz to, będziesz się opierał, a nawet wynajdziesz jakieś wymówki, by się wykłócać i usprawiedliwiać, to wtedy ocenię sprawy zgodnie z sytuacją. Jeśli praca, którą wykonujesz, jest bardzo ważna i twój problem odbił się na pracy kościoła, to zastanowię się, czy nadajesz się do tych obowiązków. Jeśli jednak jesteś po prostu zwyczajnym wierzącym, a twoje obowiązki i to, co przejawiasz, nie mają dużego wpływu na pracę kościoła lub wybrańców Bożych i jest to tylko twój osobisty problem, to napomnę cię i pomogę ci z dobrej woli. Jeśli nie potraktujesz tego poważnie, nie będę żywił do ciebie urazy i, rzecz jasna, nie będę imał się wszelkich możliwych sposobów, by cię zmusić do przyjęcia tego. Potraktuję tę sprawę bardzo racjonalnie oraz będę nadal kierował do ciebie napomnienia i pomoc z dobrej woli. Jeśli zobaczę, że istota twojego problemu może doprowadzić do negatywnych konsekwencji dla ciebie lub innych, to wtedy, pod dyktando sumienia, skieruję do ciebie napomnienia i pomoc z dobrej woli, zamiast po prostu patrzeć, jak robisz z siebie głupca. Ponadto nie scharakteryzuję cię tak po prostu, mówiąc: „Jesteś beznadziejny, Bóg się tobą brzydzi, jesteś kimś, kto pójdzie na zatracenie”, a tym bardziej nie otworzę po prostu swoich ust i nie przeklnę cię, mówiąc: „Ty diable, ty potomku szatana, ty, który sprzeciwiasz się Bogu”. W żadnym razie tego nie zrobię. Ponieważ Moja tożsamość jest wyjątkowa, często powściągam się bardzo racjonalnie: to, jak kogoś traktuję i jak do niego przemawiam, musi zależeć od tego, kim ten ktoś jest – to jeden aspekt. Ponadto nie mogę nikogo pochopnie charakteryzować. Co więcej, poprzez swój ton głosu, dobór słów lub intonację muszę sprawić, że ta druga osoba poczuje, że to, co mówię i robię, wynika z dobrej woli i pozbawione jest złośliwości. Co do Mojego motywu, szczerze staram się ci pomóc; nie chcę patrzeć, jak idziesz okrężną drogą, ani nie chcę patrzeć, jak stajesz się słaby, wahasz się, a potem tracisz orientację lub schodzisz na manowce, gdy coś cię spotyka. Zamiast tego mam nadzieję, że po moim omówieniu i mojej pomocy potrafisz spojrzeć na siebie prawidłowo, że unikniesz popadnięcia w zniechęcenie, że trafnie zrozumiesz swoje skażone skłonności i problemy oraz samego siebie będziesz traktował prawidłowo, a następnie poszukasz ścieżki praktyki na podstawie słów Bożych, wyzbędziesz się skażonych skłonności i rozwiążesz swoje problemy krok po kroku zgodnie ze słowami Bożymi, a przy tym będziesz miał przyjacielskie relacje z innymi i niósł im pomoc. Innymi słowy, usiłuję zapewnić, że to, co mówię i robię podczas interakcji z ludźmi, umożliwi im zrozumienie Bożych intencji, poznanie zasad, których przestrzegania Bóg wymaga od ludzi, poznanie nastawienia i zapatrywań Boga co do różnych problemów, jakie ludzie mają, poznanie sposobu, w jaki ludzie powinni radzić sobie z tymi problemami, by spełnić wymagania Boga i Go zadowolić, a także poznanie tego, jak powinni szukać prawdy, by rozwiązać swoje problemy. Moim celem jest pomóc ludziom prawidłowo traktować i rozwiązywać te problemy, gdy stają w obliczu wszelkiego rodzaju ludzi, wydarzeń i spraw i gdy ich skażone skłonności są obnażane, czego ostateczny rezultat ma być takie, że podporządkują się oni prawdzie i Bogu. Oczywiście biorąc pod uwagę różnorodność ludzi, z którymi się stykałem przez lata działalności i przemawiania, dostrzegłem jeden fakt: bez względu na to, jak spokojnie mówię do ludzi i rozmawiam z nimi, jak dużo mam dobrej woli lub jakie mam nastawienie, chcąc pomóc komukolwiek, bardzo niewielu ludzi jest w stanie wyczuć lub zrozumieć to, co mówię, i powód, dla którego to mówię, a następnie, poprzez słowa, jakie wypowiedziałem, i treści, jakie omówiłem, poczynić postępy lub zyskać realną, praktyczną pomoc w swoim prawdziwym życiu. Jednak bez względu na to, ilu ludzi ostatecznie zbierze plon i coś zyska dzięki komunikacji i interakcjom ze Mną, Moje zasady interakcji z ludźmi się nie zmieniają. Niektórzy mówią: „Dlaczego więc nie zmienisz swojej metody?”. Powiedzcie Mi: dlaczego nie zmienię swojej metody? Czy powinienem to zrobić? Czy podczas rozmowy z ludźmi powinienem przemawiać ze piedestału, jakbym ogłaszał Dziesięć Przykazań Mojżeszowi? Czy Mój głos powinien być jak grom z nieba albo może powinienem przyjąć jakiś ton, by ludzie się bali, łatwo zapamiętywali, co mówię, i chcieli praktykować oraz byli w stanie się podporządkować? Albo jeśli podczas komunikacji z ludźmi zawsze będę mówił do nich tonem przeklinającym i charakteryzującym ich, czy wtedy wyciągną naukę? Czy wtedy będą w stanie to przyjąć? (Nie). Czy wiecie dlaczego nie? Gdy Jahwe ogłosił Dziesięć Przykazań za pośrednictwem Mojżesza, Izraelici usłyszeli odgłos gromu z nieba i ujrzeli błyskawicę – czy to powstrzymało ich przed buntem przeciwko Jahwe i przed osądzeniem Go? Nie ma znaczenia metoda stosowana podczas mówienia, treść słów lub motyw skłaniający do mówienia – jeśli odbiorca subiektywnie ma chęć i potrzebę przyjęcia prawdy i miłowania tego, co pozytywne, jeśli ma tę potrzebę w głębi serca, to bez względu na to, jakiej metody użyjesz przy mówieniu, on będzie w stanie przyjąć to, co mówisz, i łatwo to zapamięta. Jeśli jednak ktoś nie ma tej potrzeby w sercu, to nawet jeśli wie, czym jest to, co pozytywne, i czym jest to, co negatywne, i tak nie przyjmie tego, co mówisz, ani nie weźmie sobie tego do serca bez względu na to, jak jest to słuszne lub jak rozsądne są tego źródło i motyw. Dlatego z Mojej perspektywy Moja zasada dotycząca tych działań jest taka, że z każdym rozmawiam normalnie. Jeśli chodzi o to, co ktoś może zyskać i jaki plon zebrać dzięki Mnie oraz czy może zyskać prawdę, kluczowe jest to, czy miłuje prawdę i czy ma potrzeby właściwe zwykłemu człowieczeństwu. Jeśli z natury miłuje to, co pozytywne, to gdy będę się z nim stykał i rozmawiał normalnie w ten sposób, on będzie w stanie się zastanowić nad tym, co powiedziałem, nad zasadami kryjącymi się za tymi słowami i nad tym, co Ja mu nakazałem; będzie się potem nad tym zastanawiał, pamiętał o tym, a następnie praktykował zgodnie z tymi słowami. Jeśli ktoś nie czuje w swoim człowieczeństwie potrzeby tego, co pozytywne, na nic się zdadzą Moje słowa, cokolwiek bym mówił. Nawet jeśli go przytnę, zdyscyplinuję albo nawet skarcę, nic to nie da. Po skarceniu może z pozoru zachowywać się dobrze i posłusznie, ale ponieważ nie czuje w swoim sercu potrzeby tego, co pozytywne, to gdy sprawy pójdą naprzód, szybko wróci do swojego danego ja, bez śladu pozytywnych słów, pozytywnych rzeczy czy prawdozasad w swoim sercu. Dlatego w przypadku takich ludzi bez względu na to, ile mówisz, nie jesteś w stanie ich zmienić w taki sposób, by rozwinęli w sobie potrzeby właściwe zwykłemu człowieczeństwu. To jest jeden aspekt. Ponadto nieatakowanie innych to właściwie jedna z Moich zasad dotyczących tego, jak was traktuję. Bez względu na to, jakiego rodzaju osobą jesteś, czy dążysz do prawdy, czy też nie, nawet jeśli obnażać jakiś twój problem, chodzi tylko o to, by szczegółowo przeanalizować istotę tego problemu, abyś mógł go gruntowanie poznać i zrozumieć, byś w przyszłości czynił postępy w ramach wykonywanych obowiązków, byś przestał popełniać te same błędy oraz przestał zakłócać lub podkopywać pracę kościoła – chodzi o to, by ci pomóc, a nie o to, by przysparzać ci kłopotów lub znaleźć coś, co można wykorzystać przeciwko tobie. Toteż nawet jeśli odnoszę się do czegoś, co zdarzyło się w przeszłości, nie chodzi o to, by ostudzić twój zapał lub cię skrzywdzić, ale o to, by dać ci możliwość, abyś poznał istotę swoich problemów, doszedł do gruntownego zrozumienia pewnego aspektu prawdy, rozumiał samego siebie i wiedział, jak postępować w zgodzie z intencjami Boga, a także byś ostatecznie praktykował zgodnie z zasadami słów Bożych. Czy pojmujecie fakt, że Bóg wcielony nigdy nie atakuje innych? (W pewnym stopniu pojmujemy).

Poza nieatakowaniem innych Bóg wcielony od czasu do czasu dodaje ludziom otuchy. Niektórzy mają niedojrzałą postawę i są delikatni; nie są silni pod kątem swojego człowieczeństwa, brakuje im wytrwałości w działaniu albo często rozmaite rzeczy ich ograniczają, nie wiedzą, jak szukać prawdy, i nie są w stanie normalnie wykonywać swoich obowiązków. W takich okolicznościach dodaję im otuchy, aby ujrzeli przed sobą ścieżkę, by uwolnili się z pułapki związanej z jakąś sprawę i nie dawali już się jej ograniczać. Gdy słyszysz te słowa otuchy, możesz mieć poczucie, że to, co mówię, jest poza twoim zasięgiem, ale Moim celem jest pomóc ci tak, abyś wyzbył się ciężaru biorącego się z twoich myśli i pojęć, byś nie dawał się już ograniczać tym rzeczom i zostawił je za sobą, a następnie wkładał wszystkie siły w wykonywanie swoich obowiązków, aby spełnić intencje Boga. Niektórzy szli już wcześniej ścieżkami porażki lub swoimi działaniami naruszali zasady domu Bożego lub przejawiali ewidentnie buntownicze zachowanie, a niektórzy nawet doprowadzili do zakłóceń i niepokojów swoimi działaniami, powodując straty w ramach pracy kościoła. Jeśli czasami wspominam o tym w Moim omówieniu, Moimi celem nie jest ostudzenie twojego entuzjazmu i nie żywię żadnej urazy; Moim celem jest raczej to, by posłużyć się faktami związanymi z twoim przypadkiem jako przykładem dla innych, by nie popełniali tych samych błędów – Moim celem jest klarownie omówienie aspektu prawdy, by sprawić, że więcej ludzi wyciągnie z tego naukę i na tej podstawie dostrzeże, że twoja ścieżka była zła i dlaczego taka była, i by w ten sposób przestrzec większą liczbę ludzi przed kroczeniem tą samą ścieżką i przypomnieć im, jakich zasad powinni przestrzegać w swoich działaniach. Zwłaszcza gdy omawiam i obnażam rozmaite skażone skłonności ludzi, przykłady, które podaję, lub konkretny stan, który omawiam, mogą dotyczyć wielu ludzi albo mogą dotyczyć niektórych konkretnych ludzi i spraw. Celem omawiania tych rzeczy nie jest to, by was zdemaskować i zawstydzić; jeśli chodzi o fakty, które przywołuję, lub stany, które obnażam, mają one znaczenie jedynie w odniesieniu do omawianego akurat tematu bądź aspektu prawdy. Może być tak, że nie znam cię osobiście i nie wiem, że coś takiego ci się przydarzyło, ale przykład, który podałem, lub stan, który obnażyłem, przez przypadek dotyczy właśnie ciebie i ty patrzysz na siebie przez ten pryzmat. Gdy niektórzy ludzie patrzą na samych siebie przez pryzmat takich rzeczy, myślą sobie: „Czy ktoś na mnie doniósł? Skąd wiesz, że coś takiego mi się przydarzyło oraz że miałem taki problem i znajdowałem się w takim stanie?”. Mówię, że naprawdę nie wiem, że coś takiego się przydarzyło jakiejś konkretnej osobie lub że znajdowała się ona w takim właśnie stanie, ale prawdy, które obawiam, lub problemy, które obnażam, są związane z tym stanem, z tego typu problemem lub z tym konkretnym rodzajem przykładu. Ponieważ ten rodzaj stanu i ten konkretny typ przykładu są reprezentatywne oraz mogą w wystarczający sposób pozwolić ludziom poznać pewnego rodzaju osoby, wydarzenia i sprawy oraz poznać istotę pewnego rodzaju osoby, to gdy podaję przykłady, nie mogę uniknąć przywoływania niektórych konkretnych incydentów, które miały miejsce w kościele, lub omawiania pewnych konkretnych stanów. Dlatego w nieunikniony sposób będzie się to wiązać z niektórymi ludźmi, wydarzeniami i sprawami. Jednak nie jest w ogóle Moją intencją atakowanie określonych ludzi; Moim celem jest po prostu napominanie i upominanie ludzi, na czym skorzystać może większość wybrańców Bożych. Gdy podaję jakieś przykłady podczas kazań i omówień, nie jest to w ogóle wymierzone w jakąś konkretną osobę; chodzi po prostu o omawianie prawdy i obnażenie istoty pewnego problemu, tak byście mieli większą jasność co do istoty problemu i lepiej ją zrozumieli. Poprzez zrozumienie istoty problemu – bez względu na to, czy widzisz, że sam masz ten problem, czy też na wylot przenikasz powiązane osoby, wydarzenia i sprawy – możesz dojść do praktykowania w zgodzie z odpowiednimi prawdozasadami, do posługiwania się nimi, by rozwiązać problemy, jakie nosisz w sobie, oraz do osiągnięcia wejścia w prawdorzeczywistość. Bez względu na to, jaki rodzaj problemu omawiam, czy jest to problem w tobie istniejący, czy też problem istniejący w innych, robię to tylko po to, by omawiać prawdę, i pomóc ci lepiej zrozumieć istotę i rzeczywistość pewnego rodzaju problemu; nie jest to wymierzone w żadną konkretną osobę ani w żaden konkretny rodzaj osoby. Oczywiście jest też możliwe, że archetyp przykładu, jaki podaję, omawiając jakiś problem, jest czymś, co ci się przydarzyło, a ja posłużyłem się tą sprawą jako przykładem. Jednak podając ten przykład, nie obnażam problemu, z którym tylko ty się borykasz; to raczej ten twój problem jest reprezentatywny dla problemów, które mają wszyscy – pośród całej ludzkości. Problem jest, rzecz jasna, obnażany tylko po to, by go rozwiązać, a nie po to, by ciebie zaatakować. Gdy zatem znajdziesz się w tego typu sytuacji, powinieneś prawidłowo ją potraktować; to jest Moje zadanie. Z jednej strony Moje zadanie polega na tym, by zaopatrzyć was we wszystkie prawdy, wszystkie aspekty prawdy, a z drugiej – na obnażeniu problemów, które są w was, rozmaitych stanów zepsutej ludzkości oraz wszystkich jej skażonych skłonności i problemów związanych ze skażonymi skłonnościami. To jest Moje zadanie. Ponieważ Moje zadanie oprócz zaopatrywania w prawdę obejmuje też obnażanie rzeczywistości zepsucia zepsutej ludzkości, to gdy idzie o to dzieło, Moje motywy są dobre. Chcę wam pomagać i was wspierać, napominać was i zaopatrywać, tak byście jasno dostrzegli istotę problemu i stali się zdolni do zbuntowania się przeciwko waszym skażonym skłonnościom, żebyście nie żyli już pogrążeni w waszych skażonych skłonnościach, ale byli w stanie dokonać zwrotu, wyzbyć się zła, które nosicie w waszych rękach, okazać Bogu skruchę oraz praktykować zgodnie z zasadami wymaganymi przez Boga, dochodząc do podporządkowania się prawdzie i podporządkowania się Bogu.

Bez względu na to, jakie wasze problemy obnażam, i bez względu na to, jakiej metody lub tonu głosu używam, obnażając te problemy, czynię to na bazie zasady i z chęcią niesienia wam pomocy i wsparcia, byście wkroczyli na ścieżkę zbawienia. Nie ma we Mnie żadnej złośliwości – robię to wszystko z dobrej woli. Nawet jeśli słowa, których czasem używam, obnażając istotę problemu pewnego człowieka lub pewnego rodzaju osoby, nie są zbyt wygładzone, Moim celem nie jest atakowanie ani tłamszenie kogokolwiek, lecz jest nim szczegółowa analiza istoty problemu, aby ludzie zyskali rozeznanie i mogli wyzbyć się skażonych skłonności. Nie ma w tym żadnych knowań, żadnej intencji atakowania cię lub tłamszenia, a także żadnej intencji, by prać twoje brudy lub cię zawstydzać. Nawet jeśli omawiając niektóre problemy, charakteryzuję zachowanie lub usposobienie i istotę pewnego rodzaju osoby, ta charakterystyka jest w pełni zgodna z obiektywnymi faktami. Na przykład, jeśli jesteś arogancki i zadufany w sobie, stale postępujesz apodyktycznie oraz doprowadziłeś do zakłóceń i niepokojów, a Ja mówię do ciebie: „Jeśli dalej będziesz tak robił i odmówisz okazania skruchy bez względu na wszystko, to taka jest twoja istota i nastawienie Boga do ciebie sprawi, że zostaniesz odstawiony na bok lub odrzucony z pogardą”, to czy te słowa cię atakują? Nie. Choć te rzeczy są mówione w pewnym kontekście i są ujęte w taki sposób, zaopatrywanie i pomoc, jakie ci daję, i Moje oczekiwania względem ciebie się nie zmieniają; wciąż dostajesz szansę na okazanie skruchy. Jeśli odczuwasz wyrzuty sumienia, dokonaj zwrotu i się zmień, a dom Boży nadal będzie cię awansował, powierzając ci obowiązki, do których się nadajesz; nigdy nie będę się temu sprzeciwiał. Każdy popełnia jakieś błędy, gdy dopiero zaczyna wierzyć w Boga i nie rozumie prawdy, ale niektórzy są w stanie okazać skruchę oraz zrobili jakieś dobre rzeczy i spełnili jakieś dobre uczynki. Przypuśćmy, że bracia i siostry kogoś takiego rekomendują, mówiąc: „Ta osoba faktycznie okazała skruchę i jest teraz kimś innym niż kiedyś. Wcześniej była arogancka i rozwiązła, pozbawiona podobieństwa do człowieka; dopuszczała się złych rzeczy, zakłócając i zaburzając pracę kościoła oraz powodując straty w Bożych datkach, więc kościół ją usunął. Później jednak miała ogromne poczucie winy i okazała skruchę. Nawet z własnej inicjatywy zrekompensowała straty, poprosiła kościół, by ponownie ją przyjął, obiecała, że już nigdy więcej nie dopuści się zła, oraz chce być kimś najmniejszym w kościele i podporządkować się wszystkiemu, co dom Boży każe jej uczynić”. Jeśli ludzie stosunkowo dobrze ją znający chcą ją zarekomendować po gruntownym jej zrozumieniu, to mówię, że jeśli ta osoba prawdziwie okazała skruchę i jest teraz potrzebna w ramach pracy domu Bożego, można się nią ponownie posłużyć; nie będę się temu sprzeciwiał. Nawet jeśli kilka osób zrobiło coś, co nie było zbyt przyjazne wobec Mnie osobiście, to jeśli spełniają one warunki awansu, też nie będę się temu sprzeciwiał; dam im szansę. Dlatego czy to podczas kazań, czy w prawdziwym życiu, i bez względu na otoczenie lub kontekst będę traktował cię uczciwie i sprawiedliwie. W kontekstach, w których otoczenie na to pozwoli, będę pomagał wam z dobrej woli lub pytał o to, jak radzicie sobie z waszymi obowiązkami. Jeśli środowisko pracy będzie nietypowe, zrobię też, co w Mojej mocy, by wam pomóc i was wesprzeć, zapewniając wam szkolenie, przewodnictwo lub pomoc w pracy specjalistycznej. Czasami porównujemy notatki i wymieniam się z wami pomysłami. Nawet jeśli czasem mówię: „Praca, którą wykonałeś, jest nie do przyjęcia”, po prostu mówię prawdę i jestem bezpośredni. Nie mówię takich rzeczy, żeby was tłamsić, ale po to, żeby wymienić się pomysłami lub porównać notatki. Robię, co mogę, by dać wam sposobność do wypowiedzi i przyłożenia się, tak aby wasz potencjał, wasze talenty, wiedzą, którą zdobyliście, zdrowy rozsądek, który macie, lub doświadczenie, jakie nagromadziliście, mogły zostać w pełni wykorzystane. Jeśli wyniki nie są dobre, mówię po prostu: „Praca, jaką wykonaliście, nie wygląda za dobrze. Rozważajcie i szukajcie więcej, a może uda się wam to zrobić lepiej”. Zawsze daję wam największe wsparcie, zaopatrywanie i pomoc, byście mogli, komunikując i stykając się ze Mną, odnieść korzyść, czy to w życiu, czy też w ramach swoich obowiązków. To jest Moja zasada w pracy i tak samo jest w Moim codziennym życiu. Czasami, gdy stykam i komunikuję się z ludźmi, jest to nieuniknione, że rozmawiamy o trywialnych sprawach z życia codziennego, dotyczących rzeczy zewnętrznych, takich jak podstawowe potrzeby, dbanie o zdrowie, medycyna i tak dalej, i niektórzy ludzie mówią o pewnych zapatrywaniach, powiedzeniach czy zdrowym rozsądku w odniesieniu do trywialnych spraw życiowych. Co do wszystkich aspektów zdrowego rozsądku, po prostu wyrażam swoje osobiste zapatrywania. Jeśli uważasz, że mam rację w tym, co mówię, możesz to przyjąć; jeśli uważasz, że nie mam racji w tym, co mówię, nie posłużę się swoją tożsamością i swoim statusem, by cię stłamsić, mówiąc ci: „Mam rację we wszystkim, co mówię. Bez względu na to, jakiego tonu używam lub czy podoba ci się to, co mówię, czy mógłbym cię skrzywdzić lub źle cię potraktować? Musisz to przyjąć!”. Nie zrobię czegoś takiego; pozwolę sprawom biec naturalnym torem. Na przykład, używasz za dużo soli podczas gotowania, a Ja mówię, że spożywanie zbyt dużej ilości soli szkodzi zdrowiu. Niektórzy ludzie tego nie przyjmują; mają poczucie, że jeśli dodadzą mniej soli, jedzenie będzie pozbawione smaku i aromatu. Upierają się, że będą jeść tak, jak lubią. Mówię, że możesz to robić, a Ja nie będę się do tego mieszał. Choć słowa „spożywanie zbyt dużej ilości soli szkodzi zdrowiu” nie sięgają poziomu prawdy, jest to życiowy zdrowy rozsądek. Jeśli chodzi o to fizyczne ciało stworzone przez Boga dla ludzi, potrzebuje ono określonej ilości soli dziennie; przekroczenie tej ilości zaszkodzi ciału i będzie miało swoje konsekwencje. Istnieje norma dotycząca zapotrzebowania ludzkiego ciała na każdy składnik i jeśli ta norma zostaje przekroczona, skutkuje to problemami fizycznymi. Są też ludzie, którzy stale czują, że brakuje im składników odżywczych, więc ciągle jedzą obfite posiłki. Koniec końców nadmierne spożycie składników odżywczych prowadzi do problemów ze zdrowiem i muszą oni wprowadzić zmiany. Ilość składników odżywczych, jakich potrzebuje to fizyczne ciało stworzone przez Boga, wiąże się z proporcjami zbóż, warzyw, owoców i mięsa, które Bóg stworzył dla ludzkości. Jeśli pożywiasz się zgodnie z tymi proporcjami, możesz cieszyć się zasadniczo dobrym zdrowiem; jeśli ignorujesz te proporcje i odżywiasz się w sposób lekkomyślny i bez zastanowienia, wedle własnych preferencji, to będziesz miał problemy ze zdrowiem. Mówię ci o tych faktach, ale ty ich nie przyjmujesz. Myślisz sobie: „Głoszenie kazań i omawianie prawdy to Twoje mocne strony, ale nie rozumiesz się na sprawach codziennego życia. Nie muszę Cię słuchać, bo to nie dotyczy prawdy”. Mówię, że możesz postanowić, aby tego nie przyjąć, i możesz żyć zgodnie z własnymi upodobaniami, ale musisz wiedzieć, że jeśli nie potrafisz przyjąć Moich słów, prędzej czy później nabawisz się problemów zdrowotnych. Zapłacisz za swój wybór. Ja po prostu wyrażam swoje zapatrywania; nie posłużę się swoim statusem, by cię stłamsić. Z drugiej strony, jeśli nie przyjmujesz Moich zapatrywań, nie będę cię zmuszał ani nie powiem, że jesteś zbyt głupi i uparty, żeby przyjąć to, co pozytywne. W rzeczywistości naprawdę taki jesteś, ale Ja nigdy tego nie powiem. Nie będę robił wielkiej afery o drobną sprawę z życia codziennego i nie będę potem prawił ci kazań ex cathedra. Tego bym nie robił, bo to nie jest Moja odpowiedzialność. Poza tym nie chcę tego robić. Wywiązałem się już ze swojej odpowiedzialności poprzez omówienia i kazania; to mieści się w zakresie Mojej misji. Jeśli chodzi o to, co jesz każdego dnia, to twoja sprawa. To, co Bóg stworzył dla ludzkości i w jakich ilościach, oraz to, jaka żywność i jakie specjały są produkowane w każdym sezonie – to twoja sprawa, jak korzystasz z tych wszystkich rzeczy; sam możesz je sobie wydzielać. Jeśli sumienie i rozum właściwe twojemu człowieczeństwu są normalne i zdrowe, będziesz z tych rzeczy korzystał i wydzielał je sobie z umiarem. Jeśli twój rozum nie jest zdrowy, będziesz korzystał z nich lub wydzielał je sobie w nadmiarze i tym sam poniesiesz ostateczne konsekwencje, jakie to będzie miało dla twojego fizycznego ciała. Dlatego jestem bardzo racjonalny co do tej sprawy; mówię ci tylko o Moich zapatrywaniach i nie będę cię zmuszał do ich przyjęcia. Czasem, widząc, że macie jakieś złe nawyki życiowe, też nie każę wam ich zmienić; po prostu was napomnę. Jeśli tego nie przyjmiecie lub się nie zmienicie, już nic więcej na ten temat nie powiem. Tak naprawdę nawyki życiowe bardzo łatwo jest skorygować. Nawyki życiowe, które są niewłaściwe lub niepożądane, powinny zostać skorygowane; to jest nastawienie polegające na przyjmowaniu tego, co pozytywne. Nastawienie i chęć, by przyjmować to, co pozytywne, są częścią podstawowej racjonalności, jaka powinna być obecna w ramach zwykłego człowieczeństwa. Niektórym ludziom to, co pozytywne, wchodzi jednym uchem, a wychodzi drugim. Nie traktują tego poważnie, a nawet uparcie trzymają się swoich niewłaściwych praktyk i niewłaściwych sposobów działania. Niektórzy wręcz mówią: „Żyję tak już od wielu lat i nie miało to nigdy żadnych konsekwencji”. Jest to problem z usposobieniem. Jakiego rodzaju jest to usposobienie? Upór i nieustępliwość oraz odrzucanie słusznych zapatrywań lub tego, co pozytywne. Mówię ci, to wskazuje na zepsute usposobienie, musisz je zmienić i się go wyzbyć. Twoje niewłaściwe praktyki i to twoje nieustępliwe nastawienie muszą zostać naprostowane; tylko wtedy będziesz mógł prawdziwie się zmienić.

Niektórzy ludzie lubią atakować innych; to nie jest dobre. Jeśli zobaczę, że robicie coś niewłaściwego, racjonalnie dam wyraz swoim zapatrywaniom i was napomnę z dobrej woli. Taki jest Mój sposób działania. Ponadto jeśli pewne problemy domagają się obnażenia waszych skażonych skłonności, obnażę je bez ceregieli; na tym polega bycie odpowiedzialnym wobec ludzi. Gdy obnażam problemy ludzi, obnażam istotę i prawdziwą naturę tych problemów; nie stosuję się do reguł ani niczego nie wyolbrzymiam. Robię to, bo mieści się to w zakresie Mojego dzieła, obnażam to, co powinno zostać obnażone, i nie mówię ani słowa mniej niż to, co trzeba powiedzieć. Dlatego trzymam się zasad w swoich działaniach. Z jednej strony, w codziennym życiu, traktuję te sprawy, opierając się na zasadzie racjonalności i komunikując wam Moje zapatrywania. Jeśli jesteś uważny, bierzesz to sobie do serca i masz racjonalność właściwą zwykłemu człowieczeństwu, przyjmiesz te myśli i zapatrywania lub właściwie do nich podejdziesz, a Ja nie będę musiał wygłaszać kazania na ten temat. Z drugiej strony, w pracy, nie będę unikał waszych problemów ani powstrzymywał się od mówienia z obawy przed zawstydzeniem was. Obnażę wasze problemy i wasze skażone skłonności, byście mogli poznać problemy w tym zakresie i wyzbyć się skażonych skłonności. Moim celem jest umożliwienie wam wkroczenia na ścieżkę, która jest właściwa. Czy chodzi o wasz problem w życiu, czy też w pracy, jeśli dotyczy on skażonych skłonności lub prawdy, nie będę go unikał; jasno go z wami omówię. Bez względu na to, jak omawiam lub traktuję jakiś problem, mam swoje metody i zasady. Gdy jest czas, abym wywiązał się ze swojej odpowiedzialności, biorę to na siebie. Nie boję się was zawstydzić; obnażę wasze problemy i skażone skłonności, byście mogli je poznać. To jest Moja odpowiedzialność. Jeśli wasze problemy nie wiążą się ze skażonymi skłonnościami lub prawdozasadami, macie swobodę i prawo do dokonywana wyborów i praktykowania tak, jak chcecie; nie będę się do tego mieszał. Dlatego bez względu na to, czy obnażam wasze problemy, czy też nie, to się nie wiąże z atakowaniem was, ograniczaniem czy ciemiężeniem. W codziennym życiu, jeśli chodzi o sprawy niedotyczące zasad, na przykład podstawowe potrzeby, daję wam dużą swobodę wyboru. Jeśli jednak coś jest kwestią zasady – czyli jeśli coś dotyczy skażonych skłonności lub waszego nastawienia do wykonywania pracy, do wykonywania waszych obowiązków, do Boga lub do prawdy – wówczas powinienem to omówić. Widzisz, bez względu na to, jak coś robię, działam z namysłem, zgadza się? Mam zasady. Nie mieszam się, jeśli chodzi o jakiekolwiek sprawy niezwiązane z prawdą, z waszym nastawieniem do Boga lub prawdy czy też z waszym nastawieniem do pracy kościoła i wykonywania waszych obowiązków; pilnuję swoich spraw. Zwłaszcza gdy idzie o kwestie osobistych wyborów i preferencji, nigdy się nie mieszam. Na przykład, niektóre siostry lubią mieć długie włosy, zaplatać je w warkocze lub upinać, zaś niektórzy bracia lubią strzyc się krótko lub golić głowę na zero; pod tym względem macie swobodę i Ja nigdy się do tego nie mieszam. Niektórzy bracia i niektóre siostry mają wybredne podniebienia i wyjątkowo upodobali sobie określony rodzaj żywności albo też mają związany ze stylem życia nawyk, które nie jest dobry; do tych spraw też nigdy się nie wtrącam. Jeśli ten zły nawyk wpływa na ich zdrowie, wykonywanie przez nich obowiązków lub na pracę kościoła, muszę ich napomnieć i im pomóc albo poprosić braci i siostry, żeby im pomogli. Jednak niektórzy ludzie nie przyjmują pomocy od braci i sióstr, mówiąc nawet, że czują się ograniczani i przyciskani do muru; koniec końców po cichu odchodzą z kościoła, nic nikomu nie mówiąc, a wszyscy bracia i siostry czują się przygnębieni. Mówią: „Nie powinieneś odczuwać przygnębienia. Nie wtrącamy się, gdy w grę wchodzi swoboda wyboru. Jeśli jacyś ludzie chcą odejść, niech tak będzie; to jest ich wybór. Ja wcale nie czuję się przygnębiony”. Dlaczego nie czuję się przygnębiony? Bo mam poczucie, że pomaganie im jest Moim obowiązkiem, czymś, co powinienem uczynić w Moim człowieczeństwie. Pomoc, jakiej im udzielam, nie jest jakąś przysługą czy dobroczynnością; po prostu słysząc o ich sytuacji, jestem zobowiązany, by powierzyć wam zadanie udzielenia im pomocy. Oni wykonują swoje obowiązki w kościele na pełny etat. Jeśli ich zły nawyk związany ze stylem życia wpływa na ich zdrowie i nabawiają się problemów zdrowotnych, czy bracia i siostry nie powinni pomóc im z miłości? To jest podstawowa moralność społeczna istot ludzkich. Jeśli jednak oni nie przyjmują tego rodzaju pomocy oraz czują w swoich sercach odrazę lub czują się przyciskani do muru, nie będziemy ich zmuszać ani nie będziemy się wtrącać w ich wolny wybór. Dlaczego więc niektórzy odczuwają przygnębienie, gdy tacy ludzie opuszczają kościół? Odczuwasz przygnębienie, bo masz poczucie, że wywiązanie się z twojej odpowiedzialności i powinności względem nich jest rodzajem przysługi, jaką im wyświadczasz. Oni tego nie docenili, nie przyjęli tej przysługi i nie zrobili tego, co chciałeś, przez co zranili twoje uczucia i twoją dumę. Jak to się mówi, twoją dobrą wolę rzucili ci z powrotem prosto w twarz, więc czujesz się przygnębiony. Ja wcale nie czuję się przygnębiony. Pojmuję to inaczej niż wy. Mówię, że muszę wyciągnąć naukę z tej sytuacji i nie powtarzać już takiego głupstwa w przyszłości. Każdy ma swoje aspiracje. Nie możesz poddawać ludzi swojej kontroli, a mimo to oczekiwać, że będą szczęśliwi i będą cię wychwalać, zgadza się? To byłoby całkowicie niedorzeczne. Musisz dać ludziom swobodę i pozwolić im dokonać własnego wyboru. Jeśli czują, że masz rację w tym, co mówisz, mogą postanowić to przyjąć i praktykować zgodnie z tymi słowami; jeśli czują, że nie masz racji w tym, co mówisz, mogą też postanowić tego nie przyjąć. Mają prawo wyboru. Nie powinieneś zmuszać ich, by przyjęli twoją dobrą wolę. Jest kwestią nastawienia, czy ją przyjmą, czy nie; mają w tym względzie wolny wybór. Co najwyżej możesz omówić problemy, jakie mają tacy ludzie jak oni, i możesz omówić naukę, jaką wyciągnąłeś dzięki tego rodzaju osobie, i istotę problemów, jakie u niej dostrzegłeś, co pomaga ci uczyć się, jak rozeznawać się co do ludzi, jak ich postrzegać i jak traktować takich ludzi w zgodzie z zasadami słów Bożych oraz jak nie robić już głupstw. Jaki jest zatem wasz błąd? Bez względu na to, komu pomagacie, kierujecie się uczuciami w waszym postępowaniu i myślicie nawet: „Patrz, ile mam miłości, patrz, jak wielką miłość okazuję”. Nie jest to postępowanie zgodne z zasadami, ale traktowanie ludzi pod dyktando swojej własnej woli i swoich preferencji; jest to działanie pod wpływem uczuć. Bez względu na to, do kogo mówię lub z kim mam do czynienia, przemawiam i działam na bazie zasad; nie ma tu miejsca na uczucia. Przemawiając i działając, kieruję się wyłącznie sumieniem i dobrą wolą i takie podejście powinienem stosować wobec każdego. Zwłaszcza wobec braci i sióstr wykonujących normalnie swoje obowiązki dokładnie tak powinienem postępować. To jest Moja powinność i odpowiedzialność. Jeśli tylko wywiązuję się z tej odpowiedzialności, to wystarczy. Ludzie mogą postanowić, że to przyjmą lub że do odrzucą; Ja ich nie zmuszam. Jeśli to przyjmują, jestem szczęśliwy; jeśli tego nie przyjmują, nie robię się smutny. Robiłem jedynie niektóre rzeczy, które powinienem robić zgodnie z zasadami; wywiązywałem się tylko z Mojej odpowiedzialności. Czy rozumiesz? (Tak).

Bez względu na to, jakie jest otoczenie, gdy stykam się z ludźmi, potrafię traktować wszelkiego rodzaju ludzi i sprawy w sposób zgodny z zasadami. Nawet jeśli, w życiu, pomagam ludziom lub mówię rzeczy dla nich budujące, to też jest część działania w zgodzie z zasadami; nie jest to działanie pod wpływem uczuć. Jeśli chodzi o omawianie prawdy, na przykład obnażanie naturoistoty ludzi, obnażanie skażonych skłonności ludzi oraz obnażanie różnych przejawów zepsucia ludzi i skażonych stanów w konkretnych sprawach, a także obnażanie istoty rozmaitych problemów, również działam zgodnie z zasadami; nie działam pod wpływem uczuć ani nie działam powodowany ludzką wolą. Gdy ludzie coś robią, zawsze biorą pod uwagę, z kim mają do czynienia, oraz kierują się swoim nastrojem i swoimi preferencjami. Okazują względy tym, których lubią i z którymi się dogadują, oraz przysparzają tym ludziom korzyści, natomiast atakują i wykluczają tych, których nie lubią i z którymi nie mogą się dogadać; nie są w stanie traktować ludzi sprawiedliwie. Działają pod wpływem uczuć albo dopuszczają się złych uczynków; krótko mówiąc, nie postępują zgodnie z zasadami. Gdy stykam się z braćmi i siostrami w kościele, bez względu na to, kim są, potrafię traktować ich zgodnie z zasadami. Podobnie, gdy stykam się i wchodzę w kontakt z niewierzącymi, również mam zasady i granice. Nawet jeśli wypowiadają słowa o wydźwięku konfrontacyjnym lub słowa nieuprzejme, nieoględne lub obraźliwe, nie odpowiadam wet za wet. Jeśli muszę wejść z nimi w interakcje, by coś załatwić, to wejdę z nimi w interakcje; jeśli nie muszę czegoś załatwić, to będę ich unikał i im odmawiał. Jeśli ktoś ma podły charakter i stale chce innych wykorzystywać oraz żądać korzyści i nawet jeśli mu pomagam, on wciąż nie potrafi prawidłowo tego potraktować ani się zmienić – czyli jego człowieczeństwo jest złe – to po prostu trzymam się od niego z daleka. Krótko mówiąc, potrafię postępować zgodnie z zasadami w Moich interakcjach, czy to z braćmi i siostrami, czy to z niewierzącymi; przynajmniej wchodzę w interakcje z ludźmi zgodnie z granicami sumienia i rozumu właściwych człowieczeństwu. Czy wy potraficie to osiągnąć? (Nie). Bez względu na to, z kim stykają się zepsuci ludzie, zawsze strzegą własnych interesów lub traktują innych pod wpływem uczuć i preferencji, bez żadnych zasad. Jeśli jest to brat lub siostra, z którymi, jak czują, dobrze się dogadują i z którymi mają dobre relacje, to mogą im pomóc, okazać miłość, obdarować ich czymś i mieć z nimi bliski kontakt. Jeśli jednak ktoś swoim działaniem rani ich uczucia, mówią: „Już nigdy się z nim nie spotkam i już nigdy nie wejdę z nim w interakcje. Naprawdę tego żałuję! Wcześniej byłem dla niego taki dobry i tak bardzo mu pomogłem, a mimo to on tak mnie traktuje. Jest niewdzięcznikiem, niewdzięcznym łajdakiem!”. Nie potrafią stosować się do zasad, by traktować ludzi sprawiedliwie. Gdy kogoś traktują dobrze, robią to pod wpływem uczuć, a gdy kogoś traktują źle, decydują o tym ich osobiste preferencje; wszystko, co robią, ma po prostu dogodzić ich uczuciom. Dlatego jeśli komuś pomagają i przysparzają korzyści, a ten ktoś nie tylko jest niewdzięczny, ale także zrani ich uczucia, będą bardzo smutni i skrzywdzeni oraz będą narzekać, czując, że ich starania poszły na marne. Nie będą chcieli tego zaakceptować i już nigdy czegoś takiego nie zrobią. Powiedzcie Mi: gdybym Mnie spotkała taka sytuacja, jak bym do niej podszedł? Po pierwsze, nie można oceniać tej sprawy z perspektywy ludzi wyświadczających sobie przysługi; nie można osądzać tego rodzaju sytuacji pod wpływem uczuć. Musisz rozeznać się co do takich ludzi, opierając się na słowach Bożych i prawdozasadach; musisz rozeznać się co do ich człowieczeństwa i ścieżki, którą krocza, a także co do ich nastawienia do Boga, do prawdy i do obowiązków, zamiast rozeznawać się co do nich i postrzegać ich pod dyktando uczuć. Postrzeganie kogoś w taki sposób jest o wiele trafniejsze. Jest to ocena osoby lub sprawy nie na podstawie uczuć lub twoich osobistych zysków i strat, ale na podstawie słów Bożych i prawdozasad. Postrzeganie osoby lub sprawy w taki sposób jest trafne i zgodne z zasadami. Gdy postrzegasz ludzi i sprawy w taki sposób, nie będziesz smutny i skrzywdzony, bo ktoś, komu kiedyś pomogłeś, jest niewdzięczny, ani nie będziesz czuł głębokiej wdzięczności wobec kogoś dlatego, że kiedyś wyświadczył ci przysługę; zamiast tego będziesz w stanie potraktować go właściwie, zgodnie z zasadami. Jest takie znane powiedzenie: „Za życzliwie użyczoną kroplę należy odpłacić tryskającym źródłem”. Zwykli ludzie wciąż kierują się w życiu logiką takich myśli i zapatrywań z tradycyjnej kultury. Nie postrzegają spraw czy ludzi, opierając się na słowach Bożych lub prawdzie, ani nie traktują ludzi zgodnie z zasadami. Sądzą, że jeśli chodzi o sposób traktowania ludzi, to oprócz tego, że nie należy ich oszukiwać, krzywdzić, bić, przeklinać ani robić im złych rzeczy, powinno się też okazywać im dobroć. Zwłaszcza jeśli ktoś wyświadczył ci przysługę, powinieneś się zrewanżować w dwójnasób; w przeciwnym razie jesteś niewdzięcznikiem. Czy traktowanie ludzi w taki sposób liczy się jako bycie dobrym dla nich? (Nie). Czym zatem tak naprawdę jest bycie dobrym dla ludzi? Nie jest to miłowanie kogoś, troszczenie się o niego i opiekowanie się nim pod wpływem uczuć, ale postępowanie oparte na zasadach, zgodnie ze słowami Bożymi. Większość ludzi nie potrafi dojść do postępowania opartego na zasadach; ludzie działają jedynie pod wpływem uczuć, a nie na podstawie zasad. Działanie pod wpływem uczuć i działanie oparte na zasadach diametralnie się od siebie różnią; to dwie odmienne ścieżki. Działanie pod wpływem uczuć jest skażone ludzką wolą – gdy komuś pomagasz, robisz to, by zaspokoić potrzeby wynikające z twoich osobistych uczuć; nie jest to postępowanie bezstronne. Jeśli ta osoba jest ci głęboko wdzięczna, dalej będziesz dla niej dobry; jeśli nie docenia twojej pomocy oraz rani twoje serce i twoje uczucia, to już jej więcej nie pomożesz. Czy zatem nie postępujesz bez żadnych zasad? (Postępuję). To jest postępowanie pozbawione zasad. Czym jest zatem działanie zgodne z zasadami? Jest to wywiązywanie się z odpowiedzialności, jaka spoczywa na tobie jako człowieku, pomaganie innym wedle potrzeb i pozwolenie, by potraktowali to, jak im się podoba. Jeśli chcą przyjąć twoją pomoc, to świetnie; jeśli nie chcą jej przyjąć, nie powinieneś mówić, że nie są błogosławieni, ani nie powinieneś czuć złości, smutku czy rozczarowania, lecz powinieneś mimo wszystko traktować ich prawidłowo. To jest działanie zgodne z zasadami. Czy po omówieniu tych treści rozumiecie zasadę „nieatakowania innych”? (Tak).

Jedną z zasad ciała Boga wcielonego, podczas gdy żyje On pośród ludzi oraz styka się z nimi i komunikuje, jest nieatakowanie ich. Nieatakowanie innych wiąże się z zasadami dotyczącymi traktowania ludzi i omawiania prawdy. Oprócz nieatakowania innych Bóg wcielony ma jeszcze jedną zasadę dotyczącą traktowania ludzi, a mianowicie nie mści się. Jak ludzie postrzegają kwestię mszczenia się? Jeśli ktoś jest gnębiony lub krzywdzony, a potem słusznie bierze odwet lub odpiera atak, czy ludzie uważają to za akceptowalne? (Tak). Czy jednak w przypadku Boga jest to zasada traktowania ludzi? (Nie). Pośród ludzkości każdy może się zemścić i każdy jest do tego zdolny; każdy ma instynkt zemsty, a także intencję i pragnienie zemsty. Jeśli ktoś werbalnie cię obraził lub skrzywdził, to nawet jeśli nie możesz od razu się zemścić, będzie i tak szukał ku temu sposobności, by pokazać mu, że masz godność, że nie jesteś popychadłem ani nie dajesz sobie w kaszę dmuchać, że nie jesteś głupcem oraz że masz rozum właściwy zwykłemu człowieczeństwu i potrafisz postrzegać rzeczy i dokonywać osądów. Skąd zatem biorą się te myśli o dokonaniu zemsty na ludziach? Czy biorą się z sumienia i rozumu właściwych zwykłemu człowieczeństwu, czy z popędliwości szatańskich skażonych skłonności? (Z popędliwości szatańskich skażonych skłonności). To jest oczywiste. Jeśli ktoś jest gnębiony, wykorzystywany lub oszukiwany przez innych, gdy nie ma żadnego statusu, nie będzie miał sposobności do zemsty i jego warunki na to nie pozwolą, więc zachowuje te rzeczy głęboko w sercu, gdzie przemieniają się w rodzaj nienawiści. Z powodu tej nienawiści i dlatego, że został niesprawiedliwie potraktowany, może stać się wrogo nastawiony wobec społeczeństwa, wobec ludzkości i wobec każdego, kogo postrzega jako nieprzyjaciela. Gdy ktoś ma status, gdy warunki na to pozwalają i gdy nadarza się ku temu sposobność, jest on zdolny do dokonania zemsty, sprawiając, że ci, którzy go kiedyś skrzywdzili lub patrzyli na niego z góry, cierpią wskutek tego odwetu i dostają to, na to zasłużyli. Czuje on, że takie życie oznacza siłę charakteru i że w końcu zrzucił z siebie ciężar tej urazy. Każdy spośród ludzi, kto tak czyni, nie zostanie potępiony przez społeczeństwo ani przez swoje sumienie. Dlatego ludzie uważają, że mszczenie się nie jest czymś niewłaściwym, haniebnym, ani nie uznają tego za coś pozytywnego czy negatywnego. Jednak od Wieku Łaski do obecnego etapu dzieła nie znajdziesz we wszystkich słowach wypowiedzianych przez Boga ani jednego zdania, mówiącego ludziom, żeby mścili się na innych. Bóg nigdy nie powiedział ludziom: „Jeśli ktoś cię krzywdzi lub ktoś cię oszukał, musisz się zemścić, musisz mu odpłacić, oko za oko, ząb za ząb”. Czy mszczenie się jest jedną z nakazanych ci przez Boga zasad dotyczących sposobu traktowania ludzi? (Nie). Co w Wieku Łaski Bóg powiedział ludziom w kwestii sposobu traktowania innych? Żeby traktować ich z cierpliwością, wyrozumiałością i miłością. Co jeszcze? (Miłuj swoich nieprzyjaciół, a jeśli ktoś uderzy cię w lewy policzek, nadstaw mu prawy). Co jeszcze? Przebaczaj innym siedemdziesiąt siedem razy. Liczba siedemdziesiąt siedem jest tylko symbolem, nie należy jej odczytywać dosłownie. Bóg mówi, żebyś przebaczał wszystkim, którzy wyrządzili ci jakąś krzywdę, być przebaczał im nieskończoną liczbę razy; to jest zasada. Cierpliwość, wyrozumiałość, szacunek, miłowanie nieprzyjaciół, nadstawianie drugiego policzka, przebaczanie innym siedemdziesiąt siedem razy – o tym często się mówiło w Wieku Łaski. Czy zatem zasady traktowania ludzi można oprzeć na tych słowach? Jakie są zasady, których przestrzegania Bóg wymaga od ludzi, jeśli chodzi o traktowanie innych? Czy obejmują one zasadę oko za oko, ząb za ząb? (Nie). Czy obejmują one odpłacanie pięknym za nadobne? (Nie). Czy obejmują one dokonywanie zemsty? (Nie). Żadnej z tych rzeczy nie obejmują. Choć każda z tych rzeczy, o których mówił Bóg w Wieku Łaski, jest konkretnym rodzajem zachowania i praktyki, są one wszystkie nakazanymi ludziom przez Boga zasadami traktowania innych. Co zatem na obecnym etapie dzieła w dniach ostatecznych Bóg mówi ludziom o tym, jak traktować innych? Należy ludzi traktować sprawiedliwie, patrzeć na ich mocne strony i zasługi, a nie na ich braki i słabości. Co jeszcze, konkretnie? Nie oszukiwać, nie kłócić się ani nie atakować innych oraz harmonijnie współpracować. Czy to wszystko stanowi konkretne zasady traktowania ludzi? (Tak). Bez względu na wiek ani jedna spośród nakazanych przez Boga konkretnych zasad traktowania innych nie mówi ludziom, żeby się mścili. Ani jedna nie mówi: „Jeśli ktoś cię krzywdzi, skrzywdź go; jeśli ktoś cię bije, musisz mu oddać; jeśli ktoś wymierza ci cios, oddaj mu; jeśli ktoś cię przeklina, ty też go przeklnij”. Bóg nigdy nie wypowiedział ani jednego takiego słowa. Bóg wymaga, byś harmonijnie współpracował z innymi i traktował ludzi sprawiedliwie. Tamten człowiek może być kimś, na kogo patrzysz z góry, kimś, kto kiedyś cię skrzywdził lub oszukał, albo kimś, kto cię zaatakował i osądził. Jeśli jednak jesteś kimś, kto prawdziwie wierzy w Boga, powinieneś tamtego człowieka traktować sprawiedliwie i harmonijnie z nim współpracować. To jest zasada i tę zasadę ktoś, kogo człowieczeństwo jest normalne, powinien mieć i tej zasady powinien przestrzegać w tym, jak traktuje innych. Ludzie posiadający sumienie i rozum właściwe normalnemu człowieczeństwu przyjmą te prawdozasady i praktykują sprawiedliwe traktowanie innych. Ci, którzy nie posiadają sumienia i rozumu właściwych normalnemu człowieczeństwu, potraktują te słowa jak jakąś doktrynę lub religijną naukę, gdy je usłyszą. Gdy tylko ktoś naruszy interesy, poczucie dumy, status lub godność ludzi niepotrafiących przyjąć prawdy, obnażą oni swoją własną popędliwość. Nie tylko się zemszczą i zażądają odpłaty od drugiej strony, ale nawet odegrają się na niej w dwójnasób, potęgując swój odwet. Jeśli ktoś ich skrzywdził, obraził, znieważył, okazując brak szacunku, lub wdał się z nimi w utarczkę słowną czy nawet szarpaninę, oni się zemszczą i odegrają się na tamtym człowieku w dwójnasób. Po prostu nie są w stanie przestrzegać wymaganych przez Boga zasad dotyczących sposobu traktowania ludzi.

Jest też wiele realnych przykładów związanych z tym, że Bóg wcielony nie mści się na ludziach. Co do sposobu traktowania innych, Bóg wymaga od ludzi, aby przestrzegali zasady powstrzymania się od zemsty, bo Bóg wcielony posiada tego rodzaju zwykłe człowieczeństwo i tego rodzaju istotę człowieczeństwa w swoim realnym życiu i środowisku pracy. Co to znaczy, że posiada On tego rodzaju istotę człowieczeństwa? Oznacza to, że potrafi ściśle przestrzegać takie zasady postępowania w tym, jak traktuje ludzi, i ściśle przestrzegać tej zasady postępowania w tym, jak żyje pośród ludzkości i pośród grup ludzi. Jest tak dlatego, że posiada On taką życioistotę, a ponieważ posiada On taką życioistotę, ma On taką rzeczywistość w swoim życiu. Bóg wcielony rzeczywiście żyje pośród ludzi; On faktycznie żyje obok ludzi i ma z nimi do czynienia, On żyje tego rodzaju realnym życiem – nie żyje On w próżni. Żyjąc w ciele, nieuchronnie styka się z ludźmi, komunikuje i ma z nimi do czynienia. Wchodząc w interakcje i mając do czynienia z zepsutą ludzkością, nieuchronnie będzie On traktowany niesprawiedliwie, znieważany, dyskryminowany, oszukiwany, gnębiony i osądzany na sposoby sprzeczne z rzeczywistością. Jak podchodzę do tego rodzaju niesprawiedliwego traktowania? Żyję pośród ludzi od lat i pomijając rozmaite rodzaje niesprawiedliwego traktowania, jakiego doznałem pośród niewierzących, powiedzcie Mi: jeśli chodzi o środowisko rodzinne, lokalny kościół oraz wszystkich przywódców i pracowników wyższego szczebla i zwyczajnych braci i siostry, z którymi mogłem mieć styczność, czy wszyscy byli w stanie traktować Mnie sprawiedliwie? (Nie). W żadnym razie. Jestem taki sam jak wy – byłem zwyczajnym wierzącym i byłem też członkiem rodziny. Gdy byłem członkiem rodzinny, doznawałem wszelkiego rodzaju niesprawiedliwego traktowania. W rodzinie, pośród rodzeństwa, ten, kto jest najsilniejszy, ma ostatnie słowo, a tego, kto jest prostolinijny i rozsądny, zawsze nękają i traktują niesprawiedliwie. Pamiętam kilka konkretnych incydentów ze środowiska rodzinnego. Wyglądało to tak, że jeśli byłeś dominujący, nierozsądny i wszczynałeś awanturę, to nikt cię nie nękał ani nie traktował niesprawiedliwie. Ale jeśli byłeś rozsądny i traktowałeś te incydenty racjonalnie, to cię nękano. Jeśli inni się awanturowali i byli nierozsądni, na siłę cię wykorzystywali i postępowali bezwstydnie. Ja nie wiem, jak postępować bezwstydnie; wiem tylko, jak być rozsądnym i traktować takie sprawy racjonalnie, ale bycie rozsądnym oznaczało, że mnie gnębiono. Spójrzcie na ten świat: bez względu na grupę ludzi uczciwość i sprawiedliwość nie dzierżą władzy. Bierze górę ten, kto potrafi postępować bezwstydnie, wszczynać awantury i przepychać nierozsądne argumenty. Im bardziej jesteś rozsądny i im bardziej cenisz sprawiedliwość, sumienie i racjonalność, tym trudniej będzie ci znaleźć punkt oparcia i tym bardziej będziesz gnębiony. Tak też było ze Mną w Mojej rodzinie; byłem gnębiony przez pozostałych członków rodziny. W lokalnym kościele też byli ludzie, którzy stale Mnie dyskryminowali. Nie obraziłem ich ani nie skrzywdziłem. Tylko dlatego, że byłem wtedy młody, trochę wykazywałem się inicjatywą i zapałem oraz chciałem uczestniczyć w zgromadzeniach i rozmaitych rodzajach aktywności, niektórzy ludzie stale patrzyli na Mnie z góry i rzucali Mi krzywe spojrzenia. Ponadto osądzali Mnie i Mi umniejszali za Moimi plecami, mówiąc wszelkiego rodzaju paskudne rzeczy. Później, gdy udałem się do kościołów w innych miejscach i mieszkałem wspólnie z lokalnymi braćmi i siostrami, było tak samo. Bez względu na to, co robiłem, niektórzy wyrabiali sobie pojęcia, a inni wręcz ze Mnie szydzili, umniejszali Mi i osądzali Mnie za Moimi plecami. Bez względu na to, jakiego niesprawiedliwego traktowania doznawałem, przez te lata nigdy się nie zemściłem na kimś, kto Mnie kiedyś skrzywdził. Nigdy nie zemściłem się nawet na tych, którzy Mi umniejszali, osądzali Mnie czy wręcz mówili o Mnie paskudne rzeczy. Co to znaczy „nie zemścić się”? Jakie formy zachowania są zemstą? Jest wiele takich form zachowania. Jednym rodzajem zemsty byłoby wytykanie ludziom ich dawnych występków prosto w twarz, pokazanie im, że mam teraz status, poinformowanie ich, jak się czułem, kiedy Mi umniejszali, osądzali Mnie i wygłaszali sarkastyczne uwagi na Mój temat w przeszłości, oraz że teraz, gdy mam status, mógłbym bardzo łatwo się z nimi rozprawić i dokonać zemsty, gdybym tylko chciał. Ale Ja nigdy czegoś takiego nie zrobiłem i nie zrobię. Dlaczego nie zrobię czegoś takiego? Mam w swoim sercu zasady dotyczące traktowania wszelkiego rodzaju ludzi. Jeśli czyjeś człowieczeństwo jest złe i jest on złym człowiekiem, to nic takiego, gdy Mnie krzywdzi. Jeśli jednak będzie siał zamęt w kościele, szkodził interesom domu Bożego, naruszał zarządzenia administracyjne kościoła, naruszał zasady kościoła lub postępował wbrew ustaleniom dotyczącym pracy, to dom Boży się z nim upora, ponieważ ma zarządzenia administracyjne. Jeśli bracia i siostry są ślepi i nie mają rozeznania oraz chcą kogoś takiego wybrać na przywódcę, omówię z nimi zasady domu Bożego dotyczące wyboru przywódców. Jeśli bracia i siostry mają rozeznanie co do tego człowieka, mogą go poprosić, by zrezygnował ze startu w wyborach; jeśli nie mają rozeznania i go wybiorą, to niech spróbuje być przywódcą. Gdy już bracia i siostry dość się nacierpią, w naturalny sposób będą w stanie się co do niego rozeznać i go usuną. Z jednej strony to pozwala braciom i siostrom wyciągnąć naukę; mogą nauczyć się rozeznawać co do ludzi i poznawać ich. Z drugiej strony jest to ściśle zgodne z zarządzeniami administracyjnymi domu Bożego i zasadami domu Bożego dotyczącymi traktowania wszelkiego rodzaju ludzi. I jest tu jeszcze coś, co jest nawet ważniejsze: dom Boży, kościół, jest miejscem, gdzie działa Duch Święty, gdzie władzę sprawuje Bóg; jest to dom Boga. Co to znaczy, że jest to dom Boga? Oznacza to, że prawda sprawuje władzę, a to z kolei oznacza, że tutaj to prawda ma ostatnie słowo. Każdy, kto przychodzi do kościoła, ma odpowiedni wyniki i przeznaczenie. To, czy ktokolwiek jest zatrzymywany, odchodzi albo zostaje, otoczenie, w jakim ktokolwiek się znajduje, a także to, jak dom Boży go traktuje – Bóg ma swój czas na to wszystko. Fakt, że ktoś Mnie skrzywdził, obraził, umniejszył Mi albo wrobił Mnie i osądził za Moimi plecami, nie liczy się w Moich oczach jako naruszenie zasad. Czym zatem jest naruszenie zasad? Jest to szkodzenie interesom domu Bożego i naruszenie zarządzeń administracyjnych. Prawda sprawuje władzę w domu Bożym. Prędzej czy później źli ludzie otrzymają karę; każdy zostanie ukarany tak, jak na to zasługuje zgodnie ze swoimi uczynkami. Zajmowanie się wszelkiego rodzaju ludźmi jest sprawą kościoła oraz pracą, którą wykonywać powinni przywódcy i pracownicy; nie ma potrzeby, żebym Ja się w to bezpośrednio angażował. To jest Moja zasada dotycząca traktowania tego typu spraw. Bez względu na to, co ktokolwiek Mi zrobił lub powiedział w przeszłości, czy okazał szacunek, czy dopuścił się zniewagi, czy zachował się właściwie, czy niewłaściwie, potrafię potraktować go sprawiedliwie. Jeśli tylko żyjesz życiem kościoła w domu Bożym lub jeśli wierzysz w Boga od niedawna i nie rozumiesz prawdy, a dzieło Ducha Świętego nie doszło do tego etapu, to możesz pozostać w domu Bożym. Mogę zaczekać do czasu, aż ostatecznie ogłoszone zostaną wyniki ludzi. Nie ustalę twojego wyniku, traktując twoje nastawienie tylko do Mnie jako wystarczającą podstawę. Dlatego też nie będę mścił się na nikim, kto Mnie kiedykolwiek skrzywdził; takich ludzi traktował będę zgodnie z zasadami.

Miałem styczność z pewnymi ludźmi w kościele; niektórzy z nich odzywają się do Mnie raczej obcesowo i bez szacunku. Widząc, że mają do Mnie takiego rodzaju nastawienie, ignorowałem ich. Powiedzcie Mi: czy to oznacza, że mam wobec nich złe nastawienie? (Nie). Czy zatem powinienem był ich przyciąć i zdyscyplinować za to ich nastawienie? Tak naprawdę nigdy czegoś takiego nie zrobiłem. Skończyło się to tak, że niektórzy bracia i siostry nie mogli już tego znieść. Ujęli się za Mną, mówiąc: „Jak ten ktoś może mieć takie nastawienie, gdy mówi do Boga? Usunąć go!”. Bracia i siostry byli bardzo oburzeni. Biorąc pod uwagę nagminne zachowanie tego kogoś, usunęli go zgodnie z zasadami. Widząc, że bracia i siostry usunęli tego człowieka, wiedziałem w swoim sercu: „Wydaje się, że typowe przejawy jego człowieczeństwa bynajmniej nie zachwycają. Bracia i siostry by go tak nie potraktowali tylko dlatego, że miał wobec Mnie złe nastawienie; należy przypuszczać, że zachowanie tej osoby jest naganne pod niemal każdym względem”. Kościół postępował w jego sprawie zgodnie z zasadami; Ja nie miałem na ten temat nic do powiedzenia. Szanuję sposób, w jaki bracia i siostry postanowili zadziałać, oraz szanuję ich decyzję. Ale szanuję nie dlatego, że zrobiliście porządek z kimś, kto był wobec Mnie obcesowy – tym, co szanuję, są zasady kościoła dotyczące traktowania ludzi. Powiedzcie Mi: czy ta Moja zasada traktowania ludzi jest słuszna? (Tak). Gdy w grę wchodzi sposób traktowania ludzi, nigdy nie mówiłem przywódcom lokalnych kościołów, żeby zrobili porządek z tymi, którzy w przeszłości Mnie osądzali, umniejszali Mi lub słownie Mnie znieważali. Wręcz przeciwnie – jeśli lokalny kościół awansuje i wybiera niektóre osoby na kierowników zespołu ewangelizacyjnego lub przywódców i pracowników, Ja się nie sprzeciwiam; daję im szansę. Dotyczy to zwłaszcza kościoła w Moim rodzinnym mieście – ludzie wykonują tam wszelkie obowiązki, jakie powinni wykonywać. Nie uprawniłem nikogo do mszczenia się na tych, którzy kiedyś Mnie skrzywdzili lub obrazili; nigdy ani jednej takiej rzeczy nie zrobiłem. Jak to postrzegam w swoim sercu? Jeśli tacy ludzie rzeczywiście dążą do prawdy i ich usposobienie się zmienia, jest dla nich nadzieja na dostąpienie zbawienia. Paskudne rzeczy, które Mi wcześniej mówili, to bez wyjątku problemy z ich człowieczeństwem, wynikające z ich skażonych skłonności. W tamtym czasie nie rozumieli prawdy i wszyscy mieli okrutne usposobienie. To było nieuniknione, że powiedzą coś paskudnego i zrobią coś niewłaściwego tym, na których patrzyli z góry. Zwłaszcza gdy ci, którym zazdrościli lub na których patrzyli z góry, byli awansowani, zawiść, zazdrość i nienawiść rodziły się w ich sercach. Ich skażone skłonności brały górę i napędzały ich do działania, a z ich ust padały wtedy diabelskie słowa. Powodowały to ich skażone skłonności oraz ich ambicje i pragnienia. W połączeniu z tym, że w ogóle nie mieli bogobojnych serc, byli zdolni do wypowiedzenia każdego paskudztwa; mówili cokolwiek, co pozwalało im dać upust złości, co pozwalało ukoić ich nienawiść i co pozwalało im osiągnąć ich cele. Bez względu na to, jakie paskudne rzeczy ludzie mówili lub jakie złe rzeczy robili za Moimi plecami, jeśli mieści się to w zakresie normalnych przejawów skażonych skłonności i jest czymś, co Bóg może przebaczyć, to, biorąc pod uwagę, że sprawuje On suwerenną władzę nad wszystkimi rzeczami, da im szanse, pozwalając na to, by byli awansowani, szkoleni i by się nimi posługiwano, a niektórzy mogą nawet zostać udoskonaleni. Jeśli jednak te przejawy wykraczają poza zakres skażonych skłonności właściwych zwykłemu człowieczeństwu i są potępione przez Boga, to, biorąc pod uwagę, że Bóg ma wgląd w to wszystko, od Niego zależy, co zrobi z tymi ludźmi, co dla nich przygotuje i jak ich potraktuje. Nie muszę się o to martwić ani nie muszę interweniować. Toteż gdy doznaję jakiegoś niesprawiedliwego traktowania lub słyszę słowa atakujące Mnie i potępiające, trochę jest Mi przykro czy smutno w sercu, ale nie naruszę zasad, żeby cokolwiek uczynić. Nie tylko pamiętam te rzeczy, ale także spoglądam głębiej w istotę człowieczeństwa tych ludzi, która zostaje obnażona poprzez ich zachowanie. Jednak co do tego, z jakim ostatecznie werdyktem spotkają się wszystkie ich uczynki i widoczne u nich przejawy, ich człowieczeństwo i istota ich usposobienia, a także co do tego, jaki będzie ich ostateczny wynik, mam tylko jedno rozwiązanie, które stosuję: zostawiam to wszystko Bogu. Czynię tak dlatego, że Bóg sprawuje suwerenną władzę nad wszystkimi rzeczami, los każdego człowieka jest w rękach Boga i On sprawuje suwerenną władzę nad losami wszystkich ludzi. Nie ustalam żadnych waszych wyników. Choć przenikam to wszystko na wylot, definiuje to i wydaję werdykt w swoim sercu oraz mam opinie o tobie w swoim sercu, nigdy publicznie cię nie charakteryzuję; nie robię tego. Jeśli kościół chce zrobić z tobą porządek, mogę wyrazić swoje opinie, ale nie interweniuję ani nie przeszkadzam kościołowi w tym, jak z tobą postępuje. Jednocześnie nie mieszam się do tego, jak Duch Boży sprawuje nad tobą suwerenną władzę. Traktuję ludzi na bazie tych zasad, więc niesprawiedliwe rzeczy, których doznałem, i paskudne słowa, jakie usłyszałem od tych, którzy mieli ze Mną styczność, na Mnie się kończą – nie posuwam się ani o milimetr dalej. Co to znaczy, że nie od posuwam się ani o milimetr dalej? Oznacza to, że bez względu na to, kto mówił o Mnie paskudne rzeczy, gnębił Mnie, znieważał lub krzywdził, Ja nigdy nikomu o tym nie wspominałem, a tym bardziej nie mściłem się na tym kimś. Niektórzy ludzie mówią: „Minęło wiele lat od tamtego czasu – czy zapomniałeś o tamtych ludziach?”. Zawsze będą takie rzeczy, które zostawiają po sobie niezatarte wrażenie i których nie sposób zapomnieć. Nie jest tak, że zapomniałem o nich, że nie potrafię ich wyczuć, a tym bardziej nie jest tak, że ich nie rozumiem. Potrafię nie żywić urazy i nie mścić się, bo w Moim sercu nie ma miejsca na takie rzeczy jak uraza i zemsta; stało się to Moją zasadą dotyczącą tego, jak traktuję ludzi. Jednym aspektem tej zasady jest traktowanie wszystkich sprawiedliwie. Los wszystkich ludzi jest w rękach Boga. Wynik i przeznaczenie każdego wiążą się z tym, co zrobił, co przejawiał, jakie miał nastawienie do prawdy i do Boga oraz jaką ścieżką kroczył; te czynniki są decydujące. To, jak ktoś względem Mnie postąpił, nie jest standardem lub czynnikiem mającym znaczenie dla jego wyniku i przeznaczenia. Dlatego jeśli chodzi o niedokonywanie zemsty, najważniejsze jest to, że mam swoje zasady dotyczące sposobu traktowania wszelkiego rodzaju ludzi. Jeśli Mnie zraniłeś, skrzywdziłeś, oszukałeś lub nawet znieważyłeś lub przekląłeś, nie zemszczę się na tobie, bo zemsta nie jest Moją zasadą traktowania ludzi ani nie jest zasadą, jakiej Bóg naucza ludzi w odniesieniu do tego, jak traktować innych. Toteż zanim Bóg mówi ludziom o zasadach traktowania innych, ma też swoje własne zasady dotyczące tego, jak traktuje ludzi. W słowach Bożych i we wszystkich zasadach, których Bóg uczy ludzi, nie ma zasady nakazujące mszczenie się na innych. Czy powiedzielibyście, że tak właśnie jest? (Tak). Czy zasady, wedle załatwiam wszelkiego rodzaju sprawy i traktuję wszelkiego rodzaju ludzi, kłócą się z prawdozasadami, które omawiam od lat? (Nie).

Bóg wcielony potrafi nie mścić się w swoim zwykłym człowieczeństwie – czy łatwo jest zepsutym ludziom postępować tak samo? (Nie). Dlaczego nie jest łatwo? (Stykając się z innymi, zepsuci ludzie najczęściej kierują się swoimi skażonymi skłonnościami i ulegają popędliwości, więc wykazują silną tendencję do mszczenia się na innych). Zepsuci ludzie mają okrutne usposobienie, więc nie potrafią się powstrzymać od zemsty. Wiedzą, jakich zasad traktowania innych Bóg naucza ludzi, ale nie są w stanie ich przestrzegać, bo mają okrutne usposobienie. Nawet jeśli nie masz intencji, by ich zranić, gdy coś mówisz, to jeśli nie będziesz ostrożny i wypowiesz jedno słowo, które ich zrani, wpadną we wściekłość z powodu upokorzenia i będą chcieli się na tobie zemścić. Będę też próbowali to rozdmuchać do niemożebnych rozmiarów, żeby cię zaatakować; będą cię obmawiać i oczerniać za twoimi plecami i będą szargać twoje dobre imię, mówiąc innym, jaki to jesteś ambitny i podstępny, choć ty wcale taki nie jesteś. Po prostu nieumyślnie powiedziałeś coś, co ich zraniło; nie miałeś żadnych złych zamiarów, ale oni są zdolni do tego, by się na tobie zemścić. Widzisz, czy okrutne usposobienie takich ludzi nie jest przerażające? (Jest). Niektórzy ludzie, aby zemścić się na innych, potrafią być nierozsądni, postępować bezwstydnie, a nawet wpadać we wściekłość i urządzać awantury; nie jest to zgodne z zasadami. Zepsuci ludzie często tak postępują, zgadza się? Jak Ja postępuję w obliczu możliwości zemszczenia się? Bez względu na to, jak inni Mnie traktują, nie mszczę się na nich ani nie postępuję bezwstydnie. Moje zasady postępowania nigdy nie mogą się zmienić. Muszę być rozsądny i muszę postępować i działać w granicach racjonalności właściwej człowieczeństwu. Nie mogę uciekać się do metod pozbawionych człowieczeństwa, by zemścić się na tobie tylko dlatego, że jesteś nieracjonalny i nie ma w tobie człowieczeństwa; to byłoby niewłaściwe. Muszę ściśle trzymać się Mojego zadania i Moich zasad postępowania. Nie porzucę Moich zasad postępowania tylko dlatego, że nie ma w tobie człowieczeństwa i nie zachowujesz się tak, jak powinien zachowywać się człowiek. Mimo wszystko będę postępował tak, jak powinienem; Moje zasady postępowania pozostają niezmienne. Dokładnie tak zachowywałem się w domu. Gdy szło o sprawy takie jak zmywanie naczyń, robienie porządków w domu i sprzątanie, Ja, bez względu na to, jak bardzo inni się awanturowali i jak byli nierozsądni, i tak robiłem to, co miałem robić, i nigdy nie mściłem się na nikim z powodu niesprawiedliwego traktowania, jakiego doznałem. Jakie miano na koniec nadali mi rodzice? Nazwali mnie wspaniałomyślnym. Do dziś wyraźnie pamiętam te słowa. To jest Moja zasada traktowania ludzi i pozostaje ona niezmienna aż do dziś. Nie tylko postępowałem w ten sposób w domu, ale później, gdy zjawiałem się w różnych kościołach i miałem styczność z braćmi i siostrami, ta zasada też się nie zmieniła. Powiedzcie Mi: czy decyduje o tym istota człowieczeństwa? (Tak). Czy wy jesteście w stanie to osiągnąć? (Nie). To jest trudne, zgadza się? Nie byłbyś w stanie tego osiągnąć, nawet gdybyś wypruł sobie żyły, próbując. Ludzie chcą po prostu walczyć o swoje poczucie dumy i bronić swojej sprawy, lecz zapominają przy tym o granicach i zasadach postępowania. Nikt nigdy nie trzymał się granic i zasad postępowania. Dlaczego nikt się ich nie trzyma? Bo życie, jakie ludzie w sobie mają, pozbawione jest normalnego człowieczeństwa i zasad. Życiem ludzi są ich skażone skłonności, pochodzące od szatana. Bez względu na to, co robisz, zasada, która kieruje tobą i twoim zachowaniem, zawsze bierze się ze skażonych skłonności. Bez względu na to, jakim rozumowaniem się posługujesz lub jaka jest podstawa twoich działań, to wszystko bierze się ze skażonych skłonności. Dlatego zgodne z zasadami interakcje międzyludzkie są zbyt trudne dla zepsutych ludzi. Widzisz, czy te sprawy życiowe, o których mówię, nie brzmią bardzo zwyczajnie? Jednak takie postępowanie pośród zepsutej ludzkości jest uznawane za wspaniałomyślne. Ta cecha wspaniałomyślności jest czymś, czego większość ludzi nawet nie ma i nie jest w stanie osiągnąć, a tym bardziej nie są oni w stanie okazać szacunku. Dużo im brakuje do tego, by móc wchodzić w interakcje z innymi w sposób zgodny z zasadami, bo jest to po prostu coś nieobecnego w zepsutym człowieczeństwie. Nie chodzi o to, że ludzie nie potrafią ściśle trzymać się zasad, ale o to, że nie mają żadnych zasad. Bez względu na to, co mówisz czy robisz albo co napotykasz, wychodzą na jaw twoje skażone skłonności. Twoje osobiste preferencje, uczucia, interesy, próżność i duma, łaknienie sławy, zysku i statusu, twoje ambicje i pragnienia, a nawet twoje pragnienie, by się mścić i ścigać ludzi – wszystko to staje się widoczne. Te rzeczy przejmują kontrolę i kierują tym, co mówisz i robisz, a to pokazuje, że serce masz całkowicie wypełnione tymi skażonymi skłonnościami. Dlatego gdy coś tracisz, nie potrafisz przełknąć gniewu; upierasz się, żeby walczyć i zobaczyć, kto weźmie górę, nim się poddasz. Jak to się kończy? Aby odzyskać poczucie dumy, przywrócić swoją godność i ochronić własne interesy, z impetem przekraczasz granice sumienia oraz gorączkowo stajesz w szranki i walczysz z drugą stroną, a nawet mścisz się bez skrupułów, uciekając się do najniższych chwytów. A gdy się mścisz, przeklinasz tego drugiego, aż robi ci się czerwono przed oczami. Im bardziej go przeklinasz, tym mniejszą ulgę przynosi to twojej nienawiści; im bardziej go przeklinasz, tym większy staje się twój gniew; im bardziej go przeklinasz, tym bardziej pogłębia się twoja nienawiść, a wtedy dochodzi do rękoczynów. Gdy wybucha bójka, rodzić się wrogość; sytuacja jest już nie do uratowania, to droga bez powrotu. Toteż zemsta jest w gruncie rzeczy czymś właściwym wyłącznie zepsutej ludzkości. Fakt, że jesteś zdolny do zemsty, dowodzi, iż twoje sumienie i twój rozum nie mają nad tobą kontroli. Ponadto niektórzy z was po prostu nie mają sumienia ani rozumu. Dlatego gdy w jakiejś sytuacji ktoś szkodzi twoim interesom lub rani twoją dumę, nie tylko nie jesteś w stanie potraktować go zgodnie z zasadami, ale także mścisz się bez żadnych skrupułów, z impetem przekraczając granice sumienia i moralności, by to zrobić, myśląc nawet, że twoja zemsta jest w szczególny sposób uzasadniona. Nieustannie zastępujesz prawdozasady i zasady postępowania złymi uczynkami. Tym, co urzeczywistniasz, jest oblicze i wygląd diabła, ale i tak masz poczucie, że wygrałeś i zyskałeś przewagę. Jak Bóg to w rzeczywistości postrzega? Jaki rodzaj zachowania i jaki sposób postępowania są pozytywne w oczach Boga i przez Niego uznawane? To jest rzecz najbardziej kluczowa i najważniejsza. Wydawałoby się, że ponieważ niektórzy ludzie są bardzo sprytni i wygadani, wiedzą jak chronić swoją próżność i dumę, wiedzą, jak znaleźć okazje, by zemścić się na innych, oraz wiedzą, jak wywołać awanturę i postępować bezwstydnie, to nigdy nie doznają strat bez względu na to, co napotykają, i mogą cieszyć się wygodami i swobodą, nie cierpiąc przy tym ani trochę. Mogą porachować się z każdym, kto ich prowokuje lub krzywdzi, zyskując zarówno zewnętrzny prestiż, jak i rzeczywiste korzyści, i nigdy nie dopuszczając do tego, by ich duma została zraniona. Jednak nigdy nie przyjmą oni prawdy ani nie będą traktować innych zgodnie z zasadami oraz są zdolni do rzeczy z impetem przekraczających granice sumienia i moralności. Mszczenie się i krzywdzenie ludzi przez wzgląd na swoje poczucie dumy i interesy – w oczach Boga wszystko to są złe uczynki. Być może ochroniłeś swoją próżność i swoje poczucie dumy oraz nie ucierpiały twoje doczesne interesy, ale nigdy nie postępowałeś ani nie traktowałeś ludzi zgodnie z zasadami, których naucza Bóg. Jak zatem On się na to zapatruje? Nigdy nie zyskałeś Bożej aprobaty przez Jego obliczem. Jesteś zbyt przebiegły, zanadto jesteś intrygantem. Rywalizujesz o zewnętrzny prestiż, realne korzyści i osobiste interesy oraz walczysz w imię swojej dumy. By nie ucierpiały twoja próżność i twoja duma, nigdy nie bierzesz sobie do serca zasad postępowania, których uczy cię Bóg, i nigdy ich nie przestrzegasz. Dlatego choć nie wydaje się, by doczesne interesy niektórych ludzi doznały jakiegokolwiek uszczerbku, i wygląda na to, że wiodą oni wyjątkowo udane, cudowne i szacowne życie, nie mają ani krztyny życiodajnej prawdy słów Bożych; nie zyskali jej. Nie mają też zdolności pojmowania; nie potrafią tego pojąć ani zrozumieć. Czy nie jest to strata, jeśli chodzi o życie? (Jest). Nie zyskali prawdy, ich życie doznało straty i Bóg im nie błogosławi, lecz oni mimo to mają poczucie, że są naprawdę bystrzy i że niczego nie utracili. Tacy ludzie są najgłupsi!

Czy na podstawie zasad, wedle których Bóg wcielony traktuje ludzi, rozumiecie nieco lepiej Mój sposób postępowania w codziennym życiu? (Tak). Czy macie zatem też większą jasność co do zasad, których powinniście przestrzegać w ramach tego, jak traktujecie innych? (Tak). Nawet jeśli niektórzy ludzie uważają cię za kogoś słabego, za tchórza i popychadło, a ty jesteś w stanie odczuć, że oni tak właśnie myślą – i też traktują cię zgodnie z tym, co myślą – powinieneś i tak przestrzegać zasad sprawiedliwego traktowania ludzi. Jeśli jesteś w stanie im pomóc, powinieneś omówić prawdę, by to zrobić; jeśli nie są to ludzie, którzy przyjmują prawdę lub miłują to, co pozytywne, powinieneś i tak potraktować ich prawidłowo, zgodnie z zasadami. Mówiąc w sensie bardziej holistycznym, w każdej chwili niezłomnie wierzę, że Bóg sprawuje suwerenną władzę nad wszystkim i nad losami wszystkich ludzi. W głębi serca mam pewność, że los ludzkości, los każdego pojedynczego człowieka, jest w rękach Boga oraz że nikt nie może wymknąć się spod suwerennej władzy Boga i Jego rozporządzeń oraz nikt nie może umknąć przed bacznym spojrzeniem oczu Boga. Jeśli spojrzeć z węższej perspektywy, dom Boży jest miejscem, gdzie słowa Boże sprawuje władzę i gdzie prawda sprawuje władzę. Mówiąc konkretniej, dom Boży ma zarządzenia administracyjne, kościół ma regulaminy i w każdym okresie obowiązują ustalenia dotyczące pracy. Jeśli chodzi o to, jak dom Boży traktuje wszelkiego rodzaju ludzi, w możliwie najszerszym zakresie obchodzi się on z nimi zgodnie z prawdozasadami, nie pozwalając przemknąć się ani jednej osobie, która powinna zostać usunięta lub z którą należy zrobić porządek. Antychryści, źli ludzie i niedowiarkowie oraz ci, którzy nie miłują prawdy, ci, którzy mają braki w swoim człowieczeństwie, a także ci, którzy nie dążą do prawdy – wszyscy oni są przedmiotami eliminacji w oczach Boga. Prędzej czy później ci ludzie zostaną wyeliminowani i usunięci, natomiast ci, którzy rzeczywiście dążą do prawdy lub przynajmniej chcą pracować dla Boga i mają akceptowalne człowieczeństwo, będę nadal wykonywać obowiązek istot stworzonych w domu Bożym. Jeśli chodzi o ludzki świat, podlega on suwerennej władzy Boga; jeśli chodzi o kościół, dom Boży ma zarządzenia administracyjne i prawdozasady. Jeśli więc chodzi o to, jak należ traktować innych ludzi, to są dwie zasady do przestrzegania. Czy macie jasność co do tego aspektu? (Tak). Co do kontaktów i interakcji z pewnymi osobami w życiu – jeśli napotykam jakieś nieprzyjemne sytuacje lub jeśli ktoś mówi coś sprzecznego z Moimi zapatrywaniami, również traktuję to prawidłowo. Jeśli potem rozważę to, co powiedziałeś, zastanowię się nad tym i to zweryfikuję, a następnie ustalę, iż jest to słuszne, wtedy to przyjmę; jeśli to, co powiedziałeś, jest błędne, również potraktuję to zgodnie z zasadami. Jeśli dojdzie to tarć, konfliktu lub nieprzyjemności w interakcjach z tobą, a będzie dotyczyć do prawdy, pracy kościoła lub twoich skażonych skłonności, porozmawiam z tą, jeśli nadarzy się sposobność, abyś zrozumiał prawdę i jasno dostrzegł istniejące w tobie problemy. Jeśli ta sposobność nigdy się nie nadarzy lub nie będzie potrzeby omawiania tego z tobą, możesz poszukiwać samodzielnie, jeśli masz ku temu chęć. Jeśli masz dość aroganckie usposobienie lub zuchwale się do Mnie odzywasz i Mnie znieważasz, możesz mieć pewność, że potraktuję cię zgodnie z zasadami. W żadnym razie nie przytnę cię tylko dlatego, że Mnie znieważasz lub znieważyłeś w przeszłości; nie zrobiłbym czegoś takiego. Jeśli Mnie znieważyłeś, muszę ustalić, czy było to celowe, czy też nieumyślne. Jeśli było nieumyślne, zapomnę o całej sprawie, jakby się nigdy nie wydarzyła. Po prostu uznam, że byłeś głupi, brakowało ci racjonalności i powiedziałeś coś bez zastanowienia – gdy już to powiedziałeś, nie wiedziałeś, jaka jest natura twoich słów, i nie wiedziałeś, co mówiłeś; był to po prostu stek bzdur. Jeśli jednak było to umyślne, to muszę omówić i przedyskutować tę sprawę ze wszystkimi, by ustalić, czy tylko wobec Mnie wykazujesz takie myśli i działania, czy też jesteś wrogo nastawiony do wielu ludzi, do kościoła i do domu Bożego; muszę zrozumieć, jak wygląda konkretna sytuacja. Jeśli tylko do Mnie jesteś wrogo nastawiony, będę cię obserwował; najpierw dam ci szansę na okazanie skruchy, a także przyjrzę się temu, jakiego rodzaju osobą w rzeczywistości jesteś. Jeśli oprócz wrogości do Mnie jesteś też wrogo nastawiony do domu Bożego, do kościoła oraz do wszystkich braci i sióstr, stale chcąc ujrzeć, jak dom Boży staje się pośmiewiskiem, stale chcąc ujrzeć, jak Ja staję się pośmiewiskiem, jeśli klaszczesz i wiwatujesz, gdy wielki czerwony smok i świat religijny fabrykują bezpodstawne plotki na Mój temat, a nawet szerzysz je pośród braci i sióstr, umyślnie Mnie oczerniając i sprowadzając na manowce braci i siostry, to wówczas też postąpię zgodnie z zasadami. Nie zemszczę się na tobie; postąpię z tobą wedle zarządzeń administracyjnych domu Bożego, czyli sprawiedliwie i rozsądnie. Poproszę przywódców i pracowników, by sprawdzili, co mówią zarządzenia administracyjne, poproszę człowieka, którym posługuje się Duch Święty, by rozeznał się co do tej sprawy i się nią zajął, i ostateczne rozstrzygnięcie pozostawię kościołowi i domowi Bożemu. Działam zgodnie z zasadami; możesz mieć pewność, że traktuję ludzi z absolutną sprawiedliwością. Jeśli ktoś jest dobrym człowiekiem, który prawdziwie wierzy w Boga i dąży do prawdy, z całą pewnością pozostanie w domu Bożym. Jeśli jednak ktoś jest złym człowiekiem, wrogo nastawionym do domu Bożego i do Boga, człowiekiem, który jest z szatana i który jest złym demonem, dom Boży w żadnym razie komuś takiemu nie odpuści. Czy rozumiecie? (Tak). Jeśli podpadasz pod kategorię antychrystów, złych ludzi, złych demonów lub sług szatana, to w tym, jak cię potraktuję, też postąpię zgodnie z zasadami; nie skrzywdzę cię. Muszę zrozumieć, czy znieważyłeś Mnie nieumyślnie, czy też masz po prostu negatywne opinie i zapatrywania dotyczące Mnie osobiście – czy patrzysz na Mnie z góry i ciągle Mnie znieważasz, mówiąc rzeczy obelżywe, dlatego, że wyglądam niepozornie, mam zwyczajny i normalny wygląd, nie jestem imponujący, nie mam prestiżowego pochodzenia, mam skromny rodowód i jestem zwyczajną osobą, czy też masz złe myśli i wrogie nastawienie względem całego kościoła i domu Bożego. Muszę cię poznać. Po tym, jak Mnie znieważyłeś, muszę sprawdzić, jakie jest twoje zakulisowe nastawienie do kościoła, do braci i sióstr, do twoich obowiązków oraz do rozmaitych elementów pracy domu Bożego. Gdy już cię dobrze zrozumiem, postąpię z tobą zgodnie z zasadami. W żadnym razie cię nie skrzywdzę; nawet jeśli zostaniesz usunięty, nie będzie to twoja krzywda. Dom Boży w każdym razie postąpi z tobą prawidłowo. Ale zanim to nastąpi Ja z całą pewnością nie powiem subiektywnie sam z siebie: „Usunąć go z kościoła!”. W żadnym razie tego nie zrobię. Stosuję procedury domu Bożego, by dowiedzieć się o tej sprawie, zbadać ją, zająć się nią i ją rozstrzygnąć, sprawiając, że na koniec wszyscy uznają, iż została załatwiona zgodnie z zasadami. Możecie przyjrzeć się tym, którzy zostali odsunięci od obowiązków, z którymi zrobiono porządek i których usunięto, i sprawdzić, czy sposób, w jaki dom Boży z nimi postąpił, miał cokolwiek wspólnego z ich nastawieniem do Mnie. Ponadto niektórzy ludzie wierzą w Boga od wielu lat, a wciąż odzywają się do Mnie tak, jakby byli niewierzący. W sercu czuję awersję, gdy to słyszę, ale nie przyciąłem ich prosto w twarz ani się na nich nie uwziąłem. Są też ludzie młodzi i popędliwi, do każdego zwracający się słowami „hej, ty”, którym brakuje poczucia przyzwoitości i którzy robią wrażenie ludzi nieznających dobrych manier. Takich ludzi też nigdy nie przycinałem; nigdy nie zrobiłem czegoś takiego. Krótko mówiąc, bez względu na to, jak długo wierzysz w Boga, czy masz jakikolwiek fundament, jakie jest twoje człowieczeństwo, jakie obowiązki wykonujesz, czy spotkałem cię tylko raz, czy też stykałem się z tobą wielokrotnie, mniej więcej chwytam i w pewien sposób widzę twoją naturoistotę, a w przypadku niektórych osób mam również ich charakterystykę. To, że chwytam i w pewien sposób widzę czyjąś naturoistotę, nie wiąże się z wynikiem tej osoby, lecz wiąże się z nim posiadanie jej charakterystyki. Ktoś coś przejawia i uzewnętrznia, więc mam zasady dotyczące tego, jak go traktować, i mam też jego charakterystykę. Choć mam zasady co do ludzi i ich charakteryzuję, czy widziałeś, żebym zrobił z kimś porządek? Nigdy czegoś takiego nie robiłem. Czekam na suwerenną władzę Boga i Jego ustalenia. Ponadto zostawiam te sprawy kościołowi; kościół się nimi zajmie zgodnie z zasadami. Co myślicie o Mojej zasadzie traktowania ludzi? (Jest zbieżna z prawdozasadami; Bóg sprawuje suwerenną władzę nad wszystkim i wszystko ustala). Zgadza się, Bóg sprawuje suwerenną władzę nad wszystkim i wszystko ustala; wszystko należy pozostawić suwerennej władzy Boga i Jego ustaleniom. Te zasady wiążą się też z podporządkowaniem się prawdzie i podporządkowaniem się rozporządzeniom Boga i Jego ustaleniom. Nie tylko musicie mieć tę świadomość i to nastawienie, lecz musicie też postępować i praktykować w ten sposób.

Bóg wcielony ma życie Boże i ma boską istotę jako swoje życie. Przede wszystkim Jego zasady, zapatrywania i metody we wszystkim, co robi On sam, nie mogą naruszać prawdozasad. Bez względu na to, jakie są osobowość i sposób wyrażania Jego normalnego człowieczeństwa albo pośród jakich ludzi On żyje, przede wszystkim zasady, których On przestrzega, nie mogą naruszać prawdozasad; są zgodne z życiem Boga i istotą Boga. Ponieważ Bóg wcielony uczy was, jak należy postępować, On sam musi przede wszystkim właśnie tak postępować – ma On taką praktykę życia i taką istotę, więc może uczyć was, jak być takim człowiekiem. W samej tej kwestii ciało Boga wcielonego ma wystarczającą zdolność i wystarczające warunki, by prowadzić was na właściwą ścieżkę ludzkiego życia, by prowadzić was na ścieżkę zbawienia i by przyprowadzić was przed oblicze Boga, tak byście byli w stanie mieć nastawienie i serce podporządkowane Bogu. Jeśli potraficie praktykować oraz zyskać te słowa, które wypowiedziałem, i te kazania, które wygłosiłem, to te słowa wystarczą, by umożliwić wam wyzbycie się skażonych skłonności i stanie się ludźmi, którzy boją się Boga i unikają zła. Ciało Boga wcielonego żyje w normalnym człowieczeństwie i w realnym życiu, a choć ten sposób życia i ta forma egzystencji pozwalają tylko na ograniczony kontakt z ludźmi, rozmaite zasady, jakich On przestrzega, w zakresie traktowania ludzi podczas interakcji z ograniczoną liczbą ludzi nie są sprzeczne ani nie kłócą się z zasadami postępowania, jakich Bóg naucza człowieka, lecz są z nimi zgodne. Dlatego jeśli chodzi o przejawy normalnego człowieczeństwa lub przejawy skażonych skłonności wszelkiego rodzaju ludzi, bez względu na to, czy są one zniewagą lub zuchwałością względem Mnie osobiście, i bez względu na to, czy w danym czasie odpowiadają Mojej osobowości, Moim preferencjom lub Moim uczuciom, potrafię każdego traktować prawidłowo. Jeśli stale we Mnie wątpisz, masz się przede Mną na baczności i knujesz przeciwko Mnie lub stale myślisz, że Ja knuję przeciwko tobie, Ja i tak potrafię traktować cię prawidłowo. Bez względu na to, jakie skażone skłonności przejawiasz, czy kłamiesz, wątpisz we Mnie, spekulujesz na Mój temat, masz się przede Mną na baczności i stale chcesz Mnie unikać albo knujesz przeciwko Mnie w swoim sercu, Ja potrafię traktować cię prawidłowo. W żadnym razie nie użyję twoich metod, by się na tobie zemścić – nie zastosuję prawa odwetu, czyli „oko za oko, ząb za ząb”. Nawet jeśli wiem, co sobie myślisz, i wiem, jak chcesz knuć przeciwko Mnie i Mnie traktować, i nawet jeśli widzę, jak rzucasz w Moją stronę nieprzyjazne spojrzenia, potrafię i tak traktować cię prawidłowo. Możesz mieć pewność, że w żadnym razie nie zemszczę się na tobie. Możesz mieć poczucie, że nie mszcząc się na tobie, tak naprawdę szukam okazji, by cię wykorzystać, i knuję przeciwko tobie. Mylisz się; spekulujesz na Mój temat. Powiedziałem wam już o Moich zasadach traktowania ludzi. Czy Mnie teraz rozumiecie? (Tak). Czy zatem bardzo łatwo się ze Mną dogadać? Czy ludzie uważają Mnie za kogoś łatwego w kontaktach? (Bóg traktuje nas ze szczerością, więc powinniśmy być wobec niego otwarci i uczciwi). To słuszna zasada. Ale jeśli nie potrafisz być otwarty i uczciwy, to powiedz Mi: czy przytnę cię i ujawnię jakiekolwiek twoje ciemne sprawki z przeszłości? (Nie). Pozostawisz po sobie złe wrażenie w Moim sercu i pomyślę sobie, że ten człowiek jest bardzo wyrachowany, zacina się, kiedy coś mówi, jak gdyby każde słowo trzeba było z niego wyciągać, i nie jest bezpośredni wobec ludzi. Ale nawet jeśli pozostawisz po sobie złe wrażenie w Moim sercu, nie uwezmę się na ciebie. Jeśli większość ludzi doniesie, że w miarę dobrze wykonujesz swoje obowiązki w domu Bożym, ale twoje usposobienie jest trochę fałszywe, nie jesteś wobec Mnie bezpośredni oraz staje się popisujesz i afiszujesz w Mojej obecności, i tak będę w stanie potraktować cię prawidłowo i dać ci szanse na zmianę wraz z upływem czasu. W żadnym razie nie będzie tak, że zobaczę, jakie skażone skłonności przejawiasz, i że powiem: „Nie toleruję najdrobniejszej winy. Widzę doskonale po jednym spojrzeniu, jakie masz skażone skłonności. Jeśli Mi nie wierzysz, obnażę to, co myślisz w głębi serca, i sam się przekonasz, czy mam rację”. Nie robię takich rzeczy. Prawidłowo traktuję rozmaite przejawy skażonych skłonności ludzi, w tym te przejawiane w ich słowach, zachowaniu, myślach i zapatrywaniach. Jeśli jesteś kimś, kto dąży do prawdy i miłuje to, co pozytywne, stopniowo zmienisz te swoje skażone skłonności i stany zgodnie z prawdozasadami. Jeśli nie jesteś kimś, kto dąży do prawdy, bezużyteczne będzie nawet podlewanie cię na siłę; nie zmienisz się. Bez względu na to, jak uprzejmy i kurtuazyjny jesteś wobec Mnie w Mojej obecności, nic to nie da – nie jest to substytut praktykowania prawdy ani podporządkowania się prawdzie. Bez względu na to, czy jesteś wobec Mnie uprzejmy, czy nieuprzejmy, potraktuję cię prawidłowo. W przeszłości byli tacy ludzie, którzy przez swoją niedojrzałą postawę i brak zrozumienia prawdy przejawiali wiele skażonych skłonności, gdy stykali się ze Mną i komunikowali, a ponadto wykazywali dużą buntowniczość i oporność. Potem jednak poczuli skruchę i dokonali zwrotu, a po kilku latach zrozumieli niektóre prawdy i się zmienili. Tak się trafiło, że dom Boży ponownie ich awansował. Gdy o tym usłyszałem, uradowałem się w głębi serca. Widzisz, Ja nie chowam urazy, zgadza się? (Tak). Potrafię wciąż traktować ich prawidłowo. Nie mówię: „Wcześniej nie okazywałeś Mi szacunku, nie słuchałeś niczego, co mówiłem, i wielokrotnie swoimi uczynkami zraniłeś Moje uczucia. Teraz ponownie zostałeś awansowany. Muszę ci uświadomić, że wiem o wszystkim, co wcześniej uczyniłeś; nie myśl sobie, że o tym zapomniałem”. Nie robię takich rzeczy. Zamiast tego dodaję mu otuchy, mówiąc: „Niech twoje dążenia będą gorliwe. Zrzuć z siebie mentalny bagaż”. Gdy ludzie mają niedojrzałą postawę i nie rozumieją prawdy, wszyscy przejawiają buntowniczość, bo żyją pod kontrolą skażonych skłonności, a ci, w których sercach prawda nie sprawuje władzy, nie potrafią nad sobą zapanować, mówiąc i robiąc rzeczy wbrew sobie. Tacy są ludzie żyjący pod dyktando skażonych skłonności. Dlatego zrzućcie z siebie mentalny bagaż w waszym dążeniu do prawdy. W żadnym razie nie będę w wykrzywiony sposób postrzegał żadnej osoby ani żadnej rasy ludzi. Nie patrzę na twój poziom wykształcenia ani na twoją przeszłość. Patrzę jedynie na twoją istotę człowieczeństwa i twoje dążenia, a także na twoje nastawienie do prawdy, nastawienie do Boga i nastawienie do twoich obowiązków. Jeśli kiedyś wykonywałeś je niedbale i przysporzyłeś strat domowi Bożemu lub wręcz dopuściłeś się złych uczynków powodujących zakłócenia i niepokoje, gdy wykonywałeś swoje obowiązki, to choć te rzeczy widzę wyraźnie w swoim umyśle i odcisnęły się one w Mojej pamięci, nie będą na Mnie wpływać ani Mnie zwodzić w Moim postrzeganiu ciebie. Spojrzę na ciebie kompleksowo; spojrzę na ciebie zgodnie z prawdozasadami, patrząc na to, jak wykonujesz teraz i jak traktujesz swoje obowiązki, oraz na to, czy wciąż jesteś tak samo niedbały jak wcześniej. W przeszłości nie potrafiłeś strzec interesów domu Bożego, działając z przesadną ostrożnością i starając się dogodzić wszystkim wokół. Czy teraz dokonałeś zwrotu i się zmieniłeś? Czy potrafisz wcielić jakieś prawdy w życie zgodnie z prawdozasadami? Kiedyś stale pragnąłeś wygód cielesnych; czy teraz potrafisz znosić trudy? Czy szczerze się poświęcasz? Czy potrafisz szukać prawdy w ramach wykonywania obowiązków? Czy masz trochę lojalności i szczerości? Czy poczyniłeś postępy i zmieniłeś się w porównaniu z przeszłością? Na te rzeczy patrzę. Jeśli w przeszłości stale byłeś niedbały, pławiłeś się w wygodach i nie strzegłeś interesów domu Bożego, a teraz wciąż jesteś taki sam, to nie będę miał w swoim sercu przychylnych uczuć wobec ciebie. Jeśli taki byłeś w przeszłości, to choć wtedy zrobiłeś na mnie złe wrażenie, teraz, gdy się zmieniłeś, bardzo się cieszę. Dodam ci nawet otuchy, mówiąc: „Od teraz niech tak właśnie wyglądają twoje dążenia. W przeszłości twoja postawa pozostawiała wiele do życzenia, byłeś młody i niedojrzały, i bez żadnych hamulców robiłeś złe rzeczy; niech to wszystko czegoś cię nauczy. Powinieneś dążyć do prawdy, by wyzbyć się niedbalstwa i nie dopuszczać się zła, a wtedy będziesz naprawdę przemieniony”. Pocieszę cię i dodam ci otuchy. Gdyby to ci źli ludzie zobaczyli, że się zmieniłeś, zazdrościliby ci i by cię znienawidzili. Nie byliby dla ciebie uprzejmi i powiedzieliby: „Muszę ujawnić twoje ciemne sprawki z przeszłości i pokazać ludziom, jaki byłeś wcześniej wstrętny. Nie myśl sobie, że nic o tym nie wiem!”. Widzisz, zepsuci ludzie lubią po prostu działać sprytnie, stosować małostkowe sztuczki, dawać odczuć swoją obecność, obnażać braki ludzi i wywlekać ich ciemną przeszłość. Ja naprawdę nigdy nie robię takich rzeczy. Po prostu staram się dodać ludziom otuchy i uspokoić ich, aby zaznali spokoju w sercach i czuli, że dążenie do prawdy jest czymś dobrym. Gdy widzę, że trochę się zmienili, muszę dodać im otuchy, uświadamiając im, że poczynili postępy, motywując ich i dając im pewność siebie. Powiedzcie Mi: czy działam zgodnie z zasadami, traktując ludzi w ten sposób? (Tak). Czy działam w sposób spontaniczny lub popędliwy? (Nie). Niektórzy mówią: „Czy chodzi o to, że masz słabą pamięć? Może te rzeczy Cię nie obchodzą? Albo z natury masz szerokie horyzonty?”. Powiedzcie Mi: czy ma to cokolwiek wspólnego z osobowością, szerokimi horyzontami lub pamięcią? (Nie). Nawet jeśli ktoś ma z natury szerokie horyzonty lub dobrą osobowość, to jeśli żyje pod kontrolą skażonych skłonności, i tak nie potrafi traktować ludzi zgodnie z zasadami ani dawać ludziom sposobności wejścia na właściwą ścieżkę; nie jest w stanie tego osiągnąć. Co najwyżej zepsuci ludzie powiedzą: „Nie obnażę twoich braków; gdybym tak zrobił, ludzie by mnie wyśmiali”. Robią to przez wzgląd na swoje poczucie dumy i wskutek presji opinii publicznej w świecie, martwiąc się, że takie postępowanie sprawi, iż wyjdą na małostkowych i pozbawionych wielkoduszności. Tylko po to, by nie ucierpiała ich duma, powstrzymują się od obnażania braków ludzi, ale czy są w stanie wskazać im jakieś właściwe ścieżki? (Nie). W przypadku większości ludzi jest już dość dobrze, jeśli potrafią powstrzymać się od zemsty – pomaganie innym lub życzenie im dobrze jest poza ich możliwościami. Co najwyżej mają takie poczucie: „Nie ma ze mną nic wspólnego to, czy wiedzie ci się dobrze, czy nie”. Niektórzy ludzie obwieszczają: „Jestem skromnym, cnotliwym człowiekiem; nie potrafię mścić się na ludziach”, ale w głębi serca myślą sobie: „Oby ci się źle wiodło. Jeśli będzie ci się dobrze wiodło, będę czuł się nieswojo. Będę szczęśliwy, gdy w końcu nadejdzie dzień twojej śmierci!”. Ich słowa są pełne dobrotliwości, sprawiedliwości i moralności, ale ich serca są złowieszcze i okrutne. Wypowiadają jedynie przyjemnie brzmiące słowa, ale ich serca przepełnia złośliwość większa niż u kogokolwiek innego. To się nazywa mieć na języku miód, a w sercu jad; to się nazywa obłuda. Widzisz, czy zepsuci ludzie są w stanie traktować innych, opierając się na prawdozasadach? Zepsuci ludzie myślą jedno, a robią drugie. Na zewnątrz, by sprawiać wrażenie szacownych, wyrafinowanych i szlachetnych, mówią przyjemnie brzmiące rzeczy, ale w swoich sercach wcale tego nie myślą i potajemnie podkładają innym świnię. Dlatego gdy idzie o to, jak niewierzący traktują innych ludzi, to nawet jeśli nie mszczą się na tobie, to również nie życzą ci dobrze. Sposób, w jaki traktują innych, nie jest zgodny z prawdozasadami. Gdy widzą, że dobrze ci się wiedzie, czują się nieswojo i są zazdrośni w głębi serca; gdy widzą, że źle ci się wiedzie, to jeśli nadarzy się sposobność, posypią ci ranę solą albo nawet kopną cię kilka razy i dopiero wtedy poczują, że ulżyli swojej nienawiści. Dość trudno jest im powstrzymać się od zemsty – jeszcze trudniej jest im traktować ludzi zgodnie z zasadami; nie posiadają takiego człowieczeństwa.

Bóg wcielony stał się zwyczajną osobą. Sposób, w jaki traktuje ludzi w swoim codziennym życiu, mieści się przynajmniej w granicach sumienia i rozumu; w żadnym razie nie spadnie poniżej tego standardu i może jedynie go przekraczać. Jest oczywiste, że Bóg wcielony traktuje ludzi zgodnie z prawdozasadami. Ponieważ ma boską istotę, jest jeszcze bardziej w stanie traktować cię zgodnie z prawdozasadami i w żadnym razie się na ciebie nie uweźmie. Tak samo dom Boży postępuje z wszelkiego rodzaju ludźmi – zwalnia przywódców i pracowników na wszystkich szczeblach, dostosowuje zakres obowiązków ludzi albo ich zwalnia, usuwa wszelkiego rodzaju ludzi i tak dalej, a wszystko to odbywa się zgodnie z zasadami, nie wedle czyichkolwiek preferencji; te decyzje są uzgadniane przez większość ludzi w kościele. Toteż prawda bezwzględnie sprawuje władzę w domu Bożym; taki jest fakt. Nawet ludzie mający normalne człowieczeństwo potrafią postępować w sposób zgodny ze standardem sumienia właściwego normalnym ludziom, a gdy w grę wchodzą prawdozasady, potrafią oni wciąż przestrzegać standardów sumienia i rozumu właściwych normalnym ludziom – o ile bardziej jest to prawdą w przypadku normalnego człowieczeństwa, w które przyobleczony jest Bóg wcielony. Co do spraw dotyczących pracy kościoła, obowiązków, jakie wykonujecie, i waszych skażonych skłonności, jest On tym bardziej w stanie traktować was zgodnie z zasadami. Gdy chodzi o to, jak Ja, ten zwyczajny i normalny człowiek, mam z wami styczność i kontakt, bez względu na to, jak omawiam prawdę lub jakimi problemami się zajmuję, powiedzcie Mi: czy to Moje normalne człowieczeństwo jest godne waszego zaufania? (Tak). Czy musicie zbudować linię obrony, by mieć się przede Mną na baczności? (Nie). Toteż powiem wam to: gdy rozmawiasz i stykasz się ze Mną, musisz po prostu być otwarty i uczciwy. Bez względu na to, ile lub co wiem o tobie, będę cię traktował zgodnie z zasadami. Bez względu na to, jakie masz do Mnie nastawienie, i tak będę cię traktował zgodnie z zasadami. Możesz mieć co do tego pewność; nie ma potrzeby mieć się przede Mną na baczności. Pomijając Moją boską istotę i Moje boskie życie, po prostu możecie zaufać istocie człowieczeństwa posiadanej przez tę Moją normalną i rzeczywistą stronę, tę zwyczajna osobę. Bez względu na to, o czym dyskutujemy, nie powinieneś mieć skomplikowanej mentalności. Musisz być tylko prosty i otwarty. Jeśli borykasz się z jakimiś trudnościami, zwyczajnie powiedz o nich wprost. Nie musisz mieć się przede Mną na baczności jak przed kimś obcym. Jeśli stale masz się przede Mną na baczności, to jedno ci powiem: jesteś horrendalnie głupi, jesteś ślepy! Czy nie wiesz, jakiego dzieła dokonuję? Im bardziej masz się przede Mną na baczności, tym mniej będziesz w stanie na koniec zyskać prawdę. Czy w ten sposób sam nie robisz sobie pod górkę i nie doprowadzasz się do zguby? Jeśli stale wątpisz i masz się na baczności przed ciałem Boga wcielonego i bez względu na to, jak On się wypowiada i jak omawia prawdę, stale utrzymujesz nastawienie lustrujące, nie przyjmując tego, co On mówi, nawet jeśli uznajesz, że jest to prawda, to nie tylko Duch Święty cię nie oświeci ani nie pobłogosławi, ale wręcz przeciwnie – Bóg ukryje przed tobą swoje oblicze i będzie cię ignorował. Jeśli Mi nie wierzysz, spróbuj i się przekonaj, czy tak właśnie będzie. Jeśli nie masz żadnych zasad, stykając się ze Mną, tą zwyczajną osobą posiadającą normalne człowieczeństwo, nie wiesz, jak wchodzić ze Mną w interakcje, i nie wiesz, jak Mnie traktować zgodnie z zasadami, których uczy cię Bóg, to czy Boga w niebie nie potraktowałbyś w taki sam sposób? (Potraktowałbym). Jeśli będziesz wchodził z interakcje z Bogiem w niebie w taki sam sposób, to jakie będą tego konsekwencje? (Zostaniemy potępieni i powaleni). Znów się mylisz. Bóg nie powala ludzi na chybił trafił. Nigdy jednak nie będziesz mieć sposobności, by ujrzeć prawdziwą postać Boga, ani nigdy nie będziesz mieć do tego prawa; to jest fakt. Nigdy nie będziesz mieć prawa do tego, by ujrzeć prawdziwą postać Boga – nie będziesz nawet w stanie ujrzeć Jego pleców. Co to oznacza? Oznacza to, że Bóg nigdy nie uzna cię za swoją istotę stworzoną. Co to oznaczało, że Hiob ujrzał Jahwe z tyłu? Co to oznaczało, że Abraham usłyszał głos Boga, mówiącego do niego? (Bóg ich aprobował). Oznaczało to, że mieli prawo rozmawiać z Bogiem, rozmawiać z Bogiem w niebie, z Jego prawdziwą postacią, z Duchem Bożym. Bóg uznał ich i przyjął jako istoty stworzone. Bóg przyznał, że są istotami stworzonymi. Bóg ich pozyskał. Znaczenie tego jest tak głębokie! Bóg chciał ich zobaczyć i chciał z nimi rozmawiać. Bóg chciał pozwolić im usłyszeć Jego głos dochodzący z nieba. Bóg chciał pozwolić im ujrzeć Jego ciało duchowe, ukazać je im. Jakież to wielkie błogosławieństwo dla istot ludzkich! To przeogromny zaszczyt! Czy wy tego szukacie? Być może nie ośmielacie się tego szukać, ale musicie mieć takie pragnienie. Jak zatem powinieneś praktykować, by spełniło się to pragnienie? Po pierwsze, zacznij praktykowanie od tego, jak traktujesz Boga wcielonego, tego zwyczajnego i normalnego człowieka. Jak powinieneś wchodzić z Nim w interakcje i Go traktować? Jeśli widząc Go w Jego namacalnej postaci, potrafisz normalnie wchodzić z Nim w interakcje, przyjmować wszystko, co Go dotyczy, być otwarty i uczciwy wobec Niego oraz nie mieć barier ani trudności w interakcjach i styczności z Nim, to przed obliczem Boga – przynajmniej w Moich oczach – będę chciał wchodzić z tobą w interakcje; nie będziesz budził we Mnie odrazy. Wtedy być może będziesz miał sposobność i prawo, by usłyszeć głos Boga, by usłyszeć własny głos Boga, dochodzący z nieba, i by ujrzeć postać Boga. Oczywiście teraz wciąż daleko wam do osiągnięcia tego celu; Ja tylko wskazuję wam ścieżkę. Jeśli nie potrafisz przezwyciężyć nawet tej przeszkody, którą stanowię Ja, ten zwyczajny człowiek, a mimo to chcesz ujrzeć Boga w niebie, jedno muszę ci powiedzieć: nie ma szans! To naprawdę są pobożne życzenia!

Tutaj kończy się nasze dzisiejsze omówienie. Do zobaczenia!

14 września 2024 r.

Wstecz: Jak dążyć do prawdy (26)

Dalej: Jak dążyć do prawdy (30)

Ustawienia

  • Tekst
  • Motywy

Jednolite kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

Spis treści

Szukaj

  • Wyszukaj w tym tekście
  • Wyszukaj w tej książce

Połącz się z nami w Messengerze