Jak dążyć do prawdy (22)
Jak się czujecie, wysłuchawszy omawianych w ostatnim czasie stwierdzeń i treści dotyczących cech właściwych człowieczeństwu? Czy macie trochę większą jasność co do cech ludzi, którzy prawdziwie posiadają człowieczeństwo? (Mamy nieco większą jasność niż wcześniej). Czy zatem po wysłuchaniu tego doszliście do jakichkolwiek wniosków dotyczących tego, jakie są zasadnicze atrybuty ludzi posiadających cechy właściwe człowieczeństwu? Czy potraficie dostrzec, jakimi cechami charakteryzuje się czyjeś człowieczeństwo, opierając się na omówionych szczegółach i konkretach? (Dzięki temu, co ostatnio omówił Bóg, rozumiem teraz, że ludzie wykazujący cechy właściwe człowieczeństwu posiadają sumienie i rozum oraz potrafią odróżniać to, co słuszne, od tego, co niesłuszne). Ktoś, czyje człowieczeństwo charakteryzuje się cechami sumienia i rozumu, postrzega ludzi i sprawy oraz postępuje i działa, opierając się na fundamencie swojego sumienia i rozumu. Jego postrzeganie ludzi i jego zasady postępowania zbudowane są na tymże fundamencie sumienia i rozumu. Jest to sformułowane bardzo trafne, zgadza się? (Tak). Ktoś, kto nie posiada sumienia i rozumu, wykazuje określone cechy w zakresie swojego postrzegania ludzi i swoich zasad postępowania. Z drugiej strony ludzie posiadający sumienie i rozum też wykazują określone cechy w zakresie swojego postrzegania ludzi i swoich zasad postępowania, a cechy te wcale nie są puste; przejawiają się i uwidaczniają w codziennym życiu ludzi posiadających sumienie i rozum. Jeśli ktoś posiada sumienie i rozum, to bez względu na to, w jakim czasie lub w jakim środowisku społecznym żyje, będzie urzeczywistniał niektóre cechy właściwe człowieczeństwu. W związku z każdą sprawą w swoim życiu lub w związku z większością spraw dotyczących myśli i zapatrywań oraz zasad postępowania taki ktoś będzie ewidentnie przejawiał cechy sumienia i rozumu; to wcale nie jest coś pustego. Spójrzcie przez ten pryzmat na ludzi wokół siebie – czyż nie tak to wygląda? (Tak to wygląda). Gdy ktoś posiada sumienie i rozum, będzie przejawiał prawość i życzliwość. Ponieważ sumienie jest jego sterem i na niego oddziałuje, będzie on w swoim postępowaniu i działaniu trzymał się określonych granic oraz wskutek mechanizmu swojego rozumu i jego efektu hamującego – czy też w granicach nakreślonych przez jego rozum – będzie on coś konkretnego przejawiał i coś konkretnego urzeczywistniał. Aby zatem ustalić, czy ktoś posiada sumienie i rozum, trzeba spojrzeć na to, co on rzeczywiście przejawia; trzeba spojrzeć na to, czy jego zwyczajowe zapatrywania, zasady i granice związane z tym, jak postrzega ludzi i sprawy oraz jak postępuje i działa, zgodne są ze standardami sumienia i rozumu, a także na to, czy jego minimalna granica mieści się w obrębie sumienia i rozumu oraz czy jest pod kontrolą jego sumienia i rozumu. Jeśli w ramach czyjegoś postrzegania ludzi i spraw oraz postępowania i działania jego sumienie i rozum nie funkcjonują, a on sam nie jest kontrolowany ani trzymany w ryzach przez swoje sumienie i swój rozum, to często będzie widać, że idzie drogą sprzeczną z sumieniem i rozumem albo że swoje sumienie i swój rozum utracił. W codziennym życiu taki ktoś przejawia i urzeczywistnia po prostu brak sumienia i rozumu. Gdy napotyka różne sprawy, z jego ust wylewa się tylko pokrętne rozumowanie, a jego myśli i zapatrywania są wyjątkowo skrajne, zatwardziałe i wykolejone. Nie przykłada wagi do swojego sposobu wypowiadania się, a gdy coś mówi, nie robi żadnej różnicy między osobami wtajemniczonymi a osobami postronnymi; wszystko, co mówi, jest bezsensowne i mętne. Jego działania też często wykraczają poza to, co rozumne, są pozbawione zasad i granic, a tym bardziej mądrości, oraz są wyjątkowo impulsywne; ktoś taki robi jedynie rzeczy głupie i durne. Czy styka się z innymi, czy załatwia jakieś sprawy, nigdy nie potrafi odnaleźć właściwych zasad i kierunku, a tym bardziej w swoim postępowaniu nie przestrzega żadnych zasad ani nie respektuje żadnych granic. Nie wie, jak ma się zachowywać – nie ma na ten temat bladego pojęcia, a także nie wie, jaką osobą powinien starać się być, czym jest prawdziwe życie i jaką ścieżką ludzie powinni kroczyć. W swoim sercu nie ma o tych rzeczach zielonego pojęcia; dni mijają mu jak we mgle, brakuje mu celów i kierunku. Ilekroć coś go spotyka, usiłuje po prostu jakoś przez to przebrnąć, nie będąc w stanie zyskać dzięki temu jakiegoś doświadczenia, wyciągnąć jakiejś nauki lub odnaleźć właściwych ścieżek praktyki. Bez względu na to, jak długo żyje, pozostaje przygłupem i stale ma zamęt w głowie. Czy taki ktoś posiada sumienie i rozum? (Nie). Z pozoru na co dzień żyje mu się łatwo i szczęśliwie, zachowuje się jak niefrasobliwy głupiec i nie doświadcza żadnych trudności. Gdy jednak coś go spotyka, to im bardziej to coś dotyczy myśli, zapatrywań i zasad postępowania, tym większy zamęt ma on w głowie i tym bardziej czuje się zagubiony. Zwłaszcza gdy na swojej drodze spotyka skomplikowane osoby, wydarzenia i sprawy, brakuje mu nawet najbardziej fundamentalnej mądrości, inteligencji i zasad postępowania. Czy to pod względem ilorazu inteligencji, czy jeśli chodzi o zasady postępowania, takiemu komuś daleko jest do posiadania cech właściwych człowieczeństwu. Żyjąc na tym świecie, każdy staje w obliczu wszelkiego rodzaju osób, wydarzeń i spraw oraz zarówno doniosłych, jak i trywialnych sytuacji życiowych. Prawdziwa istota ludzka posiada sumienie i rozum; gdy napotyka na swojej drodze te osoby, wydarzenia i sprawy, ma zasady oraz jakieś względnie prawidłowe i pozytywne myśli i zapatrywania. Co więcej, w swoim podejściu do tych osób, wydarzeń i spraw taki ktoś będzie dokonywać osądów mieszczących się w granicach racjonalności. Nawet jeśli nie przyjął dzieła Bożego i nie rozumie prawdy, będzie i tak dokonywał osądów i zajmował się tymi sprawami pozostając w granicach sumienia i rozumu. Nie jest przygłupem ani nie ma zamętu w głowie, gdy staje w obliczu różnych sytuacji, lecz jest kierowany i powściągany przez swoje sumienie i swój rozum, więc będzie przestrzegał podstawowych zasad postępowania przy załatwianiu tych spraw. Oprócz prawości i życzliwości inną najoczywistszą cechą ludzi, których człowieczeństwo charakteryzuje się sumieniem i rozumem, jest to, że mają oni poczucie wstydu. Omówiłem już nieco poczucie wstydu przy okazji omawiania przejawów prawości i życzliwości. Prócz tego, co wtedy omówiłem, jest jeszcze wiele treści bardziej konkretnych i właśnie tym się dzisiaj zajmiemy.
Ponieważ ktoś posiadający sumienie i rozum ma funkcjonujące sumienie, a także nie brakuje mu rozumu, z całą pewnością i w sposób wyrazisty będzie też wykazywał się w swoim postępowaniu poczuciem wstydu. Najpierw pomówmy o napotkanych przez was w codziennym życiu przejawach lub wypowiedziach związanych z poczuciem wstydu. Na przykład, są takie brzydkie słowa, które nie przejdą ci przez gardło; już sama myśl, że miałbyś coś takiego powiedzieć, wydaje ci się żenująca – czy to znaczy, że masz poczucie wstydu? (Tak). Są też rzeczy szpetne i nikczemne; nie można wyciągać ich na światło dzienne, a ty nie potrafisz się zmusić, by je uczynić – czy to znaczy, że masz poczucie wstydu? Gdy robisz coś haniebnego, odczuwasz w sercu wyrzuty sumienia i nienawidzisz samego siebie – czy to znaczy, że masz poczucie wstydu? (Tak). Jak jeszcze się ono przejawia? (Ludzie mający poczucie wstydu nie chcą, by ich duma ucierpiała, i czują się zawstydzeni, gdy to konieczne). Na coś takiego każdy mógłby wpaść. Jak innymi słowami powiedzieć, że ktoś „ma poczucie wstydu”? (Odczuwa wstyd). Na co dzień zdarza nam się często powiedzieć komuś: „Czy ty nie masz w ogóle wstydu?”, zgadza się? (Tak). Z czym głównie wiąże się to, że ktoś ma poczucie wstydu? Czy wiąże się z prawością i godnością? (Tak). Gdy ktoś ma poczucie wstydu, zależy mu bardzo na swojej prawości i godności. Nie wyrzeknie się swojej prawości ani nie wymieni swojej godności na rzeczy uważane przez ludzi za dobre lub na coś, co przyniesie mu korzyść. W pewnym sensie ktoś, kto ma poczucie wstydu, strzeże w ten sposób swojej prawości i godności, nawet jeśli oznacza to poświęcenie osobistych interesów. Sumienie kogoś, kto ma poczucie wstydu, funkcjonuje, gdy ten ktoś coś robi, czyli w oczach innych ludzi charakteryzuje się on stosunkowo większą prawością i godnością. Nie ma nic do ukrycia, jeśli chodzi o jego słowa i czyny, jest otwarty i szczery. Nie robi niczego podłego ani godnego pogardy, a zasady, których się trzyma, i argumentacja, której daje wyraz, dają się obronić w konfrontacji z innymi ludźmi; inni nie krytykują go za jego plecami ani o nim nie plotkują. Innymi słowy, jeśli ktoś ma poczucie wstydu, jego sposoby i metody działania będą stosunkowo jawne i uczciwe. Nie próbuje on robić niczego podejrzanego, nie jest godny pogardy ani podły. Granice, w których mieszczą się jego działania, i jego sposoby działania zasadniczo nie wykraczają poza to, co nakazują sumienie i rozum. Takie są właśnie zasady i sposoby, wedle których postępuje ktoś mający poczucie wstydu, oraz cele, które sobie on wyznacza w ramach swojego postępowania. Oprócz tego u ludzi mających poczucie wstydu z pewnością występują jakieś konkretne przejawy oraz urzeczywistniają oni i przejawiają jakieś konkretne rzeczy. Albo też, w niektórych sprawach, mają oni jakieś względnie pozytywne myśli i zapatrywania oraz postępują i działają pod dyktando tych pozytywnych myśli i zapatrywań. Na przykład, gdy kościół wybiera przywódców na wszystkich szczeblach, to ludzie z poczuciem wstydu, mający przecież skażone skłonności, pokazują, że kochają status i mają ambicje podobnie jak wszyscy inni; też chcą zyskać sobie wysokie uznanie, chcą mieć status i cieszyć się wielkim prestiżem wśród ludzi – pod tym względem wcale nie różnią się od wszystkich innych. Jednak ktoś, kto ma poczucie wstydu, zyskuje status nie w ten sposób, że stosuje wszelkie dostępne środki, by się popisywać i przechwalać, chcąc zaskarbić sobie szacunek braci i sióstr, i nie w ten sposób, że bezwstydnie rywalizuje z innymi, stosując nietypowe lub haniebne sposoby, by dopuszczać się podłości. Taki ktoś chce zostać wybranym na przywódcę na bazie swoich rzeczywistych zdolności; na przykład, osiągając rezultaty w jakiejś fachowej dziedzinie poprzez wykorzystanie swoich mocnych stron lub znoszenie trudów i płacenie ceny – lub przynosząc korzyści braciom i siostrom poprzez dobre urzeczywistnianie swojego człowieczeństwa – tak aby zyskać uznanie ze strony większości braci i sióstr i dzięki temu zostać wybranym na przywódcę. Jeśli nie zostaje wybrany, w głębi duszy odczuwa jakąś tam urazę. Ta uraza to normalny przejaw zepsucia i bardzo naturalny przejaw właściwy zepsutej ludzkości. Jednak ktoś taki potrafi do tej sprawy podejść prawidłowo: „To, że ludzie mnie nie wybrali, pokazuje, że wciąż się jeszcze nie nadaję. Może nadal mam jakieś braki w niektórych obszarach. Nie wybrano mnie – nie wolno mi teraz uparcie dalej o to walczyć. Aby ludzie mnie wybrali, muszę przynajmniej posiadać pożądane cechy pod kątem potencjału, człowieczeństwa i zdolności do pracy. Jeśli nie zostałem wybrany, bo nie mam żadnych z tych cech, i teraz bezwstydnie upierałbym się przy tym, że chcę zostać przywódcą, to byłoby potwornie haniebne!”. Choć po przegranych wyborach czuje się trochę rozczarowany i przybity, potrafi się nad sobą zastanowić i poznać samego siebie oraz dostrzec, jakie ma braki i niedoskonałości. Następnie przyjrzy się temu, jakie mocne strony ma osoba, która została wybrana, czemu bracia i siostry ją wybrali, pod jakimi względami pracuje ona lepiej niż on sam i pod jakim kątem jej potencjał jest wyższy niż jego potencjał. Ktoś, kto ma poczucie wstydu, potraktuje tę sprawę racjonalnie; po przegraniu wyborów w żadnym razie nie będzie stawiał oporu, narzekał, ferował wyroków ani miotał inwektywami. W żadnym razie niczego takiego nie będzie robił. A dlaczego? Bo taki ktoś ma rozum. Nawet wtedy, gdy spotykają go pewne niepowodzenia i porażki, nie traci rozumu i nadal żyje w wyznaczonych przez niego granicach . Dlatego do danej sprawy podejdzie racjonalnie. Nawet jeśli jego skażone skłonności wywołują w nim przygnębienie, zniechęcenie, a nawet pewien opór, to ponieważ ma on rozum, w krótkim czasie skoryguje swoje nastawienie i swój stan, a następnie sprawę przegranych wyborów potraktuje racjonalnie. Nie będzie walczył o pozycję przywódcy ani nie będzie stosował nieuczciwych środków czy sposobów, by osiągnąć swój cel; nie będzie posuwał się do skrajności. Innymi słowy, w oczach postronnych obserwatorów taki ktoś nie różni się niczym od innych ludzi mających skażone skłonności: też kocha status oraz ma ambicje i pragnienie, by go zdobyć, ale jego umiłowanie statusu i sposób, w jaki go zdobywa, mieszczą się w zakresie kontrolowanym przez cechę właściwą jego człowieczeństwu, a cechą tą jest to, że ma on poczucie wstydu. Nie będzie stosował nietypowych środków, by zyskać status, ani nie będzie się popisywał przez wzgląd na status albo żeby zaspokoić swoje ambicje i pragnienia, mówiąc rzeczy bezwstydne, byle tylko zaskarbić sobie szacunek. W żadnym razie nie będzie mówił ani robił takich rzeczy. Zamiast tego po cichu wkłada wysiłek w dążenie do prawdy i wykonywanie swoich obowiązków. Robi więcej, a mówi mniej, starając się najlepiej, jak potrafi, trzymać w ryzach swoje ambicje i pragnienie statusu. Ma nadzieję, że dzięki swoim wysiłkom osiągnie rezultaty i będzie lepiej sobie radził, budując w sobie wystarczającą postawę, by spełnić warunki wymagane od tych, którzy chcą służyć jako przywódcy bądź pracownicy. Ma też nadzieję, że jego wysiłki zostaną dostrzeżone i uznane przez braci i siostry oraz że w przyszłości zostanie wybrany na przywódcę. Nawet jeśli ktoś, kto ma poczucie wstydu, żywi ambicje, by zostać wybranym na przywódcę, i tak postępuje w sposób względnie racjonalny, nie wykraczając poza granice sumienia i rozumu. Innymi słowy, nawet jeśli ma ambicje właściwe zepsutej ludzkości, to nadal zależy mu na swojej prawości i godności; nie wyrzekając się swojej prawości i godności, robi rzeczy uznawane za prawe, właściwe i stosunkowo pozytywne wedle myśli i pojęć zepsutej ludzkości. Toteż ktoś, kto ma poczucie wstydu, wykazuje się tym poczuciem w sposób szczególnie wyrazisty w konfrontacji ze statusem i pragnieniem. Nawet jeśli kocha status i chce być przywódcą, to i tak ma na względzie swoją prawość i godność, czyli jego i zapatrywania dotyczące takich spraw oraz jego sposoby i zasady postępowania są względnie racjonalne i pozytywne. Rzecz pierwsza z brzegu – nie zafałszowuje faktów, by oszukańczo zaskarbić sobie zaufanie ludzi lub ich szacunek; ponadto nie ucieka się do gładkiej gadki i fałszywych pozorów, żeby nabrać ludzi i sprawić, że go polubią, i w ten sposób zdobyć ich szacunek. Nawet jeśli kocha status i chce zostać wybranym na przywódcę, niczego nie fabrykuje, nie oszukuje ani nie ucieka się do żadnych taktyk. Wierzy, że podstawową zasadą, której powinien się trzymać, jest postępowanie w taki sposób, żeby twardo stąpać po ziemi, usilnie przykładając się do wszystkiego, czego wymaga Bóg i co jest słuszne, starając się robić to dobrze oraz wkładając większy wysiłek w prawdę. Myśli on sobie tak: „Jeśli lepiej zrozumiem prawdę i będę wiedział, jak ją omawiać, czyż bracia i siostry nie wybiorą mnie na przywódcę?”. Liczy, że zyska uznanie dzięki swoim własnym wysiłkom poprzez praktyczne urzeczywistnianie tych przejawów sumienia i rozumu, a nie poprzez mydlenie oczu. Mówiąc językiem potocznym, chce zyskać uznanie, polegając na swoich rzeczywistych zdolnościach, talentach i swojej praktycznej pracy, a następnie zyskać sposobność, by zostać wybranym na przywódcę. Czy zatem według ciebie taki ktoś ma poczucie wstydu? (Tak). Czy powiedzielibyście, że to jest obiektywna ocena tego rodzaju osoby? (Tak). W jakim sensie jest obiektywna? (Choć taki ktoś także kocha reputację i status oraz ma ambicje i pragnienia, to potrafi nadal stosować standardy sumienia, by trzymać się w ryzach, oraz przykłada wagę do swojej prawości i godności. Nie ucieka się do udawania i oszukiwania, by zaskarbić sobie zaufanie ludzi i ich szacunek; chce natomiast zyskać uznanie poprzez autentyczne płacenie ceny i wkładanie wysiłku. Czuję, że taki ktoś, stosunkowo rzecz biorąc, ma trochę poczucia wstydu). Jeśli ktoś w odniesieniu do statusu nie przejawia nawet sumienia i rozumu, a mimo to ludzie mówią, że ma poczucie wstydu, to czy te słowa nie są puste i niepraktyczne? (Są). W jakich zatem okolicznościach nie będą to puste, ale obiektywne słowa, gdy powiemy, że ktoś ma poczucie wstydu? Będzie tak wtedy, gdy ten ktoś prawdziwie przejawia sumienie i rozum w obliczu różnych spraw, a to obejmuje przejaw poczucia wstydu obecnego w zwykłym człowieczeństwie. Czy poczucie wstydu jest czymś, co powinni mieć ludzie chrakteryzujący się zwykłym człowieczeństwem? (Tak).
Jakie przejawy zaobserwować można u kogoś, kto ma poczucie wstydu, w sytuacji, gdy znajduje się pośród innych ludzi? Podejmuje on praktyczne działanie. Nie ucieka się do nadskakiwania i schlebiania, do tworzenia klik, do podżegania innych, do fabrykowania, udawania, oszukiwania, kłamania czy obłudy, by zyskać prestiż i status, których pragnie; zamiast tego haruje jak wół. Jaki jest tutaj obiektywny fakt? Otóż taki, że ponieważ ludzie z poczuciem wstydu mają skażone skłonności, to jest bardzo naturalne, że będą przejawiać niektóre cechy, myśli i zapatrywania oraz ambicje i pragnienia zepsutej ludzkości; to jest najzupełniej normalne. Jednak mimo że mają ambicje i miłują status, ludzie z poczuciem wstydu nie będą stosować nietypowych środków, by status zyskać; chcą oni raczej polegać na swoich rzeczywistych zdolnościach, by podejmować praktyczne działanie. Jest oczywiste, że jeśli taki ktoś spełnia standardy pod kątem swojego potencjału, człowieczeństwa i wszystkich innych aspektów, zostanie prędzej czy później wybrany na przywódcę – to tylko kwestia czasu. Co jednak, koniec końców, przytrafia się w jakiejś grupie społecznej lub w miejscu pracy tym ludziom, którzy mają sumienie i rozum? Nie tylko nie dostaną awansu ani nie obejmą ważnych stanowisk, ale będą także poddawani ostracyzmowi i represjom. Nikomu nie nadskakują ani nie schlebiają, nie wkradają się w łaski przełożonych ani nie wręczają im upominków, a już na pewno nie próbują zaskarbić sobie sympatii swoich współpracowników. Nie stosują żadnych taktyk, nie próbują oszukiwać ani nie posługują się przebiegłymi filozofiami funkcjonowania w świecie, by grać na dwa fronty. Gdybyś im powiedział, żeby tak postępowali, zawsze poczuliby się zażenowani; nie potrafiliby się zmusić do takiego postępowania. Gdyby ktoś powiedział im, żeby płaszczyli się przed przełożonymi i tylko pochlebnie się o nich wypowiadali, nie mogliby się do tego zmusić, bo niczego dobrego w przełożonych nie dostrzegają. Gdyby postąpili wbrew temu, co naprawdę czują, i powiedzieli coś przymilnego, na przykład: „Przełożeni każdego dnia załatwiają niezliczone sprawy i stają dla nas na rzęsach”, poczuliby się zażenowani i spoliczkowaliby się po wypowiedzeniu tych słów. Myślą sobie: „Ci przełożeni całe dnie spędzają na jedzeniu, piciu i uciechach; są tłuści i mają rumiane lica. Jakim to niby sposobem załatwiają każdego dnia niezliczone sprawy? Wszyscy oni są skorumpowanymi urzędnikami, którzy nie robią tego, co do nich należy, tylko jedzą, piją, łajdaczą się i uprawiają hazard. Wszyscy oni to diabły, które jedzą ludzkie ciało i piją ludzką krew!”. W głębi serca oni bardzo nienawidzą tych ludzi oraz nie chcą postępować wbrew temu, co tak naprawdę czują, i obdarzyć ich choćby jednym pochlebstwem. Mają poczucie, że takie słowne nadskakiwanie przyprawia o mdłości, i za nic w świecie by im to przez gardło nie przeszło. Choć są trochę skażeni przez społeczne trendy i potrafią mówić rzeczy sprzeczne z tym, co tak naprawdę czują, to mają jakąś granicę; nie posuną się za daleko i nie popadną w skrajność. Jeśli faktycznie wręczają komuś prezenty i proszą o przysługi, żeby coś załatwić, robią to dlatego, że nie mają innego wyboru. Tylko wtedy, gdy są przyparci do muru i nie mają żadnych innych opcji, postępują wbrew temu, co tak naprawdę czują, i robią coś takiego. Później tego żałują, mają poczucie, że utracili swoją godność, i ze wstydu nie chcą się nikomu pokazywać na oczy. Zostawia to ślad w ich sercach i nie będą w stanie tego sobie darować do końca życia. Gdy ludzie mający poczucie wstydu znajdą się w pewnej szczególnej sytuacji, w której z powodu poczucia bezradności, presji życiowej lub nacisków zewnętrznych nie będą mieć innego wyjścia, jak tylko zrobić coś, przez co stracą swoją prawość i godność, będzie to dla nich źródłem upokorzenia już do końca życia. Cokolwiek by na ten temat myśleli, czują żal i tępy ból w sercu, a także poprzysięgają, że nigdy już się czegoś takiego nie dopuszczą.
Poczucie wstydu to oczywisty atrybut pośród cech właściwych człowieczeństwu. Ten atrybut może powstrzymywać ludzi od robienia rzeczy, przez które tracą oni swoją prawość i godność, albo może pomagać im robić mniej takich rzeczy. Może także chronić ich przed przekraczaniem granic sumienia i rozumu oraz pomagać im w wybieraniu rzeczy stosunkowo pozytywnych i właściwych. To jest bardzo ważne. Nawet gdy w grę wchodzi status, własny interes i pieniądze oraz nawet, gdy chodzi o przetrwanie i utrzymanie się, ludzie mający poczucie wstydu są nadal powściągani przez swoje sumienie i swój rozum bez względu na to, co robią, i nie przekroczą tych granic. Jeśli wszak sporadycznie je przekroczą i zrobią coś wbrew swojemu sumieniu i rozumowi, tracąc tym samym swoją godność i prawość, to wówczas ich poczucie wstydu będzie jeszcze silniejsze i sumienie będzie ich jeszcze bardziej napominać. Jest tak dlatego, że gdy już taki ktoś przekroczy granice ustanowione przez jego poczucie wstydu lub wyrwie się spod nakładanych przez nie kontroli i ograniczeń, poczuje się jeszcze bardziej nieswojo, będzie miał jeszcze większe wyrzuty sumienia i w głębi serca będzie się jeszcze bardziej obwiniał. Widzisz więc, że gdy ludzie mający poczucie wstydu znajdują się w obecności ludzi posiadających status i pozycję, wydają się bardzo odizolowani i nie na miejscu, a nawet robią na innych wrażenie ludzi trochę zdziwaczałych. Ci, którzy są absolutnie pozbawieni sumienia i rozumu, idealnie się między sobą dogadują, natomiast ludzie posiadający sumienie i rozum czują się wyjątkowo niezręcznie w towarzystwie tamtych. Ludzie bez sumienia i rozumu nie czują się nieswojo bez względu na to, jak bardzo ich słowa sprzeczne są z faktami, i w ogóle niczego nie czują bez względu na to, jak bezwstydne słowa padają z ich ust. Z kolei ludzie posiadający sumienie i rozum nie tylko nie potrafią zmusić się do mówienia takich rzeczy, ale także czują się nieswojo, słysząc je, i nie są w stanie tego znieść, ponieważ mają poczucie wstydu. Dlatego stykanie się z ludźmi pozbawionymi poczucia wstydu jest dla nich swego rodzaju torturą, której źródłem jest, z jednej strony, ich własne poczucie wstydu, a z drugiej – ostracyzm, jakiego doświadczają. Inni ich wykluczają lub trzymają się od nich z daleka, bo ich zasady postępowania i załatwiania spraw czynią ich w oczach innych ludźmi osobliwymi i dziwacznymi, jakby byli zupełnie oderwani od spraw doczesnych, i przykleja się im łatkę świętoszków. Dlatego taki ktoś będzie spychany na bok przez niewierzących, zwłaszcza w miejscu pracy; jak to mówią niewierzący – tacy ludzie nie są nigdzie mile widziani. Wszyscy niewierzący chcą piąć się coraz wyżej, stosując wszelkiego rodzaju nietypowe sposoby i uciekając się wszelkich koniecznych środków, byle tylko dostać to, czego chcą. Tymczasem ludzie mający poczucie wstydu zawsze chcą zarabiać na życie uczciwie, rozsądnie i sprawiedliwie, polegając na swoich uzdolnieniach. To ich donikąd nie zaprowadzi w żadnej grupie społecznej, bo reguły gry w każdej grupie społecznej są niesprawiedliwie; każdy stosuje się do niepisanych reguł. Ci, którzy prosperują i cieszą się prestiżem, potrafią doskonale dostosować się do tych niepisanych reguł,, natomiast ludzie mający poczucie wstydu strzegą swojej godności i prawości, więc nigdy nie są w stanie tych niepisanych reguł społeczeństwa zaakceptować. Nie rozumieją tych reguł, nie podobają im się one i tym bardziej odmawiają stosowania się do nich. Dlatego w różnych grupach ludzi inni mogą dostać awans lub zyskać wielkie uznanie ze strony przełożonych, natomiast oni, ponieważ mają poczucie wstydu, zawsze wypowiadają się i postępują dokładnie tak, jak należy, mówiąc wprost to, co myślą; toteż od czasu do czasu kończy się to tak, że obrażają współpracowników i przełożonych, nadeptując tym ostatnim na odcisk i mówiąc coś, czego przełożeni najbardziej nie chcą słyszeć. Gdy to sobie uświadamiają, jest już za późno. I jak to się kończy? Bez względu na to, przez ile lat dokładali starań lub jak długo pracowali w danym miejscu, nigdy nie dostają awansu ani nie obejmują ważnych stanowisk. Czy dla tych, którzy mają sumienie, rozum i poczucie wstydu, życie pośród takich ludzi jest rozkoszą, czy męczarnią? (Męczarnią). Gdy nie potrafią przejrzeć na wylot tego społeczeństwa i tej zepsutej ludzkości, robią, co tylko mogą, by zintegrować się z tym społeczeństwem i z ludźmi, wśród których żyją. Mają jednak sumienie i rozum, więc nie potrafią zmusić się do postępowania wbrew swojej prawości i godności. Dlatego bez względu na to, jak bardzo się starają, jak wielkie wysiłki podejmują i jak wiele poświęceń ponoszą, rezultat końcowy jest taki, że nie potrafią się zintegrować z tym społeczeństwem ani z ludźmi, wśród których żyją; zawsze są nie na miejscu pośród tych ludzi i sami nawet nie wiedzą dlaczego. Mówią sobie: „To społeczeństwo jest tak niesprawiedliwe. Jeśli nie wiesz, jak stosować taktyki, płaszczyć się i rozdawać pochlebstwa, tylko stale chcesz strzec swojej prawości i godności bądź realizować swoje cele, to cię donikąd nie zaprowadzi w żadnej grupie ludzi”. Takie doświadczenie ludzie mający poczucie wstydu wynoszą z przetrwania w społeczeństwie. Jakie uczucie im ostatecznie pozostaje? Czy to ludzkie społeczeństwo budzi ich sympatię, czy też ich rozczarowuje? (Rozczarowuje). Może ich jedynie rozczarować. Rzucają się w wir życia społecznego pełni nadziei, czują, że dobrzy ludzie wciąż stanowią większość społeczeństwa i że jest w nim miejsce na uczciwość, sprawiedliwość i możliwość bronienia swojej sprawy. Co jednak na koniec dla siebie zyskują po mozolnym uwijaniu się w społeczeństwie przez tak wiele lat? Otóż zyskują świadomość, że w ludzkim świecie brakuje jakiejkolwiek uczciwości i sprawiedliwości, a na dodatek ten świat jest złowrogi. Gdy tygrys się na ciebie rzuca, możesz przynajmniej spróbować zrobić unik; gdy jednak rzucają się na ciebie ludzie, nie będziesz mieć nawet sposobności, by spróbować jakichkolwiek uników. Tego właśnie na koniec ci ludzie się dowiadują; są rozgoryczeni i rozczarowani społeczeństwem i ludzkością. Chcą naśladować innych, stosując taktyki, płaszcząc się i rozdając pochlebstwa, szukając zażyłości z przełożonymi i kierownikami, wręczając prezenty i starając się pozyskać względy innych, ale bez względu na to, jak bardzo się starają, nigdy nie potrafią się nauczyć tych rzeczy; nie potrafią nawet gładko wypowiedzieć kilku pochlebnych słów, a gdy próbują, wychodzą na głupków i stają się pośmiewiskiem. Jednak żyjąc w tym społeczeństwie, nie mają wyjścia i muszą tak właśnie postępować. Każdego dnia sumienie ich oskarża i czują się nieswojo. Wydaje im się, że nie ma już dla nich żadnej nadziei; wszystko wywołuje albo stres, albo męczarnię, i dzień w dzień towarzyszy im uczucie frustracji. Konfrontacja z różnymi problemami pojawiającymi się w tym społeczeństwie i w tej grupie ludzi jest dla nich torturą, a ta tortura budzi w ich sercach ogromny niepokój. Choć uczą się mówić rzeczy bezwstydne i naśladować innych w robieniu tego, co jest wbrew ich sumieniu i rozumowi, to w środku czują się nieswojo, mają wyrzuty sumienia i oskarżają samych siebie. Im bardziej nieswojo się czują, tym bardziej w głębi serca nienawidzą tego społeczeństwa i ludzkości, zgadza się? (Tak. Poczują, że to społeczeństwo jest nieuczciwe, i zaczną go nienawidzić). Znienawidzą ludzkość i znienawidzą to społeczeństwo. Mają nadzieję, że zapanuje uczciwość i sprawiedliwość, liczą, że pojawi się ktoś, kto będzie potrafił strzec sprawiedliwości i uczciwości, i że będzie takie miejsce, gdzie ludzie będą mogli bronić swojej sprawy. Ale to tylko pobożne życzenia, które nie mogą się spełnić w realnym życiu; nie ma w społeczeństwie miejsca, gdzie ludzie mogliby bronić swojej sprawy. Choć wpływ tego społeczeństwa i życie pośród rozmaitych nikczemnych grup ludzi sprawiają, że zostają oni bezwiednie skażeni tym, co popularyzują i promują złe trendy, oraz tym, co jest stosunkowo modne, głęboko zakorzenione w ich sercach poczucie wstydu i ich pragnienie sprawiedliwości oraz tego, co pozytywne, nigdy nie znikają ani się nie zmieniają. W głębi serca nadal mają nadzieję, że zapanuje uczciwość i sprawiedliwość, tak by nie musieli postępować wbrew temu, co tak naprawdę czują, by nie musieli zdradzać własnej prawości i uczciwości i by nie musieli tracić swojego poczucia wstydu, byle tylko jakoś zarobić na życie i przetrwać, żyjąc i postępując w sposób pozbawiony wstydu. Choć obracanie się w społeczeństwie i pośród zepsutych ludzi przez tak długi czas skaziło ich złymi nawykami i sprawiło, że dostosowali się do trendów społecznych, przez co można mieć wrażenie, że ich sumienie i rozum uległy erozji i zostały zagłuszone, to jeśli są oni prawdziwymi istotami ludzkimi, sumienie i rozum nigdy ich nie opuszczą. A skoro sumienie i rozum ich nie opuszczą, tak samo będzie z ich poczuciem wstydu. Po prostu jest tak, że obracali się w społeczeństwie już tak długo, zdobyli mnóstwo wiedzy i przyswoili wiele filozofii funkcjonowania w świecie, więc wyrobili sobie pewne złe nawyki w swoim człowieczeństwie, a ich usposobienie przesiąkło rzeczami szatańskimi i diabelskimi, dlatego też ich sumienie i rozum są stosunkowo otępiałe i ospałe. Jednak jeśli tylko są istotami ludzkimi oraz ich człowieczeństwo charakteryzuje się cechami sumienia i rozumu, to poczucie wstydu nigdy ich nie opuści – tacy ludzie są tymi, których da się zbawić.
Gdy ktoś posiada sumienie i rozum, ma również poczucie wstydu. Ktoś z poczuciem wstydu jest osobą, która charakteryzuje się prawością i godnością, i taki ktoś będzie miłować uczciwość, sprawiedliwość oraz to, co pozytywne. Innymi słowy, sądząc po jego naturoistocie, miłuje on to, co pozytywne; po prostu zanim zrozumie, czym jest to, co pozytywne, nie wie, co powinien lubić, a czego lubić nie powinien. Gdy już rozumie, czym jest to, co pozytywne, i czym jest to, co negatywne, jego preferencja względem tego, co pozytywne, staje się bardziej konkretna i precyzyjna. Jeśli ktoś posiada sumienie i rozum, to podstawowym przejawem cech jego człowieczeństwa jest umiłowanie uczciwości i sprawiedliwości. Ma ten ktoś nadzieję, że żyjąc pośród innych ludzi, może być traktowany uczciwie bez potrzeby uciekania się do taktyk lub forteli i bez konieczności stosowania się do niepisanych reguł. Ma nadzieje, że interakcje międzyludzkie mogą być uczciwe i że ludzie mogą być traktowani sprawiedliwie. Innymi słowy, liczy na prostotę i jednoznaczność: jeśli zrobiłeś coś złego, to zrobiłeś coś złego i powinieneś ponieść karę, na jaką zasługujesz, a jeśli nie zrobiłeś nic złego i wniosłeś swój wkład, to należy ci się nagroda. Jeśli ludzie mają umiejętności, rzeczywistą wiedzę i praktyczne doświadczenie, należą im się szacunek, awans i ważne stanowiska. Jeśli brakuje im rzeczywistej wiedzy i praktycznego doświadczenia, nie powinno się im powierzać ważnych stanowisk. Ci, którzy mają sumienie i rozum, darzą sympatią takich ludzi i lubią tego rodzaju środowisko życia. Nawet jeśli po długim obracaniu się w społeczeństwie wyrobili sobie złe nawyki lub zaakceptowali jakieś niedorzeczne myśli i zapatrywania pod wpływem złych trendów oraz doznali niepowodzeń i zderzali się ze ścianą, to ostatecznie czują, że czymś właściwym jest odzyskać na powrót swoje poczucie wstydu. W swoich działaniach bezwiednie będą powracać do zasady strzeżenia własnej prawości i godności. Gdy ktoś tego pokroju obraca się przez długi czas w społeczeństwie i pośród innych ludzi oraz ulega ich wpływowi, można to porównać do szlachetnego jadeitu wyrzuconego do śmietnika i oblepionego nieczystościami. Nawet jeśli pokrywa go gruba warstwa paskudztwa, istota jadeitu pozostaje niezmieniona; po usunięciu brudu oczom ukazuje się kawałek jadeitu. Toteż gdy ludzie mający sumienie, rozum i poczucie wstydu przychodzą do domu Bożego, to środowisko życia oraz dzieło, którego dokonuje Bóg, i słowa, które On wypowiada, idealnie spełniają noszone w głębi serca potrzeby tych ludzi. Jakie są te potrzeby? Miłują oni uczciwość i sprawiedliwość, miłują to, co pozytywne, brzydzą się nikczemnością, brzydzą się niepisanymi regułami społeczeństwa oraz wewnętrznymi walkami między ludźmi i wbijaniem sobie nawzajem noża w plecy. Jeśli tacy ludzie przychodzą do domu Bożego i poprzez doświadczanie demaskujących, osądzających i karcących słów Bożych, a następnie poprzez przejście przez Boże próby i uszlachetnianie oraz ostatecznie poprzez podporządkowanie się słowom Bożym i przyjęcia sądu i karcenia słowami Bożymi krok po kroku wyzbędą się rozmaitych skażonych skłonności, jakie przejawiało ich człowieczeństwo, i wyzbędą się pospolitego plugastwa i złych nawyków, to wówczas staną się nowymi istotami ludzkimi. Oznacza to, że gdy ludzie z poczuciem wstydu spełniają ten podstawowy standard człowieczeństwa – przyjmują prawdę, podporządkowują się słowom Bożym oraz postrzegają ludzi i sprawy, a także postępują i działają zgodnie ze słowami Bożymi – mogą, na podstawie słów Bożych, poznać swoje skażone skłonności, swoje rozmaite niewłaściwe myśli i zapatrywania, a także swoje błędne sposoby postępowania i niewłaściwe ścieżki, które obrali. Jeśli ktoś ma poczucie wstydu, to bez względu na to, czy nauczył się tych rzeczy od społeczeństwa, czy też biorą się one wprost z szatańskiego zepsucia, będzie on w stanie, po przyjęciu słów Bożych, praktykować prawdę i stopniowo wyzbywać się tych skażonych skłonności, a dzięki temu wielka będzie dla niego nadzieja na dostąpienie zbawienia.
Jeśli ktoś nie ma poczucia wstydu, to po prostu nie spełnia podstawowego warunku człowieczeństwa, a warunkiem tym jest przyjęcie słów Bożych, podporządkowanie się słowom Bożym oraz postrzeganie ludzi i spraw, a także postępowanie i działanie zgodnie ze słowami Bożymi. Dlaczego oni nie spełniają tego podstawowego warunku? Ponieważ ludzie pozbawieni poczucia wstydu nie czują awersji do tego, co negatywne, do rozmaitych złych trendów społeczeństwa ani do szatańskich filozofii; oni za tym wszystkim przepadają, a wręcz są w stanie przyjąć, zalecać i propagować te zapatrywania. Nie czują, że to jest haniebne i sprzeczne z sumieniem i rozumem. Innymi słowy, nie mają ani za grosz poczucia wstydu. Bez względu na to, jak stosują różne taktyki lub robią rzeczy, które są wbrew temu, co tak naprawdę czują, w ogóle się tego nie wstydzą. Ludzie z człowieczeństwem i poczuciem wstydu czują się zażenowani ich zachowaniem, ale ci, którzy nie mają poczucia wstydu, nie tylko nie odczuwają odrazy, robiąc te rzeczy, ale wręcz się nimi rozkoszują. Ludzie pozbawieni poczucia wstydu czują się jak ryba w wodzie w tym gigantycznym szambie, którym jest społeczeństwo, nie odczuwając przy tym żadnej odrazy ani nienawiści – to właśnie jest ich plac zabaw. Nienawidzą uczciwości i sprawiedliwości, a także nienawidzą tego, gdy inni traktują ich sprawiedliwie. Po prostu lubią te nieuczciwe i niesprawiedliwe metody działania w społeczeństwie, bo dają im one sposobność, by dostać to, czego chcą, przy zastosowaniu różnych niewłaściwych środków. Mają poczucie, że niesprawiedliwość jest super i że te złe trendy i niepisane zasady są wspaniałe. Z czego to się bierze? Otóż z tego, że te różne trendy i niepisane zasady tego nikczemnego ludzkiego świata pozwalają im zdobyć wszystko, czego chcą, zaspokajając ich ambicje, pragnienia oraz rozmaite nikczemne żądania. Dlatego czują, że ten świat jest wspaniały. Gdyby uczciwość i sprawiedliwość miały zaistnieć w społeczeństwie, nie byłoby dla nich miejsca na przetrwanie i nie byliby w stanie realizować swoich ambicji i pragnień. Właśnie dlatego, że społeczeństwo jest nieuczciwe i rządzi się niepisanymi regułami, mają oni sposobność ku temu, by prosperować i prześcignąć wszystkich innych ludzi. Gdyby na tym świecie istniały uczciwość i sprawiedliwość, ci nikczemni ludzie pozbawieni poczucia wstydu nie byliby w stanie się wyróżniać. Toteż gdy słyszą coś na temat uczciwości i sprawiedliwości, odczuwają dziki wstręt i wpadają we wściekłość. Tymczasem gdy ludzie mający poczucie wstydu słyszą coś na temat uczciwości i sprawiedliwości, czują w głębi serca, że życie jest pełne światła, i budzi się w nich nadzieja. Gdy widzą oni światło, ich serca są wyzwolone. Jeśli widzą, że społeczeństwo jest pełne nikczemności i że wszyscy ludzie żyją wedle szatańskich filozofii i postępują zgodnie z niepisanymi regułami, czują, że mają przed sobą drogę ponurą i pozbawioną światła. Dlatego dla ludzi mających poczucie wstydu pojawienie się Boga i Jego dzieło oraz prawdy, które On wyraża, są dokładnie tym, czego potrzebują ich wewnętrzne światy, a także tym, czego oni łakną i na co mają nadzieję w swoich sercach. Pojawienie się Boga, Jego dzieło i fakt, że prawda króluje w domu Bożym pozwalają dostrzec nadzieję i światło ludziom mającym poczucie wstydu i cechy właściwe człowieczeństwu. Choć po tym, jak zjawili się w domu Bożym, ich skażone skłonności nadal dominują, gdy ci ludzie coś mówią i robią, to łakną oni w swoich sercach tego, co pozytywne, i chcą przyjąć prawdę. Jeśli chodzi o potrzeby właściwe ich człowieczeństwu, znajdują się oni pod kontrolą sumienia i rozumu, ich słowa i czyny mogą być powściągane oraz potrafią oni poznać samych siebie, gdy przejawiają zepsucie. Jeśli są w stanie dojść do zrozumienia prawdy i postępowania zgodnego z zasadami, to mogą zyskać Bożą aprobatę. Żyjąc w domu Bożym, czują nadzieję; widzą przed sobą jasną przyszłość, a ich serca przepełnione są nadzieją. Ilekroć mówi się, że „prawda króluje w domu Bożym, Bóg jest sprawiedliwy i gdziekolwiek On króluje, tam jest uczciwość i sprawiedliwość”, ludzie mający sumienie i rozum odczuwają radość i pokrzepienie w swoich sercach i też oczywiście tego łakną. Co to znaczy „łaknąć”? Oznacza to, że gdy mówi się, iż „prawda króluje w domu Bożym”, oni czują się szczęśliwi i wyzwoleni w swoich sercach; w głębi duszy mówią „amen” w odpowiedzi na te słowa i odczuwają swego rodzaju przyjemność. Gdy mówi się, że „prawda króluje w domu Bożym i że gdziekolwiek Bóg działa, tam króluje uczciwość i sprawiedliwość”, ludzie, których człowieczeństwo charakteryzuje się cechami sumienia i rozumu, odczuwają wyjątkowe wewnętrzne zadowolenie. Te dwa stwierdzenia nadają kierunek ich życiu i zaspokajają potrzeby właściwe ich człowieczeństwu. Nie musi być wcale tak, że rozumieją oni dużo prawdy i są w stanie praktykować wiele słów Bożych, ale już tylko słysząc, że „prawda króluje w domu Bożym”, czują się w swoich sercach wyjątkowo pokrzepieni i zadowoleni. Te słowa bardzo do nich przemawiają i poruszają ich serca; jest to przejaw potrzeb właściwych ich człowieczeństwu. Nastawienie człowieka do tych słów i to, co czuje on w głębi serca, mówią bardzo dużo o jego istocie i o tym, jak został sklasyfikowany. Widzisz, gdy szatani i diabły słyszą, że „prawda króluje w domu Bożym”, czują odrazę: „Co to znaczy, że prawda króluje? Nie widziałem, żeby prawda królowała!”. Gdy słyszą, że „prawda króluje w domu Bożym”, czują się tak, jakby zostali potępieni i jakby ich życiu zagrażało niebezpieczeństwo, więc budzi się w nich odraza; tak właśnie szatani i diabły reagują, słysząc te słowa. Z kolei gdy słowa te słyszą ludzie nierozgarnięci, którzy w poprzednim wcieleniu byli zwierzętami, werbalnie uznają, że prawda króluje w domu Bożym, ale w swoich sercach nie czują zupełnie nic. Nie czują szczęścia ani radości, w ogóle te słowa do nich nie przemawiają. Choć mogą zgodzić się z tym stwierdzeniem i nie sprzeciwiają się mu, nie jest to coś, czego w głębi serca potrzebują. Inaczej jest wszakże w przypadku kogoś, kto jest prawdziwą istotą ludzką. Taki ktoś łaknie i pragnie uczciwości i sprawiedliwości, gdy zatem słyszy, że prawda króluje w domu Bożym, jego serce przepełnia się nadzieją. Nawet jeśli napotyka szczególne trudności i przeszkody lub cierpi z powodu niesprawiedliwego traktowania ze strony antychrystów i złych ludzi, to gdy myśli o tym, jak prawda króluje w domu Bożym, jego serce przepełnia się nadzieją i jego stan coraz bardziej się poprawia, a niektórzy spośród takich ludzi mogą nawet doznać bezbrzeżnej radości. Uczucia, jakie ma prawdziwa istota ludzka, słysząc, że „prawda króluje w domu Bożym”, różnią się od uczuć ludzi, którzy są z szatana i diabłów, bądź tych, którzy w poprzednim wcieleniu byli zwierzętami. Widzisz, gdy królik widzi marchewki i trawę, lubi je i pałaszuje bez końca. Gdy jednak marchewki i trawę widzi wilk, czuje obrzydzenie i powiada: „Czemu to niby takie smaczne? Moim zdaniem króliki i kurczaki smakują o wiele lepiej!”. Możesz mu tłuc do głowy, że marchewki i trawa są pożywne – wilka to w ogóle nie rusza. Gdy zatem ludzie, którzy w poprzednim wcieleniu byli zwierzętami, słyszą, że „prawda króluje w domu Bożym”, to choć uznają pod kątem doktryny, że te słowa są słuszne, w głębi serca czują do nich odrazę. Ani trochę nie przyjmują tych słów i nigdy nie uznają, iż są zgodne z faktami. Tymczasem gdy prawdziwa istota ludzka słyszy, że „prawda króluje w domu Bożym i u Boga jest uczciwość i sprawiedliwość”, czuje w sercu ogromne spełnienie. Czuje, że teraz ma przed sobą ścieżkę i że jest nadzieja dla niej jako dla człowieka. Widzisz, ludzie w różny sposób sklasyfikowani odmiennie traktują tę samą sprawę, co widać po tym, ci przejawiają. Ponieważ prawdziwa istota ludzka ma tak ewidentne odczucia w związku ze słowami mówiącymi, że „prawda króluje w domu Bożym”, to gdy idzie o inne prawdy – związane z konkretnymi praktykami i konkretnymi naukami przekazanymi przez Boga ludziom – ci, którzy mają sumienie i rozum, będą w szczególny sposób ich łaknąć. Nawet jeśli aktualnie, gdy ich skażone skłonności pozostają całkiem bez zmian, praktykowanie prawdy jest dla nich nieco trudne, bo ich postawa jest niedojrzała i zostali oni zbyt głęboko zdeprawowani przez szatana, to ilekroć czytają te słowa Boże, są poruszeni w głębi serca i czują się zainspirowani. Postanowią podporządkować się słowom Bożym i je praktykować. Dla nich słowa Boże są siłą napędową, inspirującą ich do trzymania się obranego kursu, i oczywiście stanowią też praktyczną ścieżkę w dążeniu do stania się kimś, kto miłuje Boga. Na przykład, gdy Bóg przywołuje historie Noego, Hioba, Abrahama i Piotra, ludzie mający cechy właściwe człowieczeństwu na początku czują zazdrość. Jak bardzo są zazdrośni? Aż się od tego ślinią, jak powiedziałby ktoś nieprzebierający w słowach. Znaczy to, że gdy słyszą, iż ci ludzie byli w stanie dojść do takiej bojaźni Bożej i takiego podporządkowania się Bogu, oni sami też chcą tacy właśnie być i myślą sobie: „Chcę czcić Boga tak, jak czynili to Hiob i Noe, i mam nadzieję, że dojdę do całkowitego podporządkowania się Bogu, jak Abraham, bez żadnych osobistych skaz”. Mają swego rodzaju pragnienie; gdy słyszą historie i świadectwa tych postaci, ich serca są poruszone i czują się zainspirowani. Co to znaczy, że ich serca są poruszone? Znaczy to, że chcą być tego rodzaju ludźmi. Czują, że to jest dobre i że jest to ich wewnętrzna potrzeba; czują, że jeśli będą tego rodzaju ludźmi, to będą w stanie zadowolić Boga, podporządkować się Bogu i dać świadectwo o Bogu, oraz że jest to coś najwspanialszego, coś, co ma największy sens i największą wartość. W ich oczach jest to coś najcenniejszego i najbardziej wartego hołubienia. Gdy więc słyszą o tych pozytywnych rzeczach, ich serca są poruszone; oni te rzeczy wyjątkowo miłują, bardzo się do nich zapalają i są pod ich wielkim wrażeniem. Ponieważ te rzeczy idealnie zaspokajają ich wewnętrzną potrzebę uczciwości i sprawiedliwości oraz ich łaknienie tego, co pozytywne, są one czymś, co ich żywo interesuje, i czymś, bez czego nie są w stanie się w życiu obejść. Tym zaś, co jest bezwartościowe i pozbawione sensu, się nie interesują. Zanim zetknęli się z prawdą i Bożymi słowami, być może czytali jakieś świeckie dzieła literackie lub artykułu na temat zapatrywań na życie i filozofii życiowych, ale gdy po uwierzeniu w Boga i zetknięciu się z Jego słowami porównują tamte teksty z historiami postaci przywołanymi w słowach Bożych lub z prawdami zawartymi w słowach Bożych, przestają już znajdywać upodobanie w tym, co przynależy do niewierzącego świata; najbardziej lubią treści związane z prawdą. Inaczej mówiąc, mają w sercach pragnienie i łaknienie tego, co pozytywne, słów Bożych i opowieści o postaciach związanych z prawdą. To właśnie na tym fundamencie się opierając, ludzie są w stanie krok po kroku rozumieć prawdę i wkraczać w prawdorzeczywistość. Na początku to, co pozytywne, prawda, uczciwość i sprawiedliwość są potrzebami właściwymi ich człowieczeństwu. Mając takie potrzeby i słysząc prawdę, potrafią wykazać się łaknieniem i pragnieniem prawdy i dopiero wtedy mogą pójść o krok dalej, czyli przyjąć prawdę, podporządkować się prawdzie i wkroczyć w nią. Jedynie dla takich ludzie jest nadzieja na oczyszczenie i zbawienie. Dlatego jest bardzo ważne, by poczucie wstydu było cechą właściwą twojemu człowieczeństwu.
Gdyby powiedzieć komuś, kto ma poczucie wstydu, żeby zrobić coś, co jest wbrew jego prawości i godności, poczułby on wewnętrzną udrękę; życie w sposób prawy i godny jest potrzebą właściwą jego człowieczeństwu. Na tej podstawie można powiedzieć, że przyjęcie prawdy jest dla niego czymś bardzo naturalnym; moglibyśmy też powiedzieć, że jest to sprawa oczywista i, naturalnie, coś, co przychodzi mu względnie łatwo. Moglibyśmy powiedzieć, że przychodzi mu to względnie łatwo, bo ludzie wciąż noszą w sobie skażone skłonności, ale tym, którzy mają poczucie wstydu, łatwiej jest przyjąć prawdę. Co więcej, jeśli ludzie z poczuciem wstydu mają jakieś mocne strony, atuty i talenty, to gdy wniosą jakiś wkład i coś zyskają, wykonując swoje obowiązki w kościele, będzie zupełnie normalne, że podzielą się nimi z innymi w świetle swojego sumienia i rozumu. Wszyscy ludzie zostali zdeprawowani przez szatana i gdy ci, którzy mają poczucie wstydu, dzielą się swoimi doświadczeniami, swoim zrozumiem i tym, co zyskali, okazjonalnie popisują się swoimi mocnymi stronami i atutami. Mają jednak poczucie wstydu, więc są powściągliwi i miarkują się w swoich działaniach. Co takiego pozwala im się miarkować? Wynika to z ich sumienia i rozumu. Choć czasem się popisują i bezwiednie chcą zaskarbić sobie wysokie uznanie ze strony innych ludzi, to ich poczucie wstydu i zahamowania wynikające z rozumu właściwego ich człowieczeństwu sprawią, że nawet jeśli będą się popisywać, nie będzie w tym przesady, rozpasania ani nieokiełznania. Dlatego ich słowa są względnie obiektywne i racjonalne. Na przykład, gdy ich popisywanie się wzbudzi w nich poczucie wstydu, powściągną się i przestaną zamiast bezczelnie i bez skrupułów się afiszować, popisywać, wywyższać i dawać świadectwo o samych sobie lub bezwstydnie szukać wysokiego uznania, podziwu i czci ze strony innych ludzi za pomocą wszelkich koniecznych środków. Choć też przejawiają i uwidaczniają skażone skłonności oraz myśli bądź pragnienia podyktowane przez skażone skłonności, ludzie z poczuciem wstydu będą kierować się sumieniem i rozumem, wykonując swoje obowiązki, a także będą strzec swojej prawości i godności. Nawet jeśli ujawniają jakąś skażoną skłonność, ma to swoje granice. Tymczasem ludzie pozbawieni poczucia wstydu próbują wszystkiego, żeby się popisać i wywyższyć w każdych okolicznościach i w każdym otoczeniu. Mówią najróżniejsze rzeczy, co im tylko ślina na język przyniesie. Wręcz przypisują sobie zasługę za dobre rzeczy, które zrobili inni, lub mówią o brakach i błędach innych, żeby się popisać jako ktoś przewyższający innych i lepszy od nich, tłamsząc ich i umniejszając im w celu pokazania, jak oni są dobrzy i jak przerastają innych o głowę. Niektórzy mają tak, że im więcej ludzi jest dokoła, tym większe staje się ich pragnienie, żeby się popisywać; gdy ludzi wokół jest mało, czują, że ich pragnienie nie może zostać zaspokojone. Dlatego im więcej ludzi jest dokoła, tym bardziej oni chcą się popisywać i grać pierwsze skrzypce; im więcej ludzi jest obecnych, tym stają się bardziej bezczelni i tym mniejsze jest ich poczucie wstydu – wygłaszają niekończące się monologi, nie mogąc się opanować. Szukają każdej okazji, żeby się popisywać i wystawiać na pokaz, obnosząc się z tym, jak nobilitujący mają status i jak nobilitującą pozycję, jak wysokie są ich kwalifikacje wynikające z wykształcenia, jak rozległą wiedzę posiadają, jak wysoki jest ich status społeczny, jakiego szczebla przywódcami byli w domu Bożym, jaki wkład wnieśli i tak dalej. Szukają każdej sposobności, by obnosić się ze swoimi wybitnymi cechami i pokazać, że cała reszta ludzi się do nich nie umywa. Popisują się bez końca, a im więcej mówią, tym bardziej się robią pobudzeni. Jeśli poprosisz kogoś takiego, żeby omówił swoją wiedzę na temat prawdy lub swoje doświadczenie w zakresie wejścia w życie, jego słowa są bez polotu i w ogóle mówi on bardzo niewiele. Gdy jednak chodzi o popisywanie się oraz mówienie o tym, jak różni się od całej reszty ludzi i jaki wkład wniósł, gęba mu się nie zamyka i gada jak najęty, bez końca, bez ustanku i bez najmniejszego choćby poczucia wstydu. Gdy już to powie i wyczerpie temat, zaczyna nawijać o tym, że w młodości był najtwardszym zawodnikiem, że w bitce nikt mu nie dorównywał i że kiedyś tak poturbował innego dzieciaka, że ten oślepł na jedno oko. Taki ktoś mówi nawet: „Wszyscy dorośli mówili o mnie, że jestem niezwykłym dzieckiem, że gdy dorosnę, to nie będę kimś zwyczajnym!”. Czy ludzie, którzy mówią takie coś, nie są pozbawieni poczucia wstydu? Nie mają ani za grosz poczucia wstydu; mówią w sposób pompatyczny i się popisują. Ludzie pozbawieni poczucia wstydu chwytają każdą okazję, by się popisać i wywyższyć, i są skłonni każdą cenę zapłacić, byle dopiąć swego. Bez względu na to, jak inni ich postrzegają, oni w ogóle nie mają wstydu. Tymczasem ludzie mający poczucie wstydu też będą się popisywać i wywyższać, ale nawet jeśli nie rozumieją prawdy i nie zostali poddani karceniu i sądowi, to będą się miarkować, robiąc takie rzeczy. Ich słowa są przynajmniej obiektywne. Nie będą oni mówić, że potrafią zrobić coś, czego tak naprawdę nie potrafią, nie będą się przechwalać ani chełpić, a tym bardziej nie będą sobie przypisywać zasługi za dobre rzeczy, które zrobili inni. Nie będą zmyślać, nie będą opowiadać historii wyssanych z palca ani nie będą fabrykować faktów. Dlaczego? Takie coś nie przeszłoby im przez gardło. Myślą sobie: „Jeśli tego nie zrobiłem, to po co mam mówić, że to zrobiłem?”. Oskarżałoby ich sumienie. Na przykład, gdyby ktoś mający sumienie, rozum i poczucie wstydu dostawał w szkole marne stopnie, ale chciałby się pochwalić, że ma duży potencjał i nie jest wcale gorszy od przeciętnych ludzi, to co najwyżej powiedziałby: „Przykładałem się do nauki. Sam zdałem egzamin wstępny do gimnazjum i liceum, nie wydając żadnych pieniędzy na ułatwienie sobie sprawy, a potem ledwo dostałem się na studia”. Mówi tylko: „Chodziłem też na studia” i niczym się nie przechwala. Nie można tego uznać za popisywanie się, bo to, co mówi, jest obiektywne i zgodne z faktami. Może pominąć sprawy dla niego krępujące lub takie, przez które straciłby twarz, ale z całą pewnością nie powie: „Byłem świetnym uczniem; zawsze plasowałem się w pierwszej dziesiątce w mojej klasie”. Nie będzie fabrykował faktów, nie będzie niczego zmyślał ani nie będzie mówił o rzeczach, które nigdy się nie wydarzyły. Dlaczego nie będzie tego robił? Dlatego, że ma sumienie i poczucie wstydu. Niektórzy mówią: „Czy to dlatego, że ktoś z otoczenia zna prawdę na jego temat?”. Nawet jeśli nikt z otoczenia nie zna prawdy na jego temat, jemu i tak takie rzeczy nie przejdą przez gardło, bo ma poczucie wstydu i nie chce swojej reputacji narazić na szwank. Czuje, że blagowanie i fabrykowanie faktów to czynności aż do przesady haniebne, pozbawione prawości i godności. Niektórzy mówią: „Jeśli inni nie znają prawdy na jego temat, mógłby troszkę pozmyślać. Co w tym takiego znowu złego?”. Ale on i tak tego nie zrobi. Jest to kwestia jego natury; sprowadza się do tego, jak został sklasyfikowany. Jeśli jestem kimś, kto ma poczucie wstydu, twoje słowa i działania nigdy nie przekroczą granic wyznaczonych przez poczucie wstydu. Nie jesteś w stanie przekroczyć tych granic; jeśli sporadycznie przekraczasz je o centymetr, jest to bardzo wyjątkowa okoliczność. Gdy już to zrobisz, czujesz się nieswojo i sumienie cię oskarża; odczuwasz dyskomfort w swoim wnętrzu. Dlatego nawet jeśli ludzie mający poczucie wstydu popisują się i przechwalają, ma to swoje granice. W żadnym razie nie będą bezwstydnie i bezczelnie wypowiadać pustych słów ani uderzać w podniosły ton, byle się móc chełpić i popisywać, i nie będą też niczego zmyślać ani fabrykować faktów, by sobie przypisać zasługę za całą dobrą pracę. W żadnym razie nie są oni ludźmi tego pokroju. Jeśli chodzi o poczucie wstydu, spełnia ono określoną funkcję w ludziach; nie jest czymś pustym. Ponieważ poczucie wstydu jest cechą właściwą człowieczeństwu, jest to coś ludziom wrodzonego; w żadnym razie nie jest efekt wynikający z hamującego oddziaływania zewnętrznych ludzi, wydarzeń i spraw. Zewnętrzne sprawy nie są w stanie hamować twoich myśli i działań; myśli człowieka, jego wewnętrzne potrzeby, jego istota i sposób, w jaki został on sklasyfikowany, to coś dla człowieka wewnętrznego. Nawet jeśli ktoś mający poczucie wstydu chce się popisywać lub wywyższać i dawać świadectwo o samym sobie, by zdobyć trochę prestiżu wśród ludzi, to nie przekroczy pewnych granic, robiąc to, bo ma poczucie wstydu. Innymi słowy, w głębi serca jego sumienie nieustannie go ostrzega: „Takie postępowanie to już przesada, to jest bezwstydne. Nie rób tego! Jeśli to zrobisz, czeka cię kompromitacja i utrata godności, gdy później ludzie obnażą twoje prawdziwe oblicze! Jeśli ktoś tak postępuje, to czy nadal jest istotą ludzką?”. Te myśli i zapatrywania stale hamują takich ludzi, więc gdy już coś takiego robią, ma to swoje granice. Widzisz, gdy ludzie mający poczucie wstydu się ubierają, to nawet gdy sądzą, że jakiś ciuszek ładnie wygląda, ale w lustrze widzą, że jest trochę prześwitujący, czują, że nie powinni tak ubrani wychodzić na zewnątrz. Inni mówią: „No i co z tego, że prześwituje? Dzisiaj wszyscy ludzie tak się ubierają. Odsłania trochę ciała, a ty się krępujesz – inni noszą ubrania odsłaniające znacznie więcej i wcale się tym nie przejmują”. Odpowiedź brzmi: „Nie ma mowy; nie założę tego”. Ten ktoś za nic na świecie nie wyszedłby tak na ulicę. Dlaczego? Przeszkadza mu w tym poczucie wstydu; jego poczucie wstydu go hamuje. Ludzie mający poczucie wstydu miarkują się w tym, jak postępują, jak załatwiają sprawy, jak się ubierają i jak się prezentują, natomiast ludzie pozbawieni poczucia wstydu są inni. Po prostu niektórzy noszą odpowiednie ubrania, gdy przebywają z braćmi i siostrami, ale zakładają na siebie coś innego po powrocie do domu, ubierając się w to, w co lubią się ubierać niewierzący – niektórzy zaraz po powrocie do domu wręcz zdzierają z siebie ubrania, w których byli na zgromadzeniu, i mówią: „Naprawdę nie cierpię tych ciuchów. Co za bezguście; wyglądam jak nieokrzesany wieśniak. Kto w ogóle chciałby coś takiego na siebie założyć!”. Tymczasem ubiór i wygląd ludzi prawdziwie mających poczucie wstydu są zawsze pełne godności i przyzwoite bez względu na to, czy przebywają oni akurat z braćmi i siostrami, czy też nie. Nawet gdyby nie wierzyli w Boga, i tak by się ubierali w ten sposób i nie posuwaliby się za daleko.
Jeśli podczas omawiania na zgromadzeniach swojego zrozumienia płynącego z doświadczenia i dzielenia się tym zrozumieniem ktoś charakteryzujący się prawością i godnością popisuje się i wywyższa, to w głębi serca poczuje wstyd, jak gdyby obserwowało go mnóstwo ludzi, a to uczucie podpowie mu: „Nie należy tak mówić, prawda? Nie należy tak robić, prawda?”. Poczuje, że okrył się wstydem. Inaczej to ujmując, bez względu na to, co mówi lub robi i jak daleko się posuwają jego słowa lub czyny, głęboko zakorzenione w jego sercu poczucie wstydu stale go napomina, powściąga i kontroluje. Dlatego, w pewnym zakresie, to, co on mówi i robi, odzwierciedla względny stopień prawości i godności. Nawet jeśli tego rodzaju człowiek ma skażone skłonności i jakieś wady w swoim człowieczeństwie lub wpływają na niego złe trendy, to dzięki swojemu wrodzonemu przyporządkowaniu wciąż potrafi on podświadomie spoglądać na siebie przez pryzmat słów Bożych, gdy słyszy słowa Boże demaskujące i osądzające ludzi. Myśli sobie wtedy: „Bóg w tym stwierdzeniu mówi o mnie. Byłem w takim właśnie stanie, coś takiego przejawiałem i coś takiego było u mnie widoczne”. Będzie on świadomie spoglądał na siebie przez pryzmat słów Bożych – taki będzie jego stan i to właśnie będzie przejawiał. Inaczej mówiąc, gdy ktoś mający poczucie wstydu słyszy słowa Boże demaskujące i osądzające ludzi, podświadomie je przyjmie i podświadomie będzie spoglądał na siebie przez ich pryzmat. Będzie zastanawiał się nad sobą, opierając się na słowach Bożych, i przyzna, iż jest zepsuty w taki właśnie sposób, że właśnie to przejawia i uwidacznia. W głębi serca będzie się czuł nieswojo: „Okazuje się, że ja też jestem zepsuty. Okazuje się, że jestem kimś, kto ma aroganckie usposobienie, co obnażyły słowa Boże. Jestem też oporny i nieposłuszny, nie jestem dobrym człowiekiem. Jak mogę być taki zepsuty? Kiedyś myślałem, że jestem przyzwoity, że jestem dobrym człowiekiem mającym sumienie i rozum, kimś, kto lubi innych obdarowywać, kto jest skłonny innym współczuć i się nad nimi litować. Myślałem, że po przyjęciu dzieła Bożego mogę od razu zostać pochwycony. Do głowy by mi nie przyszło, że ja też należę do zepsutej ludzkości”. Ponieważ ten ktoś spełnia podstawowy warunek, czyli ma poczucie wstydu, w naturalny i normalny sposób przyjmie rzeczywiste fakty na temat ludzi, fakty obnażone przez słowa Boże, a następnie spojrzy na siebie przez pryzmat tych słów, by się nad sobą zastanowić i poznać samego siebie. To dla niego doskonała sposobność, by prawidłowo podejść do słów Bożych, przyjąć je bez żadnych oporów, a następnie stopniowo dochodzić do podporządkowania się. Na czym się to wszystko opiera? Otóż na tym, że ma on poczucie wstydu. Dlatego jest w stanie uświadomić sobie, że występują w nim haniebne i nikczemne przejawy zepsucia, a następnie, pobudzany przez swoje poczucie wstydu, jest w stanie sam z siebie odrzucić to, co uważa za negatywne i haniebne. Gdy w słowach Bożych słyszy obnażające skażone skłonności ludzkości stwierdzenia oraz opisy stanów, konkretnych przejawów, a nawet konkretnych wydarzeń, potrafi zdać sobie sprawę, że sam ma w sobie te skażone skłonności. Przyjmie te słowa, zastanowi się nad sobą i pozna samego siebie. Jeśli potem, znów natrafiwszy na takie sytuacje, jeszcze raz postąpi wbrew słowom Bożym lub ponownie przejawi stany obnażone przez słowa Boże, głos poczucia wstydu w jego sercu napomni go: „Czy postępując w ten sposób, nie sprzeciwiasz się słowom Bożym? Nie jesteś dobrym człowiekiem ani nie jesteś kimś, kto podporządkowuje się słowom Bożym i miłuje prawdę!”. Ponieważ ten ktoś ma poczucie wstydu, potrafi przyjąć demaskujące i osądzające słowa Boże. One go powściągają i są w stanie naprostować jego myśli i zapatrywania. Widzisz, czyż sposób, w jaki oddziałuje na człowieka poczucie wstydu, nie jest czymś wspaniałym? (Jest). Gdy ktoś nie rozumie prawdy, ma pewną podstawową granicę moralną. Gdy rozumie prawdozasady lub pojmuje szczegóły słów Bożych, standardem, wedle którego jego poczucie wstydu go powściąga, nie jest już jego granica moralna ani po prostu granica wytyczona przez jego sumienie i rozum; to prawdozasady stają się jego granicą. Czyż ta granica nie przewyższa granicy wytyczonej przez sumienie i rozum? Czyż standard tej granicy nie został podniesiony? (Został). Z początku, gdy ludzie mający poczucie wstydu nie rozumieją prawdy, w swoich myślach i zapatrywaniach trzymają się podstawowej granicy moralnej. Gdy już rozumieją prawdę, ich granica moralna ulega uwzniośleniu i stopniowo zmierza w kierunku prawdozasad. Czy nie uważasz, że taki ktoś się zmienił? Dam wam przykład i wtedy zrozumiecie. Weźmy kogoś, kto na początku w swoich interakcjach z ludźmi nie wykorzystywał ich, nie bił, nie obrzucał przekleństwami, nie robił celowo niczego, by ich oszukać i skrzywdzić, nie zwodził ich ani nie kantował. Sądził, że takie postępowanie jest naprawdę w porządku. Czy prawdozasadą dotyczącą traktowania ludzi jest to, że ich nie bijesz, nie obrzucasz przekleństwami, nie oszukujesz ani nie krzywdzisz? (To jest po prostu elementarny przejaw człowieczeństwa; nie jest to prawdozasada). To jest tylko granica moralna, której w swoim postępowaniu trzymają się ludzie mający sumienie i rozum; robią, co mogą, by ludzi nie bić i nie obrzucać przekleństwami oraz by nie robić niczego oszukańczego ani krzywdzącego. Jest to zaledwie powstrzymywanie się od czynienia zła. Jednak prawdozasady stoją wyżej niż czyjaś granica moralna. Traktowanie ludzi zgodnie z prawdozasadami nie jest już po prostu trzymaniem się swojej granicy moralnej; jest to coś wznioślejszego. Czego zatem wymagają słowa Boże, jeśli chodzi o tę zasadę traktowania ludzi, która przewyższa granicę moralną? (Wymagają traktowania ludzi sprawiedliwie, zgodnie z zasadami). Zgadza się, wymagają traktowania ludzi sprawiedliwie. To jest prawdozasada. Czy zatem ta prawdozasada jest granicą moralną? (Nie, ta prawdozasada przewyższa granicę moralną). To nie jest granica moralna; jest to prawdozasada, która opiera się na granicy moralnej zasadzie, a zarazem ją przewyższa. Jest to prawdozasada dotycząca sposobu traktowania ludzi. Powstrzymywanie się od bicia i obrzucania ludzi przekleństwami oraz od oszukiwania i krzywdzenia nie jest prawdozasadą; jest to zaledwie powstrzymywanie od robienia rzeczy mających negatywne znaczenie. Ale samo to, że się od nich powstrzymujesz, nie oznacza, że kierujesz się zasadami w tym, jak traktujesz ludzi; to, że nie bijesz ludzi ani nie obrzucasz ich przekleństwami, nie znaczy, że twoje zasady traktowania ludzi są słuszne. Czy powstrzymywanie się od bicia, obrzucania przekleństwami, oszukiwania i krzywdzenia ludzi jest równoznaczne ze sprawiedliwym ich traktowaniem? Nie jest, zgadza się? Weźmy kogoś, kto kiedyś cię obraził, z kim się nie dogadywałeś lub kogo nie lubisz, ale jeśli rozważyć jego potencjał i człowieczeństwo, jest to ktoś nadający się na przywódcę – czy zagłosowałbyś na niego? Jeśli zastosować kryterium sprowadzające się do tego, żeby ludzi nie bić, nie obrzucać przekleństwami, nie oszukiwać ani nie krzywdzić, to co być zrobił? Nie miałbyś przed sobą ścieżki. Jako zepsuty człowiek, niemający trafnych zasad traktowania ludzi, powiedziałbyś co najwyżej: „Nie biłem go ani nie obrzucałem przekleństwami, nie mówiłem, że jest dobry albo zły. Nie robiłem mu pod górkę, więc nie możesz powiedzieć, że go oszukałem lub skrzywdziłem. W każdym razie nie lubię go, więc na niego nie zagłosuję”. Czy potraktujesz go sprawiedliwie, nie głosując na niego? (Nie). Tak naprawdę, jeśli jest odpowiednim kandydatem na przywódcę, to powinieneś go wybrać; jedynie to jest sprawiedliwym traktowaniem ludzi. Przy wyborach nie należy opierać się na kryterium sprowadzającym się do tego, żeby ludzi nie bić, nie obrzucać przekleństwami, nie oszukiwać ani nie krzywdzić. Wybory opierają się na zasadzie sprawiedliwego traktowania ludzi, jak wymagają tego słowa Boże; tylko to jest prawdozasadą. Tak więc niektórzy myślą: „Nie biję ludzi, nie obrzucam ich przekleństwami, nie oszukuję ani nie krzywdzę – czy to zatem nie czyni ze mnie dobrego człowieka?”. Odpowiadam na to: „Nie jesteś dobrym człowiekiem. Co najwyższej masz na tyle szczęścia, że można cię w ogóle uznać za istotę ludzką”. Prawdziwie dobry człowiek to ktoś, kto potrafi praktykować zgodnie z prawdozasadami. Innymi słowy, gdy idzie o sposób traktowania ludzi, to poza tym, że powstrzymujesz się od ich bicia, obrzucania przekleństwami, oszukiwania i krzywdzenia, to jeszcze potrafisz traktować ich sprawiedliwie i uczciwie; dopiero wtedy jesteś dobrym człowiekiem. Czy takie omówienie wyjaśnia sprawę? (Tak). Granica moralna jest podstawową zasadą postępowania dla ludzi, których człowieczeństwo charakteryzuje się sumieniem i rozumem. Choć ta zasada postępowania jest zgodna z sumieniem i rozumem właściwymi człowieczeństwu, nie może ona zastąpić prawdozasad; między nią a prawdozasadami wciąż jest przepaść. Ktoś, kto ma granicę moralną, jest co najwyżej kimś spełniającym standardy, ale nie można go nazwać dobrym człowiekiem. Dobrymi ludźmi są jedynie ci, którzy potrafią postępować i zachowywać się zgodnie z prawdozasadami. Na przykład jest już czymś całkiem dobrym, gdy przeciętny człowiek jest w stanie nie oszukiwać, nie krzywdzić, nie bić i nie obrzucać ludzi przekleństwami, jeśli chodzi o jego sposób traktowania innych. Jednak w przypadku dobrego człowieka zasady traktowania ludzi stoją wyżej: jest on w stanie traktować ludzi sprawiedliwie i zgodnie z prawdozasadami. Innymi słowy, prawdziwa istota ludzka ma pewną granicę moralną i poczucie wstydu oraz spełnia podstawowe warunki dotyczące właściwego postępowania. Dlatego taki ktoś ma sposobność, by dojść do traktowania ludzi sprawiedliwie, postępowania zgodnie z prawdozasadami oraz praktykowania zgodnie z prawdozasadami. Czy istnieje różnica między granicą moralną a prawdozasadami? (Tak).
Jeśli ktoś wykazuje się poczuciem wstydu jako cechą właściwą jego człowieczeństwu, to jego postępowanie i zachowanie charakteryzuje się prawością i godnością. Musi on strzec swojej prawości i godności, nie wolno mu ich zaprzepaścić – to jest granica, której nie przekracza. Mówiąc językiem potocznym: taki ktoś zasadniczo nie postradał swojego sumienia; gdy coś robi, przykłada się do tego, jak to robi, ceni sobie prawość i szczerość oraz wykazuje się ludzkim podejściem. Bez względu na to, co robi, jeśli chodzi o osobiste interesy, status lub pieniądze, ma granicę, której nie przekracza. Ta granica strzeże jego prawości i godności; innymi słowy, nie przekroczy granic wyznaczonych przez jego prawość i godność, żeby bez skrupułów robić rzeczy niemożliwe do usprawiedliwienia w świetle sprawiedliwości moralnej czy ludzkiej etyki. To właśnie oznacza, że ma on poczucie wstydu. Ponadto ludzie, których człowieczeństwo charakteryzuje się cechami sumienia i rozumu, mają swoje zapatrywania i podejmują decyzje w zakresie jedzenia, picia i uciech oraz w odniesieniu do rozmaitych złych trendów w społeczeństwie. W żadnym razie nie będą podążać za złymi trendami, by żyć w zamroczeniu i rozpuście, samowolnie sobie folgując i postępując w sposób zdeprawowany. Podejmują własne decyzje, jeśli chodzi o sprawy ludzkiego świata czy złe trendy. Te decyzje mogą się opierać na ich prawości i życzliwości albo na ich poczuciu wstydu; to zależy od konkretnej sytuacji. Bez względu na to, jak popularne są rozmaite rzeczy pojawiające się w świecie i jak bardzo są one aprobowane przez społeczeństwo i opinię publiczną, w głębi serca tacy ludzie i tak mają własne myśli i zapatrywania co do tych rzeczy oraz nadal podejmują własne słuszne decyzje. W głębi serca są przekonani: „Bez względu na okoliczności nie wolno ci zaprzepaścić swojego człowieczeństwa. W każdym czasie jesteś istotą ludzką. Nie możesz robić rzeczy, które robią zwierzęta. Nie możesz robić rzeczy, które robią diabły. Nie możesz zrobić z siebie kogoś takiego samego jak zwierzęta i diabły”. Dlatego bez względu na to, co robią tacy ludzie, są trzymani w ryzach przez swoje sumienie i swój rozum. Konkretnie oznacza to, iż są stale napominani i kontrolowani przez swoje sumienie i swój rozum. Powiedzmy na przykład, że ktoś taki i jakaś inna osoba robią interesy. Tamta druga osoba nieustannie oszukuje ludzi i robi przekręty, sprzedając towar warty 10 juanów za 300, 400 lub 500 juanów, podczas gdy ten pierwszy oferuje ten sam towar za 50 juanów, zarabiając tyle, że ledwo wystarcza mu na życie. Widząc, że tamta osoba ma ogromne zyski, a on od wielu lat pracuje tak sumiennie i zarabia tylko tyle, że ma co do garnka włożyć, odczuwa rozterkę w swoim sercu. On też chce być kimś pozbawionym skrupułów, jak tamta osoba, ale potem myśli sobie: „Byłoby to za bardzo wbrew mojemu sumieniu. Nie potrafię się do tego zmusić! A co, gdyby to później wyszło na jaw? Czy to byłoby złamanie prawa? Czy poszedłbym do więzienia?”. Widzisz, on dużo o tym myśli, wałkuje to w swojej głowie i cały czas czuje, że sumienie go oskarża. Choć zwodzą go i wpływają na niego rozmaite złe światowe trendy i choć on też chce zarobić więcej pieniędzy, by cieszyć się dobrym życiem materialnym, to po przemyśleniu tego i tak ostatecznie nie potrafi się zmusić do oszukiwania i naciągania innych ludzi. Niektórzy mówią: „Tacy ludzie to tylko cykory, czyż nie?”. Niektórzy z nich tak, inni nie; są po prostu są trzymani w ryzach przez sumienie i rozum i czują, że nie są w stanie oszukiwać i naciągać innych ludzi. Nawet jeśli zdarzy im się to zrobić, potem tego żałują, co dzień żyją w strachu, że coś pójdzie nie tak i ktoś zapuka do ich drzwi. Myślą sobie tak: „Nie zarobiłem tych pieniędzy w sposób honorowy. Jeśli ludzie się dowiedzą, czy będą mnie krytykować za moimi plecami? Na pewnego już czegoś takiego więcej nie zrobię. Tylko wtedy, gdy wydaję pieniądze zarobione ciężką pracą, mój umysł jest spokojny, i tylko wtedy nie śnią mi się koszmary”. Po jednorazowym oszukaniu kogoś w ten sposób przez jakiś czas taki ktoś boryka się z trudnościami; ma problemy ze snem, jedzenie nie przechodzi mu przez gardło i cały czas w głębi serca czuje się nieswojo. Oczywiście tego rodzaju ludzi w zasadzie nie ma w społeczeństwie. Jest ono pełne ludzi, którzy są z diabłów i którzy w poprzednim wcieleniu byli zwierzętami; gdy oszukują i naciągają innych, w ogóle ich to nie rusza – nie czują nic.
Nawet jeśli ktoś mający sumienie i rozum często styka się z rozmaitymi sprawami dotyczącymi jedzenia, picia i uciech, jego sumienie i rozum nadal będą spełniać swoją funkcję. Nie będzie on dogadzał ciału ani podążał za złymi trendami, by maksymalnie folgować swoim różnym pragnieniom. Zamiast tego będzie istnieć granica, jeśli chodzi o to, co on je, co pije i jakim uciechom się oddaje. Ten ktoś myśli: „Spożywanie dobrego jedzenia, chodzenie w ładnych ubraniach i doznawanie najlepszych fizycznych przyjemności – to wszystko marność. Czy ludzie naprawdę po to żyją?”. W głębi serca taki ktoś czuje, że fizyczne przyjemności, jedzenie, picie i uciechy nie są w stanie zaspokoić potrzeb jego wewnętrznego świata. Myśli on sobie: „Ludzie stale gonią za cieszeniem się dobrymi rzeczami. Ja sam się nimi cieszyłem i nie odczuwam żadnego szczęścia. Czym właściwie jest szczęście? Jak żyć, by zaznać prawdziwego szczęścia? Jadłem, piłem, oddawałem się uciechom i doznałem rozmaitych przyjemności fizycznych – czy do tego sprowadza się ludzkie życie? Czy tym właśnie jest życie? Jeśli komuś przez całe życie chodzi tylko o to, by jeść, pić, oddawać się uciechom i szukać fizycznych przyjemności, to czym się on różni od zwierzęcia? Jeśli ludzie, na podobieństwo zwierząt, żyją tylko po to, by zjeść trzy posiłki dziennie, nie rozumieją, o co chodzi w życiu, pozostają niespełnieni w swoich myślach, w swoim duchowym świecie i w swoich sercach oraz nie rozumieją wielu rzeczy dotyczących życia, to jaki jest sens takiego życia z pokolenia na pokolenie?”. Gdy ludzie są młodzi, przepełnia ich ciekawość świata. Jest wiele rzeczy, o których nic nie wiedzą i których nie widzieli, i wiele rzeczy, których nie doświadczyli, i mają poczucie, że jeśli pójdą i stawią czoło światu, ich życie może być bardzo szczęśliwe i spełnione, że mogą mieć cudowne i niezwykłe życie. Jednak naprawdę doświadczywszy, czym jest społeczeństwo, widzą, że ludzkość żyje w taki sposób z pokolenia na pokolenie. W młodości człowiek jest głupcem i ignorantem, a potem dużo cierpi i zdobywa jakieś doświadczenie życiowe, przechodząc przez różne sytuacje w społeczeństwie – tak oto każdemu mija życie. Wszyscy przechodzą przez proces pogoni za perspektywami na przyszłość, sławą i zyskiem, życie wszystkich kręci się wokół jedzenia, picia, uciech i przyjemności fizycznych. Choć zdobyli jakieś doświadczenie życiowe, to gdy już siwizna przyprószy ich skronie, wydaje się, że nie zebrali żadnego plonu i nie rozumieją, o co chodzi w życiu. Czyż nie jest bezsensowne, gdy czyjeś całe życie tak wygląda? Ludzie często odczuwają niewytłumaczalną pustkę. Innymi słowy, gdy w głębi serca naprawdę zastanawiają się nad życiem i szukają w nim czegoś sensownego i wartościowe, nic nie przychodzi im do głowy i w sercach mają poczucie totalnej pustki. Nie wiedzą, dlaczego tak jest, ani nie wiedzą, czego ich serca powinny potrzebować i gdzie powinny znaleźć wytchnienie. Czują, że nie mają na czym się oprzeć, i są wyjątkowo zagubieni, myśląc sobie: „Sporo w życiu doświadczyłem, poznałem smak rozmaitych trudów i cierpień. Czy na tym rzeczywiście życie się kończy?”. Gdy patrzą na starsze osoby, wydaje im się, że one też przeszły przez życie w taki sposób. A potem pojawia się uczucie, że życie ludzi nie ma sensu. Od zawsze gonili za sławą, zyskiem, statusem i fizycznymi przyjemnościami. Gdy im ich brakuje, są zdeterminowani, by je zdobyć; gdy je zdobędą, odczuwają odrobinę radości i przez jakiś czas trochę się cieszą, ale na dłuższą metę szczęście nie staje się ich udziałem. Biegają tu i tam przez większość życia, a potem i tak czują pustkę, nie mając niczego, czego byłoby warto się trzymać. Stale czują, że machają rękami, licząc, że coś chwycą, ale ich dłonie trafiają w próżnię. Czy powiedzielibyście, że to miłe uczucie? (Nie). Skąd więc się ono bierze? (Chodzi o to, że żadne jedzenie i picie czy doczesne uciechy na świecie nie są w stanie zaspokoić wewnętrznych potrzeb ludzi). Czy każdy myśli w taki sposób? Jacy ludzie myślą w taki sposób? (Ludzie mający sumienie i rozum myślą w taki sposób). Powiedzcie Mi: czy myśleliby w taki sposób ludzie pozbawieni myśli, niezdolni do logicznego myślenia, ludzie bezmyślni? (Nie). Ludzie bezmyślni są pozbawieni sumienia i rozumu; w poprzednim wcieleniu byli zwierzętami. Nie myślą o tych sprawach dotyczących człowieczeństwa ani nie zastanawiają się nad ludzkim życiem, nad przyszłością ani nad tym, jaką ścieżką kroczyć. W ogóle ich to nie zaprząta. Jeśli tylko mogą jeść i pić, są zadowoleni. Brną po prostu przez każdy kolejny dzień, nieustannie oddając się uciechom i ciesząc się każdym dniem, jakim cieszyć się mogą. Nie biorą pod uwagę tych spraw dotyczących życia. Co zatem ma to wspólnego z sumieniem i rozumem właściwymi człowieczeństwu? Jeśli ktoś ma sumienie i rozum, będzie w swoim postępowaniu wykazywał się racjonalnością. Bardzo ważne jest, żeby ludzie wykazywali się racjonalnością. Gdy się nią wykazują, przez większość czasu nie żyją pod dyktando uczuć, lecz żyją racjonalnie, żyją racjonalnie w chwili obecnej. Zastanawiają się: „Czy w tym życiu rzeczywiście coś zyskałem? Czy warto było tak żyć? Czy zrobiłem coś sensownego i wartościowego? Czy to, do czego dążę, jest tym, czego wewnętrznie potrzebuję? Czy moje wewnętrzne potrzeby zostały zaspokojone? Nie zostały i mam poczucie ogromnej pustki. W głębi ducha nie może mnie zaspokoić żadna rzecz materialna, żadne uczucie rodzinne ani żadna przyjaźń. Niczego takiego moje człowieczeństwo nie potrzebuje”. Będą myśleć o takich rzeczach racjonalnie. Innymi słowy, im bardziej będą wchodzić w dorosłość, tym bardziej racjonalnie będą postrzegać te sprawy, a im częściej nie będą w stanie znaleźć odpowiedzi, tym większy ból będą odczuwać. Zanim doświadczą tych sytuacji, ludzie będą osądzać i wyobrażać sobie niektóre sprawy w granicach rozumu w sposób zaplanowany i posługujący się normalną racjonalnością. Gdy już jednak przeszli przez te sytuacje i patrzą wstecz, stają się bardziej racjonalni. Postrzegają racjonalnie to, czego doświadczyli i co przeżyli, i widzą, że to wszystko marność, że nic tam nie ma sensu. Dlaczego to mówię? Bo wszystko, co ludzie robią, robią po to, by mieć co zjeść i w co się ubrać, by dostarczyć ciału trzech posiłków dziennie i by zapewnić sobie przyjemności fizyczne. Rywalizują ze sobą o sławę i zysk, stają w szranki. Jeśli ktoś całe życie poświęca tylko na te rzeczy, żyjąc jak zwierzę, to swoim rozwoju nie zaszedł dużo dalej niż zwierzę; życie w taki sposób nie ma żadnej wartości. Ludzie posiadający ludzki rozum będą się w głębi serca zastanawiać nad tymi sprawami. Dlatego gdy osiągną pewien wiek, te stale powtarzające się sposoby życia, reguły gry i metody radzenia sobie z różnymi sprawami spowodują u nich poczucie znużenia, niechęci, odrazy i przygnębienia. Ostatecznie zaczną oni odczuwać pustkę, mając wrażenie, że doświadczyli tych wszystkich rzeczy i się nimi cieszyli, ale nie zebrali żadnych plonów, nie zyskali niczego realnego i namacalnego, co prawdziwie zaspokoiłoby potrzeby właściwe ich człowieczeństwu. W takich okolicznościach ludzie mający sumienie i rozum będą dalej eksplorować, poszukiwać i próbować odnaleźć drogę: czym właściwe jest prawdziwe ludzkie życie? Jak właściwie powinno się żyć? Niektórzy bystrzy ludzie będą szukać ścieżki w życiu i próbować odnaleźć wiarę religijną. To właśnie z takich pobudek niektórzy przychodzą do domu Bożego. Odkrywają, że jedynie słowa Boże, prawda, droga i życie, w jakie Bóg zaopatruje ludzkość, może zaspokoić ich potrzeby. Gdy zmagają się z pytaniami o to, jaką wartość i jaki sens ma życie, tylko słowa Boże są w stanie dać im odpowiedzi. Dopiero wtedy rozwijają w sobie łaknienie słów Bożych, a następnie przyjmują je i wówczas mogą pójść o krok dalej, czyli się im podporządkować. To, że łakną słów Bożych, przyjmują je i się im podporządkowują, wynika w całości z ich doświadczenia życiowego i jest owocem ich refleksji na temat pewnych rzeczy, których w życiu doświadczyli.
Czy macie poczucie, że to, co przed chwilą omówiliśmy, jest abstrakcyjne? Czy potraficie to zrozumieć? (Nie jest to abstrakcyjne. Potrafimy to zrozumieć). Te treści nie są ani abstrakcyjne, ani puste; wszystko to ludzie mogą zobaczyć i się z tym zetknąć w realnym życiu. Jeśli ktoś myśli, że omawianie sumienia i rozumu właściwych człowieczeństwu jest oderwane od realnego życia, oraz ma poczucie, że te treści są bardzo abstrakcyjne i puste, jakby dotyczyły jakiegoś innego świata i były zbyt odległe od ludzi, to taki ktoś ma problem, zgadza się? Nie rozumiesz spraw związanych z własnym postępowaniem i w twoim postępowaniu nie ma za grosz sumienia i rozumu. Czym zatem właściwie jesteś – diabłem lub zwierzęciem? Trudno powiedzieć, ale w każdym razie nie jesteś istotą ludzką. Ludzie mający sumienie i rozum są w stanie postrzegać i odnosić do samych siebie myśli lub przejawy związane z sumieniem i rozumem właściwymi człowieczeństwu. Jeśli ktoś nie potrafi utożsamić się z tymi pozytywnymi myślami lub przejawami, ale potrafi to w przypadku myśli lub przejawów negatywnych, to pokazuje, że nie ma w sobie za grosz sumienia i rozumu. Niektórzy niemający sumienia i rozumu są wręcz głęboko obrzydzeni myślami, zapatrywaniami i sposobami postępowania związanymi z sumieniem i rozumem właściwymi człowieczeństwu, czując, iż są one haniebne, odrażające lub godne pogardy – to są ludzie, którym brakuje cech właściwych człowieczeństwu. Ludzie pozbawieni cech właściwych człowieczeństwu czują silną odrazę w stosunku do przejawów sumienia i rozumu właściwych człowieczeństwu oraz nie potrafią dostrzec rozmaitych konkretnych myśli, sposobów zachowania i zasad praktyki charakterystycznych dla człowieczeństwa tych, którzy mają sumienie i rozum. Ponieważ nie należą do tego samego rodzaju, nie są w stanie ich dostrzec. Powiedzcie Mi: czy zwierzęta rozumieją, wedle jakich zasad działają ludzie albo dlaczego postępują w taki sposób? (Nie). Zwierzęta tego nie wiedzą. Co wiedzą zwierzęta? Wiedzą, co robić i kiedy to robić – tylko te niezmienne rzeczy: kiedy jeść, jak długo się bawić i dokąd ich właściciele zazwyczaj je zabierają. Ale dlaczego oni je tam zabierają, a dlaczego nie – tego zwierzęta już nie wiedzą. Nie wiedzą też, czemu ilość pożywienia, jakie dostają, inna jest w zimie, a inna w lecie, i nie wiedzą, jakimi intencjami kierują się ich właściciele, ilekroć coś dla nich robią. Wiedzą tylko tyle: „W każdym razie mój właściciel jest dla mnie dobry. Daje mi codziennie pyszną karmę, dotrzymuje mi towarzystwa i mnie ochrania. Jest dla mnie dobry, więc jest moim właścicielem. Inni ludzie mnie nie karmią i nie traktują mnie dobrze, więc nie są moimi właścicielami, a ja też nie mam z nimi bliskiej relacji”. Zwierzęta znają jedynie te proste rzeczy. Na podobnej zasadzie ludzie, którzy w poprzednim wcieleniu byli zwierzętami, nigdy nie będą w stanie zrozumieć ani pojąć tych spraw dotyczących człowieczeństwa, postępowania, myśli i zapatrywań. Nawet jeśli będziesz ich tego uczył, nauczą się od ciebie tylko doktryn, niczego innego. Jednak rozumienie czegoś pod kątem doktryny nie jest prawdziwym rozumieniem; oni nie rozumieją, co z tego wynika, ani nie rozumieją wartości tego, czego ich uczysz. Dlatego ludzie, którzy w poprzednim wcieleniu byli zwierzętami, nie rozumieją tego, co się mówi na temat sumienia i rozumu właściwych człowieczeństwu. Diabły potrafią to zrozumieć pod względem doktryny, ale tego nie akceptują. Te stwierdzenia budzą w nich odrazę i wstręt, uważają, że wygłaszasz górnolotne słowa i że stwierdzenia te są oderwane od realnego życia ludzkości. Bez względu na to, czy oni tych słów nie akceptują, czy też nie potrafią ich zrozumieć, nie mówię tych rzeczy na temat sposobu postępowania na potrzeby tych, którzy w poprzednim wcieleniu byli diabłami lub zwierzętami. Jeśli chcą przyjąć to, co mówię, w charakterze doktryn, to w porządku; jeśli nie chcą, nie mam żadnych obiekcji. Ludzie są przyporządkowani według rodzaju – nie da się ich do niczego zmusić. To, jak jesteś sklasyfikowany, decyduje o twoich upodobaniach. Jeśli brakuje ci człowieczeństwa i nie należysz do ludzkości, to nie zrozumiesz słów dotyczących prawdy i nie będziesz chciał kroczyć ścieżką, którą ludzie powinni kroczyć. Jedynie ci, którzy są sklasyfikowani jako ludzie, będą chcieli słuchać tych tematów dotyczących sposobu postępowania i prawdy. Jeśli niektórzy nie chcą słuchać i nie potrafią sobie tego przyswoić, to przecież nie muszą słuchać. Oni nie są sklasyfikowani jako ludzie i prawda nie jest wypowiadana po to, by oni ją usłyszeli.
Przed chwilą wspomnieliśmy, że gdy idzie o fizyczne potrzeby życiowe – na przykład jedzenie, picie i uciechy – ludzi, których człowieczeństwo charakteryzuje się sumieniem i rozumem, to w miarę jak doświadczają oni i napotykają więcej tego typu rzeczy, będą się nieustannie nad nimi zastanawiać. Im więcej doświadczają jedzenia, picia i uciech oraz cielesnych przyjemności w życiu, tym bardziej w głębi serca czują, iż rzeczy te są puste i pozbawione znaczenia. Nawet jeśli nie potrafią przestać żyć w taki sposób, nie raduje ich takie życie; czują się wręcz bardzo bezradni. Ten stan dodatkowo stymuluje ich do poszukiwań, których celem jest zrozumienie pytań dotyczących na przykład sensu życia i tego, dlaczego ludzie żyją. Toteż gdy przyjmują dzieło Boże i uzyskują odpowiedzi na te pytania, czują w sercach ogromną satysfakcję i uznają, że naprawdę jest to właściwa ścieżka w ludzkim życiu. Gdy taki ktoś przyjmuje zaopatrywanie w prawdę przez słowa Boże, czuje, że rozmaite rzeczy pozytywne i różne wymagania wobec ludzi wspomniane w słowach Bożych idealnie zaspokajają potrzeby właściwe jego człowieczeństwu lub w jakimś stopniu są z tymi potrzebami zbieżne. Dlatego ochoczo przyjmie słowa Boże i wymagania Boga wobec ludzi; wierzy, że to prawdziwie jest ścieżka, jaką ludzie powinni kroczyć, i że to prawdziwie są zasady postępowania, których ludzie powinni się trzymać. Ponieważ ma on takie potrzeby i takie przemyślenia, słowa Boże są jego zaopatrywaniem i mogą stać się pomocą przychodzącą w samą porę. Gdy taki ktoś przyjął zaopatrywanie przez słowa Boże, będzie miał pragnienie i determinację, by zadowolić Boga i stać się prawdziwą istotą ludzką zgodnie z Bożymi wymaganiami. Na przykład, sprawiedliwi ludzie, o których mówi Bóg – Noe, Abraham, Hiob i Piotr – oraz historie ich podporządkowania się Bogu i przyjęcia Jego posłannictw są czymś, czego taki ktoś wyjątkowo pragnie i co podziwia w swoim sercu. Ma nadzieję, że któregoś dnia on też będzie w stanie prawdziwie i absolutnie podporządkować się Bogu, tak jak Noe, Abraham i pozostali, oraz oczekuje, że któregoś dnia będzie w stanie zyskać Bożą aprobatę i stać się jednym ze sprawiedliwych ludzi, o których mówi Bóg. Opowiedziane przez Boga historie tych sprawiedliwych ludzi głęboko go poruszają i jego serce jest często poruszane i inspirowane przez ich historie i ich nastawienie do Boga. Ponieważ jego człowieczeństwo charakteryzuje się cechami człowieczeństwa i rozumu, jest on w stanie potraktować te postaci wspomniane w słowach Bożych jako wzory do naśladowania; to także wskazuje, iż ma on sumienie i rozum. Oczywiście tego rodzaju przejaw jest też podstawowym warunkiem przyjęcia słów Bożych, podporządkowania się im, bycia oczyszczonym i dostąpienia zbawienia. Sądząc po przejawach kogoś takiego i po tym, co uwidacznia w procesie doświadczania życia, przynajmniej nie jest on odrętwiały i oziębły. Nie jest kimś wyzbytym myśli ani nie jest kimś, kto nie ma żadnych zapatrywań na życie, rzeczywistość lub rzeczy takie jak jedzenie, picie i uciechy. Ma opinie, ma swoje zapatrywania, a co więcej, ma pozytywne myśli i zapatrywania. Innymi słowy, nie jest odrętwiały i oziębły względem rozmaitych rzeczy w życiu, lecz poświęca im uwagę. Zwłaszcza po tym, jak doświadczył wszelkiego rodzaju ciężkich okresów, niepowodzeń i porażek oraz poznał smak radości i smutków życia, jeszcze bardziej czuje, że jeśli jego życie dalej tak będzie trwać, to będzie puste i bezwartościowe; że jeśli po prostu przejdzie przez ten świat i tak właśnie będzie postępował, nie będzie to mieć wartości ani sensu; i że ostatecznie nic nie zyska, postępując w taki właśnie sposób. Nie będzie chciał się z tym pogodzić i uzna to za coś niewyobrażalnego: „Czy naprawdę ludzie powinni właśnie tak żyć, pozwalając, by tak minęło im całe życie? Jaki sens tego, że pokolenie za pokoleniem żyje w taki właśnie sposób?”. Widzisz, choć ostatecznie nie dochodzi on do tego, jak ludzie powinni żyć, to przynajmniej o tym myśli. Nie pochłaniają go całkowicie jedzenie, picie, uciechy, wygody ciała, uczucia rodziny i szczęście życia rodzinnego i nie brnie on przez każdy dzień jak we mgle. W żadnym razie nie na brnięciu przez życie zasadza się jego stosunek do życia, bo często oddaje się refleksji pod dyktando rozumu. Jedzenie, picie, uciechy, cielesne przyjemności i tym podobne z pewnością nie zaspokoją potrzeb jego serca. W takich okolicznościach będzie on szukał tego, co może zaspokoić potrzeby jego serca. Ostatecznie tylko słowa Boże i dzieło Boże mogą dać odpowiedzi na rozważane przez niego pytania na temat życia oraz zaspokoić potrzeby jego serca.
Jeśli ktoś pozwala, by w taki sposób mijał mu dzień za dniem, rok za rokiem, i nigdy nie zastanawia się, jaką ścieżką powinien kroczyć albo jak powinien żyć, i jeśli po doświadczeniu niepowodzeń, porażek, trudnych okresów i udręk oraz po poznaniu smaku radości i smutków życia taki ktoś wciąż się w ogóle nad tymi rzeczami nie zastanawia, nie ma zapatrywań na temat życia ani na temat tego, jak postępować, oraz wciąż goni za sławą, zyskiem, statusem i przyjemnością, a nawet ze szczególnym zapałem rzuca się w wir rozmaitych złych trendów, i nie ma żadnej świadomości, nie odczuwa niepokoju ani bólu i nie ma poczucia, że takie życie jest puste, to taki ktoś z całą pewnością nie jest istotą ludzką. Gdyby nią był, to osiągnąwszy pewien wiek, zastanawiałby się nad tymi pytaniami dotyczącymi życia. Niektórzy ludzie zaczynają rozmyślać nad sprawami życia po dwudziestce: „Całe pokolenie moich dziadków i całe pokolenie moich rodziców tak właśnie żyły. Czy ja też będę żyć jak oni, wezmę ślub i będę mieć dzieci w określonym wieku, i do tego sprowadzi się całe moje życie? Czy naprawdę żyję tylko po to, by spłodzić i wychować dzieci? Jeśli ktoś tak przeżywa całe swoje życie, to jest ono pozbawione znaczenia. Jeśli tak żyje pokolenie za pokoleniem, czyż wciąż nie jest to puste?”. Taki ktoś ma w sercu mgliste poczucie, że przyszłość jest pusta i niepewna. Odczuwa coś takiego: „Jeśli czyjeś całe życie to pogoń za jedzeniem, piciem, uciechami i cielesnymi przyjemnościami, a potem ten ktoś ma i wychowuje dzieci, żeby zatroszczyły się o niego na starość i wyprawiły mu należyty pogrzeb, oraz może w spokoju cieszyć się jesienią życia – jeśli goni za tym celem, to jego życie jest tak bardzo pozbawione sensu!”. Zanim taki ktoś zaczął tak naprawdę doświadczać życia, już widzi, że rysuje się przed nim droga mroczna i pozbawiona światła; dostrzegł już każdy uprzednio zaplanowany etap życia, które go czeka. Niewyraźnie czuje, że takie życie jest pozbawione sensu i że nie ma niczego, na co można by czekać! Niektórzy, przekroczywszy wiek dwudziestu lat, zaczynają myśleć o założeniu rodziny, zrobieniu kariery i zapewnieniu sobie i swoim rodzicom dobrego życia. Są też i tacy, którzy stale mają jakieś ambicje; stale chcą zbić fortunę lub zostać urzędnikiem, wybić się z tłumu i przynieść zaszczyt swoim przodkom. Krótko mówiąc, nie wiedzą, że należy się nad życiem zastanowić, niezależnie od tego, czy ulegają wpływowi rodziców, czy społeczeństwa. Są święcie przekonani, że w życiu chodzi po prostu o dobre jedzenie, ładne ubrania i o to, żeby dobrze żyć, i niczym innym sobie głowy nie zaprzątają. Niektórzy doświadczają wielu niepowodzeń, nim jasno dostrzegą, że to społeczeństwo i ta ludzkość nie są tak dobre, jak ludzie sobie wyobrażają, i wtedy zaczynają się zastanawiać nad tym, jak żyć, żeby to życie miało wartość i sens, żeby nie było życiem na próżno. Tacy ludzie stanowią bardzo znikomą mniejszość. Krótko mówiąc, wszyscy ci, którzy rozmyślają nad wartością życia i uświadamiają sobie, że ludzie muszą zajmować się praktycznymi sprawami, póki żyją, są tymi, którzy mają sumienie i rozum. Fakt, iż potrafią rozmyślać nad tymi sprawami, pokazuje, że ich wartości różnią się od wartości innych ludzi. Ich wartości nie koncentrują się wokół dobrego jedzenia, ładnych rzeczy, prosperowania, wyróżniania się z tłumu i dobrych widoków na przyszłość w tym życiu, i to by było na tyle. Jest wielu ludzi mających dobre perspektywy, na przykład wysoko postawieni urzędnicy – czy na koniec czeka ich coś dobrego? Czy są szczęśliwi? Jeśli przyjrzeć się ich życiu od strony kulis, oni też nie są szczęśliwi. To budzi w tobie poczucie, że jeśli też będziesz poszukiwał statusu i widoków na przyszłość, również będziesz nieszczęśliwy, tak jak oni. Ludzie mający myśli właściwe zwykłemu człowieczeństwu zastanowią się: „Ci wysoko postawieni urzędnicy nie są szczęśliwi, co dowodzi, że kroczą niewłaściwą ścieżką. Jaką zatem ścieżką powinni ludzie kroczyć, aby ich serca doznały ukojenia?”. Serca ludzi potrzebują czegoś, co przyniesie im ukojenie. Źródłem tego ukojenia nie są uciechy materialne, na przykład pieniądze, luksusowe domy czy wypasione samochody, i nie jest nim jakiś powiernik, który wraz z nimi stawi czoła udrękom, a tym bardziej nie są tym źródłem idealne małżeństwo czy oddane dzieci. Z tego wszystkiego nie spływa na serca ludzi żadne prawdziwe ukojenie. To, czego serca ludzi potrzebują, może przynieść im prawdziwe ukojenie. Potrzebują odpowiedzi; tzn. są pewne rzeczy, które ludzie chcą zrozumieć w trakcie swojego życia: Skąd ludzie pochodzą? Kiedy umrą? Kto kontroluje śmierć? Czy jest w życiu coś takiego jak los? Kto włada losem? Jeśli los człowieka władają jego rodzice, to kto włada losem jego rodziców? Rodzice nie są w stanie kontrolować własnego losu, więc jak mieliby kontrolować los swoich dzieci? I jeszcze to: jak ludzie powinni postępować? Jak powinni postępować, żeby ich życie było coś warte i żeby nie przeszli przez ten świat na próżno? Jeśli ludzie mają dusze, to czy po śmierci te duszę dokądś idą? Jeśli istnieje takie miejsce, do którego idą duszę, czy jest ono powiązane z tym życiem? Co muszą ludzie robić w tym życiu, żeby po śmierci ich dusze poszły do jakiegoś dobrego miejsca? Jak można uniknąć pójścia do jakiegoś złego miejsca lub jak zmienić kurs, by tam nie trafić? Nad tymi wszystkimi pytaniami ludzie powinni rozmyślać. Gdy to robią, lecz nie znajdują odpowiedzi, czy odczuwają wewnętrzne katusze? (Tak). Im bardziej nie udaje ci się znaleźć odpowiedzi, tym większe katusze wewnętrzne odczuwasz i tym bardziej nie jesteś w nastroju, żeby cieszyć się życiem, uczuciami rodzinnymi czy romantyczną miłością, bo bez względu na to, jak bardzo się nimi cieszysz, mogą one jedynie tymczasowo wypełnić pustkę w twoim sercu. Gdy już przestaną cię cieszyć, w głębi serca poczujesz jeszcze większą pustkę, bo to, co tymczasowo posiadasz lub czym tymczasowo się cieszysz, otępia jedynie twoje serce i zaspokaja tymczasowe potrzeby; nie daje ci to odpowiedzi na pytania, nad którymi rozmyślasz. Ostatecznie nie ma znaczenia, jak dobrym życiem materialnym się cieszysz i jak wiele masz u swego boku dzieci, otaczających cię szacunkiem – wszystko to nie może odpowiedzieć na te pytania skryte głęboko w twoim sercu ani nie może pomóc ci znaleźć odpowiedzi, których pragniesz. Innymi słowy, to, czym cieszysz się w tym życiu, to, co już uzyskałeś, nie może powiedzieć ci, jaka będzie twoja przyszłość, dokąd pójdzie, gdy to życie dobiegnie kresu, i czy zostaniesz ukarany, czy nagrodzony. Nikt nie jest w stanie udzielić ci trafnej odpowiedzi na te pytania, a ty nie potrafisz takich odpowiedzi znaleźć w książkach ani innych źródłach wszelkiego rodzaju. Jeśli zastanawiając się nad tymi pytaniami, masz niewyraźne poczucie, że życie jest puste – że radość z uczuć rodzinnych jest pusta, że radość z romantycznej miłości, małżeństwa i rodziny jest pusta, że radość z serdecznego oddania swoich dzieci jest pusta i że radość z jedzenia, picia i uciech jest w zupełności pusta – i im bardziej cieszysz się tym wszystkimi i to zyskujesz, tym mocniejsze i cięższe staje się to poczucie pustki, to będziesz coraz bardziej czuł, że twoje serce potrzebuje czegoś innego niż to wszystko, by zaznać ukojenia. To będzie dla ciebie dodatkowym bodźcem, by szukać tego, co przynosi twojemu sercu ukojenie, i by szukać odpowiedzi na temat życia i ścieżki życiowej. Gdy tych rzeczy nie można sobie zapewnić, ludzie przyjmują bezradną i niedbałą postawę względem spraw doczesnych: „Będę po prostu tak żyć. W każdym razie ludzie w taki sposób przeżywają całe swoje życie”. Jeśli ktoś ma sumienie i rozum, to pustką jest dla niego wszystko to, czym się cieszy i co do niego należy, choćby to były nie wiadomo jak ładne rzeczy. Taki ktoś nie jest jak ci ludzie pokroju zwierząt, którzy nigdy nie są nasyceni bez względu na to, ile jedzą, i nigdy nie są zaspokojeni bez względu na to, ilu uciech doznają, a wręcz myślą oni sobie: „Najlepiej jest dla ludzi, gdy w taki sposób dobrze się bawią przez całe życie. W tym życiu najgorszym towarzyszem jest chorobą, a najgorszym nieobecnym jest pieniądz”. Taka jest logika ludzi, którzy w poprzednim wcieleniu byli zwierzętami. Ta sentencja – „Najgorszym towarzyszem jest choroba, a najgorszym nieobecnym jest pieniądz” – to filozofia życiowa, której uczy ich doświadczenie życia. Gdy jednak ktoś, kto ma sumienie i rozum, słyszy te słowa, myśli sobie: „Życie w ubóstwie to kiepska sprawa; gdy potrzebujesz pieniędzy, ale ich nie masz, to jesteś przyparty do muru. Ale czy pieniądze są w stanie rozwiązać problem poczucia pustki? Ani trochę. Jeśli się ma za dużo pieniędzy, to też jest kłopot. Zawsze znajdą się ludzie pożądający pieniędzy i nie wiadomo, gdzie je trzymać, żeby były bezpieczne. Bank nie wydaje się bezpiecznym miejscem, nie masz pewności, czy inwestycje się powiodą, i nie jesteś przecież w stanie aż tyle wydać. Jeśli przeznaczysz je na przyjemności związane z jedzeniem, piciem, uciechami, luksusowym domem, wypasionymi samochodami i cieszeniem się nadskakiwaniem, podziwem i wielkim uznaniem ze strony ludzi, którzy będą iść za tobą i otaczać cię wszędzie tam, dokąd się udasz, niczym rój much ciągle brzęczących ci wokół głowy i nie opuszczających cię ani na moment – to gdy już się tym nacieszysz, poczujesz do nich niechęć i pomyślisz, jak to byłoby cudownie móc znaleźć sobie miejsce, gdzie mógłbyś się wyciszyć i odnaleźć spokój umysłu. Nawet jeśli możesz podróżować dookoła świata i poszerzać swoje horyzonty, to później, gdy już się wewnętrznie wyciszysz, nadal będziesz czuł, że takie życie jest pozbawione sensu, i będziesz odczuwał jeszcze większą pustkę”. Tak to wygląda, że gdy ludzie czują pustkę w związku z tym wszystkim, ich serca potrzebują ukojenia. Innymi słowy, gdy dochodzą do pewnego wieku i do pewnego etapu na ścieżce życia, mają wiele pytań i zagwozdek dotyczących życia, takich, których nie rozumieją, na które muszą znaleźć odpowiedź i z którymi muszą się uporać. Jeśli to się nie udaje, mogą oni jedynie egzystować jak żywe trupy, opornie radząc sobie ze wszystkim, a ich zapatrywania dotyczące wszystkiego będą wyjątkowo negatywne i bierne, nie zaś pełne inicjatywy. Takie między innymi uczucia dotyczące życia są obecne u ludzi, których człowieczeństwo charakteryzuje się sumieniem i rozumem.
Oprócz tego, że mają jakieś uczucia dotyczące życia, ludzie z sumieniem i rozumem, osiągając pewien wiek, coś sobie uświadomią na temat ludzkiego życia i będą rozmyślać nad rozmaitymi pytaniami. Ponieważ mają sumienie – albo, mówiąc ściślej, ponieważ tacy ludzie mają serce i ducha podlegające stałemu oddziaływaniu ich sumienia i rozumu – będą na różnych etapach życia rozmyślać nad rozmaitymi pytaniami: Jak należy traktować wszelkiego rodzaju ludzi? Jak należy traktować swoich rodziców i swoje dzieci? O co tak naprawdę chodzi w życiu? Jakie tak naprawdę znaczenie w życiu mają jedzenie, picie, przyjemność, sława, zysk, status i widoki na przyszłość? Nawet jeśli po doświadczeniu różnych etapów życia nie rozumieją oni prawdy, do dojdą do jakichś wniosków na temat życia. Ponieważ rozmyślają, dojdą do wniosków. Te wnioski mogą być obiektywne albo mogą być tylko osobistymi spostrzeżeniami. Ale przynajmniej ludzie z sumieniem i rozumem przeszli już przez niektóre sprawy w procesie doświadczania życia. Zdobywszy określoną ilość doświadczenia życiowego, będą mieli poczucie: „W tym życiu wiele spraw nie toczy się tak, jak człowiek by chciał; wiele rzeczy znajduje się poza kontrolą człowieka. To jest tak, jakby gdzieś, w sferze niewidzialnej, Niebiosa już wszystkim się zajęły”. Jest to spostrzeżenie wynikające z ich doświadczania życia i jest to też coś, co między innymi zyskują. Pod kątem człowieczeństwa ten zysk jest czymś bardzo pozytywnym i naturalnym rodzajem refleksji wynikającym z funkcjonowania sumienia i rozumu. Dlaczego mają oni tego rodzaju refleksję? Bo w procesie doświadczania życia jest wiele spraw, które idą po ich myśli, i takich, które nie idą po ich myśli, spraw, które zbiegają się z ich pragnieniami, i takich, które się z ich pragnieniami nie zbiegają. W procesie doświadczania tych spraw będą oni stale wyciągać naukę i ostatecznie dojdą do wniosku: każdy człowiek ma swój los. Bez względu na to, czy czyjeś życie toczy się gładko i po jego myśli, czy też najeżone jest trudnościami i rozczarowaniami, czy przynosi cierpienie, czy błogość, istnieje coś takiego jak los. Na tej podstawie będą rozmyślać nad niektórymi pytaniami: „Z pewnością każdy człowiek ma swój los, ale czy wybiera swój los? Czy los ten kształtują rodzice człowieka? Nie wydaje się, żeby tak właśnie było. Gdyby los dzieci był kształtowany przez ich rodziców i gdyby to rodzice decydowali o losie swoich dzieci, to każdy rodzic miałby nadzieję, że jego dzieci będą prosperować i wyróżnią się z tłumu oraz że będą wieść szczęśliwe życie, toczące się po ich myśli. Dlaczego więc moje życie potoczyło się nie tak, jak życzyli sobie tego moi rodzicie, i nie tak, jak sam pragnąłem? Ewidentnie los nie jest czymś, o czym decydują ludzie. Powiedzieć, że los człowieka jest kształtowany przez naturę, to pustosłowie; jest to czymś na wskroś niemożliwym. Z pewnością istnieje Suweren, Niebiosa, zarządzające tą kwestią w świecie niewidzialnym”. Po doświadczeniu niektórych etapów życia ci ludzie mają pewne spostrzeżenia. Co do etapów życia, których jeszcze nie doświadczyli, czerpią z wiedzy i wnikliwości swoich rodziców lub przodków; oczywiście to też są spostrzeżenia na temat życia. Przede wszystkim wierzą oni w los i na tej podstawie wierzą, że Niebiosa istnieją. Czy to jest obiektywne? (Tak). Być może niektórzy powiedzą: „To, co mówisz, nie jest obiektywne. My też jesteśmy istotami ludzkimi, a mimo to nie myślimy w taki sposób”. Gdy mówimy, że ludzie posiadający sumienie i rozum rozmyślają nad pytaniami dotyczącymi życia, nie oznacza to, że po prostu siedzą sobie, nie mając nic do roboty, i namyślają się przez 45 minut, jak uczniowie w klasie, a potem znajdują odpowiedź. Wygląda to tak, że gdy się starzeją i coraz więcej doświadczają, rodzą się w nich spostrzeżenia na temat życia, nawet gdy oni nie zdają sobie z tego sprawy. To spostrzeżenia nie przychodzą z dnia na dzień ani nie przychodzą po roku. Być może od skończenia trzydziestu lat ci ludzie zaczynają doświadczać życia oraz wchodzić w styczność ze społeczeństwem i innymi ludźmi; stopniowo, krok po kroku, gromadzą doświadczenia tyczące się różnych spraw, a potem dochodzą do takiego wniosku. Innymi słowy, osiągnąwszy pewien wiek, po przejściu niektórych ścieżek życia, ludzie posiadający sumienie i rozum przede wszystkim uwierzą, że każdy człowiek ma swój los i że ten los podlega suwerennej władzy i ustaleniom Niebios; dochodzą do takiego wniosku? Do jakich jeszcze wniosków dochodzą? „To, czy człowiek cieszy się błogosławieństwami, czy znosi trudy w tym życiu, to, czy jest bogaty, czy biedny, to, czy zostaje wysoko postawionym urzędnikiem, czy też jest po prostu kimś zupełnie zwyczajnym – wszystko to nie od niego zależy”. Jeśli spojrzeć na to z ludzkiej perspektywy, któż nie chce być urzędnikiem, cieszyć się dostatkiem i mieć szczęśliwe, bezproblemowe życie, w którym wszystko układa się po jego myśli? Jednak takie aspiracje niekoniecznie się spełniają; los każdego jest inny. Na przykład, niektórzy za młodu wyglądają niepozornie i niechlujnie, ale w dorosłym życiu odnoszą sukces; dla ludzi jest to coś nie do pojęcia. Na przykład, jest sobie dziewczyna, która już od młodego wieku bardzo chce się wyróżnić; ma świetne wyniki w nauce i jest wyjątkowo urodziwa. Ale co się z nią potem dzieje? Bierze ślub z chuliganem, każdego dnia jest bita, a jej dzieci nie są tak ładne, jak sobie wyobrażała; wszystkie mają dziwaczny, nieatrakcyjny wygląd. Ona jest zmotywowana, piękna i ma wielu zalotników, ale po przeglądnięciu wszystkich dostępnych opcji ostatecznie wybiera chuligana; jest to coś, czego ludzie nigdy by się nie spodziewali. Inny przykład: jest ktoś wyjątkowo ambitny, kto marzy o tym, żeby zostać generałem albo gubernatorem prowincji, gdy dorośnie. I co się z nim dzieje? Po wejściu w dorosłość zarabia na życie, uprawiając ziemię. Ma świetne wykształcenie, cały dzień chodzi w okularach i potrafi się elokwentnie wysłowić. Gdziekolwiek się znajduje, gawędzi o historii i snuje opowieści. Jego wiedza obejmuje wszystko, poczynając od astronomii i kończąc na geografii, a do tego potrafi też wróżyć. Jednak koniec końców niczego nie osiąga i pozostaje rolnikiem przez całe swoje życie. Na tej podstawie widać, że to Niebiosa kierują losem człowieka przez całe jego życie. Nawet jeśli masz jakieś aspiracje i pragnienia, nie jest powiedziane, że się spełnią; a nawet jeśli ich nie masz, być może szczęśliwy traf nieoczekiwanie stanie się twoim udziałem. Tak wypełnia się sentencja niewierzących: Niebiosa mają oczy. Podlega to w całości suwerennej władzy Stwórcy i Jego ustaleniom. Ponadto jeśli ktoś jest teraz ubogi, nie znaczy to, że będzie ubogi przez całe swoje życie. Gdy ktoś jest ubogi, jego żona może patrzeć na niego z góry i w końcu go zostawia. Jednak po kilku latach jego interes rozkwita i człowiek ten zostaje milionerem, jeździ luksusowymi samochodami, mieszka w pałacu i ubiera się w złoto i srebro. Wtedy żona chce do niego wrócić, ale on woli już nigdy się nie ożenić, niż przyjąć ją z powrotem. Widzisz, jego żonie po prostu fortuna nie sprzyja; bieda jest jej pisana. Człowiek nie ma żadnej kontroli nad tym, czy w tym życiu jest bogaty, czy też biedny. Nigdy nie wiesz, kiedy bogactwo być może stanie się twoim udziałem, i nigdy nie wiesz, co może strącić cię w ubóstwo. Niektórzy bogacze są przekonani, że całe życie będą zamożni, więc patrzą z góry na biedaków i ich ignorują. Jednak po kilku latach stają się nędzarzami, a ci, którym kiedyś dokuczali i których ignorowali, są teraz bogatsi od nich i odwracają się do nich plecami. Oprócz uświadomienia sobie, że człowiek nie ma żadnej kontroli nad tym, czy jest bogaty, czy też biedny, jakie jeszcze spostrzeżenia na temat życia mają ludzie posiadający sumienie i rozum? Niektórzy mówią: „Nawet jeśli w tym życiu nie robisz dobrych rzeczy, nie dopuszczaj się zła. Niebiosa mają oczy! Spójrz na tę rodzinę; są degeneratami, licząc od pokolenia swoich dziadków, stale tylko oszukują i krzywdzą innych. A jak się to dla nich skończyło? Kara spadła na ich wnuka: urodził się niepełnosprawny. Dlatego nie dopuszczaj się zła. Niebiosa mają oczy; jeśli dopuścisz się zła, prędzej czy później spotka się za to kara!”. Ludzie mający sumienie i rozum doświadczają wielu rzeczy i dużo cierpią, gdy nie rozumieją prawdy. Gdy są już po pięćdziesiątce lub po sześćdziesiątce, mają różne spostrzeżenia na temat życia. Te spostrzeżenia ostatecznie sprowadzają się do tego, że istnieje los i istnieją Niebiosa, że w niewidzialnym świecie losy ludzi podlegają suwerennej władzy i ustaleniom Niebios, że ludzi po śmierci czeka kara, że nie należy dopuszczać się zła i że bez względu na to, jakiego zła ktoś się dopuszcza, Niebiosa mają oczy i patrzą. Nie myśl sobie, że inni nie mają pojęcia o złu, którego się dopuściłeś; ludzie być może nic o tym nie wiedzą, ale Niebiosa wiedzą na pewno. Dług, jaki człowiek zaciąga w tym życiu, musi został spłaconym w następnym życiu, a czasem na spłatę potrzeba nawet kilku żywotów. Widzisz, od czasów antycznych aż do dzisiaj wszyscy ci, którzy dopuścili się zbyt wielkiego zła, marnie skończyli i ponieśli karę. Niektórzy popełnili zbyt wiele morderstw i zostali ukarani; przez setki lat ani razu nie odrodzili się jako ludzie. Przez cały ten czas odradzali się jako krowy i świnie, które trafiały do rzeźni, a potem znów odradzali się jako krowy i świnie, przechodząc przez ten cykl pokolenie za pokoleniem. Tak właśnie wygląda kara. Nawet jeśli ludzie mający sumienie i rozum nie pojmują prawdy, mogą przecież i tak mieć jakieś uczucia dotyczące spraw życia, uświadomić sobie jakieś pozytywne rzeczy i ostatecznie znaleźć jakieś pozytywne odpowiedzi. Te pozytywne odpowiedzi umożliwiają im dojście do pewnych zasad postępowania, których ludzie powinni się trzymać, i do ścieżki postępowania, którą ludzie powinni kroczyć. Żyjąc w ten sposób przez całe życie, mogą przynajmniej popełniać mniej zła i uniknąć części kary. Im więcej ludzie mają doświadczenia życiowego i spostrzeżeń na temat życia, tym właściwiej mogą pochodzić do swoich perspektyw i swojej przyszłości i tym bardziej są w stanie pozwalać sprawom toczyć się ich naturalnym biegiem, przyjmując wszystko takim, jak się wydarza, zamiast na siłę i umyślnie próbować kontrolować to wszystko. Na przykład, co do widoków na przyszłość i małżeństwa swoich dzieci albo co do sposobu, w jaki ich dzieci traktują osoby starsze, rodzice pozwalają sprawom toczyć się ich naturalnym biegiem i prawidłowo do tych spraw podchodzą, zamiast usiłować tym wszystkim manipulować za pomocą sztucznych środków lub skrajnych sposobów zachowania. Gdy zatem ktoś ma takie spostrzeżenia na temat życia, może do pewnego stopnia stosować się do ustaleń Niebios i ustaleń losu oraz robić mniej głupich rzeczy albo nie robić ich wcale.
Należy mieć wiele spostrzeżeń na temat życia. Oprócz tych, które właśnie omówiliśmy, jakie inne spostrzeżenia poczyniliście? (Narodziny, starość, choroby i śmierć też są poza kontrolą ludzi). Tak, narodziny, starość, choroby i śmierć są poza kontrolą ludzi. Widzisz, niektórzy cieszą się doskonałym zdrowiem, ale mogą się przeziębić i po kilku dniach umrzeć. Tymczasem inni są chorowici i przez cały okrągły rok biorą jakieś leki, ale dożywają osiemdziesiątki, a nawet jeszcze dłużej żyją. To, kiedy człowiek umrze, też jest poza jego kontrolą; nie jest to coś, o czym można samemu zdecydować. Jakie są jeszcze spostrzeżenia na temat życia? (Romantyczna miłość i małżeństwo też są poza kontrolą człowieka). W danym czasie ludzie nie są w stanie przejrzeć wielu rzeczy na wylot, ale gdy osiągają określony wiek, będą mieli pewne spostrzeżenia. Na przykład, wielu rzeczy ludzie nie potrafią wytwarzać; nie zmieniają się one zgodnie z ludzką wolą i ludzka wola o nich nie decyduje. Powiedzcie Mi: jeśli ktoś potrafi rozmyślać nad tymi pytaniami i ma takie spostrzeżenia na temat życia, to czy w jego sercu nie zagości pokaźne światło, gdy usłyszy on słowa Boże? (Tak będzie). Jeśli znajdzie odpowiedzi w słowach Bożych, czy wtedy będzie w stanie je przyjąć? Czy uzna prawdziwość słów Bożych? (Uzna). Doświadczywszy niektórych etapów życia, ludzie mający sumienie i rozum poczynią pewne spostrzeżenia na temat życia. Najbardziej spośród nich podstawowym jest wiara w los i wiara w to, że Bóg istnieje. Na tej podstawie, gdy przychodzą oni przed oblicze Boga, słowa Boże dają im odpowiedzi oraz wskazują ścieżkę, potwierdzając ich spostrzeżenia poczynione w trakcie doświadczania życia i udzielając im konkretnych odpowiedzi. Oznacza to, że słowa Boże stanowią doskonałe uzupełnienie zawierające konkretne szczegóły, których oni nie zdołali sobie uświadomić w procesie doświadczania życia, i oznacza to, że słowa Boże pomagają im lepiej zrozumieć i mocniej uwierzyć, że Bóg istnieje i że bez żadnych wątpliwości to Bóg sprawuje suwerenną władzę nad losami ludzi. W pierwszej kolejności mają oni ten fundament oraz uzyskali już takie odpowiedzi w procesie doświadczania życia. Gdy przychodzą przed oblicze Boga i dzięki Jego słowom rozumieją prawdę, słowa Boże sprawiają, że jeszcze mocniej wierzą oni w istnienie Boga i w to, że On sprawuje suwerenną władzę nad losami ludzi. Mówiąc inaczej, słowa Boże dają im potwierdzenie tego, że ich spostrzeżenia są słuszne i trafne. Dlatego na podstawie poczynionych spostrzeżeń na temat życia wierzą oni jeszcze mocniej, że Bóg naprawdę istnieje i że choć nie można Go ujrzeć ani dotknąć, to Jego istnienie jest niezaprzeczalne. W rzeczywistości mieli już tego świadomość i czuli to, zanim stanęli przed obliczem Boga. Gdy słowa Boże dają im potwierdzenie, ich wiara w naturalny sposób wzrasta; zamiast spotęgowanych wątpliwości mają teraz większą wiarę w Boga i mocniej wierzą w Jego istnienie. W rezultacie mniejszą trudność niż innymi ludziom sprawia im przyjęcie słów Bożych. Podobnie było z Hiobem – jakie poczynił on spostrzeżenie na temat życia? „Jahwe dał, i Jahwe zabrał; błogosławione niech będzie imię Jahwe” (Hi 1:21). Hiob już to czuł, zanim Bóg poddał go próbie i zanim stanął z nim twarzą w twarz. Dlatego gdy Bóg poddał go próbie, Hiob jeszcze mocniej wierzył w swoim sercu, że właśnie Bóg to czyni i że nie może być inaczej. Innymi słowy, gdy Bóg poddał go próbie, Hiob nie zaczynał od zera poznawać Boga, wchodzić w styczność z Jego czynami i poznawać je oraz poznawać Jego suwerenną władzę; Hiob już wtedy rozumiał i pojmował czyny Boga i Jego suwerenną władzę. Na tej podstawie zyskał potwierdzenie, że jego wiedza i spostrzeżenia są słuszne oraz że Bóg rzeczywiście działa w taki sposób. Co do ludzi posiadających sumienie i rozum – gdy stają oni przed obliczem Boga, poczyniwszy spostrzeżenia na temat życia, nie mają prawie żadnych trudności z przyjęciem słów Bożych. Potrafią wierzyć jeszcze mocniej, że słowa Boże są słuszne. Chodzi o to, że w ich spostrzeżeniach na temat życia brakuje wielu szczegółów i to sprawia, że wierzą oni jeszcze mocniej i zyskują potwierdzenie słuszności swojej wiedzy, dzięki czemu nie żywią żadnych wątpliwości co do Boga. Skoro nie mają żadnych wątpliwości co do Boga i mocno wierzą w Jego istnienie, czy trudno jest im przyjąć suwerenną władzę Boga i Jego słowa? Czy jest im łatwiej w porównaniu z tymi, którzy nie wierzą w istnienie Boga, nie uznają Jego istnienia lub je kwestionują? (Tak). Nawet jeśli ich skażone skłonności stanowią przeszkodę, to przynajmniej ich stosunek do słów Bożych i do prawdy opiera się na fundamencie ich silnej wiary, pozbawionej wszelkich wątpliwości, w to, że Bóg jest Najwyższym Władcą ludzkości. Oznacza to, że gdy Bóg poddaje ich próbom lub ich karci i osądza, po pierwsze, przynajmniej nie zaprzeczają istnieniu Boga; po drugie, nie kwestionują Jego suwerennej władzy; i po trzecie, nie odrzucają Jego suwerennej władzy. Zamiast tego skupiają się po prostu na wyzbyciu się skażonych skłonności. Ten stan różni się od stanu, w jakim znajdują się ludzie, którzy w ogóle nie wierzą, że Bóg istnieje, lub są do Boga sceptycznie nastawieni. Co do tych, którzy w ogóle nie wierzą w istnienie Boga – gdy spadają na nich Boży sąd i Boże karcenie lub gdy Bóg stawia ich w różnych sytuacjach, by ich zdyscyplinować, są oni przede wszystkim oporni względem Boga. Zaprzeczają Jego istnieniu, mówiąc: „Tego nie czyni bóg; bóg nigdy by tak nie postąpił!” albo „Gdzie jest bóg? To są czyny ludzi!”. Ich zachowanie i wypowiedzi są typowe dla niedowiarków. Tymczasem ci, którzy są sceptyczni co do Boga, stale się zastanawiają: „Czy to czyni Bóg? Po prostu nie wierzę, że Bóg tak by postąpił. Bóg kocha ludzi i troszczy się o nich; czy sprawowałby w ten sposób swoją suwerenną władzę? Nie wydaje mi się. W każdym razie nie chcę tego przyjąć; jeśli coś kłóci się z moimi pojęciami, nie przyjmuję tego!”. Widzisz, te dwa rodzaje ludzi różnią się pod kątem swojego nastawienia do Bożego karcenia, Bożego sądu, Bożej dyscypliny i Bożych prób. Co do ludzi, których człowieczeństwo charakteryzuje się cechami sumienia i rozumu i którzy prawdziwie wierzą w istnienie Boga – gdy Bóg stawia ich w różnych sytuacjach, by poddać ich próbie, oni przede wszystkim podchodzą do tych sytuacji z perspektywy stworzonej ludzkości. Traktują Stwórcę i Boga w postawą podporządkowania się w swoich sercach. Ich postawa nie polega na kwestionowaniu, odrzucaniu i zaprzeczaniu; wierzą oni, że: „Czyni to Bóg; podlega to Jego suwerennej władzy”. Choć mogą wytworzyć w sobie buntowniczość i pojęcia oraz mogą próbować się wykłócać, to przynajmniej ich postawa względem sytuacji, w jaki są postawieni, jest następująca: „Czyni to Bóg; On sprawuje suwerenną władzę nad wszystkim”. Co więcej, przynajmniej nie będą wątpić w istnienie Boga; jest to coś, co po prostu się nie wydarzy. Dlatego bez względu na to, jak Bóg nad nimi pracuje, ich postawa wobec Niego jest postawą stworzonej istoty ludzkiej wobec Boga, nie zaś wobec zwykłego człowieka. Czy postawa wobec Boga przejawiana przez ludzi mających sumienie i rozum nie różni się od postawy wobec Boga, którą widać u niedowiarków i ludzi w Niego wątpiących? (Różni się).
Niedowiarkowie traktują Boga tak, jakby był utkany z powietrza, a nawet traktują Go jak zwykłego człowieka, będącego na równi z nimi. Ci, którzy wątpią w Boga, mają puste i niejasne wyobrażenia na Jego temat, gdy nic im się nie przytrafia; gdy napotykają problemy, żywią wszelkiego rodzaju podejrzenia, wątpliwości, a nawet wykazują sceptycyzm względem Boga. Tymczasem ci, którzy mają sumienie i rozum, są pewni w swoich sercach, że Bóg istnieje, i mają pewność co do Jego tożsamości i istoty, więc bez względu na to, jaką buntowniczość lub jakie pojęcia względem Boga sobie wyrabiają, przynajmniej traktują Go z nastawieniem właściwym dla istoty stworzonej wobec Stwórcy. Czy duża jest różnica między tym rodzajem ludzi a dwoma poprzednimi rodzajami? (Tak). Oni nie będą sceptyczni względem Boga i nie będą go traktować jak zwyczajnego człowieka. Dlaczego mówimy o tej różnicy? Dlatego, że w przypadku kogoś posiadającego człowieczeństwa nie ma znaczenia, jakie skażone skłonności przejawia i czy wyrabia sobie pojęcia lub buntowniczość względem Boga – wszystko to mieści się w zakresie sumienia i rozumu właściwych jego człowieczeństwu. Po pierwsze, taki ktoś nie będzie przeklinał Boga; po drugie, nie będzie osądzał Boga ani bluźnił przeciwko niemu; i po trzecie, nie będzie sprzeciwiał się dziełu, jakiego Bóg na nim dokonuje. Co najwyżej może próbować się wykłócać lub nie chcieć pogodzić się z daną sytuacją lub nie chcieć przyjąć takiego dzieła Bożego. Ale przynajmniej traktuje Boga jak Boga i nawet jeśli przejawia jakąś buntowniczość, te przejawy są ograniczone do zakresu sumienia i rozumu. Tymczasem ludzie, którzy negują Boga, nie mają świadomości tego, czy Bóg istnieje, gdy nie stoją w obliczu żadnych sytuacji. Gdy jednak napotykają jakąś sytuację, są przekonani, że Bóg uczynił coś, co jest dla nich niekorzystne – być może ich dyscyplinuje lub czegoś ich pozbawia, przez co tracą osobiste korzyści – i będą oni wtedy bez skrupułów osądzać Boga, przeklinać Go i bluźnić przeciwko Niemu w swoich sercach, nie mając w nich żadnej bojaźni Bożej. Pod względem swojego stosunku do Boga różnią się oni od ludzi mających sumienie i rozum. Ośmielają się przeklinać Boga i nie jest to jedynie przejaw buntowniczości; oni przeklinają Boga bez żadnych zahamowań ani skrupułów. Dlaczego nie mają zahamowań ani skrupułów? Bo nie są ludźmi i brakuje im sumienia i rozumu; traktują Boga tak, jakby był najzwyczajniejszym człowiekiem pod słońcem. A jeśli słowa Boga odnoszą się do ich problemów, traktują Go jak wroga, myśląc: „Jeśli twoje słowa będą mi nieprzychylne, zezłoszczę się i odpłacę ci! Jeśli tylko twoje słowa i działania nie będą mnie dotyczyć, nie będę się z tobą wadził. Jeśli zdarzy się coś, co zaszkodzi moim interesom, lub jeśli będzie mi grozić aresztowanie, wtedy w jednej chwili wyprę się boga i go odrzucę!”. Będą też mówić sobie w duchu: „Wiara w boga jest bezsensowna – musimy nawet znosić prześladowania i ucisk. Jeśli o mnie chodzi, nie zamierzam znosić tych trudów!”. Widzisz, przez cały czas skrycie myślą o porzuceniu wiary w Boga i opuszczeniu Go. Gdy dzieje się coś, co nie jest po ich myśli, mają takie myśli i chcą zdystansować się od Boga. Jest to najbardziej typowy stan, w jakim znajdują się diabły i niedowiarkowie. Gdy tylko napotykają coś, co jest dla nich niekorzystne, chcą wyprzeć się Boga, przestać w Niego wierzyć, odrzucić Jego imię i wziąć nogi za pas. Nie tylko porzucają imię Boże, ale również narzekają, że Bóg nie potrafi ich chronić ani strzec ich interesów. Niektórzy wręcz mówią: „Czy Bóg rzeczywiście istnieje? Czy naprawdę jest w stanie sprawować suwerenną władzę nad wszystkim?”. Inni zaś mówią: „Służenie Bogu nie jest łatwe; bycie blisko króla jest równie niebezpieczne jak leżenie obok tygrysa!”. Widzisz, ośmielają się wypowiadać oburzająco buntownicze słowa. Jeśli rzeczywiście traktujesz Boga jak Boga i naprawdę wierzysz, że istnieje Bóg, patrząc z perspektywy sumienia i rozumu normalnego człowieka, to czy osądzałbyś Boga i bluźnił przeciwko Niemu w taki sposób, napotykając coś, co nie jest dla ciebie korzystne? Nie zrobiłbyś tego, bo twoje sumienie by ci po prostu na to nie pozwoliło i dlatego nie miałbyś w ogóle takich myśli. Czy więc mimo to mówiłbyś takie rzeczy? Nigdy by ci one nie przeszły przez usta. Gdy te diabły i ci niedowiarkowie napotkają coś, co jest dla nich niekorzystne, będą przeklinać Boga i bluźnić przeciwko Niemu, a na koniec porzucą Go i przestaną wierzyć. Są też ludzie, którzy widząc, że coś idzie nie po ich myśli, protestują, ogłaszając strajk, porzucają swoją pracę i odmawiają wykonywania swoich obowiązków. Był raz jeden niedowiarek, który dopuścił się zła i spowodował poważne straty w domu Bożym. Został zwolniony i gdy zdecydowano o jego przeniesieniu do zwykłego kościoła, odmówił w taki oto sposób: „Jeśli mnie przeniesiecie do zwykłego kościoła, przestanę jeść. Umrę tu, gdzie stoję!”. Niektórzy bracia i siostra go potem przycięli i z nim rozmawiali. Powiedziałem: „Czyż nie jesteś głupcem, zniżając się do poziomu kogoś takiego? To diabeł pokazujący swoje prawdziwe oblicze, czemu więc traktujesz go tak poważnie?”. Gdyby był istotą ludzką, czy byłby zdolny do czegoś takiego? Komu się przeciwstawia? Pomijając fakt, że popełnił tyle zła i spowodował tak poważne straty w domu Boży – w którym to przypadku jest całkowicie uzasadnione i właściwe, by dom Boży się nim zajął – to przecież nawet gdyby nie dopuścił się żadnego zła, czy jego zwolnienie przez dom Boży też nie byłoby właściwe, biorąc pod uwagę, że był niezdolny do wykonywania pracy? Jest to postępowanie zgodne z zasadami, jaki więc bezwstydny wybieg chciał on zastosować? Uciekając się do takiego bezwstydnego chwytu, został zdemaskowany i tym bardziej należało go odesłać. Może sobie iść, dokąd chce; kościół musi po prostu skreślić jego nazwisko i na tym koniec. To jest diabeł, czemu więc traktujesz go tak poważnie? Traktowanie go poważnie to idiotyzm; czy jesteś w stanie przemówić diabłu do rozumu? Ten niedowiarek nie ma sumienia ani rozumu, dopuszcza się wszelkiego rodzaju ohydnych rzeczy i ucieka się do bezwstydnych chwytów, sądząc, że w rezultacie dom Boży nie będzie w stanie zareagować. Z kimś takim łatwo sobie poradzić; wystarczy go odesłać i na tym koniec – co z oczu, to z serca. Czy traktowanie niedowiarka, który jest diabłem, jak normalnego człowieka to nie głupota? Diabeł w najmniejszym choćby stopniu nie przyjmuje prawdy i bez względu na to, jak wygląda jego wiara, nie zyska on prawdy. Jeśli omawiasz z nim prawdę, czyż nie jest to daremny trud? Chcesz, żeby został oczyszczony i zbawiony? To niemożliwe. To po prostu diabeł pokazujący swoje prawdziwe oblicze i należy go usunąć. W taki właśnie sposób należy obchodzić się z niedowiarkami.
Ci nierozgarnięci ludzie należący do kategorii zwierząt z całego serca nie uznają Boga i nie traktują Go jak Boga, a także nie okazują szacunku ciału Boga ani nie boją się Boga w niebie; dla nich liczy się tylko osobisty profit. Jeśli dziś otrzymują błogosławieństwa, które przynoszą im korzyści, mówią: „Bóg jest dobry, bóg jest wspaniały, bóg jest sprawiedliwy, bóg jest szlachetny!”. Jeśli jednak któregoś dnia Bóg odbierze im ich korzyści i sprawi, że będą cierpieć, wyprą się Go i zdradzą, mówiąc wręcz: „Niekonieczne jest to prawdą, że bóg jest w całości dobry; już nie wierzę w boga!”. Jeśli dom Boży rozdziela jakieś korzyści i pozwala im zyskać coś za darmo, są zadowoleni i mówią: „Bóg tak bardzo kocha ludzi, bóg jest tak bardzo godny miłości! W swoim sercu wychwalam boga!”. Opanowuje ich takie szczęście, że skaczą z radości, i bywa nawet, że w środku nocy wybudzają się ze swoich snów ze śmiechem. Jeśli się im mówi, że to coś nie jest już za darmo, od razu zmieniają śpiewkę i popadają w niezadowolenie. Nie mówią już, że Bóg jest godny miłości i że troszczy się o ludzi, a zamiast tego wydają osąd, mówiąc, że dom Boży jest zbyt skąpy i nie okazuje miłości; ich sposób zachowania zmienia się tak szybko. Czy tacy ludzie mają sumienie i racjonalność? (Nie). Ludzie bez sumienia i rozumu nie mają poczucia wstydu. Gdy czerpią z czegoś korzyści, mówią, że Bóg jest dobry; gdy nie są w stanie na czymś skorzystać, zmieniają śpiewkę i mówią: „Bóg nie jest dobry, nie ma boga”. Naprawdę są zdolni coś takiego powiedzieć. Sami sobie przeczą, jak gdyby mieli rozdwojenie jaźni; to oni mówią, że Bóg jest dobry, i to także oni mówią, że Bóg nie jest dobry. Na czym opierają się ich słowa? Na tym, czy mogą coś zyskać; jeśli nie, to mówią, że Bóg nie jest dobry – oni naprawdę są w stanie coś takiego powiedzieć. Jeśli ktoś mający sumienie i rozum mówi coś takiego, na ogół czuje się winny: „Och, nie mam sumienia. To, co właśnie powiedziałem, było niewłaściwe. Nie mogę już więcej mówić takich rzeczy. Gdy już coś powiesz, nie da się tego cofnąć; te słowa obnażyły moje człowieczeństwo”. Następnie zastanowią się nad sobą i poznają samych siebie. Ludzie, którzy w poprzednim wcieleniu byli zwierzętami, nie zastanowią się nad sobą i poznają samych siebie. Sądzą, że są usprawiedliwieni bez względu na to, co mówią; jedno mówią, gdy są zadowoleni, a drugie, gdy są niezadowoleni. Nie mają żadnego poczucia wstydu, żadnej prawości ani godności, i nie dbają o to, jak inni ich postrzegają. Czy zatem mają naprawdę Boga w swoich sercach? Prawidłowa odpowiedź brzmi: nie. Obiektywnie mówiąc, gdy Go potrzebują, mówią, że istnieje Bóg, że Bóg jest z nimi, że obdarza ich łaską i im pomaga, że nad nimi czuwa i ich chroni. Gdy jednak Bóg gani ich i dyscyplinuje, sprawiając, że tracą twarz i czują się pohańbieni, a przy tym czują, że to, co Bóg czyni, jest dla nich niekorzystne, to mówią, że Bóg nie jest dobry i zaczynają mieć do Niego sceptyczne nastawienie. Powiedzcie Mi: jakie sumienie i jaki rozum mają tacy ludzie? Traktują Boga tak samo, jak traktują ludzi, nie trzymając się w ogóle żadnych granic sumienia. Mają wręcz czelność wadzić się i wykłócać z Bogiem oraz obrzuć Go inwektywami bez najmniejszego lęku czy strachu przed Bogiem. Później tego żałują: „Och, zawiodłem Boga!”. Jednak gdy ponownie coś takiego ich spotka, robią dokładnie to samo. Nigdy nie będą mieli w swoich sercach prawdziwej bojaźni Bożej. Tymczasem ktoś, kto prawdziwie ma sumienie i rozum, ma też w swoim sercu stałe miejsce dla Boga i to stałe miejsce sprawia, że są oni wobec Boga bardziej szczerzy, gorliwi i pełni szacunku niż wobec kogokolwiek innego. Ta szczerość, gorliwość i szacunek składają się na ich nastawienie do Boga wskutek oddziaływania podstawowego sumienia i rozumu, które oni mają. Dlatego nigdy nie przekroczą tej granicy, bez względu na to, czy są słabi lub zniechęceni albo ponieśli porażkę bądź zostali zdyscyplinowani. Niezależnie od tego, jak wielkie trudności napotykają lub jak bardzo cierpią, nie przekroczą tej granicy, bo są prawdziwymi istotami ludzkimi. Wierzą, że Bóg istnieje i sprawuje suwerenną władzę nad losami ludzi, więc nie przekroczą granicy sumienia, by popełnić wykroczenie przeciwko Bogu, ani nie będą umyślnie przeklinać Boga, sprzeciwiać się Mu i buntować przeciwko Niemu, mając świadomość, że to czynią. To, iż się powstrzymują od takiego umyślnego postępowania, oznacza, że są trzymani w ryzach przez swoje sumienie i swój rozum. Oczywiście pod wpływem swojego sumienia i rozumu mogą też robić rzeczy, które ktoś posiadający zwykłe człowieczeństwo powinien robić. Na przykład, bez względu na to, jakie dzieło lub słowa Boga kłócą się z ich pojęciami, nie będą z rozmysłem wydawać sądów ani czynić uwag. Potrafią te sprawy potraktować prawidłowo lub szukać prawdy, by wyzbyć się pojęć; w swojej podświadomości trzymają się podstawowej granicy. Ponieważ wierzą, że Bóg istnieje, będą mieć te refleksje wskutek oddziaływania swojego sumienia i rozumu. Po namyśle przyjmą podstawowe nastawienie i będą trzymać się podstawowych zasad w odniesieniu do tego, jak traktują Boga. Jedynie na bazie tych podstawowych zasad ludzie są w stanie utrzymać swoją relację z Bogiem w trybie relacji między istotami stworzonymi a Stwórcą, utrzymując taką prawidłową, normalną i właściwą relację. Dopiero gdy taka relacja istnieje, ludzie są w stanie normalnie przyjmować słowa Boże, podporządkować się im i normalnie je praktykować. Powiedzcie Mi: czy przyjąć słowa Boże są w stanie ludzie, którzy często przeklinają Boga, chcą przestać w Niego wierzyć w okamgnieniu, narzekają na Niego i tak po prostu Go nienawidzą? Czy potrafi praktykować słowa Boże? (Nie). Swoim nastawieniem do Boga ci ludzie nie różnią niczym od diabłów. Skoro diabły mają takie nastawienie do Boga, czy są w stanie traktować słowa Boże jako prawdę? Nigdy. Jedynie stworzone istoty ludzkie są w stanie traktować słowa Boże jako prawdę. Jedynie traktując słowa Boże jako prawdę, ludzie mogą chcieć je przyjąć, a następnie jeszcze bardziej się im podporządkować, praktykować je i wkraczać w słowa Boże, aby na koniec dostąpić oczyszczenia i zbawienia.
Ktoś, czyje człowieczeństwo charakteryzuje się cechami sumienia i rozumu, przestrzega podstawowej zasady w tym, jak traktuje Boga, czyli jego intencją jest podporządkowanie się. Bez względu na to, co mu się przytrafia, w żadnym razie nie będzie arbitralnie wydawał sądów, lecz będzie modlił się do Boga i szukał prawdy; to jest przejaw, jaki powinien występować u normalnego człowieka. Jeśli to, co ktoś przejawia, zgodne jest z sumieniem i rozumem właściwym zwykłemu człowieczeństwu lub jeśli sumienie i rozum kierują nim, powściągają go i kontrolują, to ten ktoś jest prawdziwą istotą ludzką i kimś, kogo Bóg zamierza zbawić. Jeśli sumienie i rozum nim nie kierują, a tym bardziej nie powściągają, i ma on zamęt w głowie; jeśli chce mieć dobre nastawienie do Boga, ale nigdy nie potrafi tego osiągnąć, nie wie, jak dokładnie powinien traktować Boga, i nie wie, jakich zasad się trzymać przed obliczem Boga, by się dobrze spisywać – jeśli nic z tych rzeczy nie wie, tylko ma zamęt w głowie i jest skołowany, postępując dobrze w otoczeniu ludzi dobrych i źle w otoczeniu ludzi złych, to jakiego rodzaju jest to człowiek? Gdy wokół niego są ludzie mający sumienie i rozum, nie dopuszcza się on żadnych złych rzeczy, lecz nie oznacza to, że posiada człowieczeństwo. Gdy wokół niego są ludzie źli, będzie robił złe rzeczy. Gdy źli ludzie przeklinają Boga, on też staje się wobec Niego sceptyczny; gdy źli ludzie wyrzekają się Boga i Go osądzają, on nie czuje odrazy, nie wykazuje się rozeznaniem i dalej mimo wszystko zadaje się ze złymi ludźmi. Nigdy nie strzeże pracy domu Bożego, Bożego świadectwa ani interesów kościoła, ale postępuje jak obserwator, nie wiedząc nawet, co jest właściwe, a co jest niewłaściwe. Taki ktoś należy do tych, którzy w poprzednim wcieleniu byli zwierzętami; w żadnym razie nie jest on istotą ludzką. Tymczasem zanim ktoś, kto ma sumienie i rozum, napotka dzieło Boże, żywi względem Niebios podstawowy szacunek, lęk i cześć, do których ludzie są w stanie dojść. Dla niego przynajmniej Niebiosa są święte, sprawiedliwe i wzniosłe. Po przyjęciu dzieła Bożego i zrozumieniu niektórych prawd, jakich posiadania Bóg wymaga od ludzi, potrafi dojść do tego, jaki rozum ludzie powinni mieć i jakim nastawieniem do Boga powinni się wykazywać, a potrafi to wskutek oddziaływania swojego sumienia i rozumu, nawet jeśli nie rozumie tak wiele prawd. Czy chodzi o tożsamość Boga, czy o rozmaite aspekty Jego ciała, taki ktoś będzie w pewnym stopniu okazywał szacunek, cześć i lęk. Nawet lepiej – na bazie zrozumienia niektórych prawd jest w stanie mieć bojaźń Bożą. Nie traktuje Boga w sposób swobodny, nonszalancki, arbitralny lub pozbawiony czci, lecz traktuje Go z wielką uwagą i ostrożnością. Jest szczególnie uważny i ostrożny w odniesieniu do dzieła Boga, Jego świadectwa, Jego imienia, Jego tożsamości i statusu, Jego datków, a także Jego słów, Jego wymagań i konkretnych instrukcji od Niego pochodzących. Wszystko to traktuje z bogobojnym sercem i nastawieniem pełnym szacunku. Nie podchodzi do tego niedbale, niczego nie pozoruje ani niczego nie robi na pokaz, lecz jest w stanie poważnie to wszystko traktować, z pokornym sercem i pokornym nastawieniem do wszystkiego, co dotyczy Boga, czy jest to widzialne, czy niewidzialne. To jest nastawienie do Boga, jakim przede wszystkim powinien wykazywać się ktoś mający sumienie i rozum. Gdy nie rozumiesz prawdy, możesz nie mieć trafnego zrozumienia słowa „Bóg”, a także nie rozumiesz tożsamości i istoty Boga ani Jego usposobienia, lecz w pewnym stopniu darzysz Niebiosa szacunkiem i się ich lękasz. Gdy zrozumiesz dzieło Boże i doświadczysz Go oraz przyjmiesz słowa Boże, w co zamienią się twoja cześć dla Boga i twój lęk przed Nim? Zamienią się w szczerość, gorliwość i bojaźń lub w przerażenie i drżenie; to jest nastawienie wobec Boga, jakie ktoś mający sumienie i rozum właściwe zwykłemu człowieczeństwu powinien w sobie rozwinąć. Jeśli ktoś wierzy w Boga od wielu lat i utrzymuje, iż wierzy, że Bóg istnieje, i swoimi słowami uznaje Jego istnienie, a mimo to nigdy wskutek oddziaływania sumienia i rozumu nie rozwinął w sobie nastawienie, jakie powinien mieć względem Boga, to łatwo można sobie wyobrazić, czego mu wewnętrznie brakuje. Jeśli jedynie brakuje mu szczerości i gorliwości wobec Boga, ale odczuwa trochę lęku i bojaźni Bożej, to można tylko powiedzieć, że ten ktoś nie jest bardzo dobry; może i jest istotą ludzką, ale nie bardzo dobrą. Być może szatańskie złe trendy w społeczeństwie zbyt ciężko skaziły go i zbyt mocno na niego wpłynęły, a może został zbyt głęboko zatruty i zrobiono mu nazbyt dotkliwie pranie mózgu. Jeśli jednak masz bojaźń Bożą, to przynajmniej jesteś wciąż istotą ludzką. Jeśli nie masz ani krztyny szczerości wobec Boga czy lęku przed Nim oraz nie masz ani krztyny bojaźni Bożej, to można powiedzieć, że nie jesteś istotą ludzką; nie jesteś godzien tego miana i nie spełniasz standardów istoty ludzkiej. Jeśli wszystko to, co dotyczy Boga, czy to widzialne, czy niewidzialne, traktujesz niedbale, nonszalancko i pobieżnie, a wręcz w sposób ordynarny i barbarzyński, to nie jesteś istotą ludzką. Jest tak dlatego, że brakuje ci nawet kontroli i hamulców sumienia i rozumu w tym, jak traktujesz Boga, co w stopniu wystarczającym ilustruje problem i co wystarczy, by móc scharakteryzować cię jako kogoś, kto nie jest istotą ludzką. Gdy nie wierzyłeś w Boga i nie przyszedłeś do domu Bożego, wybaczalne było to, że brakowało ci wyraźnego poszanowania i właściwego nastawienia względem Boga oraz że nie poddawano cię surowym osądom; ale jeśli teraz, gdy wierzysz w Boga, podążając za Nim i przyjmując zaopatrywanie Jego słów, wciąż nie potrafisz rozwinąć w sobie szczerości, gorliwości i bojaźni w stosunku do Boga oraz twoje nastawienie do Niego pozostaje ordynarne i barbarzyńskie – nie tylko pozbawione bojaźni, ale tak swobodne i nonszalanckie jak nastawienie szatana do Boga – to można jedynie powiedzieć, że ktoś taki jak ty nie ma sumienia ani rozumu. Jeśli ktoś taki wręcz traktuje Boga w ten sposób, bez zahamowań pochodzących od sumienia i rozumu, czy jest jeszcze istotą ludzką? Nie jest.
To już mniej więcej wszystko, co jest do omówienia na temat rozmaitych aspektów ludzkiego sumienia i rozumu. Bez względu na to, o których przejawach sumienia i rozumu mówimy, wszystkie one wiążą się z określonymi ludzkimi myślami, zapatrywaniami i sposobami zachowania. Żaden z tych aspektów nie jest pusty – niektóre dotyczą sposobu traktowania ludzi, wydarzeń i spraw; inne dotyczą podejścia do filozofii funkcjonowania w świecie i rozmaitych aspektów życia; jeszcze inne dotyczą tego, jak traktować prawdę i Boga. Niezależnie od tego, na którym aspekcie się skupiacie, widoczną cechą kogoś mającego sumienie i rozum jest to, że jego postępowanie i działania są powściągane i kontrolowane przez sumienie i rozum. Taki ktoś ma granice, których się trzyma w swoich działaniach – to jest jego cecha wyróżniająca. Tylko mając tę cechę, spełnia podstawowy warunek dostąpienia zbawienia. Czy rozumiecie? (Tak). Czy jest coś, czego nie rozumiecie? Co do trzech aspektów, które dziś omówiliśmy – to, że ludzie mający sumienie i rozum mają też poczucie wstydu, są w stanie zastanowić się nad życiem oraz okazują względem Boga podstawowy szacunek i lęk – czy macie poczucie, że choćby jednego z tych aspektów nie jesteście w stanie odnieść do samych siebie? Czy macie poczucie, że którykolwiek z nich jest pusty? (Nie. Czujemy, że może każdy z nich odnieść do samych siebie). W takim razie na tym zakończmy nasze dzisiejsze omówienie. Do zobaczenia!
1 czerwca 2024 roku