Jak dążyć do prawdy (11)

Suplement: Ścieżka, którą ludzie kroczą, decyduje o tym, jaki plon ostatecznie zbiorą

Jaki jest cel wiary w Boga? Czy chodzi o to, by zyskać łaskę i błogosławieństwa? O to, by żyć bez poczucia pustki i by uwolnić się od niegodnych interesów? (Nie). O co więc chodzi? (O to, by zyskać prawdę). Chodzi o to, by zyskać prawdę, zyskać życie. Czy zatem wszystko, co ludzie robią każdego dnia, jest nakierowane na ten cel? Czy czas i energia, jakie poświęcasz każdego dnia na wykonywanie swoich obowiązków, służą w całości realizacji tego celu? Ludzie wierzą w Boga, nie mając jasnego celu, którym jest zyskanie prawdy. W głębi serca nie mają jasności do co tego aspektu wizji i nie wiedzą, jaki jest cel wiary w Boga. Wygląda to tak, jakby w swoich sercach wiedzieli tylko tyle, że chodzi o zyskanie błogosławieństw – ale co należy zrobić, by zyskać błogosławieństwa? Nie wiedzą, że zyskanie błogosławieństw wymaga zrozumienia prawdy, praktykowania prawdy i dążenia do prawdy. Czy są to więc ludzie, którzy dążą do prawdy? Tego też nie są pewni. Myślą: „To nie jest poważny problem. Szczerze wierzę w Boga; Bóg mnie nie porzuci. Nawet jeśli inni mówią, że nie jestem kimś, kto dąży do prawdy, nie ma to znaczenia”. Czasem, widząc, jak inni dzielą się swoim świadectwem opartym na doświadczeniu, gdy tymczasem oni sami nie mają się czym podzielić, czują się przygnębieni, trochę zaniepokojeni i rozdrażnieni. Częściej jednak mają poczucie, że to nie jest jakiś poważny problem. I tak po prostu w mgnieniu oka mija pięć lat, mija dziesięć lat – niektórzy są teraz po trzydziestce, po czterdziestce, niektórzy po pięćdziesiątce; nie weszli w związek małżeński i cały czas wykonują swoje obowiązki. Ile prawdy zyskali aż do teraz? Czy mają życie? Oni sami nie są tego pewni. Mają takie poczucie: „Wygląda na to, że zrozumiałem sporo prawdy i potrafię wygłosić wiele kazań; powinienem mieć życie, zgadza się?”. Czy to podczas zgromadzeń, czy też napotykając problemy w ramach swoich obowiązków, potrafią rozwlekle mówić, jakby rozumieli każdą prawdę, ale nie są w stanie rozwiązać żadnych rzeczywistych problemów. Bez względu na to, jak górnolotne są doktryny, które wychodzą z ich ust, oni, wykonując swoje obowiązki, wciąż nie potrafią postępować zgodnie z prawdozasadami, a w wielu sprawach działają wręcz wedle własnej woli, ani trochę nie rozumiejąc prawdozasad. Dlatego w głębi serca są skołowani: „Czy rzeczywiście jestem kimś, kto rozumie prawdę, czy nie?”. Nie wiedzą, czy są ludźmi, którzy rozumieją prawdę. Czy zatem są ludźmi, którzy dążą do prawdy i praktykują prawdę? Oni sami nie mają co do tego pewności. Czy więc rzeczywiście zyskali prawdę, czy nie? Wciąż mają co do tego wątpliwości. Czy zatem rzeczywiście mają życie, czy nie? Zresztą, czym dokładnie jest życie? Jak się czuje ktoś, kto ma życie? Jakie zmiany nastąpią w jego codzienności, gdy ktoś ma życie? Jak zmienią się jego myśli? Jakie zmiany zajdą w jego człowieczeństwie? Oni nie mają co do tego jasności. Bez względu na to, od jak wielu lat wierzą w Boga, potrafią głosić jedynie słowa i doktryny, gdy mówią o jakimś aspekcie prawdy; ale gdy w grę wchodzą zasady praktykowania prawdy, nie potrafią ich jasno wytłumaczyć. Niektórzy ludzie, zwłaszcza po tym, jak zostaną przycięci za działania niezgodne z zasadami, nie tylko się zniechęcają, ale czują konsternację i wątpią w samych siebie, mówiąc: „Czy rzeczywiście zyskałem życie, czy nie? Czy jest miejsce dla prawdy w moim sercu i czy stała się ona moim życiem? Czy mogę jeszcze rzeczywiście dostąpić zbawienia?”. Są skołowani, jeśli chodzi o wszystkie te sprawy związane z prawdą, ale gdy idzie o sprawy zewnętrzne, które z prawdą związane nie są, pamiętają je bardzo wyraźnie. Na przykład, od ilu lat, miesięcy i dni wierzą w Boga, jakiego szczebla przywódcami lub pracownikami byli, jakie obowiązki wykonywali, ile pracy wykonali w kościele, do ilu miejsc się udali, ilu ludzi pozyskali, głosząc ewangelię, ile kościołów podlewali, ile wycierpieli, ponosząc koszty na rzecz Boga, ile pieniędzy przekazali w datkach, jakie rzeczy przekazali w darze braciom i siostrom, jak długo przesiedzieli w areszcie i więzieniu, ile razy zostali pobici, ilu torturom zostali poddani, ile razy wytrwali przy swoim świadectwie o Bogu i tak dalej – otaczają czcią pamięć o tych wszystkich sprawach zewnętrznych, często wracając do nich w myślach. Mają w głowach ewidencję tego wszystkiego, pamiętając wyraźnie każdą pojedynczą pozycję i nigdy o niej nie zapominając. Natomiast jeśli chodzi o to, ile prawd rozumieją i ile rzeczywistości posiadają, to tutaj zawsze mają rozgardiasz w zestawieniu. W swoich umysłach nigdy nie mają jasności co do tego, jakie prawdy rozumieją, jakie prawdy wcielają w życie oraz czy potrafią trzymać się prawdy i postępować zgodnie z zasadami, gdy coś im się przytrafia; co do tego wszystkiego w ich głowach panuje zamęt. Nie mają też jasności w kwestii tego, które ze swoich skażonych skłonności prawdziwie rozumieją, czy się ich wyzbyli, i które skażone skłonności często przejawiają, ale się ich nie wyzbyli; co do tego wszystkiego w ich głowach panuje zamęt. Po tylu latach wiary w Boga wciąż nie jest dla nich jasne, które prawdy potrafią wcielać w życie, a których nie wcielają w życie, oraz w których aspektach prawdy poczynili postępy i jak duże te postępy są. Co dokładnie urzeczywistniają pod względem swojego człowieczeństwa – czy posiadają sumienie i rozum oraz czy urzeczywistniają zwykłe człowieczeństwo – co do tego wszystkiego w ich głowach panuje zamęt. Ile spośród swoich obowiązków wykonywali szczerze i lojalnie, ile obowiązków wykonywali z umyślną niedbałością, ile obowiązków wykonywali w sposób spełniający standardy, a ile w sposób wciąż niespełniający standardów, w ramach których obowiązków potrafili postępować zgodnie z zasadami, czyli w taki sposób, że wykonywanie przez nich tych obowiązków zadowala Boga i jest zgodne z Jego intencjami, a w ramach których obowiązków nie pojęli jeszcze prawdozasad i nie udało im się zadowolić Boga – co do tego wszystkiego w ich głowach panuje zamęt. W których dokładnie aspektach są w stanie spełnić wymagania Boga i się Mu podporządkować, w jakim stopniu podporządkowali się Bogu, w których aspektach wciąż nie potrafią się Mu podporządkować, co powoduje tę ich niemożność i jak powinni wkroczyć na drogę wiodącą naprzód – co do tych wszystkich spraw nie mają oni żadnych planów ani przemyśleń i tym bardziej, rzecz jasna, nie widzą przed sobą wyraźnej ścieżki. Wierzą w Boga od tak wielu lat, ale nie wiedzą, ile rzeczy zrobili, by strzec interesów domu Bożego, ani jak dużo dobrych uczynków przyszykowali; nie wiedzą, ile zła się dopuścili ani ile zrobili rzeczy, które doprowadziły do zakłóceń i niepokojów – gdy sięgają pamięcią wstecz, wydaje im się, że zrobili niektóre z tych rzeczy, ale nie wiedzą, czy okazali skruchę po dopuszczeniu się zła. Choć czasem potrafią uzmysłowić sobie, że uczynili zło, i to ich rozstraja, choć pomodlili się do Boga i wyznali swoje grzechy, to czy otrzymali od Boga przebaczenie? Czy w głębi serca coś ich oskarża? Tego też nie wiedzą. Myślą sobie: „Kogo obchodzi, czy czuję się oskarżany, czy nie? W każdym razie żyję sobie teraz jak pączek w maśle; cały czas wykonuję swoje obowiązki”. Ile zatem dobrych uczynków spełnili, wykonując swoje obowiązki? Też nie za bardzo wiedzą, ale mają poczucie, że tych dobrych uczynków było sporo – ostatnio głosili ewangelię i pozyskali dwie osoby. Mają na swoim koncie tę niewielką liczbę dobrych uczynków, ale w tym, co robią, nie trzymają się żadnych zasad, a nawet kierują się własną wolą i postępują w sposób arbitralny i lekkomyślny – czy to się liczy jako złe uczynki? Co do tego też nie mają jasności. Uważają, że skoro kościół się z nimi nie rozprawił, a przywódcy ich nie przycięli ani nie pociągnęli do odpowiedzialności w związku z tymi sprawami, to nie są to złe uczynki; gdyby zostali pociągnięci do odpowiedzialności, być może to byłyby złe uczynki. Nie wiedzą, ile dobrych uczynków przyszykowali. Czy rzeczy, obecnie robią, to dobre uczynki, czy złe uczynki, ile spośród nich to dobre uczynki, ile spośród nich to złe uczynki, ile z nich pozostaje w zgodzie z prawdozasadami, ile jest sprzeczne z ustaleniami dotyczącymi pracy i z prawdozasadami – oni tego w ogóle nie wiedzą. Nigdy nie robili sobie żadnego zestawienia w tych kwestiach. W każdym razie codziennie jedzą i śpią o właściwej porze, wstają o ustalonym czasie na ćwiczenia duchowe lub do pracy oraz utrzymują ten sam stan, pracując, i wykonują w trakcie pracy te same kroki co poprzedniego dnia, robiąc to, co zawsze robili. Nigdy konkretnie ani systematycznie nie poznali ani nie podsumowali spraw dotyczących dążenia do prawdy i wkraczania w prawdorzeczywistość lub wyzbywania się skażonych skłonności i zyskiwania życia. Dlatego wszystko, co dotyczy dążenia do prawdy czy wejścia w życie, jest dla nich mętne. Powiedzcie Mi: jeśli ktoś żyje w ten sposób każdego dnia, w takim znajdując się stanie, czy nie ma zamętu w głowie? (Ma). „Zamęt” to literacki sposób ujęcia tej kwestii; mówiąc potocznie, oznacza to dryfowanie pozbawione celu. Czy życie, egzystowanie, w takim stanie jest dobre, czy nie? (Nie jest dobre). Wydawałoby się, że w tym, jak ci ludzie się zachowują i co przejawiają, nie ma ewidentnego sprzeciwu wobec Boga, ale jeśli chodzi o kwestie dążenia do prawdy i wejścia w życie, są skołowani i nie traktują tych spraw poważnie. Ten właśnie stan jest dokładnie tym, co nazywamy zamętem w głowie. To jasno wskazuje na problem takich ludzi i wyraźnie obnaża ścieżkę, którą kroczą w swojej wierze w Boga.

Gdy idzie o kwestie dążenia do prawdy i wejścia w życie w ramach wiary w Boga, to bez względu na postawę danej osoby, jej subiektywne życzenia czy występujące u niej przejawy, w oczach Boga stan, w jakim ta osoba się znajduje, wskazuje, jaką ścieżką ona kroczy. Niektórzy ludzie, od momentu gdy zaczynają wierzyć w Boga, nie miłują prawdy i bez względu na to, jak prawda jest omawiana, nie przyjmują jej. Ścieżka, którą kroczą, wiedzie prosto ku śmierci i piekłu. Niektórzy ludzie, gdy zaczynają wierzyć w Boga, nie rozumieją Bożych wymagań i dążą jedynie do zyskania błogosławieństw i wejścia do królestwa niebieskiego. Jednak nieustannie jedząc i pijąc słowa Boże, dochodzą do zrozumienia prawdy i są w stanie do niej dążyć, a także potrafią znosić trudy i płacić cenę po to, aby zyskać prawdę. Ostatecznie można dostrzec, że ścieżka, którą kroczą, wiedzie do światła i do królestwa niebieskiego. Jeśli chodzi o wejście w życie, większość ludzi podobnie nie ma jasnych celów i znajduje się w stanie dezorientacji. Jednak sądząc po przejawach występujących u tych ludzi, niektórzy w ogóle nie przyjmują prawdy, są notorycznie niedbali w wykonywaniu swoich obowiązków i po wielu latach wiary w Boga wciąż nie zmieniają się nawet w najmniejszym stopniu – ścieżka, którą kroczą, wiedzie do zniszczenia i piekła. Z drugiej strony, niektórzy ludzie są w stanie przyjąć prawdę, potrafią przyjąć przycinanie w ramach swoich obowiązków, w jakimś stopniu autentycznie się podporządkowują i stopniowo dochodzą do takiego wykonywania obowiązków, które spełnia standardy – ścieżka, którą kroczą, wiedzie do światła i królestwa niebieskiego. Ci, którzy wcale nie przyjmują prawdy – czyli ci, którzy kroczą ścieżką wiodącą prosto ku zniszczeniu – w ramach swoich obowiązków bez przerwy czynią zło oraz często dopuszczają się uczynków, które są wbrew prawdzie i budzą w Bogu odrazę, zaburzając życie kościoła i jego pracę. U tych ludzi występują pewne „szczególne” przejawy. Znaczy to, że od momentu, kiedy zaczęli wierzyć w Boga, aż do teraz nigdy nie okazali skruchy, a wykonując swoje obowiązki, często są niedbali, przebiegli i obijają się, wybierają łatwe zadania, a unikają trudnych, a także nie strzegą interesów domu Bożego; są wyjątkowo samolubni i godni pogardy oraz dbają tylko o to, żeby im było dobrze. Jest to również cecha tych ludzi. Są też ludzie, którzy w złu posuwają się jeszcze dalej – wykonując swoje obowiązki, są poza wszelką kontrolą, dopuszczając się hultajstw oraz działając arbitralnie i lekkomyślnie, nigdy nie praktykując ani nie wdrażając pracy zgodnie z dotyczącymi jej ustaleniami. Są też ludzie, którzy w ramach swoich obowiązków często rywalizują o status, wywyższają się i dają świadectwo o sobie oraz przyciągają ludzi do siebie, by ustanowić własne niezależne królestwo. Są też i tacy, którzy wykonując swoje obowiązki, kradną i marnotrawią datki oraz zaprzedają interesy domu Bożego. Czy te przejawy są pozytywne, czy negatywne? (Negatywne). Takie przejawy występują u tych ludzi od momentu, gdy zaczęli wierzyć w Boga. Dom Boży cały czas daje im szanse – niektórym, mającym jakiś potencjał, powierzane są obowiązki kierownicze, ale ponieważ słabo sobie radzą, po jakimś czasie powierza się im jakiś jeden prosty obowiązek; jednak oni nawet wtedy nadal są niedbali, sieją chaos, dopuszczając się hultajstw, postępują arbitralnie i lekkomyślnie, doprowadzają do zakłóceń i zaburzeń, a niektórzy wręcz rywalizują o status i władzę, nie strzegąc interesów domu Bożego. Gdy mają ku temu sposobność, kradną nawet i marnotrawią datki. Bez względu na to, ile lat wierzą w Boga, te występujące u nich przejawy w ogóle nie straciły na sile, a oni sami nie zmienili się ani na jotę. Co można na koniec powiedzieć, patrząc na nich? To mianowicie, że wykonując swoje obowiązki, ci ludzie wykazują się notorycznym niedbalstwem, są przebiegli i się obijają, wybierają łatwe zadania, a unikają trudnych, a nawet pławią się w cielesnych wygodach i postępują nieodpowiedzialnie. Te przejawy nie są sporadyczne czy tymczasowe, ale nagminne – to oznacza, że ci ludzie stanowią problem. Wykonując swoje obowiązki, wykazują się notorycznym niedbalstwem, są poza wszelką kontrolą, dopuszczając się hultajstw, doprowadzają do zakłóceń i zaburzeń i bez względu na to, kto z nimi rozmawia, nie zmieniają się. Bez względu na to, ilu kazań wysłuchają, nigdy nie okazują skruchy ani nie czują w sercu wyrzutów sumienia. Są też ci, którzy notorycznie rywalizują o status, notorycznie zaprzedają interesy domu Bożego i nigdy ich nie strzegą. Czy słowo „notorycznie” można łatwo zrozumieć? Bez względu na to, kto wykonując swoje obowiązki, postępuje niedbale, arbitralnie i lekkomyślnie lub wykazuje się złymi przejawami, dom Boży zawsze daje mu dużo okazji do okazania skruchy. Nigdy nie jest tak, że taki ktoś zostaje odesłany lub zabrania mu się wykonywania obowiązków tylko ze względu na tymczasowo występujące u niego przejawy. Tacy ludzie są raz po raz napominani, raz po raz omawia się z nimi prawdę, udziela się im pomocy i wsparcia z miłością. Ponadto Duch Święty porusza ich, oświeca i napomina w stopniu ponadprzeciętnym. Ludzie wykonują pracę i Duch Święty też wykonuje pracę, ale ci, o których mowa, są w głębi serca nieprzejednani i odczuwają niechęć do prawdy. Nigdy jej nie przyjmują, podobnie jak nigdy nie przyjmują pomocy, krytyki, monitorowania czy nadzoru ze strony braci i sióstr, a jeszcze bardziej nie przyjmują oświecenia i chłosty od Ducha Świętego. Bez względu na to, czy wierzą w Boga od trzech, pięciu, dziesięciu czy dwudziestu lat, pozostają tacy sami. Choć są teraz starsi i wydają się trochę bardziej dojrzali i doświadczeni, wciąż wykonują swoje obowiązki w ten sam sposób – są notorycznie niedbali i sieją chaos, robiąc złe rzeczy. Byli tacy przez te ostatnie dwadzieścia lat, w ogóle się nie zmieniając. Gdy coś mówią, z ich ust wylewają się kłamstwa i nigdy nie mówią prawdy. Są wciąż tacy nawet teraz; bez względu na to, ile słów wypowiadają, nie wiadomo, które są prawdą, a które fałszem – nie pada wśród nich ani jedno szczere słowo. Choć trochę wycierpieli, wykonując swoje obowiązki przez te dwadzieścia lat, i pozyskali jakichś ludzi, głosząc ewangelię, ich usposobienie życiowe ani trochę się nie zmieniło. Wciąż są oni wyjątkowo przebiegli i fałszywi; to po prostu stare węże, niezdolne do wypowiedzenia choćby jednego szczerego słowa. Samo to już dowodzi, że nie są oni ludźmi, którzy miłują prawdę; nawet jeśli trochę prawdy rozumieją, nie potrafią wcielić jej w życie. Jakiego rodzaju są to ludzie? Są to ludzie notorycznie niedbali, którzy notorycznie sieją chaos, robiąc złe rzeczy, oraz postępują arbitralnie i lekkomyślnie, notorycznie doprowadzają do zakłóceń i zaburzeń, rywalizują o władzę oraz notorycznie uciekają się do sztuczek, kłamstw i oszustw. Można powiedzieć, że to szczwane stare lisy – po prostu stare węże, stare cwaniaki, stare diabły, stare szatany. Mówiąc o ich działaniach, zawsze należy dodać słowo „notorycznie”. Gdy już to zrobimy, będzie to już nie kwestia osobistego uprzedzenia wobec nich, ale coś, co wynika bezpośrednio z ich własnego postępowania i zachowania. Wszyscy widzą, że taki ktoś nie zrobił tych rzeczy raz czy dwa razy – to recydywista. W jaki sposób policja w różnych krajach traktuje recydywistów? Ich kartoteki muszą być archiwizowane. Ilekroć dochodzi do jakiegoś przestępstwa, ci recydywiści są głównymi podejrzanymi, a policja z pewnością od nich zacznie swoje śledztwo i dochodzenie. Co zatem z tymi, którzy notorycznie zaniedbują swoje obowiązki w domu Bożym? Wykazują się niedbalstwem i są poza wszelką kontrolą, dopuszczając się hultajstw, a te przejawy nie wystąpiły u nich raz czy dwa razy ani w szczególnych okolicznościach. Te stany, w jakich oni się znajdują, i przejawy, jakie są w ich przypadku widoczne, świadczą o sposobie, w jaki notorycznie traktują oni swoje obowiązki. Sądząc po tym sposobie, w jaki notorycznie traktują oni swoje obowiązki, można dostrzec, jakie jest ich nastawienie do prawdy. Jakie zatem jest ich nastawienie do prawdy? (Odczuwają do niej niechęć i opór). Ludzie tego pokroju odczuwają niechęć i opór w stosunku do prawdy. Nigdy jej nie przyjmują. W głębi serca spoglądają na nią z góry i gardzą tym, co pozytywne. Bez względu na to, kto omawia z nimi prawdę, oni nie słuchają. Bez względu na to, ile dostają szans na okazanie skruchy, nie doceniają ich ani nie traktują poważnie. Robią po prostu to, co chcą, w taki sposób, jaki im się podoba. Gdy Duch Święty ich porusza, niczego nie czują i w ogóle o to nie dbają. Na napomnienia i pomoc ze strony innych reagują niechęcią i lekceważeniem, a jeśli ktoś ich przycina, wpadają w gniew, w furię, złoszczą się na niego i w głębi serca odczuwają obrzydzenie. Kościół ocenia przejawy występujące u każdej osoby na każdym etapie i ta ocena jest bardzo ważna w odniesieniu do wyniku każdej osoby. Jeśli słowo „notorycznie” jest dodawane do opisu złych uczynków danej osoby, oznacza to, że ma ona poważne kłopoty. Staje się bardzo jasne, jaką dokładnie ścieżką kroczą tacy ludzie. Jaką zatem ścieżką kroczą? Czy jest to ścieżka wiodąca do zniszczenia, czy ścieżka wiodąca do zbawienia? (To ścieżka wiodąca do zniszczenia). Skąd bierze się ten rezultat? Czy jest to osądzanie tych ludzi? Czy kłóci się to z rzeczywistą sytuacją? (Nie). Czy powinni oni dostać jeszcze jakieś szanse na okazanie skruchy? (Nie). Niektórzy mówią: „Nie powinniśmy ich tak po prostu całkowicie skreślać – być może któregoś dnia okażą skruchę!”. Mieszkańcy Niniwy dopuścili się rozlicznym złych uczynków i wieść o tych złych uczynkach dotarła do uszu Boga. Gdy miał już ich zniszczyć, posłał Jonasza, by dostarczył wiadomość o tym, że Niniwa zostanie zniszczona za czterdzieści dni. Jak zachowali się mieszańcy Niniwy, kiedy to usłyszeli? W ciągu tych czterdziestu dni siedzieli w zgrzebnych workach i popiele, okazując Bogu skruchę. Tymczasem jeśli chodzi o tych, którzy notorycznie nie radzą sobie ze swoimi obowiązkami, to ile już czterdziestodniowych okresów dano im na okazanie skruchy? Czy ją okazali? Czy mają chęć, by ją okazać? Czy wykazują się jakąkolwiek skłonnością do skruchy? (Nie). Przez ostatnie dziesięć czy dwadzieścia lat notorycznie przejawiali to samo, a mianowicie czynili zło, czy zatem mogą się zmienić w ciągu kolejnych dziesięciu czy dwudziestu lat? Czy mogą przestać czynić zło? Być może jest to niewiadoma, ale rozmaite przejawy występujące u nich przez ostatnie dziesięć czy dwadzieścia lat wystarczająco pokazują, że wszystkie widoczne u nich zachowania i przejawy są przeciwne prawdzie, opierają się i sprzeciwiają Bogu. To dowodzi, że ich serca odczuwają niechęć do prawdy, że ich naturoistota jest nikczemna i nie ma w sobie pierwiastka miłości do prawdy oraz że nie posiadają oni człowieczeństwa, które miłuje i praktykuje prawdę. Taki jest wniosek wyciągnięty na podstawie tych przejawów z ostatnich dziesięciu czy dwudziestu lat. Skoro na chwilę obecną taki jest wniosek, to czy, sądząc po ich człowieczeństwie i ich istocie, w ciągu kolejnych dziesięciu, dwudziestu lub trzydziestu lat będą pośród nich tacy, którzy zdołają prawdziwie okazać skruchę i się zmienić? Czy na trzydziestu ludzi będzie taki jeden? Czy na pięćdziesięciu będzie taki jeden? Czy na stu będzie taki jeden? Innymi słowy, czy w ciągu kolejnych dziesięciu lub dwudziestu lat mogą oni nagle zyskać świadomość sumienia, zainteresować się prawdą i tym, co pozytywne, przyjąć prawdę i to, co pozytywne, poznać samych siebie, okazać skruchę, mieć poczucie winy i długu w związku ze złem, jakiego się dopuścili w przeszłości? Biorąc pod uwagę wasze obserwacje, jak wygląda ta proporcja? Czy na tysiąc ludzi znajdzie się taki jeden? (Myślę, że nawet na tysiąc ludzi nie znajdzie się taki jeden). Po czym to wnosisz? (Po fakcie, że podczas dziesięciu czy dwudziestu lat wiary w Boga nastawienie tych ludzi do prawdy jest notorycznie pełne odrazy i oporu, ani trochę nie przyjmują oni prawdy i nie okazali skruchy choćby w minimalnym stopniu. To dowodzi, że w przyszłości też nie okażą prawdziwie skruchy). Czy to stwierdzenie jest trafne? (Tak). Niektórzy mówią: „Powinniśmy być tolerancyjni i wyrozumiali w stosunku do innych. Jeśli nie okazali skruchy w ciągu ostatnich dziesięciu czy dwudziestu lat, to dlatego, że byli młodzi i niedojrzali, albo dlatego, że ich rodzinom dobrze się wiodło i byli rozpieszczeni i zepsuci, albo też dlatego, że mieli wysoki status społeczny i pewne atuty. Czyż to nie te szczególne okoliczności i warunki sprawiły, że oni są jacy są? Może w ciągu następnych dziesięciu lub dwudziestu lat uwolnią się od wpływu tych rodzinnych warunków i niekorzystnych czynników i być może się zmienią”. Trudno powiedzieć, czy tak będzie. Gdy jednak chodzi o przejawy występujące u tych ludzi, to są oni w wielkim niebezpieczeństwie, jeśli w opisie tych przejawów każdorazowo dodane jest słowo „notorycznie”. Nawet na stu czy tysiąc takich ludzi nie może być ani jednego, który potrafiłby prawdziwie okazać skruchę. Jeśli w opisie złych uczynków nie występuje ani razu słowo „notorycznie”, to być może jest jeszcze jakiś promyk nadziei dla takich ludzi. Będzie to zależeć od przejawów, jakie u nich wystąpią w ciągu następnych trzech, czterech czy pięciu lat. Jeśli powodem jest to, że są młodzi i niedojrzali, albo to, że ich wiara w Boga nie ma fundamentu, albo to, że mają kiepski potencjał, albo też to, że jakieś obiektywne czynniki środowiskowe wpłynęły na ich przyjmowanie i rozumienie prawdy – jeśli wynika to z tych obiektywnych powodów, a złe uczynki są w ich przypadku tylko tymczasowym przejawem, to konieczna jest dalsza obserwacja. Jednak na chwilę obecną ci, którzy nieustannie dopuszczają się złych uczynków – a widoczne u nich przejawy są opisywane z użyciem słowa „notorycznie” – nie przygotowali wystarczająco dużo dobrych uczynków na potrzeby swojego przeznaczenia. Zamiast tego w ramach swojej wiary w Boga nagromadzili wiele uczynków złych. Po prostu nie chcą się przyznać, że są złymi ludźmi, i próbują się usprawiedliwiać, powołując się na trudy, jakie znieśli, cenę, jaką zapłacili, i na swoje starszeństwo, gdyż wierzą w Boga od bardzo wielu lat. Ścieżka, którą kroczą ci ludzie, nie tylko rysuje się jasno przed nimi, ale widzą ją także wszyscy inni. To, co przejawiają, ich działania i zachowanie, ich nastawienie do obowiązków, ich nastawienie do prawdy i ich nastawienie do wszystkiego, co pozytywne, wystarczają, by obnażyć ich istotę. Oczywiście ich nastawienie do obowiązków i ich nastawienie do prawdy też już obnażyły ścieżkę, którą oni kroczą.

Ścieżka, którą ludzie kroczą, decyduje o tym, jaki plon ostatecznie zbiorą. Jeśli ludzie kroczą ścieżką zniszczenia, to ich ostatecznym plonem będzie otwarcie na oścież bram piekła i zstąpienie do jego środka. Nie ma to nic wspólnego z innymi ludźmi – nie jest to spowodowane przez innych, tylko wynika ostatecznie ze ścieżki, którą kroczysz. Być może wierzysz w Boga od wielu lat i popełniłeś wiele występków, zdarzało ci się pójść złą drogą i zrobiłeś jakieś rzeczy, które zbaczają z właściwej ścieżki; są nawet tacy ludzie, którzy dopuścili się aktów buntu i sprzeciwu wobec Boga. Choć te przejawy nie są dobre i w oczach Boga zostają potępione, to jeśli, przejawiając zepsute usposobienie oraz dopuszczając się buntu i sprzeciwu wobec Boga, jednocześnie potrafisz się nad sobą zastanowić i prawdziwie dokonać zwrotu o 180 stopni, robiąc użytek ze swojej szczerości, z tego, że płacisz cenę, z tego, że praktykujesz prawdę, oraz z twojego pozytywnego i pełnego inicjatywy nastawienia do prawdy, aby aktywnie szykować dobre uczynki, wtedy postawa Boga względem ciebie się zmieni. Przypuśćmy na przykład, że gdy antychryści i źli ludzie zakłócają i zaburzają pracę kościoła oraz zwodzą braci i siostry, ty jesteś w stanie szybko obnażyć złe czyny antychrystów i złych ludzi, kładąc kres zakłóceniom i przeszkodom, chroniąc braci i siostry oraz strzegąc interesów domu Bożego. Dodatkowo w ramach twoich obowiązków pojawiło się wiele nieprzewidzianych trudności i przeszkód, a ty poświęciłeś czas, energię i siły fizyczne, rezygnując z momentów cielesnych uciech i maksymalnie się wysilając, aby przezwyciężyć te trudności i problemy. Dzięki twoim ponaglaniom, dzięki twojemu nadzorowaniu i monitorowaniu, dzięki temu, że cierpisz i płacisz cenę, praca ewangelizacyjna kościoła mogła rozwijać się i przebiegać normalnie i płynnie. Co więcej, w trakcie głoszenia ewangelii pozyskałeś ludzi, którzy mają duży potencjał i zdolność pojmowania prawdy, oraz jasno omówiłeś z nimi różne prawdy, dając im tym samym możliwość ugruntowania się na prawdziwej drodze, podjęcia się obowiązków w kościele i stania się zdolnymi pomocnikami w ramach niektórych elementów pracy. Inny przykład: odegrałeś kluczową rolę w ramach jakichś konkretnych specjalistycznych zadań w domu Bożym, stosując skuteczne metody lub etapy pracy, aby przyspieszyć jej postępy i poprawić rezultaty. Inny przykład: w ramach życia kościoła wspierasz niektórych braci i siostry, którzy są zniechęceni i słabi lub czują się zagubieni i nie mają przed sobą ścieżki, a tym pomagasz im odnaleźć ścieżkę wiodącą naprzód, zrozumieć intencje Boga, uwolnić się od opacznego rozumienia Boga oraz zyskać determinację, by dążyć do prawdy. Co jeszcze lepsze, byłeś w stanie dodać tym ludziom otuchy i teraz są oni skłonni wykonywać obowiązki i ponosić koszty na rzecz Boga. Jeszcze inny przykład: w ramach jakiejś specjalistycznej pracy odgrywasz rolę nieodzowną – być może zadanie, które wykonujesz, jest żmudne i wyczerpujące, a przy tym nie rzuca się w oczy, ale ty mimo to skłonny jesteś być pracownikiem skrytym w cieniu, zakulisowym, ponosząc koszty bez domagania się nagrody i dążąc jedynie do tego, by ofiarować swoją szczerość i lojalność. Wszystkie tego rodzaju pozytywne przejawy są w oczach Boga dobrymi i godnymi zapamiętania uczynkami. Z drugiej strony może być tak, że gdy napotykasz te rzeczy, nie tylko nie wykonujesz swoich obowiązków i nie wywiązujesz się z odpowiedzialności, ale przyjmujesz podejście polegające na nieingerencji, obserwujesz sytuację, stojąc z boku i śmiejąc się, ignorujesz ją, przymykasz oko i puszczasz wszystko mimo uszu. Nie robisz tego, co w twojej mocy, i nie chcesz się nawet fatygować, dając jakąś sugestię, bo boisz się, że się przemęczysz. Ilekroć to możliwe, robisz uniki, myśląc, że im więcej próżnujesz, tym lepiej. Zawsze masz poczucie, że nie warto być skrupulatnym i odpowiedzialnym oraz że przejmowanie się sprawami związanymi z pracą to za dużo zachodu. Choć te przejawy różnią się od złych uczynków polegających na zakłócaniu i zaburzaniu pracy kościoła i Bóg nie oceni cię źle, to jednak nie oceni cię też dobrze. Co mam na myśli, mówiąc, że nie oceni cię dobrze? Mianowicie to, że w tych sprawach nie przyszykowałeś dobrych uczynków i nie zrobiłeś niczego, co zasługuje na zapamiętanie przez Boga. W obliczu tych sytuacji nie skorzystałeś z okazji, by przyszykować dobre uczynki. Jesteś bardzo głupi; nie można ci ufać, nie zasługujesz na awans, nie jesteś godny bycia wywyższonym ani tego, by Bóg powierzył ci jakieś sprawy. Nie dorastasz do pięt Noemu i Abrahamowi. Powiedzcie Mi: osoba, której Bóg nie śmie nic powierzyć, być może nie pójdzie ostatecznie do piekła, ale czy może wejść do królestwa niebieskiego? Można jedynie powiedzieć, że nie jest to pewne, a w następstwie pojawia się cała masa znaków zapytania; mnóstwo tu niepewności. Ta niepewność wynika z przejawów notorycznie występujących u tych ludzi. Jeśli spytasz wszystkich, dlaczego wierzą w Boga i czy chcą wejść do królestwa niebieskiego, czy pójść do piekła, niektórzy będą z ciebie szydzić, mówiąc, że to pytanie jest niewiarygodnie głupie: „Któż chciałby pójść do piekła i zostać zniszczonym? Któż nie chciałby wejść do królestwa niebieskiego i dostąpić zbawienia?”. Jednak to pytanie naprawdę trzeba zadać. Nie jest ono głupie. Niektórzy ludzie nigdy nie zastanowili się nad sobą w ten sposób. Gdy napotykają jakieś sytuacje, zawsze boją się kłopotów i wszczynania sporów. Zwłaszcza gdy widzą, jak źli ludzie zakłócają i zaburzają pracę kościoła, przez co wybrańcy Boży są prowadzeni na manowce i wykorzystywani, a praca kościoła nie może posuwać się do przodu, oni nie są świadomi tego, że Bóg ma wgląd w ludzkie serca, ani nie są świadomi tego, że to właśnie jest okazja, by szykować dobre uczynki. Zamiast tego wolą zadowalać wszystkich wokół i porzucić prawdozasady, a także w ogóle się nad sobą nie zastanawiają. Jaka jest twoja odpowiedzialność? Jaka jest twoja powinność? Jakie zadanie Bóg ci powierzył? Bóg wypowiedział tak wiele słów i dokonał tak wielkiego dzieła – czego On od ciebie oczekuje? Czy jesteś w stanie udzielić Mu satysfakcjonującej odpowiedzi? Czy przyszykowałeś dobre uczynki? We wszystkich tych sprawach musisz często zastanawiać się nad sobą i mieć jasność w swoim sercu.

Każdy chce zyskać błogosławieństwa. Nikt nie chce zostać zniszczony i zesłany do piekła, ale mimowolnie wielu ludzi raz po raz czyni zło, pędząc na złamanie karku prowadzącą tam drogą. Niektórzy ludzie nagminnie ignorują okazje do wykonywania obowiązków, jakie powierza im dom Boży, ignorują te chwile, gdy Duch Święty ich porusza i napomina, a także ignorują pomoc i oczekiwania ze strony domu Bożego. Z uporem maniaka obstają przy swoim niedbalstwie, są poza wszelką kontrolą, robiąc złe rzeczy, postępują samowolnie i lekkomyślnie oraz zakłócają i zaburzają pracę kościoła, w ogóle się nad sobą nie zastanawiając. Czyż nie są to po prostu niereformowalni, bezwstydni ludzie? Nieustannie dopuszczasz się takiego zła. To nie jest tak, że inni cię do tego zmuszają – jest to ewidentnie twój osobisty wybór, coś, co sam lubisz i co robisz z radością. Jeśli ktoś mówi, że ścieżka, którą kroczysz, sprzeciwia się Bogu i wiedzie do piekła, jesteś rozstrojony i zniechęcony. Co wprawia się w zniechęcenie? Czyż sam na siebie tego nie sprowadziłeś i czy nie pijesz piwa, którego sam nawarzyłeś? Czy nie dostałeś tego, na co zasłużyłeś? Niektórzy mówią: „Czynię zło nieumyślnie. Za każdym razem chcę zrobić dobrze, ale na koniec okazuje się, że konsekwencje moich działań nie są zbyt dobre”. Dopuściłeś się zła, doprowadziłeś do zakłóceń i zamętu oraz spowodowałeś szkody w pracy kościoła. Nawet jeśli nie zostaniesz pociągnięty do odpowiedzialności za swoje występki, pozostawiły one po sobie ukryte ryzyko i możliwe, że kiedyś znów się ich dopuścisz. To jest bardzo niebezpieczne. To jak ścieżka, którą jakiś człowiek kroczył – gdziekolwiek postawił stopę, tam z pewnością są jego ślady. Czy masz świadomość swoich występków? Czy żałujesz, że się ich dopuściłeś? Czy czujesz się winny i smutny? Czy wylewasz gorzkie łzy z powodu swoich występków? Czy dokonałeś zwrotu o 180 stopni? Czy prawdziwie nienawidzisz swoich złych uczynków? Czy wyzbyłeś się zła, którym splamiłeś swoje ręce, i czy szczerze okazałeś Bogu skruchę? Niektórzy mówią: „Ponadto nienawidzę siebie. Gdy nikt nie patrzył, biłem się po twarzy, i to tyle razy, że nie zliczę. Klęczałem też przed obliczem Boga, gorzko łkając podczas modlitwy”. Mogłeś rzeczywiście wykonywać te czynności, ale Bóg nie zwraca na nie uwagi. Bóg patrzy na to, co przejawiasz. Gdy powtarza się ta sama sytuacja lub gdy powierzane ci są znów te same obowiązki, jak je traktujesz? Czy wykazujesz się szczerością i lojalnością? Czy potrafisz zapłacić cenę? Czy potrafisz postępować zgodnie ze słowami Bożymi? Jak się przejawia to, że dokonałeś zwrotu o 180 stopni? Czy wyzbyłeś się zła, którym splamiłeś swoje ręce? Czy nadal robisz złe rzeczy, których dopuszczałeś się w przeszłości? Czy wciąż kłamiesz, wciąż działasz samowolnie i lekkomyślnie, wciąż postępujesz wbrew ustaleniom dotyczącym pracy i prawdozasadom, wciąż kierujesz się własnymi ambicjami i pragnieniami i wciąż wchodzisz w zmowę ze złymi ludźmi, by zakłócać i zaburzać pracę kościoła? Jeśli nadal tak postępujesz, to twoja skrucha i gorzkie łzy są fałszywe i powierzchowne. Za co można uznać powierzchowną, fałszywą skruchę? (Za hipokryzję). Czy można ją uznać za hipokryzję? Uznaje się ją za oszustwo. Czy to stwierdzenie jest trafne? (Tak). W oczach Boga takie gorzkie łzy i taka skrucha są oszustwem. Na przykład, Bóg mówi: „Złóż mi w ofierze pięć kilogramów ryżu z tegorocznego zbioru”. Niektórzy są temu niechętni i chcą sami zjeść ryż, więc w ofierze składają na ołtarzu pięć kilogramów łusek ryżowych. Gdy ktoś ich pyta, co to jest, mówią, że to ryż niełuskany. Bóg pyta: „Czy nie prosiłem cię o ryż?”. Oni odpowiadają: „Ryż niełuskany to przecież ryż”. Czy to jest oszustwo? (Tak). To jest bezczelne oszustwo. Popełniwszy zło, wyznajesz swój grzech, raz po raz powtarzasz, że masz dług wobec Boga, a nawet ronisz gorzkie łzy, ale później postępujesz tak, jakby nic się nie stało, i dalej robisz to samo co przedtem. Bóg uznaje takie zachowanie za oszustwo. W oczach Boga takie oszukańcze zachowanie jest równoznaczne ze złym uczynkiem. Jeśli autentycznie masz determinację, by się zmienić i postępować zgodnie z prawdozasadami, to nie musisz czynić postanowień ani gorzko płakać. Zrób to najpierw – złóż przysięgę Bogu, gdy będziesz w stanie to uczynić. Jeśli nie jesteś w stanie, w żadnym razie nie wolno ci składać przysięgi. Jeśli ją złożysz, Bóg potraktuje ją poważnie i będzie wymagał od ciebie jej dotrzymania. Jeśli nie potrafisz jej dotrzymać, w oczach Boga jest to oszustwo – oszukiwanie Boga staje się kolejnym złym uczynkiem na twoim koncie. Jeśli zatem nie potrafisz szczerze okazać skruchy, a zamiast tego oszukujesz Boga swoimi przysięgami, to ścieżka, którą kroczysz, wiedzie do zniszczenia. Każdy twój zły uczynek jest kołataniem do bram piekła; być może za którymś razem te bramy się otworzą i nadejdzie wówczas czas twojej śmierci. Można powiedzieć, że w przypadku niektórych ludzi, odkąd uwierzyli w Boga aż do teraz, wszystkie ich działania i zachowania były ciągłym gromadzeniem złych uczynków i kołataniem do bram piekła, a jednocześnie ściąganiem na siebie Bożego gniewu; oni czekają, aż spadnie na nich kara Boża. Tymczasem inni ludzie zmierzają w swojej wierze w Boga w pozytywnym i prawidłowym kierunku. Ścieżka, którą kroczą, jest drogą wiodącą do królestwa niebieskiego. Choć w tym czasie są zbuntowani i przejawiają skażone skłonności oraz, rzecz jasna, mają jakieś pojęcia i wyobrażenia na temat Boga i kierują się własną wolą, wykonując obowiązki, to przejawiając to wszystko lub angażując się w te czynności, przez cały czas również przyjmują prawdą oraz nieustannie wyzbywają się skażonych skłonności i je przemieniają; autentycznie dokonali zwrotu oraz są u nich widoczne przejawy i rzeczywistość przyjmowania prawdy i podporządkowywania się prawdzie. Choć tacy ludzie kiedyś dopuścili się wielu występków i robili rzeczy, którymi Bóg się brzydzi i które potępia, to stopniowo wyzbywają się skażonych skłonności i nie czynią już zła po tym, jak zrozumieli prawdę i dokonali zwrotu o 180 stopni. Wzruszają Boga tym swoim zwrotem, tą swoją determinacją i postanowieniem, by znosić trudy i płacić cenę za prawdę. Jednocześnie ich wysiłki i działania oraz dobre uczynki, które szykują, stopniowo zyskują Bożą akceptację i aprobatę i są to również rzeczy pamiętane przez Boga. Sądząc po całokształcie tego, co tacy ludzie przejawiają, są oni – jak często mówicie – zasadniczo prawymi ludźmi. Ścieżka, którą kroczą ci prawi ludzie, wiedzie do królestwa niebieskiego, do zbawienia. Tacy ludzie kroczą ścieżką zbawienia. Oczywiście przejawy występujące u tych ludzi zasadniczo nie są wynikiem nacisku, nadzoru, zarządzania czy przycinania przez inne osoby ani wynikiem obowiązywania zarządzeń administracyjnych kościoła. Oni sami z siebie dokonują zwrotu o 180 stopni, a w ramach swojego wejścia w życie mają osobiste plany i zamysły, a także aktywną determinację. Szykują dobre uczynki na potrzeby swojego przeznaczenia za pomocą tych pozytywnych, aktywnych przejawów. To ich osobiste, subiektywne dążenia decydują o ścieżce, którą obierają, i o nastawieniu Boga do nich. Ostatecznie, poprzez swoje osobiste, subiektywne dążenia, są w stanie otrzymać od Boga stosowny werdykt i odpowiednie przeznaczenie.

Powiedzcie Mi: w jaki sposób ludzie powinni spełniać sprawiedliwe uczynki oraz w jakim stanie i położeniu muszą to robić, by zostało to uznane za szykowanie dobrych uczynków? Muszą oni mieć co najmniej pozytywne nastawienie i wykazywać się inicjatywą, a podczas wykonywania swoich obowiązków muszą być lojalni, umieć działać zgodnie z prawdozasadami oraz strzec interesów domu Bożego. Pozytywne nastawienie i inicjatywa są kluczowe. Jeśli stale jesteś bierny, jest to problematyczne. To tak, jakbyś nie był członkiem domu Bożego; nie wykonujesz swoich obowiązków, jest raczej tak, że nie masz innego wyjścia, jak tylko je wykonywać na polecenie pracodawcy, by dostać wynagrodzenie – nie robisz tego z własnej woli. Nawet jeśli coś tam trochę zrobisz, to dlatego, że musisz, i robisz to biernie. Gdyby nie chodziło o twoje interesy, po prostu byś tego nie robił, a gdyby nikt cię nie nadzorował, w żadnym razie byś tego nie robił. Takie negatywne i bierne działania nie są dobrymi uczynkami. Dlatego też ktoś taki jest wielkim głupcem. Jest wyjątkowo bierny, robiąc rzeczy pozytywne i to, co powinien robić – nie robi rzeczy, które przychodzą mu do głowy, ani nie robi rzeczy, które potrafi, a które wymagają czasu i energii, po prostu czeka i obserwuje, stojąc z boku i myśląc, że najlepiej będzie, gdy inni się tym zajmą. Jest to kłopotliwe i takim ludziom bardzo trudno jest dobrze wykonywać obowiązki. Po pierwsze, nie chodzi o to, że twój potencjał jest niewystarczający; po drugie, nie wynika to z tego, że masz niedostateczne doświadczenie; a po trzecie, nie jest tak, że nie masz odpowiednich warunków, by coś zrobić. Posiadasz odpowiedni potencjał potrzebny do wykonania danej pracy i jeśli tylko poświęcisz na to czas i energię, będziesz w stanie to zrobić, ale tego nie robisz i nie szykujesz dobrych uczynków. Jest to wielce godne pożałowania. Dlaczego mówię, że jest to godne pożałowania? Otóż dlatego, że jeśli spojrzysz na to po wielu latach, odczujesz żal, a jeśli będziesz chciał wrócić do tamtego roku, miesiąca i dnia, aby wykonać tę pracę, przekonasz się, że wszystko już uległo zmianie i tamten czas minął. Nie dostaniesz drugiej takiej szansy, a kiedy ta szansa przeminie, to przeminie bezpowrotnie. Gdy tracisz możliwość korzystania z cielesnych przyjemności, takich jak spożywanie smacznego jedzenia czy noszenie ładnych ubrań, nie ma to większego znaczenia, gdyż rzeczy te są puste i nie mają żadnego wpływu na twoje wejście w życie, na szykowanie przez ciebie dobrych uczynków ani na twoje przeznaczenie. Jednakże jeśli coś odnosi się do postawy Boga wobec ciebie czy do tego, jak On cię ocenia, albo nawet do ścieżki, którą kroczysz, i do twojego przeznaczenia, to utrata okazji, by to zrobić, jest czymś wielce godnym pożałowania. A to dlatego, że cię to splami i zrodzi żal na twojej przyszłej ścieżce egzystencji, i przez całe swoje życie już nigdy nie dostaniesz kolejnej szansy, by to nadrobić. Czyż nie jest to godne pożałowania? Jeżeli twój potencjał jest zbyt kiepski i nie jesteś w stanie podjąć się danej pracy, to nie jest to godne pożałowania – dom Boży może ustalić, by to zadanie wykonał ktoś inny. Jeśli zaś jesteś w stanie zrobić coś dobrze, lecz tego nie robisz, jest to zdecydowanie godne pożałowania. To okazja dana ci przez Boga, ty jednak nie traktujesz jej poważnie, nie wykorzystujesz jej i pozwalasz, by przemknęła ci koło nosa – to niebywale godne pożałowania! Dla ciebie jest to godne pożałowania, dla Boga – rozczarowujące. Bóg dał ci wystarczający potencjał i doskonałe warunki, umożliwiając ci wyraźne dostrzeżenie niektórych rzeczy i wykazanie się kompetencjami niezbędnymi w tej pracy. Ty jednak nie masz właściwego nastawienia do swoich obowiązków, nie jesteś szczery, nie mówiąc już o byciu oddanym, i nie chcesz dać z siebie wszystkiego, by zrobić to dobrze. To bardzo rozczarowuje Boga. A zatem, jeśli jesteś leniwy i zawsze masz poczucie, że powierzona ci praca jest kłopotliwa, i nie chcesz jej wykonywać, a w duchu narzekasz: „Dlaczego to mnie proszą, bym to zrobił, a nie kogoś innego?”, jest to głupia myśl. Gdy przypadają ci w udziale jakieś obowiązki, nie jest to nieszczęśliwe zdarzenie, lecz zaszczyt i wywyższenie przez Boga. Powinieneś z radością przyjąć i wykonywać ten obowiązek, który masz wykonywać; nie przemęczysz się, robiąc to. Przeciwnie, jeśli dobrze wykonasz swój obowiązek, zrozumiesz prawdę i rozwiążesz problemy, poczujesz w sercu spokój i stabilność i nie rozczarujesz Boga. Przed obliczem Boga będziesz miał wiarę i będziesz w stanie postępować z podniesioną głową. Jeśli nie wypełniłeś swojego obowiązku i zawsze jesteś niedbały, jest to występek i nawet jeśli nie spowodowałeś żadnych strat, pozostawi on w twoim sercu żal na całe życie. Ten występek będzie jak bezdenna czarna dziura; ilekroć o nim pomyślisz, poczujesz ból i niepokój, udrękę przeszywającą serce. Nie tylko nie zaznasz spokoju ani radości, lecz przeciwnie, ból wyrzutów sumienia i udręka będą ci towarzyszyć przez całe życie i nigdy nie da się ich wymazać. Czyż nie jest to wieczny żal? A jak to wygląda z perspektywy Boga? Bóg posługuje się prawdozasadami, aby scharakteryzować tę sprawę, więc jej natura jest o wiele poważniejsza niż to, co odczuwasz. Czy to rozumiesz? (Tak). A zatem Bóg wszechstronnie rozważy twoje codzienne postępowanie oraz twoje nastawienie do prawdy i obowiązku, aby ocenić ścieżkę, którą kroczysz. Przypuśćmy, że twoje nastawienie do prawdy i własnego obowiązku zawsze jest niedbałe, że niby składasz obietnice, ale za kulisami nie wcielasz ich w życie, że się guzdrzesz i ociągasz, że brak ci pozytywnej postawy polegającej na liczeniu się z intencjami Boga. Nawet jeżeli na pozór nie powodujesz zakłóceń i niepokojów, nie czynisz zła, nie działasz samowolnie czy lekkomyślnie ani nie wpadasz w szał popełniania występków i wydajesz się być osobą przestrzegającą reguł i znającą swoje miejsce, nie robisz w sposób pozytywny tego, o co prosi cię Bóg, i nie wykazujesz się inicjatywą w tym względzie, jesteś natomiast chytry i lenisz się, unikając wykonywania prawdziwej pracy. W takim razie jaką ścieżką tak naprawdę kroczysz? Nawet jeżeli nie jest to ścieżka antychrysta, jest to co najmniej ścieżka fałszywego przywódcy.

Niektórzy ludzie pozornie się podporządkowują przy wykonywaniu swoich obowiązków, robiąc wszystko, co ustali Zwierzchnictwo. Ale kiedy się ich zapyta: „Czy wykonujesz swoje obowiązki niedbale? Czy robisz to zgodnie z zasadami?”, nie potrafią udzielić żadnych konkretnych odpowiedzi, mówiąc jedynie: „Wypełniam polecenia Zwierzchnictwa i nie ważę się postępować w sposób niekontrolowany, popełniając występki”. Jeśli ktoś spyta ich, czy wywiązują się ze swojej odpowiedzialności, odpowiadają: „Cóż, robię to, co do mnie należy”. Stale mają takie nastawienie przy wykonywaniu swoich obowiązków – opieszałe i zobojętniałe. Choć nie pojawiły się żadne ewidentne problemy, to jeśli przyjąć prawdozasady jako kryteria oceny, oni wykonują swoje obowiązki w sposób nieefektywny i niespełniający standardów. Tyle że ich to nie obchodzi. Dalej są tak samo niedbali jak wcześniej i nadal są dokładnie tak samo bierni, jeśli chodzi o sprawy, w których powinni wykazać się inicjatywą – oni ani trochę się nie zmienili. Czyż nie są bezwstydnie uparci? Zawsze przejawiają takie nastawienie: „Możesz snuć tysiąc genialnych planów, ale ja i tak mam swoje zasady. Taki już po prostu jestem. Zobaczymy, co możesz mi zrobić. Takie jest moje nastawienie!”. Nie zrobili niczego skrajnie zdradzieckiego ani złego, ale też uczynili niewiele dobrych uczynków. Jaką ścieżką, twoim zdaniem, kroczą? Czy dobre jest takie nastawienie do wiary w Boga i swoich obowiązków? (Nie). W biblijnej Księdze Objawienia Bóg powiada: „A tak, ponieważ jesteś letni i ani zimny, ani gorący, wypluję cię z moich ust” (Obj 3:16). Bycie letnim, czyli ani zimnym, ani gorącym – czy takie nastawienie jest dobre? (Nie). Ktoś tego pokroju ma też w głowie swoje własne kalkulacje: „Jeśli tylko przy wykonywaniu swoich obowiązków nie będę czynił zła ani zakłócał pracy kościoła, to nie zostanę potępiony. Jeśli dobre wykonywanie obowiązków będzie zbyt wyczerpujące i wymagać będzie zbyt wielkiego cierpienia, nie będę tego robił. Nie będę wypruwał sobie żył, ale nie będę też popełniał poważnych błędów. Rezultat będzie taki, że nie zostanę usunięty ani wyeliminowany, a przy tym i tak będę w lepszym położeniu niż ci, którzy nie wykonują żadnych obowiązków. Dlatego pozostaję letni, ani zimny, ani gorący. Cokolwiek mi każesz, zrobię to. Ale jeśli mi czegoś nie polecisz, nie będę się angażował. W ten sposób się nie zmęczę, a na dodatek ludzie nie będą mogli się do mnie przyczepić. To świetne podejście!”. Czy taki sposób postępowania jest dobry? (Nie). Wiesz, że nie jest dobry, więc jak powinna zmienić się twoja praktyka? Jeśli nigdy nie starasz się kroczyć ścieżką dążenia do prawdy i nadal upierasz się, by żyć według filozofii szatana, to jesteś skazany na brak nadziei na dostąpienie zbawienia. Jeśli będziesz tak postępował w świecie, faktycznie zyskasz przewagę. Twoja filozofia i nastawienie do funkcjonowania w świecie będą cię chronić, a przy tym nikogo nie urazisz. Ponadto ludzie z wyższych sfer, cieszący się prestiżem i renomą, nie będą widzieli w tobie zagrożenia dla siebie i będą cię bardzo cenić. Z kolei ludzie z niższych sfer, pozbawieni statusu, nie będą mieli śmiałości, by cię obrazić. Będziesz więc całkiem popularny – ludzie zarówno z wyższych, jak i niższych sfer będą usiłowali przeciągnąć cię na swoją stronę, będziesz chodliwym towarem, a także będziesz w stanie z łatwością poruszać się we wszystkich kręgach, wysokich i niskich, dobrych i złych. Jeśli jednak w domu Bożym i przed obliczem Boga masz takie samo nastawienie jak do funkcjonowania w świecie, na nic się to nie zda. Wszystkie rozmaite zasady wiążące się z prawdą wymagają od ciebie jakiegoś nastawienia i to nastawienie jest albo słuszne, albo niesłuszne, czarne albo białe, prawdziwe albo fałszywe – jest ono szczególnie jasne i szczególnie zasadnicze. Wymaga się od ciebie ustosunkowania się i trafnego punktu widzenia, a nie asekuracyjnego kompromisu. Ci, którzy przyjmują takie kompromisowe podejście, nie potrafią ostać się przed obliczem prawdy. Nie myśl sobie: „Zobacz, jak sprytnie się ustawiłem. Już w dzieciństwie nauczyłem się chronić siebie za pomocą tej metody i patrząc wstecz na moje życie aż do teraz, czuję, że jest ona wyjątkowo praktyczna. Odkąd uwierzyłem w Boga, nadal kieruję się w życiu tą metodą. Przez te lata wiary nigdy nie zostałem przycięty, nigdy poważnie nie zawiodłem, wykonując swoje obowiązki, nie zostałem poddany poważnemu uszlachetnianiu czy próbom, a Bóg nigdy mnie nie potępił ani nie odrzucił ze wzgardą. Zobacz, jak świetnie mi wychodzi takie postępowanie, jak umiejętnie to robię!”. Mylisz się! Nie masz pojęcia, jak postępować – używasz sprytnej metody w stosunku do każdej sprawy i w odniesieniu do prawdy. Ta metoda jest całkowicie błędna i nie dasz rady wytrwać, tak postępując. W swoim podejściu nie polegaj na dobrej passie, myśląc: „Kiedyś tak postępowałem i zawsze mi się udawało. Nigdy nie poniosłem porażki, nie straciłem twarzy ani nie zdradziłem się ze swoją ignorancją. Teraz, gdy wierzę w Boga, nadal będę konsekwentnie stosował tę najbardziej wyrafinowaną strategię funkcjonowania w świecie”. Mówię ci: głupio robisz! Po co Bóg wypowiada tak wiele słów, by zbawić ludzi? Właśnie po to, by pod przewodnictwem tych słów umożliwić im zrozumienie tego, jaka jest właściwa ścieżka w życiu i jaką ścieżką powinni kroczyć; chodzi o to, byś mógł wybrać, a nie o to, byś oportunistycznie płynął sobie tutaj przez życie. Gdyby chodziło o to drugie, Bóg nie wypowiedziałby tych słów ani nie dokonałby tego dzieła. Dlaczego jest tak, że gdy omawiamy rozmaite sprawy, w sposób najzupełniej przejrzysty przedstawiane jest to, co kłóci się z prawdą? Chodzi właśnie o to, by powiedzieć ci, czym jest to, co pozytywne, i czym jest to, co negatywne, tak abyś mógł je wyraźnie od siebie odróżnić i jasno dostrzec. Przed obliczem Boga to, co pozytywne, i to, co negatywne, jest całkiem jawne, odsłonięte i transparentne, nie zaś mętne. Dlatego Bóg wymaga, byś miał jasność w każdym swoim działaniu i w wyborze ścieżki – twoje nastawienie musi być jasne oraz twoje myśli i zapatrywania muszą być jasne; nie ma tu miejsca na jakieś niejednoznaczności. To, co wiąże się z prawdą i z prawdozasadami, nie ma w sobie nic niejednoznacznego – czarne jest czarne, białe jest białe, tak to tak, a nie to nie. Kłamstwo, nawet powtórzone tysiąc razy, wciąż jest kłamstwem i nigdy nie może stać się prawdą. Prawda, nawet jeśli niewielu na świecie ją przyjmuje lub jeśli wiele narodów ją odrzuca i potępia, pozostaje prawdą. Prawda zawsze jest prawdą i w żadnym razie nie stanie się niedorzecznością czy herezją. Bez względu na to, jak wielu ludzi podąża za rzeczami negatywnymi, które są z szatana, i przez jak wiele lat te rzeczy negatywne są światowym trendem, i tak pozostają one negatywne i są z szatana – nigdy nie staną się czymś pozytywnym. Z kolei rzeczy pozytywne, nawet jeśli są atakowane, tłumione i potępiane w tym świecie, pozostają pozytywne i nigdy nie staną się czymś negatywnym. Bóg na zawsze jest Bogiem, na zawsze jest ucieleśnieniem sprawiedliwości i na zawsze reprezentuje wszystko, co pozytywne. Status Boga jest niezmienny, podobnie jak Jego istota. Z kolei szatan jest na zawsze szatanem, na zawsze jest ucieleśnieniem zła, na zawsze reprezentuje oś zła, na zawsze jest negatywny i nigdy nie stanie się czymś pozytywnym.

Niektórzy mówią: „Żyjąc w kościele, trzeba być elastycznym. Nie przechylaj się za bardzo w żadną stronę. Nie przyjmuj prawdy, ale też nie odnoś się do niej z niechęcią; nie obrażaj ani pozytywnych, ani negatywnych osobistości. Najlepiej jest zachować neutralność. Nie przeciwstawiam się temu, co pozytywne, i nie krytykuję tego, co negatywne. Nie przymilam się ani nie nadskakuję ludziom, którzy dążą do prawdy, ani nie wchodzę z nimi w zażyłość. Nie dystansuję się też od antychrystów. Co możesz mi zrobić? Zobacz, jak jasno rozumiem życie!”. Czy to jest jasne rozumienie? Otóż nie, to głupota. Taki ktoś ma zamęt w głowie i nie potrafi odróżnić tego, co słuszne, od tego, co niesłuszne. Jest to ktoś nierozgarnięty. Mówię wam: taki dwulicowiec po prostu nie jest dobrym człowiekiem. Jaki będzie ostateczny rezultat takiego życia? (Taki ktoś nie będzie miał żadnego wyniku ani przeznaczenia). Zrujnuje swoje własne przeznaczenie. Choć nie przeciwstawia się temu, co pozytywne, to w istocie nie przyjmuje też tego, co pozytywne. To, że się nie przeciwstawia, nie znaczy, że przyjmuje, a to, że nie krytykuje rzeczy negatywnych, nie znaczy, że je porzuca. Czy sądzisz, że jeśli nie przyjmujesz rzeczy pozytywnych i nie krytykujesz rzeczy negatywnych, to porzuciłeś negatywne rzeczy i negatywne zapatrywania? Nie potrafisz ich porzucić. Tylko poprzez przyjęcie rzeczy pozytywnych i przyjęcie prawdy negatywne myśli i zapatrywania ludzi oraz nikczemne myśli i zapatrywania pochodzące od szatana mogą zostać stopniowo porzucone i wyrugowane; tylko wtedy ludzie mogą przyjąć pozytywne myśli i zapatrywania, wraz z praktykami, wglądem, zrozumieniem i kryteriami, które są w zgodzie z prawdozasadami. Innymi słowy, jeśli chcesz przyjąć pozytywne myśli i zapatrywania, jeśli chcesz przyjąć prawdę, jeśli chcesz, by prawda w ciebie wniknęła i stała się twoim życiem, musisz najpierw wyplenić to, co masz w sobie, a następnie przyjąć prawdę i pozwolić, by wniknęła w ciebie i miała władzę w twoim sercu. Wtedy prawda stanie się twoim życiem. W ten sposób praktykowane jest dążenie do prawdy. Zasadniczym celem wiary w Boga jest zyskanie prawdy. Musisz umieć rozeznawać się co do rozmaitych myśli i zapatrywań sprzecznym z prawdą. Zwłaszcza jeśli jesteś kimś, kto hołduje szatańskiej filozofii, musisz wyzbyć się podstępnych myśli i zapatrywań właściwych asekuracyjnemu kompromisowi oraz świadomie się przeciwko nim zbuntować. Gdy w obliczu różnych sytuacji pojawią się takie myśli i zapatrywania, musisz uzmysłowić sobie, że są one niewłaściwe, i musisz się zastanowić: „Co mówią słowa Boże? Czego wymaga Bóg? Którykolwiek sposób postępowania jest zgodny z prawdozasadami, wykażę się inicjatywą i tak właśnie będę postępować, nie pozwalając, by myśli i zapatrywania właściwe asekuracyjnemu kompromisowi kierowały mną lub przeszkadzały mi w praktykowaniu prawdy. Zamiast tego muszę uczynić słowa Boże i prawdę kryteriami dla mojego postępowania i działania, a także wykonywania obowiązków”. Takie praktykowanie przyniesie inny rezultat. Nawet jeśli chodzi o jakąś drobną sprawę niewartą tego, by Bóg ją zapamiętał, On jej przynajmniej nie potępi. Kumulując w ten sposób swoje działania krok po kroku, będziesz stopniowo szykował dobre uczynki. Jeśli w oczach Boga twoje działania będą mogły zostać uznane za dobre uczynki, to będzie dla ciebie nadzieja. Zaczniesz mieć prawidłowy i pozytywny kierunek i cel oraz zaczniesz stawać się kimś pozytywnym, kimś prawym. Tym oto sposobem oddalisz się od ścieżki zniszczenia wiodącej do piekła i stopniowo zwrócisz się w kierunku ścieżki wiodącej do królestwa niebiskiego. Taki dobry rezultat osiąga ktoś, to potrafi dokonać zwrotu o 180 stopni. Czy łatwo to osiągnąć? To zależy od stopnia, w jakim człowiek miłuje prawdę. Jeśli popełnisz błąd, na nic się to nie zda, gdy z samej nienawiści do siebie powiesz tylko: „Naprawdę nienawidzę samego siebie! Jak mogłem zrobić coś tak prymitywnego i wstrętnego? Naprawdę mam wielką ochotę wymierzyć sobie kilka policzków!”. Kluczowe jest to, że kiedy popełnisz błąd, musisz umieć rozeznać się co do tego, co jest złego w tym, co zrobiłeś, co skłoniło cię do popełnienia tego błędu, dlaczego nie jesteś w stanie praktykować prawdy, jaka jest tego przyczyna, a także na jakiej podstawie i na jakich zasadach działasz. Kluczową kwestią jest również to, czy w obliczu danej sprawy świadomie działasz zgodnie ze słowami Bożymi i świadomie buntujesz się przeciwko swoim szatańskim myślom i poglądom, swoim ambicjom i pragnieniom, intencjom i planom. Jeżeli uczyniłeś to wszystko świadomie, to przyszykowałeś dobre uczynki, a to wspaniała rzecz i coś zyskałeś. Czy taki rezultat jest dobry? Czy taki rezultat chcecie oglądać? Czy do tego chcecie dążyć? (Tak). Jakie zapatrywanie ma obecnie większość ludzi? Takie oto: „Nie czynię zła ani nie powoduję zakłóceń i niepokojów. Jeśli tylko nie zostanę usunięty z kościoła pełnoetatowego, wszystko będzie w porządku. Choć nie przyszykowałem wielu dobrych uczynków, nie jestem zbyt lojalny w wykonywaniu obowiązków, nie mam w sobie zbytniej szczerości i nie praktykuję gorliwie w zgodzie z prawdozasadami, to jeśli tylko nie czynię zła ani nie powoduję zakłóceń i niepokojów, czy to nie wystarczy?”. Co to za zapatrywanie? Jest to zwyrodniała myśl i zwyrodniałe zapatrywanie – nie ma tu dążenia do postępów. W żadnym razie nie wolno ci myśleć, że jeśli tylko nie czynisz zła ani nie powodujesz zakłóceń i niepokojów, to jesteś dobrym, szlachetnym człowiekiem, potrafisz wytrwać i to, co robisz, pozostaje w zgodzie z prawdą. Mówię ci: mylisz się – takie myślenie jest głupie! Nieczynienie zła nie jest równoznaczne z szykowaniem dobrych uczynków. Nieczynienie zła i szykowanie dobrych uczynków to dwie różne koncepcje. Wykonywanie obowiązków bez czynienia zła jest tym, co powinna robić istota stworzona – to przejaw, jaki powinni posiadać ci, którzy mają sumienie i rozum charakterystyczne dla zwykłego człowieczeństwa. Niektórzy mówią na przykład: „Istnieją ludzie, którzy popełniają morderstwa, ale ja tego nie zrobiłem; ta osoba okradła innych, ale ja niczego takiego się nie dopuściłem. To oznacza, że jestem dobrym człowiekiem”. Czy warto się tym chwalić? Czy takie twierdzenie jest słuszne? (Nie). To jest mylenie pojęć. Niebycie złodziejem, niedopuszczanie się morderstw czy podpaleń i nieangażowanie się w nielegalne stosunki seksualne nie jest równoznaczne z byciem dobrym człowiekiem. Niepopełnianie zła czy niełamanie prawa to inne pojęcie od bycia dobrym człowiekiem. Bycie dobrym człowiekiem rządzi się własnymi standardami. Niepopełnianie zła i szykowanie dobrych uczynków to również dwa odrębne pojęcia. Wykonywanie własnych obowiązków bez popełniania zła to coś, co powinieneś osiągnąć jako zwykły człowiek. Ale szykowanie dobrych uczynków oznacza, że musisz z własnej inicjatywy i pozytywnie praktykować prawdę, a także wypełniać swoje obowiązki zgodnie z wymaganiami Bożymi i prawdozasadami. Musisz być lojalny, gotów znosić trudności i płacić cenę oraz brać na siebie odpowiedzialność, musisz też umieć działać pozytywnie i wykazywać się inicjatywą. Wszystkie działania podejmowane zgodnie z tymi zasadami to w zasadzie dobre uczynki. Niezależnie od tego, czy chodzi o wielkie, czy o małe sprawy, czy czyny te zasługują na to, by ludzie je zapamiętali, czy są przez ludzi wysoko cenione, czy też postrzegane jako nieistotne albo czy ludzie uważają je za warte uwagi, w oczach Boga wszystko to są dobre uczynki. Jeżeli przyszykowałeś dobre uczynki, koniec końców przyniesie ci to błogosławieństwa, a nie nieszczęścia. Niektórzy w ogóle nie szykują dobrych uczynków i zadowalają się takim podejściem: „Robię to, co mi każą, i idę tam, dokąd mi każą. Nigdy nie mówię ani nie robię niczego samowolnie i nigdy nie jestem złośliwym mąciwodą ani nie powoduję zakłóceń i niepokojów. Naprawdę jestem posłuszny i poprawnie się zachowuję”. Oni zawsze mają takie nastawienie. Nie szukają prawdy aktywnie ani nie przestrzegają zasad, wykonując swoje obowiązki. Gdy zauważają własne odchylenia i błędy, nie naprawiają ich szybko ani nie korygują. Gdy dostrzegają u siebie buntowniczość i przejawy skażonych skłonności, nigdy się nad sobą nie zastanawiają ani nie szukają prawdy aktywnie, by rozwiązać problem; zamiast tego po prostu robią, co im się żywnie podoba. Choć nie popełnili żadnego wielkiego zła, przez które ucierpiałyby interesy domu Bożego, to i tak spowolnili postępy pracy kościoła. W najlepszym razie wykonują swoje obowiązki jak wyrobnicy, a wyrobnictwo z natury nie liczy się jako dobry uczynek. Jak więc ostatecznie definiuje się dobre uczynki? Spełniasz je wtedy, gdy to, co robisz, jest pomocne przynajmniej w twoim własnym wejściu w życie, a także w wejściu w życie przez braci i siostry oraz gdy przynosi to korzyść dziełu domu Bożego. Jeżeli coś jest korzystne dla ciebie, dla innych i dla domu Bożego, to twoje działania są skuteczne przed obliczem Boga i On je pochwali. Bóg przyzna ci wynik. Oceń więc następujące kwestie: Ile dobrych uczynków przez lata przyszykowałeś? Czy te dobre uczynki mogą zrównoważyć twoje występki? Ile dobrych uczynków pozostanie ci po takim zrównoważeniu występków? Musisz sam sobie przyznać wynik i dobrze to pojąć – nie możesz być pogubiony w tej kwestii.

Powiedzcie Mi: czy jest konieczne, bym omawiał te sprawy? (Tak). Muszę mówić do was te słowa i dać wam jakieś wskazówki. Celem tych wskazówek nie jest to, by przygasić wasz entuzjazm, wyśmiać was, a tym bardziej nie to, żeby was potępić, ale to, by was napomnieć, uderzyć w ostrzegawczy dzwon, tak byście wiedzieli – teraz, w tym momencie, aktualnie – w jakiej jesteście sytuacji, w jakim znajdujecie się stanie i jakie są potencjalne zagrożenia. Musicie w swoich sercach mieć jasność co do tych spraw. W swojej wierze w Boga ludzie muszą stale i często przyglądać się swojemu stanowi przed obliczem Boga. Muszą zawsze i jasno wiedzieć, jaka jest ich relacja z Bogiem, czy istnieją konflikty i bariery między nimi a Bogiem, czy mają jakieś pojęcia na Jego temat, czy opacznie Go rozumieją, czy stawiają Mu nierozsądne żądania i jak Bóg postrzega całokształt przejawów, jakie u nich występują. Ludzie muszą to rozumieć i wiedzieć; jest to bardzo korzystne dla ich wejścia w życie. Celem takiego praktykowania jest zapewnienie, że ludzie są w stanie postępować w ścisłej zgodzie z intencjami Boga. Nie zbaczają w niewłaściwym kierunku, nie czują się z siebie zadowoleni ani nie oszukują samych siebie i innych. Nie zbaczasz w niewłaściwym kierunku, czyli nie idziesz własną, błędną drogą. Sądzisz, że w swojej wierze w Boga radzisz sobie całkiem nieźle, więc podążasz dalej tą drogą. Okazuje się jednak, że zboczyłeś z właściwej ścieżki; Bóg już dawno cię porzucił, a Duch Święty przestał w tobie działać. Budzisz w Bogu odrazę, a mimo to wciąż nie masz swojej wierze nic do zarzucenia: „Coś zyskałem dzięki wierze w Boga. Potrafię teraz znosić trudy, nie czynię zła, wiem, jak postępować, żeby nie powodować zakłóceń, a także wiem, dlaczego ci, którzy doprowadzają do zakłóceń i niepokojów, są usuwani lub izolowani i dlaczego zabrania się im wykonywania obowiązków”. Masz taką wiedzę, ale to za mało. Musisz wiedzieć, jak postępować, by podążać drogą Boga, jak praktykować, by kroczyć właściwą ścieżką, i jak się zachowywać, by móc dostąpić zbawienia. Wszystko to jest bardzo ważne; musisz w regularnych odstępach czasu dokonywać samooceny i wyciągać z niej wnioski. To by było na tyle w tym temacie. Wróćmy teraz do omówienia, którego rozpoczęliśmy już jakiś czas temu.

Pierwsza praktyka w dążeniu do prawdy: wyzbywanie się

Wyzbywanie się barier pomiędzy człowiekiem a Bogiem i wrogości wobec Boga

I. Wyzbywanie się pojęć i wyobrażeń na temat Boga: Wyzbywanie się pojęć i wyobrażeń na temat Bożego dzieła

F. Dzieło Boże nie zmienia wrodzonych uwarunkowań ludzi; zmierza do zmiany ich skażonych skłonności
6. Różne przejawy wrodzonych uwarunkowań, człowieczeństwa i skażonych skłonności

Nasze omówienie w ostatnim czasie dotyczyło konkretnego tematu związanego z zasadą praktyki wyzbywania się w ramach tego, jak dążyć do prawdy – chodzi o wrodzone uwarunkowania, człowieczeństwo i skażone skłonności. Czy po wielokrotnym omówieniu tego tematu macie teraz trochę rozeznania co do niektórych konkretnych przejawów i oznak wiążących się z tymi trzema aspektami – wrodzonymi uwarunkowaniami, człowieczeństwem i skażonymi skłonnościami? (Moje rozeznanie co do tych kwestii jest teraz nieco lepsze niż wcześniej. Kiedyś mieszały mi się charakter i skażone skłonności, ale dzięki kilku ostatnim omówieniom przedstawionym przez Boga potrafię teraz do pewnego stopnia je od siebie odróżnić). Dlaczego konieczne jest rozróżnianie tych rzeczy? (Byśmy wiedzieli, które nasze wewnętrzne problemy muszą zostać rozwiązane, a do których musimy po prostu mieć właściwe podejście). Dobrze powiedziane. Takie szczegółowe omawianie uwypukla różnice między wrodzonymi uwarunkowaniami, człowieczeństwem i skażonymi skłonnościami, a ludzie lepiej rozumieją skażone skłonności i przejawy skrajnie słabego charakteru, które należy od siebie odróżnić. W szczególności ludzie są w stanie dokonać rozróżnienia między złym charakterem, skażonymi skłonnościami i wrodzonymi uwarunkowaniami. Nie będą postrzegać określonych wad człowieczeństwa jako skażonych skłonności i, rzecz jasna, nie będą postrzegać jako skażonych skłonności określonych niedoskonałości i wad we wrodzonych uwarunkowaniach. Gdy ludzie mają to rozeznanie, zyskują coraz większą jasność co do rozmaitych przejawów skażonych skłonności i już nie wyolbrzymiają problemów, które nie wiążą się ze skażonymi skłonnościami. Jednocześnie lepiej rozumieją, czym tak naprawdę są skażone skłonności. Czy zatem potraficie jasno wytłumaczyć, czym dokładnie są skażone skłonności? Czy wiążą się one w jakikolwiek sposób z wrodzonymi uwarunkowaniami? Czy wrodzone uwarunkowania na nie wpływają? (Nie). Przypuśćmy, że ktoś jest przystojny, ma jasną karnację i figurę o harmonijnych proporcjach – czy można powiedzieć, że skoro jego wygląd cieszy oko, to nie ma on skażonych skłonności, jego człowieczeństwo jest tak doskonałe i czyste jak jego aparycja oraz nie jest on w ogóle arogancki ani nikczemny, ale wyjątkowo święty? Czy można tak powiedzieć? (Nie). Po takim omówieniu różnice między tymi trzema aspektami – skażonymi skłonnościami, wrodzonymi uwarunkowaniami i człowieczeństwem – są teraz zasadniczo jasne, zgadza się? (Tak). Łatwo się co do nich rozeznać.

Umiejętność prowadzenia działalności gospodarczej

Ostatnim razem omawialiśmy zamiłowanie do prowadzenia działalności gospodarczej. Do którego aspektu należy zaliczyć ten przejaw polegający na zamiłowaniu i upodobaniu do prowadzenia działalności gospodarczej? (Do wrodzonych uwarunkowań). Dlaczego? (Jest to zainteresowanie i hobby, więc zalicza się do wrodzonych uwarunkowań). Z jednej strony jest to zainteresowanie i hobby; z drugiej strony, jeśli ktoś lubi prowadzić działalność gospodarczą i ma to tego smykałkę, to z natury robi to umiejętnie bez kończenia studiów zawodowych i potrafi to zrozumieć oraz wie, jak zarabiać pieniądze, generować zysk, wykorzystywać okazje biznesowe i tak dalej, bez wskazówek ze strony innych ludzi – pośród swoich wrodzonych uwarunkowań ten ktoś ma mocną stronę: jest dobrym biznesmenem. Jeśli ktoś z natury posiada tę mocną stronę, z pewnością jest to wrodzone uwarunkowanie, a wrodzone uwarunkowania niewiele mają wspólnego z tym, co oddziałuje na człowieka po narodzinach. Widzisz, niektórzy zaczynają uczyć się biznesu w wieku 15 czy 16 lat, gdy chodzą jeszcze do szkoły. Ilekroć mają w swoich rękach coś dobrego, kombinują, jak to sprzedać. Sprzedają nawet prezenty urodzinowe, które dostali od rodziców. Nie wydają kieszonkowego, ale oszczędzają je, by ubić jakiś interes. W wieku 18 czy 19 lat są już w stanie realizować małe przedsięwzięcia biznesowe. Ich oceny w szkole są przeciętne, ale mają oni głowę do interesów, potrafią szybko liczyć i cechuje ich wyjątkowa smykałka do biznesu – to jest mocna strona. Zamiłowanie do prowadzenia działalności gospodarczej podpada pod kategorie mocnych stron lub zainteresowań i hobby w obrębie wrodzonych uwarunkowań. W każdym razie jest to aspekt wrodzonych uwarunkowań i tak właśnie klasyfikowany jest przejaw zamiłowania do prowadzenia działalności gospodarczej. Niektórzy ludzie niekoniecznie mają jakieś hobby lub jakąś mocną stronę w dziedzinie biznesu. Robiąc interesy, uciekają się głównie do oszustw i przekrętów. Zarabiają pieniądze nie swoją ciężką pracą, staraniami czy z użyciem legalnych środków i metod biznesowych, ale poprzez wszelkiego rodzaju szwindle i oszustwa i poprzez wykorzystanie luk prawnych, by osiągnąć swój cel, czyli wygenerować zysk i zarobić pieniądze. Z jakim problemem mamy tu do czynienia? Tacy ludzie nagminnie robią interesy w taki sposób – czy wiąże się to z substancją ich człowieczeństwa? (Tak). Czy takie człowieczeństwo jest dobre, czy złe? (Złe). W jaki sposób jest złe? Jeśli chodzi o człowieczeństwo takich osób, ogólnie mówiąc, mają one zły charakter. Celem biznesu zawsze jest zarobek. Jeśli zarabiasz pieniądze, prowadząc legalną działalność gospodarczą, jest to zdolność, którą posiadasz, i korzyść wynikająca z mocnej strony, którą obdarzył cię Bóg. Jednak jeśli ktoś generuje pieniądze i zyski nie w ramach legalnej działalności, ale poprzez wszelkiego rodzaju szwindle i oszustwa, to nie ma za grosz uczciwości, a jego charakter jest poniżej krytyki. Czy taki ktoś ma sumienie? (Nie). Mówiąc potocznie, jego sumienie jest całkiem zgniłe – on nie ma sumienia. Dlaczego mówimy, że on nie ma sumienia? (Na ogół ludzie mający sumienie czują, że ono ich oskarża po tym, jak kogoś oszukali lub naciągnęli, i oni już więcej takich rzeczy nie robią. Tymczasem ludzie pozbawieni sumienia myślą jedynie o zysku. Ich sumienie jest głuche, więc oni po prostu dalej robią to, co robili). Tacy ludzie nie posiadają mechanizmu sumienia; można też powiedzieć, że po prostu nie mają sumienia. Gdyby mieli sumienie, ono by funkcjonowało, więc po oszukaniu kogoś odczuwaliby wyrzuty sumienia. Chociaż osiągnęli zysk, w środku czuliby się fatalnie. Wydając te pieniądze, oblaliby się rumieńcem i zrobiłoby im się nieswojo, bo czuliby, że to, czego się dopuścili, było plugawe i podłe. Dlatego też już nigdy by później nikogo nie oszukali; bez względu na to, jaki byłby potencjalny zysk, już nigdy by tego nie zrobili – tak działa mechanizm sumienia. Jednak ci, którzy umieją skutecznie oszukiwać, nabierać i naciągać ludzi, będą to robić, ilekroć przyjdzie im ochota. Gdy im się udaje i gdy wydają pozyskane w ten sposób pieniądze, w głębi serca nie czują się z tym źle. Gdy już położyli łapy na pieniądzach, uważają się za sprytnych i błyskotliwych, zachwyca ich i napawa szczególną dumą powodzenie ich oszukańczych strategii. Sprzedają niedoważone towary, sprzedają fałszywe leki, sprzedają podróbki żeń-szenia, sprzedają mięso z wstrzykniętą wodą – wszystko, co sprzedają, jest podrobione i fałszywe. Każde przedsięwzięcie biznesowe, w które się angażują, wiąże się z oszukańczymi taktykami i pułapkami i wszystkie pieniądze, jakie zarabiają, pochodzą ze szwindli i przekrętów. Bez względu na to, w jaki biznes się angażują, nigdy nie prowadzą swojej działalności zgodnie z przepisami, ustalając uczciwą cenę. Widzisz, niektórzy ludzie w ramach swojej działalności w szczególności naciągają stałych klientów. Na przykład, jeśli często robisz u nich zakupy i wiedzą, że masz pieniądze, policzą ci 100 juanów za produkt, który sprzedają innym za 10 juanów. Powiedzą nawet przy tym: „Nie sprzedaję tego nikomu innemu – przechowuję to tylko dla ciebie. Widzisz, jaka silna łączy nas relacja? To dla ciebie doskonały interes, czyż nie?”. Oszukują innych, a do tego potrafią wzbudzić w nich wdzięczność – to zawodowi naciągacze! Ludzie, których sumienie w ogóle nie oskarża, nie odczuwają żadnych wyrzutów ani nie mają żadnej świadomości w swoim sumieniu bez względu na to, co robią, więc można powiedzieć, że tacy ludzie są sumienia pozbawieni. Bez względu na to, jaki jest ich rozum, a biorąc pod uwagę jedynie ich sumienie, należy uznać, że są oni pozbawieni człowieczeństwa i mają podły charakter. Do jakiego stopnia jest on podły? Nie mają ani sumienia, ani człowieczeństwa. Oznacza to, że brakuje im świadomości, mechanizmu i hamulców sumienia, które właściwe są normalnym ludziom. Pozbawieni tych hamulców, są zdolni do wszystkiego. Robiąc interesy, są w stanie uciekać się do oszustw i przekrętów; w każdej operacji biznesowej zdolni są do manipulacji i łamania przepisów. Nie cofną się przed żadnym niemoralnym czynem. Nawet gdy budują domy, używają byle jakich materiałów. Widzisz – skąd biorą się te przechylone i zawalone budynki w Chinach kontynentalnych? Otóż stąd, że w celu osiągnięcia kolosalnych zysków budowlańcy użyli mieszanki betonowej gorszej jakości i zastosowali niespełniające normy techniki wykorzystania prętów zbrojeniowych, co wpłynęło negatywnie na stan budynków. W rezultacie wkrótce po wprowadzeniu się lokatorów niektóre budynki się zawalają. Gdyby doszło do trzęsienia ziemi o sile pięciu lub sześciu stopni w skali Richtera, większość tych budynków by się zawaliła i konsekwencje byłyby niewyobrażalne. Ci nikczemni wykonawcy nie mają za grosz sumienia – widząc, że ludzie umierają, oni od razu lecą do swoich protektorów, żeby podjąć środki zaradcze i jakoś wybrnąć z tej sytuacji. Jeśli ich protektorzy są wystarczająco potężni i mają do dyspozycji środki zaradcze, sprawę można z powodzeniem zatuszować. Jeśli chodzi o te kilka zgonów, ci ludzie opłaca koszty pogrzebów i nikt nie będzie w stanie pociągnąć ich do jakiejkolwiek odpowiedzialności. Ich sumienie jest kompletnie głuche; co tam zresztą kilka zgonów – przecież nawet gdyby umarły dziesiątki setki czy tysiące, dla nich nic by to nie znaczyło. W ich oczach życie człowieka nie różni się niczym od życia mrówki – nie znaczy nic. Powiedzcie Mi: czy oni mają sumienie? O tych, którzy nie mają sumienia, można powiedzieć, że nie mają też człowieczeństwa. Czy zatem ich oszustwa i przekręty przy robieniu interesów to przejawy skażonych skłonności? (Tak). Chodzi w tym przypadku o konkretne skażone skłonności. O jakie? (Okrucieństwo i fałsz). Ich charakterystycznymi i reprezentatywnymi skażonymi skłonnościami są fałsz i nikczemność. Ci, którzy nie cofną się przed szwindlami i oszustwami wszelkiego rodzaju, są wyjątkowo fałszywi. Czasami do naciągania i oszukiwania ludzi stosują środki, których nigdy byś się nie spodziewał, i być może czuć się będziesz uradowany, będąc przez nich oszukiwanym, i będziesz myślał, że oni traktują cię naprawdę dobrze. Dopiero po długim czasie przejrzysz na oczy i nagle uświadomisz sobie, że zostałeś nabrany. I gdy wtedy zaczniesz ich szukać, okaże się, że zniknęli bez śladu. Jak wyrafinowane są ich metody oszukiwania ludzi! W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia przemysł i handel w chińskiej prowincji Guangdong były na dość wysokim stopniu rozwoju. Niektóre stosunkowo zaawansowane artykuły gospodarstwa domowego nie dotarły jeszcze wtedy w głąb interioru, więc niektórzy ludzie stamtąd podróżowali do Guangdong, aby je zakupić i w ten sposób nadążać za aktualnymi trendami. Kiedy kupcy zdali sobie sprawę, że ci klienci przybyli z interioru, zaczęli dostrzegać w tym szansę na szwindel. Ludzie z interioru kupowali magnetofony, telewizory i inne urządzenia. Po dokonaniu płatności sprzedawcy nawet mówili im, jak długo obowiązuje gwarancja i że jeśli coś się zepsuje, mogą zgłosić się w celu wymiany urządzenia; dzięki temu klienci mieli poczucie, że obsługa posprzedażowa jest naprawdę na poziomie. Gdy już mieli się zbierać, sprzedawcy mówili, że muszą zapakować urządzenie i szli z nim na zaplecze. Później, gdy klient wracał do domu i odpakowywał sprzęt, w środku znajdował tylko cegły i kamienie, a po urządzeniu ani śladu – dopiero wtedy docierało do niego, że sprzedawcy zrobili podmiankę i go oszukali. Podróż powrotna w celu ich odszukania zabrałaby zbyt dużo czasu, a poza tym byłaby bardzo kosztowna, więc klient mógł jedynie przełknąć gorycz straty i wyciągnąć z tego doświadczenia naukę na przyszłość – gdy coś kupujesz, jedną ręką przekazujesz pieniądze, a drugą odbierasz towar, a ponadto musisz wszystko samemu dokładnie sprawdzić, żeby mieć pewność, że faktycznie dostajesz to, za co płacisz. Coś takiego często przytrafia się ludziom, którzy regularnie wyjeżdżają w interesach. Obecnie tego typu incydenty nie są już tylko sporadycznymi przypadkami w jakimś jednym mieście, lecz stały się czymś powszechnym. Szwindle i oszustwa wszelkiego rodzaju zdarzają się coraz częściej i coraz więcej ludzi zajmujących się biznesem ucieka się do przekrętów. Dlaczego kiedyś nie zdarzało się to aż tak często? Po prostu dlatego, że wtedy ludzie nie odkryli jeszcze tych oszukańczych taktyk. Gdy już rozpleniły się one w społeczeństwie, kupcy jeden po drugim zaczęli je naśladować i stosować, aż w końcu wszyscy stali się oszustami. Wszyscy stali się oszustami – czy może to oznaczać, że ich sumienia zostały skażone później? Nie, ci ludzie z natury nie mają zbyt dużo sumienia. Po prostu wcześniej, z powodu poziomu doświadczenia lub wiedzy, nie wykombinowali jeszcze, jak oszukiwać i naciągać ludzi, stosując te właśnie sposoby. Później, gdy zepsucie ogarnęło całe środowisko społeczne, stawali się coraz bardziej okrutni i bezlitośni, robiąc tego typu rzeczy, a natura ich działań przerodziła się w coś jeszcze bardziej ohydnego.

Ludzie tego pokroju uciekają się do oszustw i przekrętów w interesach, czy zatem będą też oszukiwać i naciągać ludzi, robiąc coś innego? (Tak). Ich środki i metody biznesowe oraz ich nastawienie do rzeczy takich jak oszustwa i przekręty reprezentują ich człowieczeństwo. Oni mają tego rodzaju człowieczeństwo, więc bez względu na to, co robią – nawet jeśli nie jest to oszukiwanie i naciąganie innych – nie będzie to nic lepszego. Robią te rzeczy, bo takie właśnie mają człowieczeństwo, więc natura wszystkich ich działań jest zasadniczo taka sama – ich sumienie jest po prostu kompletnie głuche. Gdy ludzie tego pokroju obejmują jakieś stanowisko urzędnicze, ich sposób wysławiania się i postępowania jest taki sam jak wtedy, gdy robili interesy – nie mają mechanizmu sumienia, oszukują i szachrują, krzywdzą i zabijają ludzi oraz łamią prawo; są zdolni do wszystkiego, co sprzeczne jest z człowieczeństwem, moralnością i sprawiedliwością moralną. Postępują w taki sposób zarówno w interesach, jak i w polityce. Jeśli zajmują się badaniami naukowymi, to czy ich człowieczeństwo może się zmienić dlatego, że prowadzą działalność w innej dziedzinie? Nie. Powiedzcie Mi: czy tacy ludzie mają przewagę, jeśli chodzi o zajmowanie się sprawami ogólnymi w kościele? Niektórzy mówią: „Ten kiedyś był potentatem biznesu i prezesem firmy w laickim świecie. Potrafi robić interesy bardzo sprytnie, ale nie do końca przyzwoicie – czasem oszukuje i naciąga ludzi. Nie wiem, czy awansowanie takiego człowieka i powierzenie mu spraw ogólnych w kościele jest właściwe, czy też nie”. Powiedzcie Mi: czy taki ktoś jest dobrym człowiekiem? Czy faktycznie jest utalentowaną jednostką? (Nie). Niektórzy ludzie zawsze uznają takie jednostki za utalentowane, rekomendują wszystkich tych, którzy cieszą się choć odrobiną prestiżu w społeczeństwie, i mówią przy okazji, że ten czy tamten był prezesem lub dyrektorem wysokiego szczebla, że ten czy tamten należał do dziesiątki najzdolniejszych młodych ludzi w społeczeństwie lub był przykładnym pracownikiem, że ten czy tamten ma magisterkę lub doktorat, pracował jako prawnik bądź dziennikarz, urzędnik czy członek służby cywilnej. Ludziom, którzy rekomendują te jednostki, tak naprawdę brakuje duchowego zrozumienia i nie rozumieją oni prawdy. Mają po prostu wrażenie, że różne elementy pracy w domu Bożym muszą być powierzone tym utalentowanym jednostkom i elitom z rozmaitych profesji w społeczeństwie, więc rekomendują ich na stanowiska kierowników w zakresie odpowiednich elementów pracy. Gdy już ci ludzie zostali kierownikami, nie tylko nie poradzili sobie z pracą, ale totalnie ją spartaczyli, przez co do pracy kościoła wdarł się chaos – to zupełny nonsens! Potrafili oni jedynie mieć czelność, by działać z bezrozumną pochopnością, siać zamęt, popełniając hultajstwa, postępować lekkomyślnie i zuchwale oraz bezczelnie brać się za jakąś pracę – oprócz tego nie było ani jednego elementu pracy, którym umieliby się zająć zgodnie z prawdozasadami. Najgłówniejszą cechą tych ludzi jest to, że nigdy w niczym nie szukają prawdą i nie mają bogobojnych serc. Dlaczego są w stanie dojść do stanowisk kierowniczych? Jeden powód jest taki, że uważają się za przedstawicieli elit, utalentowane jednostki i filary wszelkich profesji w społeczeństwie, więc sądzą, że po przybyciu do domu Bożego powinni zajmować kluczowe stanowiska, brać na siebie poważną odpowiedzialność i odgrywać ważne role, że muszą mieć prestiż i cieszyć się szacunkiem oraz że dom Boży sobie bez nich nie poradzi. Dlatego przepychają się łokciami, by być w centrum uwagi, i usiłują zostać kierownikami oraz wziąć na siebie pracę. Drugi powód jest taki, że sam dom Boży daje im sposobności. Skoro chcą pracować, to niech się w tym sprawdzą – bez względu na to, czy są kompetentni, czy nie, muszą pokazać, na co ich stać. Jednak ludzie ci nie mają żadnego autentycznego talentu ani rzeczywistej wiedzy. Mniejsza o to, czy rozumieją prawdę i czy potrafią postępować zgodnie z prawdozasadami – jedynie pod kątem ich potencjału, talentów, wglądu, zdolności do pojmowania rozmaitych spraw, zdolności postrzegania i zdolności do załatwiania spraw, większość z nich nie ma żadnego autentycznego talentu ani rzeczywistej wiedzy. Nie mają autentycznego talentu ani rzeczywistej wiedzy, więc czemu są tak skorzy i wykazują taką inicjatywę, by wziąć na siebie poważną odpowiedzialność i ciężar pracy? To wszystko przez ich ambicje i próżność, a na dodatek są zuchwali – nie znają swojego miejsca i stale chcą się popisywać. W efekcie nie udaje im się dobrze wykonać pracy i wychodzą tylko na głupków. Dlaczego to mówię? Ponieważ gdy ci ludzie objęli te stanowiska, w każdy element pracy wdarł się totalny zamęt i efektem był zupełny bałagan. Jednym słowem, był to chaos. Nie stosowali się oni do żadnych zasad, posługując się ludźmi, nie stosowali się do żadnych zasad, załatwiając sprawy, bezrozumnie wydawali ofiary pieniężne, a ponadto nie monitorowali rozmaitych elementów pracy i nie zajmowali się nimi w trybie bezzwłocznym. Nawet najbardziej podstawowe sprawy ogólne przerastały większość z tych ludzi; zostawiali po sobie zupełny bezład. Uprawa ziemi, hodowanie kurczaków, hodowla owiec – żaden z nich nie okazał się kompetentny w tych zadaniach. Nie wiedzą, kiedy co sadzić, kiedy orać, kiedy nawozić, kiedy pielić i kiedy zbierać plony. Z całej swojej pracy zrobili chaos. Gdyby na początku dom Boży nie posłużył się tymi ludźmi, mieliby poczucie, że nie daje im on szansy i patrzy na nich z góry. Dlatego dostali szansę – i jaki był rezultat tego, że się nimi posłużono? Pozostawili po sobie totalny bałagan i koniec końców dom Boży musiał po nich sprzątać. Co do każdego elementu pracy, jakim się zajmowali, Zwierzchnictwo musiało przekazać instrukcje i przeprowadzić kontrole – nawet w przypadku drobnych spraw, takich jak utrzymanie czystości wewnątrz i na zewnątrz, Zwierzchnictwo musiało przekazać instrukcje. Ostatecznie można uznać, że praca zasadniczo wróciła teraz na właściwe tory dzięki ścisłemu nadzorowi, planowaniu, koordynacji, instrukcjom i kierowaniu wszystkim od zera krok po kroku przez Zwierzchnictwo. Nie wspominając już o niczym innym, tylko jeśli chodzi o problemy na farmach, muszą tam być przynajmniej odpowiedni ludzie, by utrzymać czystość. Większość ludzi zachowywała się jak dzikie zwierzęta, rzucali śmieci byle gdzie, mówili coś, nie myśląc o wpływie na środowisko, krzyczeli i wrzeszczeli – po prostu niczym nie różnili się od niewierzących. Stając w obliczu tych konkretnych spraw ogólnych, żaden z tych tak zwanych utalentowanych ludzi nie potrafił systematycznie wszystkim zarządzać. Nie byli nawet w stanie uporać się drobnymi sprawami, na przykład z zarządzaniem czystością i otoczeniem. Te sprawy zewnętrzne nie wiążą się z prawdą i każdy, kto ma nawet niewielki potencjał i odrobinę sumienia, powinien być w stanie sobie z nimi poradzić – jeśli ktoś nie potrafi nawet tych spraw zewnętrznych dobrze załatwić, to jest po prostu bezużyteczny. Ci ludzie chcieli być urzędnikami i dyktować warunki, mimo że nie mają sumienia, rozumu, potencjału ani talentu. Gdy nie pozwolono im być urzędnikami, zaczęli protestować i się wykłócać, nie ustąpili nikomu ani na krok. Czyż nie są oni diabłami? Gdy dom Boży zdemaskował i wyeliminował te diabły, do zarządzania farmą wybrani zostali odpowiedni ludzie. Dzięki przewodnictwu i planowaniu przez Zwierzchnictwo farma wygląda teraz bardzo dobrze i wszystkim się podoba. Lokalni mieszkańcy też naprawdę ją podziwiają i wyrażają wielką aprobatę. Niektórzy z nich mówią: „Nigdy w życiu nie widziałem farmy zarządzanej w taki sposób, że utrzymany jest idealny porządek i jest tam bardzo pięknie. My nie bylibyśmy w stanie przeprowadzić takiej transformacji nawet w ciągu dziesięciu lat. Jak wam się to udało tak dobrze i tak szybko? Ile lat zajęło wam nadanie farmie jej obecnego kształtu?”. W rzeczywistości wystarczył jeden rok, by dokonać tak wielkiej zmiany, by ziemię leżącą odłogiem przemienić w to, co bracia i siostry postrzegają dziś jako park i ogród. Niektórzy nawet stwierdzili, że to miejsce wygląda jak zaczarowana kraina, jak dzieło sztuki malarskiej. Odpowiednie planowania i prace budowlane naprawdę robią różnicę. Miejsce to pierwotnie pokrywały pył i błoto, wszędzie walały się śmieci, wyglądało to jak pobojowisko. Później dzięki pracom porządkowym nastąpiła stopniowa poprawa. Z czasem wszyscy przywykli do takich warunków życia i to do tego stopnia, że jeśli pojawi się jakiś brud lub bałagan, niektórzy wręcz nie są do czegoś takiego przyzwyczajeni. Widzisz, poprzez tego rodzaju zarządzanie większość ludzi czerpie korzyści i rozwija dobre nawyki życiowe. Jedynie na bazie osobistych instrukcji od Zwierzchnictwa tego rodzaju konstrukcja mogła powstać. Z kolei nikt z tych tak zwanych utalentowanych ludzi tak naprawdę nie potrafi dokonać niczego rzeczywistego. Nie są oni w stanie dobrze zarządzać nawet podstawowymi pracami porządkowymi. Nie wiedzą nawet, jak zorganizować wystrój pokoju, żeby wyglądał odpowiednio, i nie potrafią rozeznać się w tym, kto nadaje się do jakich obowiązków. Jaki rodzaj pracy ci ludzie są w stanie udźwignąć? Oni do żadnej pracy się nie nadają. Nie potrafią nawet ogarnąć środowiska, w którymi sami żyją – jak można ich uważać za utalentowanych? Oni nie mają nawet tej krztyny inteligencji, nie umieją się jasno wysławiać, błędnie postrzegają różne sprawy i nie są w stanie zdobyć się na niezależny osąd. To pokazuje, że są „utalentowani” w cudzysłowie – nie mają żadnego autentycznego talentu ani rzeczywistej wiedzy. Utalentowani ludzie muszą przede wszystkim posiadać w ramach swojego człowieczeństwa określone cechy, w tym zdolność pojmowania, zdolność oceniania i szacowania, a także przenikliwość. Jeśli nie posiadają tych cech, mogą się jedynie skompromitować, zajmując się konkretnymi sprawami, i nie są nawet w stanie uporać się z planowaniem i zarządzaniem, gdy w grę wchodzi jeden ogród albo niecały hektar ziemi – nie potrafią efektywnie go spożytkować – więc o jakich talentach można tu w ogóle mówić. Nie wymaga się od ciebie, byś zarządzał całą ziemią, masz po prostu dobrze zarządzać niecałym hektarem gruntu, czyli musisz utrzymywać tam porządek, by było pięknie i czysto, by powstało tam gustowne środowisko – jak wspaniale ludzie będą się czuć, żyjąc tam, nawet ptaki nie będą chciały odlecieć, gdy już trafią w to miejsce. Ci tak zwani utalentowani ludzie są niczym. Nie potrafią wykonać żadnej konkretnej pracy. W ogóle w ich przypadku nie można mówić o jakichkolwiek talentach – mają oni braki w swoim człowieczeństwie. Niczego nie umieją zrobić dobrze, a mimo to chcą się popisywać, chcą być przywódcami i pracownikami, chcą zajmować najważniejsze stanowiska i być kierownikami. Jakiego rodzaju jest to usposobienie? To aroganckie usposobienie.

Wróćmy do tematu zamiłowania do oszustw i przekrętów przy robieniu interesów. Oszukiwanie i naciąganie ludzi – jakiego typu jest to problem? Jednym z jego aspektów jest to, że człowieczeństwo takich oszustów i naciągaczy jest złe; brakuje im sumienia i rozumu. Jakie więc skażone skłonności przejawiają w swoim zachowaniu? Przede wszystkim, tacy ludzie mają fałszywe i nikczemne usposobienie; po drugie, odczuwają niechęć do prawdy i są nieprzejednani. Gdy oszukują innych, przejawiają bezwzględne okrucieństwo – bez względu na to, czy ich ofiara jest bogata, czy biedna, czy ma pieniądze, czy nie, oni i tak ją oszukują, nie okazując żadnej litości. Skażone skłonności takich ludzi są dość poważnym problemem pod każdym względem. Powiedzcie Mi: czy łatwo jest im dostąpić zbawienia? (Nie). Sądząc po ich skażonych skłonnościach, nie jest im łatwo dostąpić zbawienia. Biorąc pod uwagę ich człowieczeństwo, jaki aspekt utrudnia im dostąpienie zbawienia? Czy istnieje jakaś źródłowa przyczyna? (Nie mają sumienia). Zgadza się, ludziom, którzy nie mają sumienia, nie jest łatwo dostąpić zbawienia. Mechanizm sumienia już u nich zanikł, już nie istnieje. Bez mechanizmu sumienia człowiek nie spełnia fundamentalnego warunku umożliwiającego przyjęcie i praktykowanie prawdy. Dlatego bardzo trudno jest takim ludziom dostąpić zbawienia; można również powiedzieć, że nie są oni w stanie dostąpić zbawienia. Jest także możliwe, iż tego rodzaju ludzie chcą wykonywać pracę i w jakimś stopniu są do tego zdolni, a ostatecznie, ponieważ ich praca spełnia standardy i Boże wymagania, staną się oni lojalnymi wyrobnikami i przetrwają. Również i to jest Bożą łaską. Choć lojalni wyrobnicy mogą przetrwać, nie znaczy to, że dostąpili zbawienia. „Przetrwać” i „dostąpić zbawienia” to dwie odmienne względem siebie idee. Istnieje między nimi rozziew i różnica. Zasady, granice, kierunek i cele działań danego człowieka są w dużym stopniu powiązane z tym, czy jego człowieczeństwo jest dobre, czy też złe. Jeśli ktoś miłuje to, co pozytywne, i ma nieco poczucia sprawiedliwości, to pokazuje, że jego sumienie nie jest głuche – to pokazuje, że ten ktoś ma odrobinę sumienia. Niektórzy ludzie w swoim postępowaniu nie wykazują się poczuciem sprawiedliwości ani nie dokonują żadnych pozytywnych wyborów. Po prostu uwielbiają dopuszczać się niegodziwości, a to, co pozytywne, budzi w nich odrazę. Zwłaszcza gdy ktoś mówi co nieco o pozytywnych sposobach postępowania oraz o tym, że ludzie muszą w swoim postępowaniu kierować się człowieczeństwem i sumieniem, a także trzymać się moralnych granic i przestrzegać reguł, oni postrzegają to jako moralizatorstwo. Zresztą nazywanie tego „moralizatorstwem” to eufemizm; tak naprawdę oni tobą pogardzają i szydzą z ciebie. Uważają takie postępowanie za nieudacznictwo: „Popatrz, jak żałosne jest twoje życie. Nie masz pojęcia, jak robić przekręty i szwindle wszelkiego rodzaju, ani nie wiesz, jak podstępem zdobyć przewagę. W swoim postępowaniu zawsze jesteś taki praworządny, taki bojaźliwy. W dzisiejszych czasach zuchwali się obżerają, a bojaźliwi głodują. Jeśli jesteś bojaźliwy, nie dasz sobie rady!”. Uważają oni, że postępując zgodnie z sumieniem i zasadami, jesteś po prostu bojaźliwy, a oni, mając śmiałość do robienia przekrętów i szwindli wszelkiego rodzaju, są zuchwali. Ale czy to naprawdę dlatego, że są tacy zuchwali? Niektórzy ludzie wierzący w Boga w kraju wielkiego czerwonego smoka nie boją się prześladowań i aresztowania i trwają w swojej wierze w Boga. Czy to ma coś wspólnego z byciem zuchwałym bądź bojaźliwym? (Nie). Jest to powiązane z ich dążeniami – oni w swoim człowieczeństwie mają potrzebę i łaknienie, by wierzyć w Boga. Nie jest to kwestia bycia zuchwałym czy bojaźliwym. Niektórzy dopuszczają się w interesach przekrętów i szwindli wszelkiego rodzaju. Wielokrotnie grozi im schwytanie, aresztowanie, konfiskata majątku, bankructwo i likwidacja działalności, ale oni mimo to nadal oszukują ludzi. Nawet jeśli ich oszustwo prowadzi do utraty życia, nie dbają o to. Niektórzy ludzie, robiąc interesy, oszukują innych, zakładając fikcyjną spółkę – w rzeczywistości ta spółka nie istnieje, nie prowadzi faktycznej działalności ani niczego nie wytwarza. Taki ktoś, polegając wyłącznie na swoim darze wymowy, naciąga ludzi, żeby złożyli zamówienie, a gdy już dokonają płatności, on natychmiast się ulatnia, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu. W taki właśnie sposób oszukuje ludzi, jedna transakcja po drugiej, a gdy już położy łapy na pieniądzach, cała jego rodzina opływa w zbytki, racząc się najlepszymi potrawami i napojami. Jaką skalę mają oszustwa popełniane przez niektórych ludzi? Oszukują oni nawet instytucje i agencje wysokiego szczebla. Czasami stąpają po bardzo cienkim lodzie i jest możliwe, że ktoś przejrzy ich sztuczki i ich zdemaskuje. Tak naprawdę wiedzą w głębi serca, że ich działania narażą ich na ryzyko, ale o to nie dbają. Jeżeli psim swędem im się upiecze, przy następnej sposobności znów będą ludzi oszukiwać. Jeśli tylko ich oszustwa przynoszą im pieniądze, uważają się za wygranych, sądzą, że „zdobyli sławę i osiągnęli sukces”. Jeśli jednak poprosisz ich, żeby zaczęli wierzyć w Boga, nie mają odwagi. Mówią: „Jeśli będę wierzyć w Boga, skończy się to dla mnie uwięzieniem i skazaniem przez rząd. Za nic nie ośmielę się wierzyć!”. Gdy jednak w grę wchodzą przekręty i szwindle wszelkiego rodzaju, nie boją się aresztowania. Jeżeli udajesz się na zgromadzenie, taki ktoś mówi nawet coś takiego: „Jesteś naprawdę odważny. Aparat państwowy fanatycznie aresztuje i prześladuje wierzących właśnie teraz; jak to możliwe, że masz odwagę chodzić na zgromadzenia?”. Ty mówisz: „My, wierzący w Boga i podążający właściwą ścieżką, nie boimy się aresztowania. Kiedy prowadzisz firmy wydmuszki i dopuszczasz się przekrętów, jest to przecież bardzo niebezpieczne – czemu ty się nie boisz?”. On odpowiada: „My, ludzie biznesu, nie boimy się podejmować ryzyka. Ale wy jesteście bardzo odważni, wciąż uczęszczając na zgromadzenia w sytuacji, gdy rząd z taką determinacją usiłuje aresztować wierzących!”. Gdy ktoś taki widzi, że aresztuje się wierzących w Boga, nie ma odwagi w Niego wierzyć, a mimo to nie boi się, że zostanie aresztowany za przekręty, których się dopuszcza w interesach. Cóż to za nikczemnik? Czy to nie pokazuje różnicy w człowieczeństwie ludzi? Dokładnie taka różnica istnieje między ludźmi. Skażone skłonności ludzi są takie same – wszyscy oni mają identyczne skażone skłonności – ale biorąc pod uwagę różnice w ich człowieczeństwie, niektórzy ludzie nigdy nie będą w stanie uwierzyć w Boga; nigdy nie będą mogli stać się członkami domu Bożego. Nawet jeśli tacy ludzie wierzą w Boga, nigdy nie będą mogli dostąpić zbawienia. Który aspekt na to wskazuje? Ich człowieczeństwo. Niektórzy mężczyźni wspierają swoje żony w ich wierze w Boga, lecz kiedy żony te usilnie nakłaniają swoich mężów, by również uwierzyli, oni mówią, że to zbyt niebezpieczne, i nie mają odwagi wierzyć. Mimo to w interesach dopuszczają się oszustw i szwindli wszelkiego rodzaju i nie dbają o to, jak wielkie niebezpieczeństwo im grozi. Są zdolni do złamania każdego prawa i ośmielają się stosować dowolne taktyki. Bez względu na to, jak ścisłą obserwację prowadzi rząd i jakie wyroki skazujące są wydawane na mocy prawa, oni się wcale nie przejmują. W swoim postępowaniu nie respektują żadnych granic, a gdy coś robią, nie patrzą na konsekwencje i uważają, że wszystko gra, jeśli tylko można wyciągnąć jakieś zyski. Jeśli ktoś taki wierzy w Boga, nie jest w stanie zyskać prawdy i nie może dostąpić zbawienia – jest tak dlatego, że nie miłuje prawdy, tylko pieniądze. Ilekroć bierze się za jakieś interesy, oszukuje i naciąga innych oraz ucieka się do manipulacji – tak przejawia się jego nikczemne serce. Ktoś, kto ma tego typu charakter, jest całkowicie skończony; Bóg nie zbawia ludzi tego pokroju. Niektórzy mówią: „A co, jeśli ktoś taki zarabia mnóstwo pieniędzy i przekazuje datek na rzecz domu Bożego?”. Dom Boży nie przyjmuje takich pieniędzy; dom Boży nie przyjmuje pieniędzy, które pozyskane zostały w sposób nielegalny. Gdy tylko taki ktoś zaczyna robić jakieś interesy, posuwa się do przekrętów i oszustw wszelkiego rodzaju – ma on marne człowieczeństwo. Jak marne? Gdy prosisz go, by wsłuchał się w głos swojego sumienia, on odpowiada: „Nic nie czuję. Nie wiem, gdzie jest moje sumienie. Nie wiem też, czym jest sumienie ani ile kosztuje w przeliczeniu na kilogramy”. I wtedy już rozumiesz: „Nic dziwnego, że on zarabia pieniądze dużo szybciej niż inni ludzie działający w tej samej branży. Nic dziwnego, że wszyscy klienci kupują właśnie u niego. Stosuje przebiegłe taktyki – w interesach ucieka się do podejrzanych praktyk i jego oszukańcze działania to nie przelewki!”. Jednak on wcale się tego nie wstydzi, a wręcz się tym chwali i chełpi, mówiąc: „Popatrzcie na siebie, robicie interesy w sposób tak poważny i przepisowy. Oszukacie kogoś jeden raz i tak się boicie, że serce podchodzi wam do gardła. Spójrzcie na mnie – ja się nie boję! Jeśli tylko Biuro Przemysłu i Handlu oraz policja nie zdobędą żadnych dowodów, to wszystko gra. Chcesz mnie pozwać? Nic na mnie nie masz! Popatrz, jak sprytnie naciągam ludzie! Czy ty tak potrafisz? Nie potrafisz! Robisz kogoś w bambuko i od razu się z tym zdradzasz. Nie masz taktyki, którą ja stosuję. Twój potencjał jest marny!”. Jakiego rodzaju jest to osoba? Jest to osoba zła. Czy istnieje jakakolwiek nadzieja na jej odkupienie? Nie, dla niej nie ma już odkupienia. To nie z powodu swoich skażonych skłonności tacy ludzie nie mogą dostąpić zbawienia, ale dlatego, że ich człowieczeństwo jest zbyt marne. Marne w jaki sposób? W taki mianowicie, że oni nie mają człowieczeństwa ani sumienia; utracili swoje sumienie. Co to znaczy utracić swoje sumienie? Znaczy to, że taki ktoś w swoim postępowaniu nie trzyma się granic sumienia. Granice te oparte są na sumieniu – sumienie ustanawia te granice. Bez względu na to, kogo oszukujesz, uciekając się przy robieniu interesów do przekrętów i szwindli wszelkiego rodzaju – czy jest to ktoś zły, czy ktoś dobry – w każdym razie sam czyn sprzeciwia się moralności, sumieniu i człowieczeństwu. Gdy coś takiego się dokona, twoje sumienie już zawsze będzie cię oskarżać. Splamisz się na całe życie. Jeśli prawdziwie jesteś człowiekiem, nigdy nie powinieneś robić takich rzeczy. Bez względu na to, kto jest ofiarą twojego oszustwa, i bez względu na to, jaką sumę pieniędzy udaje ci się w ten sposób pozyskać – nawet jeśli oszukujesz ludzi złych i niegodziwych – oszustwo pozostaje oszustwem. Dlatego też niezależnie od okoliczności i od tego, z kim masz do czynienia, nigdy nie powinieneś nikogo oszukiwać. Tym właśnie sposobem trzymasz się granic sumienia w swoim postępowaniu i działa w tobie hamująca siła, której źródło tkwi w mechanizmie sumienia. Jeśli działa w tobie mechanizm sumienia, to w tym, co robisz, będziesz trzymał się granic. Jeśli nie działa w tobie mechanizm sumienia, będziesz te granice przekraczał i będziesz zdolny do wszystkiego. Można powiedzieć, że takie osoby nie mają ani odrobiny sumienia i rozumu oraz gorszę są niźli zwierzęta. Jeśli niektórzy uważają takie postawienie sprawy za nazbyt skrajne, ujmijmy to w nieco inny sposób: Osoba bez choćby krztyny rozumu jest jak zwierzę. Czyż ci, którym brak człowieczeństwa, nie są zwierzętami? Jeśli ktoś jest człowiekiem, lecz nie ma człowieczeństwa, to jaka jest jego istota? Czyż nie jest to istota zwierzęcia? Różnica pomiędzy nim a zwierzęciem jest taka, że on potrafi chodzić na dwóch nogach w pozycji wyprostowanej oraz posługuje się językiem, podczas gdy zwierzęta nie mają ludzkiej zdolności mowy. Aby czerpać zyski, potrafisz stosować wszelkiego rodzaju środki i metody, pozwalające na wszelkie sposoby oszukiwać i naciągać ludzi, podczas gdy zwierzęta tego nie potrafią. Dlatego stwierdzenie, że ludzie tego pokroju są jak zwierzęta, to łagodne określenie – w rzeczywistości są oni naprawdę gorsi od zwierząt. Czy ci, którzy są gorsi od zwierząt, mogą dostąpić zbawienia? Nawet w najmniejszym stopniu nie przyjmują prawdy – kochają jedynie pieniądze. Jest to problem dotyczący ich natury i nikt nie jest w stanie tego zmienić. Kto oczekuje, że tacy ludzie przyjmą prawdę, może równie dobrze oczekiwać, że kogut zniesie jajka – to się nigdy nie wydarzy. Dlatego też pośród całej zepsutej ludzkości – wyłączając tych, którzy popełniają morderstwo dla zysku albo dopuszczają się przestępstw i łamią prawo – tych, którzy uciekają się do przekrętów i szwindli wszelkiego rodzaju, można uznać za posiadających najgorsze człowieczeństwo – to szumowiny ludzkości, zwyrodnialcy ludzkości. W obecnej erze znakomitej koniunktury gospodarczej mamy do czynienia z ogromną liczbą takich ludzi uciekających się do wszelkiego rodzaju przekrętów i szwindli przy robieniu interesów. Jednak bez względu na to, ilu jest takich ludzi, w każdym razie takie przejawy wystarczą, by zilustrować problem z człowieczeństwem. To, jakie ktoś ma sumienie, i to, czy trzyma się jego granic – oto wskaźnik służący do oceny jego człowieczeństwa. Jak ktoś, kto nawet nie ma człowieczeństwa, mógłby w ogóle dostąpić zbawienia? Człowieczeństwo danej osoby musi przynajmniej spełniać warunki pozwalające przyjąć prawdę. Ci, którzy robią wszelkiego rodzaju przekręty i szwindle, zasadniczo nie spełniają w swoim człowieczeństwie warunków pozwalających przyjąć prawdę. Jeśli zatem poprosisz ich o przyjęcie prawdy, aby następnie odrzucili skażone skłonności, nie będą w stanie tego osiągnąć. Jedynie ci, którzy mają sumienie i rozum, są w stanie przyjąć prawdę oraz odrzucić skażone skłonności i tym sposobem dostąpić zbawienia, ponieważ ich sumienie charakteryzuje się pewnym poziomem świadomości i w określony sposób funkcjonuje w ich postępowaniu i zachowaniu. Gdy omawiasz z takimi ludźmi prawdę i mówisz o tym, jak w nią wkroczyć, jak odrzucić skażone skłonności, co jest zgodne z intencjami Boga, a co nie jest, i jak powinno się postępować, oni potrafią to przyjąć i się podporządkować. Omawianie prawdy z takimi ludźmi jest czymś właściwym – oni są odpowiednimi odbiorcami. Jeśli omawiasz prawdę z tymi, którzy w interesach głównie oszukują i naciągają innych, to równie dobrze możesz rzucać grochem o ścianę. Jeśli zatem idzie o ludzi, którzy robią interesy, po prostu uważnie przyjrzyj się, czy w swoich działaniach biznesowych, transakcjach i interakcjach z innymi stosują legalne środki, czy mają hamulce i granice właściwe sumieniu oraz czy ich sumienie może funkcjonować w ramach ich transakcji i interakcji z innymi ludźmi. Jeśli ich sumienie jest w stanie funkcjonować i działać na nich jak siła hamulcowa, to są oni akceptowalni i warto się obracać w ich towarzystwie. Takim ludziom można głosić ewangelię i można omawiać z nimi prawdę. Jeżeli są w stanie przyjąć prawdę, to jest dla nich nadzieja na dostąpienie zbawienia. Na tym kończymy nasze omówienie dotyczące zamiłowania do prowadzenia działalności gospodarczej.

Zamiłowanie do sztuk pięknych

Teraz przyjrzyjmy się zamiłowaniu do sztuk pięknych. Ci, którzy się nim wykazują, z natury lubią śpiewać, tańczyć, grać na instrumentach muzycznych oraz występować dla publiczności. Ekscytują się tym bardziej, im więcej ludzi jest obecnych; chcą zrobić małe widowisko w postaci szermierki słownej, skeczów, śpiewów, tańców albo gry na instrumentach muzycznych, aby wszystkich wokół uszczęśliwić i pomóc im się odprężyć. Jakiego rodzaju przejawem jest zamiłowanie do sztuk pięknych? Po pierwsze, musimy ustalić, czy na sztuki piękne składają się rzeczy pozytywne, czy rzeczy negatywne. Jeśli nie macie co do tego jasności, pozwólcie, że zapytam: czy waszym zdaniem śpiew i taniec są uzasadnionymi potrzebami właściwymi człowieczeństwu? (Tak). Są uzasadnionymi potrzebami właściwymi człowieczeństwu. Innymi słowy, ludzie robią użytek ze swojego głosu, mowy ciała lub jakiejś metody artystycznej, by uczynić życie przyjemniejszym, by podsycić radość życia albo wyrazić jakiś swój nastrój. Czy można to uznać za uzasadnione? (Tak). Wróćmy teraz do pierwotnego tematu – zamiłowania do sztuk pięknych, do śpiewu i tańca, do gry na instrumentach i występów dla publiczności – do jakiej kategorii należą tego typu przejawy? (Do zainteresowań i hobby). Skoro są to zainteresowania i hobby, to pod co podpadają? (Pod wrodzone uwarunkowania). Niektóre dzieci lubią słuchać muzyki i oglądać tańce już w wieku pięciu lub sześciu lat, a gdy słyszą rytm muzyki, zaczynają poruszać rękami i stopami i aż się rwą do tańca. To jest wrodzone. Niektórzy ludzie słyszą piosenki i muzykę taneczną i chcą nauczyć się tańczyć, ale nie są w stanie, nawet gdy mają kilkanaście lat albo są po dwudziestce. Nauka tańca jest dla nich czymś bardzo męczącym i są oni wyjątkowo niezdarni. To też jest coś wrodzonego. Z drugiej strony ci, którzy z natury mają zamiłowanie do śpiewu i tańca, mogą zacząć tańczyć radośnie, gdy tylko usłyszą muzykę. Gdy słyszą, jak ktoś śpiewa jakąś piosenkę, potrafią się przyłączyć i uczyć się od niego i już po kilku próbach są w stanie sami tę piosenkę zaśpiewać. To dowodzi, że w przypadku tego rodzaju osób jest to coś wrodzonego, mają do tego naturalny dryg; w głębi serca lubią te rzeczy i są w nich dobrzy. Wiedzą, jak je robić, i nikt nie musi ich tego uczyć. Są nawet takie szczególnie wybitnie jednostki, które potrafią zaśpiewać kilka wersów regionalnej opery już w wieku siedmiu czy ośmiu lat, a w ich śpiewie słychać autentyczne wyczucie i śpiewają we właściwej tonacji i do rytmu – to naprawdę wielka rzadkość! Niektóre dzieci potrafią zaśpiewać kilka piosenek popowych, a niektóre umieją tańczyć w stylach takich jak taniec indyjski, taniec Xinjiang czy taniec nowoczesny. Gdy słyszą utwory taneczne lub muzykę, instynktownie je lubią i szybko zaczynają poruszać ciałem w takt muzyki. Jeśli nie pozwolisz im śpiewać, będę potajemnie śpiewać sobie w duchu albo znajdą odpowiednie miejsce, by śpiewać na głos. Po prostu chcą śpiewać i uwielbiają to robić, nikt ich nie może powstrzymać. Nie bierze się to zamiłowanie z wpływu, jaki wywierali na nich rodzice, i nikt ich tego nie nauczył. Od maleńkości mieli te mocne strony czy też te hobby. Jest oczywiste, że to wrodzone uwarunkowanie – wrodzone zainteresowanie sztukami pięknymi. Jeśli dzieci interesują się sztukami pięknymi, to czy muszą wykonywać zawód związany z tą dziedziną i czy muszą przez resztę życia pracować w tej właśnie branży? Niekoniecznie. Zależy to od Bożego zarządzenia, od tego, jak Bóg sprawuje swoją suwerenną władzę, i od tego, co On ustala. Jeśli na podstawie Bożego zarządzenia mają wykonywać zawód z dziedziny sztuk pięknych, to będą związani z tą branżą na całe życie. Jeśli zaś Bóg czegoś takiego nie zarządzi, sztuki piękną będą tylko ich zainteresowaniem i hobby, ale choćby czerpali z tego dużą radość, nie będzie możliwe, by podjęli pracę w tej branży. Niektórzy ludzie od dzieciństwa lubią sztuki piękne. Rodzice, widząc, że ich dziecko ma takie zainteresowanie i hobby, myślą sobie: „Pielęgnujmy to zatem. Być może w naszej rodzinie będzie ktoś utalentowany artystycznie. Być może nawet nasze dziecko zdobędzie sławę i zostanie gwiazdą!”. Zaczynają więc rozwijać u swojego dziecka to zainteresowanie tańcem i śpiewem i w rezultacie zostaje ono przyjęte do szkoły artystycznej. Choć po jej ukończeniu dziecko nadal bardzo interesuje się sztukami pięknymi, nie ma pewności, czy będzie pracować w tej branży. Możliwe, że gdy już będzie miało podjąć się takiej pracy, zmieni mu się nastrój, a także nastawienie i zapatrywania dotyczące tej pracy, i jest też możliwe, że wskutek obiektywnych okoliczności przegapi szansę na wejście do tej branży. Wszystko to jest możliwe; zależy to od tego, co Bóg z góry zarządził. Jednak biorąc pod uwagę przyczynę źródłową, zainteresowania i hobby dziecka to jego wrodzone uwarunkowania – jeszcze zanim się urodziło, Bóg zarządził, że będzie ono mieć tę mocną stronę, i do jego człowieczeństwa dodał pewne szczególne właściwości, sprawiając, że jest ono z natury bardzo uwrażliwione na muzykę, taniec i inne aspekty sztuk pięknych oraz ma do tego talent. Dlatego w codziennym życiu przejawia szczególne zamiłowanie do śpiewu i tańca. Bez względu na to, czy jego osobowość jest energiczna, czy nieśmiała, czy lubi ono rozmawiać, czy też nie, w każdym razie jest w nim coś głęboko zakorzenionego, czego usunąć nie sposób – lubi śpiewać, lubi tańczyć, lubi występować dla publiczności. Niektórzy ludzie, choć śpiewając, stają się bardzo energiczni i czują ulgę w głębi duszy, to w rozmowie są bardzo nieśmiali, nie mają daru wymowy i są nieporadni w interakcjach z ludźmi. W kontaktach z innymi są wyjątkowo sztywni i spięci, a nawet nerwowi i przestraszeni, i nie wiedzą, jak radzić sobie w takich sytuacjach. Jednak gdy wchodzą na scenę, by wystąpić, przychodzi im to z łatwością; jakby stawali się kimś zupełnie innym. Niewierzący mówią, że to „bóstwo patronalne” ich dziedziny aktywności obdarza ich tą zdolnością, by mogli zarobić na życie – czy tak właśnie jest? W rzeczywistości jest to Boże zarządzenie. To Bóg z góry ustanawia, jakie kto ma wrodzone mocne strony, zainteresowania i hobby. Wszystkie mocne strony i zainteresowania człowieka wynikają z tego, co Bóg z góry zarządził. Jeśli Bóg daje ci jakieś zainteresowanie i hobby, lubisz je i cenisz w głębi serca, odczuwając w związku z nim wyjątkową pasję. Gdy wykonujesz tę pracę lub robisz coś z nią związanego, czujesz się wyjątkowo spokojnie i swobodnie oraz jesteś tym szczególnie zainteresowany. Dlatego jeśli masz jakąś mocną stronę, a w pracy domu Bożego jest na nią zapotrzebowanie, to powinieneś wykonywać powiązane z nią obowiązki. To idealna okazja, żebyś zrobił użytek ze swojej mocnej strony. Na podobnej zasadzie ta mocna strona, skoro została dana ci przez Boga, nie jest twoją prywatną własnością; nie wolno ci jej nadużywać wedle własnego widzimisię. Gdy w pracy domu Bożego jest na nią zapotrzebowanie, powinieneś zrobić z niej użytek i ofiarować ją Bogu w ramach swoich obowiązków. Jest to uwarunkowanie sprzyjające temu, byś dostąpił zbawienia, a także wyróżniające cię uwarunkowanie dane ci od Boga – powinieneś zrobić z niego dobry użytek, nie trzymając go w tajemnicy. W ten sposób możesz zarazem zrobić użytek ze swojej mocnej strony i wypełniać swoje obowiązki, by odwdzięczyć się za Bożą miłość. Czyż nie jest coś wspaniałego? (Jest).

Bóg dawał i daje ludziom określone mocne strony i czy to w starożytności, czy w czasach współczesnych, jedna z tych mocnych stron – sztuki piękne – nigdy nie była traktowana poważnie i zawsze wymieniano ją jednym z tchem z rzeczami typowi dla niższych klas społecznych. Zwłaszcza w niektórych stosunkowo tradycyjnych i feudalnych środowiskach społecznych wszyscy są uprzedzeni wobec sztuk pięknych i niektórzy zawsze je dyskryminują. Pośród ludzi sztuki piękne są w ten sposób charakteryzowane oraz mają taką rangę, taki status bądź taką definicję z powodu ludzkich pojęć, feudalnych idei albo tych wypaczonych, niedorzecznych myśli i zapatrywań, jakie szatan wpaja ludziom. Jest jeszcze jeden czynnik, a mianowicie: zła atmosfera była i jest podsycana w tej branży wskutek oddziaływania złego społeczeństwa i złych trendów, przez co ludzie nisko oceniają dziedzinę sztuk pięknych. Niektórzy ludzie z tej branży wykorzystywali swoje zainteresowania i mocne strony w dziedzinie sztuk pięknych, by czynić wiele negatywnych i nikczemnych rzeczy, brukając sztuki piękne i wypaczając ich naturę. W efekcie ludzie wyrobili sobie wiele negatywnych opinii o świecie sztuki oraz postrzegają tych, którzy pracują w tej branży lub mają zainteresowania i hobby z nią związane jako postaci wywierające zły wpływ. Jednak bez względu na to, jak to społeczeństwo i ludzkość postrzegają tego rodzaju mocną stronę, krótko mówiąc, jest tak, że jeśli ktoś – czy to należący do domu Bożego, czy też nie – ma mocną stronę lub zainteresowanie i hobby w tej dziedzinie, nie da się zaprzeczyć, iż ta mocna strona i to hobby są wrodzonymi uwarunkowaniami. Właśnie z tego względu nie są one ani negatywne, ani niegodziwe. Jedynie z powodu ukierunkowania pewnych błędnych myśli i teorii w określonych epokach sztuki piękne i artystów uznawano za niegodziwych i wywierających negatywny wpływ. Jest to coś, co często miało miejsce na przestrzeni dziejów. Podobnie jest z soją: można z niej zrobić pachnące tofu, które ludzie jedzą ze smakiem, ale można ją też sfermentować z mikroorganizmami w rodzaju pleśni, a wtedy powstaje śmierdzące tofu. Nie możesz stwierdzić, że soja to coś złego, tylko dlatego, że nie smakuje ci śmierdzące tofu. Czy to rozumowanie jest słuszne? (Nie). Oczywiście, że nie jest słuszne; jest wypaczone. Dlatego choć w obrębie grup artystycznych w społeczeństwie istnieją pewne plugawe i szpetne rzeczy, nie możesz twierdzić, że sztuki piękne same w sobie są czymś plugawym, szpetnym i negatywnym, a tym bardziej nie możesz twierdzić, że wszyscy ludzie mający zamiłowanie i talent do sztuk pięknych są niegodziwymi, szpetnymi postaciami, które wywierają zły wpływ. To rozumowanie obarczone jest błędem; nie jest to prawidłowe pojmowanie. Jeśli przez to, że niektórzy z tych ludzi są nikczemni, mówisz, że sztuki piękne, do których mają oni smykałkę, też są nikczemne, to jest to poważny błąd. Rozmaite mocne strony, które Bóg daje ludziom, mają służyć światu ludzkiemu. Gdyby ludzkość nie miała życia kulturalnego, panowałaby potworna nuda. To, że Bóg ustanowił dla ludzi życie kulturalne, nie jest niczym złym. Wszystkie tamte nikczemne rzeczy są powodowane przez diabły i szatana, korzystających ze sposobności, by siać zamęt. Choć w porównaniu z doskonałą ludzkością – tą, która ostatecznie zostanie uczyniona kompletną – ta ludzkość, którą Bóg stworzył, nie jest doskonała i obecnie ma wady, nie znaczy to, że ludzkość stworzona przez Boga jest nikczemna bądź wywiera zły wpływ – to są dwie różne idee. Czy rozumiecie? (Tak). Bez względu na to, w jakiej pozycji ta zła epoka i ten zły świat stawiają sztuki piękne oraz zainteresowania, hobby i mocne strony w dziedzinie śpiewu i tańca, w każdym razie nie da się zaprzeczyć, że są one potrzebami właściwymi człowieczeństwu oraz że należą do zainteresowań i hobby pewnych wyjątkowych ludzi. Skoro są zainteresowaniami i hobby, to są ludziom wrodzone, są czymś, z czym ludzie się rodzą, co oznacza, że pochodzą od Boga i są od Boga dane. Zanim jeszcze ludzie się urodzą, Bóg już przesądza o tym, jaki zawód każdy z nich będzie wykonywać: niektórzy ludzie są umieszczani w branży handlowej, by robić interesy, niektórzy – w fabrykach, gdzie są robotnikami, niektórzy – w rolnictwie, by uprawiać ziemię, inni – w edukacji, by uczyć, a jeszcze inni – w dziedzinie sztuk pięknych, by występować w charakterze artystów. Różni ludzie są obdarzeni przez Boga rozmaitymi mocnymi stronami już wtedy, gdy się rodzą. Innymi słowy, w cielesnym życiu każdej osoby jej zainteresowania, hobby i mocne strony są odmienne niż u pozostałych ludzi. Nim się urodziłeś, Bóg już uformował w tobie pewne szczególne i różne rzeczy. Jeśli nie masz zainteresowań, hobby ani mocnych stron, nie powinieneś narzekać, że Bóg cię nimi nie obdarzył. Możesz żyć także bez nich i wciąż możesz wykonywać swoje obowiązki. Nie brakuje ci niczego w porównaniu z innymi, bo masz tę samą co inni sposobność do wykonywania obowiązków. Twoje skażone skłonności są takie same jak u innych; ludzie różnią się miedzy sobą tylko wrodzonymi uwarunkowaniami – każdy człowiek ma swoje własne mocne strony i słabości. Co zatem ma kluczowe znaczenie? Różnice pod względem człowieczeństwa. Ktoś, kto ma jakieś szczególne zainteresowania, hobby i mocne strony w ramach swoich wrodzonych uwarunkowań, nie jest kimś wyjątkowo utalentowanym, a ktoś, kto nie ma żadnych zainteresowań, hobby i mocnych stron w ramach swoich wrodzonych uwarunkowań, nie jest kimś zupełnie przeciętnym. Każdy jest mniej więcej taki sam. Po prostu jest tak, że jeśli Bóg coś ci daje, to w związku z tym czegoś od ciebie wymaga i powinieneś zrobić z tego użytek w ramach swoich obowiązków, zaś jeżeli Bóg niczego ci nie daje, to nie stawia ci dodatkowych wymagań. Choć może Bóg nie dał ci żadnych zainteresowań, hobby czy mocnych stron, ale to, co posiadasz, i twoje uwarunkowania w ramach twojego człowieczeństwa i tak wystarczą, byś podjął się jakiejś pracy lub jakichś obowiązków. Jeśli nie potrafisz tego uczynić, to być może nie przynależysz do tych, którzy wykonują obowiązki, ale to już jest zupełnie inna para kaloszy.

W tym miejscu zakończymy nasze omówienie tematu zamiłowania do sztuk pięknych. Charakterystyka tego rodzaju mocnej strony powinna być teraz dla was jasna. Nie myślcie, że ci, którzy mają zamiłowanie do sztuk pięknych, to dziwacy albo niegodziwcy. Jeśli tak uważacie, to wasze pojmowanie jest bardzo wypaczone. Należy takich ludzi traktować prawidłowo, we właściwy sposób wchodzić z nimi w interakcje i zachęcać ich, by w ramach swoich obowiązków robili użytek z profesjonalnych technik, w których są biegli i z którymi są obeznani. Jeśli jesteś przywódcą lub pracownikiem, musisz nauczyć się stosować prawidłowe podejście, by udzielać pomocy, wskazówek i instrukcji tym ludziom pod kątem wykorzystania ich mocnych stron, tak aby weszli na właściwe tory i podjęli się obowiązków związanych z ich zainteresowaniami i hobby, stając się w ten sposób istotami stworzonymi, które spełniają standardy, i stali się godnymi rozmaitych zainteresowań, hobby i mocnych stron, jakimi Bóg ich obdarzył. Jeśli nie są w stanie podjąć się obowiązków związanych z ich zainteresowaniami i hobby, niech wykonują inne obowiązki – nic nie szkodzi. Nie powinno się ich jednak ograniczać, jeśli chodzi o ich zainteresowania i hobby, bo są one częścią ich człowieczeństwa.

À propos, coś mi się przypomniało – niedawno w domu Bożym nowi śpiewacy nagrali pieśni. Ci nowi śpiewacy, po pilnym przyswojeniu sobie fachowej wiedzy i ćwiczeniu śpiewu, ostatecznie zdołali nagrać pieśni w całości, przechodząc od pracy za kulisami do występów na głównej scenie. Choć ich śpiew nie spełnia profesjonalnych standardów i nie dorównuje poziomem wokalistom zawodowym oraz wciąż wiele można jeszcze poprawić – niektórzy z nich śpiewają bez większej finezji, głosy niektórych nie są zbyt melodyjne, a ich występy nie są wyjątkową ucztą dla oka – to ich nastawienie podczas wykonywania obowiązków jest godne zachęty. Przejście od bycia amatorem do pojawienia się na ekranie jako początkujący, niedoświadczony śpiewak, to coś godnego zachęty. Co zatem mam wam do powiedzenia w tej sprawie? Chodzi o to, że gdy klipy z hymnami nagrane przez tych nowych śpiewaków zostaną udostępnione w Internecie, powinniście jakoś ich zachęcać. Możecie również zaproponować jakieś dobre sugestie, z których będą mogli skorzystać, ale nie czepiajcie się, nie umniejszajcie im w pogardliwy sposób i nie bądźcie przesadnie krytyczni. Taka postawa nie jest dobra; na pewno nie ma w niej żadnej miłości ani tolerancji, a także nie jest to postawa, jaką należałoby przyjmować w stosunku do braci i sióstr. Jak zatem powinno się ich traktować? Należy ich zachęcać i trochę im kibicować, a następnie zaoferować właściwe sugestie; jedynie to przyniesie im jakąś korzyść. Mają przynajmniej odwagę, by stanąć na scenie i śpiewać hymny na chwałę Boga, a to jest korzystne dla wybrańców Bożych. Dlatego wszyscy powinni im pomagać w dobrym wykonywaniu obowiązków i w żadnym razie nikt nie powinien wygłaszać nieodpowiedzialnych uwag bądź im zazdrościć. Powinniśmy być szczęśliwi i uradowani, widząc, że w domu Bożym jest więcej ludzi mających talent wokalny – to jest coś dobrego. Ponadto ci, którzy mają w tej dziedzinie mocne strony, powinni móc zrobić z nich użytek; im wszystkim należy dawać szanse. Oni sami nie są zbyt pewni siebie oraz nie mają sposobności, by pokazać, jakie mają zainteresowania i hobby. Jeżeli są chętni, by dobrze wykonywać te obowiązki, i nagrali jakieś klipy z hymnami, to powinieneś obejrzeć i przesłuchać je przynajmniej dwa lub trzy – bacznie i uważnie – a następnie przekazać im słowa otuchy. Nie krytykuj ich za ich plecami. Powinieneś powiedzieć braciom i siostrom, by częściej słuchali tych pieśni i dali im więcej polubień. Niektórzy z tych ludzi śpiewają naprawdę dobrze, z autentycznym uczuciem, artykułując wyraźnie każdy wers; ich stroje i zachowanie są dystyngowane i zgodne z decorum, więc robią na innych wrażenie bardzo stosownych. Co do pozostałych, być może trochę im jeszcze brakuje, jeśli chodzi o głos i techniczną dojrzałość. Jeśli znasz się odrobinę na muzyce i potrafisz dostrzec wady, nie wyśmiewaj się z nich; traktuj ich właściwie, zachęcaj i wspieraj mimo wszystko. Taką właśnie postawę musisz przyjąć jako członek rodziny, jako brat lub siostra. Nie naśladuj złych ludzi, robiąc coś, co innym umniejsza lub ich poniża. Jeśli ty sam nie nadajesz się, by wyjść na scenę, lecz gdy robi to ktoś inny, czujesz zazdrość, kopiesz pod nim dołki i wypowiadasz małostkowe uwagi za jego plecami, świadczy to o brakach w twoim człowieczeństwie. Nie jest wcale dobrze tak się zachowywać – to godne pogardy. Nawet jeśli potrafisz dostrzec ich wady, powinieneś i tak dawać im zachętę. Powinieneś tak czynić, bo są braćmi i siostrami – nie są zawodowcami i nie przeszli profesjonalnego szkolenia – a to, że dziś potrafią tak zaśpiewać, jest wyłącznie zasługą ich poszukiwań, ćwiczeń i ciężkiej pracy. Dlaczego więc ich nie zachęcać? Jeśli nauczysz się ich dopingować i okazywać im tolerancję oraz mimo wszystko będziesz potrafił traktować ich prawidłowo, z miłością i wyrozumiałością, nawet zauważając potknięcia w ich śpiewie, to dowiedzie, że masz człowieczeństwo. Niektórzy stale porównują śpiewaków w domu Bożym z zawodowymi wokalistami w niewierzącym świecie i dlatego też patrzą z góry na tych pierwszych oraz ciągle się czepiają tego czy tamtego. To jest brak człowieczeństwa. Jeśli stale wyciągasz innym ich braki i zawsze uważasz się za kogoś lepszego, przerastającego innych o głowę, to dlaczego nie potrafisz zaśpiewać pieśni, która by ludzi wzruszyła? Nie czepiaj się innych. Śpiewacy w kościele nie mają za sobą zawodowej przeszłości, ale jedno jest w nich wyjątkowe: angażując się w tę pracę, nie robią kariery – wykonują swój obowiązek. Ich obowiązkiem jest posłużenie się głosem, by wyśpiewywać słowa Boże, by dawać o nich świadectwo i je krzewić. Dlatego powinieneś ich zachęcać. Czy takie postępowanie nie jest dobre? (Jest). To jest posiadanie człowieczeństwa. Gdy słuchasz nowego śpiewaka, nie czepiaj się, mówiąc: „Ten ktoś nie ma dobrego głosu. Nie jest to wyrafinowany głos. Ten ktoś nie ma poczucia rytmu i fałszuje – nie słucham tego! Nikt nie powinien go słuchać i nikt nie powinien dać polubienia!”. Co do czego jesteś taki drobiazgowy w tej sprawie? Ktoś trochę fałszuje, śpiewa bez wielkiej finezji, śpiewa po amatorsku – czyż to sprzeciwia się prawdozasadom? Otóż nie. Ten ktoś wykonuje swoje obowiązki, a zatem powinieneś oceniać jego śpiew przez pryzmat zasad dotyczących wykonywania obowiązków, a nie na bazie własnych gustów i zapatrywań. Mówiąc wprost – co ty tam wiesz? Jeśli wiesz tak dużo o śpiewie, to czemu nie zaśpiewałeś ani jednej pieśni w sposób absolutnie przykładny? Skoro tego nie uczyniłeś, to nie masz prawa krytykować innych. Oczywiście nawet w sytuacji, gdy jesteś w stanie coś zaśpiewać w sposób absolutnie przykładny, i tak nie powinieneś krytykować innych. Wykonując te pieśni, nie działają oni przecież w branży artystycznej ani nie pracują w dziedzinie sztuk pięknych – oni wykonują swoje obowiązki i krzewią słowa Boże, a to jest coś o całkiem odmiennej naturze. Bez względu na to, czy śpiewają dobrze, czy też nie, wkładają całe serce w to, co robią – wykonują swoje obowiązki. Jeśli zaś chodzi o poziom ich zawodowstwa, to już jest całkiem inna para kaloszy. Do standardu profesjonalnego można dojść jedynie stopniowo, poprzez uczenie się i długie ćwiczenia. Nowi śpiewacy w domu Bożym są obecnie na takim poziomie, na jakim są. Ludzie powinni prawidłowo ich traktować – każdy powinien dawać im zachętę i wsparcie. Nie czepiaj się i nie popisuj. Jeśli będziesz się popisywał, wzbudzisz w ludziach odrazę. Jeśli nie będziesz się popisywał, tylko posłuchasz jeszcze kilka razy, ludzie uznają, że jesteś naprawdę dobrym człowiekiem, kimś, kto ma bogobojne serce, kimś, czyje serce należy do domu Bożego i kto wykazuje się wyrozumiałością, a to jest mocna strona, atut twojego człowieczeństwa. Jeśli będziesz tak czynił, ludzie obdarzą cię sympatią i Bóg też będzie cię lubił. Jeśli się popisujesz, stale czepiając się wad, by pokazać, że masz łeb na karku i jesteś ekspertem, to w ten sposób podkopujesz i zaburzasz pracę domu Bożego. Jeśli zaś podkopujesz pracę, czy Bóg może darzyć cię sympatią? (Nie). Bóg nie będzie cię lubił, podobnie zresztą jak bracia i siostry. W jaki sposób śpiewacy cię urazili? Dlaczego musisz się popisywać i podważać ich kompetencje? Czy robisz to w stosunku tylko do jednej osoby? Nie, ty podkopujesz pracę domu Bożego, ty podważasz autorytet Boga. Jeśli tak postępujesz, czy Bóg może darzyć cię sympatią? Nawet jeśli słyszysz potknięcia w pieśniach, które śpiewają, nie powinieneś ich osądzać, bo osiągnięcie zawodowego poziomu w każdej dziedzinie specjalistycznej nie dzieje się z dnia na dzień. Nie jest to łatwe – wymaga doskonalenia umiejętności i ćwiczeń, wskazówek od profesjonalistów, a na dodatek każdy człowiek ma inne predyspozycje. Nawet Bóg nie stawia im wymagań bazujących na standardzie profesjonalnym, jakie zatem ty masz kwalifikacje, żeby tego od nich wymagać? Ciągłe żądanie, by inni osiągnęli jakiś określony poziom, nie jest czymś racjonalnym; to jest arogancja, to jest popisywanie się. Gdy inni się wyróżniają, czujesz ukłucie w sercu, ogarnia cię niekończąca się zazdrość i stale chcesz powiedzieć coś sarkastycznego lub kąśliwego, by zaspokoić swoją próżność. Jakże prymitywne jest takie postępowanie? Jest ono godne pogardy i ohydne, a taki ktoś nie ma ani sumienia, ani rozumu. Powinieneś robić rzeczy, które innym przynoszą korzyść, rzeczy godne podziwu ze strony ludzi oraz zapamiętywane przez Boga. Nie rób niczego, co podważa kompetencje innych. Czy to zapamiętasz? (Tak). Jeśli nie potrafisz okazywać wyrozumiałości, wsparcia i zachęty, a także nie jesteś w stanie chronić i strzec pracy kościoła, jeśli brakuje ci tego człowieczeństwa, to przynajmniej swoimi czynami i słowami nie podważaj kompetencji innych. To jest absolutne minimum, jakiego się wymaga – to jest granica.

Zamiłowanie do ubóstwiania gwiazd

Skończyliśmy omawiać zamiłowanie do sztuk pięknych. Teraz pomówmy o zamiłowaniu do zajmowania się prywatnymi sprawami celebrytów. Niektórzy ludzie mają szczególne zamiłowanie do zajmowania się prywatnymi sprawami celebrytów i gwiazd – na przykład tym, co celebryci jedzą, w co się ubierają, gdzie się bawią, czy mieli operację plastyczną, z kim romansują, jakich przyjaciół przeciwnej płci mają, jakich mają partnerów seksualnych, a nawet tym, ile mają nieślubnych dzieci oraz z którymi wysoko postawionymi urzędnikami i bogaczami łączyły ich relacje intymne. Tacy ludzie są szczególnie zainteresowani tymi prywatnymi sprawami celebrytów. Nie tylko zajmują ich prywatne sprawy celebrytów, ale też wyjątkowo lubią oni imitować codzienne wybory celebrytów dotyczące stylu życia, ich sposób mówienia i zachowania, a także ich nastawienie do życia. Jednocześnie bardzo lubią śledzić ich poczynania oraz rozmaite przemyślenia i zapatrywania. Na przykład, jeśli jakiś celebryta ma swoje ulubione zwierzątko domowe, oni też takie sobie kupują. Jeśli celebryta nosi ubrania jakiejś wyjątkowo popularnej na rynku marki, oni też sobie takie ubrania kupują. Jeśli ich nie stać, zadowalają się tanią podróbką. Jeśli celebryta korzysta z określonych kosmetyków, oni też ich używają, by się upiększyć, nawet gdy są spłukani i muszą sprzedać swoją nerkę lub krew, żeby móc je nabyć. Jeżdżą nawet za celebrytami do miejsc, gdzie występują, uczestniczą w konferencjach prasowych lub biorą udział w premierach filmowych i telewizyjnych. Bacznie śledzą każde słowo, każde działanie, każdy ruch i każde miejsce pobytu celebryty, którym się interesują, aż z tej obsesji nie mają już swojego własnego życia, swoich prawidłowych przemyśleń, zapatrywań i stylu życia, są całkowicie omamieni i kontrolowani przez przemyślenia, zapatrywania i styl życia tego celebryty. Jakiego rodzaju jest to problem? Czy to jest wrodzone uwarunkowanie? (Nie). Czy ma to coś wspólnego ze środowiskiem społecznym, w którym ludzie dziś egzystują? (Tak). Trochę ma. Dlaczego więc zawsze to określona grupa ludzi ubóstwia gwiazdy, a nie wszyscy, choć przecież wszyscy ludzie egzystują w tym samym obecnym środowisku? Z czym to się wiąże? Czy powiedziałbyś, że ci ludzie ubóstwiający gwiazdy przejawiają zamiłowanie do sztuk pięknych? Niekoniecznie. Czy są biegli w sztukach pięknych? Też niekoniecznie. Jednak to, co robią, jest powiązane z ludźmi w świecie sztuki i z trendami artystycznymi. Jakiego rodzaju jest to problem? Czy dotyczy on skażonych skłonności? Jest to nic innego jak właśnie przejaw skażonych skłonności. Tacy ludzie czczą zło i podążają za złymi trendami. Czy więc ten problem dotyczy człowieczeństwa takich ludzi? (Tak). Dlaczego wybierają oni taką ścieżkę, gdy jest tak wiele ścieżek, które można w życiu wybrać? Czy wiąże się to z kwestią charakteru? (Tak). Niektórzy mówią: „Jest to wada człowieczeństwa. Taki ktoś jest z natury prostoduszny i głupi i łatwo daje się innym zwieść”. Czy to jest powód? (Nie). Inni mówią: „Czy to dlatego, że większość osób ubóstwiających gwiazdy to ludzie młodzi, niedojrzali i powierzchowni, niepotrafiący oprzeć się pokusie tych społecznych trendów?”. Czy to dlatego, że są młodzi? (Nie). Niektórzy z ludzi ubóstwiających gwiazdy są w średnim lub podeszłym wieku – ta grupa obejmuje ludzi w każdym wieku. W związku z tym ci ludzie ubóstwiający gwiazdy nie są zwodzeni przez te społeczne trendy dlatego, że są młodzi, niedojrzali i nie rozumieją spraw życia. Dlatego stwierdzenie, że „wszyscy ludzie ubóstwiający gwiazdy są młodzi i niedojrzali”, jest nie do obrony. Skoro powodem nie jest młody wiek i niedojrzałość, jest to problem dotyczący człowieczeństwa. Co to za problem? Czy chodzi o zaniechanie właściwych zadań? (Tak). Z jednej strony jest to zaniechanie właściwych zadań, a z drugiej – lekkomyślność i przekraczanie właściwych granic. O co jeszcze chodzi? (Niepodążanie właściwą ścieżką). Zgadza się – chodzi o niepodążanie właściwą ścieżką. Wiąże się to z kwestią tego, jaką ścieżką człowiek kroczy. Po wejściu w dorosłość każdy człowiek musi sobie odpowiedzieć na pytanie, jaką profesję wybrać i jaką ścieżką kroczyć w tym społeczeństwie i pośród ludzi. Czy ludzie znają swoje miejsce i spędzają dni we właściwy sposób, czy wykonują właściwy zawód oraz właściwe zadania i czy kroczą właściwą ścieżką – wszystko to zależy od ich upodobań i dążeń w obrębie ich człowieczeństwa. Spójrzcie na ludzi z całego przekroju społeczeństwa – niektórzy ćwiczą sztuki walki, niektórzy kształcą się w zakresie zdrowego trybu życia, niektórzy działają w branży technologicznej, niektórzy w branży modowej, a inni w branży filmowej i telewizyjnej, jeszcze inni prowadzą działalność gospodarczą, niektórzy wchodzą do polityki, podczas gdy inni wierzą w buddyzm albo w taoizm, a niektórzy wybierają wiarę w Boga. Niektórzy ludzie nie mają właściwej profesji ani nie szukają dla siebie celów w życiu – każdego dnia oddają się po prostu ubóstwianiu gwiazd. Do jakiego stopnia? Do takiego, że tracą apetyt na jedzenie i picie. Jeśli gwiazda, którą ubóstwiają, jest ich wymarzonym kochankiem lub wymarzoną kochanką, mogą nawet w dowolnej chwili porzucić męża lub żonę. Jeśli ci ludzie obsesyjnie ubóstwiają gwiazdy do tego stopnia, że to dyktuje im, jak mają żyć i jaką ścieżkę wybrać, stając się nieodłączną częścią ich życia, to w jakim stanie znajduje się aktualnie ich życie? Nie trzymają się swojego miejsca, gdy zajmują się codziennymi sprawami. Jeśli osoba ubóstwiająca gwiazdy to kobieta, czy może być sumienną gospodynią domową, która wspiera męża i wychowuje dzieci? Czy może być cnotliwą żoną i kochającą matką? (Nie). Osoba obsesyjnie ubóstwiająca gwiazdy jest po prostu szalona. Ilekroć jej wymarzony kochanek gra koncert lub ma konferencję prasową, ona po prostu musi dostać autograf. Pokonuje długie dystanse samolotem, a nawet udaje się do innych krajów, by dotrzeć do swojego idola, a jej rodzina nie jest w stanie jej powstrzymać. Cały czas śledzi w Internecie zmieniające się miejsca pobytu celebryty i rozstawia namiot tam, gdzie ma się on pojawić. Jeśli się z nim rozminie, nie je i nie śpi przez kilka dni i nocy, nieustannie wylewając łzy. Zazwyczaj wszystko, na co zwraca uwagę w Internecie i w telewizji, dotyczy celebrytów. Oczywiście niektórzy ludzie interesują się nie tylko jednym celebrytą, ale kilkoma – mężczyznami i kobietami, młodymi i w średnim wieku, a także podstarzałymi. Interesują się tym, jak ci celebryci się prezentują, w jakim stanie jest ich małżeństwo, jaki jest status ich obecnego związku i jak wygląda ich prywatne życie, wydatkując mnóstwo energii mentalnej na szukanie informacji o tych celebrytach. Traktują ubóstwianie gwiazd jako źródło przyjemności i sens życia, angażując się w to tak, jakby to była poważna sprawa. W jakim stanie znajduje się życie takiej osoby? Ona jest jak żywy trup – jej myśli, stan jej życia, a także jej codzienne zachowania i to, czy jest w dobrym, czy w złym nastroju, są całkowicie uzależnione od tego celebryty, za którym ona goni i którego imituje. Jeśli ten celebryta wchodzi z kimś w związek, ona jest tak przybita, że na kilka dni i nocy traci apetyt. Jeśli celebryta zrywa ze swoją partnerką, ta osoba jest przeszczęśliwa i świętuje w ten sposób, że ucztuje, otwiera szampana i publikuje wpisy na platformie Weibo. Każdej nocy śni o tym, że jest z tym celebrytą, za którym się ugania, a są to same słodkie sny! Ten celebryta jest jej wymarzonym kochankiem i nikt inny w jej oczach nie wygląda tak słodko. Czy stan jej życia nie jest nienormalny? (Jest). Ona doszła już do takiej obsesji – czy znajduje się we władaniu złego ducha? (Tak). Czy zatem człowieczeństwo tego rodzaju ludzi charakteryzuje się wadą, skazą, czy problemem? (Problemem). Ich stan umysłowy jest trochę nienormalny. Niektórzy czasem słyszą coś na temat ludzi ze świata sztuki i gdy gadają po próżnicy, mogą wspomnieć o tym mimochodem, ale gdy wracają do prawdziwego życia, po prostu żyją dalej tak jak zwykle. Jeśli dana osoba jest matką, wypełnia swoje powinności jako matka; jeśli jest ojcem, wypełnia swoje powinności jako ojciec. Nie wpływa to w żaden sposób na ich pracę ani im w niej nie przeszkadza. Jeśli gwiazda, którą lubią, gra gdzieś koncert, oni czują, że nie ma to z nimi nic wspólnego, i żyją dalej, jak żyli dotąd – w ogóle ich to nie rusza. Choć podziwiają tę gwiazdę, zazdroszczą jej i czują do niej jakąś sympatię, to gdy wracają do realnego życia, myślą w sposób niezależny, ich życie i kariera nie ulegają żadnym wpływom, podobnie jak ich wiara, a także to, do czego powinni dążyć, i ścieżka, jaką powinni kroczyć. To jest normalne myślenie właściwe człowieczeństwu i normalny stan umysłu. Jednak ludzie, którzy uwielbiają ubóstwiać gwiazdy, już się zatracili, a w międzyczasie tracą też zdolność do samokontroli; te tak zwane gwiazdy po prostu wodzą ich za nos. Ich myśli i stan, w jakim znajduje się ich życie, są całkowicie kontrolowane i rządzone przez słowa, działania i emocje tych gwiazd. To już jest nie tylko problem z człowieczeństwem – ich stan umysłowy jest cokolwiek problematyczny. Ich emocje stały się nienormalne, ich życie pogrążyło się w chaosie, a oni sami stracili jakąkolwiek orientację. Całe ich życie sprowadza się jedynie do ubóstwiania gwiazd; ubóstwianie gwiazd jest jedyną rzeczą niezbędną na ich ścieżce egzystencji. Póki żyją i oddychają, czerpią radość z ubóstwiania gwiazd i każdego dnia to jest właśnie ich sposób na zabijanie czasu. Jeśli nie ubóstwiają gwiazd, zdaje im się, że życie jest puste i bez sensu, że żyją bez żadnego celu i kierunku, i w głębi serca czują się zagubieni. Dlatego od czasu do czasu coś ich przymusza, żeby w Internecie poszukać najnowszych informacji o celebrycie, którego lubią – o tym, co on je i pije, jak wygląda obecnie jego życie, kiedy będzie grał koncert, jak wypadł w swoim ostatnim filmie, jak mu się wiedzie w małżeństwie, jaką ma sytuację rodzinną – czasami wyszukują oni takie informacje, żeby zabić czas i wypełnić czymś swoje puste, pozbawione kierunku, chaotyczne życie. Czyż oni już od jakiegoś czasu nie znajdują się pod całkowitą kontrolą tych celebrytów? Czyż nie ma nad nimi władzy to nastawienie czy ten trend ubóstwiania gwiazd? (Zgadza się). Czy zatem ludzie tego pokroju mają wciąż jeszcze sumienie i rozum? Całkiem im się w głowach pomieszało, ich stan umysłowy stał się nienormalny. Gdy już omamił ich i zaburzył tego rodzaju trend lub zjawisko o charakterze zewnętrznym, utracili kierunek i już nie wiedzą, czy to, co robią, jest słuszne, czy nie – nie wiedzą, co jest dla nich dobre, a co złe. Jeśli ludzie próbują ich przekonać, by poszli po rozum do głowy, do nich to nie dociera i nie potrafią tego zrozumieć. Aby być na koncercie gwiazdy, którą otaczają uwielbieniem, są gotowi wydać trzykrotność, czterokrotność czy wręcz pięciokrotność miesięcznej pensji, a nawet oddają w zastaw jakieś cenne przedmioty lub pożyczają od kogoś pieniądze i po powrocie muszą spłacić te długi. Płacą tego rodzaju cenę, byle tylko osiągnąć swój cel, którym jest ubóstwianie gwiazd. Czy ludzie tego pokroju są normalni? (Nie). Sądząc po poziomie obsesji i braku samokontroli, jaki osiągnęli, tacy ludzie w całości utracili już sumienie i rozum oraz nie są w stanie się kontrolować; nie dbają o to, ile pieniędzy wydają ani jak daleko podróżują jedynie po to, by ubóstwiać gwiazdy. Biorąc zatem pod uwagę te przejawy, bardzo trudno jest sklasyfikować ich jako normalnych ludzi. Należy stwierdzić, że jest jakiś problem z ich człowieczeństwem – oni utracili swoją racjonalność. Czy zatem ich sumienie jeszcze funkcjonuje? Czy wciąż jeszcze je mają? (Nie mają). Jakiego więc rodzaju są to ludzie? Nie mają ani sumienia, ani rozumu; ich człowieczeństwo zostało zredukowane tylko do pustej powłoki. Realne życie właściwe zwykłemu człowieczeństwu stało się czymś bardzo od nich odległym. Jest im bardzo trudno włączyć się do realnego życia, jest im bardzo trudno uspokoić umysły i zająć się zwykłymi sprawami w realnym życiu. Dla nich liczy się tylko jedna sprawa: ubóstwianie gwiazd. Czyż więc ubóstwianie gwiazd nie przejęło kontroli nad ich duchowym światem? (Przejęło). Taki ktoś patrzącym z boku wydaje się człowiekiem, ale czy w istocie nie stał się już niczym innym jak tylko pustą powłoką? (Stał się). Jakiego rodzaju ludźmi są ci, którzy stali się pustymi powłokami? (Są żywymi trupami). Zgadza się – to żywe trupy. Czy mają wiarę? (Nie). Czy mają jakieś pozytywne dążenia? (Nie). Czy rozumieją, co jest pozytywne, a co negatywne, oraz co jest sprawiedliwe, a co jest nikczemne? (Nie). Po czym widać, że nie rozumieją? Obecnie sławni piosenkarze zakładają na swoje występy stroje, które coraz więcej odsłaniają i są uwodzicielskie, a wykonują oni przy tym coraz bardziej wyuzdane ruchy. Patrząc na to, publiczność ubóstwiająca te gwiazdy odczuwa coraz większy entuzjazm, zaspokojenie i odurzenie. Zwłaszcza gdy jakaś gwiazda muzyki pop trochę się nakręci, zacznie ściągać ubrania i rzucać je ze sceny, tłumy publiczności dostają kompletnego fioła. Niektórzy popadają w stan tak ogromnej ekscytacji, że dochodzi do zatrzymania akcji serca, a potem tracą przytomność. Sceny związane z ubóstwianiem gwiazd są naprawdę aż tak intensywne! Czasami dochodzi do takiego zamieszania, że ludzie zostają ranni i tracą życie, gdy akcja ratunkowa kończy się fiaskiem. Wszystkie te tragedie są spowodowane przez ubóstwianie gwiazd. Doznanie obrażeń i utrata życia z powodu ubóstwiania gwiazd – powiedzcie Mi: czy takie życie nie jest bezwartościowe? Czy jest cokolwiek warte? Biorąc pod uwagę ich emocje, to, co lubią, i sceny, które sprawiają, że oni aż krzyczą z podekscytowania, czy ci ludzie wiedzą, czym jest wstyd? Czy wiedzą, co jest pozytywne i sprawiedliwe, a co jest nikczemne? (Nie). Nie wiedzą tego. Patrząc na takie sceny, ludzie normalni czują odrazę: „Jak do tego doszło, że ten świat stał się taki zły? To zło to już przesada!”. Tymczasem ci, którzy ubóstwiają gwiazdy, patrzą na te sceny i czują szczęście, dumę, satysfakcję i zadowolenie, wierząc, że teraz niczego w życiu nie żałują, oraz wrzeszczą i wiwatują na widok tych scen. To pokazuje, że w głębi duszy nie wiedzą, co jest nikczemne, a co jest sprawiedliwe, co jest negatywne, a co jest pozytywne. Niektóre fanki jakiegoś piosenkarza lub aktora posuwają się nawet do tego, że zjawiają się w jego rezydencji, gotowe się mu oddać. Gdy ten odmawia, wpadają w złość i nazywają go tchórzem. Czy takie osoby mają jakikolwiek wstyd? Czy rozumieją znaczenie słów „poczucie wstydu”? Czy rozumieją, co jest pozytywne, a co jest negatywne? (Nie). Nie rozumieją nawet słów „poczucie wstydu”. Gdy gwiazdor im odmawia, wręcz mu ubliżają. Czy to w ogóle są ludzie? Nie chodzi o to, że czegoś brakuje w ich człowieczeństwie – oni są mentalnie zaburzeni; to nieczyste duchy i złe duchy!

Pośród rozmaitych grup ludzi zawsze znajdą się tacy, którzy mają obsesję na punkcie ubóstwiania gwiazd. Ściśle mówiąc, są to żywe trupy, a konkretniej, są to nie-ludzie. Uważają gwiazdy, które często pojawiają się na scenie i na ekranie, za obiekt pogoni, a nawet uznają takie działania za pełnoprawną karierę. W taki właśnie sposób marnują sobie życie. Trzeba koniecznie powiedzieć, że w całym społeczeństwie ludzie tego pokroju stanowią specjalną grupę, mniej więcej tożsamą z tymi ze społecznego dna, którzy nie angażują się we właściwe zadania – wszyscy oni to szumowiny i miernoty! Nie mają wiary ani pozytywnych dążeń, a w ich człowieczeństwie nie sposób odnaleźć żadnych pozytywnych potrzeb, pozytywnych aspiracji czy w ogóle czegokolwiek pozytywnego. Bez względu na to, jak nikczemny bądź mroczny jest świat sztuki, oni nie dbają o to i nie czują odrazy, akceptują go i aprobują, a na dodatek gorliwie za nim podążają. Jakiego rodzaju są to osobnicy? Można powiedzieć, że to szumowiny. Z perspektywy sfery duchowej ludzie tego pokroju to nieczyste duchy i złe duchy. Gdy nieczyste duchy i złe duchy odradzają się jako ludzie, też muszą jeść i postępować jak zwykli ludzie, ale nie angażują się we właściwe zadania i w ogóle nie przyjmują prawdy, lecz jedynie szukają ludzi swego pokroju, by dążyć do przyjemności, i bezczynnie dryfują w oczekiwaniu na śmierć. Jeśli sami nie są w stanie działać w branży artystycznej, obserwują ludzi, którzy w niej funkcjonują, a także podążają za wszelkiego rodzaju złymi trendami w tej branży, by zaspokoić swoje potrzeby. Dlatego bez względu na to, w czym są dobrzy, sam fakt, że mają takie dążenia oraz wybierają taką ścieżkę i taki sposób życia w społeczeństwie, pokazuje, iż nie są to dobrzy ludzie i nie są to ludzie, którzy mogą dostąpić zbawienia. Powodem, dla którego mówię, że tacy ludzie nie mogą dostąpić zbawienia, jest właśnie to, że wewnątrz ich człowieczeństwa zieje „pustka”. Tę pustkę trzeba wziąć w cudzysłów. Dlaczego? Ponieważ ich człowieczeństwo nie posiada tego, co pozytywne, ale zamiast tego posiada wszystko to, co posiadają nieczyste duchy i złe duchy: podążanie za złem, oddawanie czci złu, podążanie za ciemnością i oddawanie czci ciemności. Oni są w awangardzie wszystkich tych, którzy podążają za złymi trendami w całym tym złym społeczeństwie, a także są przekaźnikami tych trendów. Gdy już rozmaite niegodziwe niedorzeczności i różnorakie wypaczone myśli i zapatrywania ze świata sztuki zostają przekazane do obiegu publicznego poprzez komputery, telewizory, czasopisma, gazety, filmy i seriale, a także w innych formach, stopniowo zaczynają cyrkulować wśród ludzi i zataczają szerokie kręgi. Pośród tych ludzi to właśnie ci ubóstwiacze gwiazd są przodownikami w szerzeniu nikczemnych myśli lub złych trendów oraz sposobów zachowania, jakie znaleźć można w różnych filmach, serialach telewizyjnych i innych utworach artystycznych. Są oni na pierwszej linii frontu, jeśli chodzi o przekazywanie rozmaitych nikczemnych myśli i rozmaitych wypaczonych idei i zapatrywań. To właśnie poprzez ich ustny przekaz, ich konkretne działania i przejawy, ogół ludzi zaczyna stopniowo aprobować i akceptować rozmaite nikczemne myśli i złe trendy. Później ludzie są stopniowo przez nie warunkowani i nimi przesiąkają. Na koniec te złe trendy, nikczemne myśli oraz wypaczone idee i zapatrywania stopniowo zyskują punkt oparcia i nabierają kształtu w ramach różnych systemów społecznych i pośród różnych grup ludzi. Weźmy przykład małżeństwa: w przeszłości było tak, że gdy dwoje ludzi osiągało wiek odpowiedni do zawarcia związku małżeńskiego, swat aranżował spotkanie, by mogli się ze sobą zapoznać. Małżeństwo wymagało też zgody rodziców po jednej i po drugiej stronie, a następnie ustalano datę i młoda para oficjalnie zawierała związek małżeński. W społecznym kontekście tamtych czasów większość ludzi okazywała szacunek i wykazywała się rozwagę w odniesieniu do małżeństwa między mężczyznami a kobietami. Uważali małżeństwo za bardzo ważne wydarzenie i potrafili traktować je z powagą i sumiennością. Zwłaszcza jeśli szło o ich dzieci, wymagali od nich powstrzymywania się od rozwiązłości, kazirodztwa i wszelkich zabronionych relacji seksualnych – te wymagania musiały być spełniane. Większość ludzi żywiła przynajmniej taką ideę w sercu. W ten sposób, powściągani przez sumienie właściwe ich człowieczeństwu, wystrzegali się złych uczynków takich jak zabronionych relacje seksualne i rozwiązłość, a to do pewnego stopnia chroniło zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Oczywiście oddziaływało to również i wpływało pozytywnie na klimat społeczny. Jednak z biegiem czasu i wraz z pojawieniem się rozmaitych utworów artystycznych nastąpił stały wykwit wszelkiego rodzaju myśli i zapatrywań nawołujących do wyzwolenia seksualnego, wolności małżeńskiej i tak dalej. Z jednej strony nawołują do nich określone osoby; na dodatek społeczeństwo je promuje i szerzy jeszcze bardziej poprzez interpretacje i wykonania w różnych formach artystycznych. Te myśli zostają w pierwszej kolejności uznane i zaakceptowane przez część ubóstwiaczy gwiazd – czyli pierwszą ich publicznością są właśnie ci ubóstwiacze gwiazd. Ponieważ ci ludzie ubóstwiają gwiazdy, szybko akceptują i aprobują te myśli promowane przez gwiazdy sceniczne, filmowe lub parające się innymi formami artystycznymi. Po tym, jak w pełni je zaakceptują, wywierają wpływ na swoje dzieci i na ludzi ze swojego otoczenia w codziennym życiu. Tym sposobem jedna osoba przekazuje te myśli dziesięciu ludziom, dziesięciu ludzi przekazuje je stu ludziom, sto ludzi – tysiącowi, a tysiąc ludzi – dziesięciu tysiącom, rozpowszechniając te myśli na znacznie szerszą skalę. Przez kolejny rok lub dwa lata ludzie wyrażają te idee, a pięć lub dziesięć lat później wciąż to robią. Po dwudziestu lub trzydziestu latach takie nikczemne myśli coraz bardziej zadomawiają się wśród ludzi, zataczają coraz szersze kręgi, docierając do każdego zakątka społeczeństwa, i zakorzeniają się coraz głębiej w sercach wszystkich ludzi. Następnie te nikczemne myśli i złe trendy są stopniowo akceptowane przez ludzi i przez opinię publiczną, a ludzie zaczynają coraz bardziej sobie folgować, popadają w rozwiązłość i nie mają hamulców, jeśli chodzi o małżeństwo i sprawy damsko-męskie. Zdaniem ludzi mówienie o tym, co negatywne, tak, jakby to było pozytywne i uzasadnione, pokazuje, że mają otwarty umysł i szerokie horyzonty i że jest to oznaka dojrzałego człowieczeństwa. W takim momencie złe trendy w całym społeczeństwie bardzo się już nasiliły, zdobyły przewagę i stały się częścią głównego nurtu. Większość ludzi nie ma już prawidłowych myśli i zapatrywań dotyczących małżeństwa między mężczyznami a kobietami oraz związków damsko-męskich; mają poczucie, że nie są to jakieś istotne sprawy. Zwłaszcza homoseksualizm stał się czymś powszechnym; podobnie jest w przypadku stosunków pozamałżeńskich, przez co liczba rozwodów znacznie wzrosła. Więcej dzieci jest pozbawionych miłości ojca albo matki, żyjąc z samotnym rodzicem lub z matką i ojczymem lub ojcem i macochą. Wielu ludzi żyje z partnerem przeciwnej płci przed ślubem i nie uważa tego za coś, czego należałoby się wstydzić, a nawet uważa, że to normalne, że takie właśnie jest społeczeństwo i że nie jest to żaden problem. Nikczemność zawsze pozostaje nikczemnością, a to, co pozytywne, zawsze jest i będzie pozytywne. Nawet jeśli myślisz, że to nie jest wielki problem, to przecież źródłami takiego myślenia są ów zły trend i dekadencja tego społeczeństwa – powodem jest to, że ludzie zostali zdeprawowani przez szatana oraz wniknęły w nich i przepełniły ich nikczemne myśli i złe trendy. Nie jest tak, że rzeczy pozytywne można nazywać negatywnymi ani że rzeczy negatywne można obecnie przemienić w pozytywne. Jeśli tak uważasz, to dlatego, że nie rozumiesz prawdy ani tego, czym są rzeczy pozytywne. Powodem jest to, że w tych okolicznościach jesteś zmuszony do zaakceptowania złych trendów i nikczemnych myśli jako zasad i podstawy postępowania. To społeczeństwo i ta ludzkość była i jest głęboko deprawowana w taki właśnie sposób, krok po kroku. Toteż w kwestii złych trendów szeroko rozpowszechnianych i zaszczepianych głęboko w ludzkich sercach ci ubóstwiacze gwiazd odgrywają rolę awangardy, szerzącej złe trendy oraz nikczemne myśli i zapatrywania. Oni są w tym przodownikami. Jeśli mówimy, że to szatan deprawuje ludzi, są to słowa trochę mętne lub abstrakcyjne. Jeśli jednak mówimy, że ci ubóstwiacze gwiazd są faktycznymi orędownikami szerzenia szatańskich myśli i szatańskich złych trendów, jest to sformułowanie jak najbardziej trafne. Jest tak, ponieważ są oni grupą ludzi najbliższych światowi sztuki lub rozmaitym nikczemnym myślom i złym trendom, a ponadto to właśnie oni mają bliską styczność z tymi gwiazdami filmowymi i sławnymi piosenkarzami. Gdyby ci ludzie się za nimi nie uganiali i gdyby nie ich obsesyjne uwielbienie, ci tak zwani sławni piosenkarze i gwiazdorzy filmowi nie mieliby tak wielkiego powabu, tak wielkiej renomy, tak wielkiego wpływu ani tak wielkiej mocy sprowadzania na manowce. Właśnie wskutek lizusostwa i wzmożonego naśladownictwa po stronie tych ubóstwiaczy gwiazd te rozmaite złe trendy i nikczemne myśli rozpowszechniły się wśród ludzi z błyskawiczną szybkością. Poprzez swoje konkretne działania przekazują oni ogółowi ludzi, że te rozmaite nikczemne rzeczy oraz wypaczone, nikczemne myśli i zapatrywania ze świata sztuki są czymś, co ludzie powinni zaakceptować, że są to rzeczy całkiem normalne i uzasadnione. W rezultacie stosunki pozamałżeńskie, rozwiązłość czy też wszelkie nikczemne myśli, zapatrywania i sposoby zachowania tych tak zwanych dobrze znanych postaci, sławnych piosenkarzy i gwiazd filmowych są bagatelizowane i nikt ich prawidłowo nie ocenia ani nie osądza. Toteż bez względu na stopień rozwiązłości tych znanych postaci, sławnych piosenkarzy i gwiazd filmowych nie są oni eliminowani ani potępiani, lecz dalej robią z siebie widowisko na scenie. To doskonale współgra z popularnym w społeczeństwie powiedzonkiem: „Szydź z ubogich, ale nie z prostytutek”. To jest prawdziwy obraz dekadencji ludzkości i dowód potwierdzający tę dekadencję. Widzisz, gdy wierzysz w Boga i zostajesz aresztowany i uwięziony, ludzie szydzą z ciebie i patrzą na ciebie z góry. Tak naprawdę wiedzą też, że nie zrobiłeś niczego złego – wierząc w Boga, masz wiarę, chcesz być dobrym człowiekiem i pragniesz pójść do nieba; wierzące kobiety nie kupczą swoimi ciałami i nie pracują jako prostytutki, a wierzący mężczyźni nie dokonują napadów rabunkowych, lecz w swoim postępowaniu przestrzegają przepisów. Mimo to w oczach ludzi jesteś kimś drażniącym. Jeśli kobieta jest atrakcyjna i ma nieprzyzwoite kontakty z wysokimi rangą urzędnikami i bogaczami oraz co dzień udaje się na szybkie przejażdżki luksusowymi samochodami, inni zazdroszczą jej i ją podziwiają, mówiąc: „Naprawdę masz to coś, świetnie ci się powodzi. Jesteś w stanie zarabiać pieniądze, dzięki czemu twoi rodzice mogą dobrze zjeść i ładnie się ubrać. Twoja aparycja to z pewnością coś cennego!”. Jeśli jednak masz dobrą aparycję i weźmiesz ślub z kimś, kto wierzy w Boga, będą się z ciebie śmiać. Nie dość na tym – gdy zobaczą, że jesteś ofiarą prześladowań, będą cię także nękać. Czy nie tak to właśnie wygląda? (Tak).

Nic z tego, co robią ludzie z tej grupy – ci ubóstwiacze gwiazd – nie ma sensu. Wręcz przeciwnie – te działania napędzały szatańskie rozpowszechnianie nikczemnych myśli i złych trendów. Spójrzcie na tych dzisiejszych ubóstwiaczy gwiazd – niektóre kobiety wychodzą na scenę i ochoczo śpiewają i tańczą, a gdy widzą sławnego piosenkarza, aż do przesady dają wyraz swojemu uwielbieniu. Zupełnie inaczej zachowywały się kobiety w latach czterdziestych i pięćdziesiątych. Mówiąc słowami niewierzących, kobiety stały się otwarte – pod względem myślenia i seksualności – są wyzwolone w tych dwóch obszarach. Niektórzy mówią: „Co to za epoka? Kto spędza całe życie z jednym mężem? Kto ma stale na uwadze dobro swoich dzieci? Musisz znaleźć sobie kogoś nowego, gdy to możliwe, i musisz dobrze się bawić, gdy masz ku temu sposobność!”. Popatrzcie, jakie myśli mają ci ludzie – jakie to przerażające! Jeśli ktoś wierzący w Boga też myśli w taki sposób, czy jest to dobry znak? Jeśli ktoś wierzący ma takie myśli i zapatrywania, zazdrości takim ludziom i darzy ich uwielbieniem oraz chce być taki jak oni, czyż nie jest to przerażające i dla niego niebezpieczne? (Jest). Na razie pomińmy kwestię tego, jak jest to przerażające i niebezpieczne. Jeśli chodzi po prostu o istotę tych ludzi, w głębi duszy bardzo podziwiają oni i kochają te gwiazdy oraz im zazdroszczą. Są w stanie zaakceptować wszelkie sposoby zachowania gwiazd, wszelkie ich myśli i zapatrywania. Bez względu na to, jak nikczemne są te myśli, oni są w stanie je zaakceptować. Mają takie przekonanie: „Dokładnie tak ludzie powinni postępować – tylko to jest wolnością. Wszelkie myśli i zapatrywania powinny mieć prawo do istnienia. Przecież to one wszystkie współtworzą świat”. W ich myślach nie ma rozróżnienia na to, co pozytywne, i to, co negatywne, na to, co słuszne, i to, co niesłuszne. Czyż nie jest to przejaw mentalnej nienormalności? Jeśli ktoś z powodu kiepskiego potencjału nie umie odróżnić tego, co słuszne, od tego, co niesłuszne, ale i tak ma poczucie wstydu i potrafi się czegoś trzymać, jeśli wie, że to jest słuszne, i w żadnym razie nie zrobi czegoś, o czym wie, że jest niesłuszne, oraz czuje w sercu odrazę do tego, co wydaje mu się nikczemne, to jest wciąż normalnym człowiekiem. Jeśli jednak dobrze wie, że coś jest niewłaściwe, że jest nikczemne, ale nie tylko się temu nie sprzeciwia, tylko akceptuje to bez wahania, zazdrości temu i za tym podąża, pogrążając się coraz bardziej, to nie jest to człowiek, lecz żywy trup. Jest zgubiony i nie może dostąpić zbawienia. Toteż nie można powiedzieć, że ludzie tego pokroju mają marne człowieczeństwo, że brakuje im uczciwości, że są podli z charakteru oraz pozbawieni sumienia i rozumu – nie na tym problem polega. Największy problem polega tu po prostu na tym, że oni nie mają człowieczeństwa. Czym zatem są? Nieczystymi duchami, złymi duchami i żywymi trupami. Są tymi, którzy promują, przekazują i szerzą rozmaite złe trendy oraz nikczemne, wypaczone myśli i zapatrywania. To jest jak zaraza – jedna osoba zainfekowana wirusem roznosi go wszędzie tam, dokąd się uda, a im więcej miejsc zalicza, tym szerszy jest zasięg wirusa. Ci ubóstwiacze gwiazd są właśnie jak ludzie roznoszący wirusa, więc w żadnym razie nie należą do ludzkości – są nie-ludźmi. Jaka jest definicja tak zwanych nie-ludzi? Są oni orędownikami i roznosicielami złych trendów oraz nikczemnych myśli i zapatrywań. Czy teraz to jest zrozumiałe? Jeśli w głębi serca wciąż zazdrościsz tym gwiazdom lub kiedyś chciałeś stać się osobą tego pokroju, to mówię ci: to jest droga bez powrotu. Nigdy nie próbuj być kimś takim! Jeśli kiedykolwiek zagrałeś w jakimś filmie lub programie telewizyjnym, jeśli kiedykolwiek chciałeś zostać gwiazdorem filmowym lub sławną postacią oraz planowałeś pójść tą ścieżką, to mówię ci: natychmiast naciśnij hamulec i się zatrzymaj. To nie jest kwestia otrzymania kary bądź nagrody. Jest to droga wiodąca do wiecznego potępienia – nigdy na nią nie wchodź! Jeśli chcesz podążać za tego rodzaju osobą, bo tymczasowo dałeś się zwieść lub uległeś słabości albo z powodu przelotnej zazdrości i tęsknoty, to posłuchaj Mojego ostrzeżenia, posłuchaj Mojego napomnienia – natychmiast naciśnij hamulec. Nigdy nie wchodź w tę branżę, nigdy nie wchodź w te kręgi; nigdy nie stań się jednym z nich. Jeśli nie potrafisz wytrwać w kroczeniu właściwą ścieżką i robieniu rzeczy sensownych, i tak nie powinieneś stać się roznosicielem złych trendów oraz nikczemnych myśli i zapatrywań – tę ścieżkę Bóg przeklina. Dlatego nie ma znaczenia, jaką rolę kiedyś zagrałeś w filmie lub programie telewizyjnym, czy uważałeś się za ważną postać, znaną osobistość lub kogoś na wysokim poziomie – nieważne, w jakiej pozycji się ustawiałeś – wszystko to należy do przeszłości, wszystko to było czymś niewłaściwym. Jeśli już nacisnąłeś hamulec, można tylko powiedzieć, że w tamtym czasie twoja postawa była niedojrzała i nie rozumiałeś prawdy. W przyszłości nigdy nie myśl w ten sposób i nigdy już nie idź tą ścieżką. Jeśli chcesz być ważną postacią lub znaną osobistością, jeśli chcesz, by inni cię uwielbiali i podążali za tobą, od razu pomyśl o słowach, jakie dziś wypowiedziałem. Wieczne potępienie to niefortunne wieści dla każdego – to wieści najgorsze z możliwych. Jest to ścieżka przeklęta przez Boga. Nigdy nie krocz tą ścieżką, nigdy nie splam się tym plugastwem. Wkroczenie na tę ścieżkę oznacza wieczne potępienie! Musisz w swoim postępowaniu przestrzegać przepisów, ponieważ jesteś istotą stworzoną, członkiem stworzonej ludzkości. Bez względu na to, jaką rolę odegrałeś, jaką pracę wykonałeś i jaki wkład wniosłeś na rzecz domu Bożego, koniec końców musisz ustalić, jakie jest twoje właściwe miejsce? Jakie to miejsce? Jesteś istotą stworzoną, członkiem stworzonej ludzkości. Musisz wypełniać obowiązek istoty stworzonej. Twoje wykonywanie obowiązku musi spełniać standardy, musisz robić to tak, aby Bóg był zadowolony. Musisz nieść świadectwo o Bogu, krzewić słowa Boże, być świadkiem Bożym oraz dostąpić zbawienia. To jest twoja odpowiedzialność i powinność na całe życie, twoim obowiązkiem jest ją wypełnić, a ponadto jest to ścieżką, którą powinieneś wybrać. Nie powinieneś podążać za złymi trendami szatana oraz być roznosicielem i przekazicielem nikczemnych myśli i zapatrywań. Ci ludzie to zwyrodnialcy ludzkości, są złymi duchami i nieczystymi duchami. Są przeklęci i skazani na wieczne potępienie! Jeśli ktoś idzie tą drogą i nie daje się z niej odciągnąć nawet dziesięciu dzikim koniom, dostanie to, na co zasługuje – nie skończy dobrze. Dlatego też w każdym czasie musisz wiedzieć, że jesteś stworzoną istotą ludzką, musisz znać swoje miejsce i musisz wiedzieć, co powinieneś czynić oraz jaką ścieżką kroczyć. To jest najważniejsze. Czy omawianie tych kwestii jest konieczne? (Tak). Tematy dotyczące życiowej ścieżki ludzi są bardzo istotne. Od czasu do czasu powinniście wsłuchiwać się w te treści i je rozważać. Jest to korzystne i pomocne pod kątem waszego wejścia w życie i waszego podążania właściwą ścieżką w życiu – ma to dobry, pozytywny i konstruktywny wpływ na te sprawy. Nie zapomnijcie tych słów.

Na tym kończymy nasze dzisiejsze omówienie. Do zobaczenia!

30 grudnia 2023 roku

Wstecz: Jak dążyć do prawdy (10)

Dalej: Jak dążyć do prawdy (12)

Obecnie zdarzały się różne rzadkie katastrofy, a według Biblii w przyszłości będą jeszcze większe. Jak więc zyskać Bożą ochronę podczas wielkiej katastrofy? Skontaktuj się z nami, a pomożemy Ci znaleźć drogę.

Ustawienia

  • Tekst
  • Motywy

Jednolite kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

Spis treści

Szukaj

  • Wyszukaj w tym tekście
  • Wyszukaj w tej książce

Połącz się z nami w Messengerze