Kiedy moi rodzice zostali usunięci z kościoła

11 grudnia 2022

Autorstwa Ai Yi, Chiny

Pewnego dnia w paździeniku 2018 roku przełożony powiedział mi: „Twoi rodzice zostali usunięci z kościoła. Słyszałem, że za zakłócanie jego pracy”. Oniemiałam, gdy to usłyszałam. Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Byłam świadoma, że moi rodzice nieco dezorganizowali pracę, ale nie sądziłam, że na tyle, by ich usunięto. Siedziałam tam i w sercu mi się kotłowało. Wcześniej z kościoła wyrzucono moją siostrę, która była wspólniczką antychrysta i mimo rozmów z nią w ogóle nie okazała skruchy. Teraz z kościoła usunięto też moich rodziców, więc zostałam jedyną wierzącą w całej rodzinie. Poczułam się wtedy strasznie samotna. Minęło ponad dwadzieścia lat, od kiedy cała moja rodzina przyjęła wiarę, i cały czas cierpieliśmy ucisk ze strony Partii. Ojca dwukrotnie aresztowano za głoszenie ewangelii i przesiedział pięć lat. Mama, siostra i ja przenosiłyśmy się z miejsca na miejsce, nie mając domu, wszystko, by uniknąć aresztowania. Przez te lata zdarzały sie wzloty i upadki, a dzieło Boga niemal osiągnęło swój kres. Jak to możliwe, że usunięto ich z kościoła? Przez te lata mieli naprawdę ciężko. Dużo wycierpieli – czy to wszystko było na nic? Na tę myśl nie mogłam powstrzymać łez i w sercu próbowałam przekonywać Boga: „Może wkład rodziców nie był wielki, ale wystarczająco wycierpieli. Czy biorąc pod uwagę lata ich poświęceń, nie mogliby dostać jeszcze jednej szansy na okazanie skruchy? Mogliby nawet zostać w kościele jako posługujący!”. Im dłużej myślałam w taki sposób, tym bardziej ogarniał mnie mrok i ból i straciłam zapał do mojego obowiązku. Partnerująca mi siostra ostrzegła mnie: „Gdy zdarza się coś takiego, musisz przyjąć to od Boga – nie możesz narzekać. Wszystko, co czyni Bóg, jest sprawiedliwe”. Rozumiałam to, ale nie potrafiłam zmienić sposobu myślenia.

Kilka tygodni później widziałam dokumenty dotyczące usunięcia rodziców. Mój tata był okropnie arogancki. Wszystko robił po swojemu, gdy zajmował się sprawami ogólnymi, i nie pełnił obowiązku zgodnie z zasadami. Nie przyjmował sugestii innych, przez co składane ofiary były o wiele mniejsze. Ponadto kolportował księgi ze słowami Boga, mimo że wiedział o grożącym niebezpieczeństwie. Nie słuchał niczego, co mówili bracia i siostry – robił wszystko po swojemu, więc aresztowano go i skazano za kolportowanie książek, a same księgi zostały skonfiskowane przez policję. Interesy kościoła bardzo na tym ucierpiały. Do tego gdy zwolniono moją siostrę, ojciec przeinaczał fakty, mówiąc, że przywódczyni się na nią uwzięła. Zrobił też wielką aferę z zepsucia ujawnianego przez tę przywódczynię, grożąc, że zniszczy ją krytyką. Ojciec lubił wywyższać się i nieść o sobie świadectwo przed braćmi i siostrami, wskutek czego go podziwiali. Więc gdy mówił takie rzeczy, niektórzy dawali się oszukać – stawali po jego stronie i uprzedzali się do przywódczyni, co wstrzymywało pracę kościoła. Zachowanie mojego ojca poważnie zakłócało pracę kościoła, a on w ogóle nie okazał żalu ani skruchy za zło, które uczynił. Ostatecznie uznano go za złoczyńcę i usunięto z kościoła. Mamę usunięto głównie dlatego, że ciągle robiła afery o wyrzucenie mojej starszej siostry. Narzekała na przywódczynię w obecności braci i sióstr i przekręcała fakty, zawsze na spotkaniach broniąc tych, którzy zostali wyrzuceni, i mówiąc, że przywódczyni się na nich uwzięła. To poważnie zakłóciło życie kościoła. Mimo wielu przeprowadzonych z nią rozmów, nie chciała okazać skruchy i ostatecznie została uznana za złoczyńcę i usunięta z kościoła. Poznawszy złe uczyniki moich rodziców, zrozumiałam, że zgodnie z zasadami powinni zostać wyrzuceni, ale gdy pomyślałam, że tak się stało, nie wiedziałam, jak sobie poradzę. Czułam wielki ból. Byłam odrętwiała i słaba, gdy przeczytałam dokumenty o ich usunięciu, i nie mogłam przestać płakać. Znów zaczęłam przekonywać Boga: „Boże, przecież kochasz ludzi. Moi rodzice wierzyli przez ponad dwadzieścia lat i tyle wycierpieli. Czy naprawdę nie pamiętasz o niczym, co Ci oddali?”. Byłam zniechęcona i nic nie rozumiałam. Wyrzucono całą moją rodzinę, zostałam jedyną wierzącą. Jak mam wytrwać na tej ścieżce? I tak przez ponad dwa lata żyłam w takim otumanieniu i na koniec mnie zwolniono, bo nie osiągałam niczego w swoim obowiązku. Byłam wtedy pogrążona w bólu i cały czas modliłam się ze łzami w oczach: „Boże, miałam na Twój temat pojęcia i nie rozumiałam Cię w sprawie usunięcia moich rodziców z kościoła. Wiem, że to niebezpieczny san, ale nie mam siły, by się z niego otrząsnąć. Proszę, poprowadź mnie i ocal”.

Potem podczas ćwiczeń duchowych przeczytałam ten fragment słów Boga. Bóg Wszechmogący mówi: „Kiedy ludzie dowiadują się, że Bóg kocha rodzaj ludzki, definiują Go jako symbol miłości: sądzą, że bez względu na to, co ludzie robią i jak się zachowują, bez względu na to, jak traktują Boga i bez względu na to, jak bywają Mu nieposłuszni, to wszystko w gruncie rzeczy nie ma znaczenia, ponieważ Bóg ma miłość, a Jego miłość jest bezgraniczna i niezmierzona; Bóg ma miłość, więc może być tolerancyjny wobec ludzi; Bóg ma miłość, więc może być miłosierny wobec ludzi, miłosierny wobec ich niedojrzałości, miłosierny wobec ich ignorancji i miłosierny wobec ich nieposłuszeństwa. Czy tak naprawdę jest? Niektórzy ludzie raz czy nawet kilka razy doświadczyli cierpliwości Bożej i teraz będą traktować te doświadczenia jako kapitał w swoim własnym zrozumieniu Boga, wierząc, że Bóg zawsze będzie dla nich cierpliwy i miłosierny, a potem, w ciągu swojego życia, uznają Bożą cierpliwość za standard w tym, jak Bóg ich traktuje. Są też tacy, którzy raz doświadczyli Bożej tolerancji i już zawsze będą uważać, że Bóg jest tolerancyjny – w ich umysłach ta tolerancja jest nieskończona, bezwarunkowa, a nawet całkowicie pozbawiona zasad. Czy te przekonania są słuszne?” (Jak poznać Boże usposobienie i efekty, jakie osiągnie Jego dzieło, w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga). „Bóg jest sprawiedliwy w swoim traktowaniu każdego człowieka i rzetelnie podchodzi do dzieła podboju i zbawienia ludzi. Na tym polega Jego zarządzanie. Traktuje każdą osobę poważnie, nie jak maskotkę do zabawy. Miłość Boga do ludzi nie polega na rozpieszczaniu i psuciu; podobnie Jego miłosierdzie i tolerancja wobec rodzaju ludzkiego nie są pobłażliwe ani bezmyślne. Wręcz przeciwnie, miłość Boga do ludzkości polega na pielęgnowaniu, współczuciu i szacunku dla życia; Jego miłosierdzie i tolerancja wyrażają Jego oczekiwania wobec ludzi i są tym, czego ludzkość potrzebuje, aby przetrwać. Bóg żyje i faktycznie istnieje; Jego stosunek do ludzkości jest oparty na zasadach, ale nie jest zbiorem dogmatycznych reguł i może się zmieniać. Jego intencje wobec ludzkości z czasem stopniowo się zmieniają i przekształcają, zależnie od powstających okoliczności i postawy poszczególnych osób. Dlatego powinieneś wiedzieć to w sercu z absolutną jasnością, że istota Boga jest niezmienna, a Jego usposobienie uwidacznia się w różnych czasach i w różnych kontekstach. Być może nie uważasz, że jest to poważna sprawa i używasz własnych, osobistych pojęć, aby wyobrazić sobie, jak Bóg powinien postępować. Zdarzają się jednak chwile, gdy coś zupełnie przeciwnego do twojego punktu widzenia okazuje się prawdą i wtedy okazuje się, że już rozzłościłeś Boga, mierząc Go własnymi pojęciami. To dlatego, że Bóg nie działa tak, jak myślisz, i nie będzie traktował tej sprawy tak, jak się tobie wydaje” (Jak poznać Boże usposobienie i efekty, jakie osiągnie Jego dzieło, w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga). Po lekturze Bożych słów pojęłam, że Bóg jest kochający, ale Jego miłość do człowieka opiera się na zasadach. Nie jest to ślepa, pozbawiona zasad miłość jak u ludzi. Bóg jest Bogiem sprawiedliwym i ma postawę wobec czynów każdej osoby. Bóg ma miłość i miłosierdzie dla tych, którzy kochają prawdę, a mimo to popełniają wykroczenia. Ale ludzi złych, którzy nienawidzą prawdy, którzy zakłócają Boże dzieło, potępia i odrzuca. To, że Bóg jest kochający, nie oznacza, że będzie okazywał złoczyńcom współczucie i tolerancję i pozwoli im zakłócać pracę kościoła. Nie rozumiałam istoty Boga i ograniczałam go własnymi pojęciami. Myślałam, że Bóg kocha ludzi, więc o ile wierzymy w Niego, idziemy za Nim i poświęcamy się dla Niego, to ile byśmy zła nie uczynili, On zawsze da nam szansę na skruchę. Gdy więc wyrzucono moich rodziców, nie mogłam się z tym pogodzić, przekonywałam Boga i opierałam się Mu. Zanim moich rodziców usunięto, kościół dawał im wiele szans, ale nie okazali skruchy, więc stało się, co się stało. Usposobienie Boga jest sprawiedliwe i święte. Dopóki ludzie są gotowi okazać skruchę za swoje wykroczenia i przejawy zepsucia, Bóg jest wielce miłosierny i tolerancyjny. Ale ludzie jak moi rodzice, którzy uczynili tyle zła i nie okazali skruchy, a nawet wzmogli złe działania, są w rzeczywistości antychrystami, ludźmi złymi, i Bóg nie może okazywać im miłosierdzia i tolerancji. Nie może traktować ich pobłażliwie tylko dltaego, że wierzą od dawna i wiele wycierpieli.

Przeczytałam inny fragment Bożych słów. „Ludzie mówią, że Bóg jest Bogiem sprawiedliwym i że dopóki człowiek podąża za Nim do samego końca, Bóg z pewnością będzie bezstronny wobec niego, ponieważ jest najsprawiedliwszy. Jeśli człowiek będzie podążał za Nim do samego końca, czy Bóg może go odtrącić? Jestem bezstronny wobec wszystkich ludzi i osądzam wszystkich ludzi Mym sprawiedliwym usposobieniem, lecz z wymaganiami, jakie stawiam człowiekowi, wiążą się odpowiednie warunki, zaś to, czego wymagam, musi zostać spełnione przez wszystkich ludzi, bez względu na to, kim są. Nie dbam o twoje kwalifikacje ani o to, jak długo je posiadasz; dbam jedynie o to, czy kroczysz Moją drogą i czy kochasz prawdę i pragniesz jej, czy też nie. Jeśli brak ci prawdy, a zamiast tego sprowadzasz hańbę na Moje imię i nie postępujesz zgodnie z Moją drogą, podążając nią tylko beztrosko i bez zaangażowania, to w owym czasie powalę cię i ukarzę za twe zło i co wówczas będziesz miał do powiedzenia? Czy będziesz mógł powiedzieć, że Bóg nie jest sprawiedliwy? Dziś zaś, jeśli przestrzegałeś słów, które wypowiedziałem, jesteś tego rodzaju osobą, jakie pochwalam. Mówisz, że zawsze cierpiałeś, podążając za Bogiem, że podążałeś za Nim w doli i niedoli oraz dzieliłeś z Nim dobre i złe chwile, lecz nie urzeczywistniłeś słów wypowiedzianych przez Boga; pragniesz jedynie ganiać za Bogiem i każdego dnia ponosić dla Niego koszty i nigdy nawet nie pomyślałeś o tym, by urzeczywistniać życie pełne znaczenia. Mówisz też: »Tak czy inaczej wierzę, że Bóg jest sprawiedliwy: cierpiałem ze względu na Niego, uganiałem się za Nim, poświęciłem się dla Niego i pracowałem ciężko, mimo iż nie zyskałem uznania; On na pewno o mnie pamięta«. To prawda, że Bóg jest sprawiedliwy, lecz sprawiedliwość ta pozostaje nieskażona żadną nieczystością: nie ma w niej ani krzty ludzkiej woli, ani nie jest skażona cielesnością czy ludzkimi interesami. Wszyscy, którzy się buntują i znajdują się w opozycji, wszyscy, którzy nie podporządkowują się Jego drodze, zostaną ukarani; nikomu nie będzie wybaczone i nikt też nie zostanie oszczędzony!” (Doświadczenia Piotra: jego znajomość karcenia i sądu, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Dowiedziałam się z tych słów, że sprawiedliwość Boga jest inna niż myślałam, że nie dostajemy tyle, ile włożyliśmy, Bóg nie musi obdarzać względami tych, którzy ponoszą koszty, uwijają się w pracy i cierpią. Dla Boga nie ma czegoś takiego jak „Ciężka praca zasługuje na uznanie”. Bóg nie wyznacza wyników ludzi przez wzgląd na ich cierpienie czy staż i nie patrzy na ilość ich pozornych poświęceń. Kluczowe jest to, czy dążą do prawdy i wcielają ją w życie, czy zmieniło się ich życiowe usposobienie. Jeśli nigdy nie praktykowali słów Boga, to bez względu na doświadczenie czy cierpienia, nigdy nie zyskają Bożej pochwały. Zostaną sprawiedliwie ukarani przez Boga za zło, które uczynili. Oceniałam Bożą sprawiedliwość przez pryzmat handlowego sposobu myślenia. Sądziłam, że moi rodzice przez lata wiary poświęcali się i wiele wycierpieli, więc ile by zła nie uczynili, Bóg powinien dać im więcej szans na okazanie skruchy, a nie ich wyrzucać. To nie było fair wobec nich. Nie odróżniałam dobra od zła. Pomyślałam o Pawle, który przemierzał Europę, głosząc ewangelię Pana. Wiele razy był aresztowany i dużo wycierpiał, ale w swoim dziele ciągle wywyższał siebie i świadczył o sobie. W końcu powiedział, że żył jak Chrystus, a śmierć będzie zyskiem, przez co ludzie wielbili go przez dwa tysiące lat. W sercach ludzi jest jest ważniejszy niż Pan Jezus. Dlatego obraził usposobienie Boga i został przez Niego ukarany. Nauczyło mnie to, że Bóg nie patrzy na zakres zewnętrznych ludzkich wysiłków, lecz wymierza karę wszystkim, którzy czynią zło i bez skrupułów obrażają Jego usposobienie swoimi czynami. Na przykład, moi rodzice włożyli wiele wysiłku i ponieśli dużo kosztów, ale wszystko, co robili, zakłócało pracę kościoła i dezorganizowało właściwe jego życie, powodując szkody dla życia braci i sióśtr i interesów kościoła. Usunięcie ich z kościoła było przejawem Bożej sprawiedliwości. Nie rozumiałam Bożej sprawiedliwości, natomiast trzymałam się handlowego sposobu myślenia, że ciężka praca zasługuje na uznanie, próbując przekonywać Boga, przez długi czas żyjąc w negatywnym stanie i sprzeciwiając się Bogu. Byłam pełna buntu! Zrozumiawszy to, poczułam się okropnie. Żałowałam i modliłam się przez łzy: „Boże! Wierzyłam w Ciebie przez te wszystkie lata, a w ogóle Cię nie znałam. Oceniałam Twoją miłość i sprawiedliwość miarą swoich pojęć i wyobrażeń, stając przeciw Tobie, próbując Cię przekonać i sprzeczając się z Tobą. Boże, teraz widzę, że usunięcie moich rodziców było przejawem Twojej sprawiedliwości”. Po tej modlitwie poczułam się dużo pewniej.

Później myślałam o tym, że usunięcie moich rodziców z kościoła tak mnie zdenerwowało, bo miałam do nich zbyt silne uczucia. Dlatego nie mogłam pogodzić się z tym, że ich wyrzucono. Pomyślałam o pewnych słowach Boga: „Bóg stworzył ten świat i sprowadził nań człowieka, żywą istotę, którą obdarzył życiem. Później człowiek zyskał rodziców i krewnych i nie był już sam. Odkąd tylko ludzkie oko po raz pierwszy ujrzało ten materialny świat, przeznaczeniem człowieka było żyć w ramach Bożego porządku. Pochodzące od Boga tchnienie życia podtrzymuje każdą bez wyjątku żywą istotę przez cały czas jej wzrastania aż do osiągnięcia dorosłości. W czasie trwania tego procesu nikt nie ma jednak poczucia, że człowiek dorasta pod opieką Boga. Miast tego, ludzie sądzą, że wzrasta on pod czułą opieką swych rodziców, a jego dorastaniem kieruje jego własny życiowy instynkt. Dzieje się tak dlatego, że człowiek nie wie, kto obdarzył go życiem, ani skąd ono pochodzi; tym bardziej nie wie zaś, w jaki sposób życiowy instynkt czyni cuda. Wie jedynie, że jedzenie jest podstawą, dzięki której trwa jego życie; że wytrwałość jest źródłem jego istnienia i że przekonania tkwiące w jego umyśle stanowią kapitał, od którego zależy jego przetrwanie. Zupełnie nie pamięta zaś człowiek o Bożej łasce oraz zaopatrzeniu, i tak właśnie trwoni życie, jakim obdarzył go Bóg… Spośród tej ludzkości, o którą Bóg troszczy się dniem i nocą, ani jeden nie kwapi się, by oddać Mu cześć. Bóg, tak jak sobie zaplanował, nie przestaje pracować nad człowiekiem, wobec którego nie ma żadnych oczekiwań. Czyni tak w nadziei, że pewnego dnia człowiek przebudzi się ze swego snu i nagle zda sobie sprawę z wartości i znaczenia życia; z ceny, jaką Bóg zapłacił za wszystko, czym go obdarzył, oraz z żarliwej troskliwości, z jaką Bóg czeka, aby człowiek na powrót się ku Niemu zwrócił” (Bóg jest źródłem ludzkiego życia, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). „Żaden z niewierzących nie wierzy, że Bóg istnieje ani że stworzył niebo i ziemię oraz wszystkie rzeczy, ani że człowiek jest stworzony przez Boga. Są nawet tacy, którzy mówią: »To rodzice dali człowiekowi życie i ich powinno się czcić«. Skąd wzięła się taka myśl lub pogląd? Czy pochodzi od szatana? To tysiąclecia tradycyjnej kultury w ten sposób wykształciły człowieka, mamiąc go i powodując, że zaprzecza Bożemu stworzeniu i zwierzchnictwu. Bez zwodzenia i kontroli szatana człowiek badałby dzieło Boga i czytał Jego słowa, i wiedziałby, że jest stworzony przez Boga, że jego życie jest dane przez Boga; wiedziałby, że wszystko, co ma, jest dane przez Boga i że to Bogu powinien dziękować. Jeśli ktoś zrobi dla nas coś dobrego, powinniśmy dziękować za to Bogu. W szczególności tyczy się to naszych rodziców, którzy nas urodzili i wychowali; wszystko to zostało zaplanowane przez Boga. Bóg rządzi wszystkim, a człowiek jest tylko służebnym narzędziem. Jeżeli ktoś potrafi odsunąć na bok swoich rodziców, swojego męża (lub żonę) i dzieci, aby ponosić koszty dla Boga, wtedy osoba ta będzie mocniejsza i będzie miała większe poczucie sprawiedliwości przed Nim” (Naprawdę zmienić można się tylko wtedy, gdy rozpozna się swoje błędne poglądy, w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Z tych słów zrozumiałam, że Bóg jest źródłem ludzkiego życia, a wszystko, co mamy, mamy od Boga. Dotarliśmy tu, gdzie jesteśmy dzisiaj, tylko dzięki Jego ochronie i opiece. Powinniśmy uznać, że to od Boga pochodzili wszyscy, którzy byli dla nas łaskawi czy pomocni. Nie słuchałam słów Boga, tylko myślałam o tym, jak dobrzy byli dla mnie rodzice. Nie dostrzegałam, że za czynami moich rodziców kryła się Boża władza i ustalenia, że to ochrona, opieka i przewodnictwo Boga pozwoliły mi przetrwać do dzisiaj. Nie podziękowałam Bogu za Jego opiekę i ochronę ani nie odpłaciłam za Jego miłość, tylko opierałam się Mu i zdradziłam Go, bo nie potrafiłam odłożyć na bok uczuć do rodziców, aż w końcu nie umiałam wytrwać na ścieżce wiary. Im dłużej o tym myślałam, tym bardziej czułam, że nie mam sumienia i mam dług u Boga.

Później przeczytałam inny fragment Bożych słów. „Kimże jest szatan, kimże są demony i kimże są wrogowie Boga, jeśli nie stawiającymi opór, niewierzącymi w Boga? Czyż nie są to osoby, które są nieposłuszne Bogu? Czyż nie są to ci, którzy twierdzą, że mają wiarę, ale brakuje im prawdy? Czyż nie są to ci, którzy jedynie pragną uzyskać błogosławieństwa, ale nie potrafią nieść świadectwa o Bogu? Nadal obracasz się dziś wśród tych demonów i masz dla nich sumienie i miłość, ale czy tym samym nie wykazujesz dobrych intencji wobec szatana? Czyż nie stoisz w jednym szeregu z demonami? Jeśli dziś ludzie nadal nie są w stanie odróżnić dobra od zła i, zaślepieni, wciąż pozostają kochający i litościwi, a przy tym nie mają najmniejszego zamiaru poszukiwać woli Bożej lub niezdolni są w żaden sposób sprawić, by Boże intencje przyświecały im jak własne, to ich koniec będzie tym bardziej nędzny. Każdy, kto nie wierzy w Boga w ciele, jest wrogiem Boga. Jeśli potrafisz kierować się sumieniem i miłością, gdy masz do czynienia z wrogiem, czy nie brakuje ci poczucia sprawiedliwości? Jeśli zgadzasz się z tymi, którymi gardzę i z którymi się nie zgadzam, i wciąż masz dla nich miłość i osobiste uczucia, czyż nie jesteś wówczas nieposłuszny? Czyż nie stawiasz celowo oporu Bogu? Czy taka osoba może posiadać prawdę? Jeśli ludzie mają sumienie dla wrogów, miłość do demonów i miłosierdzie wobec szatana, to czyż nie zakłócają celowo Bożego dzieła?” (Bóg i człowiek wejdą razem do odpoczynku, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Słowa Boga ujawniały mój stan. Bóg wymaga, byśmy kochali to, co On, i nienawidzili tego, co On. Ci, którzy nienawidzą prawdy i opierają się Bogu są w istocie złymi ludźmi, których Bóg nienawidzi, więc i my powinniśmy ich nienawidzić. Nie rozpoznałam istoty moich rodziców w oparciu o słowa Boga. Ile by nie szkodzili pracy kościoła, stałam po ich stronie, próbując przekonać Boga i opierając się Mu. Straciłam nawet serce do obowiązku. Wtedy zrozumiałam, dlaczego Bóg powiedział „Emocje są wrogiem Boga” (Interpretacje tajemnic Słowa Bożego dla całego wszechświata, rozdz. 28, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Byłam kochająca i miłosierna wobec złoczyńców, bo usidliły mnie uczucia. Miałam nawet nadzieję, że Bóg da rodzicom kolejną szansę na skruchę, pozwoli zostać w kościele. Byłam taka głupia! Czego nie zrobilby źli ludzie, nigdy nie okażą prawdziwej skruchy. Wynika to z ich istoty. Pozostawienie ich w kościele pozwoliłoby im dalej czynić zło i zakłócać dzieło kościoła. Byłoby to stanięciem po stronie złoczynców i przeciw Bogu!

Przeczytany później fragment Bożych słów dał mi nieco oświecenia. Słowa Boga mówią: „Któregoś dnia, kiedy zrozumiesz nieco z prawdy, nie będziesz już myślał, że twoja matka jest najlepszą osobą ani że twoi rodzice są najlepszymi ludźmi. Zdasz sobie sprawę, że oni również należą do zepsutej ludzkości i że ich usposobienie jest tak samo skażone. Od innych odróżnia ich jedynie to, że są z tobą połączeni fizycznym pokrewieństwem krwi. Jeśli nie wierzą w Boga, to są tacy sami jak niewierzący. Nie będziesz już na nich patrzeć z perspektywy członka rodziny czy z perspektywy więzi krwi, ale od strony prawdy. Jakie są główne aspekty, na które powinieneś zwrócić uwagę? Powinieneś przyjrzeć się ich poglądom na wiarę w Boga, ich poglądom na świat, ich poglądom na załatwianie spraw, a co najważniejsze, ich postawom wobec Boga. Jeśli uważnie przyjrzysz się tym aspektom, będziesz w stanie wyraźnie zobaczyć, czy są to dobrzy, czy źli ludzie. Jeżeli pewnego dnia zobaczysz wyraźnie, że są tacy jak ty, że są ludźmi o zepsutym usposobieniu, a tym bardziej, że nie są dobrymi ludźmi, którzy naprawdę cię kochają tak, jak sobie to wyobrażasz, oraz że w ogóle nie są w stanie poprowadzić cię do prawdy ani wprowadzić na właściwą ścieżkę w życiu; jeśli jasno dostrzeżesz, że to, co dla ciebie zrobili, nie przyniesie ci wielkich korzyści i nie ma zupełnie żadnego znaczenia dla obrania przez ciebie właściwej drogi życiowej; jeśli odkryjesz również, że wiele ich praktyk i opinii jest sprzecznych z prawdą, że są z ciała, przez co nimi gardzisz i czujesz do nich niechęć i nienawiść, to w świetle tych wszystkich czynników będziesz w stanie odpowiednio ich potraktować w swoim sercu. Nie będziesz już za nimi tęsknić, martwić się o nich i będziesz w stanie się od nich oddzielić. Zakończyli już swoją misję jako rodzice i nie będziesz już uważać ich za najbliższych ci ludzi ani ich ubóstwiać, lecz zaczniesz ich traktować jak zwykłych ludzi. Całkowicie wyrwiesz się wówczas z więzów emocji, prawdziwie odejdziesz od własnych afektów i uczuć rodzinnych” (Tylko zmiana zepsutego usposobienia może doprowadzić do prawdziwej transformacji, w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). To była bardzo wzruszająca lektura. Ponieważ moje uczucia do rodziców były zbyt silne, widziałam tyko to, jacy są dla mnie dobrzy, a nie ich postawę wobec prawdy i Boga. Nie widziałam wyraźnie ich istoty ani tego, jaką kroczyli ścieżką. To dlatego nie potrafiłam właściwie podejść do ich wyrzucenia, lecz owłądnęły mną uczucia, próbowałam przekonywać Boga i przez dwa lata byłam przygnębiona i oporna. Moje życie poważnie ucierpiało i popełniłam wykroczenia. To podlewanie i pokarm Bożych słów stopniowo obudziły moje nieugięte, buntownicze serce i wymazały moje pojęcia i złe rozumienie Boga. Teraz czuję sie bardziej wolna i mam energię, by pełnić obowiązek. Dziękuję Bogu za Jego zbawienie.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Przebudzenie z niepewności

Autorstwa Zhenxi, miasto Zhengzhou, Prowincja Henan Dziesięć lat temu, popychana przez mój arogancki charakter, nie byłam nigdy w stanie...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze