Przyczyny mojej arogancji

11 grudnia 2022

Autorstwa Chengxin, Korea Południowa

Pewnego dnia kilka liderek kościoła wspomniało mi o pewnej kwestii. Mówiły, że odpowiedzialna za ewangelizację siostra Zhang nie stosuje się do zasad i losowo przydziela ludzi do ewangelizacji bez omawiania tego z przywódcami kościelnymi. To wpływało na pracę wykonywaną przez braci i siostry i zakłócało dzieło kościoła. Bez zastanowienia odpowiedziałam: „Na pewno siostra Zhang zmieniła obowiązki zgodnie z potrzebami pracy”. Jedna z liderek odparła: „Siostrze Zhang brak charakteru i kompetencji. Źle przydzieliła ludzi do pracy ku niezadowoleniu innych. Niektórzy się zniechęcili, a to miało wpływ na ewangelizację. Czy nie jest nieodpowiednia do zarządzania tą pracą?”. Zezłościłam się, że chcą ją zwolnić i odpowiedziałam: „Co? Jeśli siostra Zhang nie nadaje się do ewangelizacji, to kto ją zastąpi? Mamy kogoś odpowiedniego? Mówisz o rzeczywistych problemach, ale przecież nie są aż tak poważne. Ma wyniki w pracy ewangelizacyjnej – nie możemy jej zwolnić przez błahostki! Musimy chronić dzieło kościoła”. Kiedy im zaprzeczałam, sądziłam, że się czepiają, że nikt nie jest doskonały! Wszyscy mamy wady, więc jak można żądać od kogoś, by nigdy nie popełniał błędów? Dlaczego nie uznały wyników w pracy za ważniejsze? A co jeśli wyniki spadną po jej zwolnieniu? Wyszłabym na fałszywego przywódcę, kogoś, kto nie umie wykonywać praktycznej pracy. Co wtedy myśleli by o mnie inni? Czy nie zostałabym zwolniona przez wyższych przywódców? Słysząc moją odpowiedź, te dwie liderki były bezradne. Odparły: „Na razie ją zostawmy na stanowisku”. Po kilku dniach wyższy przywódca zapytał mnie online, jak siostra Zhang radzi sobie z obowiązkami. Odparłam: „Idzie jej nieźle. Ma osiągnięcia w pracy i jest skuteczna”. Wtedy przywódca zapytał: „O jakie osiągnięcia chodzi? Czy sprawdziłaś, ile osób pozyskała, dzięki swojej pracy ewangelizacyjnej? Czy wiesz o tym, że podaje fałszywe liczby? Brakuje jej charakteru i kompetencji. Nie potrafi rozwiązywać problemów. Jesteś tego świadoma? Wiesz że przydziela ludzi bez zasad, zakłóca pracę ewangelizacyjną?”. Byłam zarzucona pytaniami, serce mi waliło a w głowie miałam pustkę. Widząc, że nie odpowiadam, przywódca kontynuował: „Jesteś bardzo pewna siebie! Takim ludziom brakuje samoświadomości. Gdybyś rzeczywiście znała siebie, dlaczego nie miałabyś siebie porzucić? Dlaczego nie zaparłaś się siebie? Inni zgłosili ten problem, ale tego nie przyjęłaś. Jak wielka jest twoja arogancja? Czy masz rzeczywistość prawdy? Jeśli ktoś ma rzeczywistość prawdy, nie wierzy w samego siebie. Potrafi słuchać, kiedy inni mają rację. Potrafi przyjąć prawdę i się podporządkować. To ktoś z normalnym człowieczeństwem. Jaka osoba jest niewiarygodnie arogancka i pewna siebie? Czy może ona przyjąć prawdę? Aroganci nie przyjmują prawdy i z na pewno się jej nie podporządkowują. Aroganccy, pewni siebie ludzie nie znają samych siebie, nie potrafią zaprzeć się siebie i naprawdę nie potrafią wprowadzić prawdy w życie ani zachowywać zasad prawdy. Nie dogadują się z innymi. Ludzie aroganccy to ci, których usposobienie nie zmieniło się. Z tego widzimy, że ludzie aroganccy to stare szatany, które nie uległy żadnej zmianie. Zastanów się nad sobą, czy nie jesteś kimś takim”. Byłam w szoku – jakby rażona piorunem. Przez chwilę siedziałam bez ruchu, myśląc o tym, co powiedział: „nie przyjmują prawdy”, „nie podporządkowują się jej”, „nie dogadują się z innymi”, „ich usposobienie nie zmieniło się”, „to stare szatany, które nie uległy żadnej zmianie”. Myśląc o tym, czułam się coraz gorzej i nie mogłam powstrzymać łez. W bólu modliłam się, płacząc, „O Boże! Nigdy nie uważałam się za osobę arogancką, która nie przyjmuje prawdy. Proszę poprowadź mnie, abym mogła poznać siebie”.

Pewnego dnia przeczytałam te słowa Boga: „Arogancja leży u korzeni zepsutego ludzkiego usposobienia. Im bardziej aroganccy są ludzie, tym bardziej są nieracjonalni i tym bardziej skłonni sprzeciwiać się Bogu. Jak poważny jest to problem? Ludzie o aroganckim usposobieniu nie tylko uważają wszystkich wokół za gorszych od siebie, lecz także – co w tym najgorsze – traktują z góry nawet samego Boga i nie mają w sercach Bożej bojaźni. Choć może się wydawać, że niektórzy ludzie wierzą w Boga i za Nim podążają, to wcale nie traktują Go oni jak Boga. Przez cały czas są przekonani, że posiedli prawdę, i mają o sobie bardzo wysokie mniemanie. W tym właśnie tkwi istota i źródło aroganckiego usposobienia, a pochodzi ono od szatana. Dlatego też problem arogancji musi zostać rozwiązany. To, że ktoś czuje się lepszy od innych, jest jeszcze sprawą trywialną. Kluczową kwestią jest to, że aroganckie usposobienie człowieka nie pozwala mu podporządkować się Bogu, Jego panowaniu i zarządzeniom. Osoba taka ciągle ma ochotę rywalizować z Bogiem o władzę nad innymi. Tego rodzaju osoba ani odrobinę nie czci Boga, nie mówiąc już o tym, by miała Go kochać lub podporządkować się Mu. Ludzie, którzy są aroganccy i zarozumiali, a zwłaszcza ci, którzy są tak wyniośli i butni, że zupełnie postradali rozum, nie są w stanie podporządkować się Bogu w swej wierze w Niego, a nawet wywyższają się i niosą świadectwo o sobie samych. Tacy ludzie najbardziej sprzeciwiają się Bogu i zupełnie nie mają bojaźni Bożej. Jeśli ludzie pragną osiągnąć stan, w którym prawdziwie czcić będą Boga, muszą najpierw rozwiązać problem swego aroganckiego usposobienia. Im bardziej gruntownie go rozwiążesz, tym większą cześć mieć będziesz dla Boga, i dopiero wtedy będziesz potrafił Mu się podporządkować, zyskać prawdę i poznać Boga. Tylko ci, którzy pozyskują prawdę, mają prawdziwe człowieczeństwo” (Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boga niosły oświecenie. Rzeczywiście. Arogancja to źródło wszelkiego skażenia. W swojej arogancji nie tylko lekceważyłam innych, ale też Boga. Gdy coś mi się przydarzało, nie poszukiwałam Jego woli ani zasad prawdy, tylko robiłam, co chciałam, oczekując, że inni będą mnie słuchali. Przypomniałam sobie słowa liderek na temat problemów siostry Zhang. Zaprzeczyłam im bez zastanowienia. Mówiły, że siostra Zhang nie ma zasad i losowo przydziela zadania bez konsultacji z liderami, tak zakłócając pracę, że ludzie nie wiedzą, co mają robić. Całkowicie wyparłam ten problem i nie chciałam słuchać. Broniłam siostry Zhang, mówiąc, że postępuje tak, bo ewangelizacja pilnie potrzebuje ludzi. Liderki powiedziały, że brak jej charakteru i kompetencji do pracy i że nie nadaje się do zarządzania ewangelizacją. Nie zbadałam sytuacji i nie rozważyłam jej przeniesienia zgodnie z zasadami. Opierałam się i złościłam. Pytałam liderek, dlaczego ma nie przewodzić i czy mają kogoś lepszego na jej miejsce. Zgasiłam je i odtrąciłam. Wskazując problem, liderki wykazały się odpowiedzialnością, chroniły dzieło kościoła, ale mi się wydawało, że lepiej rozumiem prawdę, że ich rozumienie jest płytkie i błędne, więc nie muszę ich słuchać. Byłam tak arogancka i zadufana w sobie! Uparłam się przy swoim i nie chciałam przyjąć prawdy, odrzucałam każde prawdziwe stwierdzenie. Zaprzeczyłam wszystkiemu, co powiedziały, i wykłócałam się, aż przestały wyrażać opinie. Byłam arogancka do granic rozsądku i nie miałam za grosz czci dla Boga. Nie używałam ludzi zgodnie z zasadą i zaszkodziłam dziełu kościoła, i nie tylko nie widziałam swoich błędów, ale obwiniałam liderki, które zgłosiły problem. Zganiłam je za małostkowość i niesprawiedliwość wobec siostry Zhang. Czy nie byłam starym szatanem beż żadnej zmiany usposobienia? Jak mogłabym w ten sposób dogadywać się z innymi i harmonijnie współpracować? Myśląc o tym, miałam poczucie winy i modliłam się do Boga, chcąc pokutować i natychmiast zaradzić sytuacji z siostrą Zhang. Przyjrzawszy się sprawom, zobaczyłam, że siostra Zhang nie mówiła prawdy o swojej pracy i sknociła różne sprawy, a wielu nowych wyznawców nie chodziło na spotkania, bo nie wyznaczyła ludzi do podlewania. Siostra Zhang miała marny charakter, była też arogancka i despotyczna, i z nikim nie omawiała pracy. Gdy pojawiły się problemy, nie umiała ich rozwiązać i nie słuchała rad innych, więc problemy narastały przez dłuższy czas, szkodząc dziełu ewangelizacji. Wobec tych faktów uznałam w końcu, że wybrałam nieodpowiednią osobę. Kiedy liderki kościelne radziły ją wymienić, nie zgodziłam się, a nawet je skarciłam. Myśląc o tym, czułam się coraz gorzej i nienawidziłam się za swoją arogancję i zadufanie. Stawiłam się przed Bogiem w modlitwie, prosząc, by mną pokierował do zrozumienia istoty mego problemu.

Potem przeczytałam fragment słowa Boga, który mówił o moim problemie arogancji. Bóg Wszechmogący mówi: „Arogancja i zadufanie w sobie to najbardziej oczywiste cechy szatańskiego usposobienia ludzi, a jeśli nie przyjmą oni prawdy, nie ma możliwości, by zostali obmyci. Ludzie są aroganccy i zadufani w sobie, wierzą, że zawsze mają rację i we wszystkim, co myślą i mówią ich własny pogląd i sposób myślenia jest poprawny, że nic, co mówią inni, nie jest tak dobre ani słuszne, jak to, co mówią oni sami. Zawsze trzymają się własnych opinii i nie słuchają niczego, co mówią inni; nawet jeśli to, co mówią inni ludzie, jest słuszne i zgodne z prawdą, nie akceptują tego, pozornie tylko słuchając, ale nic nie przyjmując do wiadomości. Kiedy przychodzi czas na działanie, wciąż idą własną drogą; zawsze myślą, że mają rację i są usprawiedliwieni. Możesz mieć rację i być usprawiedliwiony albo możesz robić to, co trzeba, bez żadnych oporów, ale jakie usposobienie przy tym ujawniasz? Czy to nie arogancja i zadufanie w sobie? Jeśli nie jesteś w stanie pozbyć się tego aroganckiego i zadufanego usposobienia, czy wpłynie to na twoje wykonywanie obowiązków? Czy wpłynie to na twoją zdolność wcielania prawdy w życie? Jeśli nie potrafisz skorygować tego rodzaju aroganckiego i zadufanego usposobienia, czy jest prawdopodobne, że w przyszłości czekają cię wielkie niepowodzenia? Nie ma wątpliwości, że tak będzie, jest to nieuniknione. Czy Bóg widzi, jak te rzeczy przejawiają się w ludziach? Doskonale potrafi to zobaczyć; Bóg nie tylko bada najgłębsze zakamarki duszy człowieka, ale także zawsze obserwuje każdą jego wypowiedź i działanie. A co powie Bóg, kiedy zobaczy, jak przejawiają się w tobie te rzeczy? Bóg powie: »Jesteś zatwardziały! Trzymanie się swego zdania, gdy człowiek nie wie, że się myli, jest zrozumiałe, ale jeśli nadal obstajesz przy swoim, choć dobrze wiesz, że się mylisz, i odmawiasz skruchy, wówczas jesteś upartym starym głupcem i masz kłopot. Jeśli, bez względu na to, czyja to sugestia, reagujesz negatywną i wrogą postawą i w ogóle nie przyjmujesz prawdy – jeśli w twoim sercu nie ma nic poza sprzeciwem, zamknięciem, odmową – to jesteś śmiesznym, niedorzecznym głupcem! Zbyt trudno sobie z tobą poradzić«. Z czym tak trudno jest sobie u ciebie poradzić? Trudność polega na tym, że twoje postępowanie nie jest tylko przejawem błędnego sposobu działania czy błędnego zachowania, lecz ujawnia pewien rodzaj usposobienia. Co to za usposobienie? Nie znosisz i nienawidzisz prawdy. A gdy już zostałeś uznany za kogoś, kto nienawidzi prawdy, to gdy Bóg to zobaczy, będziesz miał kłopot; Bóg cię odrzuci i nie będzie zwracał na ciebie uwagi. Jeśli chodzi o ludzi, najgorsze, co może się zdarzyć, to że powiedzą: »Usposobienie tej osoby nie jest dobre – jest twardogłowa, nieustępliwa i arogancka! Trudno się z nią dogadać, nie kocha prawdy i nigdy jej nie przyjmie ani nie będzie praktykować«. Najgorsze, co może się zdarzyć, to że wszyscy będą cię tak oceniać, ale czy taka ocena może zadecydować o twoim losie? Ludzkie oceny nie mogą zadecydować o twoim losie, ale jest coś, o czym nie powinieneś zapominać, a mianowicie, że Bóg widzi ludzkie serce, a jednocześnie obserwuje też wszystko, co człowiek robi i mówi. Jeśli Bóg podjąłby takie postanowienie co do ciebie i powiedział, że nienawidzisz prawdy, a nie tylko, że masz trochę zepsute usposobienie i jesteś nieco nieposłuszny – czy to istotna kwestia? (Tak, istotna). W takim przypadku czekają cię kłopoty. Ten problem ma związek nie z tym, jak ludzie cię widzą czy jak cię oceniają, ale z tym, jak Bóg patrzy na twoje zepsute usposobienie, które nienawidzi prawdy. Jak zatem Bóg by cię widział? Czy Bóg uzna cię po prostu za kogoś, kto nienawidzi i nie kocha prawdy i to wszystko? Czy to jest tak proste? Czy tak widziałby cię Bóg? Skąd pochodzi prawda? Kogo reprezentuje prawda? (Reprezentuje Boga). Cóż, zatem spróbujcie to rozważyć: jeśli ktoś nienawidzi prawdy, jak to wygląda w oczach Boga? (Że jest wrogiem Boga). Czy nie byłaby to poważna sprawa? Osoba, która nienawidzi prawdy, w swoim sercu nienawidzi Boga” (Tylko żyjąc przed obliczem Boga można mieć z Nim normalną relację, w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Objawienie Bożych słów miało na mnie ogromny wpływ. Ujrzałam skażenie mojej arogancji i zadufania. Dwie siostry wyraziły sugestie na temat wybranej przeze mnie osoby, a ja tego nie przyjęłam – czułam, że to ja mam rację. Nie pozwoliłam im mówić, ale karciłam je i powstrzymywałam. Wykazałam się arogancją, wykłócałam się, aż dały za wygraną. Nie był to prosty błąd w moim podejściu i zachowaniu, ale szatańskie usposobienie polegające na nienawiści do prawdy. Na myśl o moich słowach i zachowaniu wobec tych liderek zrobiło mi się niedobrze, jakbym miała połknąć robaka. Było mi okropnie wstyd, że wyszłam na bufona. W oczach Boga nienawiść i odraza do prawdy to nienawiść i wrogość wobec Boga, a wszyscy wrogowie Boga to diabły. Gdy przywódca ujawnił, że jestem całkowicie nieprzemienionym starym szatanem, miał rację. To moja natura i istota. Wobec problemów stawiałam opór i nie chciałam przyjąć prawdy, a obowiązek wykonywałam według swego szatańskiego usposobienia. Jak mogłabym nie oprzeć się Bogu i nie obrazić Jego usposobienia? Jak miałabym uniknąć krytyki? Zdałam sobie sprawę, że przycinanie i rozprawianie się ze mną było Bożą sprawiedliwością. Choć zdemaskowanie i krytyka były trudne i uraziły moją dumę, pozwoliły mi ujrzeć moją arogancką naturę i zyskać cześć dla Boga.

Później przeczytałam słowa Boga, które pozwoliły mi zrozumieć i rozpoznać własny stan. Bóg Wszechmogący mówi: „Cokolwiek robią antychryści, zawsze mają swoje cele i zamiary, zawsze działają według własnego planu, a ich stosunek do ustaleń i pracy domu Bożego jest taki: »Wy możecie mieć tysiąc planów, ale ja mam jedną zasadę«; to wszystko jest określone przez naturę antychrysta. Czy antychryst może zmienić swoją mentalność i działać zgodnie z zasadami prawdy? Byłoby to absolutnie niemożliwe, chyba że zmusi go do tego Zwierzchnik, w takim przypadku, niechętnie i z wysiłkiem, jest w stanie choć trochę zadziałać. Dopiero w sytuacji, gdy nicnierobienie doprowadziłoby do jego zdemaskowania i zastąpienia, wtedy może wykonać trochę praktycznej pracy. Taki jest stosunek antychrystów do praktykowania prawdy: gdy jest to dla nich korzystne, gdy wszyscy będą ich za to chwalić i podziwiać, na pewno wyświadczą tę grzeczność i podejmą jakiś symboliczny wysiłek dla zachowania pozorów. Jeżeli praktykowanie prawdy nie przynosi im żadnej korzyści, jeżeli nikt tego nie widzi, a wyżsi przywódcy nie są obecni, to w takich wypadkach nie ma mowy o praktykowaniu prawdy. Ich praktykowanie prawdy zależy od kontekstu, od czasu, od tego, czy jest to robione publicznie czy poza widokiem, od tego, jak wielkie są korzyści; są niezwykle bystrzy i błyskotliwi, gdy chodzi o takie rzeczy, a nieosiąganie żadnych korzyści lub niewystawianie siebie na pokaz jest dla nich nie do przyjęcia. Nie wykonują żadnej pracy, jeśli ich wysiłki nie są zauważane, jeśli, bez względu na to, jak dużo robią, nikt nie patrzy. Jeśli praca jest zorganizowana bezpośrednio przez dom Boży, a oni nie mają wyboru i muszą ją wykonać, to mimo wszystko biorą pod uwagę, czy będzie to korzystne dla ich statusu i reputacji. Jeśli jest to korzystne dla ich statusu i może umocnić ich reputację, wkładają w tę pracę mnóstwo wysiłku i wykonują ją dobrze; czują, że pieką dwie pieczenie przy jednym ogniu. Jeśli nie ma to żadnego wpływu na ich status lub reputację, a złe wykonanie tej pracy mogłoby ich zdyskredytować, wymyślają sposób lub wymówkę, aby się z tego wyplątać. Bez względu na to, jaki obowiązek wykonują, zawsze trzymają się tej samej zasady: muszą odnieść jakąś korzyść. Antychryści najbardziej lubią pracę, która ich nie kosztuje, przy której nie muszą cierpieć ani płacić żadnej ceny, a która przynosi korzyści dla ich reputacji i statusu. Podsumowując, cokolwiek antychryści robią, najpierw rozważają własne interesy, a działają dopiero po przemyśleniu wszystkiego; nie są prawdziwie, szczerze, bezwzględnie i bezkompromisowo posłuszni prawdzie, ale tylko wybiórczo i pod pewnymi warunkami. Jaki to warunek? Jest nim to, że ich status i reputacja muszą być zabezpieczone i nie mogą ponieść żadnej straty. Dopiero po spełnieniu tego warunku decydują i wybierają, co robić. To znaczy, antychryści starannie rozważają, jak powinni traktować zasady prawdy, Boże posłannictwo i dzieło domu Bożego, albo jak mają się zająć sprawami, przed którymi stają. Nie zastanawiają się, jak wypełnić wolę Bożą, jak nie narażać na szwank dobra domu Bożego, jak zadowolić Boga ani jak przynieść korzyści dla braci i sióstr; tych rzeczy nigdy nie biorą pod uwagę. A co antychryści biorą pod uwagę? To, czy coś wpłynie na ich własny status i reputację i czy ich prestiż spadnie. Jeśli zrobienie czegoś zgodnie z zasadami prawdy przynosi korzyści pracy kościoła oraz braciom i siostrom, ale reputacja antychrystów miałaby przy tym ucierpieć, a wielu ludzi uświadomiłoby sobie, jaka jest ich rzeczywista postawa, i poznałoby ich prawdziwą naturę i istotę, wówczas z całą pewnością nie będą działać zgodnie z zasadami prawdy. Jeśli wykonanie praktycznej pracy sprawi, że więcej ludzi będzie ich poważać, podziwiać i cenić, lub przez to ich słowa będą miały większą moc i więcej ludzi się im podporządkuje, wówczas zdecydują się działać w taki sposób; w innym wypadku nigdy nie zapomną o własnych interesach przez wzgląd na dobro domu Bożego czy braci i sióstr. Taka jest natura i istota antychrystów” (Punkt dziewiąty: Wypełniają obowiązki tylko po to, by się wyróżnić, zaspokoić swoje interesy i ambicje; nigdy nie zważają na interesy domu Bożego, a nawet poświęcają je dla osobistej chwały (Część trzecia), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Słowa Boże pokazały mi, że mój opór i rozdrażnienie, kiedy wspomniano o problemach siostry Zhang, i niezgoda na jej odsunięcie nie wynikały tylko z aroganckiego usposobienia. Kryły się za tym moje samolubne, podłe motywy. Nie chciałam przyjąć sugestii liderek, byle chronić swoją reputację i status. Te dwie liderki nie myliły się co do problemów siostry Zhang. Nie była odpowiednia, by nadzorować pracę, i już wstrzymywała pracę ewangelizacyjną. Powinnam była od razu ją odsunąć, ale znajdowałam przeróżne powody, żeby temu zapobiec i zachować imię i status. Wskutek tego te dwie liderki nie wiedziały, jak należy kierować pracą, a to szkodziło pracy przez dłuższy czas. Moja arogancja, niechronienie pracy kościoła i myślenie tylko o własnym imieniu i statusie wpłynęło na pracę ewangelizacyjną i na wejście w życie braci i sióstr. Zakłócałam dzieło kościoła. W słowach chciałam strzec dzieła kościoła, ale w rzeczywistości chroniłam tylko własną reputację i status. Tak długo jak mogłam chronić swoją pozycję, to nawet jeśli wybrana przeze mnie osoba stwarzała problemy i dzieło kościoła cierpiało, przymykałam na to oko. Wolałam, żeby ucierpiały interesy kościoła niż mój status. Czy to nie jest postępowanie antychrysta? Poprzez sąd i objawienie słów Boga dostrzegłam swoją przeciwną Bogu naturę i istotę a także własne podłe, złe motywy. Poczułam wtedy strach i chciałam pokutować przed Bogiem, aby nie czynić więcej zła i nie opierać się Mu przez swoją arogancję.

Podczas modlitwy kiedyś przeczytałam fragment Bożych słów, który wskazał mi ścieżkę praktyki. „Gdy inni ludzie zaczynają wyrażać odmienne opinie. Jak powinieneś wtedy postąpić, aby ustrzec się przed uznaniowością i lekkomyślnością? Najpierw musisz przyjąć pokorną postawę, odłożyć na bok własne poglądy i przekonania oraz pozwolić każdemu się wypowiedzieć. Nawet jeśli uważasz, że twój pogląd na daną sprawę jest słuszny, nie powinieneś ciągle się przy nim upierać. Już to jest swego rodzaju postępem; pokazuje bowiem, że przyjąłeś postawę poszukiwania prawdy, wyrzeczenia się samego siebie i spełniania woli Bożej. Kiedy zaś będziesz już przejawiać taką postawę, to w chwili, gdy przestaniesz kurczowo trzymać się własnych poglądów, powinieneś się pomodlić, poszukać prawdy u Boga, a potem odnaleźć fundamenty w Bożych słowach i zdecydować, jak postąpić na podstawie Bożych słów. To jest najbardziej odpowiednia i trafna praktyka. Kiedy ludzie szukają prawdy i przedstawiają problem, żeby wszyscy wspólnie go omówili i znaleźli jego rozwiązanie, to Duch Święty zapewnia ludziom oświecenie. Bóg oświeca ludzi zgodnie z zasadami, ocenia twoją postawę. Jeśli uparcie trzymasz się swoich poglądów, bez względu na to, czy masz rację, czy nie, Bóg ukryje przed tobą swoją twarz i będzie cię ignorował; sprawi, byś zderzył się ze ścianą, obnaży cię i ujawni twój paskudny stan. Z drugiej strony, jeśli masz właściwą postawę, nie upierasz się przy swoim, nie jesteś przekonany o własnej nieomylności, autorytatywny ani pochopny w działaniu, lecz szukasz prawdy i przyjmujesz ją, to jeśli omówisz to ze wszystkimi, Duch Święty zacznie działać wśród was, i być może doprowadzi cię do zrozumienia za pośrednictwem czyichś słów. Czasami, gdy Duch Święty cię oświeca, prowadzi go do zrozumienia sedna sprawy za pomocą kilku słów lub zwrotów lub dając ogólny sens. Momentalnie uświadamiasz sobie, że to, czego się kurczowo trzymałeś, jest błędne, i w tej samej chwili rozumiesz najwłaściwszy sposób postępowania. Czy osiągnąwszy taki poziom, skutecznie uniknąłeś czynienia zła i ponoszenia konsekwencji błędu? Jak się to osiąga? Można to osiągnąć jedynie wtedy, gdy masz bogobojne serce i gdy szukasz prawdy z posłusznym sercem. Kiedy już otrzymasz oświecenie ze strony Ducha Świętego i ustalisz zasady praktykowania, twoja praktyka będzie zgodna z prawdą, a ty będziesz w stanie zadowolić wolę Bożą” (Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Boże słowa dały mi ścieżkę praktyki. Aby nie popełniać zła i nie zakłócać dzieła kościoła, kluczem jest postawa poszukiwania prawdy w obliczu problemów, serce pełne czci dla Boga, współpraca z innymi oraz odsunięcie siebie na bok, modlitwa i poszukiwanie, kiedy pojawią się inne opinie. To jedyny sposób, aby zyskać dzieło Ducha Świętego, działać jak należy i zminimalizować błędy. Zrozumienie tego było dla mnie oświeceniem i wiedziałam już, jak postąpić. Potem odsunęłam siostrę Zhang i znalazłam inną osobę odpowiedzialną. Po jakimś czasie praca ewangelizacyjna widocznie się poprawiła. Jednak widząc te wyniki, czułam się jeszcze bardziej winna. Nienawidziłam swojej wcześniejszej arogancji i tego, jak uparłam się przy siostrze Zhang, zakłócając pracę kościoła i popełniając wykroczenie. Pomodliłam się, aby poszukiwać prawdy we wszystkich rzeczach, nie obstawać przy swoim i nie kierować się arogancją.

Wkrótce napotkałam inną sytuację. Zasugerowałam coś w dyskusji z diakonami zajmującymi się ewangelizacją i gdy tylko wypowiedziałam te słowa, wszyscy zgodnie je odrzucili. Czułam się nieco upokorzona i zastanawiałam się, czy wszystko, co powiedziałam, było tak całkowicie błędne? Czy to wy macie we wszystkim rację? Co pomyślą inni o moim przywództwie, jeśli wszystkie moje opinie się odrzuca? Pomyślą, że nie rozumiem prawdy i nie jestem praktyczna. Czy będą jeszcze mnie słuchać? Czy zachowam prestiż lidera w oczach wszystkich? Myśląc to, chciałam słowami chronić swoją twarz i znów zaprzeczyć poglądom innych. Poczułam się wtedy winna i zrozumiałam, że nie jestem w dobrym stanie. W duchu pomodliłam się do Boga: „O Boże, wiem, że mają rację, ale moja duma ucierpiała i znów chcę chronić moją reputację i status. Proszę, strzeż mnie i pozwól mi przyjąć ich sugestie, przestrzegać zasad prawdy i nie urzeczywistniać skażenia”. Po modlitwie przeczytałam te słowa Boga: „Wszystko, co się robi, trzeba omawiać z innymi. Najpierw wysłuchaj, co inni mają do powiedzenia. Jeśli pogląd większości jest słuszny i zgodny z prawdą, powinieneś go zaakceptować i podporządkować się mu. Cokolwiek robisz, nie wpadaj w patos – to nigdy nie jest dobrą rzeczą, w żadnej grupie ludzi. (…) Powinieneś często omawiać sprawy z innymi, wysuwać sugestie i wyrażać swoje opinie – to twój obowiązek i twoje prawo. Na koniec jednak, gdy trzeba podjąć decyzję, jeśli uczynisz to sam i każesz wszystkim posłusznie podążać za twoją wolą, to pogwałcisz zasady. (…) Jeśli nic nie jest dla ciebie jasne i nie masz żadnych poglądów, naucz się słuchać i być posłusznym, szukać prawdy. To jest obowiązek, który powinieneś wykonać; to jest postawa szczerości. Jeśli ktoś nie ma własnych poglądów, ale zawsze boi się, że wyjdzie na głupca, że nie będzie w stanie się wyróżnić, że zostanie upokorzony; jeśli boi się, że zostanie odrzucony przez innych i nie będzie miał w ich sercach żadnego statusu, dlatego zawsze stara się wyróżnić i jest zawsze napuszony, wygłasza absurdalne twierdzenia, które nie odpowiadają rzeczywistości, a które chciałby, żeby inni zaakceptowali – czy ta osoba wykonuje swój obowiązek? (Nie). Więc co robi? Jest destrukcyjna” (Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boże przyniosły oświecenie. Uczestniczenie w pracy, wyrażanie opinii i sugestii należało do moich obowiązków, ale narzucanie innym mojej woli było już arogancją. W dyskusjach dotyczących pracy każdy ma prawo, by wyrazić opinię, i powinniśmy kierować się zasadami prawdy i interesami dzieła kościoła. To jest postawa akceptacji prawdy. Kiedy zaczęłam skupiać się na praktykowaniu prawdy i gdy różne opinie pojawiały się w dyskusjach, wypytywałam o pomysły ludzi, aby osiągnąć skuteczny konsensus. Pamiętam, jak pewnego razu skończyłam robić coś samodzielnie i poczułam niepokój. Dzięki modlitwie i refleksji zdałam sobie sprawę, że nie osiągnęłam konsensusu wspólnie z partnerami i że to nie było właściwe podejście. Otwarcie omówiłam to ze wszystkimi, że w arogancji podjęłam decyzję bez dyskutowania z innymi, że okazałam brak rozsądku i obiecałam zmienić się i więcej tak nie postępować. Prosiłam też wszystkich, żeby mieli na mnie oko. Odkładanie samej siebie na bok i praktykowanie prawdy w ten sposób dało mi spokój.

Praktykowałam to podczas kilku następnych dyskusji w pracy i wszystko szło dobrze, bez żadnych pomyłek. Byłam bardzo wdzięczna Bogu. Przez to doświadczyłam, że przez brak arogancji w obowiązku i dobrą współpracę z innymi możesz zyskać dzieło Ducha Świętego i praca będzie przynosić lepsze efekty. Teraz mam pewne zrozumienie mojego aroganckiego, zadufanego i skażonego usposobienia. Potrafię praktykować prawdę i trochę się zmieniłam. To jest Boża miłość i zbawienie. Tylko Boże karcenie, przycinanie i rozprawianie się może odmienić i obmyć ludzi.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Połącz się z nami w Messengerze