Odpowiedzialność to klucz do dobrego głoszenia ewangelii

11 grudnia 2022

Autorstwa Marie, Wybrzeże Kości Słoniowej

Nie traktowałam poważnie swoich obowiązków i bardzo się obijałam. Wszystko robiłam byle jak. Zapraszałam potencjalnych słuchaczy ewangelii na kazanie, ale nie chciało mi się z nimi rozmawiać ani pytać, co sądzą o tym, co usłyszeli. Myślałam, że zaproszenie mnóstwa ludzi oznacza, że dobrze wypełniam obowiązki. Poza tym tak było łatwiej. Trudno mi było z nimi rozmawiać; nie tylko zajmowało to czas, ale odpowiadanie na pytania wymagało wysiłku, więc nie chciałam się z nimi umawiać. Myślałam, że ludzie od ewangelizacji z nimi porozmawiają i to wystarczy, a fakt, że nie znam ich sytuacji, nie ma znaczenia. Na spotkaniu przywódczyni powiedziała, „Gdy zapraszamy ludzi na nasze kazania, musimy wiedzieć, co się z nimi dzieje potem, sprawdzać, czy uczestniczą w spotkaniach, czy zrozumieli, o czym mówiono, i słuchać, co o tym sądzą. Musimy się starać, by im pomagać z miłości, bo to też jest nasz obowiązek”. Ale wtedy o tym nie wiedziałam. Uważałam to za zawracanie głowy, więc nie poświęcałam się tak bardzo i nie znosiłam trudności. Wybrałam najłatwiejszą ścieżkę, i nie myślałam o tym, czy osiągam wyniki. Raz przywódczyni powiedziała, że są ludzie, którzy zaprosili bardzo wielu słuchaczy, ale tylko nieliczni z nich prawdziwie szukali i badali. Wiedziałam, że jestem jedną z tych ludzi; Dbałam tylko o powierzchowną pracę i nie miałam prawdziwych wyników. Potem przyszła przywódczyni, by sprawdzić moją pracę i powiedziała, „Jak teraz radzą sobie ci potencjalni odbiorcy kazań?”. Byłam zakłopotana i nie wiedziałam, co powiedzieć. Z wieloma nie utrzymywałam kontaktu i nie odzywałam się do tych, którzy nie przychodzili słuchać kazań. Po prostu ich opuściłam.

Zaczęłam się zastanawiać po rozmowie z przywódczynią. Usłyszałam, jak Bóg mówi, „Wszystko, o co Bóg prosi ludzi, i różne rodzaje pracy w domu Bożym – wszystkie te rzeczy wymagają, by wykonali je ludzie, wszystkie zaliczają się do obowiązków człowieka. Bez względu na to, jaką pracę wykonują ludzie, jest to obowiązek, który powinni wykonywać. Obowiązki obejmują bardzo szeroki zakres i dotyczą wielu dziedzin – ale bez względu na to, jaki obowiązek wykonujesz, jest to po prostu twoje zobowiązanie, coś, co powinieneś robić. Bez względu na to, jaki obowiązek wykonujesz, jeśli tylko starasz się wykonywać go dobrze, Bóg cię pochwali i uzna za kogoś, kto naprawdę w Niego wierzy. Niezależnie od tego, kim jesteś, jeśli zawsze starasz się unikać swoich obowiązków lub się od nich uchylać, to jest to problem: Mówiąc łagodnie, jesteś nazbyt leniwy, zanadto zakłamany i gnuśny, uwielbiasz wypoczynek i nienawidzisz pracy. Ujmując to nieco bardziej poważnie, nie masz ochoty wypełniać swego obowiązku i nie ma w tobie zaangażowania ani posłuszeństwa. Skoro nie potrafisz włożyć odrobiny wysiłku nawet w to niewielkie zadanie, to co jesteś w stanie zdziałać? Co potrafisz zrobić jak należy? Jeśli ktoś jest prawdziwie zaangażowany i ma poczucie odpowiedzialności za swój obowiązek, to – jeśli tego właśnie wymaga Bóg i jeśli tego potrzebuje dom Boży – zrobi wszystko, czego się od niego wymaga, bez wyjątku. Czy podjęcie się i wykonanie wszystkiego, co tylko człowiek jest w stanie zrobić i co powinien zrobić, nie jest jedną z zasad wykonywania obowiązku? (Tak)” (Punkt dziesiąty: Gardzą prawdą, jawnie lekceważą zasady i ignorują ustalenia domu Bożego (Część czwarta), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). „Jeśli jesteś posłuszny i szczery, to nie będziesz wykonywał zadania byle jak i niestarannie, nie będziesz szukał sposobów, by się nie przemęczyć, lecz włożysz w wykonywanie zadania całe swe ciało i duszę. Niewłaściwy stan wewnętrzny prowadzi do negatywizmu, przez co ludzie tracą motywację, stają się niestaranni i niedbali. Ludzie, którzy w głębi serca dobrze wiedzą, że ich stan nie jest właściwy, a jednak nie próbują temu zaradzić poprzez poszukiwanie prawdy – tacy ludzie nie kochają prawdy i nie mają wielkiej chęci wykonywać swego obowiązku; nie mają ochoty podejmować żadnego wysiłku ani znosić trudności i wiecznie szukają sposobów, by się wymigać. W istocie Bóg już to wszystko zauważył – dlaczego więc nie zwraca uwagi na tych ludzi? Bóg tylko czeka, aż Jego wybrańcy się obudzą i rozpoznają, czym są naprawdę, aby ich zdemaskować i wypędzić” (Punkt dziesiąty: Gardzą prawdą, jawnie lekceważą zasady i ignorują ustalenia domu Bożego (Część czwarta), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Ze słów Bożych zrozumiałam, że ludzie odpowiedzialni za swoją pracę nie potrzebują nadzoru, aby ukończyć zadanie; wkładają w pracę serce. Za to ci, którzy nie traktują poważnie swoich obowiązków, udają i zachowują pozory. Nawet jeśli z pozoru wykonali dużo pracy, jest to praca powierzchowna, nie dająca prawdziwych wyników. Oni tylko oszukują ludzi. Słowa Boże obnażyły mój stan. Byłam szczęśliwa, kiedy zaprosiłam potencjalnych odbiorców ewangelii na kazanie, bo gdy inni zobaczyli, ile ludzi ściągnęłam, uznawali, że jestem odpowiedzialna. W rzeczywistości, kiedy powinnam się dowiedzieć, co się z nimi dzieje potem, nie chciałam się poświęcać ani wkładać w to więcej czasu czy wysiłku. Wolałam przekazać pracę ludziom od ewangelii. Lubiłam iść na łatwiznę. Wybierałam tę drogę, która oznaczała mniej trudów i była najwygodniejsza. Gdy były trudności, chodziłam na skróty. Chciałam się poddać, gdy coś było trudne lub gdy miałam w to włożyć dużo wysiłku. Byłam strasznym leniem! Nie zainteresowałam się, jakie pytania po wysłuchaniu kazań mieli potencjalni odbiorcy, ani czy przychodzili na spotkania, a jeśli nie, to dlaczego, etc. Byłam naprawdę nieodpowiedzialna w swojej pracy i nie poświęcałam się, za to chciałam, by wyglądało, że jestem efektywna. Byłam tak cwana i chytra, że nie zasługiwałam na zaufanie. Przypomniało mi się kolejne moje doświadczenie. Kiedy będąc w szkole dostawałam złe stopnie, musiałam powtarzać klasę, ale nawet wtedy nie uczyłam się więcej. Zawsze wolałam łatwą pracę i byłam leniwa. To część mojej natury. Gdy to zrozumiałam, zaczęłam bardziej angażować się w pracę, zmieniłam sposób bycia i kontaktowałam się z potencjalnymi odbiorcami. Rozmawiałam też z ludźmi od ewangelizacji i korzystałem z ich pomocy. Gdy tak postępowałam, byłam bardziej efektywna.

Później przekazałam podlewającym tych, którzy byli gotowi przyjąć prawdziwą drogę, ale wciąż niewiele osób przychodziło na spotkania. Jedna kobieta była zbyt zajęta pracą, by uczestniczyć w spotkaniach, i właśnie zmarła jej matka. Kobieta była załamana i ukrywała się przed światem. Nie wiedziałam, jak z nią to omawiać, więc powiedziałam jej tylko kilka prostych słów. A kiedy niektórzy ludzie mieli problemy, nie potrafiłam znaleźć właściwych słów Bożych, by im pomóc je rozwiązać. To było dla mnie trudne. Wolałam zapraszać ludzi, żeby słuchali kazań, bo to było łatwiejsze. Właściwie to nie lubiłam z nimi rozmawiać; Bałam się, że zadadzą pytanie, na które nie zdołam odpowiedzieć, więc unikałam ich albo opuszczałam. Pół roku później dowiedziałam się, że tylko sześcioro z tych, których zaprosiłam, przyjęło dzieło Boga dni ostatecznych, a inni bracia i siostry nawrócili mnóstwo ludzi. Było mi wstyd i żałowałam. Przez te pół roku zaniedbywałam swoje obowiązki. Gdybym mogła cofnąć czas, nie byłabym już taka niedbała. Fakt, że inni ściągnęli do domu Boga tyle ludzi pokazał, że to możliwe.

Zobaczyłam, że słowa Boga Wszechmogącego mówią, „Głosząc ewangelię, musisz wypełniać swoją odpowiedzialność i gorliwie postępować z każdym, komu ją głosisz. Bóg zbawia ludzi w największym możliwym stopniu, a ty musisz być świadomy Bożej woli, nie wolno ci beztrosko pominąć nikogo, kto rozważa prawdziwą drogę i jej poszukuje. Co więcej, należy zrozumieć zasady, żeby móc głosić ewangelię. Skoro wielu ludzi bierze pod uwagę prawdziwą drogę, trzeba obserwować i rozumieć ich pochodzenie religijne, siłę ich charakteru i jakość ich człowieczeństwa oraz orientować się w tych obszarach. Ludzie, którzy pragną prawdy, potrafią pojąć słowa Boga i umieją przyjąć prawdę, zostali przez Niego predestynowani. Powinniście się starać ze wszystkich sił omawiać z nimi prawdę i ich pozyskać – chyba że mają marne człowieczeństwo i zły charakter, udają, że pragną prawdy, wciąż się wykłócają i trzymają swoich pojęć. Kogoś takiego trzeba odstawić na bok i z niego zrezygnować. Niektórzy ludzie, uwzględniający prawdziwą drogę, potrafią ją zrozumieć i mają wspaniały charakter, ale są aroganccy, zarozumiali i nie odpuszczają pojęć religijnych, więc by temu zaradzić, należy omawiać z nimi prawdę. Przestać można dopiero wtedy, gdy nie przyjmą prawdy, bez względu na częstotliwość i jakość omówień, bo to oznacza, że zrobiło się już wszystko, co można było i co należało zrobić. Krótko mówiąc, nie wolno łatwo rezygnować z nikogo, kto potrafi dostrzec i przyjąć prawdę. Jeśli tylko ludzie chcą rozważać prawdziwą drogę i potrafią dociekać prawdy, koniecznie trzeba czytać im więcej słów Boga, omawiać z nimi więcej prawd, świadczyć o Jego dziele i obalić ich pojęcia po to, by ich pozyskać i przyprowadzić przed oblicze Boga. Właśnie to jest zgodne z zasadami głoszenia ewangelii. Jak więc można ich pozyskać? Jeśli w trakcie nawiązywania z kimś kontaktu odkryjesz, że ta osoba ma dobry charakter i dobre człowieczeństwo, musisz zrobić wszystko, co w twojej mocy, aby wypełnić swoją odpowiedzialność; musisz zapłacić określoną cenę i wykorzystać określone sposoby i środki, a nie ma znaczenia, jakie sposoby i środki zastosujesz, o ile służą temu, aby kogoś pozyskać. Podsumowując, aby kogoś pozyskać, musisz wypełnić swoją odpowiedzialność, działać z miłością i robić wszystko, co w twojej mocy. Musisz omawiać wszystkie prawdy, które rozumiesz, i robić wszystko, co powinieneś. Nawet jeśli ta osoba nie zostanie pozyskana, będziesz mieć czyste sumienie. Na tym polega robienie wszystkiego, co możesz i co powinieneś zrobić. Jeśli nie omówisz jasno prawdy, a osoba ta wciąż trzyma się swoich pojęć, a ty jeszcze stracisz cierpliwość i zrezygnujesz z tej osoby z własnej woli, będzie to oznaczać zaniedbanie twoich obowiązków, co dla ciebie jest skazą. Niektórzy ludzie pytają: »Czy posiadanie takiej skazy oznacza, że zostałem potępiony przez Boga?«. Takie kwestie zależą od tego, czy ludzie robią te rzeczy celowo i stale. Bóg nie potępia ludzi za sporadyczne wykroczenia; muszą wówczas wykazać tylko skruchę. Ale kiedy świadomie czynią zło i odmawiają pokuty, zostają potępieni przez Boga. Jak Bóg mógłby ich nie potępić, kiedy są wyraźnie świadomi prawdziwej drogi, a mimo to umyślnie grzeszą? Patrząc na to zgodnie z zasadami prawdy, jest to zachowanie nieodpowiedzialne, nieostrożne i niedbałe; oznacza to co najmniej niespełnienie swojej powinności i wedle tego Bóg osądza twoje błędy; jeśli odmówisz pokuty, zostaniesz potępiony. Tak więc, aby ograniczyć występowanie takich błędów lub ich uniknąć, ludzie powinni zrobić wszystko, co w ich mocy, aby wypełnić swoje obowiązki, aktywnie starając się odpowiedzieć na wszystkie pytania, jakie stawiają osoby rozważające prawdziwą drogę, a na pewno nie odkładać i nie opóźniać odpowiedzi na kluczowe pytania” (Szerzenie ewangelii jest powinnością, do której wszyscy wierzący są moralnie zobowiązani, w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boże zmusiły mnie do myślenia i byłam poruszona. Bóg dał ludziom obowiązki i oczekiwał, że dadzą z siebie wszystko, ale ja nie chciałam się poświęcać w pracy, by sprowadzić ludzi przed Boga. Byłam bardzo leniwa i strasznie niedbała. Nie robiłam tak, jak kazał Bóg i nie poświęcałam uwagi tym, którzy badali prawdziwą drogę, ani nie wypełniałam obowiązków. Myślałam, że wystarczy tylko zaprosić dużo ludzi, żeby przyszli posłuchać, a to co było potem, to już nie moja sprawa. Według mnie to była praca podlewających, a to, czy nowi przychodzili na spotkania, to już nie był mój problem ani odpowiedzialność. Więc kiedy nowi nie przychodzili na spotkania, nie robiłam, co w mojej mocy, by znaleźć słowa Boże i im pomóc. Uważałam, że ich problemy są dla mnie trudne do rozwiązania, więc wolałam sobie ich odpuścić. A w rzeczywistości, dopóki spełniali wymogi do głoszenia ewangelii, powinnam poświęcać im uwagę, w końcu to ja zaprosiłam ich na kazanie. Potem, w zwykłych okolicznościach, powinnam dalej kontaktować się z nimi, lecz tego nie robiłam. Przekazywałam ich podlewającym i zostawiałam. Nie byłam odpowiedzialna ani nie liczyłam się z wolą Boga. Gdy zrozumiałam swój problem, byłam zdecydowana zmienić swoją postawę, ale wiedziałam, że nie zrobię tego sama. Musiałam modlić się o pomoc Boga. Potem, kiedy spotkałam potencjalnych odbiorców ewangelii, modliłam się do Boga, by pomógł mi sprowadzić ich do Siebie, i pragnąć ciężko pracować, prawdziwie się poświęcać i nie być niedbałą w pracy jak wcześniej. Zapytałam też przywódczynię, co zrobić, by ludzie przyjęli dzieło Boga dni ostatecznych. Zdradziła mi kilka sposobów a ja zaczęłam się zastanawiać, bo chciałam wiedzieć, czego jeszcze nie robię. Zrozumiałam, że nie szukam prawdy w pracy i nie uczę się od braci i sióstr. Kiedy ludzie nie przychodzili na spotkania, nie chciałam wiedzieć, dlaczego i wolałam z nich zrezygnować. Moje podejście do obowiązków było bardzo luźne.

To sprawiło, że pomyślałam, jak Bóg mówi, „To, jak traktujesz Boże zadania, jest niezwykle istotne, jest to bardzo poważna sprawa. Jeśli nie potrafisz wypełnić tego, co Bóg powierzył ludziom, to nie jesteś zdolny do życia w Jego obecności i powinieneś zostać ukarany. To, że ludzie powinni wykonywać wszystkie zadania, które Bóg im powierza, jest ustalone przez Niebo i uznawane przez ziemię; jest to ich największa odpowiedzialność, i jest ważne jak samo ich życie. Jeśli nie traktujesz poważnie Bożych zadań, wtedy zdradzasz Boga w najcięższy sposób. Jesteś wtedy bardziej godny ubolewania niż Judasz i powinieneś zostać przeklęty. Ludzie muszą dokładnie zrozumieć, w jaki sposób postrzegać to, co Bóg im powierza, a przynajmniej muszą zrozumieć, że zadania, jakie im wyznacza, stanowią wywyższenie i szczególną łaskę od Boga; są czymś najwspanialszym. Wszystko inne można porzucić; nawet jeśli ktoś ma poświęcić własne życie, i tak musi wykonać zlecone przez Boga zadanie” (Jak poznać naturę człowieka, w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Po przeczytaniu słów Bożych było mi wstyd. Jako stworzenie Boże powinnam dobrze wypełniać swój obowiązek. To moja misja i powód, dla którego żyję. Jeśli nie nogę tego robić, to stracę funkcję, dla której zostałam stworzona, i nie będę godna żyć przed obliczem Boga. W końcu Bóg mną wzgardzi i mnie odrzuci. Głoszenie nowiny o królestwie jest najpilniejszym życzeniem Boga i powinnam w swoje obowiązki wkładać wszystko, nie być niedbała. Pomyślałam, jak Bóg nakazał Noemu zbudować arkę. Choć to było szalenie trudne zadanie, Noe się nie poddawał. Nie pytał Boga, kiedy arka będzie gotowa, ani kiedy nastąpi powódź. Jedynie wypełniał instrukcje Boga i zbudował arkę. Gdy to odkryłam, zdałam sobie sprawę, że muszę zmienić nastawienie do obowiązków, iść za przykładem Noego i możliwie jak najlepiej wypełniać obowiązki. Raz na spotkaniu inni dzielili się doświadczeniami z kazań oraz tym, jak używają słów Bożych, by rozwiązywać potencjalne problemy słuchaczy. Byłam poruszona, gdy ich wysłuchałam. Już nie chciałam być leniwa. Chciałam być odpowiedzialna. Chciałam w obowiązki wkładać całą swoją energię.

Często obserwowałam, kto nie przyszedł na spotkanie, natychmiast się z nim kontaktowałam i omawiałam słowa Boże. Gdy wkładałam serce w zajmowanie się każdą osobą, większość z nich zaczęła regularnie przychodzić. Pamiętam jedną osobę, która nie pojawiała się przez wiele dni. Wysłałam jej wiadomość, ale kiedy nie odpowiedziała, po kilku dniach zaczęłam się martwić. Zadzwoniłam do brata Derly, podlewającego, by spytać, co się dzieje. Powiedział, że ma ona trudności w pracy, więc podzielił się z nią słowami Boga. Gdy to usłyszałam uznałam, że to nie wystarczy, poprosiłam więc brata Derly, by zadzwonił do niej i omówił z nią to przez telefon. Ku memu zdziwieniu, po omówieniu, zgodziła się tego samego dnia wziąć udział w spotkaniu, i przeprosiła za to, że wcześniej nie przychodziła. Wkrótce wstąpiła do kościoła. Moje serce się radowało. Tak bardzo byłam wdzięczna Bogu!

Słyszałam, jak Bóg mówił, „Jeżeli rzeczywiście posiadasz sumienie i rozsądek, to będziesz wkładał więcej serca w robienie różnych rzeczy, a także trochę więcej uprzejmości, odpowiedzialności i rozwagi, będziesz też w stanie zdobyć się na większy wysiłek. Kiedy będziesz potrafił poczynić większe wysiłki, wykonywane przez ciebie obowiązki przynosić będą coraz lepsze rezultaty. Efekty twojej pracy będą lepsze, a to zadowoli zarówno innych ludzi, jak i Boga” (Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). „Musisz wejść od pozytywnej strony. Jeśli czekasz biernie, to wciąż przejawiasz negatywne nastawienie. Musisz być pełen inicjatywy we współpracy ze Mną; być sumienny i nigdy leniwy. Zawsze ze Mną rozmawiaj i osiągnij jeszcze większy stopień zażyłości ze Mną. Jeśli czegoś nie rozumiesz, nie oczekuj niecierpliwie szybkich rezultatów. To nie jest tak, że ci nie powiem, po prostu chcę zobaczyć, czy polegasz na Mnie, gdy jesteś w Mojej obecności, i czy polegasz na Mnie z ufnością. Zawsze musisz być blisko Mnie i pozostawiać wszystkie sprawy w Moich rękach. Nie cofaj się na próżno. Po tym, jak przez jakiś czas nieświadomie będziesz pozostawać blisko Mnie, Moje zamiary zostaną ci objawione. Jeśli je zrozumiesz, wówczas naprawdę znajdziesz się ze Mną twarzą w twarz i naprawdę ujrzysz Moje oblicze. Będziesz mieć całkowitą jasność i wewnętrzną stanowczość oraz będziesz posiadać coś, na czym można polegać. Będziesz też mieć moc, jak również i ufność. Otworzy się przed tobą droga. Wszystko będzie przychodzić ci łatwo” (Wypowiedzi Chrystusa na początku, rozdz. 9, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Wcześniej byłam bierna i nie wykazywałam inicjatywy w pracy. Lekkomyślnie opuszczałam potencjalnych odbiorców ewangelii. Dzięki przewodnictwu słów Bożych zrozumiałam, że ważne jest to, co mamy w sercu. Gdy traktujemy ludzi z miłością i omawiamy szczerze, ujrzymy przewodnictwo Boże. Gdy to zrozumiałam, pomodliłam się do Boga, prosząc Go, by pomógł mi dobrze wypełniać obowiązki i świadomie praktykować Jego słowa. Potem aktywnie rozmawiałam z potencjalnymi odbiorcami kazań. Jeśli spełniali warunki do ich słuchania, dalej zgłębiałam ich sytuację do czasu, aż przyjęli dzieło Boże. Gdy to zrobiłam, poczułam, że Bóg prowadzi mnie krok po kroku, pomagając mi zrozumieć, jak wypełniać obowiązki i wtedy poczułam głęboki spokój. Bogu dzięki!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze