Nigdy już nie będę stawiał swojego przeznaczenia na pierwszym miejscu

29 września 2023

Autorstwa Mingzhi, Korea Południowa

W mojej ostatniej roli nie wczułem się w stan emocjonalny postaci i nie uchwyciłem dobrze jej osobowości. Grałem, kierując się własnym zrozumieniem. Niby przyjmowałem rady reżysera, ale trzymałem się swojego sposobu myślenia. W efecie moja gra nie pasowała do postaci i film był nieudany. Przywódczyni powierzyła mi głoszenie ewangelii. Moja arogancja, mój upór i nieumiejętne wykonywanie obowiązków opóźniły filmowanie. Czułem się z tym źle, więc chciałem odpokutować za wykroczenia głoszeniem ewangeli i dobrymi czynami. W ramach zadośćuczynienia długie godziny spędzałem, głosząc ewangelię. Nawróciłem sporo ludzi, co mnie radowało i motywowało.

Dlatego, gdy przywódczyni zaprosiła mnie na casting, opierałem się. Nie uważałem, że nadaję się na aktora. Poprzednio mi nie wyszło i sądziłem, że podobnie będzie i tym razem. Nastał kluczowy czas na głoszenie ewangelii i dobrze mi to szło. Musiałbym to zarzucić, gdybym dostał rolę. Poza tym ta postać była w wielu scenach. Gdybym zagrał ją dobrze, to w porządku, ale w przeciwnym razie znów spowodowałbym przestój. To byłoby kolejne wykroczenie i opóźnienie w mojej ewangelizacji i dobrych uczynkach. Straciłbym podwójnie. Głowiłem się nad tym i uznałem, że tym razem powinienem odpuścić. Zastanawiałem się, czy przywódczyni kieruje się osobistymi preferencjami. Powiedziałem jej: „Nie udźwignę rej roli. Znajdź kogoś innego”. Ale ona nalegała, żebym spróbował, więc nie miałem wyjścia. Wiedziałem, że i tak nie dostanę tej roli. Pomyślałem, że po prostu zrobię swoje, i niech przywódczyni i reżyser zdecydują. Na pewno mnie nie wybiorą. Na planie filmowym powiedziałem reżyserowi: „Czy nie pamiętasz, jak ostatnio spartaczyłem? Czemu znów tu jestem?”. Odpowiedział: „Jak do tej pory nie udało się znaleźć nikogo do tej roli. Omówiłem z przywódczynią wszystkie aspekty. To bardzo ważny film, a tym dobrze się nadajesz do tej roli. Pomyśl o całokształcie pracy i przyjdź na przesłuchanie ze skupionym umysłem”. Im więcej mówił o tym, jak ważny jest ten film, tym bardziej bałem się grać. Poprzednio zawiodłem. Co jeśli tym razem też nie zagram dobrze? Co by nie mówili, ja upierałem się, że nie dam rady. Aby tego dowieść, postanowiłem, że się nie przyłożę na castingu. Wtedy będę mógł wrócić do głoszenia ewangelii. Czułem się nieswojo, trochę się bałem. Jeśli tak chciał Bóg, a ja bym się opierał, to by Go obraziło. Pomodliłem się: „Boże, poprowadź mnie, bym pojął Twą wolę, poddał się jej i nie buntował się przeciwko Tobie”.

Nazajutrz na zgromadzeniu usłyszałem słowa Boga, które mną wstrząsnęły. Słowa Boga mówią: „Lekcje posłuszeństwa są najtrudniejsze, ale są też najłatwiejsze. Na czym polega ich trudność? (Ludzie mają własne pomysły). To, że ludzie mają pomysły, nie stanowi problemu – bo któż nie ma pomysłów? Wszyscy ludzie mają serca i mózgi, wszyscy mają własne pomysły. Nie na tym polega problem. W czym zatem tkwi szkopuł? W skażonym usposobieniu człowieka. Gdyby człowiek nie miał skażonego usposobienia, byłby w stanie się podporządkować bez względu na to, ile miałby pomysłów – nie stanowiłyby one problemu. Jeżeli ktoś jest na tyle rozsądny, że mówi: »Muszę się we wszystkim podporządkować Bogu. Nie będę się usprawiedliwiał ani upierał przy własnych pomysłach, nie będę wydawał własnych wyroków w tej sprawie«, to czy nie jest mu łatwo się podporządkować? Jeśli ktoś nie wydaje własnych wyroków, jest to znak, że nie jest zadufany w sobie; jeżeli nie upiera się przy swoich pomysłach, jest to znak, że kieruje się rozsądkiem. Jeśli do tego potrafi się podporządkować, to znaczy, że osiągnął praktykę prawdy. (…) Jeżeli, gdy coś ci się przydarza, zawsze chcesz sam podejmować decyzje, przekonywać innych do swoich racji i upierać się przy własnych pomysłach, taka postawa stanie się dość problematyczna, a to dlatego, że rzeczy, przy których się upierasz, nie są pozytywne i wywodzą się z skażonego usposobienia. Wszystkie one są wytworem tego usposobienia i choć w takich okolicznościach możesz chcieć szukać prawdy, to nie będziesz w stanie jej praktykować. Możesz chcieć się modlić do Boga, ale będziesz to robił tylko mechanicznie. Gdyby ktoś omówił z tobą prawdę i ujawnił twoje wypaczone intencje, jaką podjąłbyś decyzję? Czy z łatwością poddałbyś się prawdzie? Poddanie się w takim momencie byłoby dla ciebie bardzo trudne i nie byłbyś w stanie tego zrobić. Okazałbyś nieposłuszeństwo i usiłowałbyś przekonywać innych do swoich racji. Mówiłbyś: »Podejmuję decyzje dla dobra domu Bożego. One nie są złe. Dlaczego wciąż prosicie, bym się podporządkował?«. Czy widzisz, że nie byłbyś w stanie się podporządkować? Poza tym stawiałbyś również opór, a to stanowi świadome wykroczenie. Czy to nie jest poważny problem? Kiedy ktoś omawia z tobą prawdę, a ty nie jesteś w stanie jej przyjąć i świadomie popełniasz wykroczenie, okazując nieposłuszeństwo i stawiając opór Bogu, to masz poważny problem. Istnieje ryzyko, że zostaniesz zdemaskowany przez Boga i odrzucony(Podporządkowanie się Bogu jest podstawową lekcją w pozyskiwaniu prawdy, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). „Jak można zmienić skażone usposobienie? Po pierwsze należy sprawdzić, czy jesteś w stanie podporządkować się Bożym planom i zarządzeniom oraz czy potrafisz przyjąć wszystkie sytuacje, które Bóg dla ciebie przygotowuje(Podporządkowanie się Bogu jest podstawową lekcją w pozyskiwaniu prawdy, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Poczułem się tak, jakbym się przebudził. Słowa Boga dokładnie opisywały mój stan. Wzbraniałem się przed graniem, wykłócałem się, nie chcąc się temu poddać. Poprzednim razem nie poradziłem sobie z rolą, dobrze mi szło głoszenie ewangelii, więc czemu się upierali, żebym znów grał w filmie? Wydawało mi się to kaprysem przywódczyni. Opierałem się zamiast być posłusznym, miałem zepsute usposobienie. Dotarło do mnie wtedy, że choć z pozoru to ludzie zapraszali mnie na casting, tak naprawdę zaaranżował to Bóg. Buntem byłoby upieranie się przy swoim. Gdy to pojąłem, zmieniło się trochę moje nastawienie. Choćby nie wiem co, musiałem się temu poddać, potraktować obowiązki poważnie i dać z siebie wszystko. Ku mojemu zaskoczeniu dostałem tę rolę.

Potem przeczytałem inny fragment słów Boga. „Jak powinieneś przyjmować i rozumieć prawdę o podporządkowaniu się? Większość ludzi wierzy, że podporządkowanie się polega na byciu posłusznym i niestawianiu oporu lub nieokazywaniu nieposłuszeństwa w obliczu trudności. Sądzą, że na tym właśnie polega podporządkowanie. Ale nie rozumieją wszystkich jego aspektów: dlaczego Bóg chce, aby ludzie się podporządkowali, jakie jest znaczenie podporządkowania się i jakie zasady nim rządzą, jak należy się podporządkowywać oraz z jakim zepsuciem należy się uporać, praktykując podporządkowanie. Ludzie jedynie przestrzegają reguł i myślą: »Podporządkowanie się oznacza, że jeśli mam przygotować jedzenie, to nie zamiatam podłogi, a jeśli mam zamiatać podłogę, to nie poleruję szkła. Robię to, co powinienem – to takie proste. Nie muszę zwracać uwagi na to, co się dzieje w mojej głowie – Bóg się tym nie zajmuje«. W rzeczywistości to dzięki temu, że ludzie Mu się podporządkowują, Bóg rozprawia się z ich buntem i zepsuciem, aby mogli osiągnąć stan prawdziwego podporządkowania. Taka jest właśnie prawda o podporządkowaniu się. W jakim stopniu ludzie powinni ostatecznie ją pojąć i o niej wiedzieć? Powinni to zrobić w takim zakresie, by zrozumieli, że bez względu na to, czego Bóg od nich wymaga, mają to wykonać, bo w tym jest zawarta wola Boża, a ludzie powinni się jej bezwarunkowo podporządkować. Jeśli ludzie posiądą taki poziom zrozumienia, wówczas pojmą prawdę o podporządkowaniu się, będą mogli praktykować podporządkowanie się Bogu i zadowolą Go(Tylko ci, którzy rozumieją prawdę, rozumieją sprawy duchowe, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boga skłoniły mnie do refleksji. Choć przyjąłem tę rolę w filmie i wyglądało, że się podporządkowałem, w świetle słów Boga to nie było podporządkowanie się. Wciąż musiałem szukać prawdy, wyzbyć się zepsucia i pełnić obowiązki według zasad. Przemyślałem to. Podczas filmowania byłem bierny, czułem w sercu opór. Jakie zepsute usposobienie mnie kontrolowało?

Przeczytałem dwa fragmenty słów Boga, które dały mi wgląd w ten problem. Bóg Wszechmogący mówi: „Antychryści nigdy nie są posłuszni zarządzeniom domu Bożego i zawsze ściśle łączą swój obowiązek, sławę i status z nadzieją na błogosławieństwa oraz na swoje przyszłe przeznaczenie, jak gdyby po utracie reputacji i statusu nie mieli już nadziei na otrzymanie błogosławieństw i nagród, a to odczuwają jak utratę życia. Dlatego mają się na baczności wobec przywódców i pracowników domu Bożego, żeby ich marzenie o błogosławieństwach nie zostało zniszczone. Kurczowo trzymają się swojej reputacji i statusu, bo myślą, że to ich jedyna nadzieja na uzyskanie błogosławieństw. W oczach antychrysta bycie pobłogosławionym jest czymś większym niż samo niebo, większym niż życie, ważniejszym niż dążenie do prawdy, zmiana usposobienia czy osobiste zbawienie, ważniejszym niż dobre wypełnianie obowiązków i bycie istotą stworzoną spełniającą standardy. Uważają, że bycie istotą stworzoną spełniającą standardy, należyte wykonywanie obowiązku i zbawienie to wszystko nieistotne sprawy, niemal niewarte wzmianki, gdy tymczasem zyskanie błogosławieństw jest jedyną rzeczą w całym ich życiu, o której nigdy nie potrafią zapomnieć. Cokolwiek im się przytrafia, czy jest to sprawa duża, czy mała, odnoszą to do bycia błogosławionym przez Boga, traktują niewiarygodnie uważnie i ostrożnie oraz zawsze zostawiają sobie jakąś furtkę(Punkt dwunasty: Kiedy nie mogą zyskać pozycji ani nie mają nadziei na błogosławieństwa, chcą się wycofać, w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). „Ci, którzy zawsze są sceptyczni wobec Boga, ciągle Go analizują, wiecznie próbują zawierać z Nim układy – czy to są ludzie o szczerych sercach? (Nie). Co się znajduje w sercach takich ludzi? Przebiegłość i zło; wiecznie analizują. A co analizują? (Stosunek Boga do ludzi). Przez cały czas analizują stosunek Boga do ludzi. Na czym polega problem? I dlaczego to robią? Bo to dotyczy ich żywotnych interesów. W głębi serca myślą: »Bóg stworzył te okoliczności dla mnie, On sprawił, że to mi się przydarzyło. Dlaczego to zrobił? Innym ludziom się to nie przydarzyło – dlaczego musiało się przytrafić właśnie mnie? I jakie będą tego późniejsze konsekwencje?«. To są rzeczy, które analizują; analizują swoje zyski i straty, błogosławieństwa i nieszczęścia. A czy analizując te sprawy, są w stanie praktykować prawdę? Czy mogą przy tym być posłuszni Bogu? Nie mogą. (…) A jaki jest wynik, gdy ludzie myślą tylko o własnych interesach? Gdy działają wyłącznie z myślą o sobie, nie jest im łatwo podporządkować się Bogu, a nawet jeśli by chcieli, nie mogą. A jaki jest ostateczny wynik takiej analizy prowadzonej przez ludzi, którzy ciągle myślą o własnych interesach? Wszystko, co robią, jest nieposłuszeństwem i sprzeciwem wobec Boga. Nawet gdy nalegają na pełnienie obowiązku, wykonują go niestarannie i zdawkowo, w negatywnym nastroju; w sercu przez cały czas myślą, jak wykorzystać sytuację i nie znaleźć się wśród przegranych. Takie są ich motywy przy pełnieniu obowiązku i w ten sposób próbują dobić targu z Bogiem. Co to za usposobienie? To przebiegłość, złe usposobienie. Nie jest to już zwykłe zepsute usposobienie; eskalowało do niegodziwości. A gdy w sercach mają tego rodzaju złe usposobienie, tym samym walczą z Bogiem! Powinniście jasno widzieć ten problem. Jeśli ludzie wiecznie analizują Boga i przy pełnieniu obowiązku próbują dobić z nim targu, czy mogą odpowiednio wykonać obowiązek? Absolutnie nie(Tylko poszukując zasad prawdy można dobrze wykonywać swój obowiązek, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Bóg mówi, że antychryści nigdy nie poddają się planom domu Bożego, że robią, co chcą. Chcą wymienić pozorne poświęcenie i wysiłki na piękne przeznaczenie, ale gdy nie udaje im się zdobyć statusu, robią się niedbali i bierni, odrzucają obowiązki. Bóg dokładnie opisał mój własny stan. Gdy zaproponowano mi rolę, myślałem tylko o swojej przyszłości. Dobrze mi szło głoszenie ewangelii, więc robiąc to dalej, gromadziłbym dobre uczynki i odpokutowałbym błędy, zapewniając sobie przeznaczenie. Jako aktor już raz poniosłem porażkę i mogło się to powtórzyć. Gdybym źle zagrał i zakłócił filmowanie, to byłoby kolejne wykroczenie i opóźnienie w mojej ewangelizacji i dobrych uczynkach. Nie było warto. Szukałem powodów, by się wymigać, używając mojej porażki jako wymówki. Poszedłem na casting niechętnie, chciałem to zrobić byle jak i mieć to za sobą. Reżyser jasno powiedział, że jestem najlepszym kandydatem. Ale mnie nie obchodziły potrzeby kościoła. Myślałem tylko o tym, jakie obowiązki przyniosą mi korzyść, i wykalkulowałem, że dla mojego przeznaczenia lepiej będzie głosić ewangelię niż parać się aktorstwem. Opierałem się i odrzuciłem rolę. Chciałem czerpać korzyści z obowiązków, żeby nie ponieść strat. Kościół dawał mi obowiązki na bazie swych potrzeb, powinienem je przyjąć. Ale ja byłem jak biznesmen, myśląc, czy udział w filmie przyniesie mi korzyści. Te godnie brzmiące powody były przykrywką dla moich podłych pobudek. Przejawiałem nie tylko kłamliwe, ale również złe usposobienie, angażując się w układy i gierki z Bogiem! Myślałem, że głosząc ewangelię, mam wzgląd ma wolę Bogę. Tak naprawdę chciałem nawracać ludzi, by odpokutować za swoje wykroczenia podczas filmowania i zyskać chwalebne przeznaczenie. Poprzez obowiązki dążyłem do błogosławieństw. Pawła poraziła wielka światłość na drodze do Damaszku, a potem zaczął głosić ewangelię, by zadośćuczynić i zyskać koronę sprawiedliwości. Jak moje pobudki do pełnienia obowiązków różniły się od Pawła? Byłem nierozsądny, szedłem ścieżką sprzeciwu wobec Boga, jak Paweł. Ta myśl sprawiła, że poczułem wstręt do siebie. Spoliczkowałem się, a potem modliłem się ze łzami: „O Boże! Wypełniając obowiązki, próbowałem się z Tobą targować, byłem kłamliwy i zły. Po tylu latach wiary wciąż uciekam się do gierek w mojej relacji z Tobą. Szatan skaził mnie tak bardzo, że nie przypominam istoty ludzkiej. Zbaw mnie!”. Potem przeczytałem te słowa Boga: „Wasze przeznaczenie i wasz los są dla was bardzo istotne i stanowią przedmiot głębokiej troski. Jesteście przeświadczeni, że jeśli nie będziecie się odpowiednio przykładać, będzie to jednoznaczne z tym, że utraciliście swoje przeznaczenie i że zniszczyliście własny los. Ale czy przyszło wam kiedyś do głowy, że ludzie, którzy podejmują wysiłki wyłącznie z myślą o własnym przeznaczeniu, trudzą się nadaremnie? Takie wysiłki nie są szczere – są one fałszywe i zwodnicze. A skoro tak się rzeczy mają, zatem ci, którzy działają tylko z myślą o własnym przeznaczeniu, stoją u progu ostatecznej klęski, albowiem fałsz jest przyczyną wszelkich niepowodzeń w ludzkiej wierze w Boga(O przeznaczeniu, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). „W ostatecznym rozrachunku to, czy ludzie są w stanie osiągnąć zbawienie, nie zależy od tego, jaki wypełniają obowiązek, lecz od tego, czy rozumieją i zyskują prawdę, i od tego, czy potrafią koniec końców podporządkować się Bogu, zdać się na Jego ustalenia, nie zważać na swoją przyszłość i przeznaczenie i kwalifikować się, by być istotą stworzoną. Bóg jest sprawiedliwy i święty, i to jest standard, którego używa do mierzenia całego rodzaju ludzkiego. Ten standard jest niezmienny i musisz o tym pamiętać. Zapisz ten standard w swoim umyśle i nie myśl o znalezieniu jakiejś innej ścieżki, by dążyć do jakiejś nierealnej rzeczy. Wymagania i standardy, które Bóg ma dla wszystkich, którzy chcą osiągnąć zbawienie, pozostają na zawsze niezmienne; pozostają takie same, niezależnie od tego, kim jesteś(Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boga uświadomiły mi, że jeśli ktoś się stara, ale tylko, by zyskać dobre przeznaczenie, to fałszywie wypełnia obowiązki, ma ukryte motywy, kieruje się zasadą coś za coś. Taki ktoś nie umie być szczery i posłuszny Bogu, nie zmienia usposobienia, nie otrzyma Bożej aprobaty. Uciszyłem swe serce i pomyślałem o swoich doświadczeniach. Po porażce w filmie czułem, że zawiodłem, opóźniłem pracę i popełniłem wykroczenie, więc martwiłem się o swoje przeznaczenie. By zadośćuczynić, rzuciłem się w wir ewangelizacji. Nawróciwszy kilka osób, myślałem, że jestem oddany Bogu i miałem nadzieję na dobre przeznaczenie. Nie szukałem prawdy i nie myślałem o tym, czemu zawiodłem jako aktor. Głosząc ewangelię, przejawiałem zepsucie, naruszałem zasady i miałem poglądy, które były błędne, ale o tym też nie myślałem. Wystarczyło mi, że co dzień głoszę ewangelię, i moje zepsute usposobienie nie zmieniło się. Zadowalałem się drobnymi osiągnięciami. Zrobiłem się arogancki i moje pragnienie błogosławieńst urosło w siłę. Pomyślałem o Pawle, który tylu nawrócił, ale głosząc ewangelię nie niósł świadectwa o Panu Jezusie ani o słowach Boga. Wywyższał siebie i się popisywał, jego usposobienie stawało się coraz bardziej aroganckie. Nie rozumiał, jak jego natura i istota sprzeciwiają się Bogu, a na koniec swoją pracę, cierpienie i nawróconych użył jako kapitału, by otwarcie żądać od Boga korony sprawiedliwości. Świadczył wreszcie o tym, że on sam jest Chrystusem, i został ukarany i potępiony przez Boga. Szedłem tą samą ścieżką co Paweł i to było niebezpieczne. Pozwalając mi wziąć udział w nowym filmie, Bóg dawał mi szansę. W tych okolicznościach mogłem się zreflektować i zrozumieć, że błądzę. To, co się działo, było moim zbawieniem. Ale ja tego nie rozumiałem. Myślałem, że udział w filmie odciągnie mnie od głoszenia ewangelii i dobrych uczynków. Nie odróżniałem dobra od zła, byłem ślepy i głupi! Gdy to do mnie dotarło, przepełnił mnie żal, a także wdzięczność dla Boga. Dziękowałem Mu w modlitwie.

Czytałem więcej słów Boga podczas ćwiczeń duchowych. Pomogło mi to pojąć wolę Boga i wskazało mi ścieżkę. Bóg Wszechmogący mówi: „Nie ma żadnej korelacji między obowiązkiem człowieka a tym, czy będzie on pobłogosławiony, czy przeklęty. Obowiązek to coś, co człowiek powinien wypełnić; jest to jego powołanie zesłane mu z nieba, a jego wykonywanie nie powinno zależeć od rekompensaty czy rozmaitych warunków bądź przyczyn. Tylko wtedy bowiem jest to wykonywanie swojego obowiązku. Być pobłogosławionym oznacza zostać udoskonalonym i cieszyć się Bożymi błogosławieństwami, doświadczywszy sądu. Bycie przeklętym oznacza, że usposobienie danej osoby nie ulega zmianie po tym, jak doświadczyła ona karcenia i sądu. Wówczas nie doświadcza ona również doskonalenia, lecz otrzymuje karę. Jednakże bez względu na to, czy zostaną pobłogosławione, czy przeklęte, istoty stworzone winny wypełniać swój obowiązek, robiąc to, co do nich należy i to, co są w stanie zrobić. Każda osoba, – osoba, która podąża za Bogiem – winna zrobić przynajmniej tyle. Nie powinieneś spełniać swojego obowiązku tylko dla uzyskania błogosławieństwa i nie powinieneś odmawiać działania z obawy przed tym, że zostaniesz przeklęty. Pozwólcie, że coś wam powiem: wypełnianie swego obowiązku przez człowieka oznacza, że robi on to, co należy. Jeśli zaś nie jest w stanie swego obowiązku wypełnić, wówczas jest to jego buntowniczość(Różnica pomiędzy służbą Boga wcielonego a obowiązkiem człowieka, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). „Jeżeli prawda jest tym, czego szukasz, jeśli to, co wprowadzasz w życie, jest prawdą i jeśli to, co zdobywasz, jest zmianą twojego usposobienia, wówczas ścieżka, którą kroczysz, jest właściwa. Jeżeli to, czego szukasz, to błogosławieństwo ciała, a to, co wprowadzasz w życie, jest prawdą zgodną z twoimi pojęciami i jeżeli nie następuje zmiana twojego usposobienia, a ty w ogóle nie jesteś posłuszny Bogu wcielonemu i nadal żyjesz w niejasnym stanie, wówczas to, czego szukasz, z pewnością zaprowadzi cię do piekła, bo ścieżka, którą idziesz, jest ścieżką porażki. To, czy zostaniesz udoskonalony, czy odrzucony, zależy od twojego własnego dążenia i należy powiedzieć, że sukces i porażka zależą od ścieżki, którą idzie człowiek(Sukces i porażka zależą od ścieżki, którą idzie człowiek, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Bez względu na to, jakie ktoś ma obowiązki, Bóg to zaaranżował, jest to odpowiedzialność, którą należy przyjąć, powinność istoty stworzonej, i nie ma tu nic do rzeczy, czy ktoś jest błogosławiony, czy potępiony. Bez względu na to, jakie mi obowiązki powierzył kościół, nawet jeśli nie miałem predyspozycji lub wcześniej zawiodłem, to powinienem się podporządkować, a potem szukać sposobu i zasad, by dobrze wypełnić te obowiązki, włożyć w to całe serce. Jeśli coś mi nie szło, to powinienem modlić się do Boga i szukać pomocy u innych. Taki rozsądek winienem mieć. Nie mogłem samowolnie wybierać sobie obowiązków, nie mogłem tego wiązać z byciem błogosławionym. Podobnie jest z dzieckiem posłusznym rodzicom, to jego odpowiedzialność. Odrzuciłem obowiązki, gdy kościół potrzebował współpracy, zrzuciłem z siebie odpowiedzialność. Byłem nieposłuszny Bogu. Moje pojęcia i wyobrażenia przysłaniały mi wszystko. Myślałem, że nawracając ludzi, by odpokutować, praktykuję prawdę, że im więcej ludzi nawrócę, tym większe będzie moje zadośćuczynienie. Ale nie rozumiałem woli Boga. Bóg chce, by ludzie umieli dążyć do prawdy, pełniąc obowiązki, i aby bez względu na to, co złego uczynili lub jakie zepsucie przejawili, zreflektowali się, okazali skruchę i przeszli przemianę, aby potrafili z czcią się Bogu podporządkować i działać wedle zasad prawdy. Tak pełni się obowiązki zgodnie z wolą Boga. Jeśli chcemy tylko odbyć pokutę w zamian za Boże błogosławieństwo, nasze starania są nieszczere. Oszukujemy Boga i nie zyskamy od Niego aprobaty. Słyszałem o doświadczeniach niektórych braci i sióstr, głoszących ewangelię. Ponosili porażki, upadali, a niektórych nawet zwolniono. Ale potem czytali słowa Boga, by poznać swe zepsute usposobienie i przyczynę porażek. Potrafili się zreflektować i odnaleźć zasady praktykowania, a potem w obliczu podobnych sytuacji zmieniali się i praktykowali prawdę. Ja tymczasem, choć głosiłem ewangelię każdego dnia, robiłem to tylko, by odbyć pokutę w zamian za dobre przeznaczenie. To była transakcja, wymiana. Nie podporządkowałem się Bogu i nie praktykowałem prawdy. Było mi wstyd.

Potem czytałem więcej słów Boga: „Koniec i przeznaczenie człowieka nie zależą od jego woli ani od jego skłonności bądź wyobrażeń. To Stwórca, Bóg, ma ostatnie słowo. W jaki sposób ludzie powinni w tym zakresie współpracować? Ludzie mają do wyboru tylko jedną drogę: tylko dążąc do prawdy, rozumiejąc prawdę, okazując posłuszeństwo słowom Boga, podporządkowując się Mu i dostępując zbawienia, ostatecznie osiągną dobry koniec i dobre przeznaczenie. Nietrudno wyobrazić sobie przyszłość i przeznaczenie ludzi, którzy postępują odwrotnie. Dlatego w tej kwestii nie skupiaj się na tym, co Bóg obiecał ludziom, jaki koniec przeznaczył ludzkości i co dla ludzkości przygotował. Nie ma to nic wspólnego z tobą, są to sprawy Boga i nie jesteś w stanie ich pochwycić, wybłagać ani zdobyć drogą wymiany. Co powinieneś robić jako stworzenie Boże? Powinieneś wypełniać swoje obowiązki, wykonywać swoją powinność, wkładając w to całe swoje serce, umysł i siłę. Co do reszty, czyli przyszłości, losu i przeznaczenia ludzkości, nie są to rzeczy, o których możesz decydować, są one w rękach Boga – wszystko to dyktuje i organizuje Stwórca i nie ma to nic wspólnego z żadnym stworzeniem Bożym(Punkt dziewiąty: Wypełniają obowiązki tylko po to, by się wyróżnić, zaspokoić swoje interesy i ambicje; nigdy nie zważają na interesy domu Bożego, a nawet poświęcają je dla osobistej chwały (Część dziewiąta), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Słowa Boga pokazały mi, że jedyny sposób, by mieć dobry los i przeznaczenie, to dążenie do prawdy w obowiązkach, słuchanie i przestrzeganie słów Boga, i wkładanie całego serca w obowiązki. Kiepsko zagrałem w tamtym filmie, bo nie wczułem się w postać. Byłem arogancki, nie szukałem zasad. Odrzucałem sugestie innych, kierowałem się tym, co sam rozumiałęm. Jak miałbym dobrze pełnić obowiązki z taką arogancją? Szukając ścieżki praktykowania, trafiłem na te słowa Boga: „Wszystko, co się robi, trzeba omawiać z innymi. Najpierw wysłuchaj, co inni mają do powiedzenia. Jeśli pogląd większości jest słuszny i zgodny z prawdą, powinieneś go zaakceptować i podporządkować się mu. Cokolwiek robisz, nie wpadaj w patos – to nigdy nie jest dobrą rzeczą, w żadnej grupie ludzi. (…) Powinieneś często omawiać sprawy z innymi, wysuwać sugestie i wyrażać swoje opinie – to twój obowiązek i twoje prawo. Na koniec jednak, gdy trzeba podjąć decyzję, jeśli uczynisz to sam i każesz wszystkim posłusznie podążać za twoją wolą, to pogwałcisz zasady. Powinieneś dokonać właściwego wyboru w oparciu o wolę większości i dopiero wtedy podjąć ostateczną decyzję. Jeżeli sugestia większości nie jest zgodna z zasadami prawdy, powinieneś wytrwać w prawdzie. To jest zgodne z zasadami prawdy(Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Powinienem za nimi iść, zapomnieć o sobie, omawiać sprawy z innymi, słuchać ich sugestii i akceptować pomysły zgodne z zasadami prawdy i korzystne dla pracy kościoła. To jest postawa akceptacji prawdy. Zrozumiawszy to, poczułem się wyzwolony i miałem przed sobą ścieżkę. Potem w każdej scenie filmu skupiałem się na emocjach i nastawieniu postaci, omawiałem je z reżyserem. Czasem, słysząc sugestię sprzeczną z moim sposobem myślenia, którego chciałem się trzymać, uspokajałem się, modliłem, zapominałem o sobie i szukałem zasad z przywódczynią i reżyserem. Potem okazywało się, że ta sugestia była słuszna. Praktykując w ten sposób, poznałem własne braki i nie byłem już tak arogancki. Bywałem uparty, ale uczyłem się zapierać siebie i akceptować sugestie innych. Gdy wkładałem serce w obowiązki, mogłem skupić się na granej roli, nie bałem się, że coś pójdzie źle i będą mnie winić. Naprostowałem ścieżki swojego myślenia. Czułem, że kluczem jest dobre pełnienie obowiązków, i czułem spokój, gdy tak je traktowałem. Dawałem z siebie wszystko podczas grania. Czasem trzeba było powtarzać scenę. Nawet jeśli reżyser był zadowolony, czułem, że stać mnie na więcej i wkładałem całe serce w powtórkę. Tylko tak mogłem dać z siebie wszystko i nie mieć do siebie żalu w żadnej ze scen. Tak postępując, stopniowo zrozumiałem, jak zagrać tę rolę, a emocjonalne sceny stały się dużo łatwiejsze do zagrania. Wiedziałem, że to Bóg mnie prowadzi. Po każdej scenie modliłem się, dziękując Bogu za przewodnictwo.

Dzięki temu doświadczeniu zrozumiałem, że bez względu na to, jak dana sytuacja ma się do moich pojęć, wszystko aranżuje Bóg. Im bardziej kłóci się z moimi pojęciami, tym bardziej muszę ją przyjąć, szukać woli Boga i jej się poddać.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Przebudzenie z mojej arogancji

Autorstwa Xiangxin, Włochy Zacząłem głosić ewangelię w 2015 roku. Szybko okazało się, że dobrze sobie radzę, Bóg mnie prowadził. Czasem...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze