Porzucenie studiów

23 lipca 2023

Autorstwa Lin Ran, Chiny

Odkąd byłam mała, rodzice mówili mi, że ponieważ nie mają syna, tylko dwie dziewczynki, mnie i moją siostrę, muszą znosić krzywe spojrzenia rodziny, więc powinnam pilnie się uczyć, by byli ze mnie dumni, i pokazać rodzinie, że córki w niczym nie ustępują synom. Gdy mama to powiedziała, odcisnęło to we mnie głębokie piętno i postanowiłam pilnie się uczyć, by byli ze mnie dumni i żeby przynieść im zaszczyt. Zawsze pilnie się uczyłam i miałam dobre stopnie. Gdy starsze pokolenie pytało życzliwie, jak sobie radzę, radowałam się, widząc, jak mama jest szczęśliwa, odpowiadając, i czułam, że zdobywam szacunek dla niej i że jest ze mnie dumna.

Gdy byłam na studiach, rodzice powiedzieli mi: „Musisz się teraz przyłożyć, a potem zrobić doktorat. Dostaniesz intrantną posadę na uniwersytecie, będziesz dużo zarabiać, a my będziemy z ciebie dumni”. Ich słowa obudziły we mnie niepokój. Po tylu latach studiowania miałam już dość egzaminów. Myślałam o doktorantach, którzy ze stresu popełnili samobójstwo. Bałam się, że też tak skończę. Nie chciałam już dłużej studiować. Ale widząc pełne nadziei oczy rodziców, nie potrafiłam odmówić.

W tamtym czasie przyjęłam dzieło Boga Wszechmogącego w dniach ostatecznych, ale byłam tak zajęta, że nie chodziłam na zgromadzenia. Dopiero na studiach, gdy uczyłam w wiejskiej szkole, mogłam brać udział w zgromadzeniach lokalnego kościoła. Na jednym z nich siostra Zhang Lu powiedziała mi, że coraz więcej ludzi przyjmuje dzieło Boga w dniach ostatecznych i pilnie potrzebni są podlewający. Zapytała, czy pomogę. Raz, w dzieciństwie, gdy jechałam na rowerze, prawie potrąciła mnie ciężarówka. Przeżyłam, bo Bóg mnie chronił. Na studiach miałam poważny wypadek samochodowy, ale tylko lekko się skaleczyłam. Wtedy też Bóg nade mną czuwał. Bóg zawsze mnie chronił i bezpiecznie prowadził w dorosłość. Wiedziałam, że jako istota stworzona Otrzymałam dużo łaski Bożej i pokarmu prawdy, więc powinnam odwdzięczyć się za Bożą miłość, pełniąc obowiązki. Dlatego się zgodziłam. Podlewając nowych wierzących, wraz z drugą siostrą modliłyśmy się polegałyśmy na Bogu, by omawiać Jego słowa i pokonywać trudności. Udawało nam się rozwiązywać ich problemy i szli oni prawdziwą drogą, co nas bardzo cieszyło i czułyśmy, że robimy coś, co ma znaczenie.

Nowych wierzących było coraz więcej i chciałam rzucić studia, by oddać się obowiązkom, ale wiedziałam, jak wielkie nadzieje wiążą ze mną moi rodzice. Gdybym rzuciła naukę, ludzie z wioski patrzyliby na moich rodziców z góry. Tyle na mnie wydali, więc jak mogłabym ich teraz zawieść? Wahałam się, nie wiedziałam, co zrobić. Pewnego dnia przeczytałam ten fragment słów Boga: „Jesteś istotą stworzoną: to oczywiste, że powinieneś czcić Boga i dążyć do osiągnięcia życia pełnego znaczenia. Jeśli nie czcisz Boga i żyjesz tylko w swym plugawym ciele, to czyż nie jesteś jedynie zwierzęciem w ludzkiej skórze? Skoro jesteś istotą ludzką, powinieneś ponosić koszty dla Boga i znosić wszelkie cierpienia! Powinieneś z radością i bez wahania przyjmować tę odrobinę cierpienia, jakiemu jesteś dziś poddawany, i wieść życie pełne znaczenia, tak jak Hiob i Piotr. Na tym świecie człowiek nosi odzienie od diabła, spożywa pochodzący od niego pokarm i pracuje i służy na każde jego skinienie, zostając z czasem całkowicie wdeptanym w jego plugastwo. Jeśli nie pojmiesz sensu życia albo nie zyskasz drogi prawdy, to jakież znaczenie ma takie życie? Jesteście ludźmi, którzy podążają właściwą drogą, tymi, którzy dążą do poprawy. Jesteście ludźmi, którzy w narodzie wielkiego, czerwonego smoka powstają, tymi, których Bóg nazywa sprawiedliwymi. Czyż takie właśnie życie nie jest życiem o największym znaczeniu?(Praktyka (2), w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Słowa Boga uświadomiły mi, że jestem istotą stworzoną, to Bóg dał mi życie i powinnam żyć dla Niego. Dążenie do prawdy, wyzbycie się zepsutego usposobienia i dostąpienie Bożego zbawienia to jest życie wartościowe i pełne znaczenia. Przez wiele lat moje życie sprowadzało się do studiowania i nauczania, byle uszczęśliwić rodziców. Byłam zawsze zajęta, ale w sercu czułam pustkę. Nie wiedziałam, po co to wszystko. Nie wiedziałam nawet, co robić w wolnym czasie, by miało to jakieś znaczenie. Nie wiedziałam, jak uciec od tej pustki. Próbowałam wielu rzeczy, grałam na instrumentach, malowałam, czytałam, słuchałam muzyki, biegałam, ale nic to nie pomogło. Wciąż czułam pustkę. Moje życie nie miało kierunku ani celu. Myślałam o ciężkich latach studiów. Zdobyłam dyplom i zostałam nauczycielką, ludzie chwalili mnie i cenili, co zaspokajało moją próżność, ale nie dawało spełnienia duchowego ani komfortu. Nawet najwznioślejsza wiedza nie ocali człowieka od katastrof. Tylko dążąc do prawdy, pełniąc obowiązki i wyzbywając się zepsucia, można dostąpić zbawienia i przetrwać. Zrozumiawszy to, pomodliłam się do Boga i postanowiłam rzucić pracę nauczycielki i zrezygnować ze studiów.

Pewnego dnia, po podlewaniu nowych wierzących, zauważyłam, że moja rodzina usilnie próbowała się ze mną skontaktować. Serce mocniej mi zabiło. Co jeśli sprzeciwią się wypełnianiu przeze mnie obowiązków? Zadzwoniłam do matki, która zaczęła na mnie wrzeszczeć: „Masz tupet, żeby rezygnować ze studiów, nic nam nie mówiąc!”. Zjawili się członkowie mojej rodziny i kazali mi wrócić do pracy i na studia, bo inaczej zabiorą mnie do mojej rodzinnej miejscowości. Bałam się, że spełnią groźbę, a wtedy nie będę mogła pełnić obowiązków. Dlatego wróciłam do pracy. Dręczyło mnie poczucie winy i niepokój. Ewangelizacja czyniła duże postępy, wielu nowych wierzących potrzebowało podlewania. Powinnam pełnić swoje obowiązki. Ale na myśl o nadziejach rodziców znów wpadałam w rozterkę. Byłam im coś winna, nie chciałam ich skrzywdzić. Inni wierzący dowiedzieli się o mojej sytuacji i przeczytali mi ten fragment słów Boga. Bóg Wszechmogący mówi: „Czyż pośród was nie ma wielu, którzy wahali się pomiędzy tym, co dobre, a tym, co złe? W starciach pomiędzy pozytywnym i negatywnym, czarnym i białym, na pewno jesteście świadomi, jakich wyborów dokonaliście pomiędzy rodziną i Bogiem, dziećmi i Bogiem, pokojem i chaosem, bogactwem i ubóstwem, wysoką pozycją i przeciętnością, poczuciem przynależności i wykluczeniem itd. Wybierając pomiędzy szczęśliwą rodziną i rozbitą rodziną, z pewnością bez wahania wybraliście tę pierwszą; wybierając pomiędzy bogactwem i obowiązkiem, ponownie bez mrugnięcia okiem wybraliście to pierwsze, i brak wam nawet chęci, by powrócić do brzegu; wybierając pomiędzy luksusem i niedostatkiem, wybraliście luksus; wybierając pomiędzy waszymi synami, córkami, żonami, mężami a Mną, wybraliście tych pierwszych; a wybierając pomiędzy pojęciem i prawdą, ponownie wybraliście to pierwsze. W obliczu wszelakich waszych nagannych uczynków, zwyczajnie utraciłem wiarę, którą w was pokładałem. Po prostu zdumiewa Mnie, że wasze serca są tak oporne na to, by je zmiękczyć. Wygląda na to, że lata oddania i usilnych starań przyniosły Mi tylko wasze porzucenie i waszą rozpacz, lecz Moja nadzieja co do was rośnie z każdym mijającym dniem, ponieważ Mój dzień już dawno został w całości objawiony każdemu. Jednak wy upieracie się przy szukaniu rzeczy mrocznych i złych i nie chcecie wypuścić ich z ręki. A skoro tak, to jaki będzie wasz wynik? Czy kiedykolwiek starannie się nad tym zastanowiliście? Gdyby poproszono was, żebyście wybrali jeszcze raz, jakie byłoby wasze stanowisko? Czy ponownie wybralibyście »to pierwsze«? Czy wciąż przynosilibyście Mi rozczarowanie i godny pożałowania smutek?(Wobec kogo jesteś lojalny? w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Byłam bardzo poruszona tymi słowami. Bóg stał się ciałem, by działać i nas zbawić, wlał w nas swoje serce i swoją duszę, byśmy na końcu mogli zostać zbawieni. Każda rozumna osoba z sumieniem powinna pełnić obowiązki, by zadowolić Boga. Ale ja pełniąc obowiązki miałam poczucie, że zawodzę rodziców, tyle we mnie zainwestowali, a ja im się nie odwdzięczałam, marnotrawiłam ich miłość i oddanie. Bałam się, że jeśli rzucę studia, nie przyniosę zaszczytu rodzicom, że inni krewni będą patrzeć na nich z góry. Myślałam tylko o tym, jak zadowolić rodziców, porzuciłam obowiązki, żeby ich nie martwić. Jako istota stworzona otrzymywałam pokarm słów Bożych, ale nie czyniłam powinności istoty stworzonej, nie odwdzięczałam się Bogu za Jego miłość. Brak mi było sumienia i zawodziłam Boga. Tyle we mnie było buntu, ale Bóg mnie nie porzucił, dalej mnie prowadził i wspierał poprzez braci i siostry. W zamian dawałam mu ból i rozczarowanie. Nie odpowiadałam swoim życiem na wysiłki, jakie Bóg dla mnie podjął. Przepełniał mnie żal, więc pomodliłam się: „Boże, nie zadowalam Cię, choć tyle Ci zawdzięczam. Proszę, daj mi wiarę i siłę, poprowadź mnie do właściwej dezycji”. Potem napisałam list do rodziny, informując, że postanowiłam rzucić studia i pełnić obowiązki.

Rodzice zatelefonowali i powiedzieli: „Jeśli rzucisz studia, przedawkujemy leki i jutro będziemy już martwi”. Ich słowa strasznie mną wstrząsnęły. Modliłam się do Boga: „Boże, nieważne, co oni mówią, nie zdradzę Cię. Podpowiedz mi tylko właściwe słowa. Moja postawa jest nikła, boję się, że niechcący powiem coś, co szatan użyje przeciwko mnie z powodu mojej ignorancji i głupoty. Prowadź mnie, bym wytrwała w świadectwie”. Po modlitwie trochę się uspokoiłam i powiedziałam rodzicom: „Wiecie, że wybrałam słuszną drogę, więc czemu mnie szantażujecie? Chcę tylko wierzyć w Boga, dążyć do prawdy i pełnić obowiązki. Czy nie możecie pozwolić mi wybrać?”. Matka odparła ze złością: „Wiem, że wiara w Boga to słuszna droga, ale by pełnić obowiązki, rzuciłaś studia. Czy myślisz, że łatwo nam było płacić za twoją naukę przez te wszystkie lata? Nie bądź samolubna!”. Słysząc te słowa, pomyślałam: „Człowieka stworzył Bóg. Wszystko, co mamy, pochodzi od Niego. Naszym obowiązkiem jest pełnić obowiązki i poświęcać się dla Boga. Byłabym samolubna, porzucając obowiązki przez wzgląd na rodziców”. Odparłam więc: „Ja już postanowiłam. Możecie mi przeszkadzać, ale i tak będę pełnić obowiązki”. Moja matka się uniosła: „Tyle na ciebie wydaliśmy, żebyś miała dobry start w życiu, żebyśmy mogli być z ciebie dumni i żeby żyło nam się łatwiej. Czemu w ogóle o nas nie pomyślisz? Jesteś bez serca”. Moja siostra też mnie zbeształa: „Wiesz, że jeśli rzucisz studia, wszyscy w wiosce będą patrzeć na nas z góry, przyniesiesz hańbę naszym rodzicom. Jeśli rzucisz pracę i naukę, zadzwonię na policję. Wszystkich was wierzących aresztują!”. Strasznie mnie przygnębiło to, co powiedzieli. Okazało się, że jestem dla nich tylko inwestycją. Gdy mogli być ze mnie dumni przed całą rodziną i znajonymi, prawili mi piękne słówka, mówili, że jestem ich ukochaną córką, ale gdy dążyłam do prawdy i pełniłam obowiązki zamiast przynosić im zaszczyt, obrzucali mnie wyzwiskami. Nie kochali mnie, tylko wykorzystywali. Przypomniały mi się słowa Boga: „»Miłość«, jak się ją nazywa, odnosi się do emocji czystej i bez skazy, kiedy to czynisz użytek z serca, by kochać, czuć i rozumieć. Miłość nie stawia warunków, nie zna barier ani odległości. Miłość nie jest podejrzliwa, oszukańcza ani podstępna. Nie zna ona kupczenia ani rzeczy nieczystych(Wielu jest wezwanych, lecz nieliczni są wybrani, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Bóg najlepiej objaśnia, czym jest miłość. Tylko miłość Boga do ludzi jest nieskazitelna. By zbawić ludzkość od zepsucia i szatana, Bóg dwa razy wcielił się i wypowiedział miliony słów prawdy, płacąc za nas cenę. Bóg nigdy niczego od nas nie żąda. Ma tylko nadzieję, że będziemy dążyć do prawdy i dostąpim zbawienia. Tylko miłość Boga do nas jest bezinteresowna. Moja rodzina mnie wykorzystywała, by zyskać szacunek w oczach innych. To nie była miłość, tylko transakcja, relacja bezczelnie dążąca do korzyści. Bóg powiedział: „Ludzie, którzy żyją w ciele, czerpią przyjemność z różnych relacji i więzów rodzinnych ciała. Wierzą, że ludzie nie potrafią żyć bez ukochanych osób. Dlaczego nie myślisz o tym, jak przybyłeś do świata ludzi? Przybyłeś do niego sam i pierwotnie bez jakichkolwiek relacji z innymi. Bóg sprowadza tu ludzi jednego za drugim. Kiedy tu przybyłeś, w rzeczywistości byłeś sam(Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Więzi rodzinne są bliskie pod względem ciała, ale nie ma w nich porozumienia duchowego. Każdy z nas przychodzi na ten świat, bo tak postanowił Bóg. Każdy ma rolę do odegrania i misję do spełnienia. Z matką, ojcem i siostrą łączą mnie więzy krwi, ale nie ma w tym żadnej więzi duchowej. Wychowali mnie, spełnili swój obowiązek i uczynili moje fizyczne życie lepszym, ale nie mogą decydować o mojej przyszłości i moim przeznaczeniu ani wybawić mnie od szatana. Tylko Bóg może dać mi prawdę i życie, obmyć mnie i zbawić. Nie pozwalając mi pełnić obowiązków, być blisko Boga i dostąpić zbawienia, rodzice krzywdzili mnie i niszczyli mi życie. Nie mogłam dać się im ograniczać. Z tą myślą pomodliłam się: „Boże, dzięki, że dałeś mi rozeznanie co do mojej rodziny. Czuwaj, proszę, nad moim sercem, bym wytrwała!”. Nazajutrz rzuciłam studia, by pełnić obowiązki.

Potem pomyślałam: „Wiem, że wybrałam słuszną drogę, czemu więc, gdy rodzina próbuje nakłonić mnie do porzucenia obowiązków, czuję się ograniczana przez uczucia, jak gdybym tak wiele im zawdzięczała? Skąd się to bierze?”. Podczas ćwiczeń duchowych przeczytałam te słowa Boga: „W przeszłości ludzie zawsze kierowali się sumieniem i wykorzystywali je do oceniania innych. Ciągle musieli przechodzić test sumienia, zawsze obawiając się plotek, bycia wyśmiewanym lub zyskania złej reputacji, albo bycia określonym jako osoba »bez sumienia, zła osoba«. Tak więc musieli niechętnie się godzić na pewne rzeczy tylko po to, by się dopasować. Jak obecnie oceniamy ludzi? (Na podstawie zasad prawdy). Jak to wyglądało w przeszłości, kiedy ludzkim życiem kierowały pojęcia i błędne przekonania niewierzących? Przykładowo, od małego byłeś indoktrynowany przez swoich rodziców słowami: »Kiedy dorośniesz, musisz sprawić, że będziemy z ciebie dumni; musisz przynieść zaszczyt naszej rodzinie«. Czym dla ciebie były te słowa? Zachęcały cię czy ograniczały? Wpływały na ciebie pozytywnie czy stanowiły rodzaj negatywnej kontroli? Faktem jest, że są one rodzajem kontroli. Rodzice wyznaczyli ci cel na podstawie jakiegoś twierdzenia lub teorii, które ludzie uważają za właściwe i dobre. Sprawili, że żyjesz, służąc temu celowi i w efekcie tracisz wolność. Dlaczego ostatecznie tracisz wolność i poddajesz się ich kontroli? Dlatego, że według ludzi przynoszenie zaszczytu rodzinie jest czymś dobrym i należy to robić. Jeśli nie podzielasz tego poglądu ani nie dążysz do podejmowania działań przynoszących zaszczyt swojej rodzinie, jesteś uważany za głupca, który tylko zajmuje miejsce, za ofermę nie nadającą się do niczego, a ludzie patrzą na ciebie z góry. Aby odnieść sukces musisz pilnie się uczyć, zdobyć mnóstwo umiejętności i przynieść zaszczyt swojemu nazwisku rodowemu. Dzięki temu ludzie nie będą cię w przyszłości prześladowali. Czyż wszystko co robisz na rzecz realizacji tego celu nie stanowi, w konsekwencji, krępujących cię kajdan? (Owszem). Skoro twoi rodzice wymagają podążania za sukcesem i przynoszenia zaszczytu rodzinie oraz działają w twoim najlepszym interesie, żebyś miał dobre życie i sprawił, że twoja rodzina będzie dumna, jedynym naturalnym krokiem jest dążenie do takiego stylu życia. Jednak w rzeczywistości rzeczy te stanowią pewnego rodzaju kłopoty i kajdany. Kiedy ludzie nie rozumieją prawdy, sądzą, że te kwestie są pozytywne, są prawdą, właściwą ścieżką i dlatego uważają je za rzecz oczywistą, stosują się do nich lub są im posłuszni. Kiedy zaś te słowa i wymagania pochodzą od twoich rodziców, jesteś im bezwzględnie posłuszny. Jeśli kierujesz się w życiu tymi słowami, ciężko pracujesz oraz poświęcasz im swoją młodość i całe życie, i w końcu zdobywasz szczyt, masz dobre życie, sprawiasz, że twoja rodzina jest dumna, to inni mogą uważać, że jesteś fantastyczny, lecz ty w głębi duszy stajesz się coraz bardziej pusty. Nie wiesz, co jest sensem życia, jakie przeznaczenie przyniesie przyszłość ani jaką ścieżką ludzie powinni kroczyć w życiu. Nie zrozumiałeś ani nie zdobyłeś żadnej z tych tajemnic życia, choć pragniesz poznać na nie odpowiedzi i je zrozumieć. Czy dobre intencje twoich rodziców w rzeczywistości cię nie zniszczyły? Czy twoja młodość i całe życie nie zostały zniszczone przez wymagania twoich rodziców, które są – według ich własnych słów – »w twoim najlepszym interesie«? (Tak, zostały). Czy więc twoi rodzice mają rację, że stawiają ci wymagania »w twoim najlepszym interesie«? Być może szczerze uważają, że postępują w twoim najlepszym interesie, ale czy są osobami, które rozumieją prawdę? Czy posiadają prawdę? (Nie). Wiele osób spędza całe życie, kurczowo trzymając się słów swoich rodziców: »Musisz sprawić, byśmy byli z ciebie dumni, musisz przynieść naszej rodzinie zaszczyt« – te słowa ich inspirują i wywierają na nich wpływ przez całe życie. Kiedy rodzice mówią: »To w twoim najlepszym interesie«, słowa te stają się impulsem determinującym życie danej osoby, stanowiącym kierunek i cel, nad którego osiągnięciem ma pracować. W konsekwencji, bez względu na to, jak wytworne jest życie danego człowieka, czy jest godne i pełne sukcesów, jego życie jest tak naprawdę zniszczone. Czyż tak nie jest? (Tak właśnie jest). Czy oznacza to, że jeśli ktoś nie żyje zgodnie z wymaganiami swoich rodziców, to nie jest zniszczony? Nie. On także ma własny cel. Jaki jest to cel? Wciąż ten sam, a mianowicie, aby »mieć dobre życie i sprawić, by rodzice byli z niego dumni«, choć nie dlatego, że rodzice mu to powiedzieli, lecz dlatego, że sam obrał taki cel z innego źródła. Wciąż pragnie żyć zgodnie z tymi słowami, sprawić, by rodzina była z niego dumna, wspiąć się na szczyt i zostać szanowanym, godnym człowiekiem. Jego cel nie uległ zmianie – wciąż poświęca całe swoje życie, by to osiągnąć. Tak więc, kiedy ludzie nie rozumieją prawdy, wówczas przyjmują wiele tak zwanych właściwych doktryn, właściwych twierdzeń i właściwych poglądów, które królują w społeczeństwie. Następnie przekształcają te właściwe elementy w kierunek, podstawę i motywację dla własnych wysiłków życiowych. W efekcie, ludzie postępują bezwzględnie i poświęcają się całkowicie osiąganiu tych celów, z trudem brnąc przez życie aż do śmierci, w momencie której niektórzy wciąż nie chcą dostrzec prawdy. Jakież żałosne jest ich życie! Kiedy jednak zrozumiesz prawdę, czy nie zostawiasz wtedy stopniowo za sobą tych tak zwanych właściwych rzeczy, właściwych nauk i właściwych twierdzeń oraz oczekiwań swoich rodziców względem ciebie? Gdy stopniowo porzucasz te tak zwane właściwe rzeczy i nie oceniasz już wszystkiego na podstawie twierdzeń tradycyjnej kultury, czyż nie przestajesz już wtedy być ograniczony tymi twierdzeniami? Jeśli zaś nie jesteś nimi ograniczony, to czy jesteś wolny? Być może nie jesteś całkiem wolny, ale przynajmniej krępujące cię kajdany zostają poluzowane(Czym jest rzeczywistość prawdy? w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boga bardzo mnie poruszyły. Odkąd byłam mała, matka powtarzała mi, żebym pilnie się uczyła, parła do przodu, wprawiała ją w dumę i przynosiła zaszczyt rodzinie. By przynieść zaszczyt rodzinie i zyskać pochwały, powtarzałam jak mantrę: „Ucisz świat i nie wyciągaj głowy z książek”. Uczenie się było moim jedynym celem. Przez wiele lat byłam jak maszyna do nauki, pracująca nieustannie. Nie miałam prawa wyboru ani poczucia oporu. Choć chwalili mnie rodzice i inni ludzie, zawsze odczuwałam wewnętrzną pustkę. Czasem pytałam siebie: Czemu żyję w ten sposób? Czy takie życie ma sens? Nie znałam odpowiedzi, często byłam przygnębiona i cierpiałam. Słowa Boga pokazały mi, że całą tę krzywdę wyrządził mi szatan. Używał takich trucizn jak „Synowskie oddanie jest najważniejszą z cnót” oraz „Wyróżniać się i przynosić zaszczyt przodkom”, aby z ludzi uczynić swych więźniów. To było jarzmo, którym obciążył mnie szatan. Gdybym nie miała tych dążeń, potępiłaby mnie moja rodzina, a także społeczeństwo, uznając za bezużyteczną osobę pozbawioną ambicji. Pod wpływem tego środowiska biernie szłam drogą pogoni za bogactwem i uznaniem. Starając się uzyskać dobre oceny, wielu studentów zapada na depresję pod wpływem presji akademickiej. Niektórzy popełniają nawet samobójstwo. Ilekroć chciałam rzucić studia, by pełnić obowiązki, czułam, że kontrolują mnie te trucizny. Rodzice tyle pieniędzy na mnie wydali i rzucając studia, zawiodłabym ich zamiast przynieść im zaszczyt. Pojęłam, że tymi truciznami szatan nas zwodzi i deprawuje. Wypaczają one nasz kierunek i cele w życiu, każą nam porzucić wiarę i powinność istoty stworzonej, oddalają nas od Boga i sprawiają, że Go zdradzamy. Gdyby nie objawienie Bożych słów, nigdy bym nie dostrzegła szkodliwości tych trucizn. Szłabym dalej tą drogą bez powrotu, straciłabym Boże zbawienie i została w końcu zniszczona wraz z szatanem. Gdy to zrozumiałam, bardzo wdzięczna byłam Bogu. On chronił mnie i niósł mi zbawienie.

Potem czytałam więcej słów Boga. „Skoro bycie oddanym swoim rodzicom nie jest prawdą, lecz tylko odpowiedzialnością i zobowiązaniem człowieka, to co powinieneś zrobić, jeśli twoje zobowiązanie wchodzi w konflikt z obowiązkiem? (Nadać priorytet mojemu obowiązkowi; postawić obowiązek na pierwszym miejscu). Zobowiązanie nie jest koniecznie obowiązkiem. Kiedy wybieramy wypełnianie obowiązku, wówczas praktykujemy prawdę, natomiast nie praktykujemy jej, wypełniając zobowiązanie. Jeśli warunki są odpowiednie, możesz wypełnić tę odpowiedzialność lub zobowiązanie, ale jeśli aktualne okoliczności na to nie pozwalają, to co powinieneś zrobić? Powinieneś powiedzieć: »Muszę spełnić swój obowiązek – to jest praktykowanie prawdy. Bycie oddanym moim rodzicom, to życie w zgodzie z własnym sumieniem i nie urasta do miana praktykowania prawdy«. Powinieneś więc nadać priorytet swojemu obowiązkowi i stać na jego straży. Jeśli nie masz aktualnie obowiązku, nie pracujesz daleko od domu i mieszkasz blisko rodziców, wówczas znajdź sposoby, by się nimi zająć. Dołóż starań i pomóż, aby żyło się im nieco lepiej i żeby zmniejszyć ich cierpienie. Zależy to jednak także od tego, jakimi ludźmi są twoi rodzice. Co powinieneś zrobić, jeśli twoi rodzice mają kiepskie człowieczeństwo i ciągle utrudniają ci wiarę w Boga, jeśli odciągają cię od tej wiary i od wypełniania obowiązku? Jaką prawdę powinieneś praktykować? (Wyrzeczenie się). W takim przypadku musisz się ich wyrzec. Wypełniłeś swoje zobowiązanie. Twoi rodzice nie wierzą w Boga, więc nie jesteś zobowiązany, by ich utrzymywać. Jeśli wierzą w Boga, wtedy są rodziną, twoimi rodzicami. Jeśli nie, wówczas kroczycie różnymi ścieżkami: oni wierzą w szatana i czczą diabła oraz kroczą ścieżką szatana, czyli inną niż ta, którą kroczą osoby wierzące w Boga. Nie jesteście już wtedy rodziną. Oni uważają osoby wierzące w Boga za swoich przeciwników i wrogów, więc nie ciąży już dłużej na tobie zobowiązanie do opiekowania się nimi i musisz się całkowicie od nich odciąć. Co jest prawdą: bycie oddanym swoim rodzicom czy wypełnianie swojego obowiązku? Prawdą jest oczywiście wypełnianie obowiązku. Wypełnianie swojego obowiązku w domu Bożym nie polega wyłącznie na wypełnianiu zobowiązania i robieniu tego, co należy. Polega ono na wypełnianiu obowiązku istoty stworzonej. Oto zadanie wyznaczone przez Boga; to jest twoje zobowiązanie, twoja odpowiedzialność. To prawdziwa powinność, którą stanowi wypełnianie twojej odpowiedzialności i zobowiązania wobec Stwórcy. Tego Stwórca wymaga od ludzi i jest to istotna kwestia życiowa. Natomiast okazywanie szacunku swoim rodzicom jest zaledwie odpowiedzialnością i zobowiązaniem syna lub córki. Z pewnością nie jest zadaniem wyznaczonym przez Boga i w żadnym razie nie stanowi wypełniania wymagań Bożych. Dlatego też, gdy mowa o szacunku do rodziców i wypełnianiu obowiązku, bez wątpienia wypełnianie obowiązku, i tylko ono, stanowi praktykowanie prawdy. Wypełnianie swojego obowiązku jako istota stworzona jest prawdą i jest świętym obowiązkiem. Szanowanie swoich rodziców to bycie nabożnym wobec ludzi. Nie stanowi ono wypełniania obowiązku ani praktykowania prawdy(Czym jest rzeczywistość prawdy? w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boga wskazują zasady traktowania rodziców: Jeśli wspierają cię w wierze i obowiązkach, szanuj ich tak bardzo, jak to możliwe, nie opóźniając wykonywania obowiązków. Ale jeśli sprzeciwiają się Bogu i przeszkadzają ci w wierze i obowiązkach, nie daj się im ograniczać, zawsze na pierwszym miejscu stawiaj obowiązki i dążenie, by zadowolić Boga. Ulegając szatanowi, moi rodzice gonili za pieniędzmi i reputacją, w istocie byli diabłami należącymi do szatana. Ja chcę dążyć do prawdy i pełnić obowiązki. Nasze drogi się całkiem rozchodzą. Gdybym uległa rodzicom i porzuciła obowiązki, podążyłabym za szatanem i sprzeciwiła się Bogu. Gdy to zrozumiałam, poczułam ulgę. Wiedziałam, według jakich zasad traktować rodzinę.

Pełniłam potem obowiązki w kościele. Zaskoczyło mnie, że rodzina w moim imieniu zajęła się formalnościami rezygnacji ze studiów. Coraz więcej ludzi przyjmuje obecne dzieło Boga. Mam szczęście, że mogę być wśród tych, którzy głoszą Jego ewangelię, i angażować swoje siły w szerzenie ewangelii o królestwie Boga. Tak mnie to uszczęśliwia. Pełnię obowiązki wraz z braćmi i siostrami, omawiamy prawdę i praktykujemy ją. Choć pojmuję bardzo niewiele prawdy, czuję, że powoli zmienia się moje zepsute usposobienie, urzeczywistniam podobieństwo do człowieka, mogę omawiać prawdę i świadczyć o dziele Boga. Tego nigdy bym się nie nauczyła, choćbym studiowała długie lata. Czuję, że postanawiając pełnić obowiązki i poświęcić dla Boga, dokonałam najlepszego wyboru.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Jak głosiłem ewangelię ojcu

Autorstwa Mikha, Indie Zacząłem wierzyć jako dziecko i obiecałem służyć Panu całe życie. Trzy lata spędziłem w seminarium duchownym, gdzie...

Ścieżka ewangelizacji

Pamiętam, jak uczyłem się głosić ewangelię, i spotkałem w Hubei brata Xu, należącego do Kościoła Great Praise. Zaczęliśmy rozmawiać o tym,...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze