Dlaczego tak trudno przyznać się do błędów?

23 lipca 2023

Autorstwa Li Fei, Włochy

W moim kościele odpowiadam za prace związane z filmami. Kiedyś jedna z sióstr przyszła do mnie z pilną sprawą. Przy sprawdzaniu filmu umknęły jej błędy, przez co film trzeba było przerobić. Spowodowało to opóźnienia, kosztowało wiele pracy i zasobów. Gdy podała tytuł filmu, przypomniałam sobie, że ja też go sprawdzałam i nie dostrzegłam żadnych problemów. Od razu zajęłam się tą sprawą i okazało się, że w tytule filmu był błąd ortograficzny. Oczywiście błędy w pracy należy zgłaszać do przywódcy lub informować wszystkich, by uniknąć podobnych błędów w przyszłości. Dręczyło mnie to, że zrobiłam taki szkolny błąd, bałam się, co przywódca o mnie pomyśli. Czy pomyśli, że nie można na mnie polegać? Jeśli tak, stracę swoją kierowniczą pozycję. Pomyślałam o tym, że zawsze powtarzam braciom i siostrom, jak ważna jest skrupulatność przy produkcji filmów. Jeśli wszyscy dowiedzą się, że popełniłam ten błąd, czy pomyślą, że się nie nadaję na kierowanie pracą? Co wtedy się stanie z moją reputacją? Wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy. Szukałam wymówek. „Nie byliśmy umyślnie niedbali. Sprawdziliśmy to, co należało sprawdzić. Nie mogłam przewidzieć tych szczególnych okoliczności. Szkód nie da się już naprawić, ale jeśli będę uważniejsza w przyszłości, wszystko będzie dobrze. Zresztą, nie tylko ja sprawdzałam ten film. Nawet jeśli wszyscy się dowiedzą, to nie tylko mnie należy winić. Na tym koniec. Ci, co mają wiedzieć, wiedzą i to wystarczy”. Nie powiedziałam o tym przywódcy ani braciom i siostrom z grupy. Choć czułam się nieswojo i wiedziałam, że unikam odpowiedzialności, to myśląc o tym, jak ten błąd może zaszkodzić mojej reputacji, a nawet mojej pozycji, udawałam, że nic się nie stało.

Przeczytałam te słowa Boga: „Zepsute istoty ludzkie potrafią się dobrze maskować. Niezależnie od tego, co robią albo jakie zepsucie przejawiają, zawsze muszą się maskować. Jeśli coś idzie nie tak lub jeśli robią coś złego, chcą zrzucić winę na innych. Chcą zbierać pochwały za dobre rzeczy, a winą za złe rzeczy obarczać innych. Czy nie często spotykamy się z takim maskowaniem w prawdziwym życiu? Zbyt często. Popełnianie błędów lub maskowanie: która z tych rzeczy ma związek z usposobieniem? Maskowanie to kwestia usposobienia; wiąże się z aroganckim usposobieniem, złem i zdradą; jest to coś, czym szczególnie pogardza Bóg. Tak naprawdę, gdy się maskujesz, wszyscy dobrze rozumieją, co się dzieje, ale ty myślisz, że inni tego nie widzą, i robisz, co tylko możesz, żeby się wykłócać i usprawiedliwiać, próbując zachować twarz i przekonać wszystkich, że nie zrobiłeś nic złego. Czy to nie głupota? Co inni o czymś takim myślą? Jak się czują? Budzi w nich to niesmak i obrzydzenie. Jeśli popełniwszy błąd jesteś w stanie prawidłowo to potraktować, potrafisz wszystkim wokół pozwolić, by o tym mówili, by tę sytuację komentowali i zyskiwali rozeznanie, jeśli jesteś w stanie się otworzyć i dokonać analizy błędu, jaką opinię inni sobie wyrobią? Powiedzą, że jesteś szczerą osobą, bo masz serce otwarte dla Boga. W twoich działaniach i twoim postępowaniu będą w stanie dostrzec twoje serce. Jeśli jednak będziesz próbował się maskować i oszukać wszystkich wokół, ludzie będą mieć cię za nic, powiedzą, żeś jest głupiec i ktoś nieroztropny. Jeśli nie próbujesz stwarzać pozorów ani szukać wymówek, jeśli potrafisz przyznać się do błędów, wszyscy powiedzą, że jesteś uczciwy i mądry. A co czyni cię mądrym? Każdy człowiek popełnia błędy, każdy ma jakieś wady i braki i w gruncie rzeczy wszyscy mają takie samo zepsute usposobienie. Nie myśl, że jesteś szlachetniejszy, doskonalszy i lepszy niż inni; to zupełnie niedorzeczne. Kiedy skażone usposobienie ludzi oraz istota i prawdziwe oblicze ludzkiego zepsucia staną się dla ciebie jasne, nie będziesz starał się tuszować swoich błędów ani nie będziesz stawiał pod ścianą innych, gdy popełnią błąd, lecz zmierzysz się z jednym i drugim we właściwy sposób. Tylko wtedy okażesz wnikliwość i nie będziesz robił głupstw, a tym samym okażesz się człowiekiem mądrym. Ci, którzy nie są mądrzy, są głupimi ludźmi i wiecznie rozpamiętują swoje drobne potknięcia, podstępnie działając za kulisami. To obrzydliwe. W gruncie rzeczy to, co robisz, jest od razu oczywiste dla innych ludzi, ty jednak wciąż bezczelnie udajesz. W oczach innych wygląda to jak występ klauna. Czy to nie jest głupie? To bardzo głupie(Zasady, jakimi należy się kierować w zachowaniu, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boga pokazały mi, że gdy ktoś udaje, tuszuje błędy lub się do nich nie przyznaje, jest to poważniejsze niż samo popełnienie błędu. Takie osoby są kłamliwe i zdradzieckie! Z drugiej strony, gdy ludzie się otwierają i biorą odpowiedzialność za swój błąd, to inni nie będą wcale patrzeć na nich z góry, ale będą ich szanować za to, że otwarcie i po prostu powiedzieli prawdę. Wszyscy czasem popełniamy błędy. Bóg nie potępia ludzi za ich błędy, patrzy na to, czy są w stanie szczerze okazać skruchę. Ja tego nie rozumiałam. Myślałam, że popełnianie błędów przynosi ujmę, zwłaszcza gdy ktoś nadzoruje pracę innych. Myślałam, że jeśli zrobię prosty błąd, ludzie zaczną patrzeć na mnie z góry. Pomyślą, że nie jestem lepsza od braci i sióstr, że można mnie zastąpić. Gdy więc znalazł się błąd w filmie, który sprawdzałam, nie śmiałam się do tego przyznać, ukrywałam to. Udawałam, że nic się nie stało, aby uniknąć odpowiedzialności i zamieść całą sprawę pod dywan. Czułam się winna, ale i tak nie chciałam nikomu wyznać prawdy. Byłam kłamliwa! To oczywiste, że zaszkodziłam pracy kościoła, ale milczałam i próbowałam zatuszować swój błąd. Pokazywałam przywódcy oraz braciom i siostrom tylko swoją dobrą stronę, a nie swój błąd. W ten sposób wszyscy by myśleli, że w poważny sposób traktuję pracę. Mogłam podtrzymać swój wizerunek i zachować pozycję. Postąpiłam w sposób podły! Bałam się, że mój błąd wyjdzie na jaw, więc założyłam maskę. Zakryłam swoje brzydkie oblicze, oszukiwałam i nie mówiłam ludziom prawdy. Nie było w tym ani charakteru, ani godności. Nie mogłam tak dalej ukrywać swojego błędu i zwodzić innych. Napisałam więc do przywódcy, informując o sytuacji, i powiedziałam wszystkim o swoim zepsuciu. Wyznałam prawdę, by mogli na moim przykładzie czegoś się nauczyć. Uczyniwszy to, poczułam spokój.

Gdy sprawdzałam listę roboczą, okazało się, że chyba jeden z filmów zrobiono dwa razy. Nie wierzyłam własnym oczom. Pilnowałam podziału pracy, więc jakim sposobem wystąpił kolejny błąd? Sprawdziłam to i faktycznie, film został zrobiony dwa razy. Byłam sparaliżowana. Wyglądało to źle. Dopiero co wyznałam swój błąd przywódcy i zanim mógł zapoznać się z sytuacją, okazało się, że znów coś spartaczyłam. Co on sobie o mnie pomyśli? Czy pomyśli, że sobie nie radzę i się nie nadaję? Jeśli bracia i siostry się o tym dowiedzą, czy też pomyślą, że nie można na mnie polegać? Jeśli te podstawowe błędy będą się powtarzać, to następnym razem, gdy będę mówić o tym, żeby być odpowiedzialnie pełnić obowiązki, czy potraktują mnie poważnie? Nie. Musiałam dowiedzieć się, skąd dokładnie wziął się ten błąd, i liczyłam na to, że nie ja jestem odpowiedzialna. Nawet gdybym miałam wziąć na siebie część winy, musiała to być mała część. Dzięki temu nie utraciłabym twarzy i statusu. Po uważnej inspekcji odkryłam, że po przypisaniu zadania zapisałam je na starszej liście roboczej, przez co lider grupy przypisał to zadanie drugi raz. Nie było wątpliwości, że to ja byłam odpowiedzialna. Gdy to sobie uświadomiłam, struchlałam. Jak mogłam mieć aż takiego pecha? Trafiały mi się problemy, które nie powinny mieć miejsca. Co za niefart! Byłam całkiem skołowana. Czy powiedzieć przywódcy o tym błędzie? Gdyby wszyscy dowiedzieli się, że popełniłam dwa szkolne błędy z rzędu, co by o mnie pomyśleli? Myślałam o wcześniej czytanych słowach Boga. Kłamstwa i oszustwa są poważniejsze niż błędy, Bóg bardziej nimi gardzi. Czułam w sercu lęk. Musiałam powiedzieć o wszystkim przywódcy, ale wstrzymywał mnie lęk i przepełniamy obawy. Ciążyło mi to na sercu, jak gdyby przygniatał mnie wielki głaz. Byłam rozproszona, wykonując obowiązki, nie mogłam w nocy spać. Wiedziałam, że jestem w niewłaściwym stanie, więc modliłam się do Boga, prosząc, by pomógł mi poznać samą siebie.

Przeczytałam fragment słów Boga i zrozumiałam, w jakim jestem stanie. Bóg Wszechmogący mówi: „Bez względu na to, ile złych rzeczy czyni antychryst, bez względu na to, jakiego rodzaju złe uczynki popełnia – czy będzie to sprzeniewierzenie, roztrwonienie lub niewłaściwe wykorzystanie złożonych Bogu ofiar, czy też zakłócanie i utrudnianie pracy kościoła, powodowanie bałaganu w tej pracy i wywoływanie gniewu Bożego – on sam zawsze pozostaje spokojny, opanowany i obojętny. Bez względu na to, jakie zło wyrządza antychryst i jakie wywołuje to skutki, on sam nigdy nie przychodzi przed oblicze Boga, aby wyznać swe grzechy i jak najszybciej okazać skruchę, i nigdy nie staje wobec braci i sióstr, przyjąwszy postawę otwarcia i obnażenia się przed nimi, aby przyznać się do swoich złych czynów, rozeznać się w swoich wykroczeniach, uznać swoje własne skażenie i żałować ze swe złe czyny. Zamiast tego antychryści łamią sobie głowy, wynajdując rozmaite wymówki, by uchylić się od odpowiedzialności i zrzucić winę na innych, i w ten sposób zachować własną twarz i status. Dbają bowiem nie tyle o pracę kościoła, ile o to, by ich reputacja i status nie ucierpiały i nie były narażone na szwank. Nie zastanawiają się ani nie myślą o tym, jak zrekompensować straty, które dom Boży poniósł przez ich wykroczenia, ani też nie próbują spłacić swego długu wobec Boga, co oznacza, że nigdy nie przyznają, że są w stanie zrobić coś złego lub że popełnili błąd. W głębi serca bowiem antychryści uważają samorzutne przyznawanie się do błędów i uczciwe przedstawianie faktów za głupotę i nieudolność. Jeśli ich złe uczynki zostają odkryte i zdemaskowane, antychryści przyznają się tylko do omyłki wynikającej z chwilowego niedbalstwa, nigdy zaś do zaniedbania obowiązków i nieodpowiedzialności z ich strony, i będą próbowali zrzucić odpowiedzialność na kogoś innego, aby usunąć plamę z własnych akt. W takich chwilach antychryści nie troszczą się o to, jak naprawić szkody wyrządzone w domu Bożym, jak otworzyć się przed Bożymi wybrańcami, aby przyznać się do swych błędów, ani jak zdać relację z tego, co się stało. Zajmują się wynajdywaniem sposobów na to, jak sprawić, by poważne problemy wydały się małymi, a małe – wydały się w ogóle pomijalne. Podają więc obiektywne przyczyny swoich zachowań, aby inni ich zrozumieli i współczuli im. Usiłują zrobić wszystko, co w ich mocy, aby odbudować swoją reputację w oczach innych, zminimalizować negatywny wpływ własnych wykroczeń na samych siebie i zadbać o to, by zwierzchnicy ani przez chwilę nie mieli o nich złego zdania, aby nigdy nie zostali przez nich pociągnięci do odpowiedzialności, zwolnieni, poddani dochodzeniu lub ukarani. By odbudować swoją reputację i status, tak aby ich własne interesy nie ucierpiały, antychryści skłonni są znieść wszelkie cierpienia i ze wszystkich sił będą starali się rozwiązać każdą trudność. Od pierwszej chwili, gdy tylko zaczną popełniać swe wykroczenie lub błąd, antychryści ani przez moment nie mają zamiaru ponosić żadnej odpowiedzialności za złe uczynki, których się dopuszczają, i nigdy nie mają najmniejszego zamiaru uznać, ujawnić ani przeanalizować motywów, intencji i skażonego usposobienia, kryjących się za ich złymi czynami, ani szczerze rozmawiać o nich we wspólnocie, a już na pewno nie mają najmniejszego zamiaru naprawić szkód, jakie powodują w pracy kościoła, oraz krzywdy, której doznaje wkroczenie w życie przez Bożych wybrańców. Dlatego też, bez względu na to, z jakiej perspektywy spogląda się na tę sprawę, antychryści to ludzie, którzy nigdy nie przyznają się do swoich złych czynów i nigdy nie okazują skruchy. Antychryści pozbawieni są wstydu i tak gruboskórni, że nie ma dla nich żadnej nadziei na odkupienie, i są zaiste wcielonymi szatanami(Punkt jedenasty: Nie akceptują rozprawiania się z nimi i przycinania ani nie wykazują postawy skruchy, gdy popełniają jakiekolwiek zło, ale zamiast tego szerzą pojęcia i publicznie osądzają Boga, w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Słowa Boga pokazały mi, że antychryści szczególnie cenią swój status i reputację. Bez wzlędu na to, ile błędów i uchybień popełnią, wykonując obowiązki, albo jak bardzo zaszkodzą pracy kościoła, nigdy się do tego nie przyznają. Boją się, że inni zobaczą ich braki i będą na nich patrzeć z góry. Gdy więc popełnią błąd, który mógłby przynieść im ujmę, niepokoją się tym, nie mogą spać ani jeść. Głowią się nad tym, jak zatrzeć swoje ślady i zachować swoją reputację. Dokładnie tak się zachowywałam. Uważałam swój status i reputację za coś tak ważnego, że gdy w mojej pracy pojawił się problem, nie obwiniałam siebie za przeoczenie. Nie zreflektowałam się, aby unikać błędów w przyszłości. Potrafiłam myśleć tylko o tym, jak wypadnę w oczach innych, gdy dowiedzą się, że zrobiłam tak szkolne błędy, i czy będą patrzeć na mnie z góry lub uznają, że się nie nadaję. Martwiąc się o swój status i reputację, cały dzień czułam się nieswojo, tak bardzo, że nie mogłam spać. Myślałąm tylko o tym, jak zatuszować swój błąd, żeby mnie nie przyłapano. Chciałam uchylić się od odpowiedzialności i ukryć swoje błędów przed wzrokiem innych. Nie chciałam otwarcie przyznać się do winy. Byłam kłamliwa, brak mi było charakteru i godności! Znałam dobrze te procesy, bo kierowałam pracą. Bez wątpienia byłam główną osobą odpowiedzialną. Ale i tak liczyłam, że się wywinę albo znajdę coś, co pozwoli mi zepchnąć część winy. Gdy w końcu zrozumiałam, że się nie wymigam, grałam rolę ofiary, zwalając wszystko na pech. Nie przyjęłam tego od Boga. Nie zreflektowałam się. Narzekałam na pech. Ukrywałam swoje błędy i oszukiwałam, by chronić swój status. Tak postępuje antychryst. Gdy to do mnie dotarło, przeraziłam się. Wiedziałam, że idę drogą niebezpieczną, nie okazując skruchy, jak antychryst!

Zrozumiałam też, że byłam uparta i nie chciałam przyznać się do winy po części dlatego, że tkwiłam w uwięzi swojej pozycji kierowniczej, przez co nieprawidłowo traktowałam swoje błędy. Znalazłam słowa Boga, które o tym mówią. Bóg Wszechmogący mówi: „Jak powinieneś praktykować, aby być zwyczajną i normalną osobą? Jak można to zrobić? (…) Po pierwsze, nie nadawaj sobie tytułu i nie pozwalaj się mu ograniczać. Nie mów: »Jestem przywódcą, jestem przełożonym zespołu, jestem superwizorem, nikt nie zna się na tych sprawach lepiej niż ja, nikt nie ma większych umiejętności niż ja«. Nie daj się złapać w pułapkę samozwańczego tytułu. Jeśli tak się stanie, będziesz miał związane ręce i nogi; wpłynie to na wszystkie twoje słowa i uczynki, a także na twoje normalne myślenie i osąd. Musisz się uwolnić z kajdan statusu; najpierw zniż się z tego oficjalnego tytułu i stanowiska i stań na miejscu zwykłego człowieka; jeśli tak zrobisz, twoja mentalność stanie się normalna. Musisz także przyznać i powiedzieć: »Nie wiem, jak to zrobić, i nie rozumiem tego – będę musiał poszukać wiedzy i się nauczyć« lub »Nigdy tego nie doświadczyłem, więc nie wiem, co robić«. Kiedy będziesz w stanie powiedzieć, co naprawdę myślisz, i mówić szczerze, będziesz miał normalny rozsądek. Inni poznają prawdziwego ciebie, a tym samym będą mieć normalny obraz ciebie, a ty nie będziesz musiał niczego udawać ani nie będzie na tobie ciążyła wielka presja, a więc będziesz mógł normalnie komunikować się z ludźmi. Takie życie jest wolne i łatwe; każdy, kto uważa, że życie jest wyczerpujące, sam do tego doprowadził(Docenianie słów Boga jest fundamentem wiary w Niego, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). „Kiedy ktoś w kościele zostaje awansowany i jest szkolony do roli przywódcy, jest on jedynie awansowany i przygotowywany w podstawowym znaczeniu tego słowa; nie oznacza to, że jest już wyszkolonym i kompetentnym przywódcą, że jest zdolny do podjęcia pracy przywódcy i może wykonywać prawdziwą pracę – tak nie jest. Większość ludzi nie rozumie jasno tych spraw i patrzy z podziwem na tych, którzy są awansowani, polegając na swoich wyobrażeniach, lecz jest to błąd. Bez względu na to, od jak wielu lat ci ludzie wierzą, czy ci, którzy są promowani, naprawdę posiadają rzeczywistość prawdy? Niekoniecznie. Czy są w stanie doprowadzić do tego, by ustalenia dotyczące dzieła domu Bożego zaowocowały? Niekoniecznie. Czy mają poczucie odpowiedzialności? Czy są zaangażowani? Czy są w stanie poddać się Bogu? Czy potrafią szukać prawdy, gdy napotkają problem? Wszystko to jest niewiadomą. Czy ci ludzie mają w sercach bojaźń Bożą? I jak wielka jest ich bojaźń Boża? Czy mają skłonności do postępowania według własnej woli? Czy potrafią szukać Boga? Czy wykonując pracę przywódcy, regularnie i często stają przed Bogiem, by poszukiwać Jego woli? Czy potrafią poprowadzić innych do wejścia w rzeczywistość prawdy? Z całą pewnością nie są w stanie uczynić tego wszystkiego od razu. Nie zostali jeszcze przeszkoleni i mają zbyt mało doświadczenia, więc nie są do tego zdolni. Dlatego promowanie i szkolenie kogoś nie oznacza, że ta osoba rozumie już prawdę ani że jest już zdolna zadowalająco wykonywać swoje obowiązki(Słowo, t. 5, Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników). Słowa Boga pokazały mi, że jeśli ktoś jest przywódcą lub zajmuje kierowniczą pozycję, nie oznacza, że ma kwalifikacje, że jest kimś lepszym niż inni ludzie. Jest to szansa na rozwój umiejętności poprzez pracę. Takie szkolenie ujawnia zepsute usposobienie ludzi, zawsze będą jakieś niepowodzenia. To zupełnie normalne. Ale gdy ja kierowałam pracą, myślałam, że muszę być lepsza od innych, nie popełniać takich błędów jak oni, nie ujawniać takiego zepsucia jak oni. Gdy zatem zrobiłam błąd, nie chciałam się przyznać, ukrywałam to i udawałam. Cały czas się tym zamartwiałam, było mi ciężko i męczyłam się, bo tak mi zależało na moim statucie i reputacji. Pojęłam, że nie jest to czymś całkiem złym, gdy robimy błędy i tracimy twarz. Jak mówią słowa Boga: „Robienie z siebie głupca to coś dobrego. Pokazuje ci, w czym tkwią twoje problemy. Pomaga dostrzec własne braki i zamiłowanie do próżności oraz jasno zrozumieć, że nie jesteś idealną osobą. Nie ma ludzi doskonałych i robienie z siebie głupca jest zupełnie normalne. Wszyscy ludzie doświadczają momentów, w których czują się głupi lub zawstydzeni. Wszyscy ludzie ponoszą porażki, doświadczają niepowodzeń i mają słabości. Robienie z siebie głupca nie jest czymś złym. Gdy tak się dzieje, ale nie czujesz zakłopotania czy przygnębienia, nie oznacza to, że nie masz wstydu, a jedynie, że nie dbasz o to, czy robienie z siebie głupca wpłynie na twoją reputację, i że twoja próżność nie zaprząta już twoich myśli. Oznacza to, że dojrzałeś w swoim człowieczeństwie. To jest wspaniałe! Czy to nie jest coś dobrego? Tak. Kiedy robisz z siebie głupca, nie myśl, że źle się spisałeś lub że masz pecha, i nie szukaj obiektywnych przyczyn. To jest normalne(Jak dążyć do prawdy (2), w: Słowo, t. 6, O dążeniu do prawdy). Po serii tych błędów i po moich kompromitujących próbach ich ukrycia w końcu udało mi się po części siebie poznać. Dostrzegłam, że nie jestem lepsza od braci i sióstr. Wykonywałam obowiązki niedbale, zbytnio troszcząc się o swoją reputację i status. Nie miałam odwagi przyznać się do błędu. Chciałam go zatuszować i wszystkich oszukać. Byłam podstępną hipokrytką. Nie jest to straszne, gdy stajemy przed problemami, pełniąc obowiązki. Jeśli ktoś jest owarty i szczery, jeśli ze spokojem traktuje swoje błędy i je poddaje refleksji, by uniknąć podobnych błędów w przyszłości, to może coś zyskać. To jest postawa i rozum, jakie ludzie powinni mieć. Gdy pojęłam wolę Boga, nie przejmowałam się już tym, co inni o mnie pomyślą. Zaszkodziłam już naszej pracy. Musiałam dojść do tego, co spowodowało te błędy, aby ich nie powtórzyć w przyszłości.

Przeczytałam potem fragment słów Boga: „Kiedy człowiek potrafi być poważny, brać na siebie odpowiedzialność, wkładać w pełnienie obowiązku całe swoje serce i wszystkie siły, to wówczas i jego praca będzie wykonana jak należy. Czasami jesteś w nieodpowiednim stanie umysłu i nie potrafisz odszukać ani odkryć błędu, który jest zupełnie oczywisty. Gdybyś był we właściwym stanie umysłu, to oświecenie i przewodnictwo Ducha Świętego pozwoliłyby ci rozpoznać problem. Gdyby Duch Święty prowadził cię i dał ci świadomość, pozwolił ci poczuć jasność w sercu i poznać, gdzie leży błąd, to byłbyś w stanie skorygować odchylenie i dążyć do zasad prawdy. Ale gdybyś był w niewłaściwym stanie umysłu, roztargniony i nieuważny, to czy potrafiłbyś zauważyć błąd? Nie zauważyłbyś go. O czym to świadczy? Pokazuje to, że aby dobrze pełnić swoje obowiązki, jest bardzo ważne, by ludzie współpracowali; bardzo ważny jest ich stan umysłu i bardzo ważne jest to, w jakim kierunku biegną ich myśli i intencje. Bóg bacznie się przygląda i widzi, w jakim stanie umysłu znajdują się ludzie przy wykonywaniu obowiązku i jak wiele wysiłku w to wkładają. Kluczowe jest to, by ludzie wkładali całe swoje serce i wszystkie swe siły w to, co robią. Współpraca jest kluczowym elementem. Tylko jeśli ludzie starają się wykonywać obowiązki tak, by po ukończeniu zadania nie żałować tego, co zrobili, i nic nie być winnym Bogu – tylko wówczas będą działać z całego serca i ze wszystkich sił(Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boga mówią, że gdy ktoś ma niewłaściwe nastawienie i jest roztarniony i niedbały, wykonując obowiązki, nie widzi błędów, które ma tuż przed oczami. Byłam w sytuacji, którą opisuje Bóg. Te dwa błędy rzucały się w oczy i gdybym tylko była uważniejsza, to bym je łatwo zauważyła. Ale tak się nie stało. Jeden film wymagał przeróbek, a inny zrobiono dwa razy. To kosztowało nas dużo pracy i zasobów. Wiązało się to z moim stanem mentalnym podówczas. Uważałam się za weterankę w swojej pracy, myślałam, że mam wszystko w jednym paluszku, więc nie byłam tak uważna jak na początku. Byłam arogancka i niedbała. Zwłaszcza co do wstępnego sprawdzania. Myślałam, że to łatwizna, że mogę te zadania wykonać rutynowo, w oparciu o swoje doświadczenie. Byłam nieuważna, sprawdzałam pracę po łebkach, no i w końcu zrobiłam takie szkolne błędy. To dlatego, że żyłam pod wpływem aroganckiego usposobienia i traktowałam obowiązki po macoszemu. Później wyznałam braciom i siostrom błędy, które popełniłam. Podsumowałam problemy w naszej pracy i zasugerowałam normy, które zapobiegną podobnym problemom w przyszłości. Dzięki temu osiągnęłam spokój umysłu.

Wkrótce powierzono mi nowy projekt. Nie robiłam wcześniej takiego filmu i nie znałam zbyt dobrze tajników tej pracy, więc w trakcie produkcji pojawiły się problemy. Choć czasem martwiłam się tym, co inni o mnie pomyślą, miałam właściwe nastawienie do problemów, nie ulegając swojej dumie. Odnotowywałam każdy błąd i podsumowywałam odchylenia, aby zapobiec powtórzeniu błędu. Postępując tak, dostrzegałam Boże przewodnictwo. Wykrywałam i usuwałam wiele problemów, nim spowodowały straty w kościele. Dzięki temu doświadczeniu nauczyłam się, że wkładając całe serce w obowiązki, człowiek zyskuje Boże przewodnictwo i ochronę. Ponadto nauczyłam się, że nie jest czymś złym, jeśli człowiek się skompromituje, popełniając błędy. Mi pomogło to dostrzec swoje braki i zepsucie, wyzbyć się próżności i samą siebie traktować, jak należy.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze