Nauka, jaką wyciągnęłam z choroby
Autorstwa Li Jie, ChinyKiedy pewnego ranka pod koniec 2022 roku wstałam z łóżka, nagle zakręciło mi się w głowie. Pomyślałam, że to...
Witamy wszystkich wyznawców, którzy wyczekują pojawienia się Boga!
Bóg Wszechmogący mówi: „Największym problemem z człowiekiem jest to, że myśli tylko o swoim losie i perspektywach oraz stawia je na piedestale. Człowiek dąży do Boga ze względu na swój los i perspektywy; nie czci Boga z powodu swojej miłości do Niego. Dlatego w podboju człowieka należy zająć się jego egoizmem, chciwością i tymi rzeczami, które najbardziej przeszkadzają mu w oddawaniu czci Bogu; to wszystko należy wyeliminować przez przycięcie. W ten sposób osiągnięte zostaną efekty podboju człowieka. W wyniku tego, na pierwszych etapach podboju człowieka trzeba usunąć wybujałe ambicje i najbardziej zgubne słabości człowieka, a przez to ujawnić jego miłujące Boga serce i zmienić jego wiedzę o ludzkim życiu, jego spojrzenie na Boga i sens jego istnienia. W ten sposób oczyszcza się miłujące Boga serce człowieka, czyli serce człowieka zostaje podbite” (Przywrócenie normalnego życia człowieka i doprowadzenie go do cudownego miejsca przeznaczenia, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Czytając ten fragment słów Bożych, przypominam sobie, czego doświadczyłem, gdy mnie aresztowano. To wtedy w pełni dotarło do mnie, jak realne są słowa Boga. Jeśli człowiek chce wyzbyć się myśli o swojej przyszłości i swoim przeznaczeniu, a także chce móc podporządkować się Bogu i Go kochać, musi doświadczyć sądu, karcenia, prób i uszlachetniania przez Boga w dniach ostatecznych.
Pod koniec 2012 roku zostałem aresztowany przez policję Komunistycznej Partii Chin (KPCh) podczas głoszenia ewangelii. W czasie wielokrotnych przesłuchań i prób wymuszenia na mnie zeznań to dzięki słowom Bożym wytrwałem przy swoim świadectwie i nie stałem się judaszem. Policja nie wyciągnęła ze mnie informacji o kościele, na których jej zależało, i ostatecznie zostałem skazany na trzy i pół roku więzienia pod zarzutem „podważania egzekwowania prawa”. Chociaż po aresztowaniu byłem przygotowany na karę więzienia, gdy przeczytałem wyrok, mimo wszystko serce podeszło mi do gardła. W myślach liczyłem dni: „Trzy i pół roku to ponad tysiąc dni i nocy! Jak to wytrzymam?”. Bardzo rozstroiły mnie słowa byłego więźnia: „Za kratkami jest naprawdę strasznie, a jeśli ktoś nie kończy pracy lub dobrze jej nie wykonuje, zostaje pobity. Słabi i chorowici umierają, a w więzieniu człowiek zdycha jak pies. Strażnicy w ogóle się tym nie przejmują”. Z pewnym lękiem pomyślałem: „Po miesiącach spędzonych w areszcie moje dolegliwości żołądkowe się nasiliły i doszło u mnie do krwawienia z żołądka. Ilekroć idę do łazienki, pojawiają się skrzepy krwi. Mam też nieco opuchnięte nogi i stopy. Biorąc pod uwagę stan, w jakim jest moje ciało, czy po tylu latach spędzonych w nieludzkim więzieniu uda mi się z niego wyjść żywym? A jeśli umrę w więzieniu, to czy nie ominie mnie dzień, w którym ziści się królestwo Boże?”. Myśląc o tym, nie mogłem przestać się martwić o swoją przyszłość, a w sercu opacznie rozumiałem Boga: „Czy Bóg wykorzystywał tę sytuację, aby mnie zdemaskować i wyeliminować?”. Choć wiedziałem, że nie powinienem opacznie rozumieć Boga i że sytuacja, w której mnie postawił, była tym, czego potrzebowałem, to przez kilka dni miałem w sercu zamęt i nie mogłem w nocy spać. W swoim bólu raz po raz wołałem do Boga: „Boże, wiem, że nie powinienem Cię opacznie rozumieć, ale jestem teraz taki słaby. Proszę, daj mi wiarę i siłę, abym potrafił doświadczyć tego, co mnie czeka”. Po modlitwie przypomniałem sobie werset ze Starego Testamentu, w którym Jahwe przemówił do Jozuego: „Bądź silny i odważny; nie obawiaj się ani nie przerażaj: albowiem Jahwe, twój Bóg, jest z tobą, dokądkolwiek pójdziesz” (Joz 1:9). Pomyślałem także o tym, co mówi Bóg Wszechmogący: „Nic, co dzieje się we wszechświecie, nie dokonuje się bez Mojej ostatecznej decyzji. Czy istnieje coś, co nie byłoby w Moich rękach?” (Słowa Boże do całego wszechświata, rozdz. 1, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Bóg sprawuje nad wszystkim suwerenną władzę i wszystko kontroluje, więc nawet jeśli trafię do więzienia KPCh, czy mój los nie będzie nadal w Jego rękach? Myśląc o tym, doznałem w sercu uczucia wyzwolenia.
Pewnego dnia w październiku 2013 roku zostałem zabrany do więzienia, aby odbyć karę. W chińskich zakładach karnych więźniowie są po prostu darmowymi narzędziami, które wykorzystuje się do zarabiania pieniędzy. Osadzeni pracują od 16 do 17 godzin dziennie, a gdy praca jest pilna, nawet dłużej. Ci, którzy nie wykonują swoich zadań, są karani fizycznie. W tamtym czasie moja praca polegała na prasowaniu drobnych rzeczy. Przez ponad dziesięć godzin dziennie musiałem trzymać żelazko w tej samej pozycji i szybko się uwijać. Ponieważ więzienie działało jak linia produkcyjna, to jeśli jedna osoba była powolna, miało to wpływ na tempo pracy pozostałych osób, a gdy ktoś powodował opóźnienia, był karany. Przez to, że tak długo ściskałem żelazko w dłoni, nie mogłem wyprostować dwóch palców i musiałem siłą je odginać. Jak mówią: „Palce są połączone z sercem”. Czasami ból w ręce był tak silny, że nie mogłem w nocy spać. Przytłaczająca ilość pracy, a także krwawienie z żołądka, które jeszcze całkowicie nie ustało, sprawiły, że moje ciało było bardzo osłabione. Po trzech miesiącach w więzieniu zacząłem odczuwać ból pleców, ucisk w klatce piersiowej i duszności. Na samą myśl o długiej odsiadce, jaką miałem przed sobą, bałem się, że jak tak dalej pójdzie, to nawet jeśli nie umrę, stanę się niepełnosprawny. Gdyby do tego doszło, życie po wyjściu na wolność byłoby problemem. Jak mógłbym wówczas wykonywać swoje obowiązki? Gdybym nie mógł tego robić, czyż całkowicie nie straciłbym szansy na zbawienie? Rozpaczliwie pragnąłem, aby Bóg wkrótce ukarał wielkiego czerwonego smoka, gdyż nie musiałbym wówczas znosić tych katuszy. W tamtym czasie dużo uwagi poświęcałem wiadomościom z zewnątrz, a gdy pojawiali się nowi więźniowie, starałem się dowiedzieć, jak wygląda sytuacja na świecie, pytając, czy miały miejsce jakieś kataklizmy lub przewroty. Jednak na zewnątrz przez cały czas panował spokój, co mnie nieco przygnębiło. Dlaczego Bóg nie karał wielkiego czerwonego smoka? Gdybym zbyt długo musiał siedzieć w więzieniu, to nawet gdybym nie umarł, stałbym się kaleką! Gdy o tym myślałem, moje serce wypełnił mrok i uczucie przygnębienia. W swojej udręce modliłem się do Boga: „Boże, na samą myśl o tym, że mogę mieć niesprawną rękę, czuję się strasznie przygnębiony i ciągle się martwię, że jeśli zostanę kaleką, to nie będzie już dla mnie żadnej nadziei. Obawiam się również, że nie będę w stanie wykonywać swoich obowiązków i że w związku z tym nie będę mógł zostać zbawiony. Boże, proszę, wyprowadź mnie z tego niewłaściwego stanu”.
Pewnego dnia na spacerniaku zobaczyłem, że góry w oddali, dawniej żółte i jałowe, w międzyczasie stały się zielone. Gdy patrzyłem na kwiaty i trawy porastające zbocza, w mojej głowie pojawiło się kilka słów Bożych: „Kwiaty i trawy rozrastają się na zboczach, lecz przebiśniegi przed nadejściem wiosny dodają blasku Mojej chwale na ziemi – czy człowiek może osiągnąć takie rzeczy? Czy mógłby świadczyć o Mnie na ziemi przed Moim powrotem? Czy mógłby poświęcić się dla Mojego imienia w kraju wielkiego czerwonego smoka?” (Słowa Boże do całego wszechświata, rozdz. 34, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). W kółko rozważałem te słowa Boże, myśląc o tym, jak kwiaty i trawy, choć zwyczajne i niepozorne, nie żądają niczego od Stwórcy. Bez względu na to, czy doświadczają mroźnych zim, czy upalnych lat, rok po roku wciąż rosną i kwitną, zgodnie z prawami, które ustanowił dla nich Bóg, upiększają ziemię stworzoną przez Boga i niosą świadectwo o Jego cudownych czynach. Bóg mówi: „Kwiaty i trawy rozrastają się na zboczach, lecz przebiśniegi przed nadejściem wiosny dodają blasku Mojej chwale na ziemi”. Wyraźnie zrozumiałem, że Bóg używa tych słów, aby wyprowadzić mnie z przygnębienia, i poczułem się jednocześnie wzruszony i zawstydzony. Podobnie jak kwiaty i trawy, jestem tylko maleńką istotą stworzoną, a mimo to ciągle się domagałem, aby Bóg działał zgodnie z moimi życzeniami, a gdy nie spełnił moich żądań i nie ukarał wielkiego czerwonego smoka, moje serce się od Niego oddaliło. Byłem naprawdę pozbawiony rozumu! Gdy Bóg dokonuje swojego dzieła, ma swój własny plan i wie, kiedy ma zniszczyć wielkiego czerwonego smoka. Powinienem pozwolić Mu wszystkim rozporządzać. Co więcej, to, czy stanę się kaleką, czy przeżyję i czy będę w stanie wykonywać swoje obowiązki było w rękach Boga. Niepotrzebnie się martwiłem. Gdy o tym myślałem, moje serce stało się spokojniejsze.
Później przypadkiem zobaczyłem u jednego z więźniów książkę zatytułowaną „Wiara sławnych ludzi”, która zawierała opowieści wielu znanych misjonarzy, zarówno chińskich, jak i zagranicznych, takich jak Hudson Taylor, Robert Morrison, Wang Mingdao czy Watchman Nee. Nigdy nie spodziewałem się znaleźć takiej książki w ściśle kontrolowanym więzieniu KPCh, więc chętnie ją pożyczyłem, żeby przeczytać. Piękne świadectwa świętych z różnych epok bardzo podniosły mnie na duchu i pomyślałem o następujących słowach Bożych: „To, co wam teraz daję, przewyższa Mojżesza i przyćmiewa Dawida, tak więc podobnie proszę, aby świadectwo wasze przewyższyło świadectwo Mojżesza i aby wasze słowa były większe od słów Dawida. Daję wam po stokroć, więc podobnie proszę was, abyście odpłacili Mi tak samo. Musicie wiedzieć, że Ja jestem Tym, który daje życie ludzkości, a właśnie wy otrzymujecie je ode Mnie i musicie świadczyć o Mnie. To jest wasz obowiązek, który wam posyłam i który powinniście dla Mnie wykonać. (…) Rozumiecie więcej Moich tajemnic w niebie niż Izajasz i Jan; wiecie więcej o Mojej cudowności i szlachetności niż wszyscy święci przeszłych wieków. To, co otrzymaliście, nie jest jedynie Moją prawdą, Moją drogą i Moim życiem, ale wizją i objawieniem – większymi niż u Jana. Rozumiecie jeszcze dużo więcej tajemnic i patrzyliście na Moje prawdziwe oblicze; zaakceptowaliście więcej Mojego sądu i wiecie więcej o Moim sprawiedliwym usposobieniu. Tak więc, chociaż urodziliście się w dniach ostatecznych, wasze zrozumienie dotyczy tego, co dawne i przeszłe, a doświadczyliście również rzeczy dzisiejszych, a wszystko to zostało osobiście dokonane przeze Mnie. Moje prośby do was nie są wygórowane, ponieważ dałem wam tak wiele i tak wiele ujrzeliście u Mnie. Dlatego proszę was, abyście nieśli o Mnie świadectwo świętym przeszłych epok – jest to jedyne pragnienie Mojego serca” (Co wiesz o wierze? w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Myślałem o świętych z poprzednich pokoleń. Choć nie byli podlewani i zaopatrywani przez tak wiele słów Bożych co ja, oddali swoje życie, aby nieść świadectwo o zbawieniu przez Pana Jezusa. Niektórzy ponieśli śmierć przez ukamienowanie, inni rozerwani przez konie, a jeszcze inni przecięci piłą lub ukrzyżowani głową w dół, ale wszyscy dali piękne i donośne świadectwo o Bogu. Byłem zaopatrywany przez tak wiele słów Boga Wszechmogącego, więc powinienem nieść o Nim piękne i donośne świadectwo, jak robili to święci z poprzednich pokoleń, aby upokorzyć szatana. Tego samego oczekuje Bóg od nas, którzy przyjęliśmy Jego dzieło w dniach ostatecznych. Myśląc o tym, rozbudziłem w sobie zapał, by pójść w ślady świętych z minionych pokoleń. Byłem gotowy zbuntować się przeciwko swojej cielesności i zrezygnować ze swoich nierozsądnych żądań wobec Boga, oddać swoją przyszłość i swoje przeznaczenie w Jego ręce oraz zdać się na łaskę Jego rozporządzeń i ustaleń. Nawet gdybym faktycznie miał zostać kaleką, do końca będę podążał za Bogiem. Co więcej, nawet gdybym rzeczywiście został zamęczony na śmierć w więzieniu przez KPCh, byłoby to prześladowanie w imię sprawiedliwości. To chwalebna rzecz i nie powinienem się smucić. Zamiast tego powinienem polegać na Bogu, aby wytrwać przy swoim świadectwie. W kolejnych dniach świadomie rozważałem słowa Boże, które pamiętałem, śpiewałem hymny, których się nauczyłem i zawierzyłem swoje trudności Bogu, zwracając się ku Niemu. Stopniowo mój stan się poprawił.
Myślałem, że dzięki temu doświadczeniu udało mi się odsunąć od siebie myśli o mojej przyszłości i moim przeznaczeniu, ale nowa sytuacja, w której się znalazłem, mnie zdemaskowała i uświadomiła mi, że to nie będzie takie proste. Zimą 2014 roku, ze względu na moje osłabienie i wyjątkowo złe warunki w więzieniu, gdzie musiałem myć włosy i kąpać się w zimnej wodzie z kranu nawet przy srogim mrozie, praktycznie przez cały czas byłem przeziębiony i miałem katar. Od częstego wydmuchiwania nosa z czasem popękały mi naczynka włosowate. Na początku były to tylko sporadyczne, niewielkie krwawienia, ale z czasem stały się one coraz poważniejsze, aż w końcu kilka razy krew zaczęła mi lecieć z nosa niczym woda z kranu. Gdy strażnicy zauważyli, jak mocno krwawię, przestraszyli się, że umrę w warsztacie, więc odesłali mnie do więziennego szpitala. Jednak warunki w szpitalu były bardzo złe, a lekarz ograniczył się do podania mi kroplówki i nie zrobił nic, aby zatamować krwawienie. Postawił przede mną także plastikowe wiadro i chłodno powiedział: „Jeśli będziesz krwawić, rób to do wiadra, żeby nie zabrudzić podłogi”. Po tych słowach odwrócił się i wyszedł. Krwanienia z nosa nawracały, więc zatkałem go chusteczkami, żeby je zatamować. Wtedy krew zaczęła mi lecieć z ust. Z powodu nadmiernego krwawienia czułem, jak ciepło powoli opuszcza moje ciało. Z nosa nadal co jakiś czas leciała mi krew i wkrótce zużyłem całe opakowanie chusteczek. Całkowicie opadłem z sił i wszystko, co mogłem zrobić, to pozwolić, aby krew spływała mi z ust i nosa na ubranie. Wkrótce na piersi pojawiła się duża czerwona plama, a mi robiło się coraz zimniej. Mogłem tylko z trudem oprzeć się o zimną ścianę. Czułem, jakby do końca życia pozostały mi sekundy. Wpatrując się w sufit, pomyślałem: „Jak tak dalej pójdzie, to niedługo wykrwawię się na śmierć. Jeśli umrę w więzieniu, nikt się o tym nigdy nie dowie. Nigdy więcej nie zobaczę braci i sióstr, a tym bardziej nie będę świadkiem dnia Bożej chwały”. Myślałem też o tym, że gdy odnalazłem Boga, porzuciłem karierę i opuściłem dom z powodu prześladowań ze strony KPCh, a także o tym, że nie ustawałem w wykonywaniu swoich obowiązków w domu Bożym. Nigdy bym nie przypuszczał, że zamiast otrzymać błogosławieństwa, umrę w więzieniu. Im więcej o tym myślałem, tym gorzej się czułem, a moje serce przepełniała rozpacz. Targany bólem, pomodliłem się w duszy do Boga: „Boże, za tym, co mnie spotyka, kryje się Twoja intencja, ale moja postawa jest zbyt niedojrzała i w obliczu śmierci moje serce przepełnia ból i rozpacz. Boże, proszę, daj mi wiarę i siłę, abym dzięki Tobie potrafił być niezłomny”. Po modlitwie pomyślałem o tym, co w obliczu prób powiedział Hiob: „Jahwe dał, i Jahwe zabrał; błogosławione niech będzie imię Jahwe” (Hi 1:21). Kiedy Hiob był kuszony przez szatana, stracił cały swój majątek i swoje dzieci, a całe jego ciało pokryły bolące wrzody. Dla każdego byłoby to nie do zniesienia, ale Hiob miał bogobojne serce. Nie skarżył się na Boga i nie zgrzeszył przeciwko Niemu słowem, ale przyjął od Niego wszystko to, co się stało, wierząc, że cały jego majątek i dzieci zostały mu dane przez Boga. Choć wyglądało to jak grabież rabusiów, Bóg na to pozwolił. Dlatego Hiob Mu się podporządkował i dobrowolnie oddał Mu wszystko, co miał, wciąż chwaląc Jego święte imię. W obliczu kuszenia przez szatana wiara, podporządkowanie się i bojaźń Boża pozwoliły Hiobowi wytrwać przy jego świadectwie o Bogu i upokorzyć szatana. Otrzymał też Bożą aprobatę i Boże błogosławieństwo. Rozmyślając nad świadectwem Hioba, zdałem sobie sprawę, że wszystko, co mam, włącznie z moim życiem, otrzymałem od Boga, że słuszne jest, aby On mi to odebrał, i że powinienem podporządkować się Jego suwerennej władzy i ustaleniom. Jednak gdy stanąłem w obliczu śmierci, czułem ból i rozpacz, a moje serce stawiało opór. Zrozumiałem, że w ogóle nie jestem podporządkowany Bogu, a moja wiara jest naprawdę żałosna. Gdy sobie to uświadomiłem, pomodliłem się do Boga: „Boże, jestem gotowy zawierzyć swoje życie w Twoje ręce. Niezależnie od tego, czy będę żył, czy umrę, jestem gotowy podporządkować się Twojej suwerennej władzy i Twoim ustaleniom”. Po modlitwie moje serce stało się o wiele spokojniejsze i poczułem, że Bóg jest moim silnym i potężnym oparciem. Niespodziewanie, gdy całkowicie zawierzyłem Bogu swoje życie i swoją śmierć, na własne oczy zobaczyłem, jak On działa. Sprawił, że więzień, którego nie znałem, poszedł do dyrektora szpitala więziennego i powiedział, że pochodzę z tego samego miasta co dyrektor, po czym poprosił go, żeby mi pomógł. Prawda jest taka, że wcale nie jestem z tego z tego samego miasta co dyrektor. Gdy dyrektor do mnie podszedł i zobaczył, że jestem cały we krwi, szybko powiedział: „Nie martw się. Każę zawieźć cię do szpitala miejskiego na transfuzję krwi i doraźne leczenie”. Jednak gdy strażnicy więzienni zabrali mnie do szpitala, to aby ograniczyć koszty, wykonano u mnie jedynie zabieg hemostazy bez transfuzji krwi. Pomyślałem, że skoro straciłem tak dużo krwi, strażnicy na pewno pozwolą mi kilka dni odpocząć. Jednak niespodziewanie, gdy tylko zszedłem ze stołu operacyjnego, odesłali mnie prosto do pracy w warsztacie. Miałem zawroty głowy i byłem na wpół przytomny, a świat wokół mnie wirował. W głębi serca jeszcze bardziej znienawidziłem KPCh za pogardę wobec ludzkiego życia. Wierząc w Boga i głosząc ewangelię, kroczyłem w życiu właściwą ścieżką, a mimo to cierpiałem z powodu takiego okrutnego traktowania ze strony KPCh! Oprócz nienawiści moje serce było przepełnione smutkiem. Myślałem: „Wygląda na to, że tym razem naprawdę umrę w więzieniu i że nigdy nie zobaczę dnia, w którym ziści się królestwo Boże”. Zdałem sobie sprawę, że mój stan jest niewłaściwy, a myśląc o poprzednich doświadczeniach, wiedziałem, że stawiając mnie w tej sytuacji, Bóg poddaje mnie próbie. Byłem gotowy podporządkować się Jego rozporządzeniom i ustaleniom oraz szukać Jego intencji. Później, gdy się podporządkowałem, znów byłem świadkiem działania Boga. Strażnik więzienny z mojego rodzinnego miasta dowiedział się o mojej sytuacji i wstawił się za mną u szefa warsztatu, nakłaniając go, żeby pozwolił mi przez kilka dni odpocząć, dzięki czemu w końcu doszedłem do siebie. Ujrzałem wszechmoc i suwerenną władzę Boga i moja wiara w Niego się umocniła. Zrozumiałem, że to, czy będę żył, czy umrę, zależy od Boga. Bez względu na to, jak nikczemny jest wielki czerwony smok i jak usilnie próbuje mnie zabić, bez pozwolenia Boga nikt nie może odebrać mi życia.
Myślałem o tym, jak za każdym razem, gdy stawałem w obliczu takich sytuacji, martwiłem się o swoją przyszłość i swoje przeznaczenie, zawsze obawiając się, że gdybym umarł, nie mógłbym zostać zbawiony. Zdałem sobie sprawę, że sytuacje, w jakich stawiał mnie Bóg, nie tylko miały pokazać mi niegodziwość KPCh, ale służyły także temu, żebym dostrzegł swoje własne zepsute usposobienie. Pomyślałem o następujących słowach Bożych: „W swojej wierze w Boga ludzie dążą do tego, by w przyszłości uzyskać błogosławieństwa – taki jest cel ich wiary. Wszyscy ludzie mają taki zamiar i taką nadzieję. Jednakże zepsucia w ludzkiej naturze trzeba pozbyć się poprzez próby i uszlachetnianie. Ludzie muszą zostać uszlachetnieni we wszystkich tych aspektach, w których nie zostali oczyszczeni i w których ujawniają skażenie – takie jest Boże ustalenie. Bóg przygotowuje dla ciebie otoczenie, zmuszając cię, byś został uszlachetniony, tak abyś mógł poznać własne zepsucie. W końcu osiągasz ten moment, kiedy chcesz porzucić swoje zamysły i pragnienia i podporządkować się suwerennej władzy Boga oraz Jego ustaleniom, nawet jeśli oznacza to śmierć” (Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Rozważając słowa Boże i porównując je ze swoimi własnymi doświadczeniami, zdałem sobie sprawę, że tylko dzięki uszlachetnianiu człowiek może wyraźnie zobaczyć swoją prawdziwą postawę i zrozumieć swoje zepsucie. Wcześniej zawsze myślałem, że skoro porzuciłem rodzinę i karierę, aby wykonywać swoje obowiązki, stawiam czoła aresztowaniom i prześladowaniom ze strony wielkiego czerwonego smoka oraz nie zdradzam Boga, to jestem szczerym wierzącym. Jednak w tej sytuacji w końcu zrozumiałem, że wierzyłem w Boga tylko po to, aby mieć dobrą przyszłość i dobre przeznaczenie, i że tak naprawdę nie chciałem Go zadowolić. Dlatego gdy zrozumiałem, że nie mogę otrzymać błogosławieństw, stałem się zniechęcony i cierpiałem. Gdy dowiedziałem się o wyroku trzech i pół roku więzienia, pomyślałem o tym, że moje krwawienie z żołądka to poważny problem i że moje ciało jest osłabione. Bałem się, że umrę w więzieniu i nigdy nie doczekam dnia, w którym ziści się królestwo. Z tego powodu byłem tak udręczony, że nie mogłem spać, a nawet opacznie rozumiałem Boga, myśląc, że wykorzystuje tę sytuację, żeby mnie wyeliminować. Gdy znalazłem się w więzieniu, z powodu przytłaczającej ilości pracy nie mogłem wyprostować palców i martwiłem się, że jeśli stanę się niepełnosprawny, to nie będzie już dla mnie żadnej nadziei. Martwiłem się również, że nie będę mógł wykonywać swoich obowiązków i w związku z tym nie zostanę zbawiony, więc pragnąłem, aby Bóg jak najszybciej zniszczył wielkiego czerwonego smoka, i żyłem w stanie przygnębienia. Później, z powodu nieustannych krwotoków z nosa, bałem się, że umrę, cierpiałem i byłem nieszczęśliwy, a nawet żałowałem, że opuściłem dom, aby wykonywać swoje obowiązki. Dopiero wtedy zrozumiałem, że w swojej wierze i w wykonywaniu obowiązków ogóle nie praktykuję prawdy, nie podporządkowuję się Bogu ani nie staram się odwdzięczyć za Jego miłość. Zamiast tego wykorzystywałem wykonywanie obowiązków, aby próbować targować się z Bogiem i w zamian otrzymać łaskę i błogosławieństwa oraz uzyskać dobry wynik i dobre przeznaczenie. Choć udawałem, że ponoszę koszty na rzecz Boga, w istocie starałem się zaspokoić własne pragnienie bycia pobłogosławionym. Wykonując w ten sposób swoje obowiązki, próbowałem targować się z Bogiem, wykorzystać Go i oszukać. Co to miało wspólnego z posiadaniem jakiegokolwiek sumienia lub rozumu? Gdyby Bóg nie posłużył się prześladowaniami ze strony wielkiego czerwonego smoka, aby mnie zdemaskować i uszlachetnić, nadal byłbym omamiony swoimi pozornymi poświęceniami i ponoszonymi kosztami. Nadal wierzyłbym też w Boga i wykonywał swoje obowiązki po to, by otrzymać błogosławieństwa. Ostatecznie skończyłbym jak Paweł, który traktował ponoszone przez siebie koszty i poświęcenia jako kartę przetargową, aby domagać się od Boga łaski, bezczelnie mówiąc: „Dobrą walkę stoczyłem, bieg ukończyłem, wiarę zachowałem. Odtąd odłożona jest dla mnie korona sprawiedliwości” (2Tm 4:7-8). Gdybym do samego końca wierzył w Boga w ten sposób, nie byłbym w stanie zyskać prawdy i dostąpić zbawienia. Sprowadziłbym jedynie na siebie zgubę. W końcu zrozumiałem mozolną intencję Boga. Bóg wykorzystywał tego rodzaju sytuacje, aby mnie uszlachetnić i oczyścić z zepsucia i nieczystości. Naprawdę poczułem, że chociaż działania Boga kłócą się z moją wolą, to są wyrazem Jego miłości i zbawienia dla mnie. Jednocześnie poczułem Boże miłosierdzie i Bożą ochronę. Gdy usłyszałem wyrok i martwiłem się, że nie wyjdę z więzienia żywy, to Bóg mnie oświecił i poprowadził swoimi słowami. Dał mi też wiarę, abym doświadczył trudnych warunków w zakładzie karnym. Gdy martwiłem się, że zostanę kaleką i nie przetrwam, Bóg mnie prowadził, pokazując mi kwiaty i trawy, a także uczynki świętych z minionych pokoleń w książce, dodając mi otuchy, abym się nie poddawał. Gdy krwawiłem z nosa i groziła mi śmierć, Bóg sprawił, że nieznany mi więzień zwrócił się do dyrektora o pomoc, a ja zostałem uratowany i przetrwałem. Często myślałem o słowach zawartych w tekście Westchnienie Wszechmogącego, gdzie Bóg mówi: „Czuwa u twego boku” (Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Głęboko w środku poczułem, że w chwilach kryzysu Bóg jest moim jedynym oparciem i schronieniem! Myślałem o tym, że przez wszystkie te lata wiary w Boga nigdy nie oddałem Mu całego swojego serca. Próbowałem zawierać z Nim układy, wykonując odrobinę swoich obowiązków, a mimo to Bóg nie potraktował mnie tak, jak na to zasługiwałem wskutek swojego buntu, i w trudnych chwilach, gdy do Niego wołałem, nadal był przy mnie. Prowadził mnie również i kierował mną poprzez swoje słowa, sprawiając, że różne osoby, wydarzenia i sprawy przychodziły mi z pomocą. W tamtym momencie w moim sercu wezbrały żal i poczucie winy. W duszy pomodliłem się do Boga: „Boże, nie dążyłem właściwie do prawdy i płaciłem cenę, myśląc jedynie o swojej przyszłości i swoim przeznaczeniu. Jeśli przetrwam i wyjdę na wolność, zdecydowanie będę dążył do prawdy i nie pozwolę, aby moje zbawienie poszło na marne. Nawet jeśli nie będę miał dobrego przeznaczenia, nadal będę właściwie wykonywał swoje obowiązki i odwdzięczał się za Twoją miłość!”.
Dzięki temu doświadczeniu lepiej zrozumiałem znaczenie tego, że Bóg posługuje się wielkim czerwonym smokiem, aby świadczył dla Niego usługi. Gdybym osobiście nie doświadczył prześladowań ze strony wielkiego czerwonego smoka, nie dostrzegłbym tak wyraźnie jego demonicznej istoty, a moja wiara i podporządkowanie się Bogu by nie wzrosły. Nie zyskałbym też prawdziwego zrozumienia swojego zepsutego usposobienia. Naprawdę doświadczyłem tego, że Boże dzieło zbawienia ludzi jest bardzo realne i mądre! Zrozumiałem także, że wielki czerwony smok opiera się Bogu i w szale krzywdzi Jego wybrańców. Bóg od dawna chciał go zniszczyć, ale ponieważ my, ta grupa ludzi, nie zostaliśmy jeszcze uczynieni pełnymi, Bóg nadal musi się nim posługiwać, aby świadczył dla Niego usługi. Gdy wielki czerwony smok skończy to robić, nadejdzie jego koniec.
Po odbyciu kary, 9 listopada 2015 roku, zostałem zwolniony z więzienia. Do bramy odprowadziło mnie dwóch strażników. Jeden z nich zapytał: „Czy po wyjściu z więzienia nadal będziesz wierzyć w Boga? Jeśli tak, znowu tu trafisz!”. Powiedziałem stanowczo: „Wiara w Boga to moja wolność!”. Strażnicy spojrzeli na mnie ze zdziwieniem, a potem tylko pokręcili głowami. Niecałe dziesięć dni po moim zwolnieniu skontaktowali się ze mną bracia i siostry i ponownie dołączyłem do grona tych, którzy głosili ewangelię królestwa.
Później pomyślałem: „Dlaczego jest tak, że gdy coś dotyczy mojej przyszłości i mojego przeznaczenia, czuję się taki nieszczęśliwy i przygnębiony, do tego stopnia, że wykłócam się z Bogiem i nie jestem w stanie prawdziwie podporządkować się Jego rozporządzeniom i ustaleniom? Co tak naprawdę mnie kontroluje?”. W trakcie ćwiczeń duchowych przeczytałem następujące słowa Boże: „Dopóki ludzie nie doświadczą Bożego dzieła i nie zrozumieją prawdy, kontroluje ich i dominuje nad nimi ich szatańska natura. Co konkretnie obejmuje ta natura? Na przykład dlaczego jesteś samolubny? Dlaczego chronisz swoją pozycję? Dlaczego masz takie silne uczucia? Dlaczego sprawiają ci przyjemność rzeczy, które są niesprawiedliwe? Dlaczego lubisz takie niegodziwości? Na czym opiera się twoje upodobanie do tych rzeczy? Skąd one pochodzą? Czemu tak radośnie je akceptujesz? Do tej pory zrozumieliście wszyscy, że dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że jest w człowieku trucizna szatana. Czym jest zatem trucizna szatana? Jak można to wyrazić? Na przykład jeśli zapytasz »Jak ludzie powinni żyć? Po co powinni żyć?«, odpowiedzą ci »Każdy myśli tylko o sobie, a diabeł łapie ostatniego«. To jedno powiedzenie wyraża samo sedno problemu. Filozofia i logika szatana stały się życiem ludzi. Niezależnie od tego, za czym ludzie podążają, czynią tak dla własnej korzyści – dlatego też żyją wyłącznie dla siebie. »Każdy myśli tylko o sobie, a diabeł łapie ostatniego« – to jest życiowa filozofia człowieka, a zarazem definicja ludzkiej natury. Owe słowa stały się już naturą skażonej ludzkości i są prawdziwym portretem jej szatańskiej natury. Ta szatańska natura stała się już podstawą egzystencji skażonej ludzkości. Od kilku tysięcy lat aż po dzień dzisiejszy skażona ludzkość kieruje się w życiu ową trucizną szatana” (Jak obrać ścieżkę Piotra, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Po przeczytaniu tego fragmentu słów Bożych zrozumiałem, że ciągłe zamartwianie się o moją przyszłość i moje przeznaczenie w związku z wiarą i wykonywaniem obowiązków nie jest po prostu przejawem mojego zepsutego usposobienia, ale przede wszystkim mojej szatańskiej natury. Kierowałem się takimi szatańskimi truciznami jak: „Każdy myśli tylko o sobie, a diabeł łapie ostatniego” i „Za darmo nie kiwnij nawet palcem”, a we wszystkim, co robiłem, dbałem jedynie o własne interesy. Byłem naprawdę samolubny i godny pogardy. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że poświęciłem wszystko, aby wykonywać swoje obowiązki, ale tak naprawdę zależało mi na osobistych korzyściach. Próbowałem dokonać wymiany, aby zyskać błogosławieństwo w postaci wejścia do królestwa niebieskiego. Pamiętam, gdy ktoś po raz pierwszy podzielił się ze mną ewangelią Pana Jezusa. Usłyszałem wówczas, że wiara w Pana przyniesie mi łaskę i błogosławieństwa, a moja dusza zostanie zbawiona i po śmierci trafi do nieba. Dlatego uwierzyłem w Pana. Po przyjęciu Bożego dzieła w dniach ostatecznych dowiedziałem się, że Bóg całkowicie oczyści i zbawi ludzi, a następnie wprowadzi ich w kolejny wiek, dlatego byłem niezmiernie podekscytowany. Aby otrzymać w przyszłości błogosławieństwa, bez wahania porzuciłem rodzinę i karierę i postanowiłem wykonywać swoje obowiązki na pełny etat. Po ponad roku wiary w Boga Wszechmogącego zostałem aresztowany za głoszenie ewangelii. Gdy zostałem zwolniony za kaucją, policja ograniczyła mi możliwość przemieszczania się i zabroniła opuszczania okolicy, żądając, abym cały czas był dostępny. W przeciwnym razie trafiłbym do więzienia. Mimo to zdecydowałem się wykonywać swoje obowiązki gdzie indziej, ponieważ myślałem, że dzięki temu Bóg będzie o mnie pamiętał i otrzymam Jego błogosławieństwa. Jednak gdy znów zostałem aresztowany, otrzymałem wyrok trzech i pół roku więzienia i stanąłem przed groźbą kalectwa lub śmierci w więzieniu, poczułem, że moje nadzieje na otrzymanie błogosławieństw legły w gruzach, więc byłem przepełniony bólem i rozpaczą, a nawet żałowałem, że wyjechałem, aby wykonywać swoje obowiązki. Myślałem, że skoro zapłaciłem taką cenę, to zamiast pozwolić mi umrzeć Bóg powinien zapewnić mi dobre przeznaczenie. Zdałem sobie sprawę, że kierując się tymi szatańskimi truciznami, stałem się strasznie samolubny i myślałem tylko o własnym zysku. Nie bałem się Boga ani nie byłem Mu podporządkowany. Jestem istotą stworzoną, więc wiara w Boga i wykonywanie obowiązków jest moją odpowiedzialnością, od której nie mogę się uchylać, a mimo to wszystkie moje myśli i pragnienia miały na celu moje własne korzyści. Chciałem wykorzystać swoje obowiązki, żeby targować się z Bogiem i zrealizować swoje marzenie o otrzymaniu błogosławieństw. Było to z mojej strony samolubne i godne pogardy! Pomyślałem o tym, że Bóg dwa razy stał się ciałem, aby zbawić ludzkość, narażając się na odrzucenie i oszczerstwa ze strony świata, a także znosząc to, że ci, którzy w Niego wierzą, opacznie Go rozumieją, skarżą się na Niego, a nawet próbują Go wykorzystać. Jednak Bóg nigdy niczego od ludzi nie żądał, a tym bardziej nikogo nie prosił, aby Mu się odwdzięczył. Wyraża jedynie prawdę, aby podlewać i zaopatrywać ludzi, w milczeniu czekając na ich powrót. Boża miłość jest naprawdę bezinteresowna! Pomyślałem o tym, ile słów Bożych zjadłem i wypiłem, i o tym, ile od Boga otrzymałem, a mimo to nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby odwdzięczyć się Mu za Jego miłość, wykonując właściwie swoje obowiązki. Skupiałem się tylko na tym, żeby dał mi dobre przeznaczenie, a kiedy go nie otrzymałem, stałem się zniechęcony i cierpiałem, a nawet żałowałem ceny, którą zapłaciłem. Miałem głębokie poczucie winy i wyrzuty sumienia. Nienawidziłem także siebie za to, że jestem tak bardzo pozbawiony sumienia i człowieczeństwa!
Dzięki przewodnictwu Boga pomyślałem o następującym fragmencie Jego słów: „Jesteś istotą stworzoną: to oczywiste, że powinieneś czcić Boga i dążyć do osiągnięcia życia pełnego znaczenia. Jeśli nie czcisz Boga i żyjesz tylko w swym plugawym ciele, to czyż nie jesteś jedynie zwierzęciem w ludzkiej skórze? Skoro jesteś istotą ludzką, powinieneś ponosić koszty dla Boga i znosić wszelkie cierpienia! Powinieneś z radością i z pełnym przekonaniem przyjmować tę odrobinę cierpienia, jakiemu jesteś dziś poddawany, i wieść życie pełne znaczenia, tak jak Hiob i Piotr. (…) Jesteście ludźmi, którzy podążają właściwą drogą, tymi, którzy dążą do poprawy. Jesteście ludźmi, którzy w narodzie wielkiego czerwonego smoka powstają, tymi, których Bóg nazywa sprawiedliwymi. Czyż takie właśnie życie nie jest życiem o największym znaczeniu?” (Praktyka (2), w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Słowa Boże wskazały mi kierunek naprzód. Zrozumiałem, że jako istota stworzona powinienem dążyć do prawdy, czcić Boga, realizować cel przyświecający istocie stworzonej i urzeczywistniać życie, które ma sens. To jest właściwa ścieżka w życiu! Postanowiłem, że nie będę już próbował wchodzić w układy z Bogiem i że będę znał swoje miejsce jako istota stworzona, będę właściwie wykonywał swoje obowiązki i dążył do tego, aby kochać i zadowalać Boga.
Minęło już dziewięć lat, odkąd wyszedłem z więzienia. Ilekroć przypominam sobie to doświadczenie, targają mną różne emocje. Gdybym nie doświadczył tej sytuacji, nie zdałbym sobie sprawy, jak niedojrzała była moja postawa i jak małą wiarę w Boga miałem, a tym bardziej nie dostrzegłbym swojego egoistycznego i godnego pogardy zepsutego usposobienia oraz swoich błędnych dążeń. Jednocześnie zrozumiałem, że Bóg posługuje się wielkim czerwonym smokiem, aby świadczył dla Niego usługi, aby mnie zdemaskować i oczyścić moje szatańskie usposobienie, przemieniając moje niedorzeczne zapatrywania na temat dążenia do otrzymania błogosławieństw w mojej wierze i pozwalając mi wyzbyć się wielu trosk dotyczących mojej przyszłości i mojego przeznaczenia. Nie mógłbym tego wszystkiego zyskać w komfortowych warunkach. Aresztowania wierzących przez KPCh się nasilają i często słyszę o braciach i siostrach, którzy zostali zatrzymani i skazani, a nawet pobici na śmierć. Czasami myślę o tym, że się starzeję i podupadam na zdrowiu. Już dwa razy zostałem aresztowany. Jeśli policja ponownie mnie zatrzyma, na pewno dostanę surowy wyrok. Jest bardzo prawdopodobne, że umrę w więzieniu i nie doczekam dnia, w którym ziści się królestwo. Jednak gdy myślę o przewodnictwie i działaniach Boga, których doświadczyłem, moje serce czuje się o wiele spokojniejsze i ufne. Przychodzi mi na myśl hymn, który często śpiewam i który bardzo podnosi mnie na duchu, pod tytułem: „Podążając za Chrystusem, nigdy się nie cofnę, nawet wobec śmierci”: „Szatan, wielki czerwony smok, szaleńczo uciska i aresztuje wybrańców Bożych. Ci, którzy podążają za Chrystusem i wykonują swoje obowiązki, robią to z narażeniem życia. Pewnego dnia mogę zostać aresztowany i cierpieć prześladowanie za niesienie świadectwa o Bogu. W głębi serca jasno rozumiem, że jest to prześladowanie dla sprawiedliwości. Pewnego dnia mogę zostać aresztowany i uwięziony za głoszenie ewangelii. Jest to cierpienie, które Bóg przeznaczył dla tych, którzy za Nim podążają. Nie wiem, jak długo jeszcze będę mógł kroczyć tą ścieżką głoszenia ewangelii, ale póki żyję, będę krzewił słowa Boże i niósł świadectwo o Chrystusie. Ponoszę koszty tylko po to, by dążyć do prawdy i wypełnić posłannictwo wyznaczone przez Boga. W tym życiu podążanie za Chrystusem i dawanie o Nim świadectwa napełnia moje serce chlubą. Nawet jeśli nie dożyję dnia, w którym królestwo się urzeczywistni, wystarcza mi to, że mogę dziś nieść świadectwo i upokorzyć szatana” (Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni). Wiem, że droga przede mną pełna jest trudności i przeszkód, ale bez względu na to, jakich prób i udręk doświadczę i czy będę miał dobrą przyszłość i dobre przeznaczenie, podporządkuję się suwerennej władzy Boga i Jego ustaleniom, wypełnię swój obowiązek i będę starał się urzeczywistniać słowa tego hymnu w swoim codziennym życiu.
Obecnie zdarzały się różne rzadkie katastrofy, a według Biblii w przyszłości będą jeszcze większe. Jak więc zyskać Bożą ochronę podczas wielkiej katastrofy? Skontaktuj się z nami, a pomożemy Ci znaleźć drogę.
Autorstwa Li Jie, ChinyKiedy pewnego ranka pod koniec 2022 roku wstałam z łóżka, nagle zakręciło mi się w głowie. Pomyślałam, że to...
Autorstwa Xu Liang, ChinyW 1999 roku przyjęłam dzieło Boga Wszechmogącego w dniach ostatecznych. Nigdy nie myślałam, że będę mogła powitać...
Autorstwa Gao Ying, ChinyW 2008 roku przyjęłam dzieło Boga Wszechmogącego w dniach ostatecznych. Dzięki czytaniu słów Boga, uczestnictwie w...
Autorstwa Lu Ping, ChinyW 2012 roku, kiedy byłam przywódczynią kościoła, z powodu zdrady, której dopuścił się judasz, zostałam aresztowana...