Już nie wycofuję się w obliczu trudności

13 sierpnia 2026

Autorstwa Chunhe, Chiny

W maju 2025 roku otrzymałam od zwierzchników list informujący o masowych aresztowaniach w okręgu North City. Aresztowano wszystkich trzech przywódców okręgu oraz ponad trzydzieści innych osób, w tym przywódców kościoła, diakonów oraz innych braci i siostry. Na domiar złego straciliśmy kontakt z trzema kościołami. Wcześniej wykonywałam swój obowiązek w okręgu North City i byłam dość dobrze zaznajomiona z tamtejszą sytuacją, więc zwierzchnicy poprosili mnie, abym pojechała zająć się następstwami tych wydarzeń. Doskonale wiedziałam, że przy tym zadaniu nie ma miejsca na nieostrożność czy niedbałość, więc żarliwie modliłam się, aby Bóg poprowadził mnie w dobrym wykonaniu tej pracy. Po przybyciu na miejsce, bracia, siostry i ja współpracowaliśmy jednomyślnie. W ciągu zaledwie dwóch tygodni przenieśliśmy ofiary dla Boga oraz księgi słów Bożych do bezpiecznych miejsc przechowania i relokowaliśmy wszystkich zagrożonych w bezpieczne miejsca. Wreszcie mogłam odetchnąć z ulgą. Kilka dni później zwierzchnicy przysłali kolejny list, prosząc mnie, abym została w okręgu North City i przejęła kierownictwo nad pracą. Wiedziałam, że większość kościołów w tym okręgu stoi teraz w obliczu zagrożeń bezpieczeństwa i że każdy aspekt pracy kościoła wiąże się z trudnościami, więc musiałam wziąć na siebie tę odpowiedzialność. Dlatego też aktywnie zaangażowałam się w pracę. Ponieważ tak wielu przywódców i pracowników kościoła w okręgu North City zostało aresztowanych, musieliśmy wybrać kilkunastu nowych. Szybko omówiłam z nowymi przywódcami okręgu zasady wyboru przywódców i pracowników i wspólnie sprawdzaliśmy potencjalnych kandydatów, mając nadzieję na jak najszybsze ich wybranie. Jednak niektórzy bracia i siostry znajdowali się w niebezpiecznym otoczeniu, innych ograniczały rodziny, a jeszcze inni bali się aresztowania. Po kilku dniach wciąż nie mogliśmy znaleźć odpowiednich osób do podjęcia tej pracy. Co gorsza, straciliśmy kontakt z niektórymi kościołami i musieliśmy znaleźć sposób, by do nich dotrzeć, w przeciwnym razie pewne listy nie mogłyby zostać dostarczone na czas. Ponadto w niektórych kościołach aresztowano kierowników zespołów ewangelizacyjnych i liderów grup podlewających, a my musieliśmy znaleźć ludzi, którzy przejęliby ich pracę. Widząc, że praca, która mnie czeka, jest pełna trudności, i wiedząc, że rozwiązywanie ich jedna po drugiej będzie wymagało ogromnego wysiłku, czułam się przytłoczona na samą myśl o tym. Nie mogłam przestać myśleć o moim poprzednim kościele, gdzie nie było tak wielu problemów i gdzie praca nie wiązała się z takimi niepokojami i z takim wyczerpaniem. „Jak wspaniale by było, gdybym mogła wrócić do wykonywania tam swoich obowiązków!” – pomyślałam. W głębi serca wiedziałam, że praca nie może się zatrzymać, bez względu na to, jak wiele jest trudności, ale w obliczu tak wielu wyzwań już czułam się zdruzgotana. Pomyślałam sobie: „To nie tak, że nie chcę wykonywać tej pracy, ale taka jest rzeczywistość tego środowiska. Tych trudności nie da się rozwiązać z dnia na dzień. Zrobię po prostu to, co mogę, a to, czego nie skończę dzisiaj, będę kontynuować jutro”. Z tą myślą przestałam pilnie zajmować się tymi problemami. Praca, którą można było wykonać w jeden dzień, przeciągała się na kolejny. W przypadku niektórych kwestii wypowiadałam tylko kilka zdawkowych słów podczas omawiania, nie rozwiązując ich w rzeczywistości, co sprawiało, że praca posuwała się naprzód powoli.

Kilka dni później zwierzchnicy przysłali list, w którym mnie przycięli: „Minęło kilka tygodni, dlaczego więc nie ma żadnych postępów w wyborze nowych przywódców i pracowników? Dlaczego zwlekasz z tak pilnym zadaniem?”. W liście obnażono również wykazywane przez mnie przejawy, stwierdzając, że w swej naturze były one porzuceniem moich obowiązków. Czułam się bardzo pokrzywdzona i wykłócałam się w duchu: „Przecież wiecie o tutejszych rzeczywistych trudnościach. Zapłaciłam cenę, ale po prostu nie ma żadnych rezultatów. Co miałam zrobić? To nie tak, że nie współpracuję. Jak możecie mówić, że porzucam obowiązki? Po prostu nie mogę już wykonywać tego obowiązku. Znajdźcie do tego kogoś, kto ma zdolność do pracy”. Właśnie wtedy przeczytałam fragment słów Bożych zacytowany w liście od zwierzchników: „Każdy człowiek w trakcie wyznawania wiary w Boga, wykonywania swoich obowiązków i służenia Bogu często znajduje się w stanie zniechęcenia i słabości lub chce uciec bez względu na to, z jakiego rodzaju trudnościami się boryka. Dzieje się tak dlatego, że wierząc w Boga, ludzie nieuchronnie napotykają wiele trudności w codziennym życiu i w przetrwaniu lub też trudności związane z ich obowiązkami, a także trudności osobiste. Trudności te często niepokoją ludzi i wpływają na nich, sprawiając, że stają się oni słabi, zniechęceni i skłonni do ucieczki, że zaczynają opacznie pojmować Boga i nie potrafią poczuć dzieła Ducha Świętego w szczególnych okolicznościach i kontekstach obejmujących takie kwestie, jak ich własne interesy, życie i śmierć i tak dalej. W takich sytuacjach, gdy ludzie nie rozumieją intencji Boga lub tracą w Niego wiarę albo gdy nie widzą żadnej nadziei i nie potrafią poczuć oczywistego dzieła Bożego, większość z nich decyduje się porzucić obowiązki, które powinni wypełniać. Niezależnie od tego, czy jest to tymczasowe, czy trwałe, w Moim odczuciu taka rezygnacja jest odwróceniem się od pracy. Innymi słowy, kiedy ludzie napotykają te trudności i popadają w zniechęcenie i słabość, opacznie rozumieją Boga i są Nim rozczarowani, decydując się zrezygnować i zrobić unik, zamiast stawić czoła trudnościom lub znieść ból, by trwać na swoich pozycjach, to w Moich oczach tego rodzaju przejaw i zachowanie są odwróceniem się od pracy(Jak dążyć do prawdy (37), w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Bóg obnaża, że kiedy ludzie napotykają różne trudności w wykonywaniu swojego obowiązku, stają się zniechęceni i słabi, i chcą uciec lub go porzucić. Niezależnie od tego, czy porzucają go tymczasowo, czy na stałe, dopóki nie potrafią stawić czoła trudnościom, trwając przy swoim obowiązku, tego rodzaju przejaw jest porzucaniem swoich obowiązków. Zastanowiłam się nad sobą i dostrzegłam, że wykazywane przeze mnie przejawy były dokładnie tym, co obnażył Bóg. Doskonale wiedziałam, że z powodu masowych aresztowań w kościołach brakuje kilkunastu przywódców i pracowników, których należało pilnie wybrać. Powinnam była szybko ustanowić nowych przywódców i pracowników, aby bracia i siostry mogli wznowić normalne życie kościelne, a zadania mogły posuwać się naprzód. To była moja odpowiedzialność; to był obowiązek, który miałam wykonać. Ale rozwiązanie tych problemów wymagało zapłacenia wysokiej ceny, więc stałam się bierna i zniechęcona. Nie chciałam stawić czoła trudnościom i ich przezwyciężyć; zamiast tego chciałam uciec i porzucić swój obowiązek. Naturą tego zachowania było porzucenie obowiązku, a to było zdradzaniem Boga. Niedługo potem dowiedziałam się, że w pewnych kościołach w okręgu North City brak przywódców i pracowników sprawił, że niektórzy bracia i siostry nie mogli czytać najnowszych słów Bożych ani uczestniczyć w życiu kościelnym, i wszyscy żyli w zniechęceniu, słabości, lęku i strachu. Kiedy się o tym dowiedziałam, poczułam głębokie wyrzuty sumienia. Nie spodziewałam się, że moje zaniedbanie w kwestii szybkiego wyboru nowych przywódców i pracowników doprowadzi do tak poważnych konsekwencji!

W tamtym momencie pomyślałam o słowach Bożych obnażających konsekwencje porzucania przez ludzi swoich obowiązków, więc odszukałam je, aby je przeczytać. Bóg Wszechmogący mówi: „Jeśli problem odwracania się od pracy pojawia się u zwykłych wierzących, ma to niewielki wpływ na pracę kościoła i dotyka jedynie danej jednostki. Ale kiedy dotyczy to kogoś, kto służy Bogu, bez względu na to, jakiego szczebla jest to przywódca lub pracownik, i jeśli odwróci się on od pracy i z niej zrezygnuje, ma to poważny wpływ na pracę domu Bożego. Wpływa to nie tylko na życie kościoła, lecz także na pracę przy szerzeniu ewangelii. Praca kościoła czy też całokształt działań domu Bożego zostają w ten sposób dotknięte i zaburzone, ponieważ osoba ta zaczęła robić uniki i odwróciła się od pracy. (…) Jeśli przywódcy i pracownicy nie wykonują rzeczywistej pracy, nie wdrażając jej ani nie monitorując, nie wywrze to większego wpływu przez kilka pierwszych dni – bracia i siostry będą w stanie normalnie jeść i pić słowa Boże, a także normalnie się gromadzić i wykonywać swoje obowiązki. Jeśli jednak będzie to trwało przez dłuższy czas, a bracia i siostry nie będą otrzymywać ustaleń dotyczących pracy od Zwierzchnictwa ani zaopatrzenia, wsparcia i pomocy w swoim wkraczaniu w życie, to ich życie kościelne i praca ich kościoła ucierpią z powodu takich konsekwencji jak brak ukierunkowania i spójności, stagnacja oraz utrata dzieła Ducha Świętego. Jest to więc bardzo poważny problem. Jeśli taka sytuacja pojawia się w trakcie służenia Bogu, to ta osoba, która służy Bogu, lub przywódca czy pracownik o jeden szczebel wyżej od niej powinni wziąć na siebie odpowiedzialność. W rzeczywistości odpowiedzialność ta jest czymś, czego nie jesteś w stanie udźwignąć – dlaczego więc mówię o braniu na siebie odpowiedzialności? Ponieważ kiedy staniesz przed Bogiem, by zdać sprawę, nie będziesz w stanie tego zrobić. Bóg powierzył ci wybrańców Bożych i pracę w jednym lub kilku kościołach, ale kiedy pojawiły się pewne szczególne okoliczności, przestałeś pracować, a zamiast tego zająłeś się własnymi prywatnymi sprawami i trudnościami, umywając ręce od pracy kościoła. W oczach Boga jest to poważny występek, który popełniłeś, służąc Mu; jest to coś, czym Bóg się brzydzi i co potępia(Jak dążyć do prawdy (37), w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Bóg demaskuje to, że konsekwencje porzucenia swoich obowiązków są bardzo poważne; jest to poważny występek. Kiedy przywódcy i pracownicy porzucają swoje obowiązki, zarówno życie kościelne, jak i praca kościoła bardzo na tym cierpią, a ta ostatnia może wręcz utknąć w martwym punkcie. Jako przywódczyni porzuciłam swoje obowiązki w krytycznym momencie. Ponieważ nie wybrałam niezwłocznie nowych przywódców i pracowników, wpłynęłam negatywnie na pracę całego okręgu. KPCh gorączkowo aresztuje naszych braci i siostry oraz przeszkadza w dziele Bożym, ale ja nie zrobiłam wszystkiego, co w mojej mocy, aby chronić pracę kościoła. Zamiast tego stałam biernie, patrząc, jak popada w chaos, tylko po to, by moje własne ciało mogło mniej cierpieć. Tak bardzo brakowało mi człowieczeństwa! W krytycznym momencie stawałam po stronie szatana i utrudniałam pracę kościoła. Gdybym nie okazała skruchy, zostałabym znienawidzona i wyeliminowana przez Boga. Dlatego pomodliłam się do Boga, gotowa okazać skruchę. Nie chciałam już dłużej żyć pośród tych trudności i poprosiłam Boga, aby poprowadził mnie ku rozwiązaniu tych problemów.

Następnie przeczytałam fragment słów Bożych, który przysłali mi zwierzchnicy: „Co powinieneś zrobić, gdy napotykasz coś trudnego? Nie bój się – bez trudności twoja postawa i potencjał nie mogą się unaocznić. Życie jest pełne najrozmaitszych trudności, a ludzie dzień za dniem stawiają czoła jednej trudności za drugą. Jeśli nieustannie stawiając im czoła, będziesz poszukiwał prawdozasad i przezwyciężał te trudności, to czyż nie zyskasz w ten sposób umiejętności ich przezwyciężania? Czyż twój potencjał i charakter nie ulegną poprawie? Co więcej, kiedy opanujesz zasady przezwyciężania trudności i będziesz je praktykował, to czyż nie wkroczysz w życie? Przezwyciężając trudności, zyskujesz prawdorzeczywistość – czyż twoje życie nie doświadczy stopniowego wzrastania? Dlatego trudności to dobra rzecz. Im częściej stajesz w obliczu trudności, tym bardziej może przejawić się twoja szczerość i tym bardziej twoja wiara w Boga wystawiana jest na próbę. Nie bój się trudności i nie lękaj się porażek ani niepowodzeń(Jak dążyć do prawdy (37), w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boże pozwoliły mi zrozumieć, że napotykanie trudności podczas wykonywania obowiązku nie jest niczym złym, lecz czymś dobrym. Trudności obnażają prawdziwą postawę człowieka i tylko w ich obliczu ludzie będą żarliwie modlić się do Boga, polegać na Nim i szukać Jego intencji. W procesie rozwiązywania trudności nie tylko wzrasta nasza wiara w Boga, ale także zaczynamy rozumieć pewne prawdozasady i osiągamy postęp w życiu. Kiedyś myślałam, że moja gotowość do podjęcia ryzyka, by przenieść ofiary dla Boga i księgi słów Bożych, oznacza, że mam pewną prawdorzeczywistość i postawę. Zostałam jednak obnażona, gdy napotkałam trudności przy wyborze nowych przywódców i pracowników. W obliczu trudności nie modliłam się do Boga ani nie polegałam na Nim, nie szukałam też prawdozasad, by rozwiązać problemy. Zamiast tego próbowałam uciec i się wycofać, a nawet myślałam o rezygnacji i o zdradzeniu Boga. Nie miałam w ogóle żadnej postawy! Kościół rzeczywiście mierzył się z różnego rodzaju trudnościami po masowych aresztowaniach, ale była to dla mnie wspaniała okazja, by nauczyć się polegać na Bogu i wzrastać w życiu pod Jego przewodnictwem. Czytanie słów Bożych dało mi wiarę i stałam się gotowa polegać na Bogu, by rozwiązać te trudności, więc pomodliłam się do Niego, wyrażając chęć współpracy. Następnie zreorganizowaliśmy listę kandydatów na przywódców i pracowników. Zajęliśmy się trudnościami i problemami tych braci i sióstr, omawiając prawdę, aby pomóc w ich rozwiązaniu, i szybko wybraliśmy odpowiednie osoby do pracy w kościele. Prawie wszyscy bracia i siostry mogli potem otrzymywać najnowsze słowa Boże i uczestniczyć w życiu kościelnym. Naprawdę dostrzegłam Boże przewodnictwo w tej praktycznej współpracy, a moja wiara wzrosła!

Zastanawiałam się wtedy: „Dlaczego chcę zrezygnować, ilekroć napotykam trudności? Jaka jest główna przyczyna tego problemu?”. Poszukując odpowiedzi, przeczytałam dwa fragmenty słów Bożych: „Przez wiele lat sposób myślenia, na którym ludzie polegali, aby przetrwać, wyniszczał ich serca do tego stopnia, że stali się zdradliwi, tchórzliwi i podli. Nie tylko nie posiadają siły woli ani determinacji, ale też stali się chciwi, aroganccy i samowolni. Zupełnie brak im determinacji, by przekroczyć samych siebie, a jeszcze bardziej brak im choćby krzty odwagi, by zrzucić z siebie ograniczenia będące wynikiem tych mrocznych wpływów. Myśli i życia ludzi są tak dalece przegniłe, że ich poglądy kryjące się za ich wiarą w Boga pozostają wciąż nieznośnie wręcz odrażające i są zwyczajnie obraźliwe dla ludzkiego ucha. Wszyscy ludzie są tchórzliwi, bezsilni, godni pogardy i krusi. Nie czują odrazy do mocy ciemności ani nie kochają światła i prawdy. Zamiast tego robią, co w ich mocy, aby się ich pozbyć(Dlaczego nie chcesz być przeciwwagą? w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). „Fałszywi przywódcy nie wykonują prawdziwej pracy, ale wiedzą, jak się zachowywać jak urzędnicy. Jaka jest pierwsza rzecz, którą taki człowiek robi, gdy zostanie przywódcą? Stara się wkupić w łaski ludzi. Przyjmuje podejście »Nowi urzędnicy pragną zrobić wrażenie«: najpierw robi kilka rzeczy, zabiegając o względy ludzi, załatwia kilka spraw, które ułatwiają wszystkim codzienne życie. Na początku stara się wywrzeć dobre wrażenie, pokazać wszystkim, że żyje w harmonii z tłumem, aby wszyscy go chwalili i mówili: »Ten przywódca jest dla nas jak ojciec«. Następnie zaś oficjalnie przejmuje ster. Czuje, że ma szerokie poparcie, i zapewnił sobie odpowiednią pozycję; wówczas zaś zaczyna korzystać z przywilejów, jakie daje mu status, jakby mu się słusznie należały. Jego dewizy to: »W życiu chodzi tylko o to, by dobrze zjeść i ładnie się ubrać«, »Życie jest krótkie, więc korzystaj z niego, póki możesz« i »Nie troszcz się dzisiaj o dzień jutrzejszy«. Czerpie przyjemność z każdego kolejnego dnia, stara się bawić, póki może, i nie myśli o przyszłości, a tym bardziej nie zastanawia się, jaką odpowiedzialność powinien ponosić przywódca i jakie obowiązki powinien wykonywać. Wygłasza kilka słów i doktryn oraz rutynowo wykonuje niektóre zadania dla zachowania pozorów, ale nie wykonuje żadnej konkretnej pracy. Nie wydobywa na światło dzienne realnych problemów w kościele i nie rozwiązuje ich do końca, więc jaki sens ma podejmowanie przez niego takich powierzchownych zadań? Czy nie jest to oszustwo? Czy takiemu fałszywemu przywódcy można powierzyć ważne zadania? Czy spełnia on kryteria i jest zgodny z zasadami domu Bożego dotyczącymi wyboru przywódców i pracowników? (Nie). Tacy ludzie zupełnie nie mają sumienia ani rozumu, są pozbawieni jakiegokolwiek poczucia odpowiedzialności, a mimo to chcą zajmować jakieś oficjalne stanowisko, być przywódcą w kościele – jak to się dzieje, że są tak bezwstydni? Niektórzy ludzie są obdarzeni poczuciem odpowiedzialności, lecz mają słaby charakter, a wtedy nie mogą być przywódcami – nie wspominając już o bezużytecznych osobach, które w ogóle nie mają poczucia odpowiedzialności i jeszcze mniej się nadają na przywódców(Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników (8), w: Słowo, t. 5, Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników). Rozważając słowa Boże, zrozumiałam, że główną przyczyną mojego wycofywania się i rezygnowania w obliczu trudności był mój strach przed cierpieniem ciała. Zostałam zatruta szatańskimi truciznami, takimi jak „Każdy myśli tylko o sobie, a diabeł łapie ostatniego” oraz „Żyj każdym dniem dla przyjemności, bo życie jest krótkie”. Uważałam, że ludzie powinni żyć po to, by cieszyć się cielesnymi wygodami, i nie powinni zbytnio cierpieć, oraz że cierpienie i harówka przez cały dzień to po prostu zbyt wielka udręka. Dlatego nie chciałam cierpieć ani płacić ceny w niczym, co robiłam. Na przykład, kiedy pracowałam w fabryce, czułam, że praca jest zbyt męcząca i wiąże się ze zbyt wielkim cierpieniem, więc po prostu otworzyłam własny sklep. W ten sposób mogłam odpoczywać, kiedy tylko chciałam, i prowadzić zrelaksowane, bezstresowe życie. Nadal taka byłam po tym, jak uwierzyłam w Boga. Ilekroć pojawiało się trudne zadanie lub coś, co wymagało dłuższego zastanowienia, czekałam, aż brat, z którym współpracowałam, zacznie to robić, a ja po prostu podążałam za nim. Tym razem kościół dotknęły masowe aresztowania, a wybór nowych przywódców i pracowników był sprawą najwyższej wagi. Powinnam była znaleźć sposób, by wybrać ich jak najszybciej, aby praca kościoła mogła funkcjonować normalnie. Ale nie chciałam cierpieć bardziej ani płacić wyższej ceny, więc odkładałam sprawy na później, unikałam trudności i poddałam się, co w efekcie opóźniło pracę. Zrozumiałam, że życie według szatańskich trucizn uczyniło mnie niezwykle samolubną i godną pogardy. Bez względu na to, jak ważna lub pilna była praca domu Bożego, myślałam tylko o tym, by nie przysparzać sobie cierpienia. Dbałam tylko o własne cielesne wygody i w ogóle nie zważałam na intencje Boga. Nie brałam też pod uwagę pracy domu Bożego ani wejścia w życie moich braci i sióstr. Nie miałam w ogóle sumienia ani rozumu! Byłam przywódczynią, ale nie wykonywałam rzeczywistej pracy, co skutkowało tym, że moi bracia i siostry nie mogli uczestniczyć w życiu kościelnym. Czyż nie byłam fałszywą przywódczynią? Bezużyteczną osobą? Uświadomiwszy to sobie, głęboko siebie znienawidziłam. Pomodliłam się do Boga, abym już dłużej nie żyła według tych szatańskich trucizn.

Później zastanawiałam się, jak powinnam praktykować, gdy znów napotkam trudności. Pewnego dnia przeczytałam następujące słowa Boże: „Człowiek, którym posługuje się Duch Święty, w rzeczywisty sposób praktykuje to, by nie odwracać się od pracy. To znaczy, że w obliczu trudności lub problemów w pracy kościoła nie szuka on drogi ucieczki ani nie zostawia sobie żadnej otwartej furtki. Co więcej, nie staje się zniechęcony ani słaby, a tym bardziej nie narzeka. Zamiast tego aktywnie i pozytywnie stawia czoła trudnościom, na wszelkie sposoby modli się i poszukuje, a następnie oczekuje na Boże oświecenie i przewodnictwo. Wszystko to są konkretne przejawy nieodwracania się od pracy. (…) Niezależnie od tego, jaki to był okres, jakie trudności napotkał i czy warunki pozwalały na ich przezwyciężenie, człowiek, którym posługuje się Duch Święty, nigdy nie zrezygnował ani się nie wycofał, dzięki czemu po drodze zebrał obfite żniwo. Właśnie dlatego, że się nie wycofuje, lecz aktywnie i pozytywnie współpracuje, poszukuje i przychodzi przed oblicze Boga, by się modlić, bez względu na to, z jaką sytuacją się styka, w trakcie tej jego aktywnej i pozytywnej współpracy Bóg krok po kroku go oświeca, wpajając mu wiele prawd, które należy zrozumieć, zasady i metody wykonywania pracy, a także cel, jaki Bóg zamierza osiągnąć, realizując każdy aspekt dzieła, oraz znaczenie realizacji każdego z tych aspektów, tak aby człowiek ten mógł je krok po kroku zrozumieć i pojąć. Bardzo ważnym powodem, dla którego udało mu się zebrać to żniwo, jest to, że napotykając różne trudności, nigdy się nie wycofywał; zamiast tego, podobnie jak Noe, zawsze trwał na swojej pozycji od momentu przyjęcia Bożego posłannictwa – bez względu na to, jakie napotyka trudności, modli się i polega na Bogu, na wszelkie sposoby próbując je przezwyciężyć, i nigdy nie odwrócił się od pracy(Jak dążyć do prawdy (37), w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Człowiek, którym posługuje się Duch Święty, w obliczu trudności nigdy się nie poddaje. Bez względu na to, jak wielkie są trudności w pracy kościoła, on nigdy nie narzeka ani się nie zniechęca. Aktywnie modli się i poszukuje oraz próbuje wszelkich możliwych sposobów, aby rozwiązać trudności, robiąc wszystko, co w jego mocy, by zrealizować to, co leży w granicach jego możliwości. Kiedy porównałam swoje nastawienie do pracy domu Bożego z nastawieniem człowieka, którym posługuje się Duch Święty, poczułam się bardzo zawstydzona, ale też bardzo zainspirowana. Musiałam brać przykład z człowieka, którym posługuje się Duch Święty. Kiedy napotykałam trudności, nie powinnam się wycofywać ani poddawać, lecz powinnam polegać na Bogu i szukać prawdy, aby je rozwiązać.

Pod koniec września KPCh rozpoczęła kolejną falę masowych aresztowań i wielu kolejnych braci i sióstr w całym okręgu zostało zatrzymanych. W obliczu tego rzeczywistego środowiska znów znalazłam się w trudnym położeniu. Nie zdążyliśmy nawet zakończyć wyboru wszystkich nowych przywódców i pracowników na zastępstwo po ostatniej fali aresztowań, a teraz spadła na nas kolejna. Teraz znalezienie odpowiednich kandydatów na przywódców będzie jeszcze trudniejsze. Musiałabym wiele wycierpieć, aby dobrze wykonać pracę kościoła. W tym momencie uświadomiłam sobie, że znów pożądam cielesnych wygód, więc szybko pomodliłam się do Boga. Pomyślałam o Bożym omówieniu na temat człowieka, którym posługuje się Duch Święty – jak nigdy się nie wycofywał ani nie poddawał bez względu na to, jak trudna stawała się sytuacja, i wykonywał swój obowiązek ze wszystkich sił. Pomyślałam również o Noem, który przez 120 lat wytrwale budował arkę. Trudności, z jakimi się mierzył, były znacznie większe niż te w moim obowiązku. Przypomniawszy sobie te rzeczy, poczułam się bardzo zainspirowana i zyskałam determinację, by polegać na Bogu i wykonać tę pracę. Najpierw napisałam list do przywódców okręgu, aby z nimi porozmawiać, zachęcając ich, by nie poddawali się w obliczu trudności, a następnie przejrzałam listę członków kościoła w poszukiwaniu kandydatów na przywódców. Kiedy napotykałam trudności, aktywnie stawiałam im czoła, modliłam się do Boga i poszukiwałam Jego woli, a także omawiałam prawdę z braćmi i siostrami, którzy ją rozumieli. Trudności były rozwiązywane jedna po drugiej, a kilka dni później znaleźliśmy kilka odpowiednich osób. Dzięki temu okresowi doświadczeń nauczyłam się w obliczu trudności polegać na Bogu, a także zyskałam pewne zrozumienie mojego zepsutego usposobienia, polegającego na byciu samolubną i godną pogardy i na tym, że pławię się w cielesnych wygodach. Znalazłam również pewne właściwe ścieżki praktyki, aby dobrze wykonywać swój obowiązek. Były to korzyści, których nie mogłabym osiągnąć w wygodnym środowisku. Dzięki Bogu!

W miarę jak katastrofy wciąż się nasilają, coraz więcej ludzi zaczyna zdawać sobie sprawę, że proroctwa biblijne to nie bajki dla dzieci, lecz rzeczywistość rozgrywająca się na naszych oczach. Nikt nie wie, co nadejdzie najpierw: jutrzejszy dzień czy nieoczekiwana katastrofa. Jeśli chcesz wraz z rodziną powitać powrót Pana i znaleźć bezpieczeństwo pod Bożą ochroną, kliknij WhatsAppa lub Messengera, aby dołączyć do naszej grupy studyjnej. Nie odkładaj tego do jutra.

Powiązane treści

Nauka płynąca z krytyki

Autorstwa Song Yu, Holandia W maju tego roku siostra doniosła mi, że siostra Lu powiedziała jej, że co najmniej trzech przywódców to...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze