Nie wykonuję już swoich obowiązków z przesadną ostrożnością
W maju 2024 roku otrzymałam list ze zgłoszeniem. Dotyczyło ono siostry Wang Yi, z którą wcześniej współpracowałam. Weryfikacja wykazała, że w czasie, gdy Wang Yi pełniła obowiązki przywódczyni, była arogancka i zadufana w sobie. Awansowała kilkoro złych ludzi i niedowiarków i posługiwała się nimi w pracy kościoła i nie słuchała, gdy inni jej to odradzali, wyrządzając poważne szkody w pracy kościoła. W końcu została zwolniona i odizolowana, by mogła zastanowić się nad sobą. Widząc, co spotkało Wang Yi, byłam głęboko zaniepokojona. Czułam, że bycie przywódcą jest naprawdę niebezpieczne; nigdy nie wiesz, kiedy możesz uczynić zło i zostać zdemaskowaną oraz wyeliminowaną. Pod koniec września otrzymałam list od moich przywódców z prośbą, bym tymczasowo podjęła pracę w kościele, za który wcześniej odpowiedzialna była Wang Yi. Pomyślałam sobie: „Moje wejście w życie jest słabe, a moje usposobienie również jest dość aroganckie. Jeśli nie będę dobrze wykonywać tej pracy, to czy ja też zostanę zdemaskowana i wyeliminowana?”. Wiedziałam, że te obowiązki przypadły mi za przyzwoleniem Boga i że odmowa nie byłaby zgodna z Jego intencją. Ale bałam się, że jeśli je przyjmę, zostanę zdemaskowana. Czułam się bardzo rozdarta, ale w końcu niechętnie się zgodziłam.
Potem zaczęłam pracować w tym kościele. Po pewnym czasie odkryłam, że kierownik techniczny nie dźwigał brzemienia swoich obowiązków, był stale leniwy i nieodpowiedzialny i należało go jak najszybciej zwolnić. Rozważałam wtedy awansowanie Xincheng, by przeszkoliła się w wykonywaniu obowiązków kierowniczki. Na podstawie ocen braci i sióstr widziałam, że Xincheng dźwiga brzemię swoich obowiązków i ma umiejętności w tej dziedzinie, więc można by ją zaangażować na okres próbny. Ale moja partnerka, siostra Lin Hui, powiedziała, że rodzina Xincheng prześladuje ją za wiarę w Boga, i martwiła się, że zrobienie z niej kierowniczki stworzy ryzyko. Po zbadaniu jej sytuacji dowiedziałam się, że kiedy Xincheng dopiero zaczynała wierzyć w Boga, mąż ją prześladował, ale minęło kilka lat i teraz jej mąż nic nie mówił. Powiedziałam więc Lin Hui, że w tej chwili nie ma nikogo innego odpowiedniego i że Xincheng mogłaby wykonywać tę pracę, podczas gdy my byśmy ją obserwowały, ale Lin Hui nadal się nie zgadzała. Pomyślałam sobie: „Dopiero co tu przybyłam, by wykonywać te obowiązki, więc nie znam członków kościoła tak dobrze jak Lin Hui. Poza tym jej postawa jest dość stanowcza. A co by było, gdybym uparła się przy zaangażowaniu Xincheng, a jej mąż zacząłby ją prześladować i sprowadził niebezpieczeństwo na kościół? Czy nie musiałabym ponieść za to odpowiedzialności? Czy bracia i siostry nie powiedzieliby wtedy, że jestem arogancka i zadufana w sobie, bo nie słucham opinii innych? To byłby z mojej strony zły uczynek”. Na tę myśl nic już więcej nie powiedziałam. W rezultacie postępy w pracy uległy opóźnieniu, ponieważ kierownik techniczny nie został zwolniony w odpowiednim czasie. Ponadto w ramach pracy nad szkoleniem ludzi zauważyłam, że kaznodziejka Li Yan ma pewien potencjał i potrafi przyjąć prawdę. Jednak jej wejście w życie było płytkie i nie rozumiała różnych zasad. Mimo to czułam, że mogłaby wykonać trochę realnej pracy, gdyby je zrozumiała, więc planowałam ją szkolić. Ale później niektórzy skomentowali, że Li Yan jest dość fałszywa, że nie składała raportów z pracy, z której należało je składać, a nawet twierdziła, że nie wie, jak to zrobić. Po spotkaniu z nią w celu zrozumienia sytuacji, zdałam sobie sprawę, że to nie tak, że nie składała raportów i że jest fałszywa; po prostu miała mało doświadczenia i nie wiedziała, jak wykonywać tę pracę. Wtedy pomyślałam: „Bracia i siostry nie traktują Li Yan właściwie; oceniają tylko po pozorach. Powinnam omówić z nimi zasady właściwego traktowania ludzi”. Ale potem naszła mnie inna myśl: „Skoro wszyscy bracia i siostry tak mówią, to jeśli nadal będę upierać się przy swoim zdaniu, czy nie powiedzą, że jestem taka jak Wang Yi – że nie słucham sugestii innych i podejmuję samowolne decyzje odnośnie do szkolenia ludzi? Lepiej nie będę się wychylać. Po prostu poobserwuję ją przez jakiś czas i zobaczę, co się wydarzy”. Postanowiłam więc nie szkolić Li Yan. Kiedy moi przywódcy napisali, by zapytać o sytuację związaną ze szkoleniem ludzi, pomyślałam: „A co, jeśli polecę Li Yan, a ona później zostanie zdemaskowana? Czy przywódcy nie powiedzą, że moje usposobienie jest aroganckie i że nie przyjmuję odmiennych opinii od braci i sióstr? Ale jeśli nie będę nikogo szkolić, przywódcy powiedzą, że nie wykonuję żadnej realnej pracy. Lepiej po prostu powiem przywódcom, że nie potrafię jej jednoznacznie ocenić. W ten sposób, nawet jeśli Li Yan zostanie później zdemaskowana, nie będzie to tylko moja odpowiedzialność”. Kiedy więc odpisałam przywódcom, w jednej chwili twierdziłam, że Li Yan można szkolić, a w następnej mówiłam, że nie potrafię jej jednoznacznie ocenić, nie wyrażając jasnego stanowiska. Potem nadal nie szkoliłam Li Yan. Ponieważ zawsze wykonywałam swoje obowiązki z przesadną ostrożnością i bałam się, że będę musiała ponieść odpowiedzialność, jeśli zmiany personalne okażą się niewłaściwe, wciąż zwlekałam i nie śmiałam podjąć ostatecznej decyzji. W rezultacie niektóre prace posuwały się powoli z powodu braku personelu. Zdałam sobie sprawę, że mój stan jest niewłaściwy, więc pomodliłam się do Boga: „Boże, wykonuję teraz swoje obowiązki w bardzo bierny sposób i zawsze jestem przesadnie ostrożna. Czuję w sercu wielki ból. Proszę, poprowadź mnie, abym zrozumiała własne problemy”.
Później moi przywódcy napisali z pytaniem: „Dlaczego postępy w szkoleniu ludzi są tak powolne? Widzimy, że jesteś bardzo bierna przy wykonywaniu swoich obowiązków, i nie znamy powodu”. Opowiedziałam przywódcom o swoim stanie, a oni przysłali mi fragment słów Bożych: „Niektórzy ludzie wierzą w Boga od kilku lat, lecz nie rozumieją ani trochę prawdy. Ich poglądy pozostają takie same, jak poglądy niewierzących. Widząc, jak fałszywy przywódca lub antychryst zostaje zdemaskowany i wyeliminowany, myślą sobie: »Gdy jesteś wierzący i podążasz za Bogiem, życie przed obliczem Boga przypomina stąpanie po kruchym lodzie! Jak spacer po linie!«. Inni zaś mówią: »Bycie przywódcą lub pracownikiem oraz służenie Bogu jest ryzykowne. Jak mówi to porzekadło: „Bycie blisko króla jest równie niebezpieczne jak leżenie obok tygrysa”. Jeśli zrobisz lub powiesz coś nieodpowiedniego, to obrazisz usposobienie Boga, zostaniesz wyeliminowany i ukarany!«. Czy te uwagi są trafne? »Stąpanie po kruchym lodzie« i »spacer po linie« – co te wyrażenia oznaczają? Oznaczają one, że sytuacja jest bardzo niebezpieczna – że człowiek będzie stawał w obliczu zagrożenia na każdym kroku i przy odrobinie nieostrożności może stracić grunt pod nogami. »Bycie blisko króla jest równie niebezpieczne jak leżenie obok tygrysa« – to powiedzenie jest popularne wśród niewierzących. Oznacza ono, że niebezpiecznie jest żyć w obecności króla diabła. Jeśli ktoś odnosi to powiedzenie do służenia Bogu, to gdzie popełnia błąd? Porównanie diabła do Boga, do Stwórcy – czy nie jest to bluźnierstwo przeciwko Bogu? To poważny problem. Bóg jest Bogiem sprawiedliwym i świętym; to, że człowiekowi należy się kara za opieranie się Bogu i za wrogość wobec Niego, jest całkowicie naturalne i uzasadnione. Szatan i diabły nie mają ani krztyny prawdy; są plugawi i niegodziwi, zarzynają niewiniątka i pożerają ludzi dobrych. Jak można ich stawiać w jednym rzędzie z Bogiem? Czemu ludzie przeinaczają fakty i zniesławiają Boga? To jest kolosalne bluźnierstwo przeciwko Bogu! Kiedy ludzie, którzy często są zniechęceni i nie wykonują szczerze swoich obowiązków, są przycinani, obawiają się, że zostaną wyeliminowani, i zwykli myśleć sobie tak: »Wiara w Boga naprawdę przypomina stąpanie po kruchym lodzie! Gdy tylko zrobisz coś nie tak, zaraz cię przytną; gdy tylko zostaniesz uznany za fałszywego przywódcę lub antychrysta, zostaniesz zwolniony i wyeliminowany. W domu Bożym nie jest niczym niezwykłym, że Bóg się gniewa, a kiedy ludzie zrobią kilka złych rzeczy, są eliminowani jednym słowem. Nie daje się im nawet szansy na okazanie skruchy«. Czy rzeczywiście tak jest? Czy dom Boży naprawdę nie daje ludziom szansy na okazanie skruchy? (To nieprawda). Ci źli ludzie i antychryści są eliminowani tylko dlatego, że popełnili różnorakie złe uczynki i ich przycięto, a jednak mimo wielokrotnych napomnień nie zmieniają swego postępowania. Jaki jest problem w tym, że ludzie tak myślą? Oni po prostu przedstawiają zwodnicze usprawiedliwienia swojego postępowania. Nie dążą do prawdy ani nie wykonują pracy należycie, a ponieważ boją się, że zostaną usunięci i wyeliminowani, gorzko się uskarżają i rozsiewają pojęcia. Najwyraźniej mają oni marne człowieczeństwo i często są niedbali, pracują niechętnie i opieszale. Obawiają się zdemaskowania i wyeliminowania, więc całą winę zrzucają na kościół i na Boga. Jaka jest tego natura? Jest to osądzanie Boga, narzekanie na Niego i opieranie się Mu. Są to stwierdzenia w oczywisty sposób fałszywe i całkowicie absurdalne. Fakt, że ci ludzie mogą wygadywać takie rzeczy, jest dowodem na to, że pomimo wieloletniej wiary w Boga w ogóle nigdy nie dążyli do prawdy. Tylko to może być powodem tego, że zniżyli się do poziomu osądzania Boga, sprzeciwiania się Bogu i bluźnienia Mu” (Wolność i wyzwolenie można zyskać tylko przez odrzucenie skażonych skłonności, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Surowe obnażenie przez Boga przeszyło moje serce i było dla mnie bardzo bolesne. Wróciłam myślami do momentu, gdy widziałam, jak Wang Yi zostaje zwolniona za to, że była arogancka, upierała się przy swoim zdaniu, wybierała ludzi wbrew zasadom oraz zakłócała i zaburzała pracę kościoła. Sprawiło to, że poczułam, iż to właśnie wykonywanie obowiązków przywódczyni doprowadziło ją do popełnienia tych złych uczynków. Myślałam wtedy, że w przyszłości nigdy nie powinnam zostać przywódczynią; gdybym uczyniła zło, nie miałabym szans na zbawienie. Kiedy przełożeni poprosili mnie o przejęcie kierownictwa nad pracą kościoła, z pozoru się zgodziłam, ale w głębi serca miałam się na baczności. Czułam, że bycie przywódczynią to niebezpieczne zajęcie, i bałam się, że popełnię błąd, a potem zostanę zdemaskowana i zwolniona. Wyraźnie widziałam, że kierownik techniczny nieodpowiedzialnie podchodzi do swoich obowiązków i trzeba go pilnie zwolnić. Po rozważeniu wszystkiego uznałam, że Xincheng jest odpowiednią kandydatką, i chciałam ją awansować oraz szkolić. Ale kiedy usłyszałam, że moja partnerka nie zgadza się na zaangażowanie Xincheng, nie próbowałam dalej o tym dyskutować, bo bałam się, że powie, iż upieram się przy swoim zdaniu. Bałam się również, że mąż Xincheng znów zacznie ją prześladować, a ja będę musiała ponieść odpowiedzialność, jeśli sprowadzi to kłopoty na kościół. Dlatego nie wymieniłam kierownika w odpowiednim czasie, co opóźniło postępy w pracy. Chciałam też szkolić Li Yan, ale kiedy usłyszałam, że niektórzy bracia i siostry mają o niej złą opinię, to chociaż wiedziałam, że powinnam omówić z nimi zasady sprawiedliwego traktowania ludzi, bałam się, że powiedzą, iż jestem arogancka i nie słucham innych, więc nie śmiałam nalegać. Ponieważ byłam tak bojaźliwa i niezdecydowana, wykonując swój obowiązek, i nie śmiałam zająć stanowiska, ludzie nie byli szkoleni na czas, co hamowało pracę kościoła. Ze słów Bożych zrozumiałam, że wszystkie te moje myśli wynikały z tego, iż miałam się na baczności przed Bogiem. Królowie tego świata nie są uczciwi ani sprawiedliwi; gdy tylko odkryją, że ktoś zrobił coś źle lub lekko ich rozzłościł, dręczą go. Traktowałam Boga tak samo jak świeckiego króla, który pociąga ludzi do odpowiedzialności oraz zwalnia ich i eliminuje, gdy tylko popełnią błąd. To było poważne bluźnierstwo przeciwko Bogu! Kiedy o tym pomyślałam, zrozumiałam, że porażka Wang Yi wynikała głównie z tego, że miała aroganckie usposobienie. Obowiązki wykonywała samowolnie, nie słuchała nawet wtedy, gdy bracia i siostry jej doradzali, i wyjątkowo upierała się przy swoim zdaniu. Przyniosło to szkody w pracy i dlatego została zwolniona. To nie było tak, że została wyeliminowana za popełnienie jednego błędu. Nie patrzyłam na kontekst ani na bieg wydarzeń, a jedynie oceniałam po pozorach, wmawiając sobie, że została zdemaskowana, ponieważ wykonywała obowiązki przywódczyni. Naprawdę robiłam z czarnego białe i nie potrafiłam odróżnić tego, co słuszne, od tego, co niesłuszne! Szybko się pomodliłam: „Boże, ponieważ nie znam Twojego sprawiedliwego usposobienia, zawsze jestem podejrzliwa i mam się na baczności, wykonując swój obowiązek. Moje myśli i to, co przejawiam, są bluźnierstwem przeciwko Tobie, a także hamują pracę kościoła. Dobry Boże, proszę, poprowadź mnie, abym poznała własne skażone usposobienie”.
Potem zaczęłam się zastanawiać. Jakie skażone usposobienie sprawiało, że miałam się w ten sposób na baczności przed Bogiem? Pewnego dnia przeczytałam fragment słów Bożych: „Ludzie muszą podchodzić do swoich obowiązków i do Boga ze szczerym sercem. Ci, którzy boją się Boga, powinni być w stanie to zrobić. Jaką postawę wobec Boga prezentują ludzie szczerego serca? Przynajmniej mają bogobojne serca. Mają serca podporządkowane we wszystkim Bogu, to znaczy, nie proszą o błogosławieństwa ani nieszczęścia, nie stawiają warunków i zdają się na łaskę Bożych rozporządzeń. Są to ludzie o szczerych sercach. Ci, którzy zawsze wątpią w Boga, ciągle Go analizują, wiecznie próbują zawierać z Nim układy – czy to są ludzie o szczerych sercach? (Nie). Co się znajduje w sercach takich ludzi? Fałsz i niegodziwość; wiecznie analizują. A co analizują? (Stosunek Boga do ludzi). Przez cały czas analizują stosunek Boga do ludzi. Na czym polega problem? I dlaczego to robią? Bo to dotyczy ich żywotnych interesów. W głębi serca myślą: »Bóg przygotował dla mnie tę okoliczność, On sprawił, że to mi się przydarzyło. Dlaczego to zrobił? Innym ludziom się to nie przydarzyło – dlaczego musiało się przytrafić właśnie mnie? I jakie będą tego konsekwencje?«. To są rzeczy, które analizują – analizują swoje zyski i straty, błogosławieństwa i nieszczęścia. A czy analizując te sprawy, są w stanie praktykować prawdę? Czy mogą przy tym podporządkować się Bogu? Nie mogą. Jaka jest natura rzeczy, o których myślą w głębi serca? Wszystkie one koncentrują się na ich własnych interesach i na zapewnianiu sobie korzyści. (…) Co się dzieje, gdy ludzie biorą pod uwagę tylko własne perspektywy, los i interesy? Nie będzie im łatwo podporządkować się Bogu; nawet jeśli będą chcieli, nie będą w stanie tego zrobić. Każdy, kto przywiązuje szczególną wagę do własnych perspektyw, losu i interesów, zawsze bada, czy dzieło Boże jest korzystne dla jego perspektyw, dla jego losu i dla uzyskania przez niego błogosławieństw. Jaka jest ostatecznie konsekwencja tego całego ich badania? Może być tylko taka, że skoro dzieło Boże nie jest zgodne z ich pojęciami, często skarżą się na Boga, buntują się przeciwko Bogu i sprzeciwiają się Bogu. Nawet jeśli nadal potrafią trwać przy wykonywaniu swojego obowiązku, robią to niedbale i z negatywnym nastawieniem; w sercach ciągle myślą o tym, jak skorzystać i nie ponieść żadnej straty. Wykonywanie obowiązku z takimi intencjami równa się próbie wchodzenia w układy z Bogiem. Na jakie usposobienie to wskazuje? Jest to fałsz, jest to niegodziwe usposobienie. Nie jest to zwykłe skażone usposobienie – eskalowało ono do poziomu niegodziwości. Żywienie tego rodzaju niegodziwego usposobienia w sercu jest walką z Bogiem! Powinniście przejrzeć ten problem. Jeśli ktoś zawsze bada Boga i wykonuje swój obowiązek z podejściem transakcyjnym, czy będzie w stanie wypełnić swój obowiązek? Absolutnie nie. Nie czczą Boga sercem i uczciwością i nie traktują swojego obowiązku uczciwie. Wykonując swój obowiązek, po prostu przypatrują się i obserwują, zawsze się oszczędzając. Jaka jest tego konsekwencja? Bóg w nich nie działa – mają zamęt w głowie i są zdezorientowani, nie rozumieją, czym są prawdozasady, i zawsze postępują zgodnie z własną wolą, nieustannie popełniając błędy” (Tylko poszukując prawdozasad można dobrze wykonywać swój obowiązek, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). To, co obnażyły słowa Boże, uświadomiło mi, jak niezwykle samolubna i godna pogardy byłam. Pomyślałam o tym, jak od momentu, gdy zajęłam się listem ze zgłoszeniem na Wang Yi, żywiłam w sercu pojęcia o Bogu i czułam, że Wang Yi została zdemaskowana wyłącznie z powodu wykonywania obowiązków przywódczyni. Mając ten niedorzeczny pogląd, wykonywałam swoje obowiązki bojaźliwie i z brakiem zdecydowania. Wyraźnie widziałam, że nieodpowiedni personel należy na czas zwolnić, i znalazłam też ludzi, których można by szkolić. Ale kiedy słyszałam odmienne opinie, martwiłam się, że jeśli podejmę złą decyzję, będę musiała ponieść odpowiedzialność. Dlatego zwlekałam z zajęciem stanowiska, woląc pozwolić, by praca kościoła była hamowana, niż niezwłocznie dokonać zmian personalnych, przez co wstrzymywałam postępy w pracy. Brałam pod uwagę tylko własny wynik i własne przeznaczenie, w ogóle nie myśląc o pracy kościoła. Bóg wywyższył mnie, powierzając mi tak ważny obowiązek, abym mogła prowadzić braci i siostry w doświadczaniu Jego słów i praktykowaniu prawdy, a także znajdować odpowiednich ludzi do wykonywania różnych obowiązków. Ale ja myślałam tylko o własnych interesach, byłam pełna podejrzeń wobec Boga i tak przesadnie ostrożna, że nie śmiałam wyrazić swojego zdania. W ogóle nie wywiązywałam się ze swojej odpowiedzialności. Ludzie o szczerym sercu podchodzą do swoich obowiązków z całkowitym oddaniem. Myślą o tym, jak chronić interesy domu Bożego, i mogą zyskać Boże przewodnictwo w swoich obowiązkach. Tymczasem ja zawsze martwiłam się, że zaangażowanie niewłaściwej osoby doprowadzi do tego, iż zostanę zdemaskowana i wyeliminowana. Myślałam tylko o tym, jak chronić własne interesy. Przystępowanie do obowiązków z takim nastawieniem sprawiało, że nie mogłam otrzymać Bożego przewodnictwa i błogosławieństw.
Później zastanawiać się nad tym, dlaczego zawsze przesadnie ostrożna przy wykonywaniu swoich obowiązków, bojąc się, że wyrażenie odmiennej opinii sprawi, iż ludzie powiedzą, że jestem arogancka i zadufana w sobie. Jaka jest zatem różnica między byciem arogancką i zadufaną w sobie a trzymaniem się zasad? Poszukując odpowiedzi, przeczytałam słowa Boże: „Są ludzie, którzy swoimi działaniami często naruszają zasady i nie akceptują przycinania. W głębi duszy dobrze wiedzą, że rzeczy, które mówią inni, są zgodne z prawdą, ale ich nie akceptują. Tacy ludzie są tak aroganccy i zadufani w sobie! Dlaczego mówię, że są aroganccy? W swojej odmowie przyjęcia przycinania są oporni, a czyż opór nie jest arogancją? Myślą, że radzą sobie dobrze, i nie uważają, by postępowali niewłaściwie, co oznacza, że nie znają samych siebie i są aroganccy” (Arogancka natura człowieka jest źródłem jego oporu wobec Boga, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). „Jeśli więc w trakcie wykonywania twoich obowiązków nadejdzie czas, gdy opinie wszystkich będą podzielone, jak powinieneś praktykować? Czy nieustanne spieranie się o to rozwiąże problem? (Nie). Jak zatem powinieneś rozwiązać tę kwestię? W tej sytuacji osoba, która rozumie prawdę, powinna wystąpić, aby rozwiązać problem, najpierw jasno go przedstawiając i pozwalając obu stronom się wypowiedzieć. Następnie wszyscy mają wspólnie szukać prawdy, a gdy już pomodlą się do Boga, powinni omówić odpowiednie prawdy zawarte w słowach Bożych. Po omówieniu prawdozasad i uzyskaniu jasności obie strony będą umiały się podporządkować. Każdy musi się nauczyć, jak podporządkowywać się prawdzie. (…) Posiadanie nieustępliwej, stanowczej postawy podczas ochrony interesów domu Bożego jest przejawem zajmowania twardego stanowiska i trzymania się zasad, a Bóg to aprobuje. Nawet jeśli inni uważają, że sposób mówienia lub nastawienie takiej osoby stanowią problem, w rzeczywistości nie jest to żaden problem; jest to przejaw posiadania prawdorzeczywistości. Niektórzy ludzie, którzy nie mają duchowego zrozumienia i kierują się ukrytymi motywami, będą próbowali to wykorzystać, ale w ogóle nie wiąże się to z przejawem zepsutego usposobienia. Pamiętaj, że trzymanie się prawdozasad jest najważniejsze. Jeśli ktoś nie trzyma się prawdozasad, to bez względu na to, jak miłe dla ucha są jego słowa, jest on hipokrytą” (Praktykowanie prawdy jest jedynym sposobem na zyskanie wejścia w życie, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boże pomogły mi zrozumieć różnicę między byciem arogancką i zadufaną w sobie a trzymaniem się zasad: Arogancja i zadufanie w sobie oznaczają, że kiedy twoje działania wyraźnie naruszają zasady, nadal upierasz się przy swoim zdaniu i nie chcesz zaakceptować tego, że inni wytykają ci problemy lub cię przycinają, a zamiast tego po prostu wierzysz, że masz rację. Ale naleganie na zrobienie czegoś po tym, jak szukało się prawdy i upewniło się, że jest to zgodne z zasadami – to jest trzymanie się zasad i jest to zgodne z intencją Boga. Dostrzegłam, że Xincheng dźwigała brzemię swoich obowiązków i rozumiała kwestie techniczne, co czyniło ją odpowiednią na stanowisko kierowniczki technicznej. Moja partnerka martwiła się sytuacją w domu Xincheng i nie chciała jej awansować. Powinnam była szukać prawdy razem z moją partnerką, aby upewnić się, że awansujemy i angażujemy ludzi zgodnie z zasadami, tak by nie ucierpiała na tym praca kościoła. Widziałam, że Li Yan mogłaby być szkolona i przyuczana, ale ponieważ bracia i siostry nie rozumieli zasad, oceniali ją po pozorach i ich ocena nie była obiektywna. Powinnam była ich poprowadzić, by patrzyli na ludzi zgodnie ze słowami Bożymi, ale bałam się, że powiedzą, iż jestem arogancka i upieram się przy swoim zdaniu, więc zrezygnowałam z jej szkolenia. Zdałam sobie sprawę, jak absurdalne było w moje pojmowanie; nie potrafiłam nawet odróżnić bycia arogancką i zadufaną w sobie od trzymania się zasad. Traktowałam rozwiązywanie problemów zgodnie z zasadami jako arogancję, w rezultacie czego nie śmiałam wyrażać swojego zdania ani trzymać się zasad, co hamowało pracę kościoła. Jednocześnie znalazłam w słowach Bożych ścieżkę praktykowania: w obliczu odmiennych poglądów lub opinii podczas wykonywania swoich obowiązków powinnam otwarcie przedstawić problem, aby wszyscy mogli wspólnie szukać prawdy w celu jego rozwiązania. Kiedy to zrozumiałam, natychmiast poczułam ulgę.
Później pomyślałam o słowach Bożych i moja ścieżka w zakresie awansowania i szkolenia ludzi stała się jaśniejsza. Bóg mówi: „Jeśli chodzi o pewne utalentowane jednostki, w sytuacjach, w których nikt nie jest w stanie dogłębnie ich przejrzeć ani w pełni zrozumieć, można je wstępnie awansować i posłużyć się nimi stosownie do potrzeb dzieła kościoła. Nie powodujcie opóźnień w pracy i nie odwlekajcie kształcenia ludzi; to ma kluczowe znaczenie. Niektórzy pytają: »A co, jeśli się nimi posłużymy, a oni spartaczą swoje zadanie? Kto jest wówczas za to odpowiedzialny?«. Czy, kiedy kogoś zatrudniasz, jest tak, jakbyś umieścił go na bezludnej wyspie, tak że nikt nie ma możliwości się z nim skontaktować? Czy naprawdę nie ma wokół niego wielu innych osób, zajmujących się konkretnymi zadaniami? Są sposoby, aby rozwiązać wszystkie te kwestie, a mianowicie nadzór, obserwacja i próby zrozumienia takiej osoby, a jeśli warunki na to pozwalają, poznanie jej poprzez bliski kontakt. Na czym dokładnie polega bliski kontakt? Polega on na współpracy z takim człowiekiem. Proces takiej współpracy jest zarazem procesem poznawania danej osoby. Czyż bowiem poprzez tego rodzaju kontakt nie będziesz stopniowo dochodził do zrozumienia tego człowieka? Jeżeli masz możliwość nawiązania takiego kontaktu, ale tego nie zrobisz i po prostu przeprowadzisz rozmowę telefoniczną, aby zadać mu kilka pytań, i na tym poprzestaniesz, to nie będziesz w stanie go zrozumieć. Aby rozwiązywać problemy, musisz nawiązać kontakt z tymi osobami, z którymi jesteś w stanie to zrobić. Dlatego też przywódcy i pracownicy nie mogą być leniwi przy pracy. Jeśli więc chcesz kogoś poobserwować i zrozumieć, jak powinieneś to zrobić? (Nawiązując z nim kontakt). Czyż nie tak? Kluczowe jest to, by wkładać w to całe swoje serce!” (Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników (7), w: Słowo, t. 5, Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników). Słowa Boże pomogły mi zrozumieć, że nikt nie może zagwarantować absolutnej trafności przy wyborze personelu. Wystarczy, jeśli tylko twój wybór jest zgodny z zasadami w danym momencie, spełnia wymagania dotyczące szkolenia i angażowania zgodnie z potrzebami pracy oraz jest dla niej korzystny. Po późniejszej obserwacji odpowiednie osoby mogą potem dalej pełnić swoją rolę, podczas gdy nieodpowiednie mogą zostać przydzielone do innych obowiązków lub zwolnione. Takie praktykowanie jest korzystne dla pracy kościoła. Jeśli ktoś, kto został awansowany i był szkolony, zostanie później zdemaskowany jako osoba nieodpowiednia, dom Boży nie pociągnie cię do odpowiedzialności; w końcu nikt nie potrafi przejrzeć istoty człowieka na pierwszy rzut oka. Później porozmawiałam z moją partnerką w świetle słów Bożych, a ona zgodziła się przydzielić Xincheng do obowiązków kierowniczki technicznej. Odkąd Xincheng się ich podjęła, nie sprowadziła na kościół żadnego zagrożenia bezpieczeństwa. Porozmawiałam również z Li Yan i pomogłam jej w kwestii jej niedociągnięć. Po pewnym czasie Li Yan poczyniła pewne postępy i zaczęła skupiać się na tym, jak osiągać wyniki w ramach wykonywanych przez siebie obowiązków. Została później wybrana na przywódczynię okręgu. Kiedy zobaczyłam, że cały personel został odpowiednio przydzielony i wszyscy normalnie wykonują swoje obowiązki, poczułam jeszcze większą nienawiść do tego, jak samolubna i godna pogardy byłam w przeszłości. Brałam pod uwagę tylko własne interesy i tak bardzo hamowałam pracę kościoła. Po tym wszystkim poświęciłam się swoim obowiązkom. Kiedy napotykałam problemy, których nie potrafiłam jasno ocenić, szukałam zasad razem z braćmi i siostrami. Po pewnym czasie poczyniliśmy postępy w różnych aspektach pracy. Z głębi serca dziękowałam Bogu i doświadczyłam, jak uwalniające i radosne jest wykonywanie obowiązków zgodnie z zasadami.
Dwa miesiące później przełożeni poprosili mnie o napisanie życiorysu i zaczęli zbierać oceny na mój temat. Pomyślałam: „Czy znowu zamierzają zmienić mi obowiązki?”. Kiedy przypomniałam sobie, jak wcześniej spekulowałam i miałam masę wątpliwości co do zmian przydziału obowiązków, pomodliłam się w sercu do Boga, wyrażając gotowość podporządkowania się bez względu na to, jaki obowiązek zostanie mi przydzielony. Kilka dni później przywódcy napisali, że zostałam wybrana na członkinię grupy decyzyjnej. Kiedy zobaczyłam, że chodzi o grupę decyzyjną, wciąż byłam trochę zaskoczona i zdenerwowana. „Wykonywanie obowiązków w grupie decyzyjnej pociąga za sobą jeszcze większą odpowiedzialność. Wiele spraw wymaga podjęcia decyzji, a jeśli zapadnie zła decyzja, która zaszkodzi pracy kościoła, zostanę wyeliminowana i stracę szansę na zbawienie”. Czułam się nieco rozdarta. Wtedy przywódcy przysłali mi fragment słów Bożych: „Istnieją zasady dotyczące tego, jakiego rodzaju ludźmi dom Boży się posługuje i jakich awansuje, a jakimi się nie posługuje, a także tego, jakich szkoli, a jakich nie szkoli; wszystko to opiera się na potrzebach związanych z pracą domu Bożego. Bez względu na to, kogo dom Boży awansuje i kim się posługuje, celem jest szkolenie tych ludzi, by mogli dobrze wykonywać swoje obowiązki i wiedzieli, jak doświadczać dzieła Bożego, by byli w stanie wziąć na siebie ciężar pracy i postępować zgodnie z prawdozasadami. Niezależnie od tego, jaki problem jest rozwiązywany, celem jest to, by potrafili oni zrozumieć więcej prawdy oraz by nauczyli się wyciągać naukę i zyskiwać rozeznanie w kontekście różnych osób, wydarzeń i spraw, jakie napotykają. Tym sposobem łatwiej jest im wkroczyć w prawdorzeczywistość pod każdym względem. Nie chodzi o wyzyskanie cię do świadczenia usług, a tym bardziej do obsadzenia wolnego stanowiska, gdy nie ma nadającej się osoby, tylko po to, by cię wyrzucić, gdy już taka osoba się znajdzie. To tak nie działa. Tak naprawdę chodzi o to, by dać ci możliwość szkolenia się. Jeśli dążysz do prawdy, to wytrwasz; jeśli nie dążysz do prawdy, i tak nie będziesz w stanie wytrwać. To absolutnie tak nie wygląda, że jeśli nie spodobasz się domowi Bożemu, to znajdzie on coś przeciwko tobie i będzie szukał okazji, by cię wyeliminować. Gdy dom Boży mówi, że będzie cię szkolił i awansował, to autentycznie będzie cię szkolił. Liczy się to, z jakim zaangażowaniem będziesz dążył do prawdy. Jeśli w ogóle nie przyjmujesz prawdy, to dom Boży cię skreśli i nie będzie cię już szkolił. Niektórzy ludzie po pewnym okresie szkolenia zostają zwolnieni, bo mają słaby potencjał i nie potrafią wykonywać rzeczywistej pracy. Niektórzy w czasie szkolenia nie potrafią w ogóle przyjmować prawdy, postępują samowolnie, zaburzają i zakłócają pracę domu Bożego i zostają zwolnieni. Jeszcze inni w ogóle nie dążą do prawdy, kroczą ścieżką antychrystów, stale goniąc za sławą, zyskiem i statusem, i zostają zwolnieni i wyeliminowani. We wszystkich tych sytuacjach dom Boży stosuje się do zasad dotyczących posługiwania się ludźmi. Dom Boży będzie nadal szkolił tych, którzy potrafią przyjąć prawdę i usilnie do niej dążyć, nawet jeśli dopuszczają się występków, popełniając błędy. Jeśli ktoś nie przyjmuje prawdy i nie akceptuje przycinania, gdy jest mu poddawany, to powinien od razu zostać zwolniony i wyeliminowany. (…) Gdy dom Boży awansuje tych ludzi, to niezależnie od sytuacji robi to zawsze po to, by ich szkolić i wprowadzać w prawdorzeczywistość, mając nadzieję, że będą w stanie dobrze wykonywać pracę kościoła i wypełniać obowiązki, jakie powinni wypełniać. Nawet jeśli nie wiesz, jak wykonać jakąś pracę, bo jesteś głupi i brakuje ci rozeznania lub dlatego, że masz mały potencjał, to dopóki usilnie dążysz do prawdozasad, masz takie poczucie odpowiedzialności, chcesz dobrze wykonywać tę pracę i potrafisz chronić pracę kościoła, dom Boży nadal będzie cię szkolił, choćbyś w przeszłości popełnił jakieś głupstwa. Niektórzy są w stanie wykonywać jakąś prostą pracę, mimo że mają braki, jeśli chodzi o potencjał. Choć ich omawianie prawdy w celu rozwiązania problemów nie może przynieść dobrych rezultatów, to potrafią oni chronić pracę kościoła. Jakikolwiek aspekt prawdy jest omawiamy na danym zgromadzeniu, oni są w stanie to przyjąć, okazać posłuszeństwo i się podporządkować. Jeśli jakaś praca nie jest dobrze wykonywana, potrafią wyciągnąć z tego naukę. Choć mają dość kiepski potencjał, to ich serca potrafią z zapałem dążyć do prawdy. Po jakimś czasie robią już postępy w pracy i osiągają coraz lepsze rezultaty. W Moich oczach tacy ludzie mogą mieć nadzieję na zbawienie. Większość ludzi sądzi, że ci, którzy mają duży potencjał, prawdopodobnie dostąpią zbawienia. Z Mojej perspektywy wcale nie musi tak być. Kluczowe jest to, że ludzie muszą dążyć do prawdy, by mogli zyskać dzieło Ducha Świętego, odrzucić swoje zepsute skłonności i dostąpić zbawienia. Niektórzy mają przeciętny potencjał i osiągają średnie rezultaty, wykonując swoje obowiązki, ale po dziesięciu latach podlewania i zaopatrywania przez dom Boży zaczynają wkładać całe serce w prawdę i rzeczywiście dochodzą do zrozumienia niektórych prawd. Zdobywają ponadto rzeczywiste doświadczenia, potrafią niektóre sprawy przejrzeć na wylot i są w stanie rozwiązać niektóre problemy, robiąc coraz większe postępy w pracy kościoła. To całkiem nieźle; takich ludzi warto szkolić” (Jak dążyć do prawdy (26), w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Byłam głęboko poruszona słowami Bożymi i jeszcze bardziej odczułam, jak godna pogardy i niegodziwa byłam, z moim małostkowym nastawieniem, nieustannie podejrzewając Boga. Jednocześnie ze słów Bożych zrozumiałam również, że dom Boży ma zasady dotyczące awansowania i eliminowania ludzi. Kiedy ktokolwiek jest awansowany i angażowany, robi się to ze szczerą intencją jego szkolenia. Bóg zbawia i doskonali tych, którzy dążą do prawdy, a demaskuje i eliminuje tych, którzy tego nie robią. Chociaż ci, którzy dążą do prawdy, mogą mieć odchylenia i niedociągnięcia w swoich obowiązkach, to dopóki przyjmują prawdę, będą robili coraz większe postępy i nie zostaną wyeliminowani. Ci, którzy są eliminowani, ostatecznie zostają zwolnieni tylko dlatego, że nie dążą do prawdy, nie wykonują swoich obowiązków we właściwy sposób bez względu na to, ile pomocy i wsparcia otrzymują, i opóźniają pracę kościoła. Wróciłam myślami do tego, jak sama również niewłaściwie angażowałam niektórych ludzi, kiedy byłam przywódczynią lub pracownicą, ale dom Boży mnie za to nie potępił ani nie przestał mnie szkolić. Zamiast tego zbadano kontekst tego, dlaczego w tamtym czasie zaangażowano niewłaściwe osoby, a widząc, że zastanowiłam się nad sobą i w pewnym stopniu siebie zrozumiałam, dano mi kolejną szansę na szkolenie. Kiedy to zrozumiałam, moje serce zaznało spokoju. Pomodliłam się do Boga, gotowa podporządkować się ustaleniom kościoła, a następnie przyjęłam te obowiązki.
Pewnego razu podczas wyboru kierowniczki zespołu przeglądaliśmy oceny pewnej siostry. Większość osób napisała, że osoba ta potrafi znosić trudy, podporządkuje się każdemu przydzielonemu obowiązkowi i często mówi o poznaniu samej siebie, więc zgodzili się wybrać ją na kierowniczkę. Miałam już wcześniej kontakt z tą siostrą. Z tego, co o niej wiedziałam, notorycznie nie przestrzegała zasad w swoich obowiązkach, potrafiła wypowiadać pewne słowa i doktryny, ale nie miała prawdorzeczywistości i nie potrafiła rozwiązywać rzeczywistych problemów, a w swoich obowiązkach nie osiągała żadnych wyników. Nie nadawała się na kierowniczkę. Chciałam wyrazić swoje zdanie, ale potem pomyślałam: „Skoro wszyscy moi partnerzy zgodzili się, by została kierowniczką, to jeśli jako jedyna tego nie zaaprobuję, czy powiedzą, że jestem zbyt arogancka?”. Trochę się wahałam. W tym momencie przypomniałam sobie różnicę między trzymaniem się prawdy a byciem arogancką i zadufaną w sobie. Działanie zgodnie z zasadami nie jest arogancją. Co więcej, oni nie znali dobrze tej osoby. Powinnam przedstawić swoje zdanie i rozważyć tę sprawę ze wszystkimi zgodnie z zasadami. Przedstawiłam więc swoje zdanie. Kiedy to usłyszeli, uznali, że ta osoba nie nadaje się w tej chwili do awansu i że należy obserwować to, co będzie przejawiać w przyszłości. Kiedy tak praktykowałam, poczułam w sercu wielki spokój. Dzięki Bogu!