Ból, który wciąż odczuwam

03 lipca 2026

Autorstwa Liu Yan, Chiny

W maju 2004 roku wraz z Wu zostałyśmy zaaresztowane w drodze powrotnej ze zgromadzenia, ponieważ wydał nas pewien judasz. Na posterunku policja nieustannie mnie przesłuchiwała, żądając, bym wyjawiła, kim są przywódcy kościoła i gdzie znajdują się ofiary. Kiedy odmówiłam, czworo czy pięcioro funkcjonariuszy otoczyło mnie i zaczęło popychać i okładać pięściami. Jeden z nich brutalnie bił mnie po całym ciele bambusowym prętem, o długości ponad metra i grubości kciuka, jednocześnie raz za razem depcząc mi po udach. Policjantka uderzyła mnie mocno w twarz. Skuli mi ręce na plecach i szarpnęli nimi do tyłu. Z powodu tortur ledwo mogłam oddychać – czułam się, jakbym się dusiła. Pot spływał mi po twarzy, a oni na przemian bili mnie i przesłuchiwali. Całe ciało potwornie mnie bolało. Nie byłam nawet w stanie sama ściągnąć spodni, żeby skorzystać z toalety; policjantka musiała mi je sama zsunąć, co zrobiła jednym gwałtownym ruchem. Zobaczyłam na udach i pośladkach wielkie siniaki, fioletowe jak bakłażany. Ból był tak silny, że nie mogłam nawet kucnąć. Tej nocy, widząc, że wciąż milczę, kazali mi usiąść na lodowatej podłodze i na zmianę mnie przesłuchiwali. Nie pozwalali mi się ruszać ani spać. Od zimna zdrętwiały mi i spuchły krzyż i nogi. Kręciło mi się w głowie i czułam w niej pulsujący ból. Gdy tylko zamykałam oczy, któryś z policjantów na mnie wrzeszczał. Czułam, że dłużej nie wytrzymam, że zaraz umrę. Pomyślałam: „Jeśli nic nie powiem, nie dadzą mi spokoju. Nie wiem, jakie tortury zastosują następnym razem. Czy będę w stanie je znieść? Jeśli zamęczą mnie na śmierć, czy moja wiara nie pójdzie na marne? Jak mogę dostąpić zbawienia, jeśli umrę?”. Więc zmyśliłam coś w nadziei, że ich oszukam, ale w ogóle mi nie uwierzyli i dalej mnie przesłuchiwali.

Następnego dnia około piątej czy szóstej po południu funkcjonariusze z Miejskiego Biura Bezpieczeństwa Publicznego i Brygady Bezpieczeństwa Narodowego zabrali mnie i Wu do hotelu, aby kontynuować przesłuchanie. Na oknach wisiały grube zasłony, a na straży stali uzbrojeni policjanci. Na ten widok przeszył mnie dreszcz. Byłam przerażona, nie wiedząc, jakie teraz czekają mnie tortury. W sercu nieustannie modliłam się do Boga. Policja rozdzieliła mnie i Wu, i przesłuchiwali nas na zmiany przez całą dobę. Kazali mi siedzieć na krześle, nie pozwalając się ruszać ani spać. Jeśli zamykałam oczy, wykrzykiwali pod moim adresem rozmaite obelgi. Od tych męczarni kręciło mi się w głowie i byłam zdezorientowana. Dwa dni później Wu mnie wydała. Powiedziała im, że jestem odpowiedzialna za przekazywanie ofiar pieniężnych. Wydała też kilku przywódców okręgowych, rodziny goszczące i rodziny przechowujące ofiary. Trzymając w ręku zeznania Wu, policjant powiedział do mnie groźnym tonem: „Na nic się zda twoje milczenie. Ona wszystko nam powiedziała. Komu przekazałaś ofiary pieniężne? Znajdziemy tę forsę, choćbyśmy mieli kopać za nią w ziemi. I tak dostaniesz wyrok, nawet jeśli nic nie powiesz! Kościół Boga Wszechmogącego jest głównym celem represji ze strony aparatu państwa. Wiara w Boga Wszechmogącego zakłóca porządek społeczny. Jest niezgodna z prawem. Nawet jeśli cię zabijemy, nic nam za to nie grozi! Tak cię bijemy, więc dlaczego twój Bóg nie przychodzi cię uratować? Nie ma żadnego Boga!”. Potem próbowali mnie zmusić do bluźnienia przeciwko Bogu. Kiedy odmówiłam, jeden z policjantów mocno mnie spoliczkował. Warknął wściekle: „Mamy mnóstwo sposobów, na to, jak się z tobą rozprawić! Jeśli nie będziesz mówić, potniemy ci twarz nożem i cię oszpecimy, a potem wepchniemy do worka i wrzucimy do rzeki Huangpu rybom na pożarcie!”. Pomyślałam: „Ci niegodziwi policjanci są zdolni do wszystkiego. Jeśli naprawdę wrzucą mnie do rzeki, nikt się nigdy nie dowie o mojej śmierci. Nie chcę teraz umierać. Jeśli umrę, czy moja wiara nie pójdzie na marne? Jak mogłabym wtedy dostąpić zbawienia? Może powinnam po prostu coś powiedzieć… Poza tym Wu już wszystko wygadała. To bez znaczenia, czy się przyznam, czy nie”. Policjant podał mi wtedy adresy rodzin goszczących i rodzin przechowujących ofiary, które wskazała Wu, wraz z rysopisem i nazwiskami sióstr. Milcząco to potwierdziłam. Ale funkcjonariusz powiedział: „Ona wszystko wyznała i zaraz wraca do domu. Ty tylko potwierdziłaś to, co już nam powiedziała. Nie wydałaś ani jednej osoby, ani jednego domu. Jeśli tego nie zrobisz, i tak poślemy cię do więzienia. To będzie twoja własna wina, bo masz złe nastawienie i odmawiasz współpracy!”. Pomyślałam, że jeśli powiem jeszcze odrobinę więcej, może mnie wypuszczą albo dostanę łagodniejszy wyrok. Podałam im więc adres innej siostry, która udzielała gościny. W chwili, gdy wydałam siostrę, poczułam się, jakbym została strącona do piekła. Nie potrafię opisać tego uczucia. Całkowicie opadłam z sił. Osunęłam się na podłogę, szlochając bez opamiętania. Próbowałam chwycić za przewód elektryczny, żeby się zabić, ale policjant przygwoździł mi rękę butem. Ogarnęło mnie poczucie winy, że wydałam siostrę, i w sercu wciąż na nowo przeklinałam samą siebie, mówiąc, że zasługuję na śmierć i unicestwienie. Pomyślałam o słowach Bożych: „Jeszcze mniej chciałbym mieć wspólnego z tymi, którzy sprzedają interesy swoich przyjaciół. Oto jest Moje usposobienie, bez względu na to, kim taka osoba może być. Muszę wam powiedzieć, że nikt, kto na wskroś łamie Mi serce, nie otrzyma Mojej łaski po raz drugi (…)(Przygotuj dostatecznie wiele dobrych uczynków na rzecz swojego przeznaczenia, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Słowa Boże mnie przeraziły. Poczułam, że sprawiedliwe usposobienie Boga jest nienaruszalne. Wydałam siostrę i zdradziłam Boga. Obraziłam usposobienie Boga i Bóg już mnie nie zechce. Moje życie jako osoby wierzącej dobiegło końca. W tamtej chwili śmierć wydawała się lepsza niż życie.

Ale policja wciąż nie dawała mi spokoju. Dalej mnie przesłuchiwali, by uzyskać informacje o kościele. Zmuszali mnie do siedzenia na krześle przez całą dobę, nie pozwalając mi się ruszyć ani spać. Torturowali mnie brakiem snu przez około tydzień. Cierpiałam tak bardzo, że nie mogłam jeść. Widząc, że jestem na skraju wyczerpania, policja zabrała mnie do szpitala na kroplówkę. Kiedy wróciliśmy, kontynuowali przesłuchania na zmiany i pokazywali mi zdjęcia braci i sióstr, każąc mi ich zidentyfikować. Powiedziałam sobie: „Już obraziłam usposobienie Boga i stałam się haniebnym judaszem. Nie mogę ponownie zdradzić Boga”. Więc bez względu na to, jak mnie przesłuchiwali, nic nie mówiłam. Miesiąc później skazali mnie na dwa lata pobytu w obozie reedukacji przez pracę za „zakłócanie porządku społecznego”. Gdy policja wiozła mnie i Wu do obozu reedukacji przez pracę, Wu powiedziała mi, że siostra, którą wydałam, została aresztowana. Jej rodzina pociągnęła za pewne sznurki i załatwiła jej po znajomości zwolnienie z aresztu, ale Wu wciąż pozostawała pod stałą obserwacją. Te słowa były jak igła przeszywająca mi serce. Nienawidziłam siebie za to, że tak bardzo bałam się śmierci, że wydałam siostrę i uniemożliwiłam jej uczestnictwo w zgromadzeniach i wykonywanie obowiązków. Tyle razy płakałam i modliłam się do Boga, błagając Go, by przygotował kolejną sytuację i dał mi jeszcze jedną szansę. Przysięgałam, że nawet jeśli policja zamęczy mnie na śmierć, nigdy więcej nie wydam braci i sióstr. Ilekroć podczas dwóch lat spędzonych w obozie pracy przypominałam sobie słowa Boże: „Co więcej, nie mam upodobania w nikim, kto Mnie kiedyś zdradził, a jeszcze mniej chciałbym mieć wspólnego z tymi, którzy sprzedają interesy swoich przyjaciół”, czułam, że już nigdy nie będę miała szansy na zbawienie i że skończę w piekle, cierpiąc karę. Ta myśl wpędzała mnie w niewiarygodne zniechęcenie. Udręka była gorsza niż śmierć. Czułam nawet, że śmierć przyniosłaby mi ulgę od udręki, która targała moją duszą.

Po dwóch latach więzienia zostałam wypuszczona na wolność i wróciłam do domu, ale ze wstydu nie mogłam spojrzeć w oczy braciom i siostrom. Nienawidziłam siebie za to, że byłam haniebnym judaszem, który wydał siostrę. Przeżywałam skrajną mękę psychiczną, przekonana, że Bóg nigdy mnie nie zbawi i że czeka mnie potępienie i kara. Straciłam serce do wszystkiego, postradałam wszelką nadzieję i chciałam umrzeć, żeby to wszystko się skończyło. Pewnego dnia pomyślałam o tych słowach Bożych: „1. Jeżeli naprawdę jesteś posługującym, to czy możesz Mi posługiwać z oddaniem, bez żadnej niedbałości i zniechęcenia? (…) 10. Czy potrafisz być Moim lojalnym wyznawcą, gotowym cierpieć za Mnie przez całe życie, nawet jeśli nie otrzymasz niczego w zamian?(Bardzo poważny problem: zdrada (2), w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Słowa Boże były jak promień światła, który przeniknął ciemność w moim sercu, dając mi odwagę, by żyć dalej. To była prawda. To dzięki łasce od Boga mogłam świadczyć dla Niego usługi w mojej wierze. Nawet jeśli Bóg ostatecznie miał mnie nie zbawić, i tak powinnam świadczyć dla Niego usługi. Rozważając Jego słowa, odzyskałam odrobinę wiary. Tęskniłam za dniem, w którym znów będę mogła czytać słowa Boże, uczestniczyć w zgromadzeniach i wykonywać moje obowiązki wraz z braćmi i siostrami. Czasami siostry przychodziły na zgromadzenia do domu mojej matki, a ja zazdrościłam im, że mogą razem czytać słowa Boże. Myśląc o tym, jak wiele jestem winna Bogu, chciałam zrobić dla kościoła wszystko, co w mojej mocy. Kiedy siostry przychodziły na zgromadzenie, stawałam na czatach na zewnątrz, obserwując otoczenie. Czasami odkładałam trochę pieniędzy, by złożyć je jako ofiarę. Tylko w ten sposób moje serce mogło znaleźć odrobinę ukojenia.

Wiosną 2011 roku odnalazła mnie pewna siostra i zapytała: „Czy chciałabyś uczestniczyć w zgromadzeniach?”. W tamtej chwili byłam tak wzruszona, że do oczu napłynęły mi łzy. Wiedziałam, że to miłosierdzie Boże i że Bóg daje mi kolejną szansę. Później kościół ustalił, że będę podlewała nowych wierzących. Nie opuściłam ani jednego dnia bez względu na okoliczności. Chciałam tylko sumiennie świadczyć usługi, aby odpokutować za mój występek. Ilekroć czytałam Boże słowa napomnienia, pocieszenia czy zachęty, czułam, że Bóg jest jak kochająca matka, która rozumie nasze słabości i lituje się nad naszą niedojrzałością, zbawiając nas w największym możliwym stopniu, i łzy spływały mi po twarzy. Ale w momencie, gdy przypominałam sobie, że stałam się Judaszem i zdradziłam Boga, czułam, że te słowa nie są skierowane do mnie. Bóg nie zbawiłby kogoś takiego jak ja. Nie byłam godna tego, by przyjąć Jego obietnice ani by dostąpić Jego zbawienia. Ilekroć o tym myślałam, pogrążałam się w przygnębieniu i rozpaczy.

W 2016 roku zaczęłam wykonywać obowiązki związane z pracą z tekstami. Pewnego razu przeczytałam świadectwo oparte na doświadczeniu napisane przez pewnego brata. Był on brutalnie torturowany przez policję, ale wolał umrzeć, niż stać się judaszem. Poczułam wielki wstyd. Oboje zostaliśmy aresztowani, ale on trwał przy swoim świadectwie, podczas gdy ja zdradziłam Boga i popełniłam występek. Czy gdybym wtedy nie ceniła tak swojego ciała, nie wytrwałabym przy swoim świadectwie tak jak on? Czy nie oszczędziłabym sobie tych wszystkich lat wewnętrznej męki? Gdy podczas zgromadzeń słyszałam, jak siostry rozmawiają o poznaniu jakiegoś aspektu swojego zepsucia, myślałam: „One tylko ujawniają jakieś zepsute skłonności. Ja jestem inna. Wydałam braci i siostry. Stałam się judaszem. Popełniłam poważny występek, którego nigdy nie da się wymazać. Bóg mnie nie zbawi”. Od tamtej pory ilekroć widziałam materiały o usuwaniu judaszy, czułam przygnębienie i rozpacz, bojąc się, że pewnego dnia ja również zostanę usunięta. Zimą 2022 roku aresztowano dwie osoby, z którymi kiedyś pracowałam, Liu Jing i Chen Hong. Wydały one braci, siostry i rodziny goszczące, zanim policja w ogóle zaczęła je torturować. Chen Hong wydała nawet ofiary. Potem nie okazywały żadnej skruchy i zostały kolejno usunięte z kościoła. Na myśl o tym, że ja, podobnie jak one, również stałam się judaszem i mogę pewnego dnia zostać usunięta, poczułam wielkie przygnębienie.

Chociaż przez te wszystkie lata wykonywałam swój obowiązek, moje serce z powodu mojego występku nieustannie pogrążone było w rozpaczy i przygnębieniu i nie mogło znaleźć uwolnienia. Nigdy nie szukałam prawdy, by uporać się ze swoim negatywnym stanem, czując, że komuś takiemu jak ja wystarczy sumiennie świadczyć usługi. Trwało to aż do momentu, gdy podczas moich ćwiczeń duchowych przeczytałam słowa Boże: „Jest jeszcze jedna źródłowa przyczyna sprawiająca, że ludzie wpadają w przygnębienie – pewne rzeczy przytrafiają się ludziom przed osiągnięciem pełnoletności lub po wejściu w dorosłość, tj. popełniają oni jakieś występki albo robią coś idiotycznego, głupiego i ignoranckiego. Wpadają w przygnębienie z powodu tych występków, z powodu tych idiotycznych i głupich rzeczy, jakie zrobili. Tego rodzaju przygnębienie stanowi potępienie samego siebie i na swój sposób również charakterystykę tego, jakiego rodzaju są to ludzie. (…) ludzie, którzy zrobili takie rzeczy, często mimowolnie czują się nieswojo, gdy dzieje się coś określonego albo w niektórych środowiskach lub kontekstach. To uczucie niepokoju sprawia, że bezwiednie wpadają w głębokie przygnębienie, które ich ogranicza i zniewala. Ilekroć słuchają kazania lub omówienia prawdy, to przygnębienie powoli wkrada się do ich umysłu i najgłębszego zakamarka serca i wtedy samych siebie poddają przesłuchaniu, pytając: »Czy mogę to czynić? Czy jestem w stanie dążyć do prawdy? Czy jestem w stanie dostąpić zbawienia? Jakiego rodzaju osobą jestem? W przeszłości zrobiłem tę rzecz, byłem kiedyś tego rodzaju osobą. Czy nie ma dla mnie zbawienia? Czy Bóg mnie zbawi?«. Niektórzy ludzie potrafią czasami uwolnić się od tego przygnębienia. Wkładają całą swoją szczerość i całą energię, jaką mogą z siebie wykrzesać, w wypełnianie swoich obowiązków, powinności i wywiązywanie się z odpowiedzialności, a nawet wkładają całe serce i umysł w dążenie do prawdy i rozważanie słów Bożych oraz w ciężką pracę nad zrozumieniem słów Bożych. Jednak w chwili, gdy pojawia się jakaś szczególna sytuacja lub okoliczność, przygnębienie ponownie ich ogarnia i sprawia, że znów czują się oskarżeni w głębi serca. Myślą sobie: »Zrobiłeś to wcześniej i byłeś tego rodzaju człowiekiem. Czy możesz osiągnąć zbawienie? Czy jest sens praktykować prawdę? Co Bóg myśli o tym, co zrobiłeś? Czy Bóg wybaczy ci to, co zrobiłeś? Czy płacenie ceny w ten sposób może teraz zrekompensować tamten występek?«. Często robią sobie wyrzuty i czują się oskarżeni w głębi duszy, i często wątpią w siebie oraz dręczą się pytaniami. Nigdy nie potrafią odrzucić tego przygnębienia, a w sercach czują nieustanny niepokój z powodu haniebnej rzeczy, którą zrobili. Tak więc wierzą w Boga od tylu lat, a zdaje się, że nie słyszeli niczego, co Bóg powiedział, ani też, jak się zdaje, niczego z tego nie zrozumieli. Jest tak, jak gdyby nie wiedzieli, czy dostąpienie zbawienia ma w ogóle z nimi coś wspólnego, czy mogą zostać rozgrzeszeni i odkupieni, czy są uprawnieni do tego, by od Boga przyjąć sąd, karcenie i zbawienie. Nie mają o tym żadnego pojęcia. Ponieważ nie otrzymują odpowiedzi i ponieważ nie uzyskują żadnego jasnego werdyktu, w głębi serca cały czas odczuwają przygnębienie. W głębi duszy raz po raz rozpamiętują to, co zrobili, odtwarzają to raz po raz w swoich myślach, przypominając sobie, jak to wszystko się zaczęło i jak się skończyło, przypominając sobie to, co było wcześniej, i to, co stało się później. Bez względu na to, jakie są ich wspomnienia, zawsze czują się grzeszni, więc przez całe lata tkwią w przygnębieniu z powodu tego, co się kiedyś wydarzyło. Nawet gdy wykonują swoje obowiązki, nawet gdy służą jako kierownicy poszczególnych zadań, i tak mają poczucie, że nie ma dla nich nadziei na zbawienie(Jak dążyć do prawdy (2), w: Słowo, t. 6, O dążeniu do prawdy). Słowa Boże obnażyły dokładnie mój stan. Odkąd zostałam aresztowana i wydałam siostrę, popełniając ten występek, byłam pogrążona w uczuciu przygnębienia. Czułam, że obraziłam usposobienie Boga, że On z pewnością się mną brzydzi i że bez względu na moje dążenia nigdy mnie nie zbawi. Kiedy zobaczyłam słowa Boże pełne zachęty i napomnienia, czułam, że nie są one dla mnie, ale dla tych braci i sióstr, którzy nigdy nie popełnili występku. Za każdym razem, gdy widziałam materiały o usuwaniu judaszy, w sercu czułam niepokój i trwogę. Miałam poczucie, że skoro tak jak oni stałam się judaszem, to pewnego dnia również mogę mnie usunąć. Chociaż wykonywałam swoje obowiązki w kościele, moje serce było zawsze zamknięte na Boga i nie mogłam zebrać w sobie żadnej energii, by dążyć do prawdy. Zadowalałam się jedynie sumiennym świadczeniem usług. Mimo że popełniłam występek polegający na wydaniu siostry, Bóg wciąż się nade mną litował i dał mi szansę wykonywania moich obowiązków. Gdy odczuwałam najgłębszy ból i największa słabość, Bóg używał swoich słów, by wyprowadzić mnie z negatywizmu i pomóc mi znaleźć ścieżkę praktyki. Bóg zawsze zaopatrywał mnie w prawdę i życie, ale ja nie wiedziałam, co jest dla mnie dobre. Nie dążyłam gorliwie do prawdy, by odpłacić za miłość Bożą. Zamiast tego źle rozumiałam Boga i byłam wobec Niego nieufna, żyjąc pogrążona w przygnębieniu. Naprawdę nie miałam sumienia ani rozumu. Byłam zbyt wiele winna Bogu i niegodna Jego zbawienia! Ze słów Bożych zrozumiałam, że Bóg nie chciał, abym z powodu mojego występku żyła pogrążona w przygnębieniu. Chciał, abym uwolniła się od jego ograniczeń i gorliwie dążyła do prawdy, wkraczając na ścieżkę zbawienia. Wiedziałam, że muszę jeść i pić więcej słów Bożych i szukać prawdy, by rozwiązać problem mojego skażonego usposobienia; nie mogłam dłużej żyć ograniczana przez mój występek i uciekać w zniechęcenie.

Później zastanawiałam się: „Dlaczego żyłam w przygnębieniu, gdy czułam, że nie mam nadziei na zbawienie? Jakie skażone usposobienie mną kieruje?”. Przeczytałam słowa Boże: „W swojej wierze w Boga ludzie dążą do tego, by uzyskać błogosławieństwa na przyszłość – taki jest cel ich wiary. Wszyscy ludzie mają taki zamiar i taką nadzieję. Jednakże zepsucia w ludzkiej naturze trzeba pozbyć się poprzez próby i uszlachetnianie. Ludzie muszą zostać uszlachetnieni we wszystkich tych aspektach, w których nie zostali oczyszczeni i w których wciąż przejawiają zepsucie – takie jest Boże ustalenie. Bóg przygotowuje dla ciebie różne sytuacje, zmuszając cię, byś został w nich uszlachetniony, tak abyś mógł poznać własne zepsucie. W końcu osiągasz ten moment, kiedy skłonny byłbyś porzucić swoje zamysły i pragnienia i podporządkować się suwerennej władzy Boga oraz Jego ustaleniom, nawet gdyby oznaczało to śmierć. Dlatego też, jeśli ludzie nie przejdą kilku lat uszlachetniania i nie zaznają pewnej ilości cierpienia, nie będą w stanie uwolnić się w myślach i w sercach od ograniczeń, jakie narzuca zepsucie ciała. Wszelkie aspekty, w których ludzie nadal są poddani ograniczeniom swojej szatańskiej natury bądź w których mają wciąż swoje własne pragnienia i wymagania, są zarazem tymi aspektami, w których powinni cierpieć. Jedynie poprzez cierpienie ludzie mogą się czegoś nauczyć, czyli są w stanie zyskać prawdę i zrozumieć intencje Boga. Tak naprawdę wiele prawd pojmuje się przez doświadczanie cierpienia i prób. Nikt nie może zrozumieć Bożych intencji, poznać wszechmocy i mądrości Boga czy docenić Jego sprawiedliwego usposobienia, kiedy pozostaje w wygodnym i bezproblemowym otoczeniu lub gdy okoliczności są sprzyjające. Byłoby to doprawdy niemożliwe!(Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Okazało się, że żyłam w przygnębieniu, ponieważ moje pragnienie otrzymania błogosławieństw zostało zniweczone. Od samego początku wierzyłam w Boga ze względu na błogosławieństwa. Dlatego byłam aktywna na zgromadzeniach i z entuzjazmem wykonywałam swoje obowiązki. Nie powstrzymywało mnie nawet to, że mój niewierzący mąż przeszkadzał mi, przeklinał mnie i bił. Niedługo po tym, jak uwierzyłam w Boga, opuściłam dom, by wykonywać obowiązki. Wyrzekłam się wszystkiego, aby zostać zbawioną, przetrwać i osiągnąć piękne przeznaczenie, które Bóg przygotował dla człowieka. Gdy zostałam aresztowana i stałam się judaszem, uwierzyłam, że Bóg już mnie nie zbawi. Widząc, że moja nadzieja na błogosławieństwa została zniweczona, żyłam w ciągłym stanie negatywizmu i nie chciałam już dążyć do prawdy. Zobaczyłam, że intencja przyświecająca mojej wierze w Boga była błędna. Nie chodziło mi o dążenie do prawdy, ale o otrzymanie błogosławieństw. Nie różniłam się od tych z Wieku Łaski, którzy chcieli tylko najeść się do syta. W mojej wierze w Boga myślałam tylko o tym, jak uzyskać od Niego błogosławieństwa i korzyści. Nigdy nie myślałam o tym, jak dążyć do prawdy, by rozwiązać problem mojego występku, ani jak odpłacić Bogu za Jego miłość i zbawienie. Jakże byłam pozbawiona człowieczeństwa! Doświadczając tego obnażenia, w końcu rozpoznałam próby targowania się i nieczystości w mojej wierze. Są one naprawdę odrażające i wstrętne dla Boga!

Później przeczytałam jeszcze dwa fragmenty słów Bożych, zrozumiałam, jak traktować występki, i znalazłam ścieżkę do uporania się z nimi. Bóg Wszechmogący mówi: „Niektórzy ludzie po popełnieniu niewielkiego występku zastanawiają się: »Czy Bóg mnie ujawnił i wyeliminował? Czy mnie powali?«. Bóg przyszedł tym razem wykonać dzieło nie po to, by powalać ludzi, lecz by ich zbawić w największym możliwym zakresie. Nikt nie jest wolny od błędu – gdyby Bóg miał powalić wszystkich, czy to byłoby »zbawieniem«? Niektóre występki popełniane są umyślnie, a inne mimowolnie. Jeśli po zauważeniu rzeczy, które zrobiłeś mimowolnie, potrafisz się zmienić, to czy Bóg mógłby cię powalić, zanim tego dokonasz? Czy Bóg mógłby w taki sposób zbawiać ludzi? Bóg nie działa w ten sposób! Niezależnie od tego, czy masz buntownicze usposobienie, czy też działałeś mimowolnie, pamiętaj: powinieneś zastanowić się i poznać siebie. Dokonaj zwrotu natychmiast, ze wszystkich sił dąż do prawdy – i bez względu na okoliczności nie popadaj w rozpacz. Dzieło, które wykonuje Bóg, jest dziełem zbawienia człowieka i nie będzie On arbitralnie powalać ludzi, których chce zbawić. To jest pewne. Nawet gdyby rzeczywiście istniał jakiś wierzący w Boga, którego On w końcu powalił, jest absolutnie pewne, że Bóg, czyniąc tak, wymierza sprawiedliwość. Z czasem pozwoli ci poznać powód, dla którego powalił tę osobę, abyś był o tym całkowicie przekonany. W tej chwili po prostu dąż do prawdy, skupiaj się na wejściu w życie i dąż do tego, by dobrze wykonywać swój obowiązek. Nie ma w tym żadnego błędu! Jakkolwiek Bóg cię koniec końców potraktuje, na pewno będzie to sprawiedliwe; nie powinieneś w to wątpić i nie musisz się niczego obawiać. Nawet jeśli w tej chwili nie potrafisz zrozumieć Bożej sprawiedliwości, nadejdzie dzień, kiedy zostaniesz przekonany. Bóg działa w sposób sprawiedliwy i honorowy; ujawnia wszystko otwarcie. Jeśli starannie to rozważycie, szczerze dojdziecie do wniosku, że Boże dzieło polega na zbawieniu ludzi i przemianie ich skażonego usposobienia(Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). „Czy Bóg może cię rozgrzeszyć i ci przebaczyć? To zależy od twojego serca. Jeśli szczerze wyznasz swą winę, jeśli rzeczywiście zdasz sobie sprawę ze swojego błędu i swojego problemu, będziesz wiedział, co zrobiłeś – czy będzie to wykroczenie, czy też grzech – przyjmij postawę szczerego wyznania, poczuj prawdziwą nienawiść wobec tego, czego się dopuściłeś i rzeczywiście się nawróć, a nigdy już nie popełniaj tego wykroczenia po raz kolejny, to kiedyś w końcu nadejdzie dzień, gdy otrzymasz Boże rozgrzeszenie i przebaczenie, co oznacza, że Bóg nie będzie decydował o twoim wyniku w oparciu o te bezmyślne, głupie i plugawe rzeczy, które wcześniej uczyniłeś. Gdy osiągniesz ten poziom, Bóg w ogóle nie będzie pamiętał o tej sprawie; będziesz taki sam jak inni normalni ludzie, niczym się od nich nie różniąc. Jednak warunek jest taki, że musisz wykazać się szczerą i prawdziwą postawą pokutną, jak Dawid. Jak wiele łez Dawid uronił z powodu wykroczenia, które popełnił? Niezliczone były to łzy. Ile razy płakał? Niezliczoną ilość razy. Łzy, które wypłakiwał, można opisać następującymi słowami: »Każdej nocy rozścielam swe łoże, by w nim pływać«. Nie wiem, jak poważne jest twoje wykroczenie. Jeśli jest bardzo poważne, być może będziesz musiał płakać, aż twoje łóżko popłynie strumieniem twoich łez – być może aż w takim stopniu będziesz musiał wyznać i odpokutować swoje winy, zanim Bóg obdarzy cię przebaczeniem. Jeśli tego nie uczynisz, obawiam się, że twoje wykroczenie stanie się grzechem w oczach Boga i nie zostanie ci ono przebaczone. Byłbyś wtedy w tarapatach i dalsze mówienie o tym nie miałoby sensu. (…) Jeśli chcesz otrzymać Boże rozgrzeszenie, musisz przede wszystkim być szczery: musisz nie tylko przyjąć postawę szczerego wyznania, ale też z pełną powagą dobrze wykonywać obowiązki – w przeciwnym razie nie ma sensu o tym mówić. Jeśli będziesz w stanie tych dwóch rzeczy dokonać, jeśli będziesz potrafił poruszyć Boga swoją szczerością i dobrą wiarą, tak że Bóg odpuści ci twoje grzechy, to staniesz się taki jak inni ludzie. Bóg będzie patrzył na ciebie tak samo, jak patrzy na innych ludzi, będzie cię traktował w taki sam sposób, w jaki traktuje innych ludzi, osądzi cię, skarci, wypróbuje i oczyści tak samo jak innych – nie zostaniesz potraktowany inaczej. Dzięki temu będziesz nie tylko czuł w sobie determinację i pragnienie, by dążyć do prawdy, ale ponadto Bóg cię oświeci, będzie cię prowadził i obdarowywał w ten sam sposób w twoim dążeniu do prawdy. Ponieważ masz teraz szczere i prawdziwe pragnienie oraz żarliwą postawę, Bóg będzie cię traktował nie inaczej niż innych i tak samo jak inni ludzie będziesz miał szansę na zbawienie. Czy to jest jasne? (Tak)” (Jak dążyć do prawdy (2), w: Słowo, t. 6, O dążeniu do prawdy). Słowa Boże pomogły mi zrozumieć, że Bóg działa zgodnie z zasadami. On nie potępia ludzi nieodwołalnie za jeden występek, nie dając im szansy na okazanie skruchy. Bóg patrzy, czy potrafimy okazać prawdziwą skruchę po tym, jak popełniliśmy występek, i nigdy więcej go nie popełnić. Pomyślałam o Dawidzie, który wykorzystał swoją władzę, by zabrać żonę Uriasza. Kiedy zdał sobie sprawę, że zgrzeszył i ściągnął na siebie odrazę Boga, okazał szczerą skruchę przed Bogiem i nigdy więcej nie popełnił tego grzechu. W podeszłym wieku nie chciał nawet dotknąć młodej kobiety, którą przyprowadzono, by ogrzewała jego łoże. Jego skrucha nie była gołosłowna; udowodnił ją prawdziwymi czynami, dzięki czemu dostąpił miłosierdzia i wyrozumiałości Boga. Potem pomyślałam o Liu Jing i Chen Hong, które stały się judaszami, nawet nie będąc torturowane. Chen Hong wydała nawet miejsce ukrycia ponad miliona juanów z ofiar. Potem żadna z nich nie okazała najmniejszej skruchy. Usunięcie ich z kościoła doskonale ukazało sprawiedliwość Boga. Kościół przyjął mnie z powrotem, ponieważ wydałam siostrę w chwili słabości, nie mogąc znieść tortur. Potem ogarnęły mnie wyrzuty sumienia i poczucie winy, a swoje obowiązki wykonywałam najlepiej, jak potrafiłam, więc dom Boży dał mi kolejną szansę. Usposobienie Boga jest sprawiedliwe i dobre i Bóg traktuje każdego zgodnie z zasadami. Przeczytałam słowa Boże: „Nikt nie jest wolny od błędu – gdyby Bóg miał powalić wszystkich, czy to byłoby »zbawieniem«?(Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Właśnie te słowa sprawiły, że poczułam, iż Bóg jest jak kochająca matka, swoimi słowami pouczająca dziecko, które popełniło błąd, przypominając mu i napominając, by się nie poddawało. Między wierszami słów Boga poczułam Jego żmudne zamysły oraz Jego wyrozumiałość i miłosierdzie dla ludzkości. Wiedziałam, że muszę okazać prawdziwą skruchę. Nie mogłam dłużej być skrępowana moim występkiem, wydając na siebie wyrok i poddając się z jego powodu. Musiałam całym sercem wykonywać swoje obowiązki, bardziej szukać prawdy, gdy coś mnie spotyka, skupić się na postępowaniu zgodnie z zasadami i poprzez konkretne czyny zadośćuczynić za mój występek.

Później zastanawiałam się i zdałam sobie sprawę, że główną przyczyną mojej porażki było to, że ceniłam swoje życie i bałam się śmierci. Jak więc mogłam rozwiązać ten problem? Pewnego dnia przeczytałam fragment słów Bożych i zrozumiałam, jak stawić czoła śmierci. Bóg Wszechmogący mówi: „Jak umarli uczniowie Pana Jezusa? Wśród uczniów byli tacy, którzy zostali ukamienowani, włóczeni końmi, ukrzyżowani głową w dół, rozerwani przez pięć koni – doświadczyli różnych rodzajów śmierci. Dlaczego ich zgładzono? Czy za to, że brali udział w czynieniu jakiegoś zła i zostali za to straceni zgodnie z prawem? Nie. Krzewili ewangelię Pańską, ale ludzie ze świata jej nie przyjęli, a zamiast tego potępiali ich, bili, lżyli, a nawet zabijali – oto dlaczego zginęli śmiercią męczeńską. Nie mówmy o ostatecznym wyniku owych męczenników ani o tym, jaki był werdykt Boga odnośnie do ich czynów, lecz zapytajmy: Czy kiedy nadszedł koniec tych męczenników, sposób, w jaki dokonali żywota, był zgodny z ludzkimi wyobrażeniami? (Nie). Z perspektywy ludzkich pojęć męczennicy ci zapłacili bardzo wysoką cenę za krzewienie dzieła Bożego, lecz ostatecznie zostali przez szatana straszliwie skrzywdzeni i ponieśli śmierć. Nie zgadza się to z ludzkimi pojęciami. Jednakże dokładnie to im się przydarzyło – do tego dopuścił Bóg. Jakiej prawdy można szukać w tym fakcie? Czy to, że Bóg pozwolił im umrzeć w ten sposób, było Jego przekleństwem i potępieniem, czy też Jego ustaleniem i błogosławieństwem? Ani jednym, ani drugim. Czym zatem było? Myśl o śmierci tych męczenników przyprawia ludzi o ból serca, a jednak takie są właśnie fakty. Jak należy wyjaśnić to, że ludzie wierzący w Boga umierają w taki sposób? Kiedy wspominamy o tym temacie, stawiacie się na ich miejscu. Czy zatem w głębi serca czujecie się zmartwieni i odczuwacie odrobinę ukrytego bólu? Myślicie: »Ci ludzie wypełnili swój obowiązek krzewienia ewangelii Bożej i powinni być uważani za dobrych, więc jak to się stało, że spotkał ich taki koniec, taki wynik?«. W gruncie rzeczy tak umarły i odeszły ich ciała; w ten sposób opuścili świat ludzi, ale to nie znaczy, że ich wynik również taki był. Bez względu na to, w jaki sposób umarli i odeszli, czy jak do tego doszło – nie oznacza to, że Bóg właśnie tak wyznaczył ostateczny wynik tych żywotów, tych istot stworzonych. Musisz to jasno zrozumieć. Było zupełnie odwrotnie: właśnie w taki sposób potępili ten świat i nieśli świadectwo o czynach Boga. Te istoty stworzone wykorzystały to, co najcenniejsze, czyli swoje życie – wykorzystały ostatnie chwile swojego życia – aby nieść świadectwo o czynach Boga, nieść świadectwo o wielkiej mocy Boga oraz oznajmić szatanowi i światu, że czyny Boże są słuszne, że Pan Jezus jest Bogiem, że On jest Panem i wcieleniem Boga. Aż do ostatniej chwili życia nigdy nie zaparli się imienia Pana Jezusa. Czy nie była to forma osądu tego świata? Wykorzystali swoje życie, aby ogłosić światu i dowieść przed istotami ludzkimi, że Pan Jezus jest Panem, że Pan Jezus jest Chrystusem, że jest wcieleniem Boga, że dzieło odkupienia całego rodzaju ludzkiego, którego On dokonał, pozwala temu rodzajowi ludzkiemu żyć dalej – ten fakt jest niezmienny na zawsze. W jakim stopniu ci, którzy zginęli męczeńską śmiercią za krzewienie ewangelii Pana Jezusa, wypełnili swój obowiązek? Czy w najwyższym stopniu? Jak się przejawił ten najwyższy stopień? (Ofiarowali swoje życie). Zgadza się, zapłacili cenę swojego życia. (…) Bez względu na to, jak ktoś umiera, nie powinien umierać przed obliczem szatana ani w jego rękach. Jeśli ktoś ma umrzeć, powinien umrzeć w rękach Boga. Ludzie przyszli od Boga i do Boga wracają – taki rozum i taką postawę powinna mieć istota stworzona(Głoszenie ewangelii jest powinnością, którą wszyscy wierzący są zobowiązani wypełniać, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Uczniowie, którzy podążali za Panem Jezusem, byli potępiani i prześladowani przez świat za krzewienie Jego ewangelii, a nawet ponieśli męczeńską śmierć. Chociaż ich ciała umarły, złożyli mocne i głośne świadectwo przed szatanem. To, co zrobili, zyskało aprobatę Boga, a ich dusze powróciły do Niego. Ja tego nie widziałam jasno. Bałam się, że zostanę zamęczona na śmierć, więc by się ocalić, wydałam siostrę i zdradziłam Boga. Moje ciało zostało oszczędzone od cierpienia, ale wyrzuty sumienia i męka duszy były jak cierń w moim sercu. To było gorsze niż śmierć! Tego duchowego bólu nie jest w stanie wynagrodzić żadna rzecz materialna. Zrozumiawszy główną przyczynę mojej porażki, byłam gotowa lepiej wyposażyć się w prawdę w tym zakresie. Podjęłam też w tajemnicy postanowienie, że jeśli kiedykolwiek znów zostanę aresztowana, nie wydam braci i sióstr ani interesów domu Bożego, nawet jeśli zostanę pobita na śmierć. Będę trwać przy swoim świadectwie, polegając na słowach Bożych!

Przez te wszystkie lata żyłam pogrążona w przygnębieniu, nie mogąc znaleźć uwolnienia. To słowa Boże rozwiązały węzeł w moim sercu, pozwalając mi porzucić moje błędne rozumienie i właściwie zmierzyć się z moim występkiem, przynosząc mojemu duchowi wyzwolenie i wolność. Modliłam się w sercu: „Boże, nie chcę już więcej buntować się przeciwko Tobie. Niezależnie od tego, czy w przyszłości czekają mnie dobry wynik i dobre przeznaczenie, nie chcę już wykonywać swoich obowiązków dla błogosławieństw. Jestem gotowa stanąć na miejscu istoty stworzonej i sumiennie wykonywać swoje obowiązki. Bez względu na to, jak mnie potraktujesz w przyszłości, nawet jeśli mnie ukarzesz i przeklniesz, to jest Twoja sprawiedliwość”. Po modlitwie moje serce poczuło niewiarygodną ulgę. Dzięki temu doświadczeniu naprawdę doceniłam to, że bez względu na to, jak surowe są Boże słowa karcenia i sądu, i bez względu na to, czy są przekleństwami czy potępieniami, intencją Boga jest zawsze zbawienie ludzi!

Obecnie zdarzały się różne rzadkie katastrofy, a według Biblii w przyszłości będą jeszcze większe. Jak więc zyskać Bożą ochronę podczas wielkiej katastrofy? Skontaktuj się z nami, a pomożemy Ci znaleźć drogę.

Powiązane treści

Połącz się z nami w Messengerze