Słowa Boże wyprowadziły mnie z małżeńskiej tragedii

11 grudnia 2022

Autorstwa Gan’en, Chiny

Kiedyś miałam szczęśliwą, zżytą rodzinę, pracowałam jako kierownik personalny. Mój mąż zarządzał biurem w urzędzie ds. energii elektrycznej. Wkrótce miał awansować na wicedyrektora. Nasz syn był też bardzo zdolny. Wszyscy znajomi nas podziwiali. Cieszyłam się szczęściem i harmonią, jednak stało się coś strasznego. Mój mąż związał się z żoną swojego kierowcy. To był dla mnie druzgocący cios. Przez kilka dni nie mogłam jeść ani spać. Przepełniał mnie gniew i uraza, czułam się upokorzona. Z bólu chciałam nawet umrzeć. Trzymając już w ręce fiolkę z trucizną, by odebrać sobie życie, pomyślałam o mojej matce i synu. Jeśli umrę, jak moja matka zniesie ból grzebania własnej córki? Mojego młodego jeszcze syna czekałoby w życiu tyle trudności. Na jego tatę nie można już liczyć, więc jeśli straci mamę, czy nie będzie właściwie sierotą? Na myśl o tym serce mi zmiękło. Z płaczem opadłam na kolana.

Po jakimś czasie wydostałam się z tego dołka pomiędzy życiem i śmiercią, ale nie udało mi się odzyskać dawnego spokoju. Nienawidziłam tej kobiety do szpiku kości i obwiniałam ją o całe moje cierpienie, o zniszczenie mojej szczęśliwej rodziny. Pomyślałam: „Jeśli odbierasz mi dobre życie, ja nie dam ci spokoju. Skoro każesz mi tak cierpieć, zapłacisz za to podwójnie”. Napadłam na nią i wynajęłam ludzi, żeby zdemolowali jej dom, tak żeby bała się tam wrócić. Chociaż narobiłam jej poważnych kłopotów, nadal cierpiałam. Nie mogłam wydostać się z cienia swojego rozbitego domu. Wtedy znajomy podzielił się ze mną ewangelią Pana Jezusa i dał mi egzemplarz Biblii. Gdy ją czytałam, wyrozumiałość, cierpliwość i tolerancja Pana Jezusa bardzo mnie wzruszyły. Zastanawiałam się dlaczego nie mogę choć raz przebaczyć mężowi i tej kobiecie. Modliłam się do Pana, by dał mi siłę, tolerancję i cierpliwość, abym mogła im wybaczyć. Przestaliśmy się kłócić z mężem, a ja nie atakowałam już tej kobiety, gdy ją spotykałam. Jednak wciąż chowałam urazę. Tolerowałam to na siłę dla dobra mojej rodziny, mojego syna, aby życie toczyło się dalej. Ale ku mojemu zdziwieniu mąż nie wykazał się wstrzemięźliwością, a sytuacja jeszcze się pogorszyła. Porzucił pracę i uciekł z tamtą kobietą. Myślałam o czasie, kiedy zrezygnowałam dla niego z pracy w prokuraturze, opiekowałam się dzieckiem, gotowałam i zajmowałam się domem dla męża. Uruchomiłam wszystkie znajomości, żeby załatwić mu awans. A w zamian on mnie zdradził i zranił. Nie mogłam już tego znieść. Nienawidziłam męża, bo nie miał sumienia, że był bez serca. Nienawidziłam też tej kobiety i chciałam jej śmierci, nawet za cenę własnej. Starałam się odciąć ich od źródeł dochodu, żeby nie mieli za co żyć. Niedługo potem przyjechali znów do miasta, bo byli bez grosza. Któregoś dnia mąż rozpłakał się przede mną, przepraszał i przyznał, że popełnił błąd. Obiecał że zacznie od nowa, będzie nowym człowiekiem. Chciał, żebym poprosiła przyjaciół o pomoc w przeniesieniu jego posady do miasta powiatowego, żeby mógł zacząć nowe życie w nowym środowisku. Jego zbolała mina i na pozór szczere przeprosiny sprawiły, że serce mi zmiękło. Ja też chciałam zapomnieć o tych nieszczęściach i zacząć od nowa, więc przystałam na jego prośby. Zaraz poprosiłam znajomych, żebyśmy oboje mogli zostać przeniesieni. Znów zamieszkaliśmy razem, ale chociaż starał się mnie zadowolić i uszczęśliwić, czułam że nie mam mu nic do powiedzenia. Mimo to jednak nadal trzymałam się iluzji o małżeństwie, myślałam, że czas uleczy rany. Ale doznałam niemałego szoku, kiedy próbując przenieść nasze stanowiska, przypadkiem dowiedziałam się, że znów spotkał się z tamtą kobietą. Straciłam panowanie i zaczęłam wrzeszczeć, żeby się wynosił. Dwa dni później wyszedł bez słowa i więcej nie wrócił. Wtedy w końcu się ocknęłam. Zrozumiałam, że jego skrucha była udawana. Wrócił tylko dlatego, że nie miał za co żyć. Był dla mnie miły, chciał się pogodzić, ale to była tylko fasada. Potrzebował mojej pomocy w przeniesieniu stanowiska. Byłam zdruzgotana, kiedy to zrozumiałam. Nienawidziłam męża do głębi i tej kobiety również. Zaczęłam knuć, aby ją okaleczyć i oszpecić.

Gdybym nie usłyszała ewangelii Boga w dniach ostatecznych, nie wiem, jakich głupot bym narobiła. Gdy przyjęłam dzieło Boga w dniach ostatecznych, czytając Boże słowa, poznałam przyczyny ciemności i zła na świecie oraz nieszczęścia i osamotnienia w społeczeństwie. Słowa Boga mówią: „Od przyjścia na ten brudny świat, człowiek znajduje się pod zgubnym wpływem społeczeństwa oraz feudalnej etyki i kształcony jest w »instytucjach szkolnictwa wyższego«. Zacofany sposób myślenia, zepsucie moralne, kiepski pogląd na życie, godna pogardy filozofia życiowa, kompletnie bezwartościowa egzystencja oraz zdeprawowany styl życia i obyczaje – wszystko to poważnie zaszkodziło sercu człowieka oraz mocno podkopało i zaatakowało jego sumienie. W rezultacie człowiek coraz bardziej oddala się od Boga i coraz bardziej Mu się sprzeciwia. Usposobienie człowieka staje się z dnia na dzień coraz bardziej niegodziwe i nie ma ani jednej osoby, która dobrowolnie zrezygnowałaby z czegokolwiek dla Boga, ani jednej osoby, która dobrowolnie byłaby Mu posłuszna, co więcej – ani jednej osoby, która dobrowolnie poszukiwałaby ukazania się Boga. Zamiast tego, pod panowaniem szatana człowiek jedynie goni za przyjemnościami, oddając się zepsuciu ciała w krainie brudu i plugastwa. Nawet kiedy słyszą prawdę, ci, którzy żyją w ciemności, nie myślą wcale o wprowadzaniu jej w życie ani nie chcą szukać Boga, nawet jeśli ujrzeli Jego ukazanie się. Jakże tak zdeprawowana ludzkość mogłaby mieć jakiekolwiek szanse na zbawienie? Jakże ludzkość o tak niskim poziomie moralnym mogłaby żyć w świetle?” (Posiadanie nieprzemienionego usposobienia to pozostawanie w nieprzyjaźni z Bogiem, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). „Człowiek jest nikim innym, jak Moim wrogiem. Rodzaj ludzki jest tym złym, który Mi się przeciwstawia i który Mnie nie słucha. Rodzaj ludzki to nikt inny, jak potomstwo tego złego, którego niegdyś przekląłem. Rodzaj ludzki to nikt inny, jak potomkowie archanioła, który Mnie zdradził. Rodzaj ludzki to nikt inny, jak dziedzictwo szatana, który, odtrącony przeze Mnie dawno temu, jest od tego czasu Moim nieprzejednanym wrogiem. Nad rasą ludzką rozpościera się bowiem niebo mroczne i posępne, bez krzty jasności, a świat człowieka spowijają czarne jak smoła ciemności tak nieprzeniknione, że ten, kto mieszka w nim nie jest nawet w stanie dojrzeć swojej wyciągniętej do przodu dłoni ani słońca, gdy uniesie głowę. Droga pod jego stopami, bagnista i pełna dziur, wije się zakrętami; cała ziemia usiana jest zwłokami. Ciemne zakątki wypełnione są szczątkami zmarłych, a w chłodniejszych i cienistych zakamarkach zagnieździło się mnóstwo demonów. I tabuny demonów przemierzają świat ludzki wzdłuż i wszerz. Potomstwo wszelkiego rodzaju bestii, pokrytych brudem, pochłonięte jest zażartą walką, której odgłosy budzą grozę. W takich czasach i na takim świecie, w takim »raju na ziemi«, gdzież można pójść szukać szczęścia w życiu? Gdzie można iść szukać swojego przeznaczenia?” (Co to znaczy być prawdziwą osobą, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Czytanie słowa Boga naprawdę rozjaśniło moje serce. Dostrzegłam, że od czasu skażenia ludzkości przez szatana, straciliśmy sumienie i rozum, i zostaliśmy wyzuci z człowieczeństwa. Nie mamy żadnej godności ani uczciwości. Jesteśmy nieszczerzy, samolubni, odrażający i złośliwi. Knujemy tylko dla własnej korzyści, jesteśmy wyrachowani. Liczy się tylko nasze zadowolenie, a dobro innych mamy za nic. Budujemy własne szczęście na krzywdzie innych, na każdym kroku walczymy i zabijamy. Każdy żyje w grzechu, zaprzecza i opiera się Bogu, nienawidzi prawdy, czci zło i nurza się w grzechu, nie uznając go za grzech. Mężowie zdradzają żony, a żony mężów, oszukują się nawzajem. Poddają się żądzom dla uciechy. Gdzie tu człowieczeństwo? Jesteśmy żyjącymi duchami. Zrozumiałam, że zdrada mojego męża brała się z trucizn szatana. Ja nie byłam wyjątkiem. Kiedy inni zagrażali moim interesom, przepełniała mnie uraza, każdą minutę spędzałam w agonii nienawiści bez motywacji do pracy ani do życia. Wciągnęłam w to nawet syna. Te katastrofy były sprowadzone przez szatana. Zrozumienie tego wszystkiego było dla mnie oświeceniem. Później zyskałam nieco wglądu w życie przez modlitwę i czytanie Bożych słów. Dostrzegłam, że ludzkość jest zła i zepsuta, wykorzystujemy się nawzajem, a prawdziwa miłość nie istnieje. Stopniowo przeszła mi nienawiść do męża i tej kobiety, i porzuciłam plan zemsty. To wtedy zaczęłam swoje nowe życie. Jadłam i piłam Boże słowa każdego dnia, gromadziłam się z braćmi i siostrami, by czytać Boże słowa i śpiewać hymny na chwałę Boga. Miałam poczucie ulgi i wolności. Czułam się coraz lepiej, zaczęłam się uśmiechać.

Wkrótce jednak zdarzyło się coś, co wystawiło mnie na próbę. Zadzwonił do mnie znajomy, mówiąc, że musi się ze mną spotkać. Na spotkaniu powiedział poważnie: „Rozwiodłem się z żoną. Podobałaś mi się od kiedy cię poznałem, a teraz jest szansa, chcę się tobą zaopiekować na resztę mojego życia”. Doznałam szoku, słysząc to, ale odpowiedziałam spokojnie: „Nie ma mowy!”. On powtórzył, że mówi poważnie i zorganizował już mojemu synowi pracę, zaplanował małżeństwo, że nie będzie go traktował niesprawiedliwie. Mówił dalej, ale widząc, że nie odpowiadam, powiedział, że da mi trzy dni na przemyślenie tego. W nocy przewracałam się z boku na bok, byłam rozdarta. Był nieźle sytuowany. Dogadywaliśmy się i rozumieliśmy nawzajem. Mój syn skończył szkołę i nie miał jeszcze pracy. Do tego byłam sama, nie miałam w domu z kim porozmawiać. Chciałam z nim być. Gdy tylko to pomyślałam, serce przeszył mi ból. Wiedziałam, że wierzący i niewierzący idą różnymi drogami. Gdybym była z nim, nie byłabym w stanie praktykować wiary, a to by oznaczało zdradzenie Boga. Jak mogłabym zapomnieć o Bożym zbawieniu dla mnie? Ale kiedy zamykałam oczy, przypominałam sobie jego żarliwe słowa i wyraz twarzy, to było ciężkie do zniesienia. Tej nocy nie zmrużyłam oka. Długo zmagałam się z tym pytaniem. Właśnie kiedy zdecydowałam się z nim być, przyszły mi na myśl pewne słowa Boga: „A po cóż wam ci mężczyźni? Czy naprawdę mogą ocalić was z morza niedoli?” (Praktyka (7), w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Oświecenie płynące z tych słów wycisnęło mi łzy. Myślałam o tych latach z moim mężem, od miłości po zdradę, od przysiąg po wrogość. To były takie smutne myśli! To prawda. Na cóż mi mężczyzna? Czy może mi dać prawdziwą miłość i szczęście? Czy ocali mnie od morza udręki? Między ludźmi nie ma prawdziwej miłości. Uczucia, miłość ludzka jest tylko na pokaz. Nieubłaganie przemija. Ludzie wykorzystują się i oszukują, aby zaspokajać żądze ciała. Mój mąż taki był, dlaczego ten człowiek miałby być inny? Czyż nie miał tej samej natury i istoty? Czy mąż nie skrzywdził mnie wystarczająco? Czy chciałam przechodzić przez mękę kolejnego małżeństwa? Rana się zabliźniła, zapomniałam o bólu i prawie znów dałam się nabrać na piękne słowa. Nienawidziłam siebie wtedy za brak sumienia, za niewdzięczność. Gdyby nie Boże zbawienie, czy w ogóle byłabym teraz tutaj? Bóg wyraził tak wiele prawd, do których nie dążyłam. Zamiast tego uganiałam się za rzeczami bez wartości. Byłam taka niemądra! Boże słowa znów przebudziły moje serce. Nie mogłam dla mężczyzny zaprzepaścić szansy na prawdę i zbawienie. Z samego rana zadzwoniłam do niego i odmówiłam. Odkładając słuchawkę, czułam wielką ulgę. Inaczej szatan skrzywdziłby mnie i oszukał. Pewnego dnia spotkałam bliską przyjaciółkę. Była bardzo wychudzona i mizerna. Doznałam szoku. Powiedziała, że mąż ją zdradził, a kiedy rozmawiali o rozwodzie, z bezsilności próbowała się otruć, ale ją odratowano. Słysząc, co się jej przytrafiło, myślałam o własnej rozpaczy po rozpadzie mojego małżeństwa. Gdyby nie ochrona Boga, już bym nie żyła. Później przeczytałam Boże słowa: „Dlaczego mąż kocha swoją żonę? I dlaczego żona kocha męża? Dlaczego dzieci słuchają rodziców? Dlaczego rodzice rozpieszczają swoje dzieci? Jakimi intencjami w istocie kierują się ludzie? Czy ich intencją nie jest zrealizowanie własnych planów i zaspokojenie egoistycznych pragnień?” (Bóg i człowiek wejdą razem do odpoczynku, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Słowa Boże pokazały mi, dlaczego po niemal dwóch dekadach nasze wzajemne uczucie było tak słabe. To dlatego, że nie istnieje prawdziwa miłość między ludźmi. Służy tylko zaspokajaniu osobistych żądań i wykorzystywaniu się nawzajem. Jeśli warto kogoś wykorzystać, mówimy mu miłe słowa, ale kiedy skończymy go używać, wyrzucamy go za drzwi, jak starą koszulę albo śmieci. „Szczęśliwa rodzina” i „miłość małżeńska” to wszystko kłamstwa, których szatan używa, by mamić ludzi. Szkoda, że wtedy nie wierzyłam w Boga – nie rozumiałam prawdy i brak mi było jasności, więc nie mogłam przejrzeć sztuczek szatana. Zwiodły mnie sprytne kłamstwa mojego męża i nieszczere łzy. Byłam całkowicie zaślepiona przez fałszywe poczucie szczęścia i straciłam głowę, bawiąc się pustymi uczuciami. Prawie straciłam przez to życie. Byłam idiotką! Wtedy zdałam sobie sprawę, że tylko miłość Boga do ludzkości jest prawdziwa, a kiedy kipiałam nienawiścią, to słowa Boga ją rozproszyły i ukoiły mój ból, dając mi poczucie spokoju i radości w duszy. Kto na świecie mógł mnie tak kochać? Czyja miłość prześcignie miłość Boga? Te słowa pocieszyły mnie i byłam wdzięczna za zbawienie Boże.

Później przeczytałam fragment Bożych słów, który wyjaśniał prawdę o skażeniu ludzkości przez szatana. Bóg mówi: „Zgubne wpływy, które zakorzeniły się w ludzkich sercach przez tysiące lat panowania »wzniosłego ducha nacjonalizmu«, w połączeniu z feudalnym sposobem myślenia, który krępuje i skuwa ludzi, nie pozostawiając im ani krztyny wolności, pozbawiając woli, by do czegoś dążyć lub przy czymś trwać, oraz pragnienia, by czynić postępy, przez co pozostają oni bierni i zacofani, z głęboko zakorzenioną, niewolniczą mentalnością, i tak dalej – te obiektywne czynniki rzuciły trwały cień podłości i szpetoty na ideologiczną postawę ludzkości, jej ideały, moralność i usposobienie. Wydaje się, że ludzie żyją w mrocznym świecie lęku i zastraszenia, z którego żaden z nich nie próbuje się wyrwać. Nikt nawet nie myśli o tym, by przenieść się świata idealnego; wydają się zadowoleni z losu, jaki przypadł im w udziale, i z tego, jak mijają ich dni. Rodzą i wychowują dzieci, trudzą się i walczą o byt, wypełniają swe obowiązki, marzą o spokoju i szczęściu na łonie rodziny, o miłości w małżeństwie, o kochających dzieciach, o radości u schyłku swych dni, gdy ich życie będzie dobiegać spokojnego końca… Przez dziesiątki, tysiące i dziesiątki tysięcy lat, aż do dziś, ludzie trwonili w ten sposób swój czas i nikomu nie udało się stworzyć sobie idealnego życia: wszyscy skupieni byli jedynie na wzajemnym mordowaniu się w tym mrocznym świecie, na wyścigu za sławą i korzyściami, na spiskowaniu przeciwko sobie. Kto szukał kiedykolwiek Bożej woli? Czy ktoś kiedykolwiek baczył na Boże dzieło? Wszystkie elementy człowieczeństwa poddane wpływom ciemności już dawno stały się ludzką naturą, tak więc nie jest łatwo realizować Boże dzieło, a ludzie mają dzisiaj jeszcze mniej ochoty zwracać uwagę na to, co Bóg im powierzył” (Dzieło i wejście (3), w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). „Całe życie człowieka upływa pod władzą szatana i nie ma ani jednej osoby, która potrafi o własnych siłach uwolnić się od jego wpływu. Wszyscy żyją w plugawym świecie, pośród pustki i zepsucia, bez najmniejszego znaczenia czy wartości; ludzie wiodą takie beztroskie życie ze względu na cielesność, żądzę i szatana. Ich egzystencja nie ma najmniejszej wartości. Człowiek nie jest w stanie odnaleźć prawdy, która uwolni go od wpływu szatana. Chociaż człowiek wierzy w Boga i czyta Biblię, nie rozumie, jak mógłby uwolnić się spod władzy, jaką ma nad nim wpływ szatana. Na przestrzeni wieków bardzo niewielu ludzi odkryło ten sekret i bardzo niewielu to pojęło. Wobec tego, choć człowiek nienawidzi szatana i nienawidzi ciała, nie wie, jak pozbyć się usidlającego wpływu szatana” (Doświadczenia Piotra: jego znajomość karcenia i sądu, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Boże słowa ujawniają rzeczywistość życia ludzi. Czy nie doświadczałam tyle bólu, ponieważ zabiegałam o tak zwane „szczęśliwe życie”? O miłość małżeńską, szczęśliwą rodzinę, starałam się być idealną żoną, jego lepszą połową. Byłam gotowa oddać mu krew, pot i łzy, nawet, gdyby miało mnie to kosztować życie. Byłam jak nakręcany zegarek, non stop pracując dla męża i rodziny. Kiedy piął się w górę, byłam szczęśliwa. Gdy mnie zdradził, byłam zrozpaczona i zalewałam się łzami, czułam, że życie jest jednym nieszczęściem. Walcząc o scalenie rozbitej rodziny, wdałam się w utarczki z tą kobietą, porzucając godność i uczciwość. Musiałam też stłumić urazę w sercu, aby dać mężowi szansę na odpokutowanie. Teraz widzę, że żyję pod panowaniem szatana, będąc kukiełką, którą on manipuluje, żyjąc bez człowieczeństwa. Żyłam diabelskim życiem. Jednak ja byłam nim zafascynowana, sądząc, że tylko takie życie ma sens. Słowa Boże otwarły mi serce i pozwoliły zobaczyć, że tak zwane „szczęśliwe życie”, którego pragnęłam, było bez wartości i bez znaczenia. Gdybym nawet osiągnęła te rzeczy, co z tego? Czyż to nie jest całkiem puste?

Później przeczytałam to w słowach Boga: „Jesteś istotą stworzoną: to oczywiste, że powinieneś czcić Boga i dążyć do osiągnięcia życia pełnego znaczenia. Jeśli nie czcisz Boga i żyjesz tylko w swym plugawym ciele, to czyż nie jesteś jedynie zwierzęciem w ludzkiej skórze? Skoro jesteś istotą ludzką, powinieneś ponosić koszty dla Boga i znosić wszelkie cierpienia! Powinieneś z radością i bez wahania przyjmować tę odrobinę cierpienia, jakiemu jesteś dziś poddawany, i wieść życie pełne znaczenia, tak jak Hiob i Piotr. Na tym świecie człowiek nosi odzienie od diabła, spożywa pochodzący od niego pokarm i pracuje i służy na każde jego skinienie, zostając z czasem całkowicie wdeptanym w jego plugastwo. Jeśli nie pojmiesz sensu życia albo nie zyskasz drogi prawdy, to jakież znaczenie ma takie życie? Jesteście ludźmi, którzy podążają właściwą drogą, tymi, którzy dążą do poprawy. Jesteście ludźmi, którzy w narodzie wielkiego, czerwonego smoka powstają, tymi, których Bóg nazywa sprawiedliwymi. Czyż takie właśnie życie nie jest życiem o największym znaczeniu?” (Praktyka (2), w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). W świecie doznałam szatańskiego spustoszenia ze względu na moje małżeństwo. To Bóg Wszechmogący mnie uratował i dał mi to szczęście, że mogłam powrócić do domu Bożego. Boże słowa podlewały mnie i odżywiały, bym zrozumiała pewne prawdy, przejrzała zło i mrok świata, dostrzegła prawdę o zepsuciu ludzi i zostawiła ból za sobą. Miłość Boga dla mnie jest tak wielka. Powinnam za nią odpłacić. Potem zaczęłam głosić ewangelię i wykonywać obowiązek wraz z braćmi i siostrami, czułam w sercu spokój i szczęście. Bogu dzięki! Jeden hymn przemawia mi bardzo do serca: „Gdybym nie został zbawiony przez Boga”. „Gdybym nie został zbawiony przez Boga, nadal dryfowałbym po świecie, szamocząc się boleśnie w grzechu, żyjąc bez nadziei. Gdybym nie został zbawiony przez Boga, nadal byłbym deptany przez diabły, korzystałbym z przyjemności grzechu, nie wiedząc, gdzie jest ścieżka ludzkiego życia. Bóg Wszechmogący jest dla mnie miłosierny, wołają do mnie Jego słowa. Słysząc głos Boga, zostałem podniesiony przed Jego tron. Każdego dnia jem i piję słowa Boże, rozumiem wiele prawd. Widzę, że w tak głębokim zepsuciu ludzkość naprawdę potrzebuje zbawienia Bożego. (…)” (Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni).

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Kajdany sławy i korzyści

Autorstwa Jieli, Hiszpania Bóg Wszechmogący mówi: „Szatan używa sławy i zysku, aby kontrolować myśli człowieka, aż ludzie są w stanie...

Koniec z popisami

Autorstwa Mo Wen, Hiszpania Pamiętam, jak w 2018 r. ewangelizowałem w kościele, a później odpowiadałem za ten obowiązek. Dostrzegałem...

Słowa Boga jako lustro

Autorstwa Wu Xia, Prowincja Szantung Po przyjęciu dzieła Boga w dniach ostatecznych, dzięki lekturze Jego słów zaczęłam rozumieć, że jeśli...

Połącz się z nami w Messengerze