Dlaczego zawsze rywalizowałam z innymi?
W czerwcu 2023 roku zostałam wybrana do okręgowej grupy decyzyjnej i razem z Jenny odpowiadałam za pracę przy podlewaniu. Ilekroć przełożona miała do wdrożenia jakąś pracę, najpierw do mnie pisała lub dzwoniła, a następnie prosiła mnie o jej wdrożenie w kościołach. Czułam, że przełożona wysoko mnie ceni i prawdopodobnie uważa mnie za kogoś, kogo warto szkolić, więc byłam bardzo szczęśliwa i z zapałem wykonywałam swój obowiązek. W kwietniu 2024 roku pojawiła się nowa przełożona i zauważyłam, że skupiła się ona na szkoleniu Jenny. Zazwyczaj prosiła Jenny o nadzór nad wdrażaniem pracy, a po zakończeniu swojego omówienia na zgromadzeniach, zawsze ją pytała, czy chciałaby coś dodać. Czasami bracia i siostry również chętnie popierali sugestie Jenny. Czułam się bardzo rozżalona i myślałam: „Dlaczego przełożona nie pozwala mi kierować wdrażaniem pracy? Dlaczego szkoli Jenny, a nie mnie? Nie jestem gorsza od Jenny!”. Chciałam udowodnić, że mój potencjał wcale nie jest niższy niż potencjał Jenny, więc aktywnie prowadziłam omówienia na zgromadzeniach. Jednakże, ponieważ miałam niewłaściwe intencje, moje omówienia były niespójne. Czułam się okropnie. Chciałam pokazać przełożonej, że mam potencjał, ale zamiast tego tylko się ośmieszyłam i byłam bardzo zniechęcona. Później, gdy przełożona prosiła nas o wdrożenie pracy, szukałam wymówek, by nie brać w tym udziału. Czułam, że ilekroć wdrażana jest jakaś praca, przełożona skupia się tylko na Jenny, więc nawet gdybym brała w tym udział, nie zostałabym doceniona. Chociaż później pytałam moją partnerkę o to, jaką pracę wdrożyła przełożona, sprawiło to, że nie wszystko udawało się zrobić na czas, a ja nie omawiałam od razu problemu nieobecności części nowych wierzących na spotkaniach, by go rozwiązać. W tamtym czasie czułam, że niewiele osiągam, wykonując swój obowiązek, jakbym była tylko zbędnym dodatkiem. Nie chciałam już tam nawet być, by wykonywać swój obowiązek. Zdałam sobie sprawę, że trwam w stanie rywalizacji i zazdrości, więc się pomodliłam: „Boże, ostatnio żyję pod wpływem mojego zepsutego usposobienia i czuję w sercu wielki ból. Nie wiem, jak się od niego uwolnić. Proszę, poprowadź mnie, abym poznała własne problemy”.
Później przypomniałam sobie fragment słów Bożych, który dał mi pewne zrozumienie moich problemów. Bóg Wszechmogący mówi: „Człowiek nie powinien uważać się za doskonałego, niezwykle wybitnego i bardzo szlachetnego albo znacząco wyróżniającego się na tle innych. Wszystko to ma swoje źródło w jego aroganckim usposobieniu i ignorancji. Wieczne uważanie siebie za kogoś wyróżniającego się – to jest spowodowane przez aroganckie usposobienie. Nieakceptowanie swoich niedoskonałości i nieumiejętność stawienia czoła swoim błędom i niepowodzeniom – to efekt aroganckiego usposobienia. Niepozwalanie, by inni ich przerośli lub okazali się od nich lepsi – to efekt aroganckiego usposobienia. Niedopuszczanie do tego, by mocne strony innych przerosły lub przewyższyły ich mocne strony – to efekt aroganckiego usposobienia. Niepozwalanie innym, by mieli lepsze przemyślenia, sugestie i poglądy niż się samemu ma, oraz popadanie w zniechęcenie, odmawianie rozmów, uczucie przybicia i przygnębienia oraz rozstrojenia, gdy się okazuje, że inni są lepsi – to efekty aroganckiego usposobienia. Aroganckie usposobienie może spowodować, że nie będziesz umiał przyjąć krytyki od innych, chcąc ochronić własną dumę, i nie będziesz w stanie skonfrontować się z własnymi brakami i zaakceptować swoich niepowodzeń i błędów. Co więcej, kiedy ktoś jest od ciebie lepszy, może to wzbudzić nienawiść i zazdrość w twoim sercu, a ty możesz się poczuć tak ograniczany, że nawet stracisz chęć wykonywania obowiązków lub zaczniesz wykonywać je niedbale. Aroganckie usposobienie może wywołać w tobie przejawy takiego zachowania i takich praktyk” (Zasady, jakimi należy się kierować w zachowaniu, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Mój stan był dokładnie taki, jak obnażył to Bóg. Czyż moje zniechęcenie i chęć ucieczki nie wynikały z mojej arogancji? Zawsze uważałam, że mam wysoki potencjał i zdolność do pracy – że w domu Bożym jestem wyjątkowo utalentowaną osobą, która powinna zostać awansowana i której powinno się powierzać ważne zadania. Kiedy zobaczyłam, że przełożona skupia się na szkoleniu Jenny, a nie mnie, poczułam ogromne rozczarowanie i straciłam zapał do wykonywania swojego obowiązku. Szukałam wymówek, by nie uczestniczyć w zgromadzeniach, na których wdrażano pracę, i nie chciałam już tam nawet dłużej być, by wykonywać swój obowiązek. W rzeczywistości rezultaty, jakie w przeszłości osiągałam, wykonując swój obowiązek, były w pełni zasługą Bożego przewodnictwa; nie miałam się czym chwalić. A jednak traktowałam te rzeczy jako moją osobistą kartę przetargową, myśląc, że jestem lepsza od innych. Kiedy zobaczyłam, że nie jestem doceniana, stałam się niezadowolona i nieposłuszna. Naprawdę brakowało mi rozumu! Uświadomienie sobie tego sprawiło, że poczułam się okropnie, więc w głębi serca cicho zawołałam do Boga, prosząc Go, by poprowadził mnie ku lepszemu zrozumieniu moich problemów.
Podczas jednego z moich porannych ćwiczeń duchowych przeczytałam następujący fragment słów Bożych: „Bez względu na to, jakie obowiązki antychryści wykonują, będą usiłowali zająć wysoką, możliwie nadrzędną, pozycję. Nigdy nie zadowolą się rolą zwykłego wyznawcy. A co ich najbardziej pasjonuje? Stanie na czele, wydawanie rozkazów, ganienie innych i zmuszanie ich do posłuszeństwa. Nigdy nie myślą o tym, jak właściwie wykonywać swój obowiązek, a tym bardziej przy jego wykonywaniu nie szukają prawdozasad, by praktykować prawdę i zadowolić Boga. Zamiast tego łamią sobie głowę, jak się wyróżnić, aby przywódcy mieli o nich dobre zdanie i awansowali ich, by oni sami mogli zostać przywódcami lub pracownikami i przewodzić innym ludziom. To jest to, o czym myślą przez cały dzień i na co mają nadzieję. Antychryści nie chcą, by inni im przewodzili, nie chcą być zwykłymi podwładnymi, a tym bardziej nie chcą pokornie wykonywać swoich obowiązków bez żadnych fanfar. Niezależnie od tego, jaki jest ich obowiązek, jeśli nie mogą się znaleźć w centrum uwagi, jeśli nie mogą stać wyżej niż inni i im przewodzić, to wykonywanie tego obowiązku uważają za nudne, wpadają w przygnębienie i zaczynają opuszczać się w pracy. Kiedy inni ich nie chwalą i nie czczą, wykonywanie obowiązku jeszcze bardziej przestaje ich interesować i mają do tego jeszcze mniej ochoty. Z drugiej strony, jeśli wykonując swój obowiązek, mogą stać w centrum uwagi i mają ostatnie słowo, czują się wzmocnieni i gotowi są znosić wszelkie trudności. W wykonywaniu swojego obowiązku zawsze mają osobiste intencje i zawsze chcą się wyróżniać, aby zaspokoić swoją potrzebę przewyższenia innych ludzi i spełnić własne pragnienia i ambicje. Przy wykonywaniu swojego obowiązku oprócz tego, że na wszelkie sposoby starają się rywalizować z innymi, wyróżnić się, być górą, wyprzedzić innych – myślą także o tym, jak utrzymać swój obecny status, swoją reputację i swój prestiż” (Punkt dziewiąty (Część siódma), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Bóg obnaża, że antychryści zawsze knują w trosce o własną reputację i status, łamiąc sobie głowę nad tym, jak wyróżnić się na tle innych i im przewodzić, a także jak awansować i zostać osobą, której powierza się ważne zadania, w ogóle nie zastanawiając się nad tym, jak dobrze wykonywać obowiązek istoty stworzonej. To, do czego dążyłam, niczym nie różniło się od tego, do czego dąży antychryst. Przypomniałam sobie czasy, kiedy w kościele wierzyłam w Pana. Ilekroć widziałam pastorów i starszych głoszących kazania zza kazalnicy, otoczonych przez wielu ludzi, którzy patrzyli na nich z uwielbieniem w oczach, czułam wielką zazdrość i w skrytości ducha powtarzałam sobie, że muszę pojechać do Tajlandii, by studiować teologię, tak abym pewnego dnia ja również mogła głosić kazania z ambony. W tamtym czasie mój entuzjazm był ogromny. Po roku uczęszczania na zgromadzenia kościelne pastor zaczął mnie szkolić, więc jeszcze aktywniej brałam w nich udział, mając nadzieję, że w przyszłości zostanę awansowana i będą mi powierzane ważne zadania. Po przyjęciu Bożego dzieła dni ostatecznych z entuzjazmem dążyłam do prawdy i zaledwie po sześciu miesiącach wiary w Boga opuściłam dom, by wykonywać swój obowiązek w pełnym wymiarze godzin. Podczas wykonywania swojego obowiązku bardzo skupiałam się na tym, jak sprawić, by bracia i siostry mnie podziwiali. Robiłam wszystko, co w mojej mocy, by wykonać każdą pracę zleconą mi przez przełożoną, chcąc, aby moi bracia i siostry widzieli, że niosę brzemię i mam poczucie odpowiedzialności. Kiedy otrzymywałam pochwały od braci i sióstr, a przełożona mnie doceniała, byłam pełna energii do wykonywania mojego obowiązku i gotowa znieść każdą trudność, ale kiedy zobaczyłam, że nowa przełożona ceni Jenny, poczułam się rozżalona i zazdrosna; nieustannie chciałam się wykazać. Kiedy nie mogłam jej prześcignąć, popadałam w zniechęcenie, zaczynałam niedbale wykonywać swój obowiązek, a gdy przełożona wdrażała pracę, nie chciałam w tym brać udziału, i nie monitorowałam ani nie rozwiązywałam niezwłocznie trudności nowych wierzących. Chciałam po prostu uciec i nie wykonywać tam swojego obowiązku. Zrozumiałam, że nie wykonuję swojego obowiązku, by zadowolić Boga, lecz dla własnej sławy, zysku i statusu, w ogóle nie biorąc pod uwagę interesów kościoła. Byłam taka samolubna! Jak to można nazwać wykonywaniem obowiązku? Ewidentnie czyniłam zło i opierałam się Bogu, krocząc ścieżką antychrysta! Gdybym nadal dążyła w ten sposób, każdego dnia rywalizując z innymi i pragnąc, by wszyscy kręcili się wokół mnie, podziwiali mnie i chwalili, kroczyłabym ścieżką oporu wobec Boga i ostatecznie zostałabym przez Niego zdemaskowana i wyeliminowana, tracąc szansę na zbawienie.
Później otworzyłam się przed siostrą Jessie w kwestii mojego stanu, mając nadzieję, że pomoże mi się z niego wyzwolić. Przypomniała mi: „Zdajesz sobie sprawę, że dążysz do statusu, ale czy nie powinnaś również spojrzeć na to, czego ci brakuje? Jeśli zawsze czujesz się lepsza od innych, trudno jest ci wyrzec się siebie samej. Czy naprawdę jesteśmy tak dobrzy, jak to sobie wyobrażamy? Zauważyłam ostatnio, że w obliczu trudności zawsze się wycofujesz. Zaczynasz pracę z wielką determinacją, ale potem ona znika. To tylko chwilowy entuzjazm – nie potrafisz pracować, twardo stąpając po ziemi. Jeśli w środku będziemy mieli prawdziwe zrozumienie tych problemów, nie będziemy zawsze czuli, że jesteśmy lepsi od innych”. Słysząc jej słowa, poczułam się okropnie, ale to, o czym mówiła, rzeczywiście było moim problemem. Czułam, że naprawdę brakuje mi rozumu. Nawet gdyby ktoś taki jak ja faktycznie został awansowany i był szkolony, czy potrafiłby dobrze wykonywać swój obowiązek?
Podczas zgromadzenia przeczytałam fragment słów Bożych, który głęboko mnie poruszył. Bóg mówi: „Niektórzy ludzie tak naprawdę nigdy w głębi serca nie przyjęli słów Bożych; nie przyjmują ani jednego słowa Bożego. Gdy dom Boży ich nie awansuje ani się nimi nie posługuje, narzekają: »Jak to jest, że Bóg mnie nie lubi? Dlaczego dom Boży nigdy mnie nie awansuje ani nie obsadza mnie na ważnym stanowisku? Rozumiem niektóre prawdy, mam aspiracje i determinację oraz chcę ponosić koszty na rzecz Boga! Jestem wykształcony i silny, potrafię cierpieć i płacić cenę – czemu więc dom Boży nie da mi szansy? Traktowanie mnie w ten sposób jest niesprawiedliwe! Inni dostają możliwości, więc czemu nie ja? Bóg nie jest sprawiedliwy!«. Dlaczego więc nie sprawdzisz, czy spełniasz kryteria domu Bożego w zakresie awansowania ludzi i posługiwania się nimi? Twoje serce jest zamknięte na Boga i z oporem reagujesz na słowa, które On wypowiada – czy przyswoiłeś sobie to, co mówi Bóg? Czy kiedykolwiek, robiąc coś, szukałeś słów Bożych? Nie słuchasz tego, co mówią słowa Boże, i nigdy nie szukasz intencji Boga ani prawdozasad, jak zatem dom Boży mógłby się tobą posługiwać? Nawet jeśli Bóg przygotowuje dla ciebie jakieś okoliczności i dom Boży daje ci szansę, żeby cię awansować i się tobą posłużyć, to do jakiej pracy się nadajesz? Jaką pracę potrafiłbyś udźwignąć? Gdyby posłużono się kimś takim w ramach pracy kościoła, on z pewnością kierowałby się własną wolą, by lekkomyślnie popełniać występki oraz powodować zakłócenia i zaburzenia, a to mogłoby się skończyć tylko w jeden sposób: zostałby wyeliminowany” (Jak dążyć do prawdy (20), w: Słowo, t. 7, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boże, które czytałam, przeszyły moje serce. Bóg mówi, że niektórzy ludzie nigdy nie przyjmują prawdy, a ich serca są na Niego zamknięte; w niczym, co robią, nigdy nie szukają Jego intencji ani prawdozasad. Nawet gdyby takim ludziom dano szansę na wykonywanie pracy w kościele, nie byliby w stanie wziąć jej na swoje barki. Zadałam sobie pytanie: „Czy jestem kimś, kto dąży do prawdy? Czy jestem kimś, kto przyjmuje prawdę? Nie!”. Byłam bardzo samowolna i robiłam wszystko według własnego widzimisię. Kiedy bracia i siostry robili coś, co nie było po mojej myśli, nie chciałam rozmawiać i wyładowywałam swoją frustrację w trakcie wykonywania obowiązku. Trudno było mi również zaakceptować, gdy wytykali mi moje problemy. Wykonując swój obowiązek, zawsze dążyłam do sławy, zysku i statusu, a kiedy moje ambicje i pragnienia nie zostały zaspokojone, popadłam w zniechęcenie, obijałam się, a nawet myślałam o porzuceniu swojego obowiązku. Bóg już i tak okazał mi wyjątkowe wywyższenie i łaskę, pozwalając komuś takiemu jak ja, osobie pozbawionej sumienia i rozumu, wykonywać tak ważny obowiązek w kościele. A jednak tego nie doceniałam i nie poszukiwałam prawdy, by dobrze to robić. Zamiast tego zawsze rywalizowałam z innymi. Naprawdę nie wiedziałam, co jest dla mnie dobre! Gdybym nie została obnażona, nie uświadomiłabym sobie swojej prawdziwej postawy. Później, kiedy widziałam, jak Jenny prowadzi zgromadzenia lub wdraża pracę, albo słyszałam, jak bracia i siostry ją chwalą, potrafiłam właściwie do tego podejść i nie czułam się już tak rozżalona ani stłamszona jak wcześniej.
Później dowiedziałam się, że siostra Jean, moja partnerka, została wybrana na przełożoną. Serce zabiło mi mocniej i pomyślałam: „Zazwyczaj jestem od niej aktywniejsza we wdrażaniu pracy. Dlaczego to ją wybrali na przełożoną, a nie mnie?”. Zdałam sobie sprawę, że znów rywalizuję z innymi, więc pomodliłam się w ciszy: „Boże, proszę, pomóż mi, abym nadal była podporządkowana. To, czy zostanę awansowana, czy nie, wynika z Twojej suwerennej władzy i Twoich ustaleń. Proszę, poprowadź mnie, abym skupiła serce na swoim obowiązku”. Po modlitwie poczułam o wiele większy spokój. Później, kiedy znów współpracowałam z Jean, zobaczyłam, że ma wiele mocnych stron, których mi brakuje. Potrafiła samodzielnie radzić sobie z pracą, a czasami, gdy pracownicy ewangelizacyjni napotykali problemy, z własnej inicjatywy je z nimi omawiała, aby pomóc im je rozwiązać. Bardzo szczegółowo monitorowała pracę i osiągała rezultaty w ramach swojego obowiązku. Tego wszystkiego mi brakowało. Pewnego ranka podczas moich ćwiczeń duchowych przeczytałam fragment słów Bożych, który był dla mnie bardzo pomocny. Bóg Wszechmogący mówi: „Jako członek stworzonej ludzkości musisz trzymać się swojego miejsca i postępować w należyty sposób. Sumiennie trzymaj się tego, co zostało ci powierzone przez Stwórcę. Nie przekraczaj wyznaczonych granic ani nie rób niczego, co wykracza poza zakres twych możliwości lub jest wstrętne Bogu. Nie staraj się dążyć do bycia kimś wielkim, supermanem i wspaniałą jednostką ani nie dąż do zostania Bogiem. Ludzie nie powinni bowiem żywić żadnego z tych pragnień. Dążenie do bycia kimś wielkim lub supermanem jest absurdalne. Dążenie do stania się Bogiem jest jeszcze bardziej haniebne; jest to obrzydliwe i podłe. Tym, co jest prawdziwie drogocenne, oraz tym, czego istoty stworzone powinny się trzymać bardziej niż czegokolwiek innego, jest stanie się prawdziwą istotą stworzoną; jest to jedyny cel, do którego powinni dążyć wszyscy ludzie” (Sam Bóg, Jedyny I, w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga). Po przeczytaniu słów Bożych moje serce się rozjaśniło. Zrozumiałam, że Bóg wymaga od nas, byśmy postępowali właściwie i wypełniali swój obowiązek, twardo stąpając po ziemi. Nie wymaga od nas, byśmy byli wyjątkowi i wspaniali. Zastanowiłam się nad tym, jak to jest, że odkąd zaczęłam wykonywać swój obowiązek, nigdy właściwie nie rozważałam, jak robić to dobrze, ani jak dążyć do bycia prawdziwą istotą stworzoną i zajmować właściwą pozycję. Zamiast tego ślepo dążyłam do sławy, zysku i statusu, myśląc tylko o tym, jak sprawić, by przełożone mnie ceniły, a bracia i siostry mnie wielbili. Chciałam wyróżniać się w każdym tłumie – moja ambicja była zbyt wielka! Wtedy postanowiłam, że od teraz będę gorliwie dążyć do prawdy i wypełniać swój obowiązek, twardo stąpając po ziemi. Pomyślałam o hymnie słów Bożych, „Jestem tylko maleńką, stworzoną istotą”: „Boże! Bez względu na to, czy mam wysoki status, czy też nie, teraz rozumiem samego siebie. Jeśli mój status jest wysoki, to dzięki Twojemu wywyższeniu, a jeśli niski, to dlatego, że Ty tak z góry zarządziłeś. Wszystko jest w Twoich rękach. Ja nie mam żadnego wyboru ani na nic się nie skarżę. To Ty z góry zarządziłeś, że mam urodzić się w tym kraju i pośród tego narodu, a ja jedynie mogę się w pełni podporządkować Twojemu panowaniu, ponieważ to wszystko jest tak, jak Ty z góry zarządziłeś” (Dlaczego nie chcesz być narzędziem kontrastu? w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Słuchałam tego hymnu wielokrotnie i śpiewałam go. Każde słowo trafiało prosto do mojego serca. Jestem maleńką istotą stworzoną, pełną skażonych szatańskich skłonności. To, że mogę dziś wykonywać obowiązek istoty stworzonej w kościele, jest szczególnym zaszczytem; to Boże wywyższenie i Boża łaska. Bez względu na to, jaki obowiązek wykonuję, jestem gotowa się podporządkować. Później przestałam się przejmować tym, że to Jean została wybrana na przełożoną, i każdego dnia kontynuowałam współpracę z braćmi i siostrami, by wykonywać pracę, którą należało wykonać. Dziękuję Bogu Wszechmogącemu za to, że poprowadził mnie ku temu zrozumieniu i tym zyskom, oraz za to, że sprawił, iż zaszła we mnie pewna zmiana.