Lek na zazdrość

25 lutego 2021

Autorstwa Xunqiu, Chiny

Bóg Wszechmogący mówi: „Ciało człowieka jest od szatana, pełno w nim buntowniczych usposobień, jest odrażająco plugawe, i jest także czymś nieczystym. Ludzie zanadto pożądają rozkoszy ciała i zbyt wiele jest przejawów cielesności. Dlatego właśnie Bóg do pewnego stopnia gardzi ludzkim ciałem. Gdy ludzie odrzucają brudne, skażone rzeczy pochodzące od szatana, zyskują Boże zbawienie. Jeśli jednak wciąż nie uwolnili się od plugastwa i skażenia, to nadal żyją w domenie szatana. Ludzka przebiegłość, fałsz i przewrotność to wszystko rzeczy pochodzące od szatana. Boże zbawienie ma cię właśnie od nich uwolnić. Dzieło Boże nie może być niczym złym; jest ono w całości wykonywane po to, aby ocalić ludzi przed mrokiem. Kiedy uwierzysz już do pewnego stopnia i będziesz potrafił uwolnić się od skażenia ciała i nie będziesz już zniewolony przez to skażenie, to czyż nie będziesz zbawiony? Kiedy żyjesz w domenie szatana, nie jesteś zdolny do tego, by Bóg przejawiał się poprzez ciebie, jesteś bowiem czymś plugawym i nie jesteś w stanie otrzymać Bożego dziedzictwa. Kiedy już zostaniesz obmyty i udoskonalony, będziesz święty, będziesz zwykłą osobą i Bóg będzie ci błogosławił, a ty będziesz przynosił Mu radość” („Praktyka (2)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Dzięki słowom Boga zrozumiałam, że ulegamy zazdrości i wadzimy się między sobą, bo zostaliśmy zepsuci przez szatana, więc oddajemy się oszukańczym i złym szatańskim skłonnościom i jesteśmy bardzo samolubni. Mnie też kiedyś opanowała zazdrość, nieustannie knułam przeciwko innym, goniłam za sławą i korzyścią. Takie życie boli, ale nie umiałam się wyzwolić. Dzięki Bożemu sądowi i karceniu mogłam się zmienić i uciec od cierpienia.

Był czerwiec 2017 roku. Zostałam przywódczynią grupy w kościele, odpowiedzialną za kilka miejsc zgromadzeń. Cieszyła mnie ta posługa, Bóg mnie wywyższył i chciałam się odwdzięczyć za Jego miłość. Byłam bardzo aktywna podczas zgromadzeń, a gdy bracia i siostry mieli trudności lub byli w złym stanie, znajdywałam słowa Boga, które mogły pomóc im w problemach. Inni mieli o mnie pozytywną opinię, mówili, że potrafię rozwiązywać praktyczne problemy na spotkaniach, że jestem odpowiedzialna i okazuję miłość braciom i siostrom. Byłam z siebie zadowolona z tego powodu.

Wkrótce miały odbyć się wybory na przywódcę i pomyślałam: „Wszyscy mnie poważają, więc mam szanse. Jeśli mnie wybiorą, bracia i siostry obdarzą mnie większym uznaniem”. Siostra Yang i ja zostałyśmy nominowane. Poczułam się zagrożona, gdy ona dostała nieco więcej głosów. Myślałam: „Jestem odpowiedzialna, radzę sobie z praktyczną pracą. Jakim cudem ona ma więcej głosów?”. Potem pomyślałam: „To tylko nominacje, nie wybory. Mam jeszcze szansę. Muszę tylko mieć w sobie prawdę, by bardziej pomagać innym w ich trudnościach. Zobaczą, że ona nie ma nade mną przewagi, i wybiorą mnie!”. Pomyślałam o nierozwiązanym problemie siostry Wang z ostatniego zgromadzenia, przygotowałam odpowiednie słowa Boga, by jej pomóc. Nastał wyznaczony dzień i udałam się na zgromadzenie. Od razu ujrzałam siostrę Yang pogrążoną w rozmowie z siostrą Wang. Nie spodobało mi się to. Pomyślałam: „Przychodzę tu dziś, by jej pomóc w problemie, a ty się już wepchałaś! Jak mam w takim razie pokazać na co mnie stać?”. Po ich rozmowie na twarzy siostry Wang pojawił się uśmiech, a pozostali z uznaniem kiwali głowami. Byłam bardzo niezadowolona. Zazdrościłam siostrze Yang, bo okradła mnie z mojej chwały. Pomyślałam: „Zanim tu przyszłaś, inni chcieli mnie słuchać. Teraz wszyscy podziwiają ciebie, a na mnie nie zwracają uwagi”. Wszyscy z zadowoleniem uczestniczyli w zgromadzeniu, a ja nie mogłam się doczekać, żeby wyjść.

Po powrocie do domu usiadłam zgnębiona, wpadałam w coraz gorszy nastrój. Pomyślałam: „Jak tak dalej pójdzie, marne będą moje szanse na przywództwo. Nie poddam się, muszę być aktywniejsza. Nie mogą już z nią więcej przegrać”. Zauważyłam, że siostra Xiang niepokoi się nagonkami KPCh, przeszkadzało jej to w posłudze, więc znalazłam słowa Boga, które mogłyby jej pomóc. Nazajutrz wcześniej przyszłam na spotkanie, lecz siostra Yang i tak mnie uprzedziła i rozmawiała już z siostrą Xiang. Zamarło mi serce i pomyślałam: „Znów to zrobiłaś! Muszę zobaczyć, jakie światło wypływa z tego, co mówisz, nie może być ono wszechogarniające”. Usiadłam obok i przysłuchiwałam się krytycznie. Odkryłam wtedy, że siostra Yang mówiła o drogach praktykowania w świetle słów Boga, lecz ani słowa o powodzie słabości i negatywnego nastawienia siostry Xiang. Pomyślałam: „Muszę wykorzystać tę szansę i wykazać się wiedzą, żeby utrzeć nosa siostrze Yang”. Jak pomyślałam, tak zrobiłam: „Siostro, ścieżka praktykowania nie wystarczy. Musimy zrozumieć prawdę na temat tego, jak Bóg używa wielkiego czerwonego smoka, by doskonalić swych wybranych. Tylko pojmując dzieło, wszechmoc i mądrość Boga możemy wyzbyć się negatywnego nastawienia. Przeczytajmy wspólnie fragment słów Boga”. Siostra Xiang kiwnęła głową, a ja spojrzałam z ukosa na siostrę Yang, która usiadła niezręcznie z boku. Czułam, że wygrałam bitwę, i pomyślałam: „Każdy widzi, czyje słowa mają większą skuteczność. Mogę podnieść głowę, nie jestem wcale gorsza”. Stałam się aktywniejsza w posłudze. Gdy usłyszałam, że ktoś boryka się z trudnościami, znajdywałam odpowiednie słowa Boga i od razu rozmawiałam z taką osobą. Gdy ktoś potakiwał, cieszyłam się jak dziecko, a gdy nie było reakcji, ogarniał mnie nieznośny niepokój. Im trudniej było mi rozwiązać problemy innych, tym bardziej się tym przejmowałam. Czułam się też przemęczona i myślałam: „Jak tak dalej pójdzie, bracia i siostry uznają, że brak mi rzeczywistości prawdy i nie wybiorą mnie na przywódczynię”. Gdy widziałam, jak siostra Yang omawia praktyczne aspekty prawdy, z którymi bracia i siostry się zgadzali, to aż mną trzęsło. Moja zazdrość i brak akceptacji dominowały. Czułam do niej uraz, nie chciałam z nią rozmawiać. Żyłam w pogoni za sławą i korzyścią. To było bolesne. Słowa Boga nie dawały mi oświecenia, a modlitwy odmawiałam mechanicznie. Czułam, że oddalam się od Boga.

Modliłam się do niego, by mnie oświecił, bym pojęła swoje zepsute usposobienie i wyszła z tego okropnego stanu. Dopiero dzięki słowom Boga zrozumiałam po części własne zepsucie. Oto te słowa: „Niektórzy ludzie ciągle się boją, że inni ich prześcigną i odbiorą im palmę pierwszeństwa, zyskując uznanie, podczas gdy oni sami zostaną zapomniani. Sprawia to, że są wobec innych napastliwi i odrzucają ich. Czyż nie jest to przykład bycia zawistnym wobec ludzi, którzy są zdolniejsi od nich? Czyż takie zachowanie nie jest egoistyczne i nie zasługuje na pogardę? Jakiego rodzaju jest to usposobienie? Jest ono nikczemne! Myślenie tylko o sobie, zaspokajanie jedynie swych własnych pragnień, niebranie pod uwagę obowiązków innych ludzi i dbanie wyłącznie o własne korzyści, a nie o dobro domu Bożego: ludzie, którzy tak postępują, mają złe usposobienie, a Bóg nie darzy ich miłością. Jeśli naprawdę potrafisz liczyć się z wolą Boga, wówczas będziesz umiał sprawiedliwie traktować innych ludzi. Jeśli udzielisz komuś rekomendacji i ten ktoś rozwinie swoje umiejętności, przez co w domu Bożym przybędzie jeszcze jedna utalentowana osoba, to czy wtedy nie wypełnisz dobrze swojego zadania? Czyż nie okażesz się wówczas wierny w wypełnianiu swojego obowiązku? Jest to dobry uczynek w oczach Boga, a zarazem przejaw takiego rodzaju sumienia i rozsądku, jaki powinni posiadać ludzie” („Możesz uzyskać prawdę oddawszy swoje prawdziwe serce Bogu” w księdze „Zapisy przemówień Chrystusa”). Czułam wstyd po przeczytaniu słów Boga i pomyślałam o zazdrości, o swojej walce, by zdobyć sławę i korzyść. Paliła mnie ta żądza, odkąd usłyszałam o wyborach przywódcy, a gdy siostra Yang dostała więcej głosów ode mnie na nominacjach, zaczęłam widzieć w niej przeciwnika i skrycie z nią rywalizować. Gdy rozwiązywała problemy braci i sióstr, omawiając prawdę, czułam zazdrość. Uważałam, że kradnie mi chwałę, zagraża mojej szansy na przywództwo. Sama siebie szczułam przeciwko niej, szukając wad w tym, co mówiła. Skrycie ją umniejszałam, a siebie wywyższałam, gasiłam jej entuzjazm. Widząc, że nie wygram, poczułam do niej uraz, nie chciałam jej zaakceptować. Goniłam za sławą i korzyścią, byłam zazdrosna, krytykowałam ją wykluczyłam. Przejawiałam szatańskie usposobienie. Byłam samolubna, podła i złośliwa. Żyłam według szatańskich skłonności, raniłam innych, miałam w sobie żal i ból. Przypomniałam sobie Zhou Yu z Dziejów Trzech Królestw. Był małostkowy, zazdrosny o Zhuge Lianga, a przed śmiercią powiedział: „Skoro Yu się urodził, na co komu Liang?”. Umarł w gniewie. Czy nie są to okropne skutki zazdrości? Byłam taka sama, zawistna w swoich wysiłkach, by zdobyć status, zagrodziłam sobie ścieżkę do życia i krzywdziłam też innych. Brak mi było człowieczeństwa i nienawistna byłam Bogu. Bóg postawił obok mnie kogoś o lepszym charakterze, mając nadzieję, że czegoś się nauczę i popracuję nad swymi słabościami. Lecz ja walczyłam i porównywałam się. Nic nie zyskałam poza okrutnym cierpieniem. Byłam taka głupia. Prawda rządzi w domu Boga i są reguły wyboru przywódców. Mają to być przynajmniej ludzie, którzy potrafią przyjąć i praktykować prawdę. Tymczasem ja byłam zawistna, żądna sławy i korzyści, nieludzka. Nie byłam godna roli przywódczyni. Musiałam skończyć z walką, by skupić się na praktykowaniu prawdy i życiu w zgodzie ze słowami Boga. Ulżyło mi, gdy to zrozumiałam.

W dniu wyborów tak się modliłam: „Boże! Niezależnie od wyników chcę być Ci posłuszna, zagłosuję sprawiedliwie”. Lecz gdy przyszedł czas głosowania, zawahałam się, myśląc: „Jeśli zagłosuję na siostrę Yang i ona wygra, co inni powiedzą? Że jestem od niej gorsza”. Wtedy przypomniałam sobie te słowa Boga: „Musisz nauczyć się odpuszczać i odkładać te rzeczy na bok, rekomendować innych i pozwalać im się wyróżniać. Nie walcz ani nie spiesz się, by skorzystać z chwili, kiedy tylko napotkasz okazję, by się wyróżnić lub zyskać sławę. Musisz nauczyć się rezygnować, ale nie możesz odkładać na później wykonywania swoich obowiązków. Bądź osobą, która skromnie pracuje w ukryciu i która nie popisuje się przed innymi podczas lojalnego wykonywania swoich obowiązków. Im bardziej będziesz rezygnować z prestiżu, pozycji i własnych interesów, tym staniesz się spokojniejszy, tym więcej miejsca otwierać się będzie w twoim sercu i tym bardziej poprawiać się będzie twój stan” („Możesz uzyskać prawdę oddawszy swoje prawdziwe serce Bogu” w księdze „Zapisy przemówień Chrystusa”). Pomyślałam: „Muszę praktykować słowa Boga. Nie mogę żyć dla prestiżu i statusu”. Siostra Yang miała dobry charakter i miała praktyczne podejście, więc kościół skorzysta na jej przywództwie, tak samo jak bracia i siostry. Musiałam praktykować prawdę, myśleć o dobru kościoła. Zagłosowałam na nią. Została przywódczynią, a ja byłam spokojna i pogodzona z tym. W końcu czułam, że wcielam prawdę w życie. Dziękujmy Bogu!

W kwietniu 2018 roku zostałam wybrana na przywódczynię. Pracowałam z kilkorgiem braci i sióstr odpowiedzialnych za pracę kościoła. Na początku wszystko omawialiśmy i współpraca szła gładko. Lecz po jakimś czasie zauważyłam, że siostra Li, zajmująca się tekstami, ma dobry charakter i szybko się uczy. To, co mówiła, by oświecające i budujące. Podziwiałam ją, choć czułam zazdrość. Chciałam pracować w jej obszarze obowiązków, chcąc zdobyć umiejętności i poznać zasady, by jej nie ustępować w niczym. Dostałam list od naszego przywódcy, potrzebowali kogoś do zadania w kościele w innym regionie, pytali, czy siostra Li się nadaje. Poprosiła, żebym zajęła się jej sprawami. Zazdrość wybuchła we mnie i pomyślałam: „Chcą wspierać siostrę Li. Ma dobry charakter i szybko się uczy, ale wierzy w Boga od niedawna i nie jest to jeszcze wiara głęboka. W czym jej nie dorównuję? Czemu mnie nie wyślą? Jeśli powierzą to zadanie siostrze Li, co inni sobie o mnie pomyślą? Stwierdzą, że jest lepsza ode mnie”. Te myśli sprawiały, że czułam się nieswojo, a później przestałam się nawet odzywać do siostry Li. Widząc, jak się wobec niej zachowuję, przestała ze mną omawiać różne sprawy i problemy. Otrzymałam ocenę siostry Li przez braci i siostry kilka dni później, same pozytywne opinie. Płonęłam z zazdrości, ocenili ją lepiej niż mnie. Byłam przywódczynią gorszą od współpracownicy. Jakie to żenujące! Opanowywał mnie coraz większy niepokój. Powiedziałam do jednej sióstr: „Oceniasz ludzi zupełnie bez rozeznania. Siostra Li zrobiła postępy, ale daleko jej do ścieżki życia. Tak dobrze ją oceniłaś, ale jeśli ona pójdzie do innego kościoła i zakłóci jego pracę, bo ma braki praktyczne, to będzie też twoja wina!”. Słysząc to ode mnie, siostra się przestraszyła. Powiedziała, że w swojej ocenie kierowała się stanem teraźniejszym, że nie patrzyła szerzej, że jeszcze to przemyśli. Zrobiłam to, co sobie zamierzyłam, ale nie byłam szczęśliwa. Gdy zobaczyłam siostrę Li, miałam wyrzuty sumienia, czułam się winna. Zrobiłam coś złego, haniebnego, nie mogłam spojrzeć jej w oczy. Widząc, że coś jest nie tak, podeszła do mnie i zapytała z troską: „Czy coś się stało?”. Poczułam się jeszcze bardziej winna, wymamrotałam coś i pobiegłam do innego pokoju, aby pomodlić się tymi słowami: „Boże, brak mi rozumu. Pozazdrościłam siostrze Li pozytywnych ocen, oczerniałam ją za jej plecami. Wiem, że gardzisz takim postępowaniem, lecz niewoli mnie moje zepsute usposobienie. Boże, oświeć mnie, bym mogła poznać siebie i wyzbyć się zepsutego usposobienia”. Trochę się uspokoiłam, włączyłam komputer i przeczytałam kilka fragmentów słów Boga.

Bóg mówi: „Jeśli widzą kogoś lepszego od siebie, starają się go stłamsić, rozpuszczając plotki na jego temat, lub bez skrupułów uciekają się do jakichś drastycznych środków, by sprawić, aby inni ludzie tego kogoś nie podziwiali i aby nikt nie był lepszy od pozostałych; jest to więc skażone usposobienie polegające na arogancji i samowoli, jak również nieuczciwości, zakłamaniu i obłudzie, a ludzie tacy nie cofną się przed niczym, aby osiągnąć swe cele. Żyją w taki właśnie sposób, a mimo tego wciąż uważają, że są wspaniali i że są dobrymi ludźmi. Czy jednak mają oni bogobojne serca? Po pierwsze, patrząc z perspektywy natury tych spraw, czy ludzie, którzy w ten sposób postępują, nie robią po prostu tego, co im się podoba? Czy biorą pod uwagę dobro Bożej rodziny? Myślą jedynie o własnych uczuciach i pragną jedynie osiągnąć własne cele, bez względu na stratę, jakiej doznać może dzieło Bożej rodziny. Ludzie tacy są nie tylko aroganccy i obłudni, lecz także egoistyczni i podli. Nie mają za grosz szacunku dla Bożych zamiarów i nie ulega wątpliwości, że nie mają bogobojnych serc. Dlatego właśnie robią, co im się żywnie podoba i postępują bezmyślnie, bez żadnego poczucia winy, bez żadnego wahania, bez żadnych obaw i trosk, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Często tak czynią i zawsze tak się zachowywali. Z jakimi konsekwencjami mierzą się tacy ludzie? Popadną w kłopoty, prawda? Mówiąc delikatnie, tacy ludzie są o wiele za bardzo zazdrośni i zanadto pożądają osobistej sławy oraz statusu; są zbyt zwodniczy i zdradzieccy. Mówiąc ostrzej, zasadniczy problem polega na tym, że w ich sercach nie ma nawet odrobiny bojaźni Bożej. Nie boją się oni Boga, sądzą, że sami są najważniejsi i uważają, że w każdym swym aspekcie przewyższają Boga i przewyższają prawdę. W ich sercach Bóg jest ostatnią osobą godną choćby wzmianki i odgrywa w nich najmniej ważną rolę; w ich sercach Bóg w ogóle się nie liczy. Czyż ci, którzy nie mają w sercach miejsca dla Boga i nie okazują Mu czci, osiągnęli wejście w prawdę? (Nie.) Tak więc co tak naprawdę robią, gdy jak zwykle bez reszty oddają się beztroskiej krzątaninie, na którą tracą mnóstwo energii? Tacy ludzie twierdzą nawet, że wyrzekli się wszystkiego, by ponosić koszty dla Boga, i że wiele wycierpieli, w rzeczywistości jednak motywem, zasadą i celem wszystkich ich działań jest korzyść własna; próbują oni tylko chronić wszystkie swe interesy. Czyż nie powiesz, że ktoś taki jest strasznym człowiekiem? Twoim zdaniem, jakim człowiekiem jest ktoś, kto nie oddaje czci Bogu? Czy ktoś taki jest arogantem? Czy jest szatanem? Jakiego rodzaju istoty nie oddają czci Bogu? Pomijając zwierzęta, do tych, którzy nie oddają czci Bogu, zaliczają się demony, archanioł szatan oraz ci, którzy rywalizują z Bogiem” („Pięć warunków, które ludzie muszą spełnić, zanim wejdą na właściwą ścieżkę wiary w Boga” w księdze „Zapisy przemówień Chrystusa”). „Zepsute usposobienie człowieka jest skutkiem zatrucia i zdeptania człowieka przez szatana, ohydnego wypaczenia, jakiego szatan dokonał w jego myśleniu, moralności, poglądach i rozsądku. Dokładnie z powodu tych fundamentalnych zmian w człowieku zepsutym przez szatana, zupełnie niepodobnym do pierwotnego dzieła Boga, człowiek sprzeciwia się Bogu i nie rozumie prawdy” („Posiadanie nieprzemienionego usposobienia to pozostawanie w nieprzyjaźni z Bogiem” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”).

Byłam wstrząśnięta słowami Boga. Czy On nie obnażył mojego stanu? Czułam zazdrość i uraz, gdy przywódca wspierał siostrę Li, oczerniałam ją i osądzałam w podły sposób. Próbowałam za wszelką cenę przeszkodzić jej w podjęciu zadania, nie myśląc wcale o dobru kościoła. Robiłam wszystko, żeby dostać to, co chciałam. Byłam arogancka i nie miałam czci dla Boga. Bóg chce, by więcej ludzi zważało na Jego wolę i spełniało swój obowiązek. Dobrze wiedziałam… Dobrze wiedziałam, że siostra Li ma dobry charakter i szuka prawdy, więc jeśli będzie więcej praktykować, poczyni postępy na ścieżce życia, co przyniesie korzyść kościołowi. Mimo to jej przeszkadzałam, chroniąc swój prestiż i status, podstępnie próbując udaremnić powierzenie jej tego zadania. Bezwiednie stałam się sługusem szatana, zakłócałam pracę kościoła. Byłam na siebie zła. Wiedziałam, że zazdrość jest sprzeczna z wolą Boga, lecz nie myślałam, że każe mi ona zrobić coś nieludzkiego, że zakłócę pracę kościoła, będę czynić zło i opierać się Bogu. Pamiętam słowa Boga: „Zepsute usposobienie człowieka jest skutkiem zatrucia (…) przez szatana”. Nieustannie męczyła mnie zazdrość, nikt nie mógł być lepszy ode mnie, bo moje myślenie wypaczyły trucizny szatana, takie jak „Każdy myśli tylko o sobie, a diabeł łapie ostatniego,” „Sam sobie jestem panem w niebie i na ziemi,” „Może być tylko jeden samiec alfa”. Żyjąc tymi truciznami, chciałam wywalczyć sobie pierwsze miejsce w grupie, uważając się za lepszą od innych, nikogo nie traktowałam sprawiedliwie, jeśli mnie przewyższał. Byłam zawistna i dyskryminowałam ludzi. Byłam zazdrosna i wroga wobec osób, które szukały prawdę, obmawiałam ich za plecami. Brakowało mi człowieczeństwa. Ja chciałam iść górę, a innych zrzucać w dół, chciałam walczyć, wygrywać, popisywać się, nie ustępować nikomu. Czy nie byłam szatanem? Wtedy zrozumiałam, że te szatańskie trucizny i zasady przetrwania stały się moją naturą. Na nich budowałam życie, stając się coraz bardziej arogancką i samolubną osobą. Nie chciałam się pokajać przed Bogiem, wiedziałam, że On mnie odrzuci. Przeraziła mnie ta myśl. Od razu zaczęłam się modlić do Boga, obiecując, że będę wcielać prawdę w życie i odrzucę szatańskie trucizny.

Kilka dni później dostałam list od przywódcy, który informował, że siostra Li nadawała się do pracy w tamtym kościele. Opanowało mnie dziwne uczucie, lecz od razu zrozumiałam, że to zazdrość mną manipuluje. Zwróciłam się w modlitwie do Boga i gotowa byłam porzucić samą siebie. Przeczytałam dwa kolejne fragmenty słów Boga. Bóg mówi: „Kiedy ujawnisz w sobie egoizm i niegodziwość i uświadomisz sobie te swoje cechy, powinieneś poszukiwać prawdy: Co mam zrobić, aby być w zgodzie z wolą Bożą? Jak mam postępować w taki sposób, aby wszyscy mogli na tym skorzystać? Oznacza to, że musisz zacząć od odłożenia na bok własnych korzyści, rezygnując z nich stopniowo, krok po kroku, stosownie do swej postawy. Kiedy już kilkakrotnie tego doświadczysz, zupełnie odsuniesz je na bok, a kiedy to zrobisz, będziesz nabierał coraz więcej mocy i wytrwałości. Im bardziej zaś będziesz odsuwał na bok własne korzyści, tym bardziej będziesz czuł, że jako istota ludzka powinieneś mieć sumienie i rozum. Poczujesz, że bez egoistycznych pobudek jesteś osobą prawą i uczciwą i robisz różne rzeczy jedynie po to, by zadowolić Boga. Będziesz miał poczucie, że takie zachowanie sprawia, że stajesz się godny miana »człowieka«, i że żyjąc w ten sposób na ziemi jesteś szczery i otwarty, jesteś osobą pozbawioną fałszu, masz czyste sumienie i jesteś godzien wszystkich tych rzeczy, którymi obdarzył cię Bóg. Im dłużej będziesz tak żyć, tym bardziej będziesz czuł się mocny i radosny. Skoro tak, to czyż nie będzie to oznaczało, żeś postawił stopę na właściwej ścieżce?” („Możesz uzyskać prawdę oddawszy swoje prawdziwe serce Bogu” w księdze „Zapisy przemówień Chrystusa”). „Jeśli naprawdę potrafisz liczyć się z wolą Boga, wówczas będziesz umiał sprawiedliwie traktować innych ludzi. Jeśli udzielisz komuś rekomendacji i ten ktoś rozwinie swoje umiejętności, przez co w domu Bożym przybędzie jeszcze jedna utalentowana osoba, to czy wtedy nie wypełnisz dobrze swojego zadania? Czyż nie okażesz się wówczas wierny w wypełnianiu swojego obowiązku? Jest to dobry uczynek w oczach Boga, a zarazem przejaw takiego rodzaju sumienia i rozsądku, jaki powinni posiadać ludzie” („Możesz uzyskać prawdę oddawszy swoje prawdziwe serce Bogu” w księdze „Zapisy przemówień Chrystusa”). Słowa Boga wskazywały ścieżkę praktykowania. Powinnam zapomnieć o swoich korzyściach na rzecz korzyści domu Boga. Powinnam rekomendować osoby silniejsze ode mnie w danym obszarze, aby każdy, kto ma talent, działał dla dobra domu Boga i przyczyniał się do szerzenia ewangelii królestwa. Tylko taka osoba posiada człowieczeństwo, jest kimś, kto zważa na wolę Boga i dba o dobro domu Bożego. Bóg ich pochwala i jest to dobry uczynek. Tego samego wieczora poszłam do siostry Li, zapytałam, czy chce odejść do tamtego kościoła. Powiedziała, że chce, ale boi się, że nie da sobie rady, bo wierzy w Boga od niedawna i jest na początku drogi. Słysząc to, zaczęłam mówić jej o woli Boga, zachęcając, by powierzyła się Bogu i opierała się na zasadach prawdy w wypełnianiu obowiązków. Kilka dni później opuściła nas. Byłam szczęśliwa, czułam, że tylko gdy wcielam prawdę w życie i nie gonię za prestiżem i statusem, mogę postępować uczciwie i godnie. Czułam w sercu absolutny spokój.

Patrząc wstecz na czas, gdy byłam pod władzą zepsutego usposobienia, zazdrosna i żądna sławy i statusu, gdy bawił się mną szatan, to widzę, ile cierpienia takie życie przysparzało. Bóg obnażył mnie, stawiając mnie w obliczu ludzi i zdarzeń, aby mnie zbawić. Przez swoje słowa obnażył mnie i osądził, podlał mnie i podtrzymał, aż wreszcie dowiedziałam się czegoś o swojej szatańskiej naturze, aż w końcu dostrzegłam skutki zazdrości i walki o sławę i korzyść. Wtedy zaczęłam wcielać prawdę w życie, odzyskałam sumienie i rozum.

Skontaktuj się z nami w dowolnym czasie, jeśli w swojej wierze napotykasz na jakieś trudności czy wątpliwości.

Powiązane treści

Zamieść odpowiedź