Słodki smak praktykowania prawdy

29 stycznia 2023

Autorstwa Zhao Lu, Holandia

W marcu 2021 roku przywódczyni zaproponowała mi objęcie nadzoru nad pracami ewangelizacyjnymi. Na wieść o tym pomyślałam: „Prace ewangelizacyjne w kościele zawsze były pozbawione wyrazu. Wyznaczano wielu superwizorów, ale tej pracy nigdy nie wykonywano dobrze. Przywódczyni chce, żebym ja się tym zajęła – amatorka bez doświadczenia w tym zakresie. Czy to nie pogorszy jeszcze sytuacji? Jeśli sobie nie poradzę, pokażę, że nie potrafię pracować, a inni będą mogli twierdzić, że brak mi samoświadomości i samowiedzy. Lepiej, żebym nie przyjmowała tej pracy”. Odrzuciłam więc propozycję przywódczyni.

Przyszła później ze mną porozmawiać, bo nie znalazła odpowiedniego kandydata. Miała nadzieję, że wezmę pod uwagę wolę Boga i przyjmę ten ciężar. Zrozumiałam wtedy, że odrzucenie tego obowiązku nie spełniało woli Boga. Przypomniałam sobie Jego słowa: „Wszyscy mówicie, że zważacie na Boże brzemię i będziecie bronić świadectwa kościoła, lecz któż spośród was naprawdę miał wzgląd na Boże brzemię? Zapytaj samego siebie: czy jesteś kimś, kto miał wzgląd na Boże brzemię? (…) Czy jesteś w stanie pozwolić, by wypełniły się w tobie Moje zamiary? Czy ofiarowałeś Mi swoje serce w najważniejszym momencie? Czy jesteś kimś, kto wypełnia Moją wolę? Zadaj sobie te pytania i często o nich myśl(Wypowiedzi Chrystusa na początku, rozdz. 13, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Widząc te Boże pytania, poczułam ogromny wstyd. Doświadczaliśmy trudności z ewangelizacją i ten krytyczny moment wymagał ode mnie poddania się woli Boga. Obawiałam się jednak ujawnienia i pogardy innych, więc odrzuciłam obowiązek i unikałam odpowiedzialności. To samolubne i beznadziejne. Bóg mówił: „W drodze do Jerozolimy Jezus przeżywał agonię, jak gdyby obracano Mu nóż w sercu, mimo to nie miał nawet najmniejszego zamiaru nie dotrzymać swego słowa; zawsze towarzyszyła Mu potężna siła, kierująca Go w miejsce, w którym miał być ukrzyżowany. Ostatecznie został przybity do krzyża i stał się podobieństwem grzesznego ciała, dopełniając dzieła odkupienia ludzkości. Wyrwał się z pęt śmierci oraz Hadesu. Przed Jego obliczem śmierć, piekło i Hades utraciły swoją moc i zostały przez Niego pokonane. Żył trzydzieści trzy lata, w czasie których zawsze jak najlepiej wypełniał wolę Boga w zgodzie z Bożym dziełem czynionym w tym czasie, nigdy nie zważał na własne zyski i straty i zawsze myślał o woli Boga Ojca. Zatem, gdy został ochrzczony, Bóg powiedział: »To jest mój umiłowany Syn, w którym mam upodobanie«. Ponieważ Jego służba Bogu była zgodna z Bożą wolą, Bóg nałożył na Jego barki ciężkie brzemię zbawienia całej ludzkości i sprawił, że to osiągnął, a Jezus nadawał się i był upoważniony, aby wykonać to ważne zadanie. W czasie swojego życia znosił niezmierzone cierpienia dla Boga, wiele razy był kuszony przez szatana, ale nigdy się nie zniechęcił. Bóg powierzył Mu tak olbrzymie zadanie, ponieważ Mu ufał i kochał Go, i dlatego powiedział: »To jest mój umiłowany Syn, w którym mam upodobanie«(Jak służyć zgodnie z wolą Boga, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). „Jeśli, tak jak Jezus, będziecie potrafili zadbać o Boże brzemię i odwrócicie się od swojego ciała, Bóg powierzy wam swoje ważne zadania, abyście spełnili warunki konieczne do służby Bogu. Tylko w takich okolicznościach ośmielicie się powiedzieć, że wypełniacie Boską wolę i wykonujecie Jego zadania, i tylko wówczas ośmielicie się powiedzieć, że naprawdę służycie Bogu(Jak służyć zgodnie z wolą Boga, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Poruszyły mnie te słowa Boga. Pan Jezus stał się ciałem, by pracować na ziemi i wypełniać wolę swego Ojca. Choć czuł się słaby, zniósł ból ukrzyżowania, nie zamierzał się wycofać ani poddać, nie rozważał osobistych zysków i strat i ostatecznie dokonał dzieła odkupienia ludzkości. Zaszczytem było więc dla mnie – osoby skażonej przez szatana – uczestniczenie w ewangelizacji. Gdybym odrzuciła ten obowiązek ze strachu przed ujawnieniem, złamałabym serce Bogu. Myśląc o tym, poczułam ogromne natchnienie. Powinnam przyjąć ten obowiązek bez wahania, dać z siebie wszystko i ufać, że Bóg mnie poprowadzi. Przyjęłam więc propozycję przywódczyni i zaczęłam nadzorować ewangelizację. Nie wiedziałam wtedy, jak należycie wykonywać tę pracę, więc często się modliłam i wzywałam Boga. By należycie wykonać pracę, wiele dobrych osób musi współpracować. Znalazłam więc braci i siostry, którzy mogli przyjąć ciężar i mieli odpowiedni charakter. Przywódczyni także często nas wspierała. Również bracia i siostry z innych kościołów podzielili się z nami swoimi doświadczeniami. Do września efektywność nadzorowanych przeze mnie prac ewangelizacyjnych wzrosła niemal dziesięciokrotnie. Przywódczyni mnie pochwaliła: „Nadzorowane przez ciebie prace ewangelizacyjne idą całkiem efektywnie”. Inna superwizorka powiedziała: „Nie uważaj się więcej za amatorkę”. Słysząc to, czułam wielką satysfakcję. W końcu uzyskałam aprobatę braci i sióstr jako wykwalifikowana superwizorka. O ile wykonywałabym swój obowiązek solidnie i zapewniała, że prace ewangelizacyjne przebiegają sprawnie, nie musiałabym się martwić o przeniesienie ani zwolnienie.

Wkrótce przywódczyni zaprosiła ewangelizatorów do naszego kościoła. Zaskoczyło mnie to i wywołało wewnętrzny opór: „Przywódczyni sprowadza tyle osób. Czy oznacza to, że nasza praca ewangelizacyjna musi być kilkukrotnie bardziej efektywna? To dla mnie dość trudne. Ci bracia i siostry dobrze głosili ewangelię w swoich poprzednich kościołach. Jeśli ich wyniki nie będą dobre w kościele, za który jestem odpowiedzialna, czy będzie to oznaczało, że mam kiepskie kwalifikacje i jestem gorsza od innych? Jeśli efektywność naszej pracy nie wzrośnie, mogę zostać zwolniona, bracia i siostry poznają moje prawdziwe możliwości, przywódczyni się mną rozczaruje i nigdy więcej nie otrzymam awansu ani wsparcia. Aktualnie znam sytuację w kościele. Wiem, że mogę dobrze pracować, co miesiąc robimy postępy, a moja pozycja jako superwizorki jest bezpieczna. Gdy jednak przybędzie nam pracowników, co jeśli coś się nam w przyszłości nie uda? Lepiej byłoby zachować status quo. Jeśli nie przyjmę nowych ustaleń, będę utrudniała ewangelizację i bez wątpienia przywódczyni mnie zwolni. Nie podobają mi się jednak te zmiany”. Usiadłam przed komputerem i czułam ogromną frustrację, patrząc na listę osób, które do nas dołączą. Pożałowałam tego, co powiedziałam wcześniej przywódczyni: „Efektywność ewangelizacji wzrośnie, jeśli będziemy mieli więcej osób”. Musiała mnie posłuchać i zdecydowała się przenieść do nas więcej osób. Jeśli nie osiągniemy wyników, czy poniosę za to odpowiedzialność? Z tą myślą opieszale planowałam pracę dla nowych pracowników. Przywódczyni dostrzegła mój stan i uznała, że się chronię. Przesłała mi fragment słów Boga. „Jeśli czujesz, że możesz wypełnić pewien obowiązek, ale jednocześnie boisz się, że popełnisz błąd i zostaniesz wyrzucony, w związku z czym jesteś bojaźliwy, bierny i nie jesteś w stanie robić postępów, to czy jest to postawa uległości? Na przykład, jeśli twoi bracia i siostry wybierają cię na swojego przywódcę, możesz czuć się zobowiązany do wypełnienia tego obowiązku, ponieważ zostałeś wybrany, ale nie podchodzisz do niego proaktywnie. Czemu nie jesteś proaktywny? Bo masz na ten temat swoje przemyślenia i czujesz, że »Bycie przywódcą wcale nie jest dobrą rzeczą. To jak życie na ostrzu noża lub stąpanie po cienkim lodzie. Jeśli wykonam pracę dobrze, nie otrzymam szczególnej nagrody, a jeśli wykonam ją źle, rozprawią się ze mną i przytną mnie. A to, że się ze mną rozprawią, wcale nie jest najgorsze ze wszystkiego. Co bowiem, jeśli zostanę zastąpiony kimś innym lub wyrzucony? Gdyby do tego doszło, czy nie byłby to mój koniec?«. W tym momencie zaczynasz się czuć rozdarty. Co to za postawa? Jest to postawa, w której wyraża się rezerwa i niezrozumienie. Nie taką postawę powinni mieć ludzie wobec swojego obowiązku. Jest to postawa wyrażająca demoralizację i zniechęcenie. (…) Jak więc możesz rozwiązać ten problem? Powinieneś aktywnie szukać prawdy i przyjąć postawę posłuszeństwa i współpracy. W ten sposób możesz całkowicie rozwiązać ten problem. Bojaźliwość, strach i zamartwianie się nie zdadzą się na nic. Czy istnieje jakiś związek między tym, czy zostaniesz zdemaskowany i wyrzucony, a byciem przywódcą? Jeśli nie jesteś przywódcą, czy twoje skażone usposobienie zniknie? Prędzej czy później musisz rozwiązać problem swojego skażonego usposobienia. Ponadto, jeśli nie jesteś przywódcą, będziesz miał mniej okazji do praktyki i będziesz czynił powolne postępy w życiu, mając ledwie kilka szans na bycie doskonalonym. Chociaż bycie przywódcą lub pracownikiem wiąże się z nieco większym cierpieniem, towarzyszy mu też wiele nagród, a jeśli potrafisz kroczyć ścieżką dążenia do prawdy, możesz zostać udoskonalony. Cóż to za wielkie błogosławieństwo! Powinieneś zatem się podporządkować i aktywnie współpracować. Jest to twój obowiązek i twoja odpowiedzialność. Bez względu na to, co przed tobą, powinieneś mieć posłuszne serce. Oto jest postawa, z jaką powinieneś podchodzić do wypełniania swego obowiązku(Czym jest odpowiednie wykonywanie obowiązków? w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Słowa te ujawniły mój stan. Gdy zwiększono liczbę ewangelizatorów, pomyślałam o własnej przyszłości i przeznaczeniu. Obawiałam się, że jeśli nie zwiększymy efektywności po przeniesieniu tylu osób, zostanę ujawniona i zwolniona, bracia i siostry poznają moje możliwości, przywódczyni mnie przejrzy i nie będzie mnie awansować ani wspierać. Bałam się, broniłam się przed tym, miałam wątpliwości i chciałam uciec z tego środowiska. Ścieżkę praktykowania odnalazłam w słowach Boga. Powinnam być zawsze posłuszna Jego planowi. Taka była moja rola i takie powinno być moje podejście do obowiązku. Gdy przemyślałam słowa Boga, powoli się uspokoiłam. Zadeklarowałam Bogu posłuszeństwo i poprosiłam Go o wskazanie właściwej drogi. Po modlitwie przypomniałam sobie Jego słowa: „Autorytet Boga i fakt Jego suwerennej władzy nad ludzkim losem są niezależne od ludzkiej woli i nie zmieniają się zgodnie z preferencjami i wyborami człowieka(Sam Bóg, Jedyny III, w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga). Te słowa Boga przeczytałam w odpowiednim momencie. Wyłącznie od Bożej suwerenności zależy, kiedy ewangelia szerzy się w określonym miejscu. Fakt, że w ostatnim półroczu tak wiele osób z mojego terenu przyjęło dzieło Boże w dniach ostatecznych dowodzi, że Duch Święty działał wśród nich aktywnie. Bóg pragnął zdobyć więcej wiernych i to był efekt działania Jego woli. Zaproszenie nowych braci i sióstr do wspólnego głoszenia ewangelii na jeszcze większą skalę stanowiło naturalny trend i rozsądny plan. Ewangelia królestwa zdecydowanie szerzy się w tym regionie. Mając to na względzie, czułam się pewnie. Nie mogłam pozwolić, by moja defensywna postawa i nieporozumienia utrudniały ewangelizację. Musiałam poddać się planowi Boga, należycie wykonywać pracę i wypełniać swój obowiązek. Tak więc następnego ranka przydzieliłam obowiązki nowym braciom i siostrom.

Zastanowiłam się potem, dlaczego zawsze obawiałam się przyjmować odpowiedzialność i martwiłam się o swoją reputację i status. Zrozumiałam siebie nieco lepiej po przeczytaniu słów Boga. Słowa Boga mówią: „Antychryści są przebiegli, prawda? Cokolwiek robią, knują i kalkulują dziesięć razy albo więcej. Głowy mają pełne myśli o tym, jak uzyskać bardziej stabilną pozycję w grupie, jak zyskać lepszą reputację i wyższy prestiż, jak przypodobać się Zwierzchnikowi, jak zjednać sobie poparcie, miłość i szacunek braci i sióstr; są też gotowi zrobić wszystko, aby zapewnić sobie te rezultaty. Jaką ścieżką kroczą? Interesy domu Bożego, interesy kościoła i praca domu Bożego nie stanowią obiektów ich starań, a tym bardziej ich troski. Co sobie myślą? »To nie ma ze mną nic wspólnego. Każdy myśli o sobie, a diabeł łapie ostatniego; ludzie muszą żyć dla siebie i dla własnej reputacji i statusu. To jest najwyższy możliwy cel. Jeśli ktoś nie wie, że powinien żyć dla siebie i o siebie się zatroszczyć, to jest kretynem. Gdyby mnie ktoś poprosił, żebym praktykował zgodnie z zasadami prawdy i podporządkował się Bogu i ustaleniom Jego domu, to moja decyzja zależałaby od tego, czy byłaby w tym jakaś korzyść dla mnie i czy coś bym zyskał, robiąc to. Jeśli niepodporządkowanie się ustaleniom domu Bożego oznaczałoby, że mogę zostać wyrzucony i stracić szansę na błogosławieństwa, to się podporządkuję«. Dlatego, aby chronić swoją reputację i status, antychryści często decydują się na kompromisy. Można powiedzieć, że dla statusu antychryści są w stanie znieść wszelkiego rodzaju cierpienie, a dla dobrej reputacji są gotowi zapłacić każdą cenę. Powiedzenie: »Wielki człowiek wie, kiedy ustąpić, a kiedy nie« jest w ich przypadku prawdziwe. To jest logika szatana, czyż nie? To szatańska filozofia życia w świecie, a także szatańska zasada przetrwania. Jest ona naprawdę odrażająca!(Punkt dziewiąty: Wypełniają obowiązki tylko po to, by się wyróżnić, zaspokoić swoje interesy i ambicje; nigdy nie zważają na interesy domu Bożego, a nawet poświęcają je dla osobistej chwały (Część druga), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Bóg ujawnia, że antychryści są wyjątkowo przebiegli. Niezależnie od sytuacji, zawsze mają jakiś plan. Zastanawiają się, czy ich czyny działają na korzyść ich prestiżu i statusu oraz jak uzyskać lepszą reputację i status w tłumie. Dzieło domu Bożego nie gości jednak w sercach antychrystów. W ogóle go nie rozważają. Czyż nie zachowywałam się jak antychryst? Kiedy zostałam superwizorką, od razu pomyślałam, że nie jestem w tym dobra, że to za trudne zadanie i że wszyscy uznają mnie za pozbawioną charakteru i umiejętności, jeśli się nie spiszę. Gdyby mnie za to zwolniono, spaliłabym się ze wstydu. Uznałam więc, że nie mogę przyjąć tak niewdzięcznego obowiązku. Kiedy przywódczyni sprowadziła dodatkowych pracowników, poczułam, że więcej osób to większa presja, większa odpowiedzialność i możliwość ujawnienia moich prawdziwych możliwości, gdyby nasza efektywność nie sprostała wymaganiom. W efekcie mogłabym stracić pozycję, co by wprawiło mnie w zażenowanie. Aby zachować prestiż i status, byłam skłonna opóźnić pracę kościoła zamiast zwiększyć liczbę pracowników. To było egoistyczne i podłe. Czyż nie zachowywałam się jak antychryst? Rozmyślając o tym, przestraszyłam się tego, co wyrażało moje zachowanie, szczególnie, gdy dostrzegłam, że antychryści z pozoru wydają się posłuszni, ale służyło to zachowaniu ich prestiżu i statusu. Ich posłuszeństwo to kompromis, którym mydlą oczy innym. Pomyślałam, że po sprowadzeniu do nas nowych ewangelizatorów, sama dążyłam do takiego kompromisu. Wiedziałam, że to było z góry przesądzone i gdybym nie zaakceptowała tego planu, utrudniłoby to prace ewangelizacyjne. W najlepszym przypadku mój wizerunek ległby w gruzach, a w najgorszym – zostałabym przeniesiona lub zwolniona. Dlatego musiałam być posłuszna. Czy antychryści ujawnieni przez Boga nie pokazują i robią tak samo? Mogłam znieść wszelkie cierpienia byleby zachować prestiż i status. Pomyślałam: „Wielki człowiek wie, kiedy ustąpić”. Posłuszeństwo tego typu budzi w Bogu odrazę i wstręt.

Przeczytałam potem kolejny fragment słów Boga. „Jeśli ktoś mówi, że kocha prawdę i dąży do prawdy, ale w istocie celem, do którego dąży, jest wyróżnienie się, popisywanie się, zdobycie uznania innych i realizacja własnych interesów, a swój obowiązek wykonuje nie po to, by okazać posłuszeństwo Bogu ani by Go zadowolić, lecz by zdobyć prestiż i status, to dążenia takiego człowieka są nieprawe. A skoro tak, to czy w dziele kościoła ich działania są przeszkodą, czy też pomagają posuwać je naprzód? Są oczywiście przeszkodą; nie posuwają go do przodu. Niektórzy wymachują sztandarem czynienia dzieła kościoła, a jednocześnie dążą do zdobycia osobistego prestiżu i statusu, działają na własną rękę, tworzą własną grupkę, własne małe królestwo – czy taka osoba wykonuje swój obowiązek? Wszystko, co robią, zasadniczo przerywa, zakłóca i osłabia dzieło kościoła. Jakie są konsekwencje ich pogoni za statusem i prestiżem? Po pierwsze, ma to wpływ na sposób, w jaki wybrańcy Boży jedzą i piją słowo Boga i jak rozumieją prawdę, utrudnia ich wejście w życie, powstrzymuje ich przed wkroczeniem na właściwą drogę wiary w Boga i prowadzi na niewłaściwą ścieżkę – tym samym krzywdząc ich i niszcząc. A jaki jest w końcowym rozrachunku wpływ owej pogoni na dzieło kościoła? Jest to demontaż, przerwanie i upośledzenie działania. Takie są konsekwencje spowodowane przez ludzkie dążenie do sławy i statusu. Kiedy przywódcy wykonują swoje obowiązki w ten sposób, czy nie można tego zdefiniować jako kroczenia ścieżką antychrysta? Gdy Bóg prosi, by ludzie odrzucili status i prestiż, nie znaczy to, że pozbawia ich prawa wyboru; chodzi raczej o to, że dążąc do prestiżu i statusu, zaburzają i zakłócają dzieło kościoła oraz wejście w życie wybrańców Bożych i mogą nawet wpływać na jedzenie i picie słów Boga oraz rozumienie prawdy przez innych, a tym samym na osiągnięcie przez nich Bożego zbawienia. To bezsporny fakt. Kiedy ludzie gonią za własnym prestiżem i statusem, jest pewne, że nie będą dążyć do prawdy ani wiernie wypełniać obowiązku. Będą działać i mówić tylko dla dobra własnego prestiżu oraz statusu i cała wykonywana przez nich praca, bez najmniejszego wyjątku, będzie służyć tym celom. Takie zachowanie i postępowanie bez cienia wątpliwości oznacza kroczenie ścieżką antychrystów; jest to zaburzanie i zakłócanie dzieła Boga, a rozmaite konsekwencje takiego działania hamują szerzenie ewangelii królestwa oraz swobodny przepływ woli Bożej w kościele. Można więc stwierdzić z zupełną pewnością, że ścieżka przemierzana przez tych, którzy dążą do prestiżu i statusu, jest ścieżką oporu wobec Boga. Jest to świadomy opór przeciwko Niemu, sprzeciwianie się Mu – jest to współpraca z szatanem w opieraniu się Bogu i przeciwstawianiu się Mu. Taka jest natura ludzkiej pogoni za statusem i prestiżem. Problem z ludźmi realizującymi własne interesy polega na tym, że cele, do których dążą, są celami szatana – są niegodziwe i nieprawe. Kiedy ludzie dążą do własnych celów, takich jak prestiż i status, nieświadomie stają się narzędziem szatana, stają się kanałem, poprzez który szatan działa, a ponadto stają się jego ucieleśnieniem. Odgrywają negatywną rolę w kościele; zakłócają i osłabiają dzieło kościoła, normalne życie kościoła oraz normalne dążenia wybrańców Bożych; mają szkodliwy i negatywny wpływ(Punkt dziewiąty: Wypełniają obowiązki tylko po to, by się wyróżnić, zaspokoić swoje interesy i ambicje; nigdy nie zważają na interesy domu Bożego, a nawet poświęcają je dla osobistej chwały (Część pierwsza), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Kiedy przywódczyni sprowadziła dodatkowych pracowników, wiedziałam, że dotychczas było ich zbyt mało i że głosiliśmy ewangelię wolniej niż bylibyśmy w stanie w większej grupie. Wiedziałam wtedy jednak, jak wykonywać swoją pracę. Z czasem zrobiłam pewne postępy, działałam efektywnie, a bracia i siostry mnie poważali. Żeby nie stracić statusu, wolałam, żeby prace ewangelizacyjne postępowały wolniej niż żeby zatrudniano więcej osób. Czyż nie utrudniałam pracy kościoła? To było egoistyczne i podłe. Myśląc o tym, czułam obawy i żałowałam swoich czynów. Chciałam okazać skruchę i się zmienić, żeby dalej tak nie postępować. Przeczytałam o tym, jak Noe potraktował zadanie od Boga, i te słowa dodały mi otuchy. Słowa Boga mówią: „Przyjąwszy to wyznaczone przez Boga zadanie, czytając między wierszami Bożych słów i wydając osąd na podstawie wszystkiego, co Bóg powiedział, Noe zrozumiał, że to nie jest prosta sprawa, że nie jest to łatwe zadanie. (…) Chociaż Noe dobrze zdawał sobie sprawę z wielkiej trudności związanej z tym, co powierzył mu Bóg, a także z tego, jak ciężkie doświadczenia go czekają, nie tylko nie miał zamiaru odmówić, ale wręcz był głęboko wdzięczny Bogu Jahwe. Dlaczego Noe był wdzięczny? Ponieważ Bóg nieoczekiwanie powierzył mu coś tak ważnego oraz osobiście opowiedział mu o każdym szczególe i wyjaśnił go. Co ważniejsze, Bóg opowiedział także Noemu od początku do końca całą historię na temat tego, dlaczego należało zbudować arkę. To była kwestia Bożego planu zarządzania, była to sprawa Boga, a ponieważ Bóg powiedział mu o niej, Noe wyczuł jej wielkie znaczenie. Podsumowując, wydając osąd na podstawie tych różnych znaków, tonu mowy Boga i na podstawie rozmaitych aspektów tego, co Bóg mu przekazał, Noe potrafił wyczuć wielkie znaczenie tego, że Bóg powierzył mu budowę arki, doceniał to w swoim sercu i nie śmiał zlekceważyć ani przeoczyć żadnego szczegółu(Aneks trzeci: Jak Noe i Abraham słuchali słów Boga i okazywali Mu posłuszeństwo (Część druga), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). „W obliczu wszelkiego rodzaju trudności, ciężkich doświadczeń i wyzwań Noe nie wycofał się. Często zdarzało się, że Noemu nie udawało się wykonać któregoś z trudniejszych zadań inżynieryjnych, co szkodziło postępowi prac, a on sam czuł niepokój i obawę w sercu, jednak kiedy myślał o Bożych słowach, kiedy przypominał sobie każde słowo, którym Bóg nakazał mu wykonanie tego zadania, tym samym go wywyższając, wówczas często czuł się niezwykle zmotywowany: »Nie mogę się poddać, nie mogę wyrzec się tego, co Bóg mi nakazał i co mi powierzył; takie jest zadanie wyznaczone przez Boga, a skoro je przyjąłem, skoro usłyszałem głos Boga i wypowiedziane przez Niego słowa, i skoro przyjąłem to zadanie od Boga, to powinienem być absolutnie posłuszny, jak bezwzględnie przystoi to człowiekowi«. Tak więc, bez względu na to, z jakimi trudnościami się borykał, choć spotykał się z szyderstwami i oszczerstwami, bez względu na to, jak wyczerpane i słabe było jego ciało, nie porzucił tego, co zostało mu powierzone przez Boga, i stale miał w pamięci każde słowo nakazu wypowiedziane przez Boga. Bez względu na to, jak zmieniało się jego otoczenie, bez względu na trudności, z jakimi się borykał, Noe ufał, że żadna z tych rzeczy nie będzie trwała wiecznie, że tylko słowa Boga nigdy nie przeminą i wykonane musi zostać tylko to, co Bóg nakazał. Noe miał w sobie prawdziwą wiarę w Boga i należne posłuszeństwo, więc zgodnie z nakazem Boga kontynuował budowę arki. Z dnia na dzień i z roku na rok Noe stawał się coraz starszy, ale jego wiara nie słabła, a jego postawa i determinacja, by wypełnić powierzone przez Boga zadanie, nie uległy zmianie. Chociaż były chwile, kiedy odczuwał zmęczenie i słabość ciała, kiedy zachorował i czuł słabość w sercu, jego determinacja i wytrwałość w wypełnianiu Bożego posłannictwa i w posłuszeństwie wobec Bożych słów nie osłabły. W przeciągu lat, w których budował arkę, Noe praktykował słuchanie wypowiedzianych przez Boga słów i posłuszeństwo wobec nich oraz jedną z ważnych prawd o wypełnianiu Bożego posłannictwa przez stworzenie Boże i zwykłego człowieka(Aneks trzeci: Jak Noe i Abraham słuchali słów Boga i okazywali Mu posłuszeństwo (Część druga), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Zastanowiłam się nad tym i zrozumiałam, że Noe był wdzięczny za zadanie od Boga. Dziękował Mu za uznanie i zaufanie. Noe wiedział, że budowa arki to wielki, czasochłonny projekt, z którym będą się wiązały niemożliwe do oszacowania trudności. Mimo to, nie wahał się przyjąć tego zadania i nawet przez chwilę nie ustawał w wysiłkach. Zaczął po prostu gromadzić materiały i przedmioty potrzebne do budowy arki. Mierzył się w tym czasie z różnymi trudnościami, brakiem zrozumienia ze strony rodziny i krytyką bliskich i przyjaciół. Spotkał się z ogromną presją emocjonalną i cały proces musiał być dla niego niewyobrażalnie ciężki. Mimo to nigdy się nie poddał i kontynuował budowanie arki ze szczerą wiarą i posłuszeństwem wobec Boga. Bóg mówi: „Noe praktykował słuchanie wypowiedzianych przez Boga słów i posłuszeństwo wobec nich oraz jedną z ważnych prawd o wypełnianiu Bożego posłannictwa przez stworzenie Boże i zwykłego człowieka”. Podejście Noego do jego zadania zawstydziło mnie i zainspirowało. Jadłam i piłam więcej słów Boga niż Noe, ale gdy ekspansja prac ewangelizacyjnych wymagała mojej współpracy, chciałam tylko chronić swój prestiż i status i nie brałam pod uwagę woli Boga. Byłam naprawdę samolubna i podła, a zawdzięczałam Bogu bardzo dużo. Szerzenie ewangelii królestwa to palące pragnienie Boga. Niezależnie od trudności, On nas poprowadzi i nami pokieruje. Jest też wielu braci i wiele sióstr, z którymi możemy rozmawiać. Także przywódcy często służą nam poradą i wsparciem. Głęboko się zastanowiłam i uświadomiłam sobie, że w porównaniu z Noem moje trudności były niczym. Wiedziałam, że powinnam naśladować Noego, wypełniając swój obowiązek z wiarą i posłuszeństwem, i polegając na Bogu w rozwijaniu lokalnie prac ewangelizacyjnych. Rozmawiałam potem z braćmi i siostrami nadzorującymi ewangelizację w innych kościołach, o sposobach na zwiększanie efektywności tych prac. Podzielili się ze mną radami i pomysłami, które stopniowo wprowadzałam w życie.

Po pewnym czasie przybyło do nas wiele osób poszukujących prawdziwej drogi. Każdego dnia wielu przyjmowało dzieło Boże w dniach ostatecznych. Wciąż nam jednak brakowało osób do podlewania. Gdyby z braku podlewania nowicjusze nie mogli położyć podwalin na prawdziwej drodze, mogłyby ich dopaść złe moce antychrystów. Na myśl o tym, poczułam się winna. Miałam powinność wobec nowych członków. Nie wiedziałam, co mam robić. Byłam tak niespokojna, że zaczęłam szlochać. Gdy jednak poczułam się bezsilna, przypomniałam sobie słowa Boga. Brzmią one tak: „Kiedy coś się dzieje, wszyscy powinni częściej wspólnie się modlić i mieć serce pełne szacunku dla Boga. Ludzie absolutnie nie powinni działać arbitralnie, polegając na własnych pomysłach. Tak długo, jak ludzie będą zjednoczeni modlić się do Boga i poszukiwać prawdy, będą mogli uzyskać oświecenie i iluminację dzieła Ducha Świętego i błogosławieństwa Boże. Co powiedział Pan Jezus? Jeśli dwaj z was na ziemi będą zgodnie prosić o cokolwiek, otrzymają to od mego Ojca, który jest w niebie. Gdzie bowiem dwaj albo trzej są zgromadzeni w moje imię, tam jestem pośród nich« (Mt 18:19-20).). Ilustracją jakiego zagadnienia są te słowa? Pokazują one, że człowiek nie może odejść od Boga, że musi polegać na Bogu, że nie może działać sam, że pójście własną drogą jest nie do przyjęcia. Co mamy na myśli, gdy mówimy, że człowiek nie może działać sam? Oznacza to, że musicie harmonijnie współpracować, robić wszystko zjednoczeni oraz mieć wspólny cel. Potocznie można powiedzieć, że »związanych razem patyków nie da się złamać«. Jak więc możecie stać się jak wiązka patyków? Musicie postępować zgodnie, a wtedy Duch Święty będzie działał(Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boga wskazały mi ścieżkę i kierunek. Przedyskutowałam tę trudność z superwizorami z innych grup i wspólnie szukaliśmy rozwiązania. To był nasz wspólny ciężar i zgodziliśmy się skierować niektórych braci i siostry z naszych grup do podlewania nowicjuszy. Zmniejszyło to skalę problemu w kościołach. Do końca grudnia wyniki prac ewangelizacyjnych naszego kościoła były dziesięciokrotnie lepsze niż pół roku wcześniej. Bracia i siostry płakali wtedy z ekscytacji. Ja też byłam bardzo podekscytowana. Z głębi serca dziękowałam Bogu za pomoc. On sam wykonuje swoje dzieło, a ludzie zaledwie współpracują. Czułam też winę i wstyd, bo moje pragnienie zachowania prestiżu i statusu niemal opóźniło prace ewangelizacyjne.

Po jakimś czasie zauważyłam, że moja siostra partnerująca nadzorująca pracę kościoła była zbyt zajęta. Chciałam jej nieco ulżyć na co chętnie się zgodziła. Gdy zaczęłam jej pomagać, odkryłam, że jej zadania są dużo bardziej skomplikowane niż sądziłam. Brakowało mi doświadczenia i byłam mniej zdolna od niej. Martwiłam się, co inni o mnie pomyślą, jeśli sobie nie poradzę. Czy uznają, że brak mi realiów prawdy i jestem nic nie warta? Wówczas nie mogłabym ustanowić wśród nich swojej pozycji jako superwizorka. Po zastanowieniu uznałam, że ta praca była ryzykowna i nie powinnam jej przyjmować. Żałowałam, że nie przemyślałam tego wcześniej i chciałam znaleźć wymówkę, aby siostra partnerująca sama kontynuowała pracę. Wtedy przypomniałam sobie moją niedawną porażkę. Zrozumiałam, że znów bronię swoją reputację i wspomniałam fragment słów Boga. „Dla wszystkich, którzy wypełniają swój obowiązek, bez względu na to, jak głębokie czy płytkie jest ich zrozumienie prawdy, najprostszą drogą praktyki, dzięki której można wejść w rzeczywistość prawdy, jest myślenie we wszystkim o interesie domu Bożego i porzucenie samolubnych pragnień, indywidualnych intencji, motywacji, dumy i statusu. Przedkładaj korzyści domu Bożego ponad wszystko – przynajmniej tyle powinno się zrobić. Jeśli wypełniająca swój obowiązek osoba nie może zrobić nawet tyle, to jak można powiedzieć, że wykonuje ona swój obowiązek? Nie na tym polega wykonywanie obowiązku(Wolność i wyzwolenie można zyskać tylko przez odrzucenie skażonego usposobienia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Słowa te w porę mi przypomniały, że powinnam zapomnieć o statusie i postawić na pierwszym miejscu pracę kościoła. Pracy było mnóstwo, a moja siostra partnerująca była zbyt zajęta. Miałam czas i energię, więc powinnam wziąć na siebie część jej ciężaru. Pozostawienie jej samej z tą pracą w celu zachowania reputacji byłoby egoistyczne i podłe. Zrezygnowałam więc z tego pomysłu. Chciałam się postarać, by należycie wykonać pracę.

Nie jestem już niewolnicą prestiżu i statusu. Szczerze rozważam ciężar od Boga i dokładam wszelkich starań, by jak najlepiej wykonać obowiązek. To wszystko wyłącznie za sprawą słów Boga. Dzięki Bogu.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Jak przestałam kłamać

Autorstwa Marinette, Francja Zanim przyjęłam Boże dzieło dni ostatecznych kłamałam i przypochlebiałam się ludziom, bo obawiałam się, że...

Żegnaj, ugodowcu!

Autorstwa Li Fei, Hiszpania Jeśli chodzi o ludzi ugodowych, to zanim uwierzyłam w Boga, sądziłam, że są wspaniali. Mają łagodne...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze