Wszystkich szukających prawdy prosimy o kontakt.

W końcu odnalazłam drogę odrzucenia grzechu

89

Autorstwa Sary, Stany Zjednoczone

Niezdolność do odrzucenia grzechu sprawia mi wiele cierpień

Jestem chrześcijanką. Jako młoda kobieta, zanim jeszcze zaczęłam wierzyć w Pana, zawsze miałam bardzo silną potrzebę górowania nad innymi. Zawsze czułam, że jestem lepiej wykształcona niż moja mama i zawsze lekceważyłam jej sugestie. Mama też była bardzo zarozumiała, zawsze próbując mnie zmusić do zrobienia tego, co chciała, tak więc często kłóciłyśmy się z powodu różnicy zdań. Byłam mocno sfrustrowana moją trudną relacją z mamą, ale miałam poczucie, że nie mogę nic zrobić, żeby to zmienić. Kiedy zaczęłam wierzyć w Pana, moi bracia i siostry porozmawiali ze mną. Powiedzieli: „Pana Jezus został ukrzyżowany, żeby nas odkupić. Wybaczył nam nasze grzechy, abyśmy mogli radować się obfitością Jego łaski. Pan nas kocha i poucza nas, byśmy miłowali bliźnich jak samych siebie. Dlatego też musimy się nauczyć kochać innych ludzi…” Miłość Pana Jezusa wielce mnie poruszyła i zapragnęłam praktykować zgodnie z naukami Pana, kochać swoją rodzinę i tych, którzy mnie otaczają. Ilekroć potem nie zgadzałam się z mamą w jakiejś kwestii, pozwalałam się jej wypowiedzieć jako pierwszej i starałam się, jak mogłam, żeby się z nią nie pokłócić. Jeśli nie udało mi się zachować spokoju i jakiegoś powodu rozstawałyśmy się skłócone, przychodziłam do niej i brałam winę na siebie. Po jakimś czasie miałam wrażenie, że mój charakter stał się o wiele lepszy, a moje stosunki z mamą odrobinę się poprawiły.

W końcu odnalazłam drogę odrzucenia grzechu

Myślałam wtedy, że moje relacje z mamą będą coraz lepsze, ale nie było to takie proste. Mimo upływu czasu nadal nie byłam w stanie zapanować nad swoją popędliwością i znowu zaczęłam się z nią kłócić. Choć czasem nie mówiłam jej o tym, wewnętrznie byłam niezadowolona. Mama często też mnie strofowała, mówiąc: „Wierzysz teraz w Pana, jak to więc możliwe, że nadal masz zły charakter?” Słysząc to, czułam się źle; czułam się tak, jakby cała moja ciężka praca i wszystkie zmiany, jakie wprowadziłam, były na nic. Gdy jednak teraz o tym myślę, widzę, że tak właśnie było. Chociaż chciałam się zmienić, po prostu nie potrafiłam przez cały czas nad sobą panować. W owym czasie nieuchronnie zaczęłam sobie zadawać pewne pytania: „Dlaczego wciąż często kłócę się z mamą? Dlaczego nie potrafię stosować się do słów Pana? W jaki sposób mam zrzucić jarzmo grzechu?”

Później zaczęłam o tym rozmawiać z braćmi i siostrami w kościele i niektórzy z nich powiedzieli: „Musisz nauczyć się panować nad sobą. Gdy nasza relacja z Panem się zacieśnia, stajemy się coraz bardziej tolerancyjni dla naszych rodzin”. Inni zaś mi powiedzieli: „Taka huśtawka jest zupełnie normalna, ale nasza przemiana zawsze jest wznoszeniem się po spirali, pewne zaś jest to, że im bardziej się zmieniamy, tym lepsi się stajemy, tak więc nie miej żadnych wątpliwości. Zbawienie Pana jest pełne i całkowite; rozpocznie On swoje dzieło w naszym życiu, tak byśmy się stali ludźmi stworzonymi na nowo”. Pocieszałam się również, myśląc: „Może po prostu nie pracuję nad tym dostatecznie ciężko. Poza tym przez długi czas w ogóle nie wierzyłam w Pana, moja postawa jest słaba i dlatego nie panuję nad temperamentem. Jeśli będę wystarczająco długo wierzyć w Pana, będę mogła wcielać Jego słowa w życie”. Potem, ilekroć kłóciłam się z mamą w związku z różnicą zdań między nami, robiłam wszystko, by zapanować nad gniewem. Taka praktyka czasem przynosiła pewien efekt, nigdy jednak nie udało mi się panować nad sobą wystarczająco długo – wkrótce znowu wybuchałam. Gdy tak cierpiałam, mogłam tylko przyjść przed oblicze Pana, by się pomodlić: „Panie! Nigdy nie zdołam powściągnąć gniewu, nie potrafię nad sobą zapanować. Nie wiem, co robić. Proszę, pomóż mi…”

Czy Pan dokona nowego dzieła, kiedy powróci?

Szczęśliwy traf sprawił, że dzięki Internetowi poznałam kilkoro braci i sióstr. Często studiowaliśmy Biblię, razem uczęszczaliśmy na zgromadzenia i razem omawialiśmy kwestie naszego rozumienia i znajomości wersetów Biblii. W szczególności omówienie brata Lina było niezwykle iluminujące i oświecające; dzięki niemu odniosłam wiele korzyści i pojęłam wiele prawd, których wcześniej nigdy nie rozumiałam. Z prawdziwą radością uczestniczyłam w zgromadzeniach z tymi braćmi i siostrami.

Na jednym ze zgromadzeń omawialiśmy kwestię powrotu Pana Jezusa. Brat Lin przesłał nam dwa wersety z Biblii: „Tak też Chrystus raz ofiarowany na zgładzenie grzechów wielu, drugi raz ukaże się bez grzechu tym, którzy go oczekują dla zbawienia” (Hbr 9:28). „Którzy jesteście strzeżeni mocą Boga przez wiarę ku zbawieniu, przygotowanemu do objawienia się w czasie ostatecznym” (1P 1:5). Następnie przedyskutował z nami wersety. Powiedział: „Na podstawie tego fragmentu widzimy, że kiedy Pan Jezus powróci w dniach ostatecznych, dokona nowego dzieła, aby zupełnie nas wyzwolić z więzów grzechu, tak byśmy mogli zostać oczyszczeni, osiągając prawdziwe Boże zbawienie”.

Słuchając wyjaśnień brata Lina, miałam poczucie, że nie mogę się całkiem zgodzić z tym, co mówi, więc podzieliłam się z nim swoją opinią: „Choć nadal jesteśmy zdolni do popełniania grzechu, dzięki ukrzyżowaniu Pana Jezusa zostaliśmy odkupieni i nie uważa On nas już za grzeszników. Co więcej, Pan powiedział: »Wykonało się«, gdy wisiał na krzyżu – co dowodzi, że Boże zbawienie dokonało się w całej pełni i że Boże dzieło zbawienia ludzkości jest zakończone. Jakże więc możecie mówić, że Bóg nadal ma do wykonania nowe dzieło w dniach ostatecznych?”

Brat Lin powiedział: „Siostro, co właściwie miał na myśli Jezus, gdy na krzyżu powiedział: »Wykonało się«? Jeśli kierujemy się naszym własnym rozumieniem i powiadamy, że mówiąc »Wykonało się«, Pan Jezus miał na myśli, że dzieło Boga zostało w pełni ukończone, to jak mogłyby się wypełnić słowa Pana, kiedy przepowiedział On: »Mam wam jeszcze wiele do powiedzenia, ale teraz nie możecie tego znieść. Lecz gdy przyjdzie on, Duch prawdy, wprowadzi was we wszelką prawdę. Nie będzie bowiem mówił sam od siebie, ale będzie mówił to, co usłyszy, i oznajmi wam przyszłe rzeczy« (J 16:12–13)? Pan przepowiedział również, że gdy powróci w dniach ostatecznych, dokona dzieła oddzielenia ziarna od plew, owiec od kozłów oraz panien mądrych od panien głupich. W Obj. 14:6 powiada się: »I zobaczyłem innego anioła lecącego środkiem nieba, który miał ewangelię wieczną, aby ją zwiastować mieszkańcom ziemi, wszystkim narodom, plemionom, językom i ludom«. Gdyby Pan nie dokonywał w dniach ostatecznych żadnego nowego dzieła, to czyż takie proroctwa nie byłyby na nic? Dlatego też nie ulega wątpliwości, że nasza wiara w to, iż mówiąc »Wykonało się«, Pan Jezus miał na myśli, że Boże dzieło zbawienia ludzkości zostało w pełni ukończone, jest rozumieniem owych słów, które bierze się z naszych własnych pojęć i wyobrażeń i w istocie nie zgadza się z faktami dotyczącymi Bożego dzieła”.

Słuchając omówienia brata Lina, nie mogłam oprzeć się myśli: „To prawda. Gdyby Boże dzieło zbawienia ludzkości było już zakończone, jak mogłyby się wypełnić owe przepowiednie wypowiedziane przez Pana Jezusa? Pan jest godny zaufania, a Jego przepowiednie najpewniej nie mogą iść na marne…”

W końcu odnalazłam drogę odrzucenia grzechu

Brat Lin kontynuował omówienie, mówiąc: „Istotnie, kiedy wisząc na krzyżu Pan Jezus powiedział: »Wykonało się« miał na myśli to, że Boże dzieło odkupienia ludzkości zostało spełnione, nie zaś, że Jego dzieło zbawienia ludzkości zostało całkowicie ukończone. Jest tak dlatego, że dziełem Jezusa Chrystusa było dzieło odkupienia, które dokonało się dla odpuszczenia naszych grzechów; nie wymazało ono jednak naszej grzesznej natury ani szatańskiego usposobienia. Dlatego potrzebujemy, by Bóg zrealizował kolejny etap dzieła, które całkowicie nas zmienia i oczyszcza. Odczytajmy teraz kilka fragmentów podejmujących tę kwestię”. Po czym brat Lin zaczął czytać: „Dla człowieka, Boże ukrzyżowanie zakończyło dzieło Bożego wcielenia, odkupiło całą ludzkość i pozwoliło Mu przejąć klucz do Hadesu. Każdy myśli, że Boże dzieło zostało w pełni wykonane. W rzeczywistości, dla Boga, tylko mała część Jego dzieła została wykonana. Jedynie odkupił ludzkość, ale nie podbił ludzkości ani tym bardziej nie zmienił szpetoty szatana w człowieku. Dlatego Bóg mówi: »Choć Moje wcielone ciało przeszło ból śmierci, nie był to cały cel Mojego wcielenia. Jezus jest Moim umiłowanym Synem i był przybity do krzyża dla Mnie, ale nie dopełnił całkowicie Mojego dzieła. Wykonał tylko jego część«” („Dzieło i wejście (6)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „Choć człowiek został odkupiony i zyskał wybaczenie swoich grzechów, uznaje się to jedynie za Bożą niepamięć występków człowieka i nietraktowanie człowieka tak, jak na to zasługuje w świetle swoich występków. Kiedy jednak człowiek żyje w ciele i nie jest uwolniony od grzechu, może jedynie nadal grzeszyć, bez końca ujawniając zepsute szatańskie usposobienie. Takie właśnie życie wiedzie człowiek – nieskończony cykl grzechu i wybaczenia. Większość ludzi grzeszy w ciągu dnia tylko po to, aby wyznać te grzechy wieczorem. W związku z tym, nawet jeżeli ofiara za grzechy byłaby na zawsze skuteczna dla człowieka, nie byłaby w stanie uchronić go od grzechu. Dokonała się tylko połowa dzieła zbawienia, gdyż usposobienie człowieka pozostaje zepsute” („Tajemnica Wcielenia (4)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”).

Odczytawszy to, brat Lin wrócił do swych wyjaśnień: „Wymowa tych dwóch fragmentów jest całkiem jasna. W Wieku Łaski Pan Jezus zjawił się w ciele i dokonał swego dzieła, wyraził drogę »Pokutujcie, przybliżyło się bowiem królestwo niebieskie« (Mt 4:17), i pouczył ludzi, jak mają rozumieć wiele prawd. Następnie został ukrzyżowany, tym samym spełniając swe dzieło odkupienia ludzkości. Kiedy wierzymy w Pana, wówczas – dopóki przychodzimy przed oblicze Pana, by wyrażać skruchę i wyznawać nasze grzechy – nasze grzechy zostają nam wybaczone. Jednak zostaliśmy przez szatana tak głęboko zdeprawowani, że szatańskie usposobienie przejawiające się w arogancji i pyszałkowatości, samolubstwie i wzgardzie, skłonności do kłamstwa i fałszu, nikczemności i pazerności – stało się naszym życiem; wszyscy pożądamy bogactwa, statusu, sławy i pomyślności. I podobnie jak czynią to ludzie pogrążeni w doczesności, poszukujemy życia zbytkownego i zdeprawowanego oraz czerpiemy radość z grzesznych przyjemności. Kiedy stowarzyszamy się z innymi, zawsze sądzimy, że nasze poglądy są bardzo przemyślane i zawsze próbujemy zdominować innych, sprawić, by nas słuchali, i nie mamy cienia tolerancji ani cierpliwości dla innych. Trudność sprawia nam nawet obcowanie z własnymi przyjaciółmi i rodzinami. Jak powiedział Apostoł Paweł, »Bo chęć jest we mnie, ale wykonać tego, co jest dobre, nie potrafię. Nie czynię bowiem dobra, które chcę, ale zło, którego nie chcę, to czynię« (Rz 7:18-19). Pętają nas więzy i kajdany naszego szatańskiego usposobienia i często nie możemy się powstrzymać przed grzeszeniem i stawianiem oporu Bogu. Nawet gdyby nasze grzechy miano nam wybaczyć po tysiąckroć, i tak pozostalibyśmy ludźmi do głębi zdeprawowanymi przez szatana. Czy możemy więc powiedzieć, że Boże dzieło zbawienia ludzkości jest w pełni ukończone? Gdyby Bóg nie przyszedł w dniach ostatecznych i nas nie zbawił, jakże wtedy moglibyśmy – do cna plugawi i żałośni – zasłużyć na to, by spojrzeć w oblicze Boga i zostać uniesieni do królestwa niebieskiego? Boże słowa głoszą: »Bądźcie więc świętymi, bo ja jestem święty« (Kpł 11: 45). Bóg jest święty, a Jego usposobienie jest sprawiedliwe i nienaruszalne. Tak więc, Bóg nie wprowadzi do swego królestwa ludzi plugawych i zdeprawowanych. Jedynie akceptując Boże pojawienie się i Boże dzieło w dniach ostatecznych, jedynie całkowicie odrzucając więzy i kajdany grzechu i osiągając przemianę naszego usposobienia, będziemy mogli osiągnąć pełnię Bożego zbawienia i zasłużyć na to, by spojrzeć w oblicze Boga i wejść do nieba”.

Powiązane treści