Co powstrzymuje mnie od podążania za Bogiem?

02 lutego 2022

Autorstwa Chen Ming, Chiny

Był grudzień 2011 r., aresztowano dwójkę przywódców Kościoła. Kiedy się o tym dowiedzieliśmy, musieliśmy szybko poradzić sobie z konsekwencjami. Kilka dni później dostałam list z informacją, że bracia i siostry z innych Kościołów trafiają do aresztu, a przed moim drzwiami widziano podejrzaną osobę, więc i ja mogę być obserwowana. Przeczytałam, że nie powinnam wracać do domu, ale udać się w bezpieczne miejsce i stamtąd kontynuować dzieło Kościoła. List bardzo mnie zaniepokoił. Myślałam o samochodach policyjnych patrolujących ulice od kilku dni, a także o wszechobecnej inwigilacji. Czy wiedzieli już, że byłam diakonisą Kościoła? Myślałam o wszystkich aresztowanych braciach i siostrach, o tych, których bito, aż zostali kalekami albo zmarli. Zajmowałam się wtedy pracą dla Kościoła, co wiązało się z wychodzeniem z domu. Gdyby mnie śledzono i schwytano, co bym zrobiła? Im więcej o tym myślałam, tym bardziej się bałam. Gdybym została pobita na śmierć, jak zyskałabym zbawienie i życie wieczne? Czułam się, jakby wielki głaz przygniatał mi serce. Miałam problemy z oddychaniem. Później na kilka dni zamieszkałam u krewnej. Znalazł mnie tam mój mąż. „Tu też nie jest bezpiecznie”, powiedział. „Lepiej ukryj się u przyjaciół w innej prowincji. Policja wie, że jesteś diakonisą. Dlaczego mieliby cię wypuścić?”. Wahałam się po tym, co powiedział mi mąż, zwłaszcza, że przywódcy Kościoła zostali już aresztowani. Wciąż było mnóstwo pilnej pracy do zrobienia, a gdybym wyjechała, nie miałby kto pełnić dzieła Kościoła. Gdybym jednak nie wyjechała i została aresztowana, czekałyby mnie tortury, a nawet kalectwo lub śmierć. Uznałam, że najlepiej będzie wyjechać i ukryć się na kilka dni, a potem wrócić i kontynuować pracę, kiedy sytuacja się uspokoi. Porzuciłam zatem swoje obowiązki i pojechałam do przyjaciół w innej prowincji. Właśnie w tym kluczowym momencie porzuciłam swoje obowiązki. To był akt zdrady Boga! Ale wtedy myślałam tylko o własnym bezpieczeństwie i zabrakło mi wiary. Nie rozumiałam także natury tego, co zrobiłam.

Później moja przyjaciółka, obawiając się kłopotów, zorganizowała mi mieszkanie w zniszczonym domu poza jej wioską. Dom był w tak złym stanie, że drzwi się nie zamykały, nie miałam co jeść, nie było bieżącej wody. Czułam się bardzo nieszczęśliwa. Wtedy zaczęłam się zastanawiać. Czy miałam prawo porzucić swoje obowiązki i ukryć się w innej prowincji? Wówczas trafiłam na te słowa Boga: „Obecnie niektórzy nie dźwigają żadnego brzemienia dla kościoła. Ludzie ci są ospali i gnuśni i troszczą się wyłącznie o swoje własne ciało. Takie osoby są skrajnie samolubne, a zarazem ślepe. Jeśli nie potrafisz wyraźnie dostrzec tej kwestii, to nie będziesz dźwigał żadnego brzemienia. Im bardziej zważasz na wolę Boga, tym cięższe brzemię On ci powierzy. Ludzie samolubni nie chcą znosić takich rzeczy. Nie chcą płacić ceny, więc w rezultacie stracą okazje ku temu, by Bóg ich udoskonalił. Czyż nie wyrządzają sobie krzywdy?(Zważaj na wolę Boga, aby osiągnąć doskonałość, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Kiedy czytałam te słowa Boga, poczułam ukłucie w sercu. To ja byłam takim samolubnym i nikczemnym człowiekiem, a Bóg mnie zdemaskował. Przywódcy Kościoła zostali aresztowani i trzeba było szybko uporać się z konsekwencjami tego wydarzenia. W tym krytycznym momencie powinnam polegać na Bogu i nadal pełnić dzieło Kościoła, chroniąc moich braci i siostry. Ja jednak myślałam tylko o własnym bezpieczeństwie i stchórzyłam, ukryłam się, porzuciłam pracę dla Kościoła, nie troszczyłam się o życie braci i sióstr. To była poważna zdrada Boga! Wtedy przypomniałam sobie fragment z hymnu słów Boga: „Abraham gotów był oddać w ofierze Izaaka, a jaką wy złożyliście ofiarę? Hiob złożył w ofierze wszystko, a wy, co ofiarowaliście? Tak wielu ludzi oddało życie, zapłaciło głową i przelało krew, aby poszukiwać prawdziwej drogi. Czy wy również zapłaciliście taką cenę?(„Co poświęciliście dla Boga?” w księdze „Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni”). No właśnie: co ja ofiarowałam Bogu? Abraham był w stanie złożyć w ofierze swojego syna, aby zadowolić Boga; Hiob oddał wszystko, aby Go zadowolić. A ja? Przerażona wizją aresztowania, tortur i śmierci uciekłam, szukając własnego bezpieczeństwa. Czy nie byłam jak dezerter, który łapczywie trzyma się życia, zamiast stawić czoła śmierci? Jak głosi powiedzenie: „Gruntowne przygotowanie w końcu przynosi efekty”. Jako diakonisa Kościoła, przez lata pielęgnowana przez dom Boży, w kluczowym momencie nie myślałam o tym, co zostało mi powierzone ani jak kontynuować dzieło Kościoła. Myślałam tylko o sobie, ceniąc sobie własne istnienie, uciekając od niebezpieczeństwa. Czy zasługiwałam na miano człowieka? Naprawdę gryzłam rękę, która mnie karmi – nie byłam nawet tak dobra jak zwierzę!

Później przeczytałam kolejny fragment słów Boga: „Niezależnie od tego, czego Bóg od ciebie oczekuje, musisz po prostu dać z siebie wszystko i mam nadzieję, że ostatecznie będziesz w stanie przyjść przed oblicze Boga i okazać Mu swoje najwyższe oddanie. Tak długo, jak możesz widzieć zadowolony uśmiech Boga siedzącego na swym tronie, nawet jeśli chwila ta jest wyznaczonym czasem twojej śmierci, powinieneś być w stanie śmiać się i uśmiechać, gdy zamykasz oczy. W czasie pobytu na ziemi musisz wykonać swój ostateczny obowiązek dla Boga. W przeszłości Piotr został dla Boga ukrzyżowany głową w dół; jednakże to ty koniec końców powinieneś zadowolić Boga i wyczerpać dla Niego całą swą energię. Co istota stworzona może zrobić w imię Boga? Powinieneś więc raczej wcześniej niż później powierzyć się Bogu, aby rozporządzał tobą tak, jak chce. Dopóki Bóg jest szczęśliwy i zadowolony, pozwól Mu czynić z tobą, cokolwiek zechce. Jakie prawo mają ludzie, by wypowiadać słowa skargi?(Interpretacje tajemnic „Słowa Bożego dla całego wszechświata”, rozdz. 41, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Te słowa Boga dodały mi otuchy, ale czułam się także winna. Myślałam o tym, jak Piotr uciekł z więzienia i jak stanął przed nim Pan Jezus mówiąc, że dałby się za niego powtórnie ukrzyżować. Słowa Pana sprawiły, że Piotr zrozumiał: „Pan Jezus został już raz ukrzyżowany, aby odkupić ludzkość, nie mogę pozwolić, aby to się powtórzyło. On oddał za nas życie; tym razem ja powinienem oddać życie za Niego”. Piotr bez wahania wrócił wtedy do więzienia, a w końcu sam prosił, aby go ukrzyżowano głową w dół ze względu na Boga. Piotr był w stanie poświęcić swoje życie dla Boga, a ja? W obliczu niebezpiecznej sytuacji porzuciłam swoje zadania i uciekłem jak najdalej. Jak mogłam mówić, że mam choć odrobinę sumienia? Podążałam za Bogiem tyle lat, poznałam tyle Jego słów, a jednak zdradziłam Go w decydującej chwili. Nie nadawałam się, aby żyć przed Bogiem. Klęknęłam i w modlitwie żałowałam swoich czynów przed Bogiem. „Boże!”, mówiłam, „Postąpiłam źle. Porzuciłam obowiązki dla własnego bezpieczeństwa. Byłam samolubna i nikczemna! Nie chcę już dbać o własne sprawy. Chcę uczyć się od Piotra i dokończyć to, co mi powierzyłeś, nawet gdybym miała umrzeć”. Potem wróciłam do Kościoła. Kiedy zobaczyła mnie jedna z sióstr, powiedziała: „Dziś otrzymaliśmy najnowsze kazania od Boga. Nie wiedziałam, z kim się skontaktować, aby przesłać je naszym braciom i siostrom. Ale wróciłaś, kiedy zaczynałam się martwić”. Słysząc jej słowa bardzo się ucieszyłam, że wróciłam na czas. Nie spowodowałam dużych strat w dziele Kościoła. Szybko omówiłam z tą siostrą, kogo najlepiej wysłać, aby kazania niebawem dotarły do braci i sióstr. Odtąd spełniając swój obowiązek nie byłam już tak tchórzliwa jak wcześniej.

Myślałam, że po takim doświadczeniu zyskałam większą wiarę, ale – ku mojemu zaskoczeniu – kolejna sytuacja znowu mnie zdemaskowała. Pewnego dnia moja współpracownica, siostra Zhou, powiedziała: „Zagrożonych jest kilka domów, w których przechowywane są pieniądze Kościoła”. Zleciła mi zadanie przeniesienia pieniędzy w bezpieczne miejsce. Pomyślałam, że wszędzie jeżdżą policyjne patrole i bałam się, że te domy także mogą być pod obserwacją. A jeśli ktoś będzie mnie śledził i zostanę aresztowana z pieniędzmi Kościoła? Nie mogłam przestać o tym myśleć: „Jestem diakonisą Kościoła; jeśli mnie aresztują, na pewno będą mnie torturować. Na pewno tego nie przeżyję. A jak wtedy osiągnę zbawienie i wejdę do królestwa niebieskiego?”. Myślałam o tym na okrągło, chciałam skulić się ze strachu. Czułam, że to zadanie jest zbyt niebezpieczne. I właśnie wtedy przypomniałam sobie swoje poprzednie doświadczenie. Przez to, że byłam samolubna i nikczemna, myśląc tylko o własnym bezpieczeństwie, prawie opóźniłam pracę domu Bożego. Nie mogłam znowu wkroczyć na tę samą drogę porażki. Powinnam raczej polegać na Bogu i wypełnić to ważne zadanie. Kiedy tak myślałam, nie bałam się już tak bardzo. Często się wtedy zastanawiałam: „Dlaczego w trudnych chwilach zawsze tak bardzo boję się aresztowania, tortur i śmierci?”. Później przeczytałam ten fragment słów Boga: „Począwszy od dzisiaj pozwolę, by wszyscy ludzie zaczęli Mnie poznawać – jedynego prawdziwego Boga, który wszystko stworzył, który przyszedł pośród ludzi oraz został przez nich odrzucony i oczerniony, który wszystko kontroluje i aranżuje; Króla sprawującego władzę w królestwie; Boga samego, zarządzającego kosmosem; a przede wszystkim Boga, który kontroluje życie i śmierć ludzi oraz dzierży klucz do Hadesu. Dam poznać się wszystkim ludziom (dorosłym i dzieciom, bez względu na to, czy mają ducha, czy nie, i bez względu na to, czy są głupcami lub czy mają niepełnosprawność itd.). Nikogo nie zwalniam z tego zadania; to najcięższa praca – zadanie, które dobrze przygotowałem i które począwszy od teraz jest realizowane. To, co mówię, dokona się. Otwórz swoje duchowe oczy, porzuć swoje indywidualne pojęcia i uznaj, że jestem jedynym prawdziwym Bogiem zarządzającym wszechświatem! Nie jestem przed nikim ukryty i względem każdego wykonuję Moje dekrety administracyjne(Wypowiedzi Chrystusa na początku, rozdz. 72, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Czytając te słowa Boga, poczułam wielki wstyd. Bóg Wszechmogący ma władzę nad całym wszechświatem i kontroluje losy ludzkości; życie i śmierć ludzi są w Jego rękach, wszystko podlega Jego zarządzeniom. Ja jednak nie rozumiałam wszechmocy i władzy Boga. Wypełniając swój obowiązek, myślałam tylko o własnym życiu. Bardzo bałam się trafić w ręce policji, bałam się tortur i śmierci. Nie miałam nawet odrobiny prawdziwej wiary w Boga. Moja postawa była tak mała! Kurczowo trzymałam się życia; zawsze chciałam uciekać, gdy stawałam w obliczu niebezpiecznych obowiązków. Więc w razie aresztowania i tortur, na pewno zdradziłabym Boga i stała się Judaszem, a na końcu za karę trafiłabym do piekła. Kiedy sobie to uświadomiłam, naprawdę się przestraszyłam.

Później trafiłam na kolejny fragment słów Boga: „Kiedy ludzie są gotowi poświęcić swoje życie, wszystko staje się błahe i nikt nie może ich pokonać. Co może być ważniejsze od życia? W ten sposób szatan staje się niezdolny do dalszego działania w ludziach, nie ma niczego, co może zrobić z człowiekiem. Chociaż w definicji »ciała« mówi się, że ciało jest skażone przez szatana, jeśli ludzie naprawdę oddają się i nie są motywowani przez szatana, to nikt nie może ich pokonać(Interpretacje tajemnic „Słowa Bożego dla całego wszechświata”, rozdz. 36, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Te słowa Boga pomogły mi zrozumieć, że lęk przed śmiercią zawsze był moją piętą achillesową. Szatan wykorzystywał słabość mojego ciała, aby mnie atakować, aby skłaniać mnie do zdrady Boga, abym została zniszczona razem z szatanem. Szatan jest tak absolutnie nikczemny i zły! Moje życie i śmierć są we władzy Boga i On o nich decyduje. Nieważne, jak zły jest szatan: bez zgody Boga nie ośmieli się nic mi zrobić. Muszę oddać swoje życie i śmierć Bogu i poddać się Jego ustaleniom; nawet, gdyby KPCh miała mnie torturować i zabić, muszę trwać przy świadectwie o Bogu i chwalić Go. Wtedy uklękłam i modliłam się do Boga, mówiąc: „Boże, jestem gotowa oddać życie w Twoje ręce i pozwolić, abyś Ty decydował o tym, czy będę żyła, czy umrę. Proszę, zbadaj moje serce”.

Wtedy pomyślałam o takich słowach Boga: „Naszą powinnością i obowiązkiem, jako przedstawicieli rasy ludzkiej i pobożnych chrześcijan jest ofiarowanie naszych umysłów i ciał, aby spełniać polecenia Boga, ponieważ w pełni pochodzimy od Niego, a nasze istnienie zawdzięczamy Bożemu zwierzchnictwu. Jeśli nasze umysły i ciała nie będą na polecenie Boga ani słusznej sprawie ludzkości, wówczas nasze dusze poczują się niegodne tych, którzy zginęli śmiercią męczeńską przez spełnianie posłannictwa wyznaczonego przez Boga, a jeszcze bardziej niegodne Boga, który zapewnił nam wszystko(Dodatek 2: Bóg kieruje losem całej ludzkości, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Ze słów Boga jasno wynika, że oddanie życia, aby wypełnić zadania przez Niego powierzone, ma ogromną wartość. Pomyślmy o uczniach i apostołach, którzy szli za Panem Jezusem: wielu z nich zostało męczennikami podczas głoszenia ewangelii, ale Bóg pamięta o ich ofierze. Ich ciała mogą być martwe, ale ich dusze żyją dalej. Jeśli ze strachu przed śmiercią stajemy się Judaszami i zdradzamy Boga, a On nas karze i umieramy, to jest to prawdziwa śmierć; pójdziemy do piekła. A tam czeka nas wieczne cierpienie. Pan Jezus powiedział: „Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swoje życie z mojego powodu, znajdzie je(Mt 16:25). W tej trudnej sytuacji, kiedy KPCh bez skrupułów prześladuje i aresztuje ludzi, Bóg zobaczył moją postawę; sprawdzał, czy zaryzykuję śmierć, aby Go zadowolić i złożyć świadectwo przed szatanem. Gdybym porzuciła swój obowiązek i zdradziła Boga ze strachu przed śmiercią, byłabym już tylko żywym trupem. Wtedy w modlitwie zadeklarowałam, że jestem gotowa zdracić ciało i zdać na Boga, by spełnić swój obowiązek. Kiedy przenosiłam pieniądze Kościoła, po cichu śpiewałam hymn słów Boga: „Jesteś istotą stworzoną: to oczywiste, że powinieneś czcić Boga i dążyć do osiągnięcia życia pełnego znaczenia. Skoro jesteś istotą ludzką, powinieneś ponosić koszty dla Boga i znosić wszelkie cierpienia! Powinieneś z radością i bez wahania przyjmować tę odrobinę cierpienia, jakiemu jesteś dziś poddawany, i wieść życie pełne znaczenia, tak jak Hiob i Piotr. Jesteście ludźmi, którzy podążają właściwą drogą, tymi, którzy dążą do poprawy. Jesteście ludźmi, którzy w narodzie wielkiego, czerwonego smoka powstają, tymi, których Bóg nazywa sprawiedliwymi. Czyż takie właśnie życie nie jest życiem o największym znaczeniu?(„Najgłębsze życie” w księdze „Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni”). Im dłużej śpiewałam, tym bardziej doceniałam tę pieśń. Dla istoty stworzonej możliwość wypełniania swoich obowiązków jest jedną z najcenniejszych rzeczy. Taki sposób życia ma sens. Bóg go pochwala. Odtąd już się nie bałam i nie byłam tchórzliwa, byłam w stanie przenieść pieniądze Kościoła bez kłopotów. W głębi duszy czułam się teraz zupełnie spokojna i pocieszona. Później, z pomocą Boga, wielokrotnie bezpiecznie przenosiłam własność i księgi Jego domu.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Refleksje po zgubieniu drogi

Autorstwa Xinzhi, Chiny W sierpniu 2019 roku dostałam od przywódczyni list z prośbą o odebranie siostry poza miastem. Zauważyłam, że adres...

Po śmierci syna

Autorstwa Wang Li, Chiny Pewnego dnia w 2014 roku, zadzwoniła moja córka i powiedziała, że mojego syna podczas wędkowania poraził prąd. Nie...

Nie byłam szczera w swej wierze

Autorstwa Michelle, Cameroon Moja rodzina była zawsze bardzo biedna, więc marzyłam o tym, aby zostać dyrektorem banku i mieć określoną...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze