Jak wyzbyłam się arogancji

06 października 2020

Bóg Wszechmogący mówi: „Każdy krok Bożego dzieła – czy to ostre słowa, czy sąd, czy karcenie – czyni człowieka doskonałym i jest absolutnie właściwy. Nigdy przez wieki Bóg nie wykonywał dzieła takiego, jak to; dzisiaj działa w was w taki sposób, że doceniliście Jego mądrość. Chociaż doświadczyliście nieco bólu w sobie, wasze serca są wytrwałe i przepełnione pokojem; waszym błogosławieństwem jest to, że możecie cieszyć się tym etapem Bożego dzieła. Bez względu na to, co będziecie w stanie zyskać w przyszłości, wszystkim, co widzicie dziś z dokonywanego w was Bożego dzieła, jest miłość. Jeśli człowiek nie doświadczy sądu Bożego i oczyszczenia, jego działania i zapał będą ciągle tylko powierzchowne, a jego usposobienie pozostanie na zawsze niezmienione. Czy to się liczy jako zostanie pozyskanym przez Boga? Choć dziś w człowieku jest jeszcze wiele arogancji i buty, jego usposobienie jest o wiele bardziej stabilne niż przedtem. Bóg rozprawia się z tobą po to, aby cię zbawić i chociaż podczas tego postępowania możesz odczuwać pewien ból, nadejdzie dzień, kiedy nastąpi zmiana w twoim usposobieniu. Wówczas spojrzysz wstecz i zobaczysz, jak mądre jest dzieło Boże i właśnie wtedy będziesz w stanie naprawdę zrozumieć wolę Bożą” („Słowo ukazuje się w ciele”). Kiedyś myślałam, że odpowiedzialnością i entuzjazmem do obowiązków zasłużę na aprobatę Boga. Nie skupiałam się na przyjmowaniu Jego słów osądzania i karcenia ani na zmianie usposobienia. Wypełniałam obowiązki arogancko i dyktatorsko. Ograniczałam i krzywdziłam braci i siostry, zaszkodziłam pracy kościoła. W końcu zrozumiałam, że bez Bożego sądu i karcenia moje zepsute usposobienie nie zostanie obmyte i zmienione i nie zadowolę Boga, spełniając obowiązki. Doświadczyłam tego, że Boży sąd i karcenie są naszym zbawieniem.

W 2016 powierzono mi funkcję scenografki. Z radością myślałam: „Studiowałam wystrój wnętrz i mam ponad cztery lata doświadczenia. Muszę w pełni wykorzystać swoje umiejętności, by zadowolić Boga”. Zdobywałam umiejętności z braćmi i siostrami, omawialiśmy zasady. Po pewnym czasie moja praca zaczęła przynosić rezultaty. Gdy ktoś mówił: „Dobra robota, bardzo realistyczna scenografia”, odpowiadałam, że prowadził nas Bóg, ale myślałam: „Oczywiście, że dobra robota, jestem przecież profesjonalistką!”. Chodziłam z wysoko podniesioną głową i mówiłam głośniej. Gdy widziałam błędy w pracy innych, patrzyłam na nich z góry. Przestałam z nimi omawiać sprawy scenografii. Ukończyłam przecież studia, po co więc rozmawiać, to była strata czasu, bo i tak poparliby moje pomysły. Dlatego z tymi swoimi pomysłami od razu szłam do reżysera.

Gdy zostałam liderką zespołu, zaczęłam jeszcze bardziej lekceważyć innych. Kiedyś ustawialiśmy scenę w restauracji i brat Zhang powiedział: „Drzwi wejściowe są za niskie. Źle to wygląda”. Ze złością pomyślałam: „Robiłam to już wiele razy. Myślisz, że nie wiem, jak wysokie powinny być drzwi? Nie masz doświadczenia, nie studiowałeś scenografii, nie masz doświadczenia, a chcesz uczyć księdza pacierza”. Niecierpliwie odrzuciłam jego sugestię i narzuciłam wszytkim swoją wolę. Potem kamerzysta powiedział, że drzwi są za niskie i nie da się przez to filmować. Musieliśmy zrobić nowe drzwi. Później mieliśmy zrobić szafkę, więc dałam bratu Chenowi swój rysunek jako wzór. Odpowiedział: „Środkowa część jest za szeroka. Może ją nieco zwęzimy?”. Pomyślałam: „Przejrzałam wiele materiałów, to są właściwe proporcje. Rób, co mówię, a będzie dobrze”. Obstawałam przy swoim: „Co ty gadasz? Po prostu zrób, jak narysowałam!”. Później wszyscy powiedzieli, że środkowa część jest za szeroka. Brat Chen musiał to poprawić, co opóźniło filmowanie. Nie zastanowiłam się wtedy nad sobą, tylko pomyślałam: „Przecież każdy czasem popełnia błędy. Trochę czasu i materiałów na poprawki to nic takiego”.

Raz po zgromadzeniu brat Zhang powiedział mi: „Zauważyłem, że jesteś ostatnio dość uparta w pracy z innymi. Nie słuchasz naszych sugestii, od razu odrzucasz sensowne propozycje. Jesteś protekcjonalna, tłamsisz ludzi, zawsze obstajesz przy swoim. To są przejawy aroganckiego usposobienia”. Niby przyjęłam te słowa, lecz myślałam: „Jestem arogancka, no i co z tego?”. Później brat Liu też rozprawił się ze mną za arogancję, mówiąc, że tłamszę i nie słucham innych. Otoczyłam się murem, zanim skończył mówić. Pomyślałam: „Nikt z was mi nie dorównuje! Jak śmiecie się ze mną rozprawiać?”. Nie byłam w stanie tego zaakceptować. Usprawiedliwiałam się nawet w modlitwach. Coraz bardziej opanowywały mnie mrok i przygnębienie. Zaczęłam być chaotyczna w pracy, ale nie dało mi to do myślenia. Pewnego dnia uderzyłam się w nogę o metalowe krzesło, polała się krew, a w szpitalu założyli mi siedem szwów. Wiedziałam, że to nie przypadek, stała za tym wola Boża. Wyciszyłam się i przemyślałam swoje zachowanie. Gdy bracia i siostry mieli pomocne sugestie i wskazówki, nie przyjmowałam ich, nie okazywałam pokory i stawiałam opór. Byłam bardzo zatwardziała. Modliłam się więc do Boga, by pomógł mi poznać moje zepsute usposobienie.

Przy porannej modlitwie przeczytałam te słowa Boga: „Jeśli uważasz innych za gorszych od siebie, to jesteś zadufany w sobie, zarozumiały i nikomu nie przynosisz korzyści”. „Nie myśl, że z ciebie urodzony talent, którego miejsce jest tylko nieco poniżej nieba, ale za to znacznie powyżej ziemi. Jesteś tak samo mądry, jak każdy inny człowiek – a można by nawet powiedzieć, że jesteś uroczo głupszy od każdego człowieka na ziemi, posiadającego rozum, ponieważ masz o sobie tak wysokie mniemanie i nigdy nie miałeś poczucia niższości. Można odnieść wrażenie, że dostrzegasz każdy najdrobniejszy szczegół Moich działań. Tak naprawdę jednak jesteś kimś, kto kompletnie zatracił zdolność rozumowania, ponieważ nie masz pojęcia, co zrobię, i jeszcze mniej jesteś świadom tego, co robię teraz. Chcę przez to powiedzieć, że nie dorównujesz nawet staremu rolnikowi, orzącemu z mozołem swoją ziemię; rolnikowi, który nie ma najmniejszego pojęcia o ludzkim życiu, a jednak zdaje się na błogosławieństwo Nieba, gdy uprawia rolę. Nie zastanawiasz się ani przez chwilę nad swoim życiem, nie masz pojęcia, czym jest renoma, jeszcze mniej wiedząc o samym sobie. Jesteś »ponad to wszystko«!” („Słowo ukazuje się w ciele”). Poczułam się okropnie. Każde słowo obnażało moje wnętrze. Odkąd zostałam scenografką, uznałam, że jestem niezastąpiona, bo znam branżę i mam doświadczenie. Wywyższałam się, myśląc, że jestem profesjonalistką, więc szkoda mojego czasu na innych. Zawsze miałam ostatnie słowo i nie chciałam omawiać pracy z innymi. To była dla mnie strata czasu, bo inni nie mieli takiej wiedzy jak ja. Gdy już coś z niechęcią omawiałam, uznawałam, że mam więcej informacji i lepsze rozeznanie. Zawsze odrzucałam sugestie innych bez zastanowienia. Nie miałam ani krzty szacunku dla ludzi. Gdy bracia i siostry mówili, że jestem arogancka, i zachęcali do przemyśleń, nie akceptowałam tego, wciąż się opierałam. Zrozumiałam, że przejawiam wyłącznie arogancję. Przez swoje aroganckie usposobienie lekceważyłam innych, tłamsiłam i krzywdziłam braci i siostry. W pracy byłam arogancka i despotyczna, narzucałam innym swoją wolę, przeze mnie ludzie wciąż musieli coś poprawiać, zakłócałam pracę kościoła. Czyniłam zło! Przestraszyła mnie ta myśl. Modliłam się ze skruchą. Nie chciałam już postępować arogancko.

Później świadomie ustępowałam innym i słuchałam ich sugestii, by zadośćuczynić za swoje wady. Czasem rysowałam projekt, a bracia i siostry mieli dużo sugestii, różniących się od moich pomysłów. Chciałam je od razu odrzucić, ale uświadamiałam sobie, że to aroganckie. W sercu modliłam się, prosząc Boga, by pomógł mi porzucić samą siebie i wyzbyć się zepsucia. Chciałam wybrać sugestię najkorzystniejszą dla pracy domu Bożego. Gdy przyjmowałam pomysły innych, nasze rekwizyty były lepsze, użyteczniejsze, praktyczniejsze i szybciej powstawały. Poczułam słodycz praktykowania Bożych słów. Nie rozumiałam jednak swojej aroganckiej natury, brak mi było samoświadomości. Kilka miesięcy później wszyscy chwalili naszą pracę, czułam, że to mój sukces. Nim się obejrzałam, odżyło we mnie aroganckie usposobienie.

Pracowaliśmy wtedy nad scenografią domu bogacza i pomyślałam: „Taka osoba powinna mieć drogie rzeczy, świadczące o statusie”. Bracia i siostry zrobili, co im kazałam. Brat Zhang powiedział, że wystrój jest za nowoczesny, nie pasuje do pokolenia głównego bohatera. Nie spodobało mi się to. Pomyślałam: „Co ty tam wiesz? To jest elastyczność. Scenografia pasuje do statusu tej osoby, nie musi odzwierciedlać epoki. Według mnie nie masz pojęcia o stylu takich domów, masz przestarzałe pomysły”. Powiedziałam mu więc: „Mam dobre wyczucie epoki. Zaufaj mi”. Wkrótce brat Chen powiedział, że okna są zbyt nowoczesne. Zirytowało mnie to, że wszyscy są tacy zacofani. Opanowałam się i obstawałam przy swoim. Brat Chen nic już nie powiedział. O dziwo, gdy skończyliśmy pracę, reżyser powiedział, że scenografia nie jest realistyczna, tylko krzykliwa, że nie pasuje do wieku głównego bohatera. Musieliśmy ją przerobić. Nic do mnie jeszcze nie docierało, czułam się niedoceniona. Musiałam się jednak zgodzić z innymi i przerobić scenografię.

Później potrzebowaliśmy sypialnego pieca w stylu lat 80. Myślałam, że będzie na to potrzebny spory budżet, lecz brat Zhang powiedział, że zaoszczędzimy, jeśli on sam zrobi piec. Miał szczegółowy plan. Ja jednak wzgardziłam tym pomysłem. Zrobilibyśmy piec sami taniej, ale byłby nietrwały. Po prostu szkoda było zachodu. Powiedziałam reżyserowi, że pomysł brata Zhanga nie wypali, ale stwierdził, że mam za wysoki budżet, więc wyciął scenę z piecem sypialnym. Później brat Zhang miał kolejną sugestię, więc zrobiłam mu wykład, bo uznałam, że nic nie rozumie i jest uparty. Jedna z sióstr widziała, że go ograniczam, powiedziała, że jestem arogancka. Zignorowałam to. Nawet gdy omawiałam scenografię z reżyserem, byłam arogancka i zawzięta. Dlatego czasem efekty naszej pracy nie nadawały się do użytku, wymagały poprawek. Opóźniało się filmowanie.

Wkrótce odsunięto mnie od obowiązków. Przywódca powiedział mi: „Bracia i siostry mówią, że jesteś arogancka, robisz wszystko po swojemu, masz zawsze ostatnie słowo, traktujesz innych z góry. Zachowujesz się jak szef wobec podwładnych. Wszyscy czują, że ich tłamsisz”. Byłam w ciężkim szoku. Nie sądziłam, że inni widzą we mnie tak arogancką i nierozsądną osobę. Zamroczyło mnie, nie słyszałam już, co mówił przywódca. Przez kilka dni cierpiałam. Nie mogłam jeść ani spać. Gdy rozmyślałam, przypomniałam sobie te słowa Boga: „Każdy z was powinien przemyśleć ponownie swoje życie w wierze w Boga (…)” („Słowo ukazuje się w ciele”). Pomyślałam sobie: „Wierzę w Boga od pięciu lat, ale nigdy tak naprawdę nie poznałam siebie. Bezwiednie przejawiałam wielką arogancję. Muszę się nad sobą porządnie zastanowić”. Modliłam się tymi słowami: „Boże, błagam, poprowadź mnie i oświeć, bym poznała swoje zepsute usposobienie, bym mogła porzucić samą siebie. Chcę pokutować”. Pewnego dnia poszłam coś załatwić na plan filmowy, gdzie zobaczyłam piec sypialny, który wykonał brat Zhang. Kosztował mniej niż połowa mojego budżetu. Brat Zhang i inni zrobili też dużo rekwizytów z kartonu. Wyszło im dobrze, zaoszczędzili czas, energię i materiały. Zrobiło mi się wstyd. Zrozumiałam swoją arogancję, poważnie opóźniłam filmowanie. Zapytałam samą siebie: „Czemu byłam tak arogancka, narzucając innym swoją wolę? Dlaczego tak się dzieje?”.

Modląc się następnego ranka, przeczytałam te słowa Boga: „Jeśli rzeczywiście posiadasz w sobie prawdę, to ścieżka, którą będziesz kroczył, będzie właściwą ścieżką. Jeśli nie posiada się prawdy, łatwo czynić zło, i będziesz je czynił nawet wbrew sobie. Na przykład, jeśli miałeś w sobie arogancję i zarozumiałość, odkryjesz, że nie jest możliwe, abyś nie przeciwstawiał się Bogu; będziesz zmuszony Mu się przeciwstawiać. Nie będziesz robić tego celowo; będziesz to robić pod dominacją twojej aroganckiej i zarozumiałej natury. Twoja arogancja i zarozumiałość sprawią, że spojrzysz na Boga z góry i będziesz Go postrzegał jako kogoś bez żadnego znaczenia, sprawią, że będziesz się wywyższać, ciągle stawiać siebie na widoku, a w końcu sprawią, że zasiądziesz na miejscu Boga i będziesz nieść świadectwo o sobie samym. W końcu zamienisz własne pomysły, własne myślenie i własne pojęcia w prawdy, które mają być czczone. Zobacz, jak wiele zła czynią ludzie pod władzą swej aroganckiej i zarozumiałej natury!” („Zapisy przemówień Chrystusa”). Poczułam się okropnie. Znałam swoje aroganckie usposobienie, lecz nie znałam konsekwencji arogancji. Zrozumiałam, co objawiają słowa Boże, zrozumiałam, że arogancja popycha mnie do zła i oporu wobec Boga. Arogancka natura sprawiała, że się wywyższałam, innych miałam za nic, bo coś tam sama potrafiłam. Uważałam, że zawsze mam rację i nikt mi nie dorównuje, mieli robić, co każę. Jeśli ja mówiłam „w lewo”, nikt nie mógł iść w prawo ani tego sugerować. Strofowałam każdego, kto mnie nie słuchał, byłam samowolna i zawzięta. Kontrolowałam innych i szłam ścieżką antychrysta. Te słowa Boga: „Twoja arogancja i zarozumiałość sprawią, że spojrzysz na Boga z góry i będziesz Go postrzegał jako kogoś bez żadnego znaczenia”, pokazały mi, jak się popisuję, wypełniając obowiązki. Nie poszukiwałam woli Boga ani zasad prawdy. Gdy inni coś sugerowali, nie zastanawiałam się, czy to pochodzi od Boga, czy to Jego przewodnictwo. Jeśli pomysł nie był mój, to mnie nie interesował. Nie miałam ani krzty czci dla Boga. Byłam arogancka, pogardzałam innymi, w moim sercu nie było Boga. Powinnam poddać się prawdzie i dziełu Ducha Świętego. Przecież sugestie braci i sióstr, nawet gdy ja miałam inny pomysł, mogły pochodzić od Ducha Świętego. Powinnam je przyjąć i rozważyć z sercem uległym i pełnym bojaźni Bożej. Jeśli zgodne są z prawdą i przyniosą korzyść pracy domu Bożego, powinnam je wcielić w życie. Jeśli odrzucam coś, co wynika z oświecenia i przewodnictwa Ducha Świętego, to przeszkadzam dziełu Ducha i opieram się Bogu. To obraza usposobienia Boga. Wypełniałam obowiązki arogancko jak dyktator, tłamsiłam braci i siostry, odrzucałam dobre pomysły. To zakłóciło pracę kościoła. Sprawiedliwe usposobienie Boga sprawiło, że mnie odsunięto. Myśląc o krzywdzie, jaką wyrządziłam innym, i stratach, jakie przez mnie poniósł kościół, żałowałam, czułam się winna. Nienawidziłam swojego zepsucia. Jednocześnie byłam wdzięczna Bogu, bo gdyby nie surowy sąd i karcenie z powodu mojej arogancji i uporu, nigdy bym siebie nie poznała, wciąż sprzeciwiałabym się Bogu.

Później przeczytałam ten fragment słów Boga: „Bardzo często myśli, działania i sposób myślenia ludzi utalentowanych i zdolnych są sprzeczne z prawdą, ale oni sami nie są tego świadomi. Nadal myślą: »Ależ jestem zmyślny! Dokonałem takich mądrych wyborów! Podjąłem takie słuszne decyzje! Nikt z was mi nie dorówna«. Tacy ludzie nieustannie żyją w stanie narcyzmu i samouwielbienia. Trudno jest im się wyciszyć i zastanowić się, czego Bóg od nich oczekuje, jaka jest prawda i jakie są jej zasady. Trudno jest im wkroczyć w prawdę i w słowa Boga oraz odnaleźć bądź pojąć zasady wcielania prawdy w życie i wkroczyć w jej rzeczywistość” („Zapisy przemówień Chrystusa”). Słowa Boga pokazały mi, że jeśli polegamy tylko na własnych talentach, stajemy się aroganccy i zadufani, myślimy, że znamy prawdę, a wcale nie poszukujemy jej zasad. Uważałam się za zdolną i niezastąpioną w pracy przy scenografii, lecz inni przecież dobrze wypełniali obowiązki bez zawodowego doświadczenia, robili nawet lepsze rekwizyty niż ja. Uważałam, że mam rozeznanie i dobre pomysły, lecz wprowadzałam chaos. Robiłam rzeczy nieużyteczne lub wymagające przeróbek, marnowałam czas i pieniądze. Polegając na swoich talentach, lecz nie poszukując zasad prawdy, nie miałam dzieła Ducha Świętego, więc nie mogłam dobrze pracować. Jeśli ktoś ma serce na właściwym miejscu, Bóg go oświeci i poprowadzi. Bóg daje mądrość niewyobrażalną dla ludzi. Zrozumiałam, że te moje talenty i umiejętności są bezwartościowe. Próba ich wykorzystania była arogancka i nierozsądna. Czułam wstyd, myśląc o tym. Modliłam się do Boga: „Nie chcę się już kierować aroganckim usposobieniem. Chcę szukać prawdy i praktykować ją, dobrze wypełniać obowiązki”.

Później zaczęłam podlewać nowych wyznawców i nie wywyższałam się, pracując z innymi. Szukałam woli Boga, gdy coś się działo, i bardziej słuchałam sugestii innych. Raz brat z zespołu powiedział mi: „Twój styl podlewania i wspierania braci i sióstr jest nieco sztywny. Nie daje efektów. Lepiej będzie, jeśli skupisz się na indywidualnych słabościach ludzi”. Nie przekonało mnie to. Myślałam, że skoro mam doświadczenie, to jak mogłabym robić coś nie tak? Właśnie miałam skrytykować tego brata, gdy zrozumiałam, że znów budzi się we mnie arogancja. W milczeniu pomodliłam się i wtedy przypomniał mi się ten fragment słów Boga: „Gdy inni ludzie zaczynają wyrażać odmienne opinie. Jak powinieneś wtedy postąpić, aby ustrzec się przed byciem samowolnym? Najpierw musisz przyjąć pokorną postawę, odłożyć na bok własne poglądy i przekonania oraz pozwolić każdemu się wypowiedzieć. Nawet jeśli uważasz, że twój pogląd na daną sprawę jest słuszny, nie powinieneś ciągle się przy nim upierać. Już to jest swego rodzaju postępem; pokazuje bowiem, że przyjąłeś postawę poszukiwania prawdy, wyrzeczenia się samego siebie i wypełniania woli Bożej. Kiedy zaś będziesz już przejawiać taką postawę, to w chwili, gdy przestaniesz kurczowo trzymać się własnych poglądów, zacznij się modlić. Ponieważ sam nie potrafisz odróżnić dobra od zła, pozwalasz w ten sposób Bogu objawić ci i powiedzieć, jak najlepiej i najwłaściwiej będzie postąpić w danej sytuacji. Gdy zaś wszyscy włączą się do rozmowy, Duch Święty przyniesie wam wszystkim oświecenie” („fragment Bożego omówienia”). Byłam zbyt arogancka i uparta, tłamsiłam innych, zakłócałam pracę domu Boga. Nie mogłam dalej taka być, tłamsić ludzi, sprzeciwiać się Bogu, musiałam słuchać propozycji innych. Musiałam je przyjmować, poddać się, szukać woli Boga. Tylko tak można uzyskać Boże przewodnictwo. Dlatego cierpliwie wysłuchałam brata i zrozumiałam, że faktycznie mogłam się poprawić. Zaproponowane przez niego podejście było bardziej elastyczne. Wcieliłam je w życie i odkryłam, że jest skuteczne. Gdy później bracia i siostry dawali mi wskazówki, nie opierałam się już, lecz przyjmowałam je i rozważałam, omawiałam sprawy z innymi, by lepiej praktykować. Wszyscy mówili, że dużo im dało takie podlewanie. Czułam prawdziwy spokój. Bóg mnie prowadził, więc mogłam Mu tylko dziękować i wychwalać Go. Doświadczyłam Bożego błogosławieństwa, płynącego z praktykowania zasad prawdy pozbawionego arogancji.

Skontaktuj się z nami w dowolnym czasie, jeśli w swojej wierze napotykasz na jakieś trudności czy wątpliwości.
Skontaktuj się z nami przez Messenger
Skontaktuj się z nami przez WhatsApp

Powiązane treści

Zamieść odpowiedź