Aplikacja Kościoła Boga Wszechmogącego

Słuchaj głosu Boga i powitaj powrót Pana Jezusa!

Wszystkich szukających prawdy prosimy o kontakt.

Dobre intencje już mnie nie zwiodą

0

Autorstwa Meng Yu, Prowincja Henan

Gdy pewnego razu wykonywałem swój obowiązek, zauważyłem, że jeden z braci często okazywał nadmierne zainteresowanie niektórymi siostrami, więc pomyślałem, że zapewne przejawia niegodziwe usposobienie i zdecydowałem się znaleźć okazję, by zwrócić mu na to uwagę. Później zauważyłem, że ów brat w swojej pracy nie osiągał znaczących wyników, co tylko potwierdzało prawdziwość mojego przypuszczenia na jego temat. Zdecydowałem się więc znaleźć okazję, by z nim porozmawiać. Kiedy jednak dotknęliśmy tej kwestii, stanowczo odrzucił moje uwagi i odpowiedział, że zbyt łatwo feruję wyroki. „Przez wszystkie te lata”, powiedział, „kiedy rozmawiamy, zawsze mnie strofujesz i dzisiaj też mówisz w ten sam protekcjonalny sposób”. Rozmowa okazała się bezowocna i skończyła się całkowitym brakiem porozumienia. Kiedy zobaczyłem jego reakcję, pomyślałem sobie: „Rozmawiałem z tobą, żeby ci pomóc, a nie żeby wprawić cię w zakłopotanie i obnażyć twoje braki. Zamiast przyjąć moją pomoc, szukałeś winy we mnie i oskarżyłeś mnie o protekcjonalność. W porządku! Zostawię cię w spokoju. Niemniej jednak miałem dobre intencje i twoja reakcja pokazuje tylko, że nie podążasz za prawdą”. Rozważając tę sprawę, zawsze uważałem się za tego, kto ma rację, a mojego brata za tego, który się myli. Ostatnio jednak, dzięki rozprawianiu się z ludźmi, rzeczami i zdarzeniami, które Bóg zaaranżował wokół mnie, zdobyłem wiedzę o sobie.

Kilka dni temu kościół wyznaczył nowe zadanie jednemu z moich młodych braci. Wcześniej znajdował się on w kiepskim stanie, ale po otrzymaniu tego zadania stał się nowym człowiekiem, myślał i mówił bardziej energicznie i z większą pewnością siebie. Pewnego dnia, gdy ze mną rozmawiał, ton jego głosu, sposób wyrażania się i styl bycia wzbudziły we mnie głęboki niepokój. Wiedziałem, że dzielił się wolą Boga i uczciwie mówił o moich problemach, ale po prostu nie mogłem go słuchać, a co dopiero przyjąć to, co mówił. Kiedy już miałem wybuchnąć i zaprzeczyć mu, nagle zobaczyłem w nim siebie i przypomniałem sobie swój własny ton i sposób wyrażania się sprzed kilku miesięcy, gdy rozmawiałem z tamtym bratem. Nic dziwnego, że ów brat zarzucił mi protekcjonalność. Teraz wydawało mi się, że jego odczucia były prawdziwe i byłem nawet w stanie poczuć to samo obrzydzenie, które towarzyszyło jego reakcji na moje zachowanie – było to niczym przyprawiające o nudności uczucie połknięcia martwej muchy. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że człowiek o niezmiennym usposobieniu nie ma w swoim sercu miejsca dla Boga, że nawet jeśli ma dobre intencje, to odkrywa jedynie swoją naturę i swoje szatańskie usposobienie. Właśnie wtedy przypomniałem sobie słowa Boga: „Kluczowe znaczenie dla zastanawiania się nad sobą i poznawania siebie jest to: im mocniej czujesz, że dobrze wypadłeś czy dobrze postąpiłeś w danych dziedzinach, i im bardziej myślisz, że możesz spełnić wolę Boga lub zasługujesz na pochwały w tych dziedzinach, tym bardziej warto, abyś poznał siebie w tych dziedzinach i tym bardziej warto, abyś wszedł w nie głębiej, aby zrozumieć, jakie tkwią w tobie nieczystości, jak również to, jakie rzeczy w tobie nie mogą spełnić woli Boga” („Możesz poznać siebie tylko poznając swoje błędne poglądy” w księdze „Zapisy przemówień Chrystusa”). Słowa Boga pozwoliły mi zrozumieć, że im bardziej uważam, że mam rację w tym, co robię, tym bardziej powinienem to przemyśleć i zastanowić się nad sobą. Kiedy bowiem zostaliśmy zdeprawowani przez szatana, nasze serca wypełniły się szatańskimi truciznami, a nasze natury stały się całkowicie buntownicze i nieposłuszne wobec Boga, więc gdy naszych działań nie będą temperować sąd i karcenie słów Boga, to z pewnością będą one skierowane przeciw Bogu. Nawet jeśli sami wierzymy, że to, co robimy, jest zgodne z prawdą i nie ma w tym niczego złego, bo nasze usposobienia się nie zmieniły, nasza natura i istota będą wrogie Bogu i ujawnimy jedynie nasze zepsute, szatańskie usposobienia. Istnieje w nas zatem wiele nieczystości, które trzeba przeanalizować, rozpoznać i z którymi trzeba sobie poradzić. Kiedy teraz myślę o tym, co mówiłem podczas mojej rozmowy z tamtym bratem, widzę, że dobrymi intencjami uzasadniałem to, że mam rację, nie dostrzegłem jednak, że w rozmowie tej przyjąłem złą postawę. Uważałem się za mistrza prawdy, sądząc, że mam prawo powiedzieć mu, w jakim znalazł się stanie, i że trafnie zwracałem mu uwagę na problemy i zachowania oraz że na koniec mogę wymusić na nim przyjęcie tego, co mówię. A gdy tylko się ze mną nie zgodził, od razu uznałem go za kogoś, kto nie podąża za prawdą. W swoich działaniach dostrzegłem to, że byłem wyniosły i szorstki oraz że wywierałem na innych presję i strofowałem ich – dostrzegłem odrażające i odpychające usposobienia szatana. Jak była różnica między tym, co odkryłem, a polityczną krytyką zainicjowaną przez KPCh? Kiedy KPCh oskarża ludzi i poddaje ich wymuszonej krytyce, także działa bez skrupułów, kierując się własnymi intencjami. Przed rozmową z tamtym bratem nie modliłem się szczerze do Boga ani nie szukałem Jego rady, nie upewniłem się też, że to, co ów brat ujawniał, było rzeczywiście tym, o czym myślałem; kierowałem się raczej swoimi wyobrażeniami i potępiłem go, wierząc, że musi żyć w stanie niegodziwości, która była przyczyną tego, że w swojej pracy nie osiąga znaczących wyników, a także naciskałem na niego, by przyznał mi rację. Odkryłem, że każdy mój ruch, sposób, w jaki patrzyłem i mówiłem – wszystko to z daleka śmierdziało aroganckim usposobieniem szatana. Jakżeż moja rozmowa z innymi miała przynieść im jakąkolwiek korzyść, skoro moje usposobienie było tak zepsute? Jak dzieło Ducha Świętego miało być we mnie obecne? Jak mogłem oczekiwać, że bez obecności Jego dzieła moje rozmowy mogą przynieść jakiekolwiek rezultaty, skoro polegałem tylko na sobie? Dopiero wtedy zrozumiałem, że moja rozmowa nie przyniosła rezultatu nie dlatego, że ów brat wyrzekł się prawdy, lecz raczej dlatego, że nie miałem w sercu bojaźni Bożej, przyjąłem złą postawę i sprawiłem nie tylko, że Bóg mnie znienawidził, ale także że inni ludzie czuli do mnie obrzydzenie.

Dziękuję Bogu, że tak zaaranżował tę rzeczywistą sytuację, bym mógł uzyskać nieco samowiedzy i zrozumieć, że jeśli czyjeś usposobienie się nie zmienia, to bezwolnie ujawnia on swoje szatańskie, zepsute usposobienia, nawet jeśli on sam sądzi, że ma dobre intencje, a jego działania sprawiają wrażenie właściwych. Właśnie w takich chwilach ludzie powinni zastanowić się nad sobą i spróbować poznać siebie. Od teraz pragnę skoncentrować się na zmianie mojego życiowego usposobienia, poznać moją naturę i istotę, unikać powierzchownego patrzenia na problemy i nie dopuszczać do sytuacji, w której z racji swoich dobrych intencji zaniedbam poznanie mojej zepsutej natury. Będę usiłował poznać siebie we wszystkich aspektach, abym niebawem mógł osiągnąć zmianę usposobienia i przynieść pociechę Bożemu sercu.

Powiązane treści