Aplikacja Kościoła Boga Wszechmogącego

Słuchaj głosu Boga i powitaj powrót Pana Jezusa!

Wszystkich szukających prawdy prosimy o kontakt.

Świadectwa doświadczeń przed tronem sądu Chrystusa

Pełne kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

0 wyników wyszukiwania

Nie znaleziono wyników

Jestem gotowa zaakceptować nadzór wszystkich

Autorstwa Xianshang, Prowicja Shanxi

Jakiś czas temu, gdy tylko słyszałam, że wyżsi rangą przywódcy mają przyjechać do naszego kościoła, by wdrożyć jakieś prace, odczuwałam pewien niepokój. Nie ujawniałam swoich uczuć na zewnątrz, ale mym sercem targały sprzeczności. Myślałam: „Byłoby najlepiej, gdybyście nie przyjeżdżali. Jeśli przyjedziecie, to przynajmniej nie „podlewajcie” kościoła ze mną, w przeciwnym razie będę ograniczona i nie będę w stanie normalnie komunikować się ze wspólnotą”. Później sytuacja zrobiła się tak zła, że wręcz nie mogłam znieść, iż przyjadą. Byłam tak otępiała, że w ogóle nie rozumiałam stanu, w jakim się znajdowałam, a tym bardziej nie myślałam o tym, by poszukać prawdy, która pozwoliłaby mi rozwiązać te trudności.

Pewnego dnia przeczytałam następujący fragment w dokumencie na temat organizacji pracy, zatytułowanym „Regulacje dotyczące obowiązków przywódców kościoła i pracowników wszystkich szczebli”: „Muszą odwiedzać wszystkie decyzyjne zespoły regionalne i mieć dobre rozeznanie ich pracy, na bieżąco reagować na błędy i odchylenia, jakie pojawiają się w pracy danego zespołu decyzyjnego, a zwłaszcza zapewniać doradztwo i pomoc słabszym regionalnym zespołom decyzyjnym, aby lepiej wykonywały prace w swoich regionach” (Wybrane roczniki organizacji dzieła Kościoła Boga Wszechmogącego). Na podstawie tych słów zdałam sobie sprawę, że przywódcy wszystkich szczebli powinni rozumieć i znać rzeczywistą sytuację każdego kościoła, za który są odpowiedzialni. Tylko w ten sposób mogą praktycznie rozwiązać wszystkie problemy, naprawić błędy i skorygować złe metody obecne w pracy kościoła i zapewnić jego płynne funkcjonowanie. Na tym polega podstawowa odpowiedzialność przywódców kościoła. Rozmyślałam o znaczeniu tego fragmentu, a równocześnie zastanawiałam się nad stanem, w jakim się ostatnio znalazłam: dlaczego tak niechętnie patrzyłam na przyjazd przywódców do naszego kościoła? Dlaczego nie chciałam „podlewać” kościoła wraz z nimi? Czy aby nie ze strachu, że gdy przyjadą do kościoła, zauważą błędy w mojej pracy i będą mnie w związku z tym przycinać i rozprawią się ze mną? Co więcej, bałam się, że będą komunikować się ze wspólnotą lepiej ode mnie, przez co stracę uprzywilejowany status w sercach moich braci i sióstr. Gdyby nie przyjechali, mogłabym dalej pracować tak, jak chciałam. Nawet jeśli moje metody nie były zgodne z prawdą lub z zasadami, nikt by się nie zorientował i z pewnością nikt nie rozprawiłby się ze mną ani by mnie nie krytykował. W ten sposób moja pozycja w sercach moich braci i sióstr stawałaby się coraz wyższa i bardziej pewna. Wszyscy bracia i wszystkie siostry z kościoła szanowaliby mnie, podziwiali i wykonywali moje polecenia. Cały kościół kręciłby się wokół mnie. Czyż tak naprawdę nie o to mi chodziło? Kiedy o tym myślałam, ogarnął mnie strach. Jeśli tak było, to czyż nie spiskowałam, aby wygnać Boga z serc moich braci i sióstr, abym mogła cieszyć się w ich oczach wysokim statusem? Czyż nie byłam żywym, oddychającym przykładem owych trucizn wielkiego czerwonego smoka, sloganów takich jak „Cesarz sięga nieba” i „Nie ma żadnego króla poza mną”? Później przeczytałam następujący fragment słów Boga: „Nauczanie feudalnych norm etycznych i przekazywanie wiedzy o starożytnej kulturze od dawna zaraziło człowieka i zwróciło go do diabłów – dużych i małych. […] Twarz człowieka jest wypełniona morderstwem, a we wszystkich miejscach śmierć wisi w powietrzu. Starają się wyrzucić Boga z tej krainy […] Diabeł pragnie jednym ciosem zmieść z powierzchni ziemi wszystko, co należy do Boga, by znów Go obrazić, a także zamordować, i próbuje zburzyć oraz zakłócić Jego dzieło. Jak mógłby pozwolić, by Bóg miał równy status? Jak może tolerować Boga ‚wtrącającego się’ w jego dzieło wśród ludzi na ziemi? Jak może pozwolić, by Bóg zdemaskował jego ohydną twarz? Jak może pozwolić Bogu zakłócać swe dzieło? Jak ten diabeł mógłby, gotując się z wściekłości, pozwolić Bogu rządzić jego dworem władzy na ziemi? Jak mógłby dobrowolnie przyznać się do porażki? Jego ohydne oblicze zostało ujawnione takie, jakie jest, stąd nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać, a naprawdę trudno o tym mówić. Czy to nie jest jego istota? […] Demony i złe duchy […] ograniczyły dostęp do woli oraz skrupulatnego wysiłku Boga, czyniąc je nieprzeniknionymi. Co za grzech śmiertelny! Jak Bóg mógłby nie odczuwać niepokoju? Jak mógłby nie czuć się rozgniewany? Powodują poważną przeszkodę i opór dla dzieła Bożego. Są zbyt buntowniczy!” („Dzieło i wejście (7)” w książce „Słowo ukazuje się w ciele”). Aby przejąć kontrolę i sprawować władzę nad ludzkością, wielki czerwony smok wszystkimi siłami walczył z nadejściem Boga, nie pozwalając, by Bóg miał swój udział w sprawach ludzi, by obnażył jego upiorne oblicze, by przeszkodził w jego planach i rządził w jego domenie. Zatem wściekle sprzeciwiał się dziełu Boga, zakłócał je, niszczył i dziesiątkował. Wyobrażał sobie, że pewnego dnia wyrwie Boga z serc ludzkości i zrealizuje swój nikczemny cel bycia wiecznym sędzią człowieka i zmusi ludzkość, by oddawała mu cześć. Cóż różniło moje myśli od działań wielkiego czerwonego smoka? Nie chciałam pozwolić innym przywódcom ani moim współpracownikom, by mnie nadzorowali albo kontrolowali moją pracę, ponieważ pragnęłam zachować swój status i mieć pewność, że nikt nie będzie wtrącał się do mojej pracy i będę mogła robić wszystko po swojemu. Nie chciałam, by ktokolwiek inny wtrącał się do prac kościoła, którym kierowałam, ani „podlewał” moich braci i moje siostry. Czy nie było tak dlatego, że chciałam kontrolować innych i sprawować nad nimi władzę? Czyż moim celem nie było obwołanie się królem i ziemskim władcą moich braci i sióstr? Zrozumiałam, że trucizna wielkiego czerwonego smoka – owa niepohamowana arogancja i megalomania – przeniknęła już do istoty mojego jestestwa. Z pozoru pracowałam, by wypełnić swój obowiązek, ale w moim sercu królowały ukryte motywy. Istotą mojego działania było ustanowienie własnego imperium i przeciwstawiałam się Bogu oraz utrudniałam wykonanie woli Boga. Moja natura była taka potworna! Gdyby nie surowe objawienie i sąd słowa Boga, nigdy nie dowiedziałabym się, w jakim stopniu zostałam skażona przez szatana i sprzeciwiałam się Bogu. Nigdy nie zdałabym sobie sprawy z tego, że w głębi mojej duszy zalęgły się szatańskie intrygi oraz że moja natura i istota są tak zepsute. Rzeczywiście, tak jak objawiają słowa Boga, stałam się potomstwem wielkiego czerwonego smoka i byłam dzieckiem szatana!

Dziękuję Bogu za jego objawienia i oświecenie, dzięki którym zdałam sobie sprawę ze swojej szatańskiej natury. Przysięgam, że będę gorliwie dążyć do prawdy i osiągnę głębsze zrozumienie szatańskich trucizn obecnych w mojej naturze. Przysięgam też, że będę akceptować kontrolę i nadzór ze strony innych współpracowników i przywódców. Będę zgadzać się na przycinanie i rozprawianie się ze mną. Poddam się kontroli całej kongregacji, abym mogła sumiennie wypełniać swoje obowiązki i przynosić pociechę sercu Boga.

Wstecz:Co takiego zwiodło mojego ducha?

Dalej:Zrzucenie kajdan daje poczucie wyzwolenia

Powiązane treści

  • Istota osobistej zemsty

    Zhou Li Miasto Xintai, prowincja Szantung, Chiny Jakiś czas temu musieliśmy rozdysponować dystrykty w naszym regionie i, według naszych zasad wyboru l…

  • Nie jest łatwo prawdziwie poznać siebie

    Autorstwa Zhang Rui, Prowincja Zhejiang Kiedy przeczytałem w słowach Boga, że lubi On ludzi uczciwych i nienawidzi ludzi nieuczciwych, i że tylko ludz…

  • Najwspanialszy dar, jaki dał mi Bóg

    Autorstwa Yixin, Prowincja Hebei Wcześniej często słyszałam, jak moi bracia i siostry mówią, że „wszystko, co Bóg robi, jest najlepsze; ludzie nie pot…

  • Zrozumienie bycia zbawionym

    Lin Qing z miasta Qingzhou, prowincji Shandong Przez te kilka lat podążania za Bogiem zrezygnowałam z przyjemności rodzinnych i cielesnych, a całe dni…