Wszystkich szukających prawdy prosimy o kontakt.

Świadectwa zwycięzców

Pełne kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

0 wyników wyszukiwania

Nie znaleziono wyników

30. Boża miłość jest ze mną, gdy doświadczam trudności

Autorstwa Li Ling, prowincja Henan

Nazywam się Li Ling i w tym roku skończyłam 76 lat. Wiarę w Pana Jezusa zyskałam w 1978 roku, gdy zachorowałam, i w tamtym okresie otrzymałam wiele Jego łaski. To naprawdę zainspirowało mnie, by gorliwie pracować dla Pana. Jeździłam z miejsca na miejsce, głosząc kazania i dzieląc się ewangelią oraz przyjmując w swoim domu braci i siostry. Nasz kościół bardzo szybko rozrósł się do wspólnoty składającej się z ponad dwóch tysięcy osób, w wyniku czego niedługo potem Komunistyczna Partia Chin zaczęła nas nękać. Policja wielokrotnie mnie nachodziła i przeszukiwała mój dom, by powstrzymać mnie od praktykowania wiary i szerzenia ewangelii. Podczas każdej wizyty zabierali coś wartościowego, wszystko, co tylko dało się wynieść, nawet żarówki. Co więcej, kilkanaście razy zostałam aresztowana i byłam przetrzymywana w areszcie przez funkcjonariuszy Biura Bezpieczeństwa Publicznego (BBP). W 1996 roku przyjęłam dzieło dni ostatecznych Boga Wszechmogącego, a dwa lata później ponownie zostałam aresztowana i byłam jeszcze brutalniej prześladowana przez KPCh. Na własnej skórze doświadczyłam, jak niezwykle trudno jest wierzyć w Boga w ateistycznym kraju takim jak Chiny. Pomimo wszystkich tych trudności, nadal odczuwałam Boże zbawienie i Jego miłość do mnie.

W środku pewnej majowej nocy 1998 roku, tuż po drugiej, mocne walenie do drzwi wyrwało mnie z głębokiego snu. Bardzo się zdenerwowałam i pomyślałam: „To pewnie policja! Jest u mnie pięcioro braci i sióstr spoza miasta, którzy przyjechali głosić ewangelię. Jak mogę ich ochronić?”. Byłam przerażona. Zanim zdołałam dotrzeć do drzwi, policjanci z głośnym hukiem wyważyli je kopniakami. Uzbrojony dowódca Wydziału Bezpieczeństwa Politycznego BBP wtargnął do środka z kilkunastoma funkcjonariuszami policji, z których każdy miał w ręku paralizator. Jeden z nich od razu po przejściu przez próg kopnął mnie mocno i powiedział: „Co do cholery? Tyle razy już byłaś aresztowana i ciągle masz czelność wierzyć Boga! Zapamiętaj moje słowa! Dopilnuję, byś straciła wszystko, co masz, oraz by twoja rodzina została zniszczona!”. Wściekli funkcjonariusze zaczęli wydzierać się w sypialniach. „Policja! Wstawać! Natychmiast!”. Nie czekając nawet aż pozostali bracia i siostry się ubiorą, skuli nas w parach kajdankami i przeszukali, a przy okazji ściągnęli mi pierścionek i go zabrali. Następnie zaczęli plądrować cały dom, włącznie z moimi zapasami mąki, które wylądowały na podłodze. Po prostu powyrzucali wszystko na ziemię. Ostatecznie zabrali jedenaście magnetofonów, telewizor, wentylator, maszynę do pisania i ponad dwieście książek z Bożymi słowami. Wyważyli nawet szuflady w pokoju mojego syna i ukradli mu ponad tysiąc juanów jego ostatniej wypłaty. Gdy zabierali nas wszystkich na posterunek, mój syn właśnie wrócił z pracy. Gdy tylko zobaczył, że zabrali jego wynagrodzenie, podbiegł do funkcjonariuszy i poprosił o zwrot swoich pieniędzy. Jeden z policjantów powiedział tylko chytrze: „Sprawdzimy to na posterunku i jeśli faktycznie pieniądze są twoje, to ci je oddamy”. Zamiast tego jednak, wrócili jeszcze tamtego wieczoru, by aresztować mojego syna za przestępstwo „utrudniania oficjalnego postępowania”. Całe szczęście, zdążył się już wtedy ukryć, bo w przeciwnym razie też zostałby aresztowany.

Policjanci zabrali na posterunek skonfiskowane książki i pozostałe przedmioty, a całą naszą szóstkę zatrzymali na noc w oddzielnych celach w siedzibie Powiatowego Biura Bezpieczeństwa Publicznego. Siedząc tam, bardzo długo nie mogłam się uspokoić. Myślami wróciłam do aresztowania w 1987 roku. Policjanci znęcali się nade mną słownie i fizycznie i byłam torturowana prawie na śmierć. Na własne oczy widziałam też, jak w niecałe dwie godziny pobito na śmierć dwudziestokilkuletniego mężczyznę, a pewna kobieta opowiadała, że w czasie przesłuchania dwaj policjanci gwałcili ją jeden po drugim. Funkcjonariusze przytwierdzali też ludzi do krzesła tortur, przypalali ich lutownicą i przykładali im paralizatory do języków, aż zabrakło w nich krwi. Używali wszelkiego rodzaju odrażających, potwornych metod znęcania się nad ludźmi — były to czyste akty przemocy. W czasie moich kilkunastu aresztowań osobiście byłam świadkiem tych okrutnych, bezlitosnych tortur ze strony policji i sama też ich doświadczyłam. Policjanci są zdolni do wszystkich potworności. Gdy ponownie trafiłam do „bram piekieł” i usłyszałam od policjantów, że zostanę „żywcem obdarta ze skóry”, naprawdę się przeraziłam. Tamtego dnia zabrali mi z domu tak wiele rzeczy, a także aresztowali innych braci i siostry. Nie było szans, że mi łatwo odpuszczą. Pomodliłam się więc w sercu do Boga: „Boże! Wiem, że wpadłam dziś w ręce policji za Twoim przyzwoleniem. Czuję się bardzo słaba, ponieważ otaczają mnie demony pozbawione wszelkiego człowieczeństwa, więc błagam Cię, byś dał mi odwagę i mądrość oraz być wskazał mi właściwe słowa, które mam mówić. Jestem gotowa trwać przy świadectwie o Tobie — z pewnością nie stanę się judaszem i Cię nie zdradzę! Mam też wielką nadzieję, że ochronisz pozostałych, którzy zostali dziś aresztowani, by także oni mogli wytrwać w tej sytuacji. Boże, Ty jesteś Królem całego wszechświata i wszystkie wydarzenia i wszystkie rzeczy są podporządkowane Twojemu panowaniu i Twoim ustaleniom. Wierzę mocno, że dopóki będę szczerze na Tobie polegać, z pewnością poprowadzisz nas do przezwyciężenia mrocznego wpływu szatana”. Gdy się modliłam, Bóg mnie oświecił, przywołując w mych myślach te słowa: „Transcendentne życie Chrystusa już nastało, nie masz się czego obawiać. Szatan jest pod naszymi stopami, a jego czas jest ograniczony. (…) Bądźcie Mi wierni ponad wszystko, idźcie naprzód z odwagą; jestem twoją mocną skałą, oprzyj się na Mnie!” (Rozdział 10 „Wypowiedzi Chrystusa na początku” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Boże słowa napełniły mnie wiarą. To prawda — Bóg jest wszechmogący, a szatan zawsze dozna porażki z Jego rąk. Bez pozwolenia od Boga, szatan nie może ruszyć nawet włosa na mojej głowie. Pomyślałam o tym, jak wiele razy zostałam aresztowana przez rząd KPCh od czasu, gdy zyskałam wiarę. Czyż dzięki Bożej opiece wielokrotnie nie sprostałam tym wyzwaniom? Pomyślałam też o proroku Danielu, o tym, jak on i trzech jego przyjaciół zostali wrobieni przez niegodziwców, a następnie wrzuceni do lwiej jamy i pieca rozpalonego ogniem, a wszystko to za trwanie przy imieniu Jahwe i oddawaniu czci Bogu Jahwe. Bóg miał ich jednak w opiece i wyszli z tego wszystkiego bez szwanku. Gdy nad tym myślałam, nagle wezbrała we mnie wielka odwaga i poczułam się pełna sił. Wiedziałam, że bez względu na to, jak szatan będzie mnie uciskać i krzywdzić, z Bogiem jako moją potężną ariergardą nie mam się czego bać. Byłam gotowa polegać na swojej wierze i współpracować z Bogiem, by przed obliczem szatana trwać przy świadectwie o Bogu.

Następnego dnia rano policja rozpoczęła przesłuchanie. Funkcjonariusz, który już kilka razy wcześniej mnie przesłuchiwał, spojrzał na mnie ze złością, walnął w stół i warknął: „To znowu ty, stara suko! Znów wpadłaś w moje ręce. Jeśli tym razem nie wyśpiewasz tego, co wiesz, wpakujesz się w poważne kłopoty! Gadaj! Skąd są ci wszyscy ludzie, którzy byli u ciebie w domu? Kto jest przywódcą twojego kościoła? Skąd są te książki? Do kogo należy maszyna do pisania?”. Nie mogłam powstrzymać ogarniającego mnie lęku. Ten funkcjonariusz był wyjątkowo podły i hardy, nie zawahałby się pobić człowieka na śmierć. Pokornie spuściłam głowę i nie wydałam z siebie żadnego dźwięku, cały czas w duszy modląc się do Boga, by chronił moje serce. Widząc, że nic nie mówię, policjant zaczął mnie wyzywać, krzycząc: „Ty stara wiedźmo! Nie będziemy tracić czasu na taką starą wiedźmę!”. Tak wrzeszcząc, rzucił się na mnie i z wyskoku kopnął mnie w mostek. Przeleciałam kilka metrów i upadłam na ziemię twarzą do góry. Bolało tak bardzo, że nie mogłam złapać oddechu. Policjant nie odpuszczał, podbiegł do mnie, podniósł mnie z ziemi za ubranie i powiedział: „Ty głupia suko! Nie pozwolę ci dzisiaj umrzeć, ale dopilnuję, żeby odechciało ci się żyć. Twoje życie stanie się jednym wielkim cierpieniem!”. Mówiąc to, raził mnie paralizatorem. Gdy zobaczyłam niebieskawe błyski emitowane przez to urządzenie, ogarnęło mnie przerażenie. W milczeniu raz po raz modliłam się do Boga i właśnie wtedy przyszły mi do głowy Jego słowa: „Musisz wszystko znieść, musisz wyrzec się wszystkiego, co posiadasz i zrobić wszystko, co w twojej mocy, aby za Mną podążać, za wszelką cenę. Nadszedł czas, żebym cię sprawdził – czy okażesz Mi swoją wierność? Czy będziesz podążał za Mną wiernie aż do końca drogi? Nie obawiaj się; z Moją pomocą, któż mógłby stanąć ci na drodze? Zapamiętaj to sobie, zapamiętaj! Wszystko, co się dzieje, wynika z Mojej dobrej woli i Ja nad wszystkim czuwam. Czy wszystkie twoje słowa i uczynki są zgodne z Moim słowem? Kiedy spadną na ciebie próby ognia, uklękniesz i Mnie zawołasz? Czy też skulisz się, niezdolny do tego, by ruszyć naprzód?” (Rozdział 10 „Wypowiedzi Chrystusa na początku” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Dzięki Bożym słowom nie tylko poczułam przypływ siły i odwagi, lecz także zyskałam zrozumienie Jego woli. Próba, którą właśnie przechodziłam, była dla Boga okazją, żeby mnie sprawdzić. Funkcjonariusz zadawał mi fizyczne tortury, próbując sprawić, bym zdradziła Boga, lecz Bożą wolą było, bym ofiarowała Mu swe oddanie i miłość. Bóg pokładał we mnie swoje nadzieje, więc po prostu nie mogłam poddać się ciału i ugiąć się pod naciskami szatana. Wiedziałam, że muszę zdecydowanie opowiedzieć się po stronie Boga i nieść o Nim donośne świadectwo. Policjant z wściekłością raził mnie paralizatorem i kolejne wstrząsy prądu elektrycznego przebiegały przeze mnie, sprawiając, że cała się skurczyłam i zwinęłam w kłębek. Rażąc mnie prądem, krzyczał: „Mów! Jeśli nie będziesz gadać, porażę cię na śmierć!”. Zacisnęłam zęby i nie powiedziałam ani słowa. Widząc to, wpadł w prawdziwą furię. W tamtej chwili na wskroś nienawidziłam tego obłąkanego demona. Człowiek został stworzony przez Boga. Wiara w Niego i uwielbianie Go są bez wątpienia właściwe i słuszne, lecz KPCh szaleńczo sprzeciwia się Bogu, brutalnie prześladując i uciskając wierzących, nie oszczędzając nawet mnie — starszej, sześćdziesięcioletniej kobiety. Ewidentnie chcieli doprowadzić mnie do śmierci! Im większą krzywdę mi wyrządzali, tym bardziej zaciskałam zęby w nienawiści i przysięgałam sobie w sercu: „Nawet jeśli to mój koniec, będę trwać przy świadectwie o Bogu. Nie stanę się zdrajcą, wiodącym haniebną egzystencję i wywołującym szyderczy uśmiech szatana”. Mój oprawca zmęczył się tym biciem i wrzeszczeniem na mnie, więc, widząc, że nadal nic nie mówię, inny funkcjonariusz próbował namówić mnie do współpracy: „Jesteś już taka stara. Na co ci to wszystko? Powiedz nam po prostu to, co chcemy wiedzieć: kto dał ci te rzeczy i skąd są ci ludzie, a zabierzemy cię do domu”. Bóg oświecił mnie, bym przejrzała ten podstęp szatana, więc nadal milczałam. Widząc, że nie zamierzam otwierać ust, nagle zrobił się groźny i zaczął mnie straszyć: „Mów prawdę, a nie dostaniesz wysokiego wyroku. W przeciwnym razie potraktujemy cię surowiej. Jeśli nie zaczniesz gadać, dostaniesz 12 lat i spędzisz w zamknięciu resztę swojego życia!”. Kiedy to usłyszałam, poczułam, że dzwoni mi w głowie, i pomyślałam: „Jestem fizycznie w tak złym stanie, że nie wytrzymam nawet roku, a co dopiero 12 lat. Mogę umrzeć więzieniu”. Myśl o spędzeniu reszty moich dni w ponurej, pozbawionej słońca celi bardzo mnie przygnębiła. Czy dałabym radę wytrzymać bez kościelnego życia i wsparcia Bożych słów? Zagubiona, w duszy pomodliłam się do Boga, a On natychmiast mnie oświecił, przywodząc mi na myśl te swoje słowa: „Nie ma we wszechświecie czegoś takiego, co dokonuje się bez mojej ostatecznej decyzji. Czy istnieje coś takiego, co nie jest w Moich rękach?” (Rozdział 1 „Słów Bożych dla całego wszechświata” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). To prawda! Los ludzkich istot jest w rękach Boga, a wszystkie wydarzenia i wszystkie rzeczy poddane są Jego rządom i ustaleniom. Bez żadnego wyjątku, dzieje się tylko to, co mówi Bóg. Jeśli Bóg nie pozwoli mi iść do więzienia, policja nie będzie miała nic do powiedzenia, lecz jeśli na to pozwoli, to podporządkuję się temu bez słowa skargi. Piotr potrafił podporządkować się Bożemu sądowi i karceniu, próbom i cierpieniom. Sam nie miał wyboru, więc oddał się całkowicie w ręce Boga i okazał posłuszeństwo Jego ustaleniom. Na koniec został ukrzyżowany głową w dół za wiarę w Boga. Był posłuszny aż do śmierci i przodował w okazywaniu Bogu miłości. Wiedziałam, że tego dnia muszę brać przykład z Piotra i oddać się w ręce Boga. Nawet jeśli miało to oznaczać dożywotnie więzienie, musiałam podporządkować się Bogu. Ostatecznie policja odesłała mnie do aresztu śledczego.

W areszcie czułam się jak w prawdziwym piekle. W celach nie było okien ani oświetlenia elektrycznego. Ponad dwadzieścia osób gniotło się na powierzchni kilkunastu metrów kwadratowych. W celi musieliśmy jeść, pić i załatwiać się. Wszędzie na ziemi były małe kałuże wody i trochę porozkładanych mat, lecz nie było żadnych koców ani prześcieradeł. Wszyscy musieliśmy leżeć w tych kałużach i w nich spać. W rogu pomieszczenia znajdowało się wiadro służące za toaletę, a wszędzie roiło się od komarów i much. Smród był tak potworny, że nie dało się oddychać. Wszyscy walczyli o miejsce przy żelaznej bramie, żeby złapać trochę powietrza z otworu, który nie miał nawet pół metra. Latem było naprawdę gorąco, a w celi stłoczonych było mnóstwo ludzi, wiele więźniarek chodziło całkiem nago. Więźniarki stale używały wulgaryzmów i często dochodziło między nimi do walk o różne drobiazgi. Codzienne posiłki składały się z niedogotowanej mącznej zupy z cienkim makaronem i warzywami ugotowanymi bez żadnej soli czy oleju. Na dnie miski zawsze znajdował się jakiś osad i wszystkie cierpiałyśmy na biegunkę. Pewnego dnia, podczas apelu, kiedy wyszłyśmy zaczerpnąć świeżego powietrza, przypadkowo podałam zły numer więzienny. Strażnik wpadł w szał, krzycząc: „Spójrz na siebie. Jesteś żałosna! I ty niby wierzysz w Boga!”. Następnie zdjął swój skórzany but i jakieś dziesięć razy uderzył mnie nim w twarz, aż cała była posiniaczona. Pozostałe więźniarki z mojej celu również miały przeze mnie kłopoty i też dostały po dziesięć razów. Wszystkie miały posiniaczone twarze, zakrywały je i płakały z bólu. Od tamtej pory kazano mi prać mundury, koszule i pościel straży więziennej. Jeden z wyższych rangą strażników prowadził w swoim domu tani hotel i przynosił mi do prania całą pościel. Gdy ją już wyprałam, musiałam ją ręcznie cerować. Pod koniec każdego dnia byłam tak wyczerpana, że bolało mnie całe ciało. Naprawdę czułam, że się rozsypuję. Już po kilku dniach ręce miałam spuchnięte. Kiedy chwilami już naprawdę nie mogłam wytrzymać i chciałam na moment odpocząć, strażnik rugał mnie brutalnie, więc nie miałam wyjścia i musiałam dalej pracować, cicho popłakując. Gdy nocą nadchodziła pora wytchnienia, mimo że byłam śpiąca i fizycznie zmęczona, nie mogłam usnąć. Bolały mnie ręce i ramiona, a plecy dokuczały tak mocno, że nie mogłam się wyprostować. Nogi też miałam zdrętwiałe. Do dziś mogę podnieść ręce tylko o czterdzieści lub pięćdziesiąt stopni — i nie mogę ich nawet wyprostować. Od ciężkiej pracy przy braku odpowiedniego pożywienia nabawiłam się poważnych problemów żołądkowo-jelitowych, które wywoływały częste biegunki. Na domiar złego, rany zadane mi przez tych okrutników podczas tortur nigdy w pełni się nie zagoiły. Stan mojego zdrowia stale się pogarszał. Potem doszedł do tego jeszcze stały stan podgorączkowy, a strażnicy odmówili mi możliwości leczenia. Wbrew sobie samej, stałam się słaba i pomyślałam: „Mam tyle lat, że jeśli takie tortury będą trwać dalej, mogę tu lada dzień umrzeć”. Moje serce wypełniło się poczuciem osamotnienia i bezradności i w całym tym bólu modliłam się do Boga: „Boże, jestem teraz naprawdę słaba i nie wiem, jaka jest Twoja wola. Boże, proszę, prowadź mnie, abym mogła w tym wszystkim trwać przy świadectwie o Tobie i Cię zadowolić”. Wielokrotnie wołałam w swoim sercu do Boga, a On, choć nie zdawałam sobie z tego sprawy, oświecił mnie, sprawiając, że przypomniałam sobie hymn Jego słów, który zaczęłam sobie nucić: „Bóg stał się ciałem tym razem, by wykonać takie dzieło, by zakończyć dzieło, które jeszcze ma do zakończenia, by doprowadzić ten wiek końca, by osądzić ten wiek, by odkupić dogłębnie grzesznych ze świata morza nieszczęścia i by zupełnie ich przemienić. Bóg zniósł wiele bezsennych nocy ze względu na dzieło ludzkości. Z najwyższego szczytu aż do najniższych głębin Bóg zstąpił do żywego piekła, w którym żyje człowiek, by spędzić swe dni z człowiekiem. Bóg nigdy nie skarżył się na nędzę pośród ludzi, nigdy nie robił wyrzutów człowiekowi za jego nieposłuszeństwo, ale znosi największe upokorzenie, gdy osobiście realizuje swe dzieło. Jak Bóg mógłby należeć do piekła? Jak mógłby spędzić swe życie w piekle? Lecz ze względu na całą ludzkość, aby cała ludzkość mogła wcześniej odnaleźć odpoczynek, zniósł upokorzenie i cierpiał niesprawiedliwość, by przyjść na ziemię oraz osobiście wszedł do »piekła« i »Hadesu«, do legowiska tygrysa, żeby zbawić człowieka” („Każdy etap Bożego dzieła służy życiu człowieka” w książce „Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni”). Nuciłam go bez przerwy, po twarzy cały czas spływały mi łzy i myślałam o tym, że Bóg jest bytem najwyższym, a mimo to dwa razy ukorzył się i stał ciałem, znosząc nieskończone cierpienie i upokorzenie, by zbawić ludzkość. Spotkał się nie tylko z oporem i potępieniem ze strony skażonej ludzkości, lecz zaznał także prześladowań z rąk przedstawicieli KPCh i stale musiał przed nimi uciekać. Bóg jest wolny od winy, a Jego cierpienie służy temu, by ludzkość mogła w przyszłości wieść dobre, szczęśliwe życie. Ból i upokorzenie, których doświadczył, były ogromne, lecz On nigdy nie narzekał ani się nikomu nie skarżył. Ból, którego ja zaznałam, był zatem błogosławieństwem Boga dla mnie, a za wszystkimi tymi wydarzeniami stała Boża wola. Chodziło o to, bym mogła przejrzeć złą istotę tych demonów, a następnie zbuntować się przeciwko szatanowi, uciec spod jego mrocznych wpływów i osiągnąć pełne zbawienie. Jednak do tej pory nie rozumiałam dobrych intencji Boga i zaznawszy odrobiny cierpienia, stałam się negatywna i słaba. Porównawszy się z Bożą miłością, zrozumiałam, że byłam niezwykle samolubna i zbuntowana. Postanowiłam więc, że bez względu na to, jakiej zaznam jeszcze goryczy i jak bardzo będzie mi trudno, będę zadowalać Boga i nie zrobię już nic, by Go zranić. Przysięgłam na własne życie, że będę trwać przy świadectwie o Bogu. Gdy podporządkowałam się Bogu, zobaczyłam Jego czyny. Po tym, jak policja mnie zamknęła, Bóg powołał moją niewierzącą siostrę, do tego, by zapłaciła policji grzywnę 16 000 juanów oraz dodatkowe 1000 juanów za pokój i wyżywienie, po czym zwolniono mnie z aresztu.

Choć przez te trzy miesiące w więzieniu moje ciało znosiło tortury, ujrzałam prawdziwą twarz hordy demonów KPCh i ich opór przeciwko Bogu. Wielokrotne aresztowania przez rząd KPCh dały mi też praktyczne zrozumienie Bożego dzieła, Jego wszechmocy i mądrości oraz miłości. Zobaczyłam, że Bóg czuwa nade mną i chroni mnie przez cały czas i że nie opuszcza mnie nawet na chwilę. Gdy te demony torturowały mnie na wszystkie możliwe sposoby i cierpiałam, to właśnie Boże słowa wielokrotnie wiodły mnie do zwycięstwa nad krzywdą i wyniszczeniem, jakie fundował mi szatan, dając mi wiarę i odwagę, by pokonać wpływy ciemności. Gdy ogarniały mnie słabość i bezradność, Boże słowa od razu mnie oświecały i przewodziły mi, stając się dla mnie prawdziwą opoką i towarzysząc mi przez kolejne trudne do zniesienia dni. Doświadczenie takich prześladowań i trudności pozwoliło mi zyskać skarb życia, którego nie da się zdobyć żyjąc w wygodzie i spokoju. Dzięki tym doświadczeniom moja determinacja w wierze jeszcze się wzmocniła i bez względu na to, jak okropne rzeczy spotkają mnie w przyszłości, będę dążyć do prawdy i do życia. Oddaję swoje serce Bogu, ponieważ On jest Panem stworzenia i moim jedynym Zbawicielem.

Wstecz:Dzięki goryczy prześladowań nauczyłem się jasno rozróżniać miłość od nienawiści

Dalej:Bóg przyszedł mi z pomocą, gdy byłem na krawędzi śmierci

Powiązane treści