41. Odnalazłam prawdziwy dom

Autorstwa Yangyang, Stany Zjednoczone

Kiedy miałam trzy lata, zmarł mój ojciec. W tym czasie moja mama właśnie urodziła mojego młodszego brata, a babcia, powodowana przesądami, orzekła, że to moja mama i młodszy brat spowodowali śmierć ojca. Z braku lepszego wyjścia mama musiała zabrać mojego brata i zamieszkać w domu swojego ojca, więc od kiedy pamiętam, mieszkałam z dziadkiem i babcią. Mimo że dobrze mnie traktowali, czułam się samotna i bardzo chciałam być razem z mamą i młodszym bratem. Tęskniłam za taką matczyną miłością, jaką otrzymywały inne dzieci. Naprawdę nie prosiłam o wiele – chciałam mieć prawdziwą rodzinę, mamę, która bardzo mnie kocha i może dzielić się ze mną szczerze swoimi uczuciami. Ale nawet ta mała prośba nie miała szans na spełnienie, bo z mamą mogłam się widywać tylko w weekendy. Gdy miałam kłopoty w szkole, też nigdy nie było jej przy mnie; byłam jak przydrożne źdźbło trawy, które nikogo nie obchodzi. Z czasem stałam się bardzo wycofana, ukrywałam wszystko w sercu i nie byłam w stanie nawiązywać kontaktów z innymi. Kiedy miałam 16 lat, kilka osób z mojej wioski wyjechało do pracy za granicę, a pomysł ten skusił także mnie. Pomyślałam sobie: „Moja sytuacja w domu nie jest zbyt dobra. Gdybym wyjechała za granicę, mogłabym zarobić na własne utrzymanie, a nawet oddać część moich zarobków rodzinie. W ten sposób mogłabym im pomóc żyć na trochę lepszym poziomie”.

W sierpniu 2000 roku przyjechałam sama do Stanów Zjednoczonych, by spróbować szczęścia. Wstawałam wcześnie rano i pracowałam cały dzień do późna w nocy, a nie było przy mnie nikogo, z kim mogłabym podzielić się swoimi przemyśleniami. Udawałam twardą, ale w głębi duszy czułam się bardzo samotna i opuszczona. Ilekroć czułam się w ten sposób, naprawdę tęskniłam za rodziną i jeszcze bardziej pragnęłam móc mieć szczęśliwą rodzinę.

Kiedy miałam 21 lat, pracując w restauracji, poznałam swojego przyszłego męża. Był dobrym człowiekiem, oddanym swoim rodzicom, więc wywarł na mnie dobre wrażenie. Pewnego razu nieuważnie stąpnęłam i skręciłam sobie stopę, a on, ku mojemu zaskoczeniu, rzucił pracę, by się mną opiekować. Bardzo mnie to wzruszyło. Powoli zaczęłam na nim polegać. W kwietniu 2008 roku pobraliśmy się. Poczułam, że znalazłam kogoś, komu mogłabym powierzyć własne życie, oraz że w końcu mam rodzinę, którą mogłabym nazwać swoją. Czułam się w głębi serca bardzo szczęśliwa, a to, na co miałam nadzieję przez tyle lat, w końcu się spełniło. Po naszym ślubie siostra mojego męża i ja wspólnie założyłyśmy firmę z materiałami budowlanymi, ale ponieważ byłam jedyną osobą w naszej rodzinie, która znała język angielski, cała firma była w zasadzie prowadzona przeze mnie. Opiekowałam się wszystkimi członkami mojej rodziny i jednocześnie zarządzałam firmą. Po kilku latach starań nie tylko udało mi się pomóc mojemu mężowi spłacić jego wcześniejsze długi, ale również zgromadziłam pewne oszczędności dla rodziny. Początkowo myślałam, że moje starania zdobędą dla mnie szacunek rodziny męża, ale rzeczywistość była jak policzek. Kiedy biznes zaczął prosperować, planowaliśmy mieć dziecko, ale nie mogłam zajść w ciążę. Przyjmowałam dużo leków i odwiedzałam wielu lekarzy, ale nie widziałam żadnego promyka nadziei. Mój mąż był najstarszym synem w rodzinie, a jego rodzice i inni krewni byli nami bardzo rozczarowani, bo nie daliśmy im wnuka. W obliczu takiej presji stosunek mojego męża do mnie również uległ drastycznej zmianie. W ślad za tym, wszyscy w rodzinie mojego męża zmienili swoje nastawienie do mnie. Starsza siostra mojego męża często mówiła nieprzyjemne dla mnie rzeczy, a nawet wypaczała fakty, krytykując mnie w obecności mojego męża. Czułam, że zostałam skrzywdzona, więc powiedziałam mężowi, jak się czuję. Nie tylko nie wykazał zrozumienia, ale czasami też krzyczał na mnie, co sprawiało, że czułam się jeszcze bardziej zraniona i pokrzywdzona. Później pojechaliśmy do szpitala na kolejne badanie i w końcu dowiedzieliśmy się, że w rzeczywistości problem leżał po stronie mojego męża. Ale to już nie było ważne, bo po kilku latach kłótni nasz związek zaczął się rozpadać. Od początku 2012 roku mój mąż często przebywał w Chinach w interesach i na leczeniu, i wracał do domu tylko raz na pół roku. Za każdym razem przyjeżdżał tylko po pieniądze, tłumacząc mi, że firma, którą prowadzi w Chinach, potrzebuje funduszy na pokrycie swoich kosztów, wobec mnie był jednak całkowicie obojętny. W ten sposób przez ponad trzy lata prawie w ogóle nie spędzaliśmy ze sobą czasu, a nasz związek rozpadał się coraz bardziej.

We wrześniu 2015 roku w końcu się rozwiedliśmy. Najbardziej bolało mnie to, że kiedy rozdzielaliśmy nasz majątek, mój mąż posunął się do tego, że upoważnił prawnika, aby ten kazał mi podpisać zobowiązanie, że jeśli sąd nie zatwierdzi naszego rozwodu, to będę musiała oddać mu cały swój majątek w ciągu tygodnia. Inny prawnik kazał mi to dokładnie przemyśleć: gdybym podpisała ten dokument, byłoby to dla mnie bardzo niekorzystne. Powiedział, że może pomóc mi sporządzić umowę, na mocy której uzyskam alimenty. Zimne i bezwzględne postępowanie mojego męża bardzo mnie dotknęło. Od kiedy zakochaliśmy się w sobie i wzięliśmy ślub, przez prawie dekadę dawałam wszystko mężowi i tej rodzinie, i nie da się tego porównać z żadną sumą pieniędzy czy dóbr materialnych. Ale teraz, ponieważ mój mąż nie mógł sprawić, że zajdę w ciążę, on i jego rodzina zrzucili na mnie całą winę i bez najmniejszego względu dla moich uczuć stali się wobec mnie bezduszni. W zamian za swój wkład otrzymałam dużo bólu i rozgoryczenie. Czułam się wyczerpana. Nie chciałam mieć nic więcej wspólnego z tą rodziną. Chciałam po prostu jak najszybciej opuścić ten dom i oddalić się od tych ludzi, którzy tak bardzo mnie zranili. Więc, bez najmniejszego wahania, podpisałam umowę.

Po rozwodzie czułam się bezradna. Nie wiedziałam, komu mogę ufać i komu mogę zwierzyć się z moich uczuć. Za każdym razem, gdy myślałam o moim nieudanym małżeństwie, czułam się niezwykle przygnębiona i smutna. Ponownie przyjrzałam się samej sobie. Aby mieć dziecko, zażywałam tyle leków z hormonami, że przytyłam połowę swojej pierwotnej wagi. Tak bardzo bałam się, że inni zobaczą mnie teraz w tych tarapatach, w tej trudnej sytuacji, w jakiej się znalazłam. Z pozoru udawałam, że jestem silna, ale w głębi serca czułam się bardzo słaba. Naprawdę tęskniłam za dniem, w którym będę mogła prowadzić życie, w którym mój duch będzie uwolniony. To właśnie wtedy narodziło się we mnie pragnienie, by wierzyć w Boga.

Niedługo potem kupując ubrania w centrum handlowym, wpadłam na Carmen. Była bardzo entuzjastycznie nastawiona do pomocy i wymieniłyśmy się numerami telefonów. Potem zobaczyłam wiadomość, którą zamieściła na WeChat, i odkryłam, że jest chrześcijanką. Carmen często opowiadała mi o Bożej miłości do człowieka, a ja czułam się w głębi duszy bardzo poruszona. Stopniowo odkryłam, że ja, która zawsze byłam tak zamknięta, teraz chętnie otwierałam swoje serce i rozmawiałam z innymi ludźmi. W miarę jak Carmen i ja poznawałyśmy się, zaczęłam jej opowiadać o wszystkich cierpieniach, które odczuwałam przez te ostatnie lata. Carmen naprawdę rozumiała moje cierpienie i podzieliła się ze mną podobnym doświadczeniem, przez które sama przeszła. Czułam, że spotkałam kogoś, komu naprawdę na mnie zależy, i to rozgrzało moje serce. Pewnego dnia Carmen zaprosiła mnie do domu innej siostry, gdzie poznałam brata Kevina i kilka innych sióstr z Kościoła Boga Wszechmogącego. Kiedy byłam z nimi, przekonałam się, że bardzo różnią się od ludzi, których spotykałam w przeszłości. Kiedykolwiek przebywałam w towarzystwie innych ludzi, nawet jeśli byli moimi krewnymi lub przyjaciółmi, gdy się przed nimi otwierałam , czułam, że nie jestem naprawdę rozumiana. Wręcz przeciwnie, martwiłam się, że będą się wyśmiewać z moich nieszczęść, więc nie chciałam dzielić się z nikim moimi uczuciami. Jednakże w towarzystwie Carmen i tych ludzi czułam się bardzo swobodnie, ponieważ wszyscy oni byli w stanie zrozumieć moje cierpienie, a także dzielili się ze mną własnymi doświadczeniami. Nigdy nie spodziewałam się, że będę mogła tak szczerze otworzyć swoje serce i porozmawiać ze wszystkimi tutaj już na pierwszym spotkaniu oraz dzielić się z innymi swoimi doświadczeniami. Czułam, że ci bracia i siostry traktują mnie jak krewną bardziej niż moja własna rodzina. To było coś, czym przez ostatnie kilka dekad mojego życia nigdy nie mogłam się cieszyć, i bardzo mnie to wzruszyło.

Później wszyscy zebraliśmy się, aby obejrzeć musical „Historia Xiaozhen” wyprodukowany przez Kościół Boga Wszechmogącego. Historia przedstawiona w tym filmie była tak prawdziwa, że poruszyła moje serce. W dzieciństwie bohaterka filmu bawiła się ze swoimi przyjaciółmi w sposób niewinny i czysty, ale kiedy wszyscy dorośli i zaczęli mieć sprzeczne interesy, ich serca zaczęły się zmieniać. Zaczęli knuć przeciwko sobie, a nawet stawali się wrogami i walczyli między sobą. Przyjaźń i ciepłe uczucia między nimi wygasły. Siłą rzeczy pomyślałam o tych wszystkich latach zmagań z moim mężem. Jednak ponieważ nie mogliśmy mieć dziecka, nasz związek się rozpadł, a pod koniec podczas podziału majątku mój mąż walczył ze mną o każdy grosz. To skłoniło mnie do zastanowienia się nad tym, jak okropni naprawdę są ludzie; kiedy w grę wchodzą ich własne interesy, wszystkie uczucia zostają zapomniane. Na szczęście bohaterka filmu w końcu znajduje Boga i wraca do Bożej rodziny, gdzie Bóg staje się jedyną osobą, na której może polegać, nie jest już samotna, nie czuje się też niezdecydowana i bezradna. Film poruszył mnie do łez. Pomyślałam sobie: „Kiedy Xiaozhen wróciła do Boga, zdjęła maskę, którą nosiła po to, by przetrwać. Naprawdę żyła w obecności Boga, otrzymała Jego zbawienie i mogła żyć wyzwolonym i wolnym życiem. Bóg Wszechmogący z pewnością zbawi i mnie, abym mogła żyć tak szczęśliwie jak Xiaozhen”. W filmie usłyszałam, jak Bóg Wszechmogący mówi: „Ludzkość, porzuciwszy dobrodziejstwo życia otrzymane od Wszechmogącego, nie ma świadomości celu egzystencji, niemniej jednak boi się śmierci. Mimo że ludzie pozbawieni są pomocy bądź wsparcia, wciąż nie chcą zamknąć oczu i pragną przedłużenia nędznej egzystencji na tym świecie, a są jak cielesne powłoki, bez poczucia własnej duszy. Żyjesz w ten sposób, pozbawiony nadziei, podobnie jak inni, pozbawieni celu. Jedynie Święty z legendy zbawi ludzi, którzy, biadoląc pośród swoich cierpień, rozpaczliwie pragną Jego przybycia. Jak dotąd taka wiara nie ziściła się wśród tych, którym brak świadomości. Niemniej jednak, ludzie wciąż tak bardzo tego pragną. Wszechmogący ma miłosierdzie dla tych ludzi, którzy wiele wycierpieli; jednocześnie dość ma tych ludzi, którym brakuje świadomości, ponieważ zbyt długo musiał czekać na odpowiedź ludzkości. Pragnie On poszukiwać, poszukiwać twojego serca i twojego ducha, aby przynieść ci wodę i pożywienie oraz aby cię obudzić, byś już więcej nie odczuwał pragnienia ani głodu. Kiedy jesteś zmęczony i kiedy w pewnym stopniu zaczynasz odczuwać przygnębiające osamotnienie tego świata, nie czuj się zagubiony, nie płacz. Bóg Wszechmogący, Stróż, przyjmie cię w każdym momencie. Czuwa przy tobie, czekając, aż do Niego wrócisz. Czeka na dzień, w którym nagle odzyskasz pamięć – kiedy zdasz sobie sprawę, że pochodzisz od Boga, że nie wiadomo kiedy zagubiłeś się, nie wiadomo kiedy straciłeś przytomność na drodze i nie wiadomo kiedy zyskałeś »ojca«; co więcej, kiedy zdasz sobie sprawę, że Wszechmogący cały czas czuwał, czekając na twój powrót przez bardzo, bardzo długi czas” („Westchnienie Wszechmogącego” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Gdy usłyszałam te słowa, wydawało mi się, że woła mnie moja matka. Było tak, jakbym ponownie stanęła u jej boku, gdzie czułam nieporównywalne ciepło w moim sercu. Jak się okazało, Bóg zawsze był przy mnie i czuwał nade mną, czekając na mój powrót. Nie byłam już sama. Bóg znał moją niedolę i moje potrzeby. W mojej największej potrzebie, kiedy mój duch cierpiał najbardziej, poprzez tych braci i siostry głoszących mi ewangelię, zaprowadził mnie z powrotem do domu Bożego, gdzie otrzymałam Boże zbawienie i cieszyłam się miłością, jaką Bóg mnie obdarza. W tym momencie poczułam się jak zagubione dziecko, które w końcu odnalazło swój dom, odnalazło swoją rodzinę. Czułam się naprawdę szczęśliwa!

Potem zaczęłam żyć życiem kościelnym i poprzez czytanie słowa Boga Wszechmogącego poczułam, że znalazłam coś, na czym naprawdę mogę polegać, i że miałam teraz cel i kierunek w swoim życiu. Jednakże, ponieważ za mało rozumiałam prawdę, za każdym razem, gdy myślałam o moim nieudanym małżeństwie, wciąż czułam ból w sercu. Nienawidziłam tego, jak potraktowała mnie rodzina mojego męża, i za każdym razem, gdy o tym myślałam, pogrążałam się w bólu. Tak więc modliłam się do Boga, powierzając Mu swoje kłopoty, i otwierałam się na braci i siostry, by wspólnie z nimi rozmawiać o moich problemach i szukać prawdy, by je rozwiązać. Pewnego razu brat Kevin podzielił się ze mną tym fragmentem słów Boga Wszechmogącego: „Człowiek przemierzył te epoki razem z Bogiem, a jednak nie wie, że Bóg włada losem wszystkich rzeczy martwych i istot żywych, ani w jaki sposób Bóg koordynuje wszystkie rzeczy i kieruje nimi. Umyka to człowiekowi od niepamiętnych czasów aż do dnia dzisiejszego. Jeśli zaś chodzi o przyczynę, nie dzieje się tak dlatego, że czyny Boga są zanadto utajone, ani dlatego, że Boży plan nie został jeszcze zrealizowany, lecz przez to, że serce i duch człowieka zanadto oddalone są od Boga, do tego stopnia że, podążając za Bogiem, człowiek pozostaje wciąż w służbie Szatana, a jednak nadal nawet o tym nie wie. Nikt czynnie nie wypatruje Bożych śladów i ukazania się Boga, ani nie jest skłonny żyć pod Bożą opieką i na Jego utrzymaniu. Miast tego, ludzie wolą zdać się na niszczące działanie szatana, złego, aby dostosować się do tego świata i do zasad istnienia, jakim hołduje niegodziwa ludzkość. W tym momencie ludzkie serce i duch stają się daniną dla szatana i szatańskim pokarmem. Co więcej, ludzkie serce i duch stają się wówczas siedliskiem szatana i stosownym dlań placem zabaw. W ten właśnie sposób człowiek nieświadomie traci zdolność pojmowania podstaw człowieczeństwa oraz właściwe zrozumienie wartości i znaczenia ludzkiej egzystencji. W jego sercu stopniowo zacierają się Boże prawa i przymierze pomiędzy Bogiem a człowiekiem i przestaje on szukać Boga czy zważać na Niego. Z biegiem czasu nie pojmuje już, dlaczego Bóg go stworzył, i nie rozumie słów dobywających się z Jego ust ani niczego, co od Niego pochodzi. Wówczas zaś zaczyna sprzeciwiać się Bożym prawom i dekretom, a jego serce i duch stają się otępiałe i nieczułe… Bóg traci zatem człowieka, którego sam stworzył, a człowiek traci źródło i podstawę swego istnienia: oto nieszczęście tej ludzkości” („Bóg jest źródłem ludzkiego życia” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Następnie brat Kevin zaczął wyjaśniać: „Powodem, dla którego nasze życie jest tak pełne bólu, jest to, że akceptujemy idee, poglądy i życiowe aksjomaty szatana, oraz to, że jesteśmy skrzywdzeni i zepsuci przez szatana. W rzeczywistości ludzkość jest przez niego deprawowana od tysięcy lat. Od dłuższego czasu jesteśmy już przyzwyczajeni do wszystkich rzeczy, które szatan w nas zaszczepia. Polegamy na szatańskich zasadach przetrwania, aby żyć, a to czyni nas ślepymi na wszystko z wyjątkiem naszych własnych zysków. Stajemy się samolubni, godni pogardy i pozbawieni sumienia. Rodzina twojego byłego męża była w stanie tak cię potraktować, ponieważ oni również byli kontrolowani przez takie feudalne przekonania, jak: »Trzeba kontynuować ród swoich przodków«, »Najgorszy syn to taki, który sam nie ma syna« i »Wychowuj dzieci, aby opiekowały się tobą na starość«, które zostały zaszczepione w nich przez szatana. A kiedy twój mąż dzielił wasz majątek, w ogóle nie brał pod uwagę waszego wieloletniego bycia razem jako mąż i żona, ponieważ był dotknięty i kontrolowany przez takie zasady przetrwania jak »Pieniądze są najważniejsze« i »Każdy myśli tylko o sobie, a diabeł łapie ostatniego«, przez co stał się samolubny i nieczuły. Z powodu zepsucia szatana ludzie po prostu nie mogą się dogadać, a ich życie pozbawione jest szczęścia. Wszystkie cierpienia, których doświadczamy, są spowodowane przez szatana. Wszystkie nasze rodziny również cierpią z powodu szatana, cała rasa ludzka znajduje się w jego domenie i nie może nic poradzić na to, że jest krzywdzona przez szatana. Dlatego też bez Bożego przewodnictwa ludzie, którzy żyją według filozofii i aksjomatów szatana, wiodą życie pozbawione prawdziwej radości i szczęścia. Tym, czego potrzebujemy najbardziej w naszym życiu, nie jest bogactwo materialne czy miłość naszych rodzin, ale raczej zbawienie Boże. Potrzebujemy być zaopatrzeni w słowo Boże. Tylko Bóg może doprowadzić nas do oderwania się od powodowanego przez szatana zepsucia i utrapienia, i przywrócić nam sumienie i rozum, co pozwoli nam żyć jak prawdziwi ludzie i uzyskać wolność i wyzwolenie”. Po wysłuchaniu omówienia brata Kevina nagle zdałam sobie sprawę z tego, że nie tylko ja żyłam w bólu, ale cały rodzaj ludzki został oszukany i skażony przez szatana, i wszyscy zmagamy się w cierpieniu. Tylko przychodząc przed oblicze Boga i akceptując Boże zbawienie, ludzie mogą oderwać się od niedoli powodowanej przez szatana i wyjść cało z tego cierpienia. Jest to jedyny sposób na uzyskanie szczęścia i wolności. Kiedy już to zrozumiałam, mój umysł rozjaśnił się, a ja poczułam się wyzwolona.

Kiedy zrozumiałam pierwotną przyczynę, dla której człowiek żyje w bólu, zdałam sobie sprawę, że uraza między mną a rodziną mojego byłego męża została spowodowana działaniem szatana. Byłam nawet skłonna spróbować im wybaczyć i przestać żywić do nich urazę. Kiedy zaczęłam wprowadzać w życie słowo Boże, poczułam w sercu dużo więcej radości. Pewnego dnia, w sierpniu 2016 roku, wpadłam na mojego byłego męża na ulicy. Przywitaliśmy się i wyraźnie poczułam w głębi serca, że nie żywię już do niego urazy, ponieważ wiedziałam, że żył w cieprieniu spowodowanym przez szatana, że został oszukany i udręczony przez szatana. Gdybym miała możliwość, głosiłabym mu ewangelię dni ostatecznych, aby i on mógł stanąć przed obliczem Boga i dostąpić zbawienia Stwórcy. W tym momencie czułam, że Bóg jest naprawdę tak godzien miłości i że słowo Boże jest prawdą. O ile tylko przychodzimy przed oblicze Boga i przyjmujemy Jego zbawienie, możemy uwolnić się od więzów szatana, zyskać wolność i wyzwolenie i wieść szczęśliwe i błogosławione życie.

Za każdym razem, gdy oglądam nagranie z tańcem do piosenki „Radość w ziemi Kanaan”, czuję się niezwykle szczęśliwa i czuję, że słowa tego hymnu doskonale wyrażają to, co czuję: „Powróciłam do Bożej rodziny, przejęta i szczęśliwa. Mam zaszczyt znać prawdziwego Boga, oddałam Mu serce swoje. Choć szłam przez Dolinę Łez, ujrzałam Bożą urodę. Ma miłość do Boga rośnie z dnia na dzień, Bóg jest źródłem radości mej. Me serce, oczarowane pięknem, pięknem Boga, jest połączone z Nim. Chcę mocniej kochać Boga i pieśni uwielbienia wzbierają w moim sercu”. Kiedy myślę o ścieżce, którą przebyłam, niezależnie od tego, czego doświadczyłam po drodze, Bóg zawsze był przy mnie, czuwając nade mną, i w końcu zaprowadził mnie z powrotem do swojej rodziny. Teraz każdego dnia cieszę się, że jestem podlewana i zaopatrywana przez słowo Boga Wszechmogącego. Ból, który czułam w środku, odszedł, a ja odnalazłam kierunek w swoim życiu i otrzymałam prawdziwą wolność i szczęście. Bogu niech będą dzięki, że mnie zbawił. Będę starała się dążyć do prawdy i wypełniać swój obowiązek jako stworzenie najlepiej jak potrafię, by odpłacić za Bożą miłość!

Wstecz: 40. Bóg jest przy mnie

Dalej: 42. Ocalona w inny sposób

Skontaktuj się z nami w dowolnym czasie, jeśli w swojej wierze napotykasz na jakieś trudności czy wątpliwości.
Skontaktuj się z nami przez Messenger
Skontaktuj się z nami przez WhatsApp

Powiązane treści

40. Bóg jest przy mnie

Autorstwa Guozi, Stany ZjednoczoneUrodziłam się w rodzinie chrześcijańskiej i kiedy miałam rok, moja mama przyjęła nowe dzieło...

23. Walka

Autorstwa Zhanga Hui, ChinyNazywam się Zhang Hui i w 1993 roku cała moja rodzina zaczęła wierzyć w Pana Jezusa. W moich religijnych...

34. Przełom

Autorstwa Fangfang, Chiny Wszyscy w mojej rodzinie wierzymy w Pana Jezusa i chociaż ja byłam po prostu zwykłą osobą wierzącą, mój ojciec...

48. Wróciłem do domu

Autorstwa Chu Keen Ponga, MalezjaWierzyłem w Pana przez ponad dziesięć lat, a przez dwa lata służyłem w kościele, po czym opuściłem swój...

Ustawienia

  • Tekst
  • Motywy

Jednolite kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

Spis treści

Szukaj

  • Wyszukaj w tym tekście
  • Wyszukaj w tej książce