Wszystkich szukających prawdy prosimy o kontakt.

Świadectwa zwycięzców

Pełne kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

0 wyników wyszukiwania

Nie znaleziono wyników

12. Boże słowa poprowadziły mnie do niesienia świadectwa

Autorstwa Xiao Min, prowincja Szantung

Urodziłam się w biednej, zacofanej wsi, a moje dzieciństwo było trudne i ubogie. Gdy tylko wyszłam za mąż, zaczęłam pracować jak szalona, aby poprawić swój byt. Skończyło się jednak na tym, że zachorowałam z przepracowania. Z niegdyś sprawnej osoby stałam się wycieńczonym chorobą wrakiem. Żyłam w ciągłym bólu, więc wszędzie, gdzie tylko mogłam, szukałam pomocy lekarskiej i jakichś terapii. Ostatecznie wydałam mnóstwo pieniędzy, a moje zdrowie wcale nie uległo poprawie. Wiosną 1999 roku pewne dwie siostry podzieliły się ze mną ewangelią dzieła Boga Wszechmogącego dni ostatecznych. Czytając słowa Boga Wszechmogącego, dostrzegłam ich autorytet i moc. Wiedziałam, że nie mógł ich wypowiedzieć żaden człowiek oraz że słowa Boga Wszechmogącego rzeczywiście są głosem Boga. Zyskałam całkowitą pewność, że Bóg Wszechmogący to Pan Jezus, który powrócił, i że może zbawić nas od całego naszego bólu. Czytając coraz więcej Bożych słów, zrozumiałam pewne prawdy i dokładnie pojęłam wiele spraw naszego świata. Mój zbolały, stłamszony duch poczuł się wyzwolony i stopniowo odzyskałam zdrowie. Moja wdzięczność Bogu nie znała granic i zaczęłam aktywnie głosić ewangelię oraz składać świadectwo o Bożym dziele dni ostatecznych.

Jednak niedługo potem zostałam trzy razy z rzędu aresztowana przez rząd KPCh za głoszenie ewangelii. Za każdym razem, gdy mnie aresztowano, Bóg Wszechmogący tak mną kierował, że mogłam przezwyciężyć prześladowania szatana. W 2012 roku w trakcie wykonywania obowiązków na rzecz kościoła ponownie trafiłam do jaskini tego potwora i zostałam poddana torturom z rąk szatana...

13 września 2012 roku wróciłam pod wieczór do domu moich gospodarzy, jak zawsze zaparkowałam swój skuter przed budynkiem i nacisnęłam dzwonek. Ku mojemu zaskoczeniu, gdy tylko otworzyłam drzwi, czterech krzepkich mężczyzn rzuciło się na mnie jak stado wilków. Wykręcili mi ręce za plecami, zakuli w kajdanki, pchnęli na krzesło i obezwładnili. Kilku z nich natychmiast zajęło się przeszukiwaniem mojej torby... W obliczu tego nagłego, brutalnego pokazu siły, osłupiałam z przerażenia i poczułam się jak mała, bezbronna owieczka schwytana przez wściekłe wilki, którym nie jest w stanie stawić oporu. Następnie policjanci wyprowadzili mnie z budynku i posadzili z tyłu czarnego sedana. W samochodzie komendant policji, mały, żałosny człowieczek odurzony własnym sukcesem, odwrócił się do mnie i chytrze szczerząc zęby, powiedział: „Mamy cię! Wiesz, jak to się stało, że cię złapaliśmy?”. Bojąc się, że mogę próbować uciec, funkcjonariusze przytrzymywali mnie z dwóch stron, jakbym była jakimś niebezpiecznym przestępcą. Wpadłam w panikę, a jednocześnie czułam wściekłość. Nie mogłam przewidzieć, jak policja będzie mnie karać i dręczyć. Bardzo się bałam, że nie wytrzymam tortur i że stanę się judaszem i zdradzę Boga, lecz wtedy przyszły mi na myśl Boże słowa: „Jeśli tylko często modlicie się i zanosicie do Mnie swe prośby, obdarzę was pełną wiarą. Potężni mogą się zdawać z zewnątrz przewrotnymi, lecz nie obawiajcie się, ponieważ jest to skutek waszej słabej wiary. Jeśli tylko wasza wiara będzie wzrastać, nic nie będzie zbyt trudne” (Rozdział 75 „Wypowiedzi Chrystusa na początku” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boga Wszechmogącego dały mi wiarę oraz siłę i stopniowo pomogły mi się uspokoić. „Tak — pomyślałam. - Bez względu na to, jak brutalni i okrutni są ci nikczemni policjanci, są tylko pionkami w rękach Boga; są elementem Jego planowego działania. Dopóki będę się modlić i szczerym sercem wzywać Boga, On będzie ze mną i nie mam się o co martwić. Jeśli ci oprawcy zaczną mnie torturować i okrutnie bić, oznaczać to będzie jedynie, że Bóg pragnie poddać próbie moją wiarę. Bez względu na to, jak bardzo będą dręczyć moje ciało, nie mogą sprawić, że moje serce przestanie zwracać się do Boga i Go wzywać. Nawet jeśli zabiją moje ciało, nie mogą zabić duszy, jako że wszystko, czym jestem, znajduje się w Bożych rękach”. Gdy tylko o tym pomyślałam, przestałam się bać szatana i postanowiłam trwać przy świadectwie o Bogu. Dlatego w sercu wołałam: „Boże Wszechmogący! Bez względu na to, co mi dzisiaj zrobią, jestem gotowa stawić temu wszystkiemu czoła. Choć moje ciało jest słabe, pragnę żyć, polegając na Tobie i nie dać szatanowi ani jednej okazji, by mnie wykorzystał. Proszę, chroń mnie, nie pozwól, bym Cię zdradziła i okryła się hańbą jak judasz”. Całą drogę śpiewałam w myślach jeden z kościelnych hymnów: „Przez Jego święty plan i suwerenność, napotykam próby dla mnie przeznaczone. Jak mógłbym się poddać lub ukryć? Najważniejsza jest chwała Boża. W czasie niedoli słowa Boże prowadzą mnie, a moja wiara jest doskonalona. Jestem całkowicie i w pełni oddany oddany Bogu i śmierci nie boję się. Wola Boża jest zawsze ponad wszystko” („Proszę tylko, by Bóg był usatysfakcjonowany” w książce „Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni”). Gdy w milczeniu śpiewałam ten hymn, moje serce wypełniło się niewyczerpaną siłą i postanowiłam polegać na mądrości i sile, jakie Bóg dawał mi do walki z szatanem na śmierć i życie. Gdy wprowadzili mnie do sali przesłuchań, zaskoczył mnie tam widok siostry, która wykonywała w kościele ten sam obowiązek, co ja. Była tam też siostra, która mieszkała w tym samym domu, a także jedna z przywódczyń kościoła. One wszystkie też zostały schwytane! Jeden z funkcjonariuszy zobaczył, że na nie patrzę i przeszywając mnie wzrokiem, wrzasnął: „Na co się gapisz? Właź tam!”. Następnie policjanci zamknęli nas w różnych pokojach przesłuchań, żebyśmy nie mogły ze sobą rozmawiać. Rozpięli mi pasek i brutalnie całą mnie obszukali. Było to dla mnie bardzo upokarzające i zobaczyłam, jak z gruntu źli, odrażający i podli są owi demoniczni podwładni rządu KPCh! Byłam wściekła, lecz musiałam zdławić swój gniew, bo w tej jaskini potworów nie było miejsca na rozum. Gdy już skonfiskowali nowy, należący do kościoła skuter oraz 600 juanów, które miałam przy sobie, zaczęli mnie przesłuchiwać. „Jak się nazywasz? Jaką pozycję zajmujesz w kościele? Kto jest twoim przywódcą? Gdzie teraz jest?” Nie odpowiedziałam na żadne pytanie, więc policjant wrzasnął: „Myślisz, że jak nam nie powiesz, to się nie dowiemy? Nie masz pojęcia, do czego jesteśmy zdolni! Powinnaś wiedzieć, że aresztowaliśmy też waszych przywódców wyższego szczebla!”. Następnie zaczęli wymieniać różne nazwiska, pytając, czy znam te osoby i kontynuowali przesłuchanie. „Gdzie trzymacie kościelne pieniądze? Powiedz nam!” Wszystko, co mówili, zbywałam tylko słowami: „Nikogo nie znam! Nic nie wiem!”. Gdy zobaczyli, że pierwsza runda przesłuchania się nie powiodła, wyciągnęli asa z rękawa i zaczęli na zmianę przesłuchiwać mnie i torturować, by w końcu mnie złamać. Policjanci przesłuchiwali i dręczyli mnie przez trzy dni i cztery noce bez przerwy. W tych okropnych chwilach szczerze wołałam do Boga, a Jego słowa służyły mi za przewodnika: „Nie powinieneś obawiać się tego czy tamtego. Nieistotne, ilu trudom i niebezpieczeństwom stawiasz czoła, powinieneś zawsze pozostać spokojny przede Mną; niech nic cię nie ogranicza, tak aby Moja wola mogła być spełniona. To powinno być twoim obowiązkiem. (…) Nie obawiaj się; z Moją pomocą, któż mógłby stanąć ci na drodze? Zapamiętaj to sobie, zapamiętaj! Wszystko, co się dzieje, wynika z Mojej dobrej woli i Ja nad wszystkim czuwam” (Rozdział 10 „Wypowiedzi Chrystusa na początku” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „Tak!” — pomyślałam. „Bóg Wszechmogący jest moją potężną twierdzą i z Bogiem Wszechmogącym jako moim wiernym wsparciem nie mam się czego bać! Dopóki trwam w wierze i współpracuję z Bogiem, jestem pewna, że On pomoże mi przezwyciężyć pokusy szatana i przejść ten trudny czas”.

Ponieważ pierwszego dnia policjanci nie wyciągnęli ode mnie takich informacji, jakich chcieli, utrata twarzy wywołała ich gniew. Ich dowódca krzyknął: „Jej upór mnie nie powstrzyma! Poddajcie ją torturom!”. Kiedy to usłyszałam, zaczęłam upadać na duchu i bać się, że już uginam się pod ich naciskiem. Mogłam jedynie szczerze zawołać do Boga: „Boże Wszechmogący! Czuję się teraz bardzo słaba, uszła ze mnie cała siła. Policja chce mnie torturować, a ja naprawdę nie wiem, czy wytrwam. Proszę, bądź ze mną i daj mi siłę!”. Funkcjonariusze powiesili mnie za skute za plecami ręce na stojącym w pomieszczeniu zepsutym stole, a potem zmusili do przykucnięcia. Przyglądali mi się złowrogo i nieustępliwie przesłuchiwali: „Gdzie jest twój przywódca? Gdzie są wszystkie pieniądze kościoła?”. Nie mogli się doczekać, aż złamię się pod presją tych tortur i w końcu się poddam. Po mniej więcej pół godzinie takiej udręki z rąk policji moje nogi zaczęły trząść się z bólu. Serce biło mi mocno, a ręce były całe obolałe. Byłam u kresu wytrzymałości i czułam, że nie wytrzymam już ani chwili dłużej, z głębi serca zawołałam: „Boże Wszechmogący! Proszę, zbaw mnie! Już dłużej nie wytrzymam. Nie chcę Cię zdradzić jak jakiś judasz. Proszę, chroń mnie”. Wtedy przyszły mi na myśl te Boże słowa: „Za każdym działaniem, które Bóg podejmuje w was, kryje się zakład szatana z Bogiem – za wszystkim kryje się toczona walka. (…) Kiedy Bóg i szatan walczą w sferze duchowej, jak należy zadowalać Boga i jak należy trwać mocno w świadectwie na Jego rzecz? Powinieneś wiedzieć, że wszystko, co ci się przydarza, jest wielką próbą i czasem, w którym Bóg potrzebuje, abyś dawał świadectwo” („Tylko przez umiłowanie Boga możliwa jest prawdziwa wiara w Boga” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Boże słowa mnie przebudziły i dzięki nim uzmysłowiłam sobie, że to szatan dręczy mnie w ten sposób, bym zdradziła Boga i zaniechała dążenia do prawdy. Ta bitwa toczyła się w wymiarze duchowym: szatan usiłował mnie kusić, a dla Boga był to sposób, by poddać mnie próbie. Bóg chciał, bym niosła świadectwo w tej właśnie chwili. Bóg miał wobec mnie oczekiwania i wielu aniołów, podobnie jak szatan, czekało w tym momencie, aż oznajmię swoje stanowisko. Po prostu nie mogłam się poddać i odpuścić, nie mogłam ugiąć się przed szatanem. Wiedziałam, że aby zadowolić Bożą wolę, muszę pozwolić, by Boże dzieło się przeze mnie wykonało. Zgodnie z niezmienną zasadą, to był właśnie ten obowiązek, który powinnam wypełnić jako stworzona istota — to było moje powołanie. W tym kluczowym momencie moja postawa i moje zachowanie miały wywrzeć bezpośredni wpływ na moją zdolność niesienia zwycięskiego świadectwa o Bogu, a co więcej, miały też bezpośrednio wpłynąć na moją zdolność stawania się świadectwem Bożego zwycięstwa nad szatanem i zdobycia chwały przez Boga. Wiedziałam, że nie mogę przysporzyć Bogu smutku ani go rozczarować. Nie mogłam pozwolić, aby powiodły się podstępne plany szatana, które mnie dotknęły. Gdy te myśli pojawiły się w mej głowie, nagle w sercu zrodziła się siła i z całą mocą powiedziałam: „Możecie mnie pobić na śmierć, ale i tak nic nie wiem!”. W tej samej chwili do pokoju weszła policjantka, a na mój widok powiedziała: „Szybko, ściągnijcie ją! Co chcecie zrobić? Zabić ją? Jeśli coś jej się stanie, to będzie wasza odpowiedzialność!”. W głębi serca wiedziałam, że to Bóg Wszechmogący usłyszał moje modlitwy i uchronił mnie od cierpienia w tej chwili zagrożenia. Kiedy ci okrutnicy opuścili mnie na dół, padłam na podłogę. Nie mogłam utrzymać się w pionie i całkowicie straciłam czucie w nogach i rękach. Ledwo starczało mi sił, by oddychać i w ogóle nie czułam swoich kończyn. Byłam przerażona, a z oczu bez przerwy płynęły mi łzy. Zastanawiałam się: „Czy skończę jako kaleka?”. Policjanci, mimo wszystko, nadal mnie nie wypuścili. Chwycili mnie z dwóch stron za ręce i ciągnąc mnie niczym zwłoki, posadzili na zepsutym krześle. Jeden z funkcjonariuszy syknął złośliwie: „Jak nie zacznie mówić, powieś ją na linie!”. Drugi od razu wziął cienką, nylonową linkę i przywiązał moje skute kajdankami ręce do rury grzejnika. Znów wyprostowało mi ręce, więc plecy i ramiona zaczęły wkrótce boleć. Brutalni funkcjonariusze nie ustawali w zadawaniu pytań: „Powiesz nam w końcu to, co chcemy wiedzieć?”. Nadal nie odpowiadałam. Tak bardzo ich to rozwścieczyło, że chlusnęli mi wodą w twarz, mówiąc, że to powinno mnie obudzić. Wszystkie zadane mi dotychczas tortury sprawiły, że nie miałam już ani odrobiny sił, a ze zmęczenia nie mogłam nawet otworzyć oczu. Widząc, że nadal milczę, jeden z podłych funkcjonariuszy, by ze mnie zadrwić, brutalnie na siłę unosił mi powieki. Przez te kilka godzin przesłuchań i tortur policjanci wykorzystali wszystkie swoje triki, by zmusić mnie do zeznań, lecz ich starania znów spełzły na niczym.

Widząc, że poprzez takie przesłuchania nic ze mnie nie wyciągną, policjanci postanowili wprowadzić w życie inny diabelski plan: sprowadzili z miasta człowieka, który określał się mianem „eksperta od przesłuchań”, żeby się ze mną rozprawił. Zabrali mnie do innego pomieszczenia i kazali usiąść na metalowym krześle, następnie przykuli moje kostki do nóg krzesła, a ręce do jego oparcia. Chwilę później do pokoju wszedł wytwornie wyglądający mężczyzna w okularach i z teczką. Uśmiechnął się do mnie szeroko, udając sympatię, rozkuł łańcuchy z moich kostek i rąk, po czym pozwolił mi usiąść na stojącym z boku łóżku. Najpierw nalał mi szklankę wody, a zaraz potem poczęstował słodkościami. Podszedł do mnie i z udawaną życzliwością powiedział: „No i po co tak cierpieć? Tyle już zniosłaś, a czy to warto. Powiedz nam tylko to, co chcemy wiedzieć i wszystko będzie w porządku...”. Nie wiedziałam, jak powinnam współpracować z Bogiem w tej nowej sytuacji, więc pośpiesznie pomodliłam się w sercu i zawołałam do Boga, by mnie oświecił i pokierował. Od razu przyszły mi na myśl słowa Boga Wszechmogącego: „Musicie wytrzymać wszelkie próby i akceptować wszystko, co pochodzi ode Mnie. Musicie podążać za Duchem Świętym we wszystkim, co On robi, by was prowadzić. Musicie mieć wyczulonego ducha i zdolność prawdziwego rozeznawania rzeczy. Musicie rozumieć ludzi, a nie podążać za nimi ślepo, musicie dbać o swój duchowy wzrok i posiadać głębokie znawstwo spraw” (Rozdział 18 „Wypowiedzi Chrystusa na początku” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Boże słowa wskazały mi ścieżkę praktykowania i pomogły uświadomić sobie, że diabeł zawsze pozostanie diabłem oraz że nigdy nie może zmienić swej demonicznej, sprzeciwiającej się Bogu i nienawidzącej Go istoty. Bez względu na to, czy używa twardych czy miękkich taktyk, jego celem jest zawsze doprowadzenie do tego, bym zdradziła Boga i porzuciła drogę prawdy. Dzięki ostrzeżeniu płynącemu z Bożych słów, zyskałam pewne rozeznanie w podstępnych knowaniach szatana, mój umysł się oczyścił i mogłam zająć zdecydowane stanowisko. Przesłuchujący powiedział mi wówczas: „Rząd KPCh zabrania ludziom wiary w Boga. Jeśli nadal będziesz wierzyć w Boga Wszechmogącego, to cała twoja rodzina poniesie konsekwencje. Wywrze to wpływ na przyszłość, możliwości zatrudnienia i służby cywilnej wszystkich dzieci w twojej rodzinie. Lepiej dobrze to sobie przemyśl...”. Po tych słowach w moich myślach rozgorzała bitwa i czułam się podwójnie skołowana. W tej chwili zagubienia przyszły mi do głowy doświadczenia Piotra, któremu udało się wytrwać w świadectwie w obliczu szatana. Piotr zawsze starał się zrozumieć Boga przez wszystkie zakusy szatana, które ten wobec niego przygotowywał. Tak więc zwróciłam się w swym sercu do Boga i wszystko Mu powierzyłam, szukając Jego woli. Nieświadomie przyszły mi do głowy słowa Boga Wszechmogącego: „Tylko Bóg pociesza ludzkość i tylko On troszczy się o nią w dzień i w nocy. Rozwój człowieka i czynione przez niego postępy są nierozłącznie związane ze zwierzchnictwem Boga, a historia i przyszłość ludzkości nierozerwalnie łączą się z Bożymi planami. (…) Bóg zna los kraju lub narodu i tylko On kontroluje bieg historii ludzkości” („Bóg kieruje losem całej ludzkości” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Boże słowa wypełniły mnie światłem. „Tak!” — pomyślałam. „Bóg jest Stwórcą i nasz los jako ludzkości jest w Jego rękach. Szatan jest z rodzaju tych, którzy przeciwstawiają się Bogu. Jeśli nie potrafi zmienić nawet swojego własnego przeznaczenia, tego, że jest skazany na potępienie, jakże mógłby wobec tego rządzić losem człowieka? Ludzkie przeznaczenie jest z góry ustalone przez Boga i wszelkie zajęcia, jakie moje dzieci mogą podjąć w przyszłości, i wszystkie ich perspektywy na przyszłość zależą od Boga. Szatan nie ma nad tymi rzeczami żadnej kontroli”. Doszedłszy do tego, jeszcze wyraźniej zobaczyłam, jak podły i bezwstydny jest szatan i jego demony. Tak więc by zmusić mnie do wyparcia się Boga i odrzucenia Go, wykorzystywał podłe i ohydne taktyki — manipulacje i gierki — by mnie zwabić i oszukać. Gdyby nie oświecenie i przewodnictwo Boga Wszechmogącego, które w samą porę się pojawiły, już zostałabym powalona i zniewolona przez szatana. Teraz, gdy wiedziałam już, jak podły i zły jest szatan, moje przekonanie, by nie ulec jego knowaniom tylko się wzmocniło. Nikczemny policjant w końcu nie wiedział już, co dalej począć i co jeszcze mógłby zrobić, więc wyszedł zniechęcony.

Trzeciego dnia komendant policji zobaczył, że nie wyciągnęli ze mnie żadnych informacji i bardzo się wściekł, narzekając na brak kompetencji swoich podwładnych. Podszedł do mnie i z wymuszonym uśmiechem sarkastycznie stwierdził: „Dlaczego się jeszcze nie przyznałaś? Za kogo ty się masz, Liu Hulan? Myślisz, że spróbowaliśmy już wszystkiego, co najgorsze, więc się nie boisz, tak? Dlaczego twój Bóg Wszechmogący się nie pojawia, żeby cię zbawić?” Mówiąc to, straszył mnie, wymachując mi przed oczami małym paralizatorem, który trzaskał i błyskał niebieskim światłem. Następnie wskazał na wielki, podłączony do gniazdka paralizator i zagroził: „Widzisz tamten? Ten mały się zaraz rozładuje, a wtedy będę cię razić tym wielkim. Jest już naładowany do pełna. Zobaczymy, czy zaczniesz w końcu mówić! Wiem, że zaczniesz!”. Spojrzałam na duży paralizator i nie mogłam powstrzymać ogarniającej mnie paniki: „Ten policjant jest taki zawzięty i diabelski! Czy w końcu mnie zabije? Czy dam radę wytrzymać te tortury? Czy zostanę porażona prądem na śmierć?”. W tamtej chwili mój umysł zalały słabość, tchórzostwo, ból i bezradność... Pospiesznie zawołałam do Boga: „Boże Wszechmogący, choć moje ciało bardzo cierpi i jest niezwykle słabe, nadal nie chcę dać szatanowi tego, czego żąda. Moje ciało jest bezwartościowe i nic nie znaczy, a ja pragnę tylko, byś pozyskał moje serce i je przyjął. Proszę, chroń mnie i nie pozwól, bym Cię zdradziła i stała się zdradzieckim judaszem”. Gdy tak wołałam do Boga, w moich myślach pojawiło się kilka wersetów z hymnu z Bożych słów: „Wiara jest niczym most z belki; ci, którzy żałośnie czepiają się życia, będą mieć trudności z przejściem na drugą stronę, jednak ci, którzy gotowi są się poświęcić, mogą przejść po nim bez obaw. Jeśli człowiek jest onieśmielony i ma pełne lęku myśli, jest oszukiwany przez szatana. Szatan boi się, że przejdziemy przez most wiary, by wkroczyć do Boga” („Niech Bóg zapanuje nad całym naszym życiem” w książce „Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni”). Te słowa Pana Jezusa również przyszły mi na myśl: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz nie mogą zabić duszy. Bójcie się raczej tego, który może i duszę, i ciało zatracić w piekielnym ogniu” (Mt 10:28). Boże słowa sprawiły, że z moich oczu swobodnie popłynęły łzy — byłam niezwykle poruszona. W mym sercu wezbrała siła wielka jak rozszalały ogień. „Nawet jeśli przyjdzie mi dzisiaj umrzeć” — pomyślałam — „czego mam się bać? Śmierć dla Boga jest czymś chwalebnym i zrezygnuję ze wszystkiego, by walczyć z szatanem aż do śmierci!” Wtedy przyszły mi na myśl pewne wersety z innego hymnu z Bożego słowa: „A po drodze do Jeruzalem, Jezus odczuwał agonię. Lecz dotrzymał słowa, idąc w miejsce, gdzie miał być ukrzyżowany. A gdy to w końcu nastąpiło, stał się Jezus obrazem grzesznego ciała, dopełniając dzieła odkupienia” („Naśladujcie Pana Jezusa” w książce „Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni”). Nieustannie śpiewałam w głębi duszy, a po policzkach ciągle spływały mi łzy. Przed moimi oczami rozgrywała się scena ukrzyżowania Pana Jezusa Chrystusa: faryzeusze szydzili z Niego, oczerniali Go i urągali Mu, Jego oprawca uderzał Go biczem naszpikowanym żelazem, aż całe ciało Jezusa pokryte zostało ranami i sińcami, a na końcu został w bestialski sposób przybity do krzyża, lecz nie wydał z siebie ani jednego dźwięku... Wszystko, co Jezus wycierpiał, zniósł z miłości dla ludzi i ta miłość zwyciężyła nad Jego umiłowaniem własnego życia. W tamtej chwili Boża miłość zainspirowała i poruszyła moje serce i zostałam wypełniona niesamowitą siłą i wiarą. Czułam się nieustraszona i wierzyłam, że wspaniale byłoby umrzeć dla Boga, natomiast największym wstydem byłoby stać się judaszem. Ku mojemu zdziwieniu, gdy postanowiłam, że nawet za cenę życia wytrwam przy świadectwie o Bogu, On ponownie przybył mi na ratunek, bym mogła wyrwać się ze szponów śmierci i otworzył mi drogę wyjścia. W tej samej bowiem chwili inny funkcjonariusz wbiegł do sali, mówiąc: „Na rynku miejskim wybuchły zamieszki, musimy zarządzić mobilizację sił, by je zdławić i utrzymać porządek publiczny!”. Funkcjonariusze wybiegli pospiesznie. Gdy wrócili, była późna noc i nie mieli już siły mnie przesłuchiwać. Rzucili tylko złowrogo: „Skoro nie chcesz mówić, wyślemy cię do aresztu śledczego!”.

Rankiem czwartego dnia policjanci zrobili mi zdjęcie — na szyi miałam zawieszoną dużą kwadratową tabliczkę z namalowanym na niej pędzlem nazwiskiem. Oprawcy drwili ze mnie i szydzili jak ze zdemaskowanego przestępcy. Czułam się niezmiernie upokorzona i wewnętrznie słaba. Uświadomiłam sobie jednak, że moja postawa jest niewłaściwa i pospiesznie w milczeniu zawołałam w sercu do Boga: „Boże! Proszę, chroń moje serce i pozwól mi zrozumieć Twoją wolę i nie paść ofiarą tych szatańskich, podstępnych knowań”. Po tej modlitwie w moich myślach bardzo wyraźnie pojawił się pewien fragment Bożych słów: „Jako stworzenie powinieneś czcić Boga i chcieć prowadzić życie, które jest pełne sensu. (…) Jako człowiek powinieneś poświęcać się na rzecz Boga i znosić wszelkie cierpienie. Powinieneś z radością oraz pewnością siebie akceptować to małe cierpienie, które dziś cię dotyka, i prowadzić życie pełne sensu na wzór Hioba oraz Piotra. (…) Jesteście ludźmi, którzy kroczą właściwą ścieżką i dążą do poprawy. Jesteście ludźmi, którzy powstają w narodzie wielkiego czerwonego smoka, tymi, których Bóg nazywa prawymi. Czyż nie jest to życie najpełniejsze sensu?” („Praktyka (2)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Boże słowa niosły autorytet i moc, wypełniły moje serce światłem, rozproszyły wszelką ciemność i uświadomiły mi znaczenie i wartość życia Pozwoliły mi zrozumieć, że moje życie nabiera sensu i staje się wartościowe właśnie dlatego, że jako stworzona istota mam możliwość dążyć do prawdy i żyć tak, by uwielbiać i zadowalać Boga. To, że mogłam dzisiaj zostać schwytana i zatrzymana za wiarę w Boga, że znoszę całe to upokorzenie i ból, że mogę brać udział w cierpieniach i w królestwie Chrystusa nie jest niczym wstydliwym, lecz czymś chwalebnym. Szatan nie uwielbia Boga, wręcz przeciwnie, robi wszystko, co może, by zakłócić i przerwać Boże dzieło, a to jest najbardziej haniebne i podłe. Owe myśli wypełniły mnie siłą i radością, a nikczemny policjant zobaczył uśmiech na mojej twarzy, przyjrzał mi się zdziwiony i spytał: „A ty z czego się cieszysz?”. Odpowiedziałam sprawiedliwie i zdecydowanie: „Wiara w Boga i uwielbianie Go są w pełni usprawiedliwione. Nie ma w nich absolutnie nic złego. Dlaczego, więc nie miałabym być szczęśliwa?”. Dzięki Bożemu przewodzeniu ponownie udało mi się pokonać szatana, polegając na Bogu.

Następnie zostałam zabrana do aresztu, a tam wszystko było jeszcze bardziej ponure i przerażające; miałam wrażenie, jakbym zstąpiła do jakiegoś piekła. Na posiłek dostawałam mały kawałek czarnego chleba ugotowanego na parze i miskę przezroczystej zupy z odrobiną gotowanej chińskiej kapusty i pływającymi na wierzchu kilkoma listkami warzyw. Przez cały czas byłam tak głodna, że mój żołądek wręcz wołał o jedzenie. Jednak mimo tego musiałam nadal harować jak wół i jeśli nie wyrabiałam norm, byłam bita lub za karę musiałam stać na warcie. Jako że te okrutne tortury ciągnęły się przez wiele dni, byłam poraniona i posiniaczona od stóp do głów i z trudem się poruszałam, lecz strażniczki nadal zmuszały mnie do noszenia ciężkich ładunków miedzianego drutu. Z powodu tej ciężkiej pracy moje poranione plecy nieznośnie bolały i pod koniec dnia potrafiłam tylko wczołgać się do łóżka. Nocą jednak policja znów kazała mi pilnować pozostałych więźniarek. Cała ta wycieńczająca praca ponad ludzkie siły była wręcz nie do wytrzymania. Pewnej nocy, gdy stałam na warcie, wykorzystując nieobecność strażniczki, przykucnęłam ukradkiem, żeby trochę odpocząć. Nagle jeden z bezwzględnych policjantów zobaczył mnie na monitoringu w pokoju nadzoru i wparował do mojej sali, wrzeszcząc: „Kto powiedział, że możesz usiąść?”. Inna więźniarka szepnęła do mnie: „Szybko, przeproś go albo każe ci spać na drewnianym łóżku”. Miała na myśli jedną ze stosowanych tam tortur, która polegała na tym, że do celi więźnia przynoszone zostaje skrzydło drewnianych drzwi, przykuwa się do nich nogi i stopy więźnia, a ręce zostają przywiązane sznurem za nadgarstki. Tak skrępowany więzień nie może się ruszać przez dwa tygodnie. Słysząc to, zapłonęłam gniewem i nienawiścią, lecz wiedziałam, że nie mogę okazać nawet najmniejszego oporu — mogłam tylko przełknąć swój gniew i milczeć. Zastraszanie i tortury były nie do zniesienia. Tej nocy leżałam w swoim lodowatym łóżku, płacząc nad całą tą niesprawiedliwością, a moje serce wypełniło się skargami i żądaniami wobec Boga: „Kiedy to wszystko się skończy? Jeden dzień w tym piekle to już o jeden dzień za dużo!”. Wtedy przyszły mi na myśl Boże słowa: „Jeśli rozumiesz znaczenie ludzkiego życia i wybrałeś właściwa drogę ludzkiego życia, i jeśli w przyszłości, bez względu na to, jak Bóg postąpi z tobą, będziesz poddawać się Jego zamysłom bez żadnych skarg i wyborów, i nie będziesz miał żadnych wymagań wobec Boga, to w ten sposób staniesz się osoba wartościową” („Jak powinieneś przejść ostatni etap ścieżki” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Boże słowa mnie zawstydziły. Przypomniałam sobie, jak zawsze powtarzałam, że zniosę dla Boga wszelkie cierpienia, że zawsze, bez względu na ból czy trudności, będę okazywać wobec Boga posłuszeństwo jak Piotr oraz że nie będę podejmować żadnych decyzji ani stawiać żadnych żądań z myślą o sobie samej. Jednak gdy dopadły mnie trudności i prześladowania, gdy musiałam cierpieć i ponosić koszty, całkowicie zawiodłam w kwestii urzeczywistniania swoich własnych słów. Byłam pełna nierozsądnych żądań i sprzeciwu wobec Boga. Po prostu chciałam wyzwolić się z tego potwornego położenia, żeby moje ciało nie musiało już cierpieć. Czyniąc tak, jakże miałabym jednak pozyskać prawdę i życie, które dawał mi Bóg? Dopiero wtedy zrozumiałam w końcu dobre intencje Boga: On pozwolił, by spadło na mnie to nieszczęście, by umocnić moje postanowienie znoszenia cierpienia i by pozwolić mi nauczyć się okazywać posłuszeństwo w cierpieniu, abym mogła podporządkować się Bożym planowym działaniom i bym była gotowa do przyjęcia Jego obietnicy. Wszystko, co Bóg czynił wobec mnie, robił z miłości, by mnie zbawić i przemienić w prawdziwą istotę ludzką. Od tamtej pory moje serce zostało wyzwolone i nie czułam się już pokrzywdzona ani zbolała. Pragnęłam tylko podporządkować się planowym działaniom i ustaleniom Boga, by szczerze z Nim współpracować w tej sytuacji i by zabiegać o pozyskanie prawdy.

Miesiąc później, choć nie wydobyli ze mnie zbyt wielu zeznań, policjanci puścili mnie wolno. Oskarżyli mnie jednak o utrudnianie egzekwowania prawa i uczestnictwo w xie jiao, by ograniczyć moją wolność osobistą. Przez rok nie wolno mi było opuścić prowincji ani granic gminy i musiałam stawiać się na każde wezwanie, gdy tylko policja chciała mnie widzieć. Gdy wróciłam do domu, odkryłam, że wszystko, co miałam w goszczącym mnie domu zostało zrabowane i zabrane przez policję. Ponadto, bezwzględni funkcjonariusze jak bandyci splądrowali mój dom i zagrozili mojej rodzinie, że wypuszczą mnie dopiero, gdy dostaną 25 tysięcy juanów. Moja teściowa nie wytrzymała całego tego napięcia i dostała zawału serca. Wróciła do zdrowia dopiero po hospitalizacji i leczeniu, które kosztowało ponad dwa tysiące juanów. Ostatecznie moja rodzina musiała prosić wszystkich znajomych o pożyczkę, by zebrać trzy tysiące juanów dla policji i dopiero wtedy zostałam uwolniona. Z powodu okrutnych tortur zadanych mi przez bestialskich funkcjonariuszy policji moje ciało nadal nosi ślady tamtych wydarzeń: nogi i ręce są często opuchnięte i obolałe przez nadmierne obciążenie pracą w więzieniu. Nie jestem w stanie podnieść nawet dwóch kilogramów warzyw ani wyprać sobie ubrań. Straciłam całkowicie zdolność do pracy. Okrutne prześladowania, którym poddał mnie rząd KPCh, sprawiły, że nienawidzę szatana jeszcze bardziej — nienawidzę tego reakcyjnego, sprzeciwiającego się Niebiosom piekielnego diabła!

Doświadczywszy tych prześladowań i trudności, prawdziwie doceniłam, że Boże dzieło rzeczywiście jest praktyczne i mądre. W czasie mojego cierpienia Bóg wpajał we mnie po trochu prawdę, tym samym umożliwiając mi porzucenie ciemności, ucieczkę od śmierci, zdobycie wolności i wyzwolenie w prawdzie. W taki sposób Bóg prowadził mnie raz za razem do przezwyciężenia szatana poprzez zadawane mi przez diabła trudności i prześladowanie. Pozwolił mi pozyskać podlewanie i zaopatrzenie Bożych słów, bym rozumiała prawdę i rozwijała dar rozeznania, hartował moją wolę, udoskonalał wiarę, uczył, by zwracać się do Niego i na Nim polegać, a moje życie stopniowo rosło i dojrzewało. Prawdziwie zobaczyłam, że Bóg już zwyciężył, a szatan został pokonany, tak jak śpiewamy w tym hymnie z Bożych słów: „Dowodem na postępujący upadek wielkiego, czerwonego smoka jest ciągłe dojrzewanie ludzi. Każdy może to dostrzec. Dojrzewanie ludu jest znakiem upadku wroga. Ja jednak osobiście udaję się do miejsca, w którym zwinął się wielki, czerwony smok, aby z nim walczyć. A kiedy cała ludzkość pozna Mnie w ciele i będzie w stanie dostrzec Moje uczynki w ciele, wtedy jama wielkiego, czerwonego smoka zamieni się w popiół i zniknie bez śladu” („Wielki czerwony smok upada, w miarę jak rośnie Boży lud” w książce „Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni”).

Wstecz:Boże słowa stwarzają cuda życia

Dalej:Więzienie zamiast beztroskiej młodości

Powiązane treści