32. Boża miłość nie zna granic

Autorstwa Zhou Qing, prowincja Szantung

Doświadczyłam w tym życiu wszystkich możliwych nieszczęść. Mój mąż zmarł niedługo po naszym ślubie i od tego czasu sama musiałam dźwigać ciężkie brzemię utrzymywania rodziny. Miałam małe dziecko, więc moje życie nie było łatwe. Zawsze byłam obiektem szyderstw i pogardliwych wypowiedzi innych ludzi; byłam słaba i bezbronna, moją twarz każdego dnia ł obmywały łzy i czułam, że życie w tym świecie zwyczajnie przekracza moje siły. Gdy tak pogrążałam się w otchłani zwątpienia i rozpaczy, pewna siostra podzieliła się ze mną ewangelią dzieła Boga Wszechmogącego dni ostatecznych. Moje serce wypełniło się ciepłem, gdy przeczytałam te słowa Boga Wszechmogącego: „Kiedy jesteś zmęczony i kiedy w pewnym stopniu zaczynasz odczuwać przygnębiające osamotnienie tego świata, nie czuj się zagubiony, nie płacz. Bóg Wszechmogący, Stróż, przyjmie cię w każdym momencie” („Westchnienie Wszechmogącego” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Bóg wołał mnie niczym kochająca matka i poczułam, że w końcu znalazłam swój dom, swoje wsparcie i miejsce, w którym mój duch będzie mógł zaznać spoczynku. Od tamtego czasu czytałam Boże słowa każdego dnia i dowiedziałam się, że Bóg jest źródłem wszelkiego życia, że decyduje o losie każdej osoby i że Bóg Wszechmogący jest jedynym wsparciem i zbawieniem ludzkości. Abym mogła zrozumieć więcej prawd, czynnie uczestniczyłam w spotkaniach kościoła i przekonałam się, że w Kościele Boga Wszechmogącego wszyscy bracia i siostry zachowują się wobec siebie szczerze i naturalnie. Kiedy byłam wśród nich, czułam się swobodnie, miałam w sercu poczucie ulgi i żyłam w stanie szczęścia i radości, jakich nigdy wcześniej nie zaznałam w świecie zewnętrznym. Nabrałam więc ufności i nadziei na przyszłość. Aby odpłacić za Bożą miłość, zaczęłam wykonywać swój obowiązek w kościele. Jednakże ku mojemu zdumieniu okazało się, że rząd Komunistycznej Partii Chin po prostu nie pozwala nikomu wierzyć w Boga ani kroczyć właściwą ścieżką. Zostałam pojmana oraz poddana brutalnym i nieludzkim prześladowaniom ze strony rządu KPCh tylko dlatego, że wierzyłam w Boga.

Pewnego grudniowego popołudnia 2009 roku robiłam w domu pranie, gdy nagle na moje podwórko wpadło pięciu czy sześciu policjantów w cywilu. Jeden z nich krzyknął: „Jesteśmy z Oddziału Policji Kryminalnej do walki z wierzącymi w Boga Wszechmogącego!”. Zanim zdążyłam ochłonąć, niczym banda zwykłych rabusiów zaczęli wywracać wszystko do góry nogami. Przetrząsnęli cały dom, w środku i na zewnątrz, i znaleźli oraz skonfiskowali kilka książek o wierze w Boga, odtwarzacz DVD i dwa odtwarzacze płyt kompaktowych. Później zaprowadzili mnie do radiowozu i zawieźli na posterunek. Po drodze przypomniałam sobie, jak bracia i siostry opisywali aresztowania i okrutne tortury, jakim poddawali ich nikczemni policjanci, i ze strachu serce podeszło mi do gardła. W obliczu zagrożenia żarliwie modliłam się do Boga: „Boże Wszechmogący! Czuję się teraz taka słaba. Boję się tortur. Proszę, daj mi wiarę i siłę oraz uwolnij mnie od lęku”. Kiedy skończyłam się modlić, pomyślałam o dwóch fragmentach Bożych słów: „Potężni mogą się zdawać z zewnątrz przewrotnymi, lecz nie obawiajcie się, ponieważ jest to skutek waszej słabej wiary. Jeśli tylko wasza wiara będzie wzrastać, nic nie będzie zbyt trudne” (Rozdział 75 „Wypowiedzi Chrystusa na początku” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „We wszystkich Moich planach wielki czerwony smok jest Moim tłem, Moim wrogiem, a także Moim sługą; w tym sensie nigdy nie obniżyłem Moich »wymagań« względem niego” (Rozdział 29 „Słów Bożych dla całego wszechświata” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Gdy rozmyślałam nad Bożymi słowami, zdałam sobie sprawę, że boję się okrutnych tortur szatana, ponieważ nie mam prawdziwej wiary w Boga. „Szatan jest w rzeczywistości narzędziem kontrastu, które służy Bożemu dziełu”, pomyślałam. „Bez względu na to, jak jest brutalny i okrutny, wciąż jest w rękach Boga i musi być posłuszny Bożym zarządzeniom i planowym działaniom. Co więcej, im bardziej brutalny i okrutny jest szatan, tym mocniej muszę polegać na swojej wierze, by nieść świadectwo o Bogu. W tym kluczowym momencie absolutnie nie mogę dać się zastraszyć despotycznej władzy szatana, lecz muszę polegać na otrzymanej od Boga wierze i sile, by pokonać szatana”. Gdy o tym pomyślałam, mój strach zdecydowanie ustąpił.

Gdy dotarliśmy na posterunek, dwóch policjantów bez słowa założyło mi kajdanki. Kopiąc mnie i popychając, zaprowadzili mnie na drugie piętro, gdzie warknęli: „Mamy tutaj »specjalne metody« na takich jak ty!”. W głębi serca wiedziałam, że te „specjalne metody” oznaczały tortury. W tamtej chwili w duszy modliłam się do Boga i nie odważyłam się opuścić Go ani na chwilę, gdyż bałam się, że utracę Jego opiekę i ochronę i dam się zwieść przebiegłym knowaniom szatana. Gdy tylko weszłam do pokoju przesłuchań, jeden z tych nikczemnych policjantów kazał mi uklęknąć. Gdy tego nie zrobiłam, wymierzył mi od tyłu soczystego kopniaka w nogi i mimowolnie upadłam na kolana, wydając głuchy odgłos. Następnie otoczywszy mnie, zaczęli bić i kopać, aż zakręciło mi się w głowie, oczy zaszły mi mgłą, a z nosa i ust ciekła mi krew. Im jednak ciągle było mało. Kazali mi usiąść na podłodze, a przede mną postawili krzesło. Jeden z funkcjonariuszy zaczął mnie potem raz za razem mocno bić w plecy, a każdy cios sprawiał, że uderzałam twarzą o krzesło. Dzwoniło mi w uszach, a ból był nie do zniesienia. Jeden z policjantów wyszczerzył zęby w złośliwym uśmiechu i powiedział: „Ktoś już cię sypnął. Jeśli nie zaczniesz mówić, zatłuczemy cię na śmierć!”. Gdy to powiedział, uderzył mnie z całej siły w klatkę piersiową, co zabolało tak bardzo, że przez dłuższą chwilę nie mogłam złapać oddechu. Potem inny policjant wykrzyknął: „Naprawdę myślisz, że jesteś jakąś Liu Hulan? Wcześniej czy później biciem wyciągniemy od ciebie prawdę!”. Ta niegodziwa banda torturowała mnie na wszystkie możliwe sposoby i przestali dopiero wtedy, gdy się zmęczyli. Gdy już myślałam, że będę mogła przez chwilę odetchnąć, do pokoju wszedł policjant po pięćdziesiątce, żeby spróbować podejść mnie stosując standardową taktykę „na dobrego glinę”. „Ktoś już nam powiedział, że jesteś przywódczynią kościoła. Czy myślisz, że nie możemy oskarżyć cię o cokolwiek, jeśli nie zaczniesz mówić? Śledziliśmy cię od dłuższego czasu, ale aresztowaliśmy cię dopiero teraz, bo mamy wystarczająco dowodów. Więc zacznij mówić!”. Gdy to usłyszałam, byłam wstrząśnięta: „Czy to może być prawda?”, pomyślałam. „Jeśli ktoś rzeczywiście zachował się jak Judasz i mnie wydał, to czy policja nie wiedziałaby już o mnie wszystkiego? Czy uniknę kary, jeśli nic im nie powiem? Co powinnam zrobić?”. Byłam zrozpaczona, gdy przyszły mi na myśl słowa Boga Wszechmogącego: „Myślisz o całej łasce, którą zyskałeś, o wszystkich słowach, które usłyszałeś – czy możliwe jest, byś wysłuchał ich na próżno? Nieważne, kto ucieka, ty nie możesz uciec. Inni ludzie nie wierzą, ale ty musisz wierzyć. Inni ludzie opuszczają Boga, ale ty musisz wytrwać przy Bogu i składać Mu świadectwo. Inni rzucają oszczerstwa pod adresem Boga, ale ty nie możesz tego czynić. Nieważne, jak surowy jest Bóg względem ciebie, ty nadal musisz traktować Go dobrze. Powinieneś odwdzięczyć się Mu za Jego miłość i musisz mieć sumienie, ponieważ Bóg jest niewinny. Jego zstąpienie z nieba na ziemię, aby działać wśród rodzaju ludzkiego, już było wielkim upokorzeniem. On jest święty bez cienia plugastwa. Przyjście do kraju plugastwa – jak wielkie to było dla Niego upokorzenie? Dzieło wykonywane w was jest dla waszego dobra” („Znaczenie zbawienia potomków Moaba” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Każde z Bożych słów uderzało w moje odrętwiałe serce i wywoływało wielkie wyrzuty sumienia. Pomyślałam o tym, jak przez lata podążałam za Bogiem Wszechmogącym, jak cieszyłam się jego nieskończoną miłością i ciepłem, otrzymałam od Niego obfite zaopatrzenie w życie, rozumiałam prawdy, których przez całą historię nikt nie mógł zrozumieć, zdałam sobie sprawę ze znaczenia i wartości życia, a także uwolniłam się od wcześniejszego, mrocznego życia wypełnionego bólem, osamotnieniem i rozpaczą. Bóg obdarzył mnie tak nieprawdopodobną miłością – jak mogłam o tym zapomnieć? Jak mogłam nie wiedzieć, co robić, a nawet rozważać zdradzenie Boga, kiedy tylko usłyszałam, że ktoś inny Go zdradził? Kiedy o tym myślałam, nie mogłam powstrzymać łez i nienawidziłam siebie za to, że w tak wielkim stopniu brakuje mi sumienia i człowieczeństwa. Gdy tylko ktoś okazywał mi dobroć, starałam się ją odwzajemnić na wszelkie sposoby. Gdy jednak Bóg obdarzył mnie taką łaską i tyloma błogosławieństwami, a także ofiarował mi tak wielkie zbawienie, moje sumienie pozostawało głuche. Nie tylko nawet nie pomyślałam o tym, by odpłacić się Bogu, ale także myślałam o zdradzeniu Boga, gdy tylko znalazłam się w trudnej sytuacji. Zadawałam sercu Boga tak dotkliwy ból! W tamtej chwili poczułam tak głęboką skruchę z powodu mojej słabości. Jeśli ktoś inny rzeczywiście właśnie zdradził Boga, to Bóg z pewnością odczuwa teraz wielki ból i żal, więc powinnam próbować pocieszyć Boże serce, zachowując się lojalnie. Tymczasem byłam tak samolubna i niegodziwa, że nie tylko nie stanęłam po stronie Boga, ale także myślałam o zdradzeniu Go, bym mogła dalej wieść swoje żałosne i nędzne życie. Myślałam tylko o sobie i nie było w tym żadnego sumienia ani rozumu – zasmucałam Boże serce i sprawiłam, że Bóg bardzo mnie nienawidzi! Przepełniona żalem i wyrzutami sumienia, w duszy odmówiłam modlitwę do Boga: „Boże Wszechmogący! Tak bardzo brak mi sumienia i człowieczeństwa! Dawałeś mi wyłącznie miłość i błogosławieństwa, a ja w zamian jedynie skrzywdziłam Cię i sprawiłam Ci ból. Boże! Dziękuję za Twoje przewodnictwo, dzięki któremu wiem, co mam teraz zrobić. Tym razem pragnę zadowolić Cię prawdziwym działaniem. Bez względu na tortury szatana, wolałabym raczej umrzeć, niż nie wytrwać przy świadectwie o Tobie. Nigdy Cię nie zdradzę!”. Niegodziwy policjant zauważył, że gorzko płaczę, i pomyślał, że zaczynam mięknąć, więc podszedł do mnie i powiedział z udawaną łagodnością: „Powiedz nam to, co chcemy wiedzieć. Powiedz, a będziesz mogła iść do domu”. Spojrzałam mu głęboko w oczy i powiedziałam z wściekłością: „Nie ma takiej możliwości, żebym zdradziła Boga!”. Moje słowa doprowadziły go do furii. Zaczął okładać mnie po twarzy i histerycznie wrzeszczeć: „Więc wolisz kij od marchewki, co? Dałem ci szansę, byś wyszła z tego z odrobiną godności, a ty tak mi się odwdzięczasz? Myślisz, że nic ci nie możemy zrobić? Jeśli nie zaczniesz się zachowywać i nie przyznasz się, zamkniemy cię w więzieniu na pięć lat, a twoje dziecko nie będzie mogło chodzić do szkoły”. Odpowiedziałam: „Jeśli mam spędzić pięć lat w więzieniu, to będę musiała to przetrwać. Możecie zabronić mojemu dziecku chodzić do szkoły, ale jego los pozostaje jego losem. Podporządkuję się zwierzchności Boga”. Gang diabłów wpadł w jeszcze większą złość, a jeden z nich złapał mnie za kołnierz i zaciągnął w stronę betonowego podwyższenia. Kazali mi usiąść na podłodze i wyprostować nogi. Jeden z funkcjonariuszy nadepnął mi na nogę, podczas gdy inny naciskał mi kolanem na plecy, gwałtownie wyginając mi ramiona do tyłu. Natychmiast poczułam w nich tak nieznośny ból, jakby pękły mi kości, a moja głowa bezwładnie poleciała do przodu, uderzając w betonowe podwyższenie, i błyskawicznie pojawił się na niej olbrzymi guz. Był środek zimy, wiał lodowaty, przeszywający na wskroś wiatr, a każda kropla wody zamieniała się w lód. Ci nikczemni funkcjonariusze torturowali mnie jednak tak, że oblewałam się potem i całe moje ubranie było mokre. Widząc, że wciąż nie zamierzam się poddać, zerwali ze mnie watowaną kurtkę i kazali mi leżeć na plecach na lodowatej podłodze w samej cienkiej bieliźnie, a sami kontynuowali przesłuchanie. Gdy dalej nie odpowiadałam na żadne ich pytania, znów zaczęli mnie kopać. Ten gang diabłów torturował mnie do wieczora, aż byli już zbyt zmęczeni, ale wciąż nic ode mnie nie wyciągnęli. Gdy wychodzili na wieczorny posiłek, grozili mi, mówiąc: „Jeśli dalej nie będziesz mówić, po prostu przykujemy cię do tygrysiej ławki i zostawimy, żebyś zamarzła na śmierć!”. Wypowiedziawszy te słowa, wybiegli wściekli. Poczułam wtedy lęk i pomyślałam: „Jakim torturom poddadzą mnie jeszcze ci niegodziwcy? Czy będę w stanie je wytrzymać?”. Zwłaszcza gdy pomyślałam o ich zaciekłych twarzach i wyobrażałam sobie, jak mnie torturują, poczułam się jeszcze bardziej zrozpaczona i bezradna. Bałam się, że nie będę w stanie przetrwać tych okrutnych tortur i zdradzę Boga, więc nieustannie modliłam się do Niego. Właśnie wtedy zostałam upomniana przez Boże słowa: „Jeśli człowiek jest onieśmielony i ma pełne lęku myśli, jest oszukiwany przez szatana. Szatan boi się, że przejdziemy przez most wiary, by wkroczyć do Boga” (Rozdział 6 „Wypowiedzi Chrystusa na początku” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Dzięki Bożym słowom odzyskałam jasność umysłu i zdałam sobie sprawę, że mój lęk brał się z tego, iż szatan mnie oszukał, a tym samym straciłam wiarę w Boga. Zrozumiałam także, że naprawdę potrzebowałam doświadczyć takiej sytuacji, aby się zahartować i podbudować, gdyż w przeciwnym razie nie byłabym w stanie nigdy rozwinąć prawdziwej wiary w Boga. Co więcej, zdałam sobie sprawę, że z tymi przeciwnościami losu nie walczę sama, gdyż mam niezawodne wsparcie Boga Wszechmogącego. Pomyślałam wtedy o Izraelitach, którzy uciekali z Egiptu i całą drogę do Morza Czerwonego byli ścigani przez egipskich żołnierzy. Nie mieli wówczas żadnej możliwości odwrotu i s okazali posłuszeństwo Bożemu słowu, polegając na swojej wierze, by przejść przez Morze Czerwone. Ku ich zaskoczeniu Bóg sprawił, że wody się rozstąpiły i morze zamieniło się w suchy ląd. Bezpiecznie przeszli na drugi brzeg i umknęli przed niebezpieczeństwem, unikając śmierci z ręki ścigających ich egipskich żołnierzy. Stojąc w obliczu okrutnych tortur z ręki policji KPCh, byłam w dokładnie takiej samej sytuacji. Tak długo, jak będę miała wiarę i będę polegać na Bogu, z pewnością pokonam szatana! W ten sposób moje serce odzyskało siły i nie czułam się już tak zalękniona i przestraszona. W sercu odmówiłam modlitwę do Boga: „Boże Wszechmogący! Polegając na Tobie, pragnę walczyć z szatanem i już nigdy nie dać się ponownie zastraszyć despotycznej władzy nikczemnej policji! Będę trwać przy świadectwie o Tobie!”. W tej chwili zagrożenia Bóg nie tylko był moim potężnym wsparciem, ale także okazał mi miłosierdzie i współczucie w związku z moją słabością. Tego wieczora policjanci nie wrócili, by dalej mnie przesłuchiwać, i noc spędziłam w spokoju.

Wczesnym rankiem do pokoju weszło kilku policjantów z nienawiścią wypisaną na twarzach. Zaczęli próbować mnie zastraszyć, mówiąc: „Jeśli nie będziesz współpracować, zapłacisz za to! Damy ci posmakować śmierci! Twój Bóg Wszechmogący nie może cię teraz uratować. Choćbyś była Liu Hulan, i tak tego nie przeżyjesz! Jeśli nie zaczniesz mówić, nie licz na to, że wyjdziesz z tego cało”. Potem znowu kazali mi zdjąć watowaną kurtkę i położyć się na lodowatej podłodze, i tak mnie przesłuchiwali. Widząc ich utkwione we mnie, złowrogie spojrzenia, mogłam tylko rozpaczliwie wołać do Boga i prosić Go, by pomógł mi wytrwać w świadectwie. Widząc, że nadal nic nie mówię, ze wstydu wpadli w złość. Jeden z policjantów zaczął zapamiętale uderzać mnie w głowę grubą teczką z dokumentami, aż całkowicie zakręciło mi się w głowie. Bijąc, ordynarnie mnie wyzywał i groził mi: „Dajmy jej dzisiaj naprawdę posmakować wszystkiego, co najgorsze. Gdzie jej syn chodzi do szkoły? Powiadomcie dyrektora szkoły i przyprowadźcie tu jej syna. Zaraz będzie żałować, że nie umarła”. Później pytali mnie o rzeczy, które znaleźli u mnie w domu, ale ponieważ moje odpowiedzi ich nie satysfakcjonowały, zaczęli okładać mnie po twarzy teczką z dokumentami, aż z kącików ust zaczęła płynąć krew. Później brutalnie bili mnie po całym ciele, przestając dopiero wtedy, gdy się zmęczyli. Właśnie wtedy do pomieszczenia wszedł jakiś policjant i zobaczył, że wciąż nie przyznałam się do winy. Chwilę później czterech czy pięciu z nich podeszło do mnie i rozpięli mi kajdanki, a następnie skuli mi ręce ponownie, tym razem za plecami. Kazali mi usiąść z wyprostowanymi nogami przed dużym biurkiem, tak że moja głowa była na wysokości blatu. Kiedy uznali, że moje nogi nie są wystarczająco wyprostowane, przygniatali je butami i dociskali moje ramiona. Przez dłuższy czas trzymali moje skute kajdankami ręce podniesione do góry za moimi plecami i kazali siedzieć absolutnie nieruchomo w tej pozycji. Gdybym poruszyła się do przodu, uderzyłabym w kant biurka, gdy poruszałam się w którąkolwiek inną stronę, byłam surowo karana. Ta ich podła taktyka sprawiła mi tyle bólu, że zwyczajnie chciałam umrzeć i raz po raz wydawałam z siebie mrożące krew w żyłach wrzaski. Dopiero gdy zobaczyli, że jestem bliska śmierci, puścili mnie i pozwolili położyć się na podłodze. Po chwili ten gang nieludzkich diabłów ponownie zaczął mnie torturować i kontynuował swoje dzieło zniszczenia. Czterech czy pięciu policjantów stało na moich nogach i rękach, tak że nie mogłam się poruszyć, a potem łapiąc mnie za nos i ściskając policzki zmusili mnie do otwarcia ust, do których wlewali ciągły, mocny strumień lodowatej wody. Dusiłam się i desperacko walczyłam, ale ciągle mnie nie puszczali, a ja stopniowo zaczęłam tracić przytomność. Nie mam pojęcia, jak długo byłam nieprzytomna, ale nagle się ocknęłam, krztusząc się wodą, i zaczęłam gwałtownie kaszleć. Z ust, nosa i uszu ciekła mi woda, a klatkę piersiową rozdzierał potworny ból. Otaczała mnie całkowita ciemność i czułam, że oczy zaraz wyjdą mi z orbit. Krztusiłam się tak bardzo, że mogłam tylko wydychać powietrze, ale nie mogłam go zaczerpnąć. Przed oczami miałam pustkę i czułam zbliżającą się śmierć. Gdy moje życie wisiało na włosku, nagle ogarnął mnie kolejny konwulsyjny napad kaszlu i udało mi się wykrztusić trochę wody. Kiedy to zrobiłam, poczułam się odrobinę lepiej. Jeden z tych nikczemników podciągnął mnie wtedy za włosy do pozycji siedzącej i gwałtownie szarpnął za moje kajdanki. Następnie kazał jednemu ze swoich podwładnych przynieść pałkę elektryczną. Ku mojemu zaskoczeniu, gdy tamten wrócił, powiedział: „Są tylko cztery. Dwie nie działają, a dwie trzeba dopiero naładować”. Słysząc to, funkcjonariusz ryknął wściekle: „Do niczego się nie nadajesz! Przynieś trochę wody z chili!”. W swoim sercu nieustannie modliłam się do Boga, prosząc Go, by otoczył mnie opieką, abym mogła przetrwać okrutne tortury zadawane mi przez tych policjantów. I właśnie wtedy stało się coś nieoczekiwanego. Jeden z funkcjonariuszy naprawdę powiedział: „Wystarczy. Ona ma już dość. Przestań”. Kiedy torturujący mnie policjant to usłyszał, nie miał innego wyjścia, jak tylko ustąpić. W tamtej chwili rzeczywiście dostrzegłam Bożą zwierzchność i władzę nad wszystkimi rzeczami, gdyż to właśnie Bóg mnie ochronił i dał mi tę chwilę wytchnienia. Nikczemni policjanci nie byli jednak jeszcze gotowi, by dać mi spokój. Ponownie skuli mi ręce za plecami, postawili mnie na nogi i z całą siłą pociągnęli moje skute kajdankami ręce do góry. Czułam tylko ból nie do wytrzymania, jakby ramiona miały się złamać, i krzyczałam bez ustanku. W sercu bez przerwy wzywałam Boga Wszechmogącego i nieświadomie powiedziałam na głos: „Bo…”. Natychmiast jednak zniżyłam głos i powiedziałam po prostu: „Po…wiem… Powiem wam wszystko, co wiem”. Ci bandyci naprawdę myśleli, że chcę im wszystko powiedzieć, więc puścili mnie i krzyknęli: „Wszyscy jesteśmy profesjonalnymi śledczymi. Nawet nie myśl o tym, żeby nas oszukać. Jeśli nie zaczniesz się zachowywać i od razu nie powiesz nam wszystkiego, możesz zapomnieć o tym, że jeszcze trochę pożyjesz, czy że kiedykolwiek opuścisz to miejsce. Damy ci trochę czasu, żebyś to przemyślała!”. W obliczu ich tortur i gróźb byłam nieprawdopodobnie roztrzęsiona i pomyślałam: „Nie chcę tu umrzeć, ale naprawdę nie chcę zdradzić Boga ani wydać kościoła. Co powinnam zrobić? Może opowiem im tylko o jednym bracie lub jednej siostrze?”. Nagle zdałam sobie jednak sprawę, że nigdy nie mogłabym tego zrobić, i że powiedzenie im czegokolwiek byłoby zdradzeniem Boga i uczyniłoby ze mnie judasza. Ogarnięta bólem, modliłam się do Boga: „Boże! Cóż powinnam uczynić? Proszę, oświeć mnie i prowadź. Proszę, daj mi siłę!”. Kiedy skończyłam się modlić, pomyślałam o tych słowach Boga: „Kościół jest Moim sercem”. „Musicie poświęcić wszystko temu, aby chronić Moje świadectwo. Taki będzie cel waszych działań – nie zapominajcie o tym” (Rozdział 41 „Wypowiedzi Chrystusa na początku” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „Tak”, pomyślałam. „Kościół jest sercem Boga. Wydanie brata lub siostry poniosłoby za sobą zniszczenie kościoła, a jest to coś, co sprawia Bogu największą przykrość. Nie mogę zrobić niczego, co mogłoby zaszkodzić kościołowi. Bóg zstąpił z nieba na ziemię, aby wypełnić dzieło naszego zbawienia, a szatan kieruje swoje żarłoczne spojrzenie na tych z nas, którzy zostali wybrani przez Boga, mając daremną nadzieję, że złapie nas wszystkich naraz i zniszczy Boży kościół. Gdybym wydała moich braci i siostry, czyż nie pomagałabym w realizacji podstępnego planu szatana? Bóg jest tak dobry, a wszystko, co czyni człowiekowi, czyni z miłości. Nie mogę zranić Bożego serca. Nie mogę dziś zrobić nic dla Boga, więc proszę tylko o to, bym mogła trwać przy świadectwie, by odpłacić za Bożą miłość – tylko to mogę zrobić”. Gdy zrozumiałam Bożą wolę, odmówiłam modlitwę do Boga: „Boże! Nie mam pojęcia, jakie tortury mają jeszcze w zanadrzu. Wiesz, że moja postawa jest jeszcze tak niedojrzała i że często ogarnia mnie strach i lęk. Wierzę jednak, że wszystko jest w Twoich rękach, i w Twojej obecności pragnę podjąć postanowienie, że wytrwam w świadectwie o Tobie, nawet gdyby miało to mnie kosztować moje życie”. Właśnie wtedy jeden z tych nikczemników krzyknął do mnie ze złością: „Zastanowiłaś się już? Jeśli nie powiesz grzecznie wszystkiego, to gwarantuję ci, że umrzesz tu jeszcze dzisiaj! Nawet twój wszechmocny Bóg ci nie pomoże!”. Zacisnęłam powieki i trzymając się swego postanowienia, by trwać przy świadectwie nawet za cenę mojego życia, nie powiedziałam ani słowa. Policjanci zgrzytając zębami z wściekłości, rzucili się na mnie, żeby upokarzać mnie i torturować tak jak poprzednio, depcząc mnie i bijąc. Bili mnie po głowie tak brutalnie, że wszystko zaczęło mi wirować przed oczami. Pociemniało mi w oczach i czułam się tak, jakby głowa mi pękła. Stopniowo zaczęłam zdawać sobie sprawę, że nie mogę otworzyć oczu, moje ciało nie czuło już bólu i nie słyszałam wyraźnie. Jedyne, co słyszałam, to głosy policjantów, które zdawały się dobiegać z bardzo daleka. Niemniej jednak mój umysł był krystalicznie czysty i w duszy powtarzałam te słowa: „Nie jestem judaszem. Umrę, zanim stanę się judaszem...”. Nie mam pojęcia, ile czasu upłynęło, ale gdy się ocknęłam, byłam cała przemoczona, a czterech czy pięciu policjantów kucało wokół mnie, jakby sprawdzali, czy jeszcze żyję. Gdy patrzyłam na tę bandę funkcjonariuszy, którzy nie byli lepsi od zwierząt, poczułam, jak narasta we mnie obrzydzenie: to ma być ta „Policja Ludowa”, która „kocha ludzi jak własne dzieci”? To mają być stróże prawa, którzy „stoją na straży sprawiedliwości, karzą złych i pomagają dobrym”? Wszyscy oni byli tylko demonami i potworami z piekła rodem! Właśnie wtedy pomyślałam o fragmencie z „Kazań i omówień”: „Wielki, czerwony smok opiera się Bogu i atakuje Go w sposób najbardziej szaleńczy i zapamiętały oraz zadaje wybranym ludziom Boga najbardziej okrutną i potworną krzywdę – takie są fakty. Wielki, czerwony smok prześladuje i zniewala wybranych ludzi Boga. Jaki ma w tym cel? Pragnie on całkowicie wykorzenić dzieło Boga w dniach ostatecznych i wyeliminować Jego powrót. Na tym polega niegodziwość wielkiego, czerwonego smoka i na tym polega przebiegły plan szatana” („Kazania i rozmowy na temat wejścia w życie”). Przyglądając się otaczającej mnie rzeczywistości w świetle tych słów, dostrzegłam niezwykle wyraźnie, że rząd KPCh jest ucieleśnieniem szatana, i że jest złym, który od samego początku sprzeciwia się Bogu. Jest tak dlatego, że tylko diabeł, szatan, nienawidzi prawdy, boi się prawdziwego światła i pragnie uniemożliwić przyjście prawdziwego Boga; tylko szatan może okrutnie ranić i nieludzko torturować tych, którzy podążają za Bogiem i kroczą właściwa ścieżką. Obecnie Bóg stał się ciałem i przybył, by wykonywać swe dzieło w tym legowisku szatana. To On zaaranżował dla mnie tę sytuację, abym – tak poważnie oszukana przez szatana – mogła zdać sobie sprawę, że to diabeł, szatan krzywdzi i pożera ludzi, że istnieje światło poza jego mroczną władzą, oraz że istnieje prawdziwy Bóg, który strzeże i zaopatruje nas dniem i nocą. Przyjście Boga Wszechmogącego przyniosło mi prawdę i światło oraz pozwoliło mi w końcu dostrzec demoniczną naturę rządu KPCh, który każdego dnia pyszni się tym, jak jest „wspaniały, honorowy i prawy”, a także wzbudziło we mnie gorzką nienawiść do rządu KPCh. Jego przyjście pozwoliło mi zrozumieć znaczenie i wartość dążenia do prawdy oraz dostrzec w życiu ścieżkę światła. Im więcej o tym myślałam, tym lepiej to rozumiałam, i czułam jak rośnie we mnie siła, by stawić czoła okrutnym torturom. Ból fizyczny także zelżał i wgłębi serca wiedziałam, że Bóg chronił mnie i pomagał mi przetrwać tortury, jakim poddawali mnie policjanci, by wymusić na mnie zeznania.

W końcu policjanci zdali sobie sprawę, że nic ze mnie nie wyciągną, więc oskarżyli mnie o „naruszanie porządku publicznego” i przewieźli do aresztu. Rząd KPCh traktuje w tych miejscach więźniów jak maszyny, zmuszając ich do ciągłej pracy przez cały dzień. Nocami nie mogłam spać nawet marne pięć godzin, a każdego dnia byłam tak całkowicie wyczerpana, że wydawało mi się, iż moje ciało rozpada się na kawałki. Mimo tego funkcjonariusze służby więziennej nigdy nie pozwalali mi najeść się do syta. Na każdy posiłek dostawałam tylko dwie kluski na parze i trochę warzyw, wszystko bez grama oleju. W czasie, gdy była tam zamknięta, policjanci przesłuchiwali mnie kilkukrotnie. Za ostatnim razem powiedzieli mi, że skażą mnie na dwa lata reedukacji przez pracę. Zapytałam ich śmiało: „Czyż prawo państwowe nie gwarantuje wolności wyznania? Dlaczego miałabym zostać skazana na dwa lata reedukacji przez pracę? Jestem chora. Co stanie się z moimi dziećmi i rodzicami, jeśli zginę? Umrą z głodu, jeśli nikt nie będzie się nimi opiekował”. Policjant po pięćdziesiątce powiedział stanowczym tonem: „Zostaniesz skazana, ponieważ złamałaś prawo państwowe, a dowody są niepodważalne!”. Odpowiedziałam: „Wiara w Boga jest czymś dobrym. Nie morduję, nie podpalam i nic złego nie robię. Po prostu staram się być dobrą osobą. Pozwólcie mi wierzyć!”. Moje słowa zawstydziły ich tak bardzo, że wpadli we wściekłość, a jeden z nich podszedł do mnie i uderzył mnie tak mocno, że upadłam na podłogę. Potem kazali mi leżeć płasko. Jeden z nich przyciskał moje ramiona, a inny nogi. Jeszcze inny nadepnął mi na twarz swoim skórzanym butem i bezwstydnie powiedział: „Tak się składa, że dzisiaj jest dzień targowy. Rozbierzemy cię do naga i przejdziemy się z tobą po rynku!”. Gdy to powiedział, nadepnął mocno na moje podbrzusze, a potem na moje piersi. Jedną nogą stał na mojej klatce piersiowej, a drugą podnosił w groźnym geście, od czasu do czasu stawiając ją na moich udach. Całe moje spodnie były podarte od tego traktowania, także w kroku. Czułam się tak upokorzona, że łzy ciekły mi ciurkiem i miałam wrażenie, że zaraz całkowicie się załamię. Nie mogłam już znieść tego, że te diabły upokarzają mnie w ten sposób. Czułam, że takie życie jest zbyt trudne i wolałabym już umrzeć. Gdy wpadłam w tę potworną rozpacz, pomyślałam o tych słowach Boga: „Nadszedł czas, abyśmy odwdzięczyli się za Bożą miłość. Pomimo tego, że jesteśmy obiektem niemałej ilości kpin, oszczerstw i prześladowań, ponieważ podążamy ścieżką wiary w Boga, uważam, że ma to ogromne znaczenie. Jest rzeczą chwalebną a nie wstydliwą. Bez względu na wszystko, błogosławieństwa, których dostępujemy, wcale nie są błahe” („Ścieżka… (2)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie z powodu sprawiedliwości” (Mt 5:10). Boże słowa od razu odświeżyły mi pamięć. „Tak”, pomyślałam. „Ból i upokorzenie, które są dzisiaj moim udziałem, mają najwyższe znaczenie i największą wartość. Cierpię, ponieważ wierzę w Boga i kroczę właściwą ścieżką, a więc cierpię, aby zdobyć prawdę i uzyskać życie. Cierpienie to nie jest niczym wstydliwym. Przeciwnie, jest błogosławieństwem od Boga. To tylko ja nie rozumiem Bożej woli i kiedy doświadczam bólu i upokorzenia, pragnę umrzeć, by już się to skończyło – w ogóle nie widzę Bożej woli i Bożych błogosławieństw. Czyż tym samym nie ranię Boga?”. Kiedy o tym pomyślałam, poczułam wielki dług wdzięczności wobec Boga i w duszy podjęłam postanowienie: „Bez względu na to, jak te diabły będą mnie hańbić i znęcać się nade mną, nigdy nie pokłonię się szatanowi. Nawet gdybym miała wydać ostatnie tchnienie, spędzę ten czas właściwie, będę nieść świadectwo o Bogu i pod żadnym pozorem Go nie rozczaruję”. Torturowali mnie jeszcze przez dwie doby, ale nic ze mnie nie wyciągnęli, więc odesłali mnie do aresztu miejskiego.

W areszcie rozmyślałam o wszystkim, czego doświadczyłam przez kilka ostatnich dni, i powoli zaczęłam rozumieć, że w tym, iż przeszłam przez takie prześladowania i przeciwności losu, wyrażała się niezwykle głęboka miłość Boga do mnie i Jego zbawienie. Bóg chciał wykorzystać tę sytuację, aby zahartować moją wolę i moje postanowienie, by cierpieć oraz by zaszczepić we mnie prawdziwą wiarę i miłość, tak abym w tak trudnych okolicznościach nauczyła się posłuszeństwa i wytrwała w świadectwie o Nim. W obliczu Bożej miłości przypomniałam sobie, jak gdy byłam torturowana, wiele razy ogarniała mnie słabość i budził się we mnie bunt, więc stanęłam przed Bogiem, okazując głęboką skruchę: „Boże Wszechmogący, jestem taka ślepa i głupia. Nie rozpoznałam Twej miłości i Twych błogosławieństw, lecz zawsze myślałam, że cierpienie fizyczne jest czymś złym. Teraz rozumiem, że wszystko, co mnie spotyka, jest Twoim błogosławieństwem. Mimo że to błogosławieństwo kłóci się z moimi własnymi pojęciami i z zewnątrz może się wydawać, że moje ciało doświadcza bólu i upokorzenia, to prawda jest taka, że to Ty obdarzasz mnie najcenniejszym skarbem życia, że jest to świadectwo Twojego zwycięstwa nad szatanem i, co więcej, że okazujesz mi w ten sposób najprawdziwszą, najbardziej rzeczywistą miłość. Boże! Nie mam jak odpłacić Ci za Twą miłość i Twoje zbawienie. Mogę tylko oddać Ci moje serce i znieść cały ten ból i upokorzenie, by trwać przy świadectwie o Tobie!”.

Właśnie gdy przygotowywałam się do pójścia do więzienia i byłam zdecydowana zadowolić Boga, On zupełnie nieoczekiwanie otworzył przede mną drogę ucieczki. Gdy spędzałam w areszcie trzynasty dzień, Bóg sprawił, że mój szwagier umówił się z policjantami i ofiarował im prezenty warte trzy tysiące juanów. Wpłacił też kaucję w wysokości pięciu tysięcy juanów, żebym mogła przebywać na wolności do czasu procesu. Gdy wróciłam do domu, zobaczyłam, że na nogach mam martwicę spowodowaną przez to, jak ci okrutni policjanci mnie deptali. Skóra była twarda i sczerniała, i wyzdrowiała dopiero po trzech miesiącach. Tortury, jakim poddawali mnie policjanci, spowodowały też poważne uszkodzenia mózgu i serca, miało poważne następstwa. Po dziś dzień muszę się zmagać z wielkim bólem. Gdyby nie Boża ochrona, byłabym zapewne sparaliżowana i przykuta do łóżka, a to, że mogę dziś wieść normalne życie, zawdzięczam wyłącznie wielkiej miłości i opiece Boga.

Doświadczywszy tych prześladowań i przeciwności losu, rzeczywiście dostrzegłam opierającą się Bogu, demoniczną istotę rządu KPCh. Wyraźnie też zrozumiałam, że jest on złym, który jest nieprzejednanym wrogiem Boga. W sercu żywię do niego niesłabnącą nienawiść. Równocześnie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej zrozumiałam Bożą miłość oraz to, że dzieło, którego Bóg dokonuje w ludziach, ma ich zbawić i czynione jest z miłości do nich. Bóg ukazuje nam swoją miłość do nas nie tylko poprzez łaskę i błogosławieństwa, ale przede wszystkim przez cierpienie i nieszczęście. Będąc w stanie przetrwać okrutne tortury i wyzwiska, jakimi obrzucali mnie policjanci, a także będąc w stanie wyjść z tego legowiska demonów, zaczęłam szczerze doceniać fakt, że było to możliwe wyłącznie dzięki słowom Boga Wszechmogącego, które dawały mi wiarę i siłę. Co więcej, było to możliwe, ponieważ byłam natchniona miłością Boga Wszechmogącego, która pozwoliła mi krok po kroku pokonać szatana i wyjść cało z legowiska demonów. Bogu niech będą dzięki za to, że kocha mnie i że mnie zbawił. Wszelka cześć i chwała niech będą Bogu Wszechmogącemu!

Wstecz: 31. Bóg przyszedł mi z pomocą, gdy byłem na krawędzi śmierci

Skontaktuj się z nami w dowolnym czasie, jeśli w swojej wierze napotykasz na jakieś trudności czy wątpliwości.
Skontaktuj się z nami przez Messenger
Skontaktuj się z nami przez WhatsApp

Powiązane treści

Ustawienia

  • Tekst
  • Motywy

Jednolite kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

Spis treści

Szukaj

  • Wyszukaj w tym tekście
  • Wyszukaj w tej książce