Wszystkich szukających prawdy prosimy o kontakt.

Świadectwa zwycięzców

Pełne kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

0 wyników wyszukiwania

Nie znaleziono wyników

21. Boże światło prowadzi mnie przez przeciwności losu

Autorstwa Zhao Xin, prowincja Syczuan

Jako dziecko mieszkałam w górach. Nie znałam świata i, szczerze mówiąc, nie miałam większych aspiracji. Wyszłam za mąż i urodziłam dzieci. Moi dwaj synowie wyrośli na rozsądnych i posłusznych chłopców, a mój mąż nie bał się ciężkiej pracy. Chociaż nigdy nie mieliśmy dużo pieniędzy, w naszej rodzinie panowała harmonia, a ja czułam się bardzo szczęśliwa i zadowolona. W 1996 roku nagle zachorowałam na poważną chorobę, która poprowadziła mnie do wiary w Pana Jezusa. Od tamtego czasu często czytałam Biblię i aktywnie uczestniczyłam w zgromadzeniach kościelnych. Ku mojemu zdziwieniu, mój stan stopniowo zaczął się poprawiać, dlatego moja wiara w Pana Jezusa jeszcze się umocniła.

W 1999 roku wydarzyło się jednak coś, czego zupełnie nie mogłam przewidzieć: zostałam aresztowana przez policję za wiarę w Pana Jezusa. Zamknięto mnie na cały dzień i ukarano mnie grzywną w wysokości 240 juanów. Chociaż suma może nie wydawać się wielka, dla nas, biednych rolników, żyjących w zubożałym górzystym regionie, to było dużo pieniędzy! Aby zebrać potrzebną kwotę, sprzedałam wszystkie orzechy ziemne, które z mozołem uprawiałam na swojej działce. Naprawdę nie mogłam jednak zrozumieć, dlaczego rząd KPCh uznał mnie za kryminalistkę, która „należy do organizacji kontrrewolucyjnych”. Zagrozili także całej mojej rodzinie, że nawet jeśli moi synowie ukończą studia, i tak nie dostaną pracy. Dlatego mój mąż, moi rodzice, krewni i przyjaciele wszyscy zaczęli na mnie naciskać, próbując stanąć na drodze mojej wiary i stłumić ją. Zmuszali mnie do wykonywania najcięższej i najbardziej wyczerpującej pracy, a ja mogłam tylko w cichości to znosić.

W 2003 roku spotkało mnie szczęście, gdyż przyjęłam dzieło Boga Wszechmogącego w dniach ostatecznych. Czytając słowa Boga, upewniłam się, że Bóg Wszechmogący jest Panem Jezusem, który powrócił. Byłam niezwykle podekscytowana i czułam, że możliwość ponownego połączenia się z Bogiem za mojego życia była rzeczywiście największym błogosławieństwem w historii! Jednakże od tamtego czasu presja wywierana na mnie zarówno przez rząd KPCh, jak i przez moją rodzinę, jeszcze się wzmogła. W obliczu tej sytuacji podjęłam postanowienie przed Bogiem: „Bez względu na to, jak ciężko mi będzie i jak bardzo będę cierpieć, będę podążać za Tobą do samego końca!”. Policja KPCh później przyszła do mojego domu i zagroziła mi: „Czy wiesz, że w tym kraju twoja wiara w Boga jest niezgodna z prawem i niedozwolona? Jeśli będziesz dalej wierzyć, skończysz w więzieniu!”. Kiedy mój mąż to usłyszał, zaczął wywierać na mnie coraz większą presję. Często mnie bił i beształ, a nawet nie pozwalał mi zostać w naszym domu. Nie miałam wyboru, musiałam stłumić ból, który czułam w sercu, i opuścić dom, aby uniknąć prześladowań i aresztowania przez rząd KPCh. W tym czasie, mimo że przez prześladowania rządu KPCh zostałam zmuszona do opuszczenia rodzinnego miasta i do włóczęgostwa, nadal nie dostrzegałam działania złowrogiej ręki, która spowodowała rozpad mojej rodziny. Dopiero gdy osobiście doświadczyłam życia w więzieniu, nieokiełznanych ataków i fałszywych zarzutów wymierzonych przeciwko mnie przez rząd KPCh, zyskałam prawdziwe zrozumienie jego przewrotnej, reakcyjnej istoty i zdałam sobie sprawę, że rząd KPCh jest głównym winowajcą, który niszczy szczęśliwe rodziny i zsyła na ludzi potworne katastrofy!

16 grudnia 2012 roku wraz z pięciorgiem braci i sióstr głosiliśmy ewangelię, gdy nagle czterech policjantów podjechało do nas samochodem i aresztowało nas. Zabrali nas na komisariat policji, a kiedy zakuli mnie w kajdanki, jeden z nich krzyknął: „Słuchajcie, możecie kraść i rabować, mordować i podpalać, możecie się prostytuować, to nas nie obchodzi. Ale wiara w Boga jest jedyną rzeczą, której wam nie wolno! Wierząc w Boga, sprzeciwiacie się Partii Komunistycznej i musicie ponieść karę!”. Mówiąc to, bił mnie i kopał z całej siły. Czułam, że po tym biciu nie będę w stanie wiele więcej znieść, więc wołałam do Boga raz za razem w moim sercu: „O Boże! Nie mam pojęcia, jak długo ci okrutni policjanci będą mnie torturować, i czuję, że dłużej nie wytrzymam. Ale wolałabym raczej umrzeć, niż zostać judaszem – nie zdradzę Cię. Proszę, czuwaj nade mną, chroń mnie i prowadź”. Po modlitwie po cichu postanowiłam w swoim sercu: „Pozostanę wierna Bogu aż do ostatniego tchu, do końca będę walczyć z szatanem i trwać przy świadectwie, aby zadowolić Boga!”. Następnie jeden z policjantów przeszukał mnie i znalazł 230 juanów w gotówce. Uśmiechając się złośliwie, powiedział: „To kradzione pieniądze i należy je skonfiskować”. Mówiąc to, włożył sobie gotówkę do kieszeni i zatrzymał dla siebie. Potem zaczęli nas przesłuchiwać. „Skąd jesteście? Jak się nazywacie? Kto was tu przysłał?” Kiedy podałam swoje nazwisko i adres, szybko znaleźli dane dotyczące całej mojej rodziny w swoim komputerze. Podałam im tylko swoje podstawowe dane osobowe, ale odmówiłam odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące kościoła.

Następnie policjanci sięgnęli po jedną ze swoich sztuczek. Znaleźli na ulicy ponad dziesięć osób, które nie wierzyły w Boga, i kazali im zeznać, że głosiłam ewangelię królestwa Boga Wszechmogącego. Potem powiedzieli tym ludziom kilka kłamstw i fałszywych oskarżeń na mój temat. Wszyscy ci ludzie wyśmiewali mnie, oczerniali i obrażali; czułam się naprawdę skrzywdzona. Nie miałam pojęcia, jak przezwyciężyć tę sytuację, więc po prostu dalej wołałam do Boga w sercu, aby dał mi wiarę i siłę. Właśnie wtedy w moich myślach pojawił się fragment hymnu słów Boga: „Bóg wcielony jest sądzony, potępiany i wzgardzony. Diabły depczą Mu po piętach. Świat religijny odtrąca Go. Nikt nie może odpokutować Jego bólu. Bóg zbawia zepsutych ludzi cierpliwością i kocha ludzi swym zranionym sercem. To najboleśniejsze dzieło ze wszystkich. Szaleńczy opór ludzkości, kalumnie, prześladowanie, narażają ciało Boga. Kto zrozumie ból i ulży Jego cierpieniu?” („Bóg kocha człowieka swymi ranami” w książce „Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni”). Wcześniej tylko teoretycznie rozumiałam ból, jaki Bóg znosi, aby zbawić ludzkość, ale dopiero wtedy, znalazłszy się w takiej sytuacji, w końcu zaczęłam zdawać sobie sprawę, jak wielkie musi być cierpienie Boga! Bóg, sprawiedliwy i święty, stał się ciałem, aby żyć obok nas, ludzi brudnych i zepsutych. Znosił wszelkiego rodzaju drwiny i zniewagi, potępienie i oszczerstwa, prześladowanie i zaszczucie, a wszystko to, aby nas zbawić. Nawet ci z nas, którzy wierzą w Boga, często Go nie pojmują, a nawet źle Go rozumiemy i obwiniamy Go. Wszystkie te ciosy są dla Boga bardzo bolesne, a jednak On wciąż nosi swoje blizny i kocha ludzkość – Jego usposobienie jest tak wspaniałe, tak czcigodne! Czytałam wprawdzie kiedyś w Biblii: „Bo jak błyskawica, gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca nieba aż po drugi, tak będzie i z Synem Człowieczym w jego dniu. Ale najpierw musi wiele cierpieć i zostać odrzucony przez to pokolenie” (Łk 17:24-25). Jednak dopiero dzisiaj zrozumiałam, że te słowa rzeczywiście się spełniły! Bardzo mnie to zasmuciło i żałowałam, że nigdy wcześniej nie brałam pod uwagę woli Bożej… Zanim udało mi się odzyskać spokój, policja zawiesiła mi na szyi tabliczkę z napisem „CZŁONEK XIE JIAO” i zrobiła mi zdjęcie. Następnie kazali mi przykucnąć i wskazywać palcem na materiały ewangelizacyjne, podczas gdy zrobili jeszcze kilka zdjęć. Nogi bolały mnie tak bardzo, że ledwo mogłam siedzieć w kucki. Właśnie w tym momencie zadzwonił mój telefon. Przestraszyłam się i pomyślałam: „Pewnie dzwoni brat lub siostra z kościoła. Za żadne skarby nie mogę ich w to wplątać!”. Szybko chwyciłam telefon i cisnęłam go z całej siły o podłogę, roztrzaskując na kawałki. Policjanci natychmiast wpadli we wściekłość. Wyglądało to, jakby kompletnie oszaleli – podnieśli mnie za kołnierz, a następnie kilka razy mocno uderzyli mnie w twarz, która natychmiast zaczęła mnie palić, a w uszach tak mi dzwoniło, że nic nie słyszałam. Następnie zaczęli z całej siły kopać mnie po nogach. To jednak też nie wyczerpało pokładów ich wściekłości, więc zawlekli mnie do ciemnego pokoju i kazali mi stanąć plecami do ściany, gdy bili mnie po twarzy. Jeszcze raz porządnie mnie stłukli. Udało mi się powstrzymać łzy i w duchu modliłam się do Boga: „Boże Wszechmogący, wierzę, że Twoja dobra wola stoi za wszystkim, co się teraz ze mną dzieje. Choćby ci policjanci nie wiem, jak mnie dręczyli, zawsze będę trwać przy świadectwie o Tobie i nie poddam się szatanowi!”. Ku mojemu zaskoczeniu, kiedy odmówiłam tę modlitwę, nagle odzyskałam słuch i usłyszałam, jak jeden z policjantów mówi: „Ta kobieta jest naprawdę uparta. Nie uroniła jednej łzy ani nawet nie pisnęła. Może po prostu nie przyłożyliśmy się wystarczająco. Weź paralizator i zobaczymy, czy wyda z siebie głos!”. Drugi chwycił paralizator i mocno dźgnął mnie nim w udo. Natychmiast przeszył mnie tak silny ból, że upadłam na podłogę. Uderzyłam głową w ścianę i zaczęłam krwawić. Policjanci wołali do mnie, wskazując palcem: „Przestań udawać. Wstawaj! Damy ci trzy minuty. Jak nie wstaniesz, znów ci przyłożymy. Nawet nie myśl, że będziesz udawać martwą”. Ale mimo tych krzyków naprawdę nie mogłam się ruszyć, więc n brutalnie skopali mnie jeszcze raz.

Naprawdę nie mogłam już dłużej wytrzymać brutalnych i nieludzkich tortur ze strony policji. Żarliwie modliłam się do Boga: „Boże Wszechmogący! Nie wytrzymam dłużej. Proszę, daj mi wiarę i siłę!”. Gdy tak niewyobrażalnie cierpiałam, przyszedł mi do głowy hymn słów Boga: „Ponieważ wierzysz w Boga, musisz powierzyć Mu swoje serce. Jeśli zaofiarujesz Mu swoje serce i je przed Nim odkryjesz, nie będziesz mógł w trakcie oczyszczania ani zaprzeczyć Bogu, ani Go opuścić. (…) Kiedy nadejdzie ten dzień i nagle zostaniesz poddany przez Boga próbom, nie tylko będziesz potrafił wytrwać u boku Boga, ale także nieść Mu świadectwo. Wtedy będziesz jak Hiob czy Piotr. Kiedy dasz Bogu świadectwo, będziesz Go naprawdę kochać i z radością oddasz Mu swoje życie; będziesz świadkiem Boga i tym, którego Bóg umiłował. Miłość poddana oczyszczeniu jest silna, nie słaba. Bez względu na to, kiedy i jak Bóg podda cię próbom, zdołasz nie dbać o to, czy będziesz żyć, czy też umrzesz, będziesz umiał z radością wszystko odrzucić dla Boga i z zadowoleniem przetrwać dla Niego wszystko – tym samym twoja miłość będzie czysta, a wiara prawdziwa. Dopiero wtedy będziesz kimś, kogo Bóg naprawdę kocha i kogo On naprawdę uczynił doskonałym” („Oddaj serce Bogu, jeśli w Niego wierzysz” w książce „Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni”). Boże oświecenie pozwoliło mi zrozumieć Jego wolę, a także dało mi niewyczerpaną wiarę i siłę. Ponownie pomodliłam się do Boga: „Boże! Wierzę, że wszystko, co dzisiaj się ze mną dzieje, wydarza się za Twoją zgodą, i za wszystkim stoi Twoja dobra wola. Przez działania tych diabłów w końcu dostrzegam, że organy ścigania działające pod egidą rządu KPCh to organizacje pełne przemocy i nie mogę się im poddać. Chcę tylko dać Ci moje serce i stanąć po Twojej stronie. Boże! Wiem, że tylko poprzez doświadczanie takich prób i oczyszczania moja miłość do Ciebie może się umocnić. Jeśli szatan odbierze mi dziś życie, nadal nie będę się skarżyć. To, że mogę nieść o Tobie świadectwo, jest zaszczytem dla mnie jako istoty stworzonej. W przeszłości nie wypełniałam dobrze swojego obowiązku i tak wiele jestem Ci winna. To, że mam dziś szansę oddać za Ciebie życie, ma największe znaczenie. Chcę być Ci posłuszna”. Po tej modlitwie byłam bardzo poruszona i czułam, że cierpienie dla podążania za Bogiem było rzeczą niezwykle znaczącą, za która warto nawet umrzeć!

Nieco ponad 10 minut później przyszła policjantka, która pomogła mi wstać i udając życzliwość, powiedziała: „Spójrz na siebie. Masz już swoje lata, dzieci na studiach. Czy naprawdę warto się tak męczyć? Po prostu powiedz nam, co chcemy wiedzieć, a od razu cię wypuścimy”. Zobaczyła, że nie reaguję, więc mówiła dalej: „Jesteś matką, więc powinnaś pomyśleć o swoich synach. Żyjemy teraz pod rządami Partii Komunistycznej, a rząd KPCh sprzeciwia się wszelkim przekonaniom religijnym i tłumi je. Szczególnie nienawidzi tych z was, którzy wierzą w Boga Wszechmogącego. Czy nie obawiasz się, że uparcie występując przeciwko rządowi, obciążysz całą rodzinę? W pewnym momencie twoi rodzice i mąż zostaną w to wmieszani, a twoi synowie i wnukowie mogą zapomnieć o karierze wojskowej czy urzędniczej. Nikt ich nawet nie zatrudni jako ochroniarzy. Czy chcesz, aby twoi synowie byli robotnikami, gdy dorosną? Wykonywali dorywcze zajęcia i tak jak ty, biedowali całe życie?”. Gdy szatan knuł tę intrygę przeciwko mnie, przez głowę przemknęły mi słowa Boga: „Nie ma we wszechświecie czegoś takiego, co dokonuje się bez mojej ostatecznej decyzji. Czy istnieje coś takiego, co nie jest w Moich rękach? We wszystkim to Ja mam ostatnie słowo i któż spośród ludzi może zmienić Moją decyzję?” (Rozdział 1 „Słów Bożych dla całego wszechświata” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boga pozwoliły mi przejrzeć przebiegły plan szatana i zdałam sobie sprawę, że funkcjonariusze wykorzystują moją troskę o przyszłość dzieci, aby zmusić mnie do mówienia. Wiedziałam jednak, że nasze losy jako ludzi nie zależą od nas ani od policji, ale są w rękach Boga. Wszystkie przyszłe posady moich dzieci oraz to, czy będą bogate, czy biedne, zależy od Boga. Przemyślawszy to, nie czułam się ani trochę ograniczona przez policję. Kierowanie się słowami Boga pozwoliło mi naprawdę zrozumieć, że Bóg jest po mojej stronie, chroniąc mnie, i zacząłem ufać Bogu jeszcze bardziej niezachwianie. Odwróciłam więc głowę na bok i milczałam. Funkcjonariuszka porządnie mnie zbeształa, po czym odeszła.

Zbliżał się wieczór. Widząc, że nie mogą wydobyć niczego ode mnie ani od moich sióstr z kościoła, policjanci odesłali nas do Aresztu Powiatowego. Ale tamtejsza policja powiedziała, że nasza sprawa jest bardzo poważna i że musimy udać się do Miejskiego Aresztu Śledczego. Kiedy tam dotarliśmy, było już po pierwszej w nocy i widziałam tylko wiele rzędów wielkich bram zrobionych z metalowych prętów – wszystko wyglądało niesamowicie ponuro i przerażająco. Przy pierwszej bramie musiałyśmy rozebrać się do naga i poddać się rewizji osobistej. Potem odcięli wszystkie guziki i powycinali zamki błyskawiczne, więc musiałam nosić poszarpane ubrania. Czułam się jak żebraczka. Przy drugiej bramie musiałyśmy przejść badanie lekarskie. Widzieli siniaki na nogach od policyjnego bicia i to, że trudno mi było chodzić, ale po prostu gapili się i wygadywali kłamstwa: „To wszystko jest zupełnie normalne. Nie ma się czym martwić”. Przepisy więzienne wyraźnie mówią, że jeśli podczas badania lekarskiego zostanie wykryta jakakolwiek choroba lub uraz, trzeba zlecić leczenie, ale w rzeczywistości nikogo nie obchodzi, czy więźniowie żyją, czy umierają. Powiedzieli do mnie z sarkazmem: „Wasz Bóg Wszechmogący przecież cię chroni. Nic ci nie będzie”. Zabrano mnie do celi, gdzie jedna z więźniarek, wychylając głowę spod pościeli, krzyknęła na mnie: „Zdejmuj ciuchy!”. Błagałam ją, żeby nie kazała mi zdejmować bielizny, ale ze złośliwym uśmiechem odpowiedziała: „Tutaj trzeba przestrzegać zasad”. Wtedy wszystkie inne więźniarki wychyliły głowy spod pościeli i zaczęły wydawać przeróżne okropne dźwięki. W celi o powierzchni nieco ponad 20 metrów kwadratowych zamkniętych było 18 osadzonych: były to handlarki narkotyków, morderczynie, malwersantki i złodziejki. Zadaniem „szefowej” tego miejsca, prowodyrki, było karanie ludzi na różne sposoby każdego dnia – po prostu dręczyła ludzi dla zabawy. Rano jej zastępczyni nauczyła mnie zasad i powiedziała, że muszę dwa razy dziennie myć podłogę. Ciągle wynajdowała dla mnie jakąś pracę. Powtarzała mi, że muszę zawsze wyrabiać normę, a jak się nie pospieszę, to będę ukarana. Strażniczki więzienne zachowywały się jak dzikie bestie i często również karały więźniarki bez powodu. Jedna z nich zagroziła mi tymi słowami: „Ma być tak, jak mówię. Nie obchodzi mnie, jeśli to zgłosisz. Donieś na mnie, a zobaczysz, co ci zrobię!…”. Podłe funkcjonariuszki więzienne nie miały kompletnie żadnych zahamowań czy poczucia przyzwoitości. Wszystkim rządził pieniądz i dopóki ktoś płacił funkcjonariuszkom, nie podlegał „prawu”. Jedna z więźniarek była żoną urzędnika, który sprzeniewierzył dużą sumę pieniędzy. Często dawała strażniczkom pieniądze i każdego dnia kupowała „szefowej” małe smażone przekąski. Dzięki temu nie musiała pracować przez cały dzień, zmuszała też innych do zmywania po niej i ścielenia jej łóżka. Chociaż mieszkałam w tej piekielnej celi bez grosza, pozbawiona praw i musiałam codziennie znosić wszelkiego rodzaju zastraszanie i męki, pocieszało mnie tylko towarzystwo dwóch innych sióstr z kościoła. Byłyśmy jak rodzina. W tym trudnym czasie rozmawiałyśmy ze sobą, kiedy tylko miałyśmy okazję; wspierałyśmy się i pomagałyśmy sobie nawzajem. Cały czas polegałyśmy na Bogu, prosząc Go, aby dał nam wiarę i siłę. Każda z nas pomagała innym i wspierała je i razem przetrwałyśmy ten okropny czas.

W areszcie przesłuchiwano mnie jeszcze cztery razy. Raz przesłuchujący mnie mężczyźni przedstawili się jako urzędnicy Miejskiego Biura Bezpieczeństwa Publicznego i Zespołu Bezpieczeństwa Narodowego. Pomyślałam sobie: „Ktoś z Miejskiego Biura Bezpieczeństwa Publicznego z pewnością wykaże się lepszym charakterem i będzie lepiej wykształcony niż policja na lokalnym posterunku. Na pewno egzekwują prawo w sprawiedliwy sposób”. Jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna, niż sobie wyobrażałam. Gdy tylko pracownik Miejskiego Biura Bezpieczeństwa Publicznego wszedł do pomieszczenia, rozparł się na krześle z nogami na stole. Całe jego ciało emanowało pychą, a na mnie patrzył z pogardą. Potem wstał i podszedł do mnie. Zaciągnął się głęboko papierosem, a potem wydmuchał mi dym w twarz. Widząc to, w końcu zdałam sobie sprawę, że wszyscy policjanci KPCh byli siebie warci i w duchu śmiałam się ze swoich naiwnych nadziei, że ten człowiek będzie inny. Nie wiedziałam, jakie sztuczki teraz na mnie wypróbują, więc w duchu odmówiłam modlitwę do Boga: „Boże Wszechmogący. Proszę, daj mi mądrość do pokonania szatana i pozwól mi Cię sławić i nieść świadectwo o Tobie!”. Właśnie wtedy policjant z Zespołu Bezpieczeństwa Narodowego powiedział: „Wiemy już o tobie wszystko. Współpracuj z nami, a cię wypuścimy”. Spojrzałam na niego i zaśmiałam się ponuro. Myśląc, że zamierzam pójść na kompromis, powiedzieli: „Jesteś już gotowa do współpracy?”. Odpowiedziałam: „Już dawno powiedziałam wszystko, co mam do powiedzenia”. To natychmiast doprowadziło podłych policjantów do szału i zaczęli wywrzaskiwać na mnie przekleństwa, a jeden z nich powiedział: „Chcemy ci pozwolić wyjść z tego z twarzą, a ty odmawiasz! Jeśli nie zaczniesz mówić dzisiaj, to nie martw się, mam mnóstwo czasu i spędzę go z tobą. Wydalę twoich synów z uczelni i upewnię się, że nie ukończą edukacji”. Następnie wyciągnęli mój telefon komórkowy i grozili mi: „Czyje numery masz na karcie SIM? Jeśli dzisiaj nam nie powiesz, dostaniesz siedem albo osiem lat więzienia. Postaramy się, żeby towarzyszki z celi stale uprzykrzały ci życie tak, że będziesz żałować, że nie umarłaś!”. Bez względu na to, jaki nacisk na mnie wywierał, nie odpowiadałam. Nawet się nie bałam, bo w moim wnętrzu oświecały mnie słowa Boga: „Ponieważ musisz znieść takie cierpienie, aby zostać zbawionym i przetrwać; co więcej, zostało to predestynowane przez Boga. Zatem to, że spotkało cię to cierpienie, jest błogosławieństwem. (…) Stojące za tym znaczenie jest tak głębokie i niezwykle ważne” („Najbardziej zagrożeni są ci, którzy utracili dzieło Ducha Świętego” w księdze „Zapisy przemówień Chrystusa”). To przesłuchanie trwało dwie i pół godziny. Widząc, że nic ze mnie nie wyciągnęli, rzucili jeszcze kilka gróźb, potem jednak wyszli zniechęceni.

6 stycznia 2013 roku policjanci zagrali inną kartą i powiedzieli, że zabiorą mnie do domu. Kazali mi ubrać się w więzienny uniform i skuli kajdankami, po czym zabrano mnie w więziennej furgonetce z powrotem na posterunek w mojej miejscowości. Kiedy tam dotarłam, powiedziano mi, że policja znalazła moich synów i teściów, przeszukała nasz dom i wypytała sąsiadów, co robiłam przez ostatnie kilka lat. Jeden z policjantów powiedział: „Polowaliśmy na tę kobietę od lat i nie złapaliśmy jej. Kiedy umarł jej mąż, została w domu tylko na jedną noc. Zmarnowaliśmy wiele dni, czekając na nią pod domem. Kiedy jej syn przeszedł operację serca, chcieliśmy złapać ją w szpitalu, ale się tam nie pokazała. Tak mocno wierzy w Boga, że porzuciła całą swoją rodzinę. Teraz ją mamy i musimy rozprawić się z nią raz na zawsze!”. Kiedy to usłyszałam, moje serce zaczęło wołać: „Kiedy nie chciałam wracać do domu? Śmierć mojego męża była druzgocąca, a kiedy mój syn przeszedł operację serca, strasznie się martwiłam. Tak bardzo chciałam być przy moim dziecku. Wcale ich nie porzuciłam, to rząd KPCh nieustannie mnie prześladował i polował na mnie, uniemożliwiając mi powrót do domu!”. Furgonetka pędziła w stronę mojego domu, a ja cicho płakałam w głębi serca. Modliłam się do Boga nieustannie: „Boże! Od lat nie mogę wrócić do domu z powodu prześladowań rządu KPCh. Wkrótce zobaczę moją rodzinę i obawiam się, że wtedy osłabnę i padnę ofiarą podstępnego planu szatana. Proszę, pomóż mi i pozwól żyć z godnością i niezłomnością jednego z wiernych wyznawców Boga, nawet w obliczu szatana. Nie pozwól, bym dała się oszukać. Pragnę tylko trwać przy świadectwie o Tobie, aby Cię zadowolić!”. Po zakończeniu mojej modlitwy bardzo się uspokoiłam i poczułam ulgę. Wiedziałam, że to Bóg towarzyszy mi i daje mi siłę. Kiedy już prawie dojechaliśmy do mojego domu, policja zatrzymała się na poboczu. Kazali mi wysiąść i zaprowadzić się na piechotę do mojego domu. Byłam w więziennym ubraniu i w kajdankach, a wszyscy moi sąsiedzi stali w pewnej odległości, wpatrując się we mnie i wskazując palcami w moim kierunku. Słyszałam, jak mnie obrażają i drwią ze mnie za moimi plecami. Kiedy przeszliśmy przez bramę prowadzącą na dziedziniec, natychmiast zobaczyłam tam mojego syna, który robił pranie. Usłyszał, jak weszłam, ale nie podniósł głowy, i zrozumiałam, że mnie nienawidzi. Włosy moich teściów posiwiały. Moja teściowa wyszła i przywitała się z funkcjonariuszami, ale potem milczała. Policjant zapytał: „Czy ta kobieta jest twoją synową?”. Lekko skinęła głową. Potem zaczął grozić moim teściom: „Jeśli nie będzie z nami współpracować, będziemy musieli zadzwonić na uczelnię i wkrótce jej synowie zostaną wyrzuceni. Odbierzemy wam też wszystkie świadczenia i zasiłki”. Gdy policjant im groził, twarze obojga moich teściów zrobiły się popielate, a gdy zaczęli mówić, głosy im drżały. Pośpiesznie przyznali, że nie było mnie w domu przez sześć czy siedem lat i praktykowałam swoją wiarę gdzie indziej. Policjant ryknął na nich: „Partia i lud tak dobrze się wami opiekowali przez te wszystkie lata. Powiedzcie nam, czy Partia Komunistyczna jest dobra, czy nie?”. Moja teściowa była tak przestraszona, że od razu odpowiedziała: „Tak, jest dobra”. Policjant pytał dalej: „A czy jej obecna polityka jest dobra?”. Odpowiedziała: „Tak, dobra”. „A wszystkie katastrofy, które miały miejsce w twojej rodzinie – kontynuował policjant – i śmierć twojego syna, czy to wszystko nie było spowodowane przez twoją synową? Czy to nie ona przyniosła nieszczęście twojej rodzinie?” Moja teściowa opuściła głowę i lekko skinęła. Widząc, że ich plan zadziałał, policjanci wciągnęli mnie do środka i kazali mi patrzeć na wiszące na ścianie nagrody, które zdobył mój syn. Jeden z nich wskazał na mnie i zaczął mnie besztać: „Nigdy w życiu nie spotkałem kogoś tak pozbawionego człowieczeństwa jak ty. Masz takiego dobrego syna, a porzuciłaś go, żeby wyznawać Boga! Co ci z tego przyszło?”. Patrząc na nagrody mojego syna, myślałam o tym, jak moja wiara wpływa teraz na jego studia, oraz o tym, jak moi teściowie są zastraszani – moja rodzina została rozdarta! Ale kto był przyczyną tego wszystkiego? Czy stało się to tylko z powodu mojej wiary? Moja wiara w Boga to podążanie za prawdą i kroczenie właściwą ścieżką życia. Co w tym złego? Gdyby nie prześladowania ze strony rządu KPCh, czy musiałabym przez te wszystkie lata trzymać się z dala od własnego domu i ukrywać się? A jednak fałszywie oskarżali mnie, że nie troszczę się o rodzinę i nie żyję własnym życiem. Czy w ten sposób nie wypaczali faktów i nie wywracali prawdy do góry nogami? W tym momencie nienawiść do tych demonów szatana wezbrała we mnie i już miała wybuchnąć jak wulkan – chciałam krzyczeć: „Wy szatańskie demony! Nienawidzę was! Nienawidzę was aż do szpiku kości! Czy to nie prześladowania rządu KPCh trzymały mnie z dala od mojego domu przez te wszystkie lata? Czy nie chciałam być u boku syna, aby dać mu matczyną miłość i ciepło? Czy nie chciałam żyć w spokoju i szczęściu z własną rodziną? A jednak wy, diabły szatańskie, nagle stroicie się w piórka i udajecie dobrych ludzi, upominacie nas i obwiniacie Boga za całe zło, które spotkało moją rodzinę, spychając tym samym odpowiedzialność za to wszystko na moje ramiona. Naprawdę macie gdzieś prawdę i wygadujecie bzdury! Wy, złe duchy, jesteście tak przewrotni i zgrywacie niewinnych, a jesteście najgorszymi przestępcami ze wszystkich. To wy jesteście złymi wróżbami, zwiastunami nieszczęścia, to wy przynosicie pecha! Rząd KPCh jest głównym winowajcą odpowiedzialnym za zniszczenie mojej rodziny! O jakim szczęściu mogą mówić ludzie mieszkający w tym kraju?”. Kiedy skończyli tę grę pozorów, krzyknęli na mnie: „Ruszaj się” i kazali mi wyjść z domu. Dziękuję Bogu Wszechmogącemu, że chronił mnie, pozwolił mi przejrzeć podstępne plany szatana, wyraźnie dostrzec reakcyjną niegodziwość podłej KPCh i wytrwać w moim świadectwie!

12 stycznia policja przesłuchała mnie po raz ostatni. Dwóch policjantów po raz kolejny próbowało zmusić mnie, abym wydała moich braci i siostry, ale bez względu na to, jak mi grozili i mnie przymuszali, odpowiadałam po prostu, że nie wiem. Kiedy to usłyszeli, natychmiast się rozwścieczyli i zaczęli mocno bić mnie po twarzy i ciągnąć za włosy, jakby oszaleli. Stali po obu stronach i popychali mnie w tę i z powrotem, kopiąc mnie po nogach tak mocno, jak tylko potrafili. Potem uderzali mnie w głowę miedzianą rurką, krzycząc: „Myślisz, że cię nie uderzę? I co mi zrobisz? Zobaczymy, jaka jesteś twarda!”. Dzięki Bogu Wszechmogącemu za ochronę. Chociaż poddawali mnie takim torturom, czułam tylko, że moje ciało drętwieje. Odczuwałam bardzo niewielki ból. Ci dwaj nikczemni policjanci torturowali mnie przez cztery godziny, aż byli już zupełnie wyczerpani i zlani potem, i dopiero wtedy przestali. Usiedli na kanapie, z trudem łapiąc oddech i mówiąc: „Dobrze, poczekaj tylko, resztę życia spędzisz w więzieniu. Wówczas już nigdy nie będziesz wolna, nawet po śmierci!”. Nic nie poczułam, kiedy to usłyszałam, ponieważ umocniłam już swoje serce i przyrzekłam, że nigdy nie poddam się tym diabłom, nawet kosztem własnego życia. W duchu odmówiłam modlitwę do Boga: „Boże, pragnę oddać się Tobie. Nawet jeśli policja zamknie mnie na resztę życia, będę za Tobą podążać do samego końca. Będę cię wychwalać, nawet jeśli trafię do piekła!”. Po powrocie do celi byłam przekonana, że resztę życia spędzę w więzieniu, więc zaskoczyło mnie, gdy Bóg otworzył przede mną drogę. Po południu 16 stycznia policja niespodziewanie wypuściła mnie, nie stawiając żadnych zarzutów.

To rozdzierające serce doświadczenie było jak zły sen, do którego boję się wracać myślami. Nigdy w najśmielszych snach nie wyobrażałam sobie, że zwyczajna kobieta taka jak ja mogłaby się stać „przedmiotem zainteresowania” policji po prostu z powodu wiary w Boga czy być postrzegana przez rząd KPCh jako wróg i narażona na takie śmiertelne niebezpieczeństwo. Pewnego razu podczas przesłuchania zapytałam ich: „Co złego zrobiłam? Jakie prawo złamałam? Co powiedziałam przeciwko Partii lub przeciw ludowi? Dlaczego zostałam aresztowana?”. Policjanci nie byli w stanie odpowiedzieć na moje pytania, więc po prostu krzyczeli na mnie: „Możesz kraść i rabować, morderstwo, podpalenie i prostytucja też nas nie obchodzą. Wierząc w Boga, sprzeciwiasz się Partii Komunistycznej i musisz ponieść karę!”. Takie aroganckie, despotyczne, zniekształcające prawdę słowa wyszły prosto z ust diabła! Wiara w Boga i wielbienie Boga są niezmienną zasadą, która jest zgodna z wolą Niebios i zgodna z ludzkim sercem. Rząd KPCh opiera się Bogu i zabrania ludziom podążania właściwą ścieżką. Zamiast tego obarcza winą swoje ofiary i bezwstydnie twierdzi, że jesteśmy jego wrogami, tym samym całkowicie odsłaniając swoją demoniczną istotę! Rząd KPCh nie tylko gorączkowo przeciwstawia się Bożemu dziełu i aresztuje wiernych, ale także fabrykuje pogłoski, chcąc oszukać ludzi kłamstwami, aby zaprzeczyli istnieniu Boga i przeciwstawiali się Mu. Niweczy też szanse ludzi na prawdziwe zbawienie. Występki, których dopuścił się rząd KPCh, są zbyt liczne, by je wymienić, i wywołały gniew zarówno człowieka, jak i Boga! Cierpienia zadane mi przez te demony sprawiły, że z absolutną jasnością ujrzałam przeciwstawiającą się Bogu, reakcyjną istotę rządu KPCh, która jest sprzeczna z wolą nieba, i naprawdę doceniłam Bożą miłość i troskę. Ujrzałam, że istotą Boga jest piękno i dobroć; za każdym razem, gdy odczuwałam największy ból lub najtrudniej było mi znieść cierpienie, słowa Boga były we mnie, prowadząc mnie i oświecając, dodając mi siły i napawając wiarą. Dzięki nim mogłam przejrzeć podstępne intrygi szatana i zająć stanowisko. Naprawdę poczułam obecność i przewodnictwo Boga i dopiero wtedy udało mi się przezwyciężyć każdą trudność i wytrwać w moim świadectwie – miłość Boga jest tak wielka! Od tego dnia poświęcę wszystko, aby odpłacić za Bożą miłość, i będę starała się poznać prawdę i urzeczywistniać życie pełne znaczenia.

Wstecz:Przetrwanie okrutnych prześladowań umocniło moją wiarę w Boga

Dalej:Słowo Boże to moja siła życiowa

Powiązane treści